Dodaj do ulubionych

moja historia

30.07.04, 12:48
Przede wszystkim chciałbym się ładnie przywitać. Dzień dobry (dyg).
To miło, że znalazłam ludzi, z któymi mogę solidaryzować się w bólu i vice
versa, chociaż...marne to pocieszenie, że inni też mają takie problemy.

Jestem ze swoim Kochaniem od 10 lat, mimo iż mam dopiero(?) 26. Znamy się od
piaskownicy - w sensie dosłownym. Kochanie jest najwspanialszym mężczyzną
jakiego znam i nie zamieniłabym go na żadnego innego, bo wiem że będzie
idealnym mężem i ojcem; kocha mnie nad życie, podobnież jak i ja kocham jego.
Z góry uprzedzam, że nie przyjmuję porad (gdyby ktoś zechciał mi udzielać)
typu: "zostaw go dopóki nie jesteście małżeństwem i nie macie dzieci", bo wiem
że tego nie zrobię.
Współżycie zaczęliśmy stosunkowo późno czyli po 4 latach bycia w związku.
Jestem jego pierwszą kobietą, a on jestm moim pierwszym i jedynym mężczyzną.
Począwszy od naszego pierwszego razu nie układało nam się w tej sferze
najlepiej. Po pierwszym zbliżeniu wylądowałam w szpitalu z ostrym zapaleniem
pęcherza i dróg moczowych. Choroba występuje do dzisiaj, z mniejszym
nasileniem, bo już wiem jak sobie z nią radzić, ale atakuje z nienacka i
skutecznie uprzykrza mi życie i współżycie. Lekarze nic nie mogą poradzić i
mówią: "ten typ tak ma". To głównie choroba zdeterminowała mój stosunek do seksu.
Problem również tkwi w mojej pokręconej psychice, która nakazuje mi ciągle o
cos walczyć. Z seksem było tak samo. Dopóki nie współżyliśmy byłam napalona i
nie mogłam doczekać się momentu, kiedy w końcu zaczniemy uprawiać "ten
prawdziwy seks". Pieszczoty trwały godzinami, a mi sie wydawało, że nie wyjdę
z łóżka, kiedy zaczniemy się kochać. Stało się zupełnie coś przeciwnego.
Dostałam, czego chciałam i straciłam motywację do dalszych działań i starań.
Po trzecie, muszę z przykrością stwierdzić, że narzeczony nie wykazuje
maestrii w sztuce kochania (przez te wszytskie lata miałm tylko raz orgazm).
Ale kiedy i z kim miał się tego wszystkiego nauczyć? Jest bardzo czuły i
delikatny, ale też bardzo tradycyjny. Jestem osobą trochę zablokowaną w sferze
seksu i oczekuję od mężczyzny większego zdecydowania i finezji, których on nie
przejawia z obawy, o to żeby nie urazić moich uczuć. Dlatego też nigdy na mnie
nie naciska, żebyśmy zrobili to czy tamto, a ja sama wstydzę się wyjść z
inicjatywą. Pojawia się w tym momencie problem komunikacji. Rozmawiamy
dosłownie o wszystkim, ale temat naszego pożycia jest tabu. On zrobi od czasu
do czasu aluzję, że się rzadko kochamy, ale robi to w sposób zakamuflowany i
subtelny, żeby mnie przypadkiem nie urazić i nie wywierać nacisków. Oboje
boimy sie spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć sobie MAMY PROBLEM. A nóż
doszlibysmy do wniosku, że należy się rozstać. A tego nikt z nas nie chce.
Po czwarte, do naszego związku wkradła się rutyna i nuda mimo młodego wieku.
Oboje ponosimy za to odpowiedzialność. Zapewne ja ponoszę większą, bo żeby
była jakość, musi najpierw być odpowiednia ilość. Po tylu latach związku,
traktuję swoje Kochanie bardziej jak przyjaciela, powiernika tajemnic,
pocieszyciela, towarzysza zabaw...wszytsko, tylko nie kochanka. Mimo iż jest
atrakcyjnym mężczyzną, z dnia na dzień coraz mniej mnie pociąga.
Kochamy się średnio raz na miesiąc, czyli mniej więcej tyle ile JA POTRZEBUJE.
Wydawałoby się, że jedyną osobą, która może narzekać na ten stan jest moje
Kachanie, ale wierzcie mi, że męczę się tak samo jak on. Bynajmniej nie z
powodu nudy, choroby czy braku orgazmu.
Męcze sie widząć, jak on się męczy.
Ufff, trochę mi ulżyło, że mogłam się "wygadać". Przyjaciołom, z którymi
rozmawiam, problem wydaje się byc prosty i miec dwa rozwiązania: 1. rozstać
się 2) zaczęć częściej się kochac. Wy dobrze wiecie, że tak się nie da.
Obserwuj wątek
    • net75 Re: moja historia 30.07.04, 14:49
      Chyba oboje macie jakas wewnetrzna blokade. Macie opory zeby sie otworzyc przed
      druga osoba i wyrazic cos co jednak gleboko w Was tkwi, i jednoczesnie oboje
      czekacie az ta druga osoba zrobi ten krok. Tak to niestety nie wyjdzie i ktos
      musi wyjsc z inicjatywa. Chyba tez nie otwieracie sie do siebie w czasie seksu
      i traktujecie to nieco fizjologicznie.
      Trudno mi cos doradzic bo sam jestem nieco chlodniejsza (ostatnio role sie
      odwrocily) strona i milosc to dla mnie bardziej przyjazn niz pozadanie, ale
      jednak widac ze cos u Was nie tak.
      Luzne uwagi:
      - w zadnym wypadku nie odchodzcie od siebie. To co Was laczy jest piekne, tylko
      zatraciliscie gdzies swoje indywidualnosci i za bardzo zlaliscie sie w jedno.
      - 1 raz orgazm??? Jezuuu jakim ja jestem wspanialym kochankiem. Jakby moja zona
      to uslyszala to zmienilaby chyba o mnie zdanie na znacznie lepsze. Dziewczyno
      wymus z niego wiecej, bo bedziesz caly czas zamknieta i znerwicowana. Powiem
      cos co sam czuje. Uwielbiam dawac orgazm mojej zonie i czesto nic wiecej nie
      chce. Po prostu dawanie przyjemnosci jej sprawia mi tak duza przyjemnosc, ze
      czasem czuje ze tylko tego potrzebuje i prawie na sile chce jej to dawac. Choc
      troche czasu sie do tego przekonywalem.
      - pierwsza milosc. Piekne, ale cholernie trudne. Moja zona tez jest moja
      pierwsza prawdziwa miloscia. Nie znacie innych zwiazkow i nie macie
      obiektywnego spojrzenia. A w dodatku traktujecie sie troche jak siostra i brat
      wiec gubi sie porzadanie. Macie doskonale podstawy zwiazku, ale zatrzymaliscie
      sie gdzies za przyjacielami, a przed kochankami. Sam mam ten problem, tylko
      czasem mysle ze juz go nie rozwiarze niestety.
      - jest metoda skuteczna na otworzenie sie (na siebie glownie), zrozumienie
      wielu rzeczy i rozpoczecie do tworzenia pelnego zwiazku. Ale nie polecam bo to
      jest terapia wstrzasowa. Gorsze niz walniecie obuchem w glowe. Czasem pomaga, a
      czasem juz neistety podniesc sie nie da. (niestety to z autopsji).
      - a moze pojdzcie do seksuologa. to nic nienormalnego, a lekarz jak kazdy inny.
      Wiem ze sa do tego opory, ale przede wszystkim mozna na tym zyskac, wiec warto
      sprobowac, niz gubic sie w zwiazku.

      Zostancie ze soba i poprawiajcie zwiazek. To co napisalas jest bardzo piekne i
      takie czyste. Prawie idealne. Warto to kontynbuowac, tylko zeby sie nie
      pogubic.
      • voodoo_doll Re: moja historia 30.07.04, 17:49
        Od razu robi sie lżej na sercu, jak czytam Wasze posty :) ale problem nadal
        istnieje :(
        Jacku, nie chodziło mi o to, że nie przyjmuje ŻADNYCH porad. Nie przyjmuję
        tylko tej jednej typu "rozstancie się".
        Do tereapeuty mówicie...to będzie strasznie trudne. Gdyby terapia była
        indywidualna to byłoby mi łatwiej, ale nie potrafie sobie wyobrazic, że w
        obecności mojego Kochania mogłabym się żalić terapeucie, że miałam tylko jedne
        orgazm!To by musiało byc strasznie upakarzające dla niego.


        > - w zadnym wypadku nie odchodzcie od siebie. To co Was laczy jest piekne,
        tylko zatraciliscie gdzies swoje indywidualnosci i za bardzo zlaliscie sie w
        jedno.

        Oooo tak! Nasz stały tekst "bo ty to ja, a ja to ty" (mówimy tak, kiedy ktoś
        nieopatrznie uzyje slowa "ja" zamiast "my":))

        > - 1 raz orgazm??? Jezuuu jakim ja jestem wspanialym kochankiem. Jakby moja
        zona
        >
        > to uslyszala to zmienilaby chyba o mnie zdanie na znacznie lepsze. Dziewczyno
        > wymus z niego wiecej, bo bedziesz caly czas zamknieta i znerwicowana.

        Wiesz Net75, problem nie tkwi zupełnie w nieporadności mojego Kochanka. To
        raczej ja nie jestem zdolna mieć orgazmu, niż on mi go dać. Rzeczywiście, seks
        traktuję prawie fizjologicznie i szybko się zniechęcam i niecierpliwię. Chcę to
        mieć szybko za sobą, a on to chyba wyczuwa i też nie przeciąga tej gry w
        nieskończoność. Poza tym, po tylu latach wysiłków pewnie tez się zniechęcił. I
        sprawa podstawowa: on CHYBA nie wie, że nie mam orgazmów, bo je często udaję. A
        skoro mu sie wydaje, że mam to...wszystko jest O.K.

        > - pierwsza milosc. Piekne, ale cholernie trudne. Moja zona tez jest moja
        > pierwsza prawdziwa miloscia. Nie znacie innych zwiazkow i nie macie
        > obiektywnego spojrzenia. A w dodatku traktujecie sie troche jak siostra i
        brat
        > wiec gubi sie porzadanie. Macie doskonale podstawy zwiazku, ale
        zatrzymaliscie
        > sie gdzies za przyjacielami, a przed kochankami.

        Nic dodać nic ująć. Tutaj napisałeś dokładnie to, co ja chciałam napisać.

        To moze wydać się Wam dziwne i sprzeczne, bo z jednej strony piszę o tym , jak
        wspaniale sie rozumiemy i jacy jesteśmy sobie bliscy, a z drugiej nie umiemy ze
        soba otwarcie porozmawiać. Jeszcze raz podkreślam, że problemy z komunikacja
        mamy tylko w sferze seksu. A tak poza tym - rozumiemy sie bez słów.
        Jacku bez obaw, nie jestem podatna na religijną indoktrynacje. Akurat księzy
        nie będe słuchać, bo co oni mogą na temat wiedzieć. Nie wiem skąd się biorą u
        nas takie zahamowania.Nie pochodze z religijne, konserwatywnej rodziny. Może to
        po prostu kwestia charakteru, niesmiałości, niemożności pokonania wstydu....bo
        nie chce mi sie wierzyc, że jakiejś traumy z dzieciństwa.
        Kochanie przyzwyczaiło się, że to ja jestem "mężczyzną" w naszym związku.
        Oczywiście, że kupuje mi regularnie kwiaty, zaprasza na kolacje, otacza mnie
        troskliwością i jest bardzo zaradny. Jednak jeśli chodzi o podejmowanie
        decyzji, to ja musze miec ostatnie zdanie i musi byc tak, jak ja chce. Może
        mysli, że również w seksie ja przejme inicjatywe (jesli bede miala na to
        ochote), ale ja jej nie przejme, bo akutrat na tym polu jestem kiepska i
        wstydliwa.
        • net75 Re: moja historia 31.07.04, 14:13
          > Wiesz Net75, problem nie tkwi zupełnie w nieporadności mojego Kochanka. To
          > raczej ja nie jestem zdolna mieć orgazmu, niż on mi go dać. Rzeczywiście,
          seks
          > traktuję prawie fizjologicznie i szybko się zniechęcam i niecierpliwię. Chcę
          to
          >
          > mieć szybko za sobą, a on to chyba wyczuwa i też nie przeciąga tej gry w
          > nieskończoność. Poza tym, po tylu latach wysiłków pewnie tez się zniechęcił.
          I
          > sprawa podstawowa: on CHYBA nie wie, że nie mam orgazmów, bo je często udaję.
          A
          >
          > skoro mu sie wydaje, że mam to...wszystko jest O.K.
          A to bardzo niedobrze. Bo on mysli ze jest wspanialy, a Ty coraz bardziej sie
          oddalasz i zamykasz w sobie. I skad on ma wiedziec czemu i w czym sie psuje?
          Udawanie orgazmow to jak udawanie szczescia. To jest oszukiwanie i siebie i
          partnera. Nie wiem jak, ale musisz sie od tego uwolnic. Moze terapia szokowa, a
          moze male kroczki, ale musisz. I nie mow ze jestes niezdolna miec orgazmu.
          Jezeli bedziesz chciala i bedziesz otwarta na przyjmowanie tego to dasz rade.
          Ja czasem pobudzalem zone i pol godziny i udawalo sie. Ale glownie dlatego ze
          wiedzielismy ze udawanie nie ma sensu i ze przezycie prawdziwego orgazmu
          potrafi samo w sobie otworzyc druga osobe, a wiec kazdy nastepny to krok do
          przodu.

          > Kochanie przyzwyczaiło się, że to ja jestem "mężczyzną" w naszym związku.
          > Oczywiście, że kupuje mi regularnie kwiaty, zaprasza na kolacje, otacza mnie
          > troskliwością i jest bardzo zaradny. Jednak jeśli chodzi o podejmowanie
          > decyzji, to ja musze miec ostatnie zdanie i musi byc tak, jak ja chce. Może
          > mysli, że również w seksie ja przejme inicjatywe (jesli bede miala na to
          > ochote), ale ja jej nie przejme, bo akutrat na tym polu jestem kiepska i
          > wstydliwa.
          Z tym tez walczcie. Mialem, a wlasciwie mam podobny problem. Czasy takie ze
          mamy kobiety biznes-woman i facetow baby-siters. Faceci jak nigdy nabieraja
          psychiki kobiecej, a kobiety robia sie meskie. To tez zatracanie
          indywidualnosci i roznic (jak z tym ja to my) i prowadzi do zaniku pociagu. Ty
          musisz pielegnowac w sobie kobiete, a on w sobie mezczyzne, to przez to
          staniecie sie dla siebie bardziej atrakcyjni. W tym temacire to jakbym slyszal
          sam siebie i powiem Ci po wielu przemysleniach, ze tak nie moze byc, bo bedzie
          gorzej.
          Ale napewno sie nie rozstawajcie.
    • jacekkur Re: moja historia 30.07.04, 16:48
      voodoo_doll napisała:

      > chciałbym się ładnie przywitać. Dzień dobry (dyg).
      > solidaryzować się w bólu i vice versa>
      > Z góry uprzedzam, że nie przyjmuję porad (gdyby ktoś zechciał mi udzielać)
      > Po pierwszym zbliżeniu wylądowałam w szpitalu z ostrym zapaleniem
      > pęcherza i dróg moczowych. choroba zdeterminowała mój stosunek do seksu.
      > Problem również tkwi w mojej pokręconej psychice
      > Ufff, trochę mi ulżyło, że mogłam się "wygadać". Przyjaciołom, z którymi
      > rozmawiam, problem wydaje się byc prosty i miec dwa rozwiązania: 1. rozstać
      > się 2) zaczęć częściej się kochac. Wy dobrze wiecie, że tak się nie da.

      Witam Ciebie Słoneczko (oddyg).
      Jak się można solidaryzować w vice versa?
      Po co tyle pisaniny skoro nie przyjmujesz porad?
      Widzę, że to jest Twój problem. Możesz go rozwiązać, ale to wymaga pełnej
      determinacji (zdecydowania) i podporządkowania s\wskazaniom terapeuty.

      A zatem: do seksuologa dziewczyno zasuwaj jeszcze zanim dopadnie cię jaki
      klecha i zaciągnie do klepania zdrowasiek zabezpieczajacych przed grzesznymi
      myślami.

    • mikrosk Re: moja historia 30.07.04, 21:59
      Witaj. Wydaje mi sie, że w waszym związku to Ty jesteś osobą bardziej świadoma
      problemów łóżkowych i chyba do Ciebie juz dotarło, że coś jest nie tak ( Twoje
      Kochanie może też ma świadomość istnienia jakichś problemów, ale chyba Ty go
      skutecznie wprowadzasz w błąd tym udawaniem orgazmów). A ponieważ to Ty szukasz
      porady natym forum to chyba inicjatywa w kwestii zmian będzie należała do
      Ciebie. Ja bym Ci radziła przestać udawać, bo niby skąd Twój facet ma się
      domyślić, że coś nie jest za fajnie, ale wiem, że teraz nagle po 6 latach nie
      powiesz mu tego wprost i chyba nawet nie powinnaś (to mógłby być zbyt duży cios
      dla jego męskiego ego). Może raczej zamiast udawania wyjdź jednak z jakąś
      inicjatywą, zaproponuj coś więcej niż to co (i jak) dotychczas robiliście. Do
      tego nie potrzeba komunikacji słownej(z która jak piszesz masz problemy),
      wystarczy, że zaczniesz po prostu robic coś nowego "w trakcie", a bardzo
      możliwe, że on to z ochotą podchwyci. Bo jemu pewnie przez to twoje udawanie
      wydaje się, że nie trzeba nic zmieniać i to jak sie kochacie jest ok bo tobie
      jest dobrze (nie dziw sie więc, że nie przejawia inicjatywy do zmian)- może on
      tak cię kocha, że chce żeby było tak jak ty lubisz i do głowy mu nie przyjdzie,
      że tobie jednak nie jest dobrze. A z kwestii bardziej "technicznych". Po
      pierwsze myślę, że jesteś trochę zablokowana psychicznie przez te nawracające
      infekcje i może unikasz zbliżeń bo boisz sie kolejnego bólu, wędrówek do
      lekarza itp. Na medycynie znam sie średnio, ale może sa jakieś alternatywne (a
      skuteczniejsze metody) wyleczenia tych infekcji, a może powinnas zbadać męża na
      obecność jakichś drobnoustrojów, grzybów czy innego cholerstwa w jego moczu,
      może problem tkwi w jakimś uczuleniu na jego spermę (wiem, że coś takiego
      jest). Chyba trzeba poszukać i wyeliminować te przyczyny, bo to skutecznie może
      zniechęcić do współżycia. Po drugie nie wiem czy kiedykolwiek próbowałaś
      osiągnąć orgazm robiąc to sama ze sobą. Wiem, że seksuolodzy zalecają
      nierozbudzonym kobietom samopoznawanie własnej seksualności. jak już poznasz
      dobrze własne ciało i jego reakcje na różne bodźce i będziesz wiedziała co (i
      jak) tobie sprawia największą przyjemność, wtedy łatwiej Ci będzie poprowadzić
      twojego partnera we właściwym kierunku. Po trzecie wizytę u seksuologa- z tego
      co wiem, możesz odbyc sama (przynajmniej tę pierwszą), ale myślę, że wy jeszcze
      chyba możecie pomóc sobie sami, bo jest u was jeszcze wiele rzeczy do zrobienia
      i nadrobienia (no chyba, że masz takie wewnętrzne przekonanie, że sama sobie
      jednak z tym nie poradzisz i wolisz żeby jakiś specjalista wysłuchał twoich
      problemów, a może to właśnie pomoże ci się otworzyć na mówienie o sprawach
      seksu). Ponieważ bardzo się kochacie i chcesz spędzić z nim resztę życia to
      zastanów się czy tak ono ma wyglądać dalej. Kiedyś ten problem może doprowadzić
      do poważnego kryzysu. Dlatego myslę, że powinnaś zawalczyć o poprawę JAKOŚCI i
      ILOŚCI. W tej chwili jeszcze "ciągniecie" wasz zwiazek na fali wielkiej miłości
      i przyjaźni, ale jak przyjdzie kryzys, albo nuda, albo... , albo... albo (może
      ich byc wiele) albo jakaś napalona panienka chętna na twojego faceta (czego
      oczywiście nie życzę, ale panowie miewają tzw. kryzys wieku średniego i wtedy
      wasze średnio ciekawe pożycie plus taka panienka to uuuuu, może być przykro).
      Dlatego musisz chyba zmienic swoje nastawienie do swojego Kochania, zacząć
      jednak widzieć w nim nie tylko przyjaciela, ale przede wszystkim zmienic swoje
      nastawienie do seksu, poszukać w nim radości, dobrej zabawy, otworzyć się.
      Macie ogromny potencjał miłości i przyjaźni, a to daje dobre podstawy do
      wzajemnego walczenia o poprawę w tej ogromnie ważnej (i jakże przyjemnej)
      dziedzinie. Pozdrawiam
      • voodoo_doll Re: moja historia 02.08.04, 10:20
        Po
        > pierwsze myślę, że jesteś trochę zablokowana psychicznie przez te nawracające
        > infekcje i może unikasz zbliżeń bo boisz sie kolejnego bólu, wędrówek do
        > lekarza itp.

        Czesc Mikrosk! Dobrze, że zwróciłeś na to uwage, bo coś mi się wydaje, że od
        tego zaczęły się wszystkie problemy. Swojego pierwszego razu wole nie
        wspominać:((( uczulenie na spermę to raczej nie jest, bo uzywamy prezerwatyw.
        Partner był przebadany pod tym kątem i NIC. Do zbliżenia nie dochodzi dopóki się
        dokładnie nie wyszorujemy (co przekształca się u mnie niemal w nerwicę
        natręctw), więc o spontanicznym seksie raczej nie ma mowy. Mimo ochoty na seks
        analny, mam blokady żeby do niego doszło, bo zarazki, drobnoustroje itp (nawet
        jak sie kochamy pod prysznicem to o tym mysle). Jedyne rady lakarzy to takie,
        żeby dużo pić, robic siku przed stosunkiem i zakwaszać organizm. Ostatnio
        robiłam posiew, mam ustaloną całą listą antybiotyków, wiem czym się leczyć, ale
        nie usmiecha mi sie łykanie tego szitu po każdym zbliżeniu. JAk na razie,
        leczylam sie u ginekologow i internistow. Od przyszlego tygodnia atakuje urlogow
        i moze sie w koncu wybiore sie do seksuologa.
        Wczoraj mialam ochote na seks, ale pomyslalam sobie, ze skonczyl mi sie zapas
        furaginu (jest na recepte)na wypadek ataku tych cholernych bakterii. Od razu
        odechciało mi się seksu :(((

        Po drugie nie wiem czy kiedykolwiek próbowałaś
        > osiągnąć orgazm robiąc to sama ze sobą.

        Z tym nie mam problemów.

        Po trzecie wizytę u seksuologa- z tego
        > co wiem, możesz odbyc sama (przynajmniej tę pierwszą),

        Ufff, to dobra wiadomość. Trochę gorszą stroną tej sprawy jest cena. Nie bardzo
        mnie stac na seanse terapeutyczne, ale sprobuje...tym bardziej, ze przez 2
        natepne tygodnie bede sama i bede miala czas, zeby zająć się sobą.

        Po przeczytanie Waszych postów poczyłą się bardziej zmotywowana, żeby coś
        zmienić. Wprawdzie jest jeszcze długa droga od zamiarów do czynów, ale postaram
        się coś z tym zrobic, a jesli bedą jakieś pozytywne wyniki, nie omieszkać się z
        Wami podzielić.
        pozdrawiam

        • aruana Re: moja historia 31.08.04, 02:43
          Dam Ci sprawdzona rade. Jedz duzo żurawiny, mozna ja kupic jako zaprawiona w
          sloiku, lub jako sok, albo kupic ziarenka i zrobic sobie samemu sok.
          Ja tez wiecznie cierpialam na zapalenia pecherza, szczegolnie, jak mialam
          problemy z waga (podobno pare kg za duzo ma na zapalenia pecherza wplyw), gdy
          rozpoczelam wspolzycie.
          Dodatkowo jedz duzo zywych kultur bakterii (jogurty, kefiry, maslanki). I choc
          zabrzmi to glupio, nie myj miejsc intymnych non stop. Za bardzo bedziesz
          "jalowa", brak bakterii, flory bakteryjnej powoduje, ze ciagle mozesz miec problemy.
          Z żurawina nie zartuje, to nie sa wiejskie przesady ;P
          Pozdrawiam i zycze duzo szczescia i zdrowia!!!!
    • seksuolog Uniknac degeneracji 29.08.04, 00:10
      voodoo_doll napisała:

      ....[bardzo dobra analiza]

      W waszym przypadku potrzeba po 1. komunikacji, po 2. komunikacji, po 3.
      komunikacji. Sa rozne inne problemy, ale to sa sprawy uboczne. Jezeli nie
      bedziecie w stanie wyrazac slowami swoich odczuc i pragnien to zwiazek bedzie
      sie degenerowal.
    • anusia29 Re: moja historia 31.08.04, 10:29
      Zgadzam się z przedmówcami donośnie komunikacji, która u Was szwankuje, ale ja
      nie o tym chciałam. Ja w kwestiach technicznych. Otóż mycie się dokładne przed
      i po SZKODZI. Wiem, bo sama tak miałam i mój lekarz (znakomity) zalecił mi
      ograniczenie mycia do jednego razu dziennie (wypłukuje się i zmywa naturalną
      florę bakteryjną, która ma chrnoić! U mnie pomogło. Teraz myję się raz dziennie
      (wieczorem); rano doświeżam się tylko chusteczkami do higieny intymnej dla
      wrażliwych :))) Moje kochanie oczywiście częściej :) Ponadto stosuj
      Lactovaginal (w aptece, bez recepty). To bakteria kwasu mlekowego, które
      naturalnie chronią kobiety przed infekcjami. Wszystkie dolegliwości
      ustąpiły :)))
      Pozdrawiam i poowdzenia
    • elle.bellee Re: moja historia 31.08.04, 16:58
      mam ten sam problem,niemal identyczny,i też nie wiem co robic dalej,generalnie
      seks średnio mnie "kręci".
    • voodoo_doll Re: moja historia 31.08.04, 17:33
      Dzięki za wszystkie porady.Wiem o tych żurawinach. Podobno trzebaogólnie
      zakwaszć organizm, niekoniecznie żurawinami, może być np. witamina C. Podobno
      regularne i częste współzycie (tak, tak!) ma pozytywny wpływ i chyba coś w tym
      jest, bo infekcje dopadają mnie zazwyczaj po dłuższym orkesie wstrzemięźliwości.

      Jesli chodzi o komunikację: czy można się tego nauczyć? Czy nie jest na to za
      późno? Czy do tego jest konieczna pomoc specjalisty?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka