Dodaj do ulubionych

poł roku później

24.10.10, 21:55
tak sobie podsumowuję to moje zdrowienie, dorastanie
myślicie, że można wybaczyć, jeśli nikt nie prosił o przebaczenie?
pozwolić odejść, nie czując w sobie negatywnych emocji?

piszę trochę ad vocem wypowiedzi Tesknotazabija:
"[...] od jakiegos czasu jak sobie o nich pomysle to im wspolczuje - spotkaly sie gdzies 2 ludziki, ktore nazywam dnem moralnym i probuja na cudzym nieszczesciu zbudowac swe szczescie. Wierze, ze los ich pokaze. I to mi poprawia humor, bo do cholery jakas sprawiedliwosc musi byc [...]".

Ja boję się tej pułapki uproszczenia. Tej zero-jedynkowości. Rozmawiałam z bliską mi osobą i ona też mówi: "[zdrada] to kwestia moralności, takich rzeczy się nie robi" i dodaje "Ty byś tak nie postąpiła". Nie wiem, jakbym postąpiła. Nie zarzekam się, że nigdy przenigdy. Życie nas czasami tak bardzo zaskakuje. Nie wiem, czy mój ex jest ciągle z tą kobietą, nie wiem, czy jest szczęśliwy, wiem, że w związku ze mną się dusił, a ja nie czułam się bezpiecznie, a długi czas, jeszcze nawet tutaj na forum, pisząc zupełnie na początku naszego rozstania gotowa byłabym upierać się, że tworzyliśmy taki niemalże idealny związek.
Obserwuj wątek
    • argentusa Re: poł roku później 25.10.10, 08:50
      zupełnie na początku naszego rozstania goto
      > wa byłabym upierać się, że tworzyliśmy taki niemalże idealny związek.

      Zacytuję moją znajomą:
      "Do tej pory myślałam, że na sześciostopniowej skali, moje małżeństwo oscyluje gdzieś koło 4,5 - czyli całkiem przyzwoicie. A tu okazało się, że skala jest conajmniej DWUDZIESTOSTOPNIOWA."
      (a powiedziała to: po rozwodzie, po odetchnięciu i spotkaniu zupełnie innego mężczyzny i po przeżyciu z nim czterech lat)
      I jeszcze jedno mi przychodzi do głowy: zupełnie nie zajmuję się moim eks. I jego zyciem, czy jest z kimś, czy nie jest - jego sprawa. Moje życie też jest moją sprawą.

      Pytasz czy można wybaczyć jeśli nikt nie prosił o wybaczenie? Pewnie niektórzy mogą. Pozwolić odejśc? Tak, trzeba pozwolić. Ale to wymaga czasu. Nie można od siebie wymagać takiej reakcji od razu. Myslę, że we wszystkie ważne decyzje, oprócz głowy musi zaangażować się serce. I zaakceptować je. A z tym, jak wiadomo-trudniej.
      I jeszcze jedno - im jestem starsza, tym więcej we mnie ambiwalencji. Naprawdę jest niewiele spraw, które pozostały zero-jedynkowe.
    • mayenna Re: poł roku później 25.10.10, 09:36
      "Ja boję się tej pułapki uproszczenia. Tej zero-jedynkowości"
      Też się tego boję i staram się nie oceniać a rozumieć.Nazywam to jednak starościąsmile
      Doświadczenie najlepiej uczy że w życiu nie ma czarno - białych sytuacji, nie ma nawet dwóch identycznych. Mogę potępiać czyn ale z człowiekiem mam problem bo on działa z różnych pobudek.
      Po rozwodzie miałam tez reakcje, które do mnie normalnej nie przystają.
      Wiem, jednak że ja nie mogłabym zdradzić ale rozumiem mechanizm jaki do tego prowadzi.
    • triss_merigold6 Re: poł roku później 25.10.10, 09:46
      Jeśli chcesz wybaczyć i zredukować swoje negatywne emocje to zrób to dla siebie, ale nie łudź się, że eksa to obchodzi.
      • blaszany.dzwoneczek Re: poł roku później 25.10.10, 19:14
        Triss, ani przez chwilę mi przez myśl nie przeszło, by eksa mogłoby to cokolwiek obejść. Mówię tylko i wyłącznie o sobie. I dla swojego spokojnego oddychania chciałabym wybaczyć.
        • mayenna Re: poł roku później 25.10.10, 20:54
          Jeśli masz potrzebę załatwienia tej sprawy, wybaczenia, to spróbuj to zrobić.Może powiedz eksowi jak się czułaś gdy cię zdradził? Taka oczyszczająca rozmowa pomaga.
          Czas tez pomaga w wybaczeniu. Zacierają sie emocje i jest wtedy łatwiej.
    • tesknotazabija Re: poł roku później 25.10.10, 13:05
      Blaszany dzwoneczku czuję się poniekąd wywołana do tablicy Twoim postemwink

      Pytasz, czy można wybaczyć. Zdradę? Moim zdaniem nie. Pewnie są ludzie, którzy mówią, że wybaczyli, ale czy czują tak naprawdę? Jakoś ciężko mi w to uwierzyć.
      Odejść trzeba pozwolić, ale wiem, że na samym początku jest trudno. I wiesz co, myślę sobie nawet, że nikt z nas nie wie jak zachowa się w danej sytuacji, jeśli się w niej tak naprawdę nigdy nie znajdzie. Jak dowiedziałam się, że mąż mnie zdradził to upodliłam się sama do tego stopnia, że to JA prosiłam go o to, abyśmy dali sobie jeszcze jedną szansę. Dzisiaj się tego wstydzę-chyba najbardziej właśnie tego zachowaniasad
      Jak powiedziałam jednej mojej koleżance, że tak się zachowałam to powiedziała mi, że nigdy w życiu nie poniżyłaby się do takiego stopnia. I wiesz co się stało? Kilka dni temu jej facet powiedział jej, że muszą się rozstać po 11 latach bycia razem, że wypaliło się między nimi i wiesz jak ona zareagowała? Błagała go o jeszcze jedną szansę mówiąc, że będzie kochać dwa razy bardziej, że wszystko będzie dobrze, że będą szczęśliwi. A jeszcze kilka miesięcy temu twierdziła, że na takie upodlenie samej siebie nigdy by nie pozwoliła. Dlatego nigdy nie mówię nigdy.
      Będąc jeszcze w wydawałoby się szczęśliwym małżeństwie zawsze mówiłam, że nie wiem co mnie jeszcze w życiu spotka, że może kiedyś mąż kogoś pozna, albo ja. Ale zawsze wiedziałam, że jeśli poznam kogoś, kto spowoduje że poczuję wypieki na twarzy to zakończę najpierw jeden związek i zacznę budować drugi na nowo, że nie zdradzę. I tego oczekiwałam również od męża, że jeżeli kogoś pozna to mi powie, że to koniec, że poznał kogoś i chce się z tą osobą związać. Niestety znalazłam się w sytuacji, kiedy miałam ewidentne dowody na zdradę męża a on próbował mi wmawiać, że to tylko koleżankasmile
      • blaszany.dzwoneczek Re: poł roku później 25.10.10, 19:13
        Tesknoto,
        Twoje mocne słowa o dnie moralnym i żądza zemsty ("Wierze, ze los ich pokaze. I to mi poprawia humor[...]") zmusiły mnie do zastanowienia, czy i ja nie jestem narażona na to, by wpaść w taką pułapkę. Ja tak nie chcę.
        Nie mam absolutnie zamiaru Cię oceniać, ale myślę, że idziesz złą drogą. Ona nie przynosi spokoju. Przeglądam się w Tobie, bo nasze historie, choć różne, to o ile się nie mylę w podobnym czasie się rozegrały. I wierz mi, że usłyszałam od eksa i takie teksty, które zasługiwały na to, by albo dać autorowi w pysk albo skwitować milczeniem. Przemocy nie stosuję, języka pogardy dla drugiego człowieka nie używam, więc zmilczałam.
        Chciałabym móc wybaczyć - wielkodusznie i pójść dalej.
        • triss_merigold6 Re: poł roku później 25.10.10, 19:48
          Ale po co wybaczać? Żeby się poczuć wielkoduszną?
          • blaszany.dzwoneczek Re: poł roku później 25.10.10, 20:31
            triss_merigold6 napisała:

            > Ale po co wybaczać? Żeby się poczuć wielkoduszną?

            jeju, Triss, to naprawdę tak trudno zrozumieć?
            Chcę być wielkoduszna dla siebie. Chcę móc spokojnie oddychać. Uśmiechnąć się z pobłażliwością gdy ktoś wspomni mi o eks, machnąć ręką, wzruszyć ramionami, jak pisze Nanga. Tak lepiej się żyje. Ludziom pogodnym i pogodzonym żyje się lepiej. Tak myślę.
            • triss_merigold6 Re: poł roku później 25.10.10, 20:55
              Dla mnie to obojętność, a nie wybaczenie. Zobojętnienie jest w porzo, jak najbardziej.
            • tesknotazabija Re: poł roku później 25.10.10, 21:19
              Powiem szczerze, że ja chyba tutaj czegoś nie rozumiem. Mówisz, że idę złą drogą. Zrobiło się dość polityczniewink Ale tak poważnie - Dzwoneczku, zapewniam Cię, że mogę swobodnie oddychać, potrafię uśmiechnąć się z pobłażliwością, machnąć ręką, wzruszyć ramionami, gdy ktoś wspomina o moim jeszcze mężu. Jestem pogodna i pogodziłam się z tym co się stało. Ale to nie znaczy, że wybaczyłam...

              • blaszany.dzwoneczek Re: poł roku później 25.10.10, 23:23
                jeśli tak, to ok
        • nenia1 Re: poł roku później 25.10.10, 20:03
          Ale ludzie są różni i różnie reagują.
          Złość, chęć zemsty i myśl o wyrównianiu krzywdy są dla mnia jak najbardziej naturalne.
          I ludzkie.
          Taki właśnie jest prawdziwy człowiek, z krwi i z kości. Piękny, bo niedoskonały.

          To o czym pisze tęsknota jest naturalne, choć oczywiście grzeczne, dobrze wychowane
          dziewczynki, tresowane w posłuszeństwie od dzieciństwa, nie powinny tak czuć, a co dopiero
          o tym mówić, prawda?

          Czasem trzeba poczuć ból, poczuć złość, taką prawdziwą, mściwą, do samych trzewi.
          Jak ją poczujesz i przeżyjesz, to również możesz pójść dalej.
          Choć nie będzie to takie cukierkowo piękne - jak w bajce o wielkodusznym wybaczaniu,
          o które nikt nie prosi.
          • blaszany.dzwoneczek Re: poł roku później 25.10.10, 20:27
            nenia1 napisała:

            > Ale ludzie są różni i różnie reagują.
            > Złość, chęć zemsty i myśl o wyrównianiu krzywdy są dla mnia jak najbardziej nat
            > uralne.
            > I ludzkie.

            pełna zgoda

            > [...] choć oczywiście grzeczne, dobrze wychowane dziewczynki, tresowane w posłuszeństwie od dzieciństwa, nie powinny tak czuć, a co dopiero o tym mówić, prawda?

            to kompletnie nie o to chodzi
            co z tego, że będę teraz wszystkim naokoło złorzeczyć na eks?
            lepiej się z tym poczuję?
            zjednam sobie ludzi?
            myślisz, że sfrustrowana i zgorzkniała kobieta jest bardziej atrakcyjna, ciekawa? dla siebie? dla innych?
            sądzisz, że mściwość otwiera na cokolwiek?

            Wielkoduszna chcę być sama dla siebie. I wybaczyć, by móc się od środka uśmiechać.
            • nenia1 Re: poł roku później 26.10.10, 00:13
              blaszany.dzwoneczek napisała:

              > co z tego, że będę teraz wszystkim naokoło złorzeczyć na eks?
              > lepiej się z tym poczuję?
              > zjednam sobie ludzi?
              > myślisz, że sfrustrowana i zgorzkniała kobieta jest bardziej atrakcyjna, ciekaw
              > a? dla siebie? dla innych?
              > sądzisz, że mściwość otwiera na cokolwiek?

              Jakoś dziwnie odbierasz pewne sformułowania. Jakby w złości było coś złego,
              a dobro tkwiło jedynie w wybaczaniu.
              Są rzeczy, których się nie wybacza. One po prostu z czasem przestają mieć znaczenie.
              Wtedy, gdy przechodzą emocje i minie odpowiednio dużo czasu.
              Wtedy, gdy wchodzimy w nowe rzeczy i zauważamy, że spotyka nas dużo dobrego
              również dlatego, że wcześniej ktoś odszedł i w ten sposób umożliwił powstanie
              czegoś nowego.

              Ludzie mają różne myśli, także te mściwe. Ale to ciągle myśli.
              Źle zaczyna być wtedy, gdy żyją i działają tylko zgodnie z nimi.
              Słowa tęsknoty, które cytujesz, nie świadczą o tym, że biega za swoim
              eks i utrudnia mu życie.
              Ani o tym, że staje się sfrustrowana i zgorzkniała.
              To ty tak odbierasz. Nie wiadomo do końca, dlaczego.

              Mam takie wrażenie jakbyś koniecznie chciała z czegoś wyjść, ale
              taką szlachetną ścieżką. Nieprawdziwą w gruncie rzeczy.
              • blaszany.dzwoneczek Re: poł roku później 26.10.10, 14:46
                nenia1 napisała:

                > Mam takie wrażenie jakbyś koniecznie chciała z czegoś wyjść, ale
                > taką szlachetną ścieżką. Nieprawdziwą w gruncie rzeczy.

                Może gdzieś pod skórą walczę o to, by chronić swój obraz świata?
                Może trochę nie chcę uwierzyć, że ktoś, komu tak ufałam, mógł mnie tak skrzywdzić?
                Może chcę trochę go wybielić, by chronić słuszność swoich ówczesnych wyborów i przekonanie, że przecież nie mogę się aż tak mylić co do ludzi?
                Nie wiem.
                Sama szukam odpowiedzi.
                • zmeczona100 Re: poł roku później 26.10.10, 16:32

                  Czyli- chcesz tak naprawdę zamieść problem pod dywan, a nie- zmierzyc się z nim?

                  No cóż, mogę Ci tylko napisać, że początkowo zachowywałam sie dokładnie tak samo, moje mysli własnie były identyczne. Tyle tylko, że jednak dotarło do mnie, co i jak stało sie naprawdę. Uwierz, że nie przezywałam tego, że rozpadła mi sie rodzina, ale to, z kim się związałam i że ten związek od początku nie miał żadnych szans na satysfakcjonujący mnie rozwój.

                  Nie sądzę, abym kiedykolwiek wybaczyła prawie exowi- tego, co zrobił mi i dziecku po prostu sie nie wybacza. Nie sądzę też, bym wybaczyła sobie- tego, że nie zauwazyłam (a może raczej tak, jak Ty- nie chciałam zauważyć), kim jest naprawdę mąż i w jakim toksycznym związku się znalazłam, krzywdząc swoje dziecko. Za wiele we mnie zaufania do ludzi; graniczy to wręcz z naiwnością. Tzn. dostrzegłam to wreszcie i mam nadzieję, że to olśnienie przy mnie pozostanie na zawsze.
        • nangaparbat3 Re: poł roku później 25.10.10, 20:04
          Prawdziwe przebaczenie jeśli przychodzi to z czasem, niejako samo z siebie, przypomina najbardziej machnięcie ręką, wzruszenie ramion.
          Wszystko inne jest wysiłkiem, staraniem, walką o, a czasem kłamstwem i grą, też przed samym sobą.
          • blaszany.dzwoneczek Re: poł roku później 25.10.10, 20:33
            Dziękuję, Nango, za te słowa.
        • ekscytujacemaleliterki Re: poł roku później 25.10.10, 21:19
          Dzwoneczku,
          Tęsknotazabija nie idzie złą dogą. Ona tylko na razie robi się wkurzona i będzie wkurzona jeszcze bardziej. A to dobra droga. Bo niektórzy muszą przejść takie etapy jak rozpacz, żal, wkurzenie, złość... to nie jest droga do wybaczenia. To jest droga do zapomnienia o krzywdzie. Droga do nabrania dystansu, spojrzenia na związek obiektywnie. Przeanalizowania błędów swoich i partnera.
          A to wszystko po to, żeby pewnego dnia obudzić się rano i poczuć : wróciłam, ja, zupełnie inna ale silna. Taka, która właśnie się obudziła i cieszy się dniem.

          Jedni chcą wybaczyć, inni chcą zapomnieć i iść dalej.
          Obie pójdziecie, tylko każda z Was rozliczy się z przeszłością na swój własny sposób smile
          • tesknotazabija Re: poł roku później 25.10.10, 21:30
            Wkurzenie to ja mam już za sobąsmile Teraz jestem na etapie czerpania z każdego dnia jak najwięcej. Organizowania sobie życia na nowo, budowania ciepłego i wesołego domu dla mojego dziecka. I wierzcie lub nie, ale codziennie rano wstaję i patrząc w lustro mówię sobie - dałaś radę, przeszłaś piekło, ale teraz będzie już tylko lepiejsmile Nie czuję się ani sfrustrowana, ani wkurzona, ani nieszczęśliwa. Na pewno czuję się bogatsza w doświadczenia, dojrzalsza. Tyle. Żadnej filozofii tu dopisywać nie będę.
            • ekscytujacemaleliterki Re: poł roku później 25.10.10, 22:30
              Na moje oko to Ty się dopiero zezłościsz. Tak się zezłościsz, że zimna furia to będzie przy Tobie pikuś.
              Silną kobietą jesteś, prawda?
            • blaszany.dzwoneczek Re: poł roku później 25.10.10, 23:24
              tesknotazabija napisała:

              > Wkurzenie to ja mam już za sobąsmile Teraz jestem na etapie czerpania z każdego dn
              > ia jak najwięcej. Organizowania sobie życia na nowo, budowania ciepłego i wesoł
              > ego domu dla mojego dziecka. I wierzcie lub nie, ale codziennie rano wstaję i p
              > atrząc w lustro mówię sobie - dałaś radę, przeszłaś piekło, ale teraz będzie ju
              > ż tylko lepiejsmile Nie czuję się ani sfrustrowana, ani wkurzona, ani nieszczęśliw
              > a. Na pewno czuję się bogatsza w doświadczenia, dojrzalsza. Tyle. Żadnej filozo
              > fii tu dopisywać nie będę.

              fajnie, bardzo się cieszę, że Ci się udało
          • blaszany.dzwoneczek Re: poł roku później 25.10.10, 23:22
            Literki,
            zapomnienie kojarzy mi się raczej z zakopywaniem czegoś, co i tak na wiosnę wykiełkuje.
            Mnie zależy na solidnym odrobieniu tej lekcji i jak najlepszym rozliczeniu się z przeszłością. Używam słowa "wybaczanie", choć może faktycznie nie oddaje ono idealnie intencji.
            Może "godzenie" byłoby lepsze.
            • ekscytujacemaleliterki Re: poł roku później 27.10.10, 10:13
              Nie wykiełkuje. Obie dążymy do tego samego. Do przerobienia tego co było ( tylko innymi drogami) i pójścia dalej. Z "odrobioną lekcja".
              Czyli zmierzenie się z tym co się wydarzyło, z przerobieniem tego w sobie i pogodzeniem sie, że już tego nie będzie.
              A wybaczenie ściśle jako wybaczenie? Cóż, co ja mam wybaczać? Że zdradził? Już nie czuję tego bólu wynikającego ze zdrady więc i wybaczyć nie mogę bo nie mam czego.
              A czasem nawet z uśmiechem wspominam chwile z nim. Przez parę wspólnych lat było wiele radości, miłości. I tamte czasy z uśmiechem wspominam.
              A on dzis dla mnie jest kimś zupełnie obcym o którego nie dbam. Nie obchodzi mnie i tyle.
              Mam ten komfort bo nie mamy wspólnych dzieci i dziś nas już nie łaczy nic, po za kilkoma wspomnieniami smile
        • tesknotazabija Re: poł roku później 25.10.10, 21:26
          Dzwoneczku, nie czuję się, abym była w jakiejkolwiek pułapce. Mówisz, że użyłam mocnych słów. Wierz mi, za to co zrobił mój mąż i jego kochanka nie mogę o nich inaczej powiedzieć, jak dno moralne. A jeśli chodzi o zemstę to ja po prostu wierzę, że ktoś kto tak krzywdzi drugiego człowieka zostanie również skrzywdzony, ale nie znaczy to, że codziennie myślę o tym, kiedy ich ta krzywda dotknie. Nie obserwuje ich życia, nie zastanawiam się co robią, co się wydarzyło. Ja otworzyłam nową kartę w swoim życiu, w którym jest mnóstwo radości i szczęścia, bo mam cudowne i bardzo wyczekane dziecko. Mam dla kogo żyćsmile
      • nangaparbat3 alez głupoty wypisujesz 25.10.10, 20:12
        > Będąc jeszcze w wydawałoby się szczęśliwym małżeństwie zawsze mówiłam, że nie w
        > iem co mnie jeszcze w życiu spotka, że może kiedyś mąż kogoś pozna, albo ja. Al
        > e zawsze wiedziałam, że jeśli poznam kogoś, kto spowoduje że poczuję wypieki na
        > twarzy to zakończę najpierw jeden związek i zacznę budować drugi na nowo, że n
        > ie zdradzę. I tego oczekiwałam również od męża, że jeżeli kogoś pozna to mi pow
        > ie, że to koniec, że poznał kogoś i chce się z tą osobą związać.

        Tak jakby mozna było przeżyć kilkadziesiąt lat nie "poznając nikogo, kto spowodowałby, że poczujemy wypieki na twarzy". Tak jakby te wypieki mozna bylo połozyć na jednej szali, a rodzinę na drugiej. Tak jakby decyzja o zyciu z jednym człowiekiem nie musiała byc wielokrotnie weryfikowana - i to właśnie także w kontekście wypieków.
        Gdzies słyszałam, że jedną z przyczyn rozpadu tak wielu młodych małżeństw jest pokutujący mit, że jeśli kogoś naprawdę kochamy, już nikt inny nam się nie spodoba. Więc kiedy się podoba - bye bye.
        • lastsenses wszystko zrozumieć znaczy wszystko wybaczyć... 25.10.10, 21:31
          ja wybaczyłam wszystko - niektóre bardzo dramatyczne sytuacje. wybaczyłam mężowi. ale przede wszystkim wybaczyłam sobie - to, ze postawiłam się w roli ofiary i trwałam w niej przez lata - ja taka dobra i poświęcająca i on - który nie docenia, niszczy.
          razem tworzyliśmy ten związek i razem, zgodnie dążyliśmy do jego rozpaduwink
          myślę, że zdrada męża nic by tu nie zmieniła - jeśli spojrzymy naprawdę szczerze na SIEBIE nie na niego - okaże się, że jego zdrada to wynik czegoś, czego starałyśmy się nie zauważać przez lata. ja zrozumiałam, dlaczego mój mąż jest taki a nie inny. a przede wszystkim dlaczego go wybrałam, byłam z nim tyle lat. kluczem do zrozumienia nie jest on. tylko my same. i obwinianie kogokolwiek nic nie da. wybaczenie dużo.
          • blaszany.dzwoneczek Re: wszystko zrozumieć znaczy wszystko wybaczyć.. 25.10.10, 23:27
            No właśnie, też to mam/miałam: "ja taka dobra, tak wspierałam, tyle gotowa byłam dać itp. a on itd...". Ślepa uliczka.
        • tesknotazabija Re: alez głupoty wypisujesz 25.10.10, 21:44
          Źle zrozumiałaś moją wypowiedź. Mówię o sytuacji kiedy nie ma już co ratować, pojawia się ta trzecia osoba i trzeba się rozstać. O rodzinę należy walczyć zawsze, próbować zawsze, ale wszyscy wiemy, że czasami jest to nierealne. Do miłości zmusić nie można nikogo.
          • lastsenses Re: alez głupoty wypisujesz 25.10.10, 22:31
            czasami pojawia się ta trzecia i cementuje związek
            czasami nikt się nie pojawia i nie ma co ratować
            czasami jesteś z kimś kto cię nie kocha latami
            związki są, kończą się, zaczynają się nowe
            jak naprawdę znasz, kochasz siebie i wiesz czego chcesz nikt nie jest w stanie cię zranić
            a ludzi z którymi ci nie po drodze - omijasz - na walkę szkoda czasu
            zycie jest za piękne
            coś się kończy coś się zaczyna...
            jeśli wybaczysz i zrozumiesz będziesz w stanie iść dalej
            ...albo w tym trwać
    • tully.makker Re: poł roku później 26.10.10, 11:07
      Ja nie wybaczylam. Ale juz bardzo temu olalam.
    • hanyszka Re: poł roku później 26.10.10, 13:45
      Jesteś bardzo myślącą osobą, Dzwoneczku.
      Tylko, że większość osób, co widać po wypowiedziach w tym wątku, nie bardzo jest w stanie zrozumieć, dlaczego.
      Powodzenia.

      • blaszany.dzwoneczek Re: poł roku później 26.10.10, 14:49
        Hanyszko,
        może za bardzo myślącą i w tym problem?
        • hanyszka Re: poł roku później 27.10.10, 10:03
          Nie.
          Nie można byc za bardzo myślącą.
          Podobnie jak zbyt piękną i za bogatą wink
    • xciekawax Re: poł roku później 26.10.10, 16:19
      Dzwoneczku, ostatnio dochodze do wniosku ze zbyt duzo w moim zyciu robie ala "powinnam tak sie zachowywac a nie inaczej, powinnam to czuc a nie inaczej, itd..." A prawda jest taka ze to co sie stalo to wielka trauma, i nie musze od siebie zbyt duzo oczekiwac - powinnam byl lagodna dla siebie i wyrozumiala. Dlatego ZACZYNAM gdzies miec co inni pomysla, powiedza, itd... robie to co mi pomoze przejsc przez nastepny dzien.

      I jezeli bede miala dzien w ktorym chce wyklnac ex - dla moich znajomych - to TO zarobie. Jezeli bede chciala sie wyzyc, zbluzgac go chociazby na tym forum - to TO zrobie. Czy przez to jestem zla osoba? To juz zalezy od Twojej interpretacji.

      Mnie tez wychowywano ze TRZEBA wybaczac, ze trzeba byc dama, itd... to bzdety. Jestem tylko albo az czlowiekiem i mam swoje uczucia i nie bede ich chowac i jezeli mi zajmie rok - ok, jezeli wczesniej - jeszcze lepiej.

      Jezeli Tobie po pol roku udalo sie myslec o partnerze dobrze, jezeli DLA CIEBIE wybaczenie mu przyszlo szybko i tak sobie radzisz ze swoimi uczuciami - nikt Ciebie nie potepi. Ale nie kazdy musi byc taki jak ty.

      Moj ex prosil mnie o wybaczenie, i mu powiedzialam ze wybacze mu wtedy jezeli moje zycie bedzie juz zajebiste i bede sie cieszyc ze to wszytskto sie stalo i bede przekonana ze jego odejscie, jego zdrady - byly najlepsza rzecza dla mnie (a juz podswiadomie tak czuje, ale jeszcze tym nie zyje).

      I przechodzenie przez to to process.... i kazdy dochodzi do swoich wnioskow. Twoj facet przy Tobie sie dusil - moze - ale moglby cos najpierw zrobic, probowac, walczyc - zamiast odchodzic na boki. Ale on tez jest tylko albo az czlowiekiem - i konsekwencjie jego decyzji sa takie a nie inne. W moim przypadku ja moge sobie spojrzec w twarz, moge rozmawiac z jego rodzina, z moja, i nie musze chowac glowy w piasek bo zachowalam sie nieuczciwie - ale jestem sama, serce mam zlamane, a - konsekwencjie mojego ex sa takie ze nie moze spojrzec w twarz swojej rodzinie, odizolowal sie totalnie, chodzi ubrany jak bezdomny, postarzal sie z kilka lat w jeden miesiac, ma problemy finansowe, i wiem ze cierpi.

      Ale gdyby mogl cofnac czas to czy wybralby zyc ze mna? nie wiem, pewnie nie, bo mowi ze sie odkochal - a bez milosci tak chyba trudno zyc.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka