Dodaj do ulubionych

dowozić? bo go mimo wszystko kochają

17.12.10, 20:16
jeśli tata ma kontakt z dziecmi tylko i wyłącznie po przywiezieniu mu ich pod nos i późniejszym odebraniu (na mój koszt)? nie płaci alimentów (bo mało zarabia), w ogóle za nic nie płaci. kupuje dzieciom zabawki, kino, bawialnie. dobrze się u niego bawią - żywiąc sie tylko i wyłącznie czekoladą i słodyczami bo tatuś niczego nie zabrania.
żadna z szkolnych, przedszkolnych uroczystości nie okazała się na tyle ważna by pokonać 200km.
Obserwuj wątek
    • niutka Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 17.12.10, 20:32
      Mnie, mimo wszystko, finansowo nie byloby stac na dowozenie dzieci do ex, ktory mieszka tyle km od nas.
      A tak w ogole, to Ty wyprowadzilas sie od niego, czy on od Ciebie? Bo jesli Ty, to ex moze zarzucic Tobie utrudnianie kontaktow z tego powodu, iz go nie stac na wizyty u dzieci.
      Ale interpretacja tego moze byc dowolnie inna...
      • lastsenses Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 17.12.10, 21:25
        ja wyjechałam. bo tu lepiej zarabiam. a jako jedyny żywiciel rodziny muszę zarabiać.
      • 44bromba Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 18.12.10, 18:43
        Ale co by utrudniała wg exa, nie otwiera drzwi, chowa dzieci w szafie przed ojcem? Po prostu. Nie podwozi pod nos. Albo się dzielić wizytami. Wiadomo, dzieci najważniejsze i milośc matki do dzieci nie zna granic, tylko że faceci bardzo fajnie z tego korzystają. W nas nawet po rozwodzie pozostaje poczucie OBOWIĄZKU wobec męża, nie tylko wobec dzieci, bo ten wypełniamy, ale musimy zawieźć dzieci, musimy dzieci przywieźć, musimy zaprosić ojca na święta, musimy mówić o nim dobrze. A on co? A on czeka, bo wie, że takie poczucie obowiązku w nas jest i w trosce o dzieci będziemy robić to, czego jemu się nie chce i nie MUSI robić, bo robimy to za niego. Ja bym nie woziła, a przynajmniej na taki metapie jestem.
    • plujeczka Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 18.12.10, 06:53
      pewniue jeszcze przez jakis czas dowozić aż dorona i same zadecydują czy czekolada u taty" im wystarcza.Chociaż w ten sposób eliminujesz starania taty bo ma wszystko podstawioe "pod nos".Jesli faktycznie dzieci go kochają to postaraj się jeszcze o trochę cierlpiwości ale też porozmawiaj z ex mężem ,ze dla ciebie ojazdy do niego też są finansową i czasowa udręką więcmógłby zacząć się wysilać a nie czekać na spotkania z dziećmi jak na daniue "z kaczki" w wytwornj restauracji.Rozumiem twoją złość i poirytowanie bo ileż w końcu mozna, przeciez to kosztowne i wyczerpujace a swoją drogą tatuś mógłby też dojechać do dzieci chociaż raz na 3 miesiace, Porozmawiaj z nim i przedstaw mu swój punkt widzenia choć pewnie kompromisu nie bedzie, Moim zdaniem to pasożytnictwo, lenistwo i nic wiecej .
    • zmeczona100 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 19.12.10, 15:08
      A on je kocha?
      • lastsenses Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 19.12.10, 16:09
        właśnie się nad tym zastanawiam.
        czy to jest milość - nie wie gdzie chodzą do przedszkola, szkoły, co jedza, czego potrzebują. nie robi nic, żeby na nie zarabiać. wracają chore.
        i nie robi nic, żeby to zmienić - dzwoni raz na tydzień.
        • zmeczona100 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 19.12.10, 20:59
          zmeczona100 napisała:

          > A on je kocha?

          lastsenses napisała:

          > czy to jest milość - nie wie gdzie chodzą do przedszkola, szkoły, co jedza, cze
          > go potrzebują. nie robi nic, żeby na nie zarabiać. wracają chore.
          > i nie robi nic, żeby to zmienić - dzwoni raz na tydzień.

          > właśnie się nad tym zastanawiam.

          A dowozisz dzieci do ich kumpli, którzy mieszkają 200 km od nich?
          Napisz mi, jaki jest cel tych spotkań? Co z nich wynoszą dzieci? Czego sie uczą?
          Oprócz tego oczywiście, że tato to kumpel od czekolady.
          • nangaparbat3 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 19.12.10, 21:16
            > A dowozisz dzieci do ich kumpli, którzy mieszkają 200 km od nich?
            > Napisz mi, jaki jest cel tych spotkań? Co z nich wynoszą dzieci? Czego sie uczą
            > ?
            > Oprócz tego oczywiście, że tato to kumpel od czekolady.
            >

            Wybacz, ale naprawdę już głupoty gadasz.
            Nawet poważne naukowe badania wykazują, że dla dzieci najważniejszy jest emocjonalny stosunek do nich - gdyby to była tylko czekolada, nie chciałyby tam jeździć.
            • lastsenses Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 19.12.10, 21:43
              nanga im tam na pewno jest dobrze - nie mają żadnych zasad, ograniczeń, jeżdżą bez fotelików, jedzą co chcą, śpią kiedy chcą. każdy by tak chciał. chociaż już kilka razy ta swoboda w przypadku młodszych skończyła się średnio. dlatego wolałabym żeby przyjeżdżał do nas - miałabym ich pod jakąś kontrolą - oszczędziłabym dzieciom jazdy i sobie kosztów. a ex musiałby w końcu coś zrobić - np zarobić na bilet.
              • nangaparbat3 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 19.12.10, 23:37
                Leptis (podróżnie) bardzo dobrze napisał - i ten czas podróży z Tobą jest dobry, i to, że mogą COŚ powiedzieć o czasie spędzonym z ojcem, coś pamiętać - może się z nimi choć przez chwile bawił, popsuł ich samolot, podał coś niezwykłego na obiad - niech to będzie nawet ta czekolada. Jest jaki jest - nie zmienisz go. Ale to ich ojciec, takiego im wybrałaś, musiał mieć jakieś zalety wszak przecież. Słyszałam, jak pewien młody mężczyzna, który po raz pierwszy od 20 lat (był wtedy małym dzieckiem) odwiedził ojca-alkoholika powiedział: Nieważne, jaki jest ojciec, ważne, że jest.
                Ważne, żeby dzieci mogły COŚ opowiadać w szkole, przedszkolu, na podwórku, o swoim tacie.
                Widzisz - moje dziecko jadło co chciało, chodziło spać kiedy chciało - i żyje. Ty piszesz, że gdyby on przyjeżdżal do dzieci, mogłabyś kontrolować - więc oczywiste, że on nie przyjeżdża.

                Ale jedna rzecz musi się zmienić - foteliki. Tu nie ma zmiłuj, i tu twardo bym stawiała sprawę.
                W tej jednej jedynej kwestii.
                • zmeczona100 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 20.12.10, 11:12
                  nangaparbat3 napisała:

                  Nieważne, jaki je
                  > st ojciec, ważne, że jest.

                  To rzeczywiście wszystko zmienia.

                  Zastanawiam się tylko, co odpowie autorka wątku za kilka lat, kiedy dzieci zapytają ją o to, dlaczego wozi je do taty.
                  • eutherpe Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 20.12.10, 11:23
                    Tzn ja się w ogóle zastanawiam komu to ma służyć? Rozumiem,że dzieciom, tak?A czy dzieci z czasem nie wyczują fałszu i obłudy, nie zrozumieją sytuacji? Porozmawiałabym z ojcem i wyjaśniła istniejący stan. Jeżeli należy mu dowozić dzieciaki, to przepraszam normalne to nie jest i wynika z faktu,że tatuś chyba na te kontakty ochoty nie ma.Czyż nie tak?
                    • zmeczona100 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 20.12.10, 11:29

                      Dokładnie, eutherpe. Dlatego pytałam, co te wizyty, tak zorganizowane, mają uczyć dzieci.
                      Wg mnie ten cyrk ma służyć samopoczuciu osoby dowożącej.
                      • eutherpe Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 20.12.10, 11:34
                        Wiesz , na pewno jest wytłumaczenie,że to dla DOBRA dzieci, bo lepiej aby miały w świadomości obraz ojca, z totalnym tumiwisizmem ale o ojcu należy wspominać przy okazji kontaktów w rówieśnikami...Ojciec pokazuje,że raczej wielkiej ochoty do kontaktów nie ma.I w końcu dzieci to zauważą. Ja bynajmniej magią i nadzieją nie potrafiłabym żyć. Przyjmuję " na klatę" to, co daje los, jakiekolwiek to byłoby smutne.Nie znalazłam się w podobnej sytuacji ale chyba nie decydowałabym się na "poniżanie" dzieci i siebie.
                        • zmeczona100 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 20.12.10, 11:50
                          Jedynie w chorobie ojciec mojego syna mógłby liczyć na to, że przywiozę dziecko, jeśli ono tego zechce. W innych sytuacjach zupełnie to wykluczam, bo nie odpowiadam za dorosłego człowieka i za to, jak sobie ukształtuje relacje z innymi osobami. A ponadto wychodzę z założenia, że nie wyręcza się tego, który sam potrafi to coś zrobić, bo to nie służy jego rozwojowi.
                    • nangaparbat3 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 20.12.10, 17:34
                      eutherpe napisała:

                      > Jeżeli należy mu dowozić dziecia
                      > ki, to przepraszam normalne to nie jest i wynika z faktu,że tatuś chyba na te k
                      > ontakty ochoty nie ma.Czyż nie tak?

                      Kwestia dowożenia dzieci to rozgrywka z matką dzieci. Pan w ten sposób pokazuje, że jest gorą, ma kontrolę. Jednocześnie może szczerze chcieć spotykać się z dziećmi i cieszyć się nimi, kiedy są.
                      Pan jest niedojrzały i skupiony na swoim "ja". Ale jest ojcem tych dzieci - innego nie mają.
                  • nangaparbat3 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 20.12.10, 17:31
                    Odpowie: bo tata nie chciał po was przyjeżdżać.
                    • zmeczona100 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 20.12.10, 19:29
                      Czy więc jest jakiś powód, aby od początku nie znały prawdy?
                      • nangaparbat3 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 20.12.10, 23:13
                        A co stoi na przeszkodzie, by powiedzieć: tato nie chce po was przyjechać, więc ja was do niego zawiozę?
                        Ale domyślam się, że Ty stawiasz znak równości między "nie chce po nich przyjechać" a "nie chce ich widzieć".
                        • zmeczona100 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 21.12.10, 11:16
                          nangaparbat3 napisała:

                          > A co stoi na przeszkodzie, by powiedzieć: tato nie chce po was przyjechać, więc
                          > ja was do niego zawiozę?

                          Nie ma żadnych przeszkód. Tylko trzeba się liczyć z konsekwencjami- za dwadzieścia parę lat dorosła już córka będzie woziła swoje dzieci do ich ojca (bo tak mama robiła), a syn będzie oczekiwał tego, że mu pod nos podstawią własne dzieci (bo przecież tak postępuje tato).

                          No ale OK, każdy lubi co innego.

                          > Ale domyślam się, że Ty stawiasz znak równości między "nie chce po nich przyjec
                          > hać" a "nie chce ich widzieć".

                          Nango, tu chodzi o dorosłego, dzieciatego chłopa, a nie 5-latka z piaskownicy.
                          • nangaparbat3 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 21.12.10, 18:57
                            Jest jaki jest i jest ojcem tych dzieci.
                            Podejrzewam, że sam nie przyjeżdża z dwoch powodów:
                            1. Czułby się kontrolowany
                            2. Mści się za te 200 km
                            Walczy Z BYŁĄ ŻONĄ O WŁADZĘ I WYKORZYSTUJE DO TEGO DZIECI. (przepraszam, niechcący się wcisneły CL) . A była żona jest na tyle dojrzała i mądra, że tej walki nie podejmuje. I chwała jej za to.
                            • zmeczona100 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 21.12.10, 19:42
                              Chwała jej za to, że pozwala wykorzystywać swoje dzieci?? Dojrzałość wg mnie polega na tym, aby bronić dzieci przed takimi poczynaniami ojca. Bierność, przyzwolenie to akurat w takim wypadku żaden powód do dumy czy chwały. Nie ma to jak schować się za własnymi dziećmi.
                              • nangaparbat3 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 21.12.10, 19:59
                                A ma wyjście?
                                Prawda jest taka, że po rozwodzie dzieci to zakładnicy.
                                • eutherpe Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 26.12.10, 09:34
                                  Co Ty piszesz??Nie ma wyjścia???A ktoś mu nogi urwał i zamieszał w mózgu,że sam nie potrafi przemyśleć pewnych spraw i odciąć się od odgrywania?
                                  • nangaparbat3 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 27.12.10, 18:49
                                    Nie wiem kto. Nie wiem, czy LAstenses może mieć na to jakikolwiek wpływ. Oczywiście wiem, jak on powinien się zachowywać. Ale sie tak nie zachowuje i nie pyta o radę.
            • zmeczona100 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 19.12.10, 22:43

              Stosunku emocjonalnego nie nawiązuje się przez geny, tylko przez postępowanie.
              Czym może róznić się stosunek ojca, który nie interesuje się swymi dziećmi, do stosunku do kumpla? No może jest na lepszej pozycji przez czekoladę, ale z kolei zdecydowanie traci jeśli chodzi o znajomość własnych dzieci (a więc i wspólne tematy).
    • triss_merigold6 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 19.12.10, 15:38
      Ja bym nie dowoziła.
    • tesknotazabija Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 19.12.10, 16:02
      Ja bym nie dowoziła. Gdyby mu zależało to znalazłby sposób na kontakt z dzieckiem. Jest leniem i ignorantem. Taki facet na miano ojca nie zasługuje (tak samo jak ojciec mojego dziecka).

    • ona_37 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 19.12.10, 16:45
      Dlaczego nie płaci alimentów?
      Co ma wspólnego jego mały zarobek liczą się możliwości.
      Składaj o alimenty bo nie wiesz co w życiu może Cię spotkać i kto Ci da?
      Później zarzucą Ci dlaczego dopiero teraz składasz itp.
      Mój były przy najniższych dochodach płaci sporo,teraz już FA i dwa razy podwyższałam
      w krótkim czasie.
    • ona_37 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 19.12.10, 17:22
      Dodam jeszcze ,że podwyższałam nie z zemsty ale z braku jakiegokolwiek uczestniczenia w życiu dzieci nie wspomnę o kontaktach bo dziś są zerowe.
      Powiedziałam w sądzie ,że nie będę podwyższać i zobaczę jakie będą relacje z dziećmi czy będzie dokładał się do zakupu książek i ubioru zwłaszcza jesienno -zimowego.
      Jaki był zadowolony chciał pozmawiać po sprawie ....powiedział ,że będzie się częściej spotykał,że tak nie może być ,spróbuje nadrobić swój błąd ,powiedziałam mu ,że chyba za późno odp.nigdy nie jest za późno zawsze można spróbować zawsze warto może on inaczej nie umie nie potrafi-okazać....
      I co... i nic zapomniał co obiecywał dzieciom.
      Mówił to pod wpływem chwili. Żal mi go ,że jest tak głupi ,że nie dojrzał do odpowiedzialności. Dzieciom czasem podpowiadam ,że mogą dzwonić, że mogą jechać na weekend odp.NIE po co?
      Ale jakby przyjechał i zabrał,chętnie by pojechały ale na parę godzin.
      W podświadomości pomimo tego co zrobił tęsknią za nim ale nic na silę.
      • noname2002 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 19.12.10, 19:28
        Ja dowoziłam synka, bo bałam się, że zerwie z nim kontakt żeby się na mnie odegrać za odejście i ogólnie na początku raczej we wszystkim ustępowałam. A oni się przez ten czas ze sobą dogadali i teraz eks sam dba o to, żeby kontakt był regularny i go przywozi i odwozi.
        Ale alimenty płacił od początku, no i nie mieszkamy 200km od siebie.
    • nangaparbat3 Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 19.12.10, 21:12
      Dowoziłabym.
    • podroznie ... 19.12.10, 22:17
      Dobry wieczór Last
      Szacunek za wychowanie trójki dzieci. Napisałaś że dziewięć lat ma najstarsze.
      Pewnie już jest wściekłe na młodsze rodzeństwo; najwięcej obowiązków itd
      Próbując sobie zwizualizować Waszą podróż; Ty + dzieci
      myslę że w tym wyjeździe jest nie tylko ważny cel; Tata
      również podróż sama w sobie, kiedy pewnie Ty masz czas dla Nich wyłącznie,
      nie ma wtedy doglądania między praniem, prasowaniem sprzątaniem i tak dalej.

      Ten wieczór "przed", kiedy rozdrażniona pakujesz całą trójkę
      na dni X i gorączkowo myslisz czy czegoś nie zapomniałaś.
      nie ma czego pozazdrościć.

      Myślę, że jak już zaczęłaś, to już tak pozostanie. I dobrze.
      Będzie trudno dzieciakom powiedzieć, że już ich nie zawieziesz.

      Poza tym jest coś nieuchwytnego; kontakty dzieci w grupie rówieśniczej.
      Dzieciaki, żeczywiście nie będą się mogły pochwalić że tata płaci super alimenty...
      Albo że rzeczywiście tylko przez rz to wiedzą od Niego.
      Ale choć powiedzą, że żyje w innym mieście, może nawet czymś się pochwalą.

      reasumując, nic materialnego tu nie wygrasz.
      Po osiemnastu latach Ty wychowująca sobie byłego męża...

      spokojnych przygotowań do Świąt.
      Dobrej nocy.


      • zmeczona100 Re: ... 20.12.10, 19:32
        podroznie napisał:


        > również podróż sama w sobie, kiedy pewnie Ty masz czas dla Nich wyłącznie,
        > nie ma wtedy doglądania między praniem, prasowaniem sprzątaniem i tak dalej.
        >

        To tylko wtedy, gdy podróż odbywa się środkami transportu publicznego lub ma się szofera. W innych przypadkach nie ma opcji, aby nie skupiać się na drodze i kierowaniu samochodem.
        • podroznie ... 20.12.10, 22:35
          patrzysz kodeksowo, a ja tylko o kodekach...

          To jest zupełnie inny styl jazdy; podróż na długim dystansie.
          Puszcza się Misia i Margolcię, czasem Mikołajka.
          Dzieciaki myślą,że cały samóchód słucha bajkę.
          Dobrej nocy
          • zmeczona100 Re: ... 21.12.10, 11:17
            podroznie napisał:

            > patrzysz kodeksowo, a ja tylko o kodekach...

            A bo ja mam takie zboczenie, że biorę pod uwagę bezpieczeństwo.
            >
            > To jest zupełnie inny styl jazdy; podróż na długim dystansie.
            > Puszcza się Misia i Margolcię, czasem Mikołajka.

            To tak samo, jak podczas prania, sprzątania czy gotowania obiadu.
    • tymczasowa_online Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 19.12.10, 23:50
      Nie placi alimentow ,bo malo zarabia.Biedny...wink A na czekolade,bawialnie itd go stac?Niech da na utrzymanie dzieci i spedza z nimi czas w domu,na sankach itd.
      Sorki,ale on Cie wykorzystuje,a Ty sie dajesz.
      Nie dowozilabym....
      • eutherpe Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 20.12.10, 10:09
        Przede wszystkim szanujmy same siebie, bo nasze dzieci to widzą.
    • tully.makker Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 20.12.10, 10:40
      Wyszlabym naprzeciw, gdyby ex wykazywal jakoekolwiek, sladowe chocby zaangazowanie w wizyty. facetowi, ktory siedzi na dupie i czekaaz mu podadza gotowe, nie pomagalabym.
      • lastsenses Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 21.12.10, 18:35
        wszyscy macie racjęwink
        ex mnie wykorzystuje - ale jak przytomnie stwierdził podróżnie - skoro przez tyle lat go nie wychowałam tym bardziej teraz mi się nie uda.
        ja wybrałam dzieciom tatusia. a że ten tatuś kocha je tylko jak ma je dowiezione tego nie zmienię.
        i będę dowozić jak śnieg się trochę skończy. może nie co 2 tyg a raz na miesiąc.
        dziekiwink
        • rarely tak jasne 22.12.10, 15:15
          i będę dowozić jak śnieg się trochę skończy. może nie co 2 tyg a raz na miesiąc
          > .
          > dziekiwink

          a pózniej raz na dwa miesiace a pozniej na swieta az wreszcie przestaniesz taka jest kolej rzeczy w zwiazkach na odległosc i nie ma znaczenia czy dojezdza ojciec do dzieci czy matka z dzieckiem do ojca

          emocje opadna zycie potoczy sie dalej a dup...y nie chce sie ruszac i nie ma co sie oburzac bo wszyscy sa tacy sami i po prostu tak jest

          generalnie wszyscy wiedza ze kontakty z ojcem sa potrzebne tyle ze zreguły jakos tak wychodzi że nie reka jak jest ex-em i tak naprawde obu stronom

          potem zaczynaja sie wykrety i preteksty stawianie wymagan kompromis jest coraz trudniejszy wszyscy oczywiscie chca bardzo chca ale jak sie poczyta to chca ale coś im zawsze pod góre i matkom i ojcom

          ile razy juz czytalem ...jak ojciec by chcial to ja bym nieba przychyliła albo..... ja pojechal bym na koniec swiata ale ona utrudnia....itp

          coz jak sie chce to sie szuka sposobów jak sie nie chce to sie szuka powodów
          • tully.makker Re: tak jasne 22.12.10, 15:44
            O co masz do niej pretensje? Ze wykonujac 100% obowiazkow przy dzieciach i pokrywajaac w 100% ich koszty utrzymania, nie chce jeszcze brac na siebie obowiazkow dawcy spermy?
            • rarely jescze na koncu powinnas dopisac 23.12.10, 08:55
              tully.makker napisała:

              > O co masz do niej pretensje? Ze wykonujac 100% obowiazkow przy dzieciach i pokr
              > ywajaac w 100% ich koszty utrzymania, nie chce jeszcze brac na siebie obowiazko
              > w dawcy spermy?
              >

              Chcesz w ryja .....

              do tego sprowadza sie twoj post
              skad w Tobie tyle agresji i nietolerancji gdzie tam byly pretensje... i te bluzgi ....
              dalej juz z toba niedysktuje bo nie zejde do takiego poziomu

              pozdr.
              • tully.makker Re: jescze na koncu powinnas dopisac 23.12.10, 09:08
                Jak na razie jedyny bluzg, jaki sie pojawil, to w twojej wypowiedzi. Myslisz ze jak zastosujesz biernoagresywne aluzje, to nikt sie nie kapnie, o co ci chodzi? I bedziesz udawal skrzywdzona niewinnosc, projektujac swoje uczucia agresji, nienawisci i potrzeby nabluzgania inym na rozmowcow, to wszyscy uznaja, ze ty jestes taki cacy, tylko wszyscy wokol ciebie be?

                Trafiles na zle forum, tutaj wszyscy takich manipulantow znaja jak wlasna kieszen i nie daja sie nabrac.
          • maheda Re: tak jasne 23.12.10, 09:03
            Czy wg Ciebie autorka postu powinna dowozić często dzieci 200 km do ojca - mimo, że ojciec całkiem i zupełnie nie łoży na dzieci oraz dupy nie chce mu się całkiem do dzieci ruszyć?
    • eutherpe Re: dowozić? bo go mimo wszystko kochają 23.12.10, 09:29
      Sama sobie pozwala na takie traktowanie. Myślisz kobieto,że jak będziesz dowoziła dzieci Twój były mąż zrehabilituje się?Jeszcze bardziej będzie miał was za nic. Ale to twoja decyzja, twoje dzieci i twój były. Szanuj siebie, szanuj dzieci a będą i one szanowały innych.
      • ciociacesia dla mnie to jest dyskusyjne 23.12.10, 09:39
        a z tym szacunkiem przesadzone - ona go juz nie wychowa niezaleznbie co by zrobila, kazde dzialanie bedzie zinterpretowane na jej niekorzysc - nie dowiezie - utrudnia kontakty i krzywdzi dzieci, bo on tak bardzo by chcial je widywac ale nie moze nie ma czasu pieniedzuy i ma pod wiatr
        dowiezie - gra jak on jej zagra, nie szanuje sie (?) i inne pierdy, jego na wierzchu

        dlatego to jest argument z d strony. wazne jest jedynie jaki dzieciaki maja stosunek do tych wizyt i do ojca,
        • eutherpe Re: dla mnie to jest dyskusyjne 23.12.10, 09:47
          Przepraszam ale czy to ważne co On sobie pomyśli. Jak jest dużym chłopczykiem proponuję aby jeszcze podłubał w nosie i tupnął nóżką.Dla mnie oczywistym jest fakt-Tato kocha i Tato zrobi wszystko aby dzieci widzieć, nawet mając do nich dojeżdżać bądź spotykać się w neutralnym zupełnie miejscu.Ojciec nie wykazuje żadnej inicjatywy a kobieta pod nos dowozi mu potomstwo....To chore....
          • nangaparbat3 Re: dla mnie to jest dyskusyjne 23.12.10, 18:49
            eutherpe napisała:

            > Przepraszam ale czy to ważne co On sobie pomyśli.
            Właśnie w tym rzecz, że nieważne - to Ty się najbardziej interesujesz tym, co on czy ktoś sobie pomyśli - stąd ta cała brednia z poniżaniem.


            Jak jest dużym chłopczykiem p
            > roponuję aby jeszcze podłubał w nosie i tupnął nóżką.

            Jest duzym chlopczykiem - ale jest ich ojcem i takiego kochają i potrzebują.

            Dla mnie oczywistym jest f
            > akt-Tato kocha i Tato zrobi wszystko aby dzieci widzieć, nawet mając do nich do
            > jeżdżać bądź spotykać się w neutralnym zupełnie miejscu.

            To jest Twoja wizja, której on wcale nie musi realizowac.


            Ojciec nie wykazuje żad
            > nej inicjatywy a kobieta pod nos dowozi mu potomstwo....To chore....

            Wykazuje pewną inicjatywę - telefonuje co tydzień.
            Oczywiście jest to inicjatywa niewystarczjąca, ale jakaś - nie żadna.


            Nie wiem, dlaczego LAstenses się rozwiodła, o co poszło, ewidentnie były mąż za coś tam się odgrywa (może za to, że trzeba było pracowac na utrzymanie rodziny - niektórzy tak mają), ona się wznosi ponad jego tupanie - a Ty jej dowalasz.
            • burza4 Re: dla mnie to jest dyskusyjne 25.12.10, 17:05
              nangaparbat3 napisała:

              > Jest duzym chlopczykiem - ale jest ich ojcem i takiego kochają i potrzebują.

              Każde dziecko potrzebuje ojca, tylko że nie mam przekonania, czy dzieciom służy utrzymywanie ich w błędnym przekonaniu, że tata się o nie troszczy. Bo jego zainteresowanie jest powierzchowne, nie ma tu żadnej dbałości o dzieci, żadnej odpowiedzialności - to co to za ojcostwo?

              Pal sześć obecne aspekty tych dojazdów. Istotniejsze są długofalowe skutki.

              Tworzenie iluzji bynajmniej dzieciom nie służy, tym boleśniej otwierają im się oczy później.
              W ten sposób robi im się wodę z mózgu, zakodowując chory model relacji damsko-męskiej, gdzie na kobietę spadają wszelkie obowiązki, które ona z pieśnią na ustach i bez protestu wykonuje, a facet żyje jak truteń, zwolniony z wszelkiej odpowiedzialności. Czy tego chcemy czy nie - dzieci takim klimatem podświadomie przesiąkają, tym bardziej jeśli unika się nazwania rzeczy po imieniu i pokazania jak być powinno w rodzinie. Nie chodzi mi o szczucie na ojca - ale o proces wychowawczy, gdzie uczymy dzieci jakie postawy są dobre, a jakie złe. Co przekazujemy dzieciom akceptując taki stan rzeczy? że to jest ok, że to norma. Przyjmą to za dobrą monetę i będą powielać patologiczny wzorzec wyniesiony z domu. Wzorce z domu są bardzo silne, tkwią podskórnie, nawet jeśli je odrzucamy - to do czego przywykliśmy w dzieciństwie musi się odbić w dorosłym życiu.

              Teraz nie dowoziłabym dzieci - z tych i wielu powodów, wśród których na istotnym miejscu byłaby nieumiejętność zajęcia się dziećmi w czasie ich pobytu. Piszę to mogąc ocenić z perspektywy czasu skutki uboczne zwalniania ojca z obowiązków w imię "dobra" dziecka.
              • tully.makker burza, utrafilas w sedno 26.12.10, 18:26
                Nic dodac nic ujac.
              • scindapsus burza dobrze pisze 27.12.10, 12:25
                Do załozycielki watku-Czy nie boisz się że Twoje dzieci wylądują kiedys tam, w dorosłym zyciu w toksycznych związkach?
                Czy nie boisz się że będą kochać za bardzo , i będą ranione bo zostały nauczone że miłość to taki układ gdzie jedno ma prawa a drugie obowiązki?
                Albo nie będą potrafiły się starać dla kogos ani ani bo przyjmą postawę tatusia czyli jak chcesz czegos to podstaw mi pod nos i jeszcze się ciesz że łaskawie zaszczycę Cię swoją obecnością przez 5 minut?


                • lastsenses Re: burza dobrze pisze 27.12.10, 13:03
                  pytanie w jakich związkach wylądują dzieci, całkowicie pozbawione kontaktów z ojcem? czy lepszy tatuś, który o "postawione" dzieci w miarę dba - czy lepszy brak tatusia? i zarazem odcięcie od "tamtej" babci, wujka itd
                  • eutherpe Re: burza dobrze pisze 27.12.10, 13:51
                    Rozumiem Cię teraz. Chyba chcesz uszczęśliwić bardziej swojego byłego partnera, babcię i wujka.Ale skoro uważasz ,że dobrze czynisz, twoje to życie i twych dzieci.Moja teściowa, wujkowie, ciocie ze strony byłego nie mają żadnego kontaktu z moją córką i do głowy by mi nie przyszło aby zawozić tam dziecko w celu nawiązywania poprawnych relacji.Uważam ich za osoby dorosłe i odpowiedzialne za swoje postępowanie.Podziwiam, podziwiam.
                  • scindapsus Re: burza dobrze pisze 27.12.10, 15:05
                    Jednak przeczytaj co burza napisała.I jeszcze raz i jeszcze
                    I jeszcze raz
                    do skutku
                    • nangaparbat3 Re: burza dobrze pisze 27.12.10, 18:59
                      scindapsus napisała:

                      > Jednak przeczytaj co burza napisała.I jeszcze raz i jeszcze
                      > I jeszcze raz
                      > do skutku

                      Sama przeczytaj, co napisałaś tutaj.
                      • scindapsus Re: burza dobrze pisze 27.12.10, 19:43
                        nanga, ty wspomożenie uciśnionych misiów pysiów.Odpuszczająca miłosiernie alimenty czyli rezygnujaca z pieniędzy należnych dziecku, w imię bo najważniejsze żeby dziecko ojca miało.
                        A gdyby musiał płacic to mógły się kruszyna załamac.
                        Zwalniająca mężczyzn z obowiązku troski o to co spłodzili .
                        Przyjmij do wiadomości że nie każdy musi wyznawać Twoje wartości
                        • nangaparbat3 Re: burza dobrze pisze 27.12.10, 21:21
                          Nie uważam, żeby każdy musiał wyznawać wartości, których wyznawanie mnie imputujesz, nie bardzo wiem na jakiej podstawie.\
                          Bardzo zabawny jest ten Twój post w kontekście innych Twoich w tym wątku, kiedy robisz co możesz, by narzucić Autorce wątku własne poglądy.
                  • tully.makker Re: burza dobrze pisze 27.12.10, 16:25
                    Ale przeciez chyba nikt ci nie mowi, ze masz odcinac dzieci od ich ojca czy jego rodziny. Twoja troska, by ten kontakt byl, swiadczy o tobie jak najlepiej. Chodzi tylko o to, zabys aktywnie zachecala ojca do przejecia odpowiedzialnosci za kontakt z jego wlasnymi dziecmi.
                    • nangaparbat3 Re: burza dobrze pisze 27.12.10, 19:00
                      Nie, no ona na pewno tego pana nie zachęcała.
                      • tully.makker Re: burza dobrze pisze 27.12.10, 19:08
                        W zasadzie odpowiedzia tu moze byc kolejny cytat z burzy:

                        Uważam tez, że to ty tak odbierasz sytuację. To nie jest kwestia albo-albo jak tobie się wydaje.
                        Gdybyś nie dowoziła - musieliby znaleźć inny sposób, po prostu się wysilić. Jeśli im zależy.
                        Ponieważ jesteś nadgorliwa - to nie muszą i nigdy nie będą się starać, bo i po co? biorą to, co podane na tacy, każdy woli życie bez wysiłku, twój eks także.
                  • burza4 Re: burza dobrze pisze 27.12.10, 16:50
                    Ty ich nie masz odcinać - tylko masz nie brać na siebie odpowiedzialności za te kontakty, nie wyręczać dorosłych ludzi w staraniach o zachowanie relacji. Na razie to na tych relacjach zależy głównie tobie - w imię dobra dzieci. Ok, to jest jakaś racja - ale nie cała. I musisz brać pod uwagę negatywne skutki uboczne takiego postępowania.

                    Dlaczego ciocia, babcia, wujek nie wykazują zainteresowania na tyle, żeby przyjechać do was, czy choćby wybrać się z ojcem znając jego sytuację? Odpowiedź jest jedna - widać aż tak im nie zależy, skoro własna wygoda jest ważniejsza. Raz piszesz, że ojciec jako ojciec się nie sprawdza - teraz zaczynasz go bronić. "W miarę dba" - to znaczy, że wystarczy, że z głodu przy nim nie padną i to już wystarczy? Sam jakoś żyje, więc pieniądze dla siebie ma - szkoda że nie ma ich dla dzieci. Pobawić się z dziećmi i pozwalać im na wszystko to każdy głupi potrafi. To co on robi to jest lans a nie ojcostwo.

                    Kiedyś twoje dzieci przejrzą na oczy (tak jak moje) - i będzie to dla nich bardzo bolesna lekcja, o wiele boleśniejsza niż oswajanie się od dzieciństwa z prawdą o ojcu i jego rodzinie.
                    W ten sposób nie nauczysz dzieci oddzielania ziarna od plew w relacjach międzyludzkich. Przekazujesz im że to norma, że jedni mają dawać, a drudzy tylko biorą.

                    Uważam tez, że to ty tak odbierasz sytuację. To nie jest kwestia albo-albo jak tobie się wydaje.
                    Gdybyś nie dowoziła - musieliby znaleźć inny sposób, po prostu się wysilić. Jeśli im zależy.
                    Ponieważ jesteś nadgorliwa - to nie muszą i nigdy nie będą się starać, bo i po co? biorą to, co podane na tacy, każdy woli życie bez wysiłku, twój eks także.
                    • nangaparbat3 Re: burza dobrze pisze 27.12.10, 19:12
                      Może warto oddzielić to co się dzieje miedzy dorosłymi od dzieci i ich potrzeb?
                      Może Lastsenses nie jest taka bezwolna, skoro wyprowadziła się z dziećmi 200 km od ich ojca i reszty rodziny?
                      Może warto inwestować więcej niż wypada z rozdzielnika rozwodników, żeby utrzymać stały kontakt dzieci z ojcem i jego rodziną?
                      Życzę LAstsenses długiego zdrowia i powodzenia we wszystkim, ale może to prawda, że nikt z nas nie zna dnia ani godziny?
                      A argument o toksycznych wzorcach - i że niby odcięcie dzieci od ojca i jego rodziny jest lepsze - uśmiałam się do rozpuku.
                      No wyobraźcie sobie, że dzieci naprawdę chcą mieć nawet całkiem niedoskonałego tatę - ale mieć. I niczego takiego się przed nimi nie odkrywa - widzą, kto je wozi, i mogą usłyszeć wprost: ja was wożę, bo tato nie chce przyjechać. A niech one pytają tatę, dlaczego tak jest.
                      Gdyby się nie cieszył z kontaktu z nimi i podrzucał je, dzieci by to czuły, a matka zorientowałaby się, odbierając je, i oczywiście to byłby bardzo poważny powód, by przestać dowozić. Ale póki co nic na to nie wskazuje.
                      I jeszcze jedno - Lastsenses wożąc je teraz za jakiś czas może zacząć negocjować - wykazuje dobrą wolę, ma punkt wyjścia.
                      • nangaparbat3 errata 27.12.10, 19:15
                        Bardzo przepraszam, jeżdżenie po lodzie jest męczące i rpbię jeszcze więcej błędów niż zazwyczaj. Miało być:

                        > No wyobraźcie sobie, że dzieci naprawdę chcą mieć nawet całkiem niedoskonałego
                        > tatę - ale mieć. I niczego takiego się przed nimi nie ukrywa - widzą, kto je w
                        > ozi, i mogą usłyszeć wprost: ja was wożę, bo tato nie chce przyjechać. A niech
                        > one pytają tatę, dlaczego tak jest.


                        > Gdyby się nie cieszył z kontaktu z nimi i odrzucał je, dzieci by to czuły, a m
                        > atka zorientowałaby się, odbierając je, i oczywiście to byłby bardzo poważny po
                        > wód, by przestać dowozić. Ale póki co nic na to nie wskazuje.
                      • burza4 Re: burza dobrze pisze 27.12.10, 22:23
                        nangaparbat3 napisała:

                        > No wyobraźcie sobie, że dzieci naprawdę chcą mieć nawet całkiem niedoskonałego
                        > tatę - ale mieć. I niczego takiego się przed nimi nie odkrywa - widzą, kto je w
                        > ozi, i mogą usłyszeć wprost: ja was wożę, bo tato nie chce przyjechać. A niech
                        > one pytają tatę, dlaczego tak jest.

                        Podkreślę jeszcze raz - to nie jest sytuacja albo-albo. To, autorka nie będzie wyręczać ojca we wszystkim nie znaczy, że dzieci go automatycznie stracą.
                        To, co robi (w dobrej wierze) autorka to wpajanie eksowi syndromu wyuczonej bezradności. On nie ma cienia powodu, żeby tę sytuację zmienić.

                        Założenie, że kilkulatek będzie dociekał dlaczego to mama wozi, albo że kiedyś wyciągnie z tej sytuacji poprawne wnioski jest idiotyczne. To działa podobnie jak w przypadku DDA, ma się świadomość patologii, ale się ją instynktownie powiela.

                        > Gdyby się nie cieszył z kontaktu z nimi i podrzucał je, dzieci by to czuły, a m
                        > atka zorientowałaby się, odbierając je, i oczywiście to byłby bardzo poważny po
                        > wód, by przestać dowozić. Ale póki co nic na to nie wskazuje.
                        > I jeszcze jedno - Lastsenses wożąc je teraz za jakiś czas może zacząć negocjow
                        > ać - wykazuje dobrą wolę, ma punkt wyjścia.

                        Negocjować - co? żeby eks zrobił łaskę i wysilił się nieco? zapłacił alimenty? zadbał o bezpieczeństwo dzieci? To on jakąś łaskę ewentualnie robi, że trzeba sobie polepszyć pozycję przetargową oczekując tego, co jest jego zasranym obowiązkiem? facet nie wypełnia podstawowych obowiązków względem dzieci, nie ma też żadnej potrzeby żeby to zmienić, bo była żona ułatwia mu życie jak może. Tu nie ma czego negocjować - tu trzeba zacząć się szanować i żądać, a nie prosić. Ktoś, kto niczego nie wymaga - niczego nie dostaje.

                        Gdybym wiedziała, że wozi dzieci bez fotelików, dzieci wracają usmarkane, bo nie ubrał odpowiednio - to bym nie miała skrupułów. Bo to matka w razie czego ponosi konsekwencje jego beztroski i "fajnej" zabawy. On umywa ręce. Szczepionka też boli, a trzeba ją aplikować.
                        • nangaparbat3 Re: burza dobrze pisze 27.12.10, 23:27
                          Mozna dostawać wymagając, ale także prosząc, a także współpracując oraz dając. Nie wiem, dlaczego LAstsenses się rozwiodła, co się wtedy działo, co kto komu powiedział, etc. Natomiast wiem, że z rozwodu OBIE STRONY wychodzą poranione.
                          Lastsenses w konkurencji materialnej z exem wygrała - ma lepszą pracę, więcej zarabia, lepiej się jej powodzi. NA tyle lepiej, że - jak się wydaje - machnęła ręka na niepłacenie alimentów.
                          Nie wiem, z jakiego powodu jej ex nie ma pieniędzy, ani na ile jest to stan trwały. Natomiast wydaje się, że naprawdę ich nie ma. Wydaje mi się też, że może on mieć poczucie, że jako ojciec zupełnie sie nie sprawdził. Lastsenses dowożąc dzieci udowadnia mu, że on jako on jest ważny dla ich dzieci - więc i dla niej. Że wywożąc dzieci 200 km od niego nie chciała oderwać dzieci od niego (a bardzo prawdopodobne, że to własnie sobie wyobrażał).
                          Nie wiem dlaczego tak Cie oburza słow "negocjować". Jesli dwie strony są w konflikcie, negocjacje wydają mi się bardzo zasadne. Zwłaszcza kiedy jednak mają wspólny interes.

                          > Gdybym wiedziała, że wozi dzieci bez fotelików, dzieci wracają usmarkane, bo ni
                          > e ubrał odpowiednio - to bym nie miała skrupułów. Bo to matka w razie czego pon
                          > osi konsekwencje jego beztroski i "fajnej" zabawy.
                          Co do fotelików zgoda - zreszta pisłam o tym w tym wątku wcześniej. Co do zasmarkania - nie rozśmieszaj mnie, jestem z rodziny samych lekarzy, uodporniona na doszukiwanie sie winnych kataru.

                          Szczepionka t
                          > eż boli, a trzeba ją aplikować.

                          A takie frazesy to już sobie daruj.
                    • podroznie ... 28.12.10, 07:49
                      Myślę, że bardzo książkowo spojrzałaś, nawet jeśli Twoje doświadczenie to potwierdza.
                      Żona, matka trojki dzieci zostawiła męża. Wcześniej, jeszcze pół roku temu zaledwie
                      Ona utrzymywała dom, pracowała dużo-mąż robił nie wiele jeśli dobrze pamiętam.
                      Dzieci nacodzień miały kontakt z rodziną męża, dużo więcej niż z rodziną Żony.

                      Półroku temu dzieci z synową wyjechały do innego miasta.
                      Syn ma przyjaciółkę. Synowa przywozi wnuki, wnuki lubią przyjaciółkę.
                      Przyjaciółka pewnie bawi się z dzieciakami.
                      Matka ojca pewnie się obawia czy przyjaciółka się nie wypali.

                      Gdy matka ojca, ojciec i kochanka starają być atrakcyjni dla dzieciaków.
                      Matka próbuje budować swoje nowe życie emocjonalne 200 km dalej.

                      Ja tu nie wiedzę blędu. Tu nie ma złych emocji,
                      no może to cholerne pakowanie dzieci..

                      serdecznie pozdrawiam
                      i dobrze Burza że zaglądasz. Dobrze Ciebie poczytać. Czym teraz jeździsz?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka