Dodaj do ulubionych

I co teraz ?

05.03.11, 10:32
Moja historia do innych podobna..... miłość, ślub, wielkie plany (w większości spełnione)
3 dzieci (3,5 letnie bliźnięta i 17-sto letnia córka). W tym roku 20-ta rocznica ślubu (ja za kilka m-cy skończę 40 lat). A tu nagle słyszę, że on od ponad 1,5 roku ma kobietę........ szok. Wyprowadził się do niej tydzień temu. Przychodzi do dzieci - to ponad moje siły. Każda jego wizyta to rozdrapywanie na nowo ran. Wiem jednak, że ze względu na dzieci muszę to wszystko wytrzymać i pozwolić mu na częsty kontakt z dziećmi (ustaliliśmy 3 razy w tygodniu). Nie mogę pozwolić aby moje dzieci przeszły piekło mojego dzieciństwa (moja matka po rozwodzie zakazała kontaktów ze mną - w rezultacie pierwszy raz ojca zobaczyłam po jego śmierci....).
Wiem z perspektywy dziecka, że rozwód rodziców to dla dziecka wielka trauma - tym bardziej jak rodzice nie mogą się dogadać. Właśnie dlatego zrobię wszystko żeby nasze rozstanie a właściwie porzucanie mnie i dzieci było dla dzieci jak najmniej bolesne. Czy to w ogóle możliwe ? Chwilami mam wrażenie, że to tylko sen a ja za chwilę się obudzę.........
A on przychodzi jakby nigdy nic szczęśliwy i wypoczęty. Nic z tego nie rozumiem...... Jak można przez ponad 1,5 roku prowadzić podwójne życie ? Przecież wtedy maluchy nie miały nawet 2 lat. To ponad moje siły.... I co teraz ?
Obserwuj wątek
    • altz Re: I co teraz ? 05.03.11, 10:44
      Ciężka sprawa, mąż się zachował nieuczciwie, trudno to zaakceptować.
      Ułożył sobie życie, być może jest szczęśliwy, mówi się trudno i żyje dalej.
      Nie można się dogadać, żeby nie przychodził, tylko zabierał dzieci?
      Tak jest za trudne dla Ciebie, ja bym się nie zgadzał na takie kontakty.
      • mankatoja Re: I co teraz ? 05.03.11, 11:56
        tez bym doradzala aby maz zabieral dzieci ....
        podeszlas do sytuacji bardzo odpowiedzialnie i wielu z nas mogloby sie wiele nauczyc, wszak czesto zjadaja nas emocje ktore rzutuja na dzieci.
        nie sadze zeby miedzy wami byla wojna w ktorej argumentem przetargowym beda dzieci wiec mozna zalozyc ze maz nie bedzie nastawial dzieci przeciw tobie
        porozmawiaj na spokojnie, przedstaw swoje wnioski, przemyslenia, czego chcesz uniknac

        a tak poza tym to szczerze wspolczuje, bo trzeba byc zlym czlowiekiem zeby w zona i dziecmi zycn normalnie i zyc z kim na boku
        bo jak zrozumialam miedzy wami nie dzialo sie nic zlego.....

        jestes madra i odpowiedzialan osoba, dasz rade
        ale tez dbaj o siebie chocby zadajac od meza zachowania ktore nie bedzie cie ranilo
        • tautschinsky Re: I co teraz ? 05.03.11, 12:51
          mankatoja napisała:

          > a tak poza tym to szczerze wspolczuje, bo trzeba byc zlym czlowiekiem zeby w zo
          > na i dziecmi zycn normalnie i zyc z kim na boku
          > bo jak zrozumialam miedzy wami nie dzialo sie nic zlego.....


          Takie to proste nie jest. Nic nie wiesz o tym człowieku, ale już stał się dla ciebie synonimem zła. Nie wiesz na przykład, jak się to stało, że kobieta obecnie 40letnia urodziła ledwo co bliźniaki, kiedy mają dziecko już właściwie dorosłe (17lat). Może jej mąż o niczym innym nie marzył, jak o tym, by w wieku emerytalnym niańczyć własne dzieci? Może już tam za parę lat widział siebie jako dziarskiego dziadka, ale dla wnuka swojego prawie dorosłego dziecka? Nic złego się nie działo, przypuszczasz. Nie wiesz, jak wiele złego mogło się dziać, kiedy żona zaszła w tym wieku w ciążę i urodziła bliźniaki. Dużo bardzo złego. Można nawet domniemywać, że nigdy nie znalazłby zamiennika dla niej, gdyby nie ten późny przychówek.
          • mayenna Re: I co teraz ? 05.03.11, 12:57
            Tautschinski ona sama tych dzieci nie urodziła. jeśli mnie jeszcze pamięć nie zawodzi to w ciążę zachodzi się w określonych okolicznościach. Ryzyko zajścia w ciąże jest zawsze, nawet przy najlepszej antykoncepcji. Mężczyźni, którzy nie rozumieją tak oczywistych faktów i konsekwencji z nich wynikających, powinni zrezygnować ze współżycia.

            Poza tym nic nie usprawiedliwia klamstwa, oszustwa i kochanki. Takie postępowanie jest niemoralne.
            • tautschinsky Re: I co teraz ? 05.03.11, 13:28
              mayenna napisała:

              > Tautschinski ona sama tych dzieci nie urodziła. jeśli mnie jeszcze pamięć nie z
              > awodzi to w ciążę zachodzi się w określonych okolicznościach. Ryzyko zajścia w
              > ciąże jest zawsze, nawet przy najlepszej antykoncepcji.



              A od kiedy to na spółę się rodzi? Ja wiem, to taka nowomowa, ale dajmy póki co z nią spokój.

              Odniosłem się do "złego człowieka", jakim musi być jej mąż, ojciec tych dzieci. Jak doszło do zapłodnienia tego nie wiemy. Ale jak mogło być, możemy się domyślać. Niekoniecznie musiała to być wspólna decyzja. Na sąsiednich forach co rusz pojawia się hasło "kontrolowana wpadka". Jak było, tego nie wiemy. Natomiast zachowanie męża pokazuje, że kolejne "cuda" w jego życiu, kiedy dziecko ma się już prawie dorosłe, to nie była jego bajka. Choć i to nie jest takie pewne. Nie wiemy - po raz kolejny muszę to napisać, co się działo w ich małżeństwie, kiedy pani zaszła w ciążę. Jak się zachowywała. I co było potem. Czy, a to takie powszechne, mąż nie został przy tych bliźniakach sprowadzony do roli maszyny majacej produkukować pieniądze. I się wypisał w trackie. Życie ma się jedno.
              • mayenna Re: I co teraz ? 05.03.11, 13:49
                tautschinsky napisał:

                >
                > A od kiedy to na spółę się rodzi? Ja wiem, to taka nowomowa, ale dajmy póki co
                > z nią spokój.
                >
                > Odniosłem się do "złego człowieka", jakim musi być jej mąż, ojciec tych dzieci.
                > Jak doszło do zapłodnienia tego nie wiemy. Ale jak mogło być, możemy się domyś
                > lać. Niekoniecznie musiała to być wspólna decyzja. Na sąsiednich forach co rusz
                > pojawia się hasło "kontrolowana wpadka". Jak było, tego nie wiemy. Natomiast z
                > achowanie męża pokazuje, że kolejne "cuda" w jego życiu, kiedy dziecko ma się j
                > uż prawie dorosłe, to nie była jego bajka. Choć i to nie jest takie pewne. Nie
                > wiemy - po raz kolejny muszę to napisać, co się działo w ich małżeństwie, kiedy
                > pani zaszła w ciążę. Jak się zachowywała. I co było potem. Czy, a to takie pow
                > szechne, mąż nie został przy tych bliźniakach sprowadzony do roli maszyny majac
                > ej produkukować pieniądze. I się wypisał w trackie. Życie ma się jedno.

                Lubisz się domyślać tylko jesli chodzi o jedną stronę. Nic nie usprawiedliwia świadomego oszustwa. jakby postąpił w ten sposób w każdej innej sferze życia nie było by taryfy ulgowej.

                Wiem jak sie rodzi dzieci i myślałam ze wiem jak się je poczyna, ale widzę, ze wiara w bociana jest nadal w narodzie żywa.
                On był aktywny seksualnie a to zawsze jest obciążone ryzykiem ciąży. Jeszcze jeden post o tym jak to małe dzieci rujnują świat dojrzałych mężczyzn marzących o użyciu życia i się popłaczęsmile

                Może nie jest zły ale na pewno dwulicowy, zakłamany i nieodpowiedzialny.

                >
                >
                • tautschinsky Re: I co teraz ? 05.03.11, 14:11
                  mayenna napisała:

                  > Lubisz się domyślać tylko jesli chodzi o jedną stronę.




                  Bo takie prawa forum. Druga strona zwykle nie ma głosu. Rzadko kiedy dzieje się tak, że na jednym forum w jednym temacie wypowiadają się zwaśnione strony. Zazwyczaj przychodzi ktoś i jednostronnie przedstawia swoją historię. Dlatego staram się dociec możliwych motywów tego nieobecnego bohatera historii.



                  > Nic nie usprawiedliwia ś
                  > wiadomego oszustwa. jakby postąpił w ten sposób w każdej innej sferze życia nie
                  > było by taryfy ulgowej.



                  Otóż istnieją nie tylko okoliczności łagodzące karę, ale wręcz znoszące "winę". Nie wiemy, czy on wcześniej nie został oszukany - on czyli ktokolwiek, bo odnosimy się już teraz ogólnie do tego rodzaju sytuacji.
                  Nie wiemy nawet, czy on chciał te dzieci. Nie wiemy, jak wyglądało ich życie. Nic nie wiemy.


                  > On był aktywny seksualnie a to zawsze jest obciążone ryzykiem ciąży.



                  Nie przypominam sobie, by pisała autorka cokolwiek jak doszło do tego nieszczęścia, że zaszła w ciążę. Bo jest to nieszczęściem, w wyniku tego doszło do rozpadu rodziny. Ryzyko ciąży przy spirali lub środkach antykoncepcyjnych jest naprawdę miiiiiimalne. Jeśli używali tylko prezerwatyw to też trochę mówi o ich związku. Prezerwatywy są dobre do okazjonalnych kontaktów seksualnych, ale nie w przypadku małżeństwa z takim stażem. Poza tym skuteczność kondomów jest zbyt niska - są jak rosyjska ruletka. Pęknie czy nie pęknie? Jako dodatkowe zabezpieczenie jak najbardziej, jako jedyne - niebezpieczna zabawa, która często tak się kończy jak ta - ciążą i rozpadem związku.


                  > Może nie jest zły ale na pewno dwulicowy, zakłamany i nieodpowiedzialny.



                  A kiedy by nie był? Kiedy by jej powiedział, gdy dzieci miały te
                  dwa lata, że on ma kogoś? Gdyby poczekał aż pójdą do czwartej
                  klasy czy kiedy się usamodzielnią? Nigdy by nie było dobrze. A życie
                  ma się jedno. I nie ma zmiłuj smile
                  • mayenna Re: I co teraz ? 05.03.11, 14:17
                    Minimalne ale jest. Zajście w ciążę raz na 13 lat to nie jest minimum?
                    Policz tylko seks raz w tygodniusmile
              • mayenna Re: I co teraz ? 05.03.11, 13:52
                Może przypomnę, ze najskuteczniejszy środek antykoncepcyjny to szklanka zimnej wody. Zamiast.
                • tautschinsky Re: I co teraz ? 05.03.11, 14:18
                  mayenna napisała:

                  > Może przypomnę, ze najskuteczniejszy środek antykoncepcyjny to szklanka zimnej
                  > wody. Zamiast.



                  Z tego powodu też rozpadają się małżeństwa. Odmawianie współżycia prowadzi do frustracji i często do zdrady. Jeśli on nie chciałby z nią się kochać pani mogłaby mieć słuszne pretensje i podejrzenia, że ma kogoś na boku. Zresztą chyba nie ma przypadkowej zbieżności w faktach, iż pan znalazł sobie inną kobietę na boku, kiedy dzieci miały po dwa lata. Czy to coś wam mówi? Jak wtedy mogło wyglądać ich życie w sypialni? Pani wiecznie zmęczona, zła, dzieci drące się obok. Zatem szklanka zimnej wody to tak czy owak kiepski pomysł. Po to jest się w związku - między innymi - żeby móc BEZPIECZNIE się kochać. Środki zapobiegające ciąży istnieją i są łatwo dostępne wbrew temu, co czasami można wyczytać. Dzisiaj z seksu można czerpać radość a nie drżeć ze strachu, że skończy się to katastrofą i "karą" w postaci niechcianego potomstwa.

                  • mayenna Re: I co teraz ? 05.03.11, 14:30
                    Akurat ja to rozumiem, ale jeśli ciąża to taka trauma, ze potem juz tylko porzucenie rodziny to uczciwie poddać sie wazektomii i problem z głowy. Przynajmniej wiadomo że wziął odpowiedzialność za własne życie seksualne i cos w tej kwestii zrobił a nie polegał na kobiecie i ja potem obarcza winą i porzuca bo nie sprostal zadaniu jako mąz, ojciec i człowiek.
                    Wazektomia tez nie jest 100% pewnasmile
          • bramstenga Re: I co teraz ? 05.03.11, 13:01
            Sorry, ale skoro bliźniaki maja teraz 3,5 roku, to zostały poczęte, gdy starsze dziecko miało raptem niecałe 13, więc do dziadkowania to raczej daleko...

            Może jej mąż o niczym innym nie marzył, jak o tym, by w wieku emeryt
            > alnym niańczyć własne dzieci?

            Emerytalnym? Jeśli ożenił się w standardowym wieku ~25 lat, to w chwili urodzenia bliźniąt nie miał jeszcze 40. Jeśli nie jest policjantem/górnikiem, do emerytury droga daleka.

            Można na
            > wet domniemywać, że nigdy nie znalazłby zamiennika dla niej, gdyby nie ten późn
            > y przychówek.

            A na jakiej podstawie, hmm?
            Tyle z Twojej strony domniemań ssanych z brudnego palca, a sprawa jest banalnie prosta: facet przez pół roku kłamał i oszukiwał. Czas wziąć na klatę konsekwencje.
            ~bramstenga
            • tautschinsky Re: I co teraz ? 05.03.11, 13:35
              bramstenga napisała:

              > Emerytalnym? Jeśli ożenił się w standardowym wieku ~25 lat, to w chwili urodzen
              > ia bliźniąt nie miał jeszcze 40.



              Teraz ma zapewne mniej więcej tyle lat, co autorka - 40, plus/minus.
              Pierwsze dziecko 17. Za dziesięć lat śmiało mógłby się spodziewać
              wnuka. I tym samym stałby się dziadkiem. Tyle że za dziesięć lat to
              jego kolejne dzieci będą jeszcze dziećmi, a przez tych dziesięć lat zamiast
              żyć po odchowaniu pierwszego dziecka, w domu robi się mały żłobek,
              potem przedszkole itd. Tylko dlatego, że pojawiły się dzieci, jego wiek
              nie ulegnie zamrożeniu. Niańczenie i tarzanie się w pieluchach to naprawdę
              nie marzenie każdego w tym wieku ani żadnym innym.
          • altz Re: I co teraz ? 05.03.11, 13:03
            Mógł się wcześniej ujawnić. Dla mnie to nienormalne mieć kogoś na boku, a już przez 1,5 roku, to nie jest zupełnie do zrozumienia, ale ludzie są różni. Może nie chciał mówić, ze względu na małe dzieci?
            Nie można mu za to zarzucać, że jest zadowolony z nowego związku, bo nie ma obowiązku być smutny.
          • tesknotazabija Re: I co teraz ? 05.03.11, 13:09
            Dlaczego mnie nie dziwi to, że to napisał facet. Ręce opadają. Mamy rozumieć, że autorka wątku sama zaszła w ciążę, albo co gorsza zmusiła męża do tej ciąży i teraz ma to na co zasłużyła.
            Ryzyko zajścia w ciążę jest zawsze. Jeśli się tego nie rozumie i nie potrafi przyjąć na siebie odpowiedzialności za ewentualne potomstwo to nie pozostaje nic innego jak zrezygnowanie z sexu.
            Okłamywanie żony przez tak długi okres czasu to najnormalniejsze świństwo.

          • szizumami Re: póżny przychówek? 05.03.11, 13:09
            co ty z gospodarstwa pochodzisz?

          • nangaparbat3 Re: I co teraz ? 05.03.11, 13:18
            CHZG
          • gyubal_wahazar Re: I co teraz ? 05.03.11, 13:35
            > trzeba byc zlym czlowiekiem
            >> Takie to proste nie jest. Nic nie wiesz o tym człowieku, ale już stał się dla ciebie synonimem zła

            Jakim synonimem ? Mańka napisała 'złym człowiekiem'. Jak doszedłeś do tego synonimu ?

            > Dużo bardzo złego. Można nawet domniemywać, że nigdy nie znalazłby zamiennika dla niej, gdyby nie ten późny przychówek.

            'Dużo bardzo złego' stało się, że żona urodziła dwójkę wspaniałych maluchów ? O jaki 'zamiennik' Ci chodzi ? Na jakiej podstawie sobie domniemujesz te wszystkie brednie ?

            Sobie dajesz przy tym prawo kompletnie karkołomnych 'domniemań', a zwracasz uwagę Mańce, że nie ma jakoby podstaw do wyrażenia narzucającego się wniosku. Paradne

            Domyślam się, że nie stać Cię na taki luksus jak elementarna empatia czy obiektywizm, ale mógłbyś się choć postarać zachować choćby pozory logiki, bo to co tu objawiłeś, to jakieś kompletne - jak mawia młodzież - lato z radiem.
            • tautschinsky Re: I co teraz ? 05.03.11, 13:56
              gyubal_wahazar napisał:

              > > trzeba byc zlym czlowiekiem
              > >> Takie to proste nie jest. Nic nie wiesz o tym człowieku, ale już sta
              > ł się dla ciebie synonimem zła
              >
              > Jakim synonimem ? Mańka napisała 'złym człowiekiem'. Jak doszedłeś do tego syno
              > nimu ?



              Nie ja doszedłem, tylko ona. Dla niej równoważnikiem "złego człowieka" jest ojciec odchodzący od żony i dzieci. Dla mnie to takie proste nie jest. Trzeba poznać taką osobę i to, co nią motywowało zanim określi się kogoś tym mianem. Takie epitety jak właśnie "zły człowiek" padają w opisach takich ludzi jak dr Mengele. Nazwać kogoś złym człowiekiem to wbrew pozorom bardzo poważny zarzut.



              > > Dużo bardzo złego. Można nawet domniemywać, że nigdy nie znalazłby zamien
              > nika dla niej, gdyby nie ten późny przychówek.
              >
              > 'Dużo bardzo złego' stało się, że żona urodziła dwójkę wspaniałych maluchów ?



              Po pierwsze - skąd wiesz, że są wspaniałe? Piszesz to na zasadzie, że wszystkie dzieci są słodkie i kochane? No to sobie wyobraź, że nie dla każdego wszystkie dzieci tak się muszą prezentować. A w przypadku rodzica, który dzieci owych mógł nie chcieć, są one źródłem nieustającego stresu.


              > O jaki 'zamiennik' Ci chodzi ? Na jakiej podstawie sobie domniemujesz te wszyst
              > kie brednie ?


              Co jest brednią? Sama przecież napisała, że od iks czasu ma kogoś innego. Zamienił ją na inną kobietę, stąd 'zamiennik'.
              • mayenna Re: I co teraz ? 05.03.11, 14:21
                Piszesz brednie bo nie ma w twoich wypowiedziach związku przyczynowo = skutkowego i czegos takiego jak swiadome kierowanie własnym zyciem i podejmowanie świadomych wyborów.
                Wg ciebie panu sie wszystko przytrafilo i odpowiedzialnośc po prostu ponosi ktos inny za to że biedaczek musiał tak a nie inaczej postąpic. Rzewna historia, kolejny biedny, niezrozumiany przez pazerną, pasozytnicza zone Mis , na dokładke wrobiony w niechciana ciążę gdy był gotów do drugiej młodości. BoooskiesmilePopłakałam sie ze współczucia nad losem Misiasmile
                • tautschinsky Re: I co teraz ? 05.03.11, 14:40
                  mayenna napisała:

                  > Piszesz brednie bo nie ma w twoich wypowiedziach związku przyczynowo = skutkowe
                  > go i czegos takiego jak swiadome kierowanie własnym zyciem i podejmowanie świad
                  > omych wyborów.



                  Ale co wiesz o całej tej historii? NIC. Tyle, że kiedy bliźniaki miały dwa lata on znalazł sobie inną kobietę.

                  Jak doszło do tej ciąży - nie wiesz.
                  Jak wyglądało ich życie przed ciążą - nie wiesz.
                  Jak wyglądały te dwa lata, kiedy były już
                  dzieci - nie wiesz.

                  Można świadomie kierować swoim życiem a i tak zostać oszukanym. Żeby związek mógł trwać potrzebne jest zaufanie. On mógł na tym zaufaniu się przejechać. W innym wątku pisałem o prezerwatywach, które facet powinien sam kupować i trzymać je w bezpiecznym miejscu - ale tam była mowa o luźnym związku, tu mamy do czynienia z wieloletnim małżeństwem. Jeśli ona go informowała, że dba o sprawy antykoncepcyjne, to on dawał jej wiarę. I to nie jest tak, że w tych sprawach jest tak, że jeśli ona używa pigułek, to on musi "w imię solidarności i odpowiedzialności" zakładać gumy - bo jak związek partnerski to partnerski i każdy ponosi swoją część odpowiedzialności. To myślenie chore.

                  Jak było tego nie dojdziemy. Nie wyczytałem, iżby ojciec nie płacił na te dzieci, więc skutki ponosi. Ale ani żona nie jest własnością męża, ani mąż nie jest własnością żony, dlatego miał prawo odejść od niej. Do dzieci przychodzi, nie porzucił ich, zatem spokojnie. Wypisał się jedynie ze związku z tą kobietą. Nic więcej.
                  • gyubal_wahazar Re: I co teraz ? 05.03.11, 14:47
                    > Jak doszło do tej ciąży - nie wiesz.
                    > Jak wyglądało ich życie przed ciążą - nie wiesz.
                    > Jak wyglądały te dwa lata, kiedy były już dzieci - nie wiesz.

                    Nie wie, podobnie jak Ty czy ja. Milcząco musimy więc zakładać, że jeśli Autorka o tych kwestiach nie wspomniała, tzn, że nie miały istotnego dla sprawy przebiegu.

                    Pytanie można mnożyć a i tak zawsze pozostaną jakieś niejasne obszary. Trudno zreferować 20 lat życia na połowie ekranu. Z tego względu, wydaje mi się, że chcąc w ogóle się wypowiadać w wątku, należy obdarzyć Autorkę dobrą wiarą, choć oczywiście przy odrobinie zdrowego krytycyzmu.

                    Podważając a priori wiarygodność tego co pisze, żadna dyskusja nie miałaby przecież sensu
                    • tautschinsky Re: I co teraz ? 05.03.11, 15:07
                      gyubal_wahazar napisał:

                      > > Jak doszło do tej ciąży - nie wiesz.
                      > > Jak wyglądało ich życie przed ciążą - nie wiesz.
                      > > Jak wyglądały te dwa lata, kiedy były już dzieci - nie wiesz.
                      >
                      > Nie wie, podobnie jak Ty czy ja. Milcząco musimy więc zakładać, że jeśli Autork
                      > a o tych kwestiach nie wspomniała, tzn, że nie miały istotnego dla sprawy przeb
                      > iegu.




                      Doprawdy to myślenie spod znaku dobrego wujaszka, który uwierzy
                      w każdą bajkę. Życie swoje mnie nauczyło i tak łatwowierny dawno
                      już nie jestem, jeśli w ogóle kiedykolwiek byłem.


                      Ale poza tym, jak by nie było, co innego w tym wszystkim jest najważniejsze. Czy człowiek ma prawo nie kochać? Czy ma prawo
                      do decydowania o swoim życiu? Czy "dla dobra dzieci" ma trwać
                      w nieudanym związku? itd.

                      Ojciec - powtórzę - nie porzucił dzieci, bo je odwiedza, i łoży na nie.
                      Odszedł do innej kobiety. Odszedł od jednej do drugiej, ale nie od
                      dzieci. Jakoś to wszystkim umyka.
                      • mayenna Re: I co teraz ? 05.03.11, 15:28
                        Zakochał się i chciał odejść.
                        Nie mam sil się wypowiadać o tym, ze akurat urodziły mu się dzieci i zamiast latać za d...ami powinien siedzieć w domu i zmieniać dzieciom pieluchy...Nie masz pojęcia co to jest mieć bliźniaki. Normalnie odpowiedzialny ojciec nie miałby fizycznie i mentalnie sil na romanse na boku gdyby pomagał w domu i angażował się w wychowanie dzieci. Dlatego ja twierdze, ze on mial swoje dzieci za nic i uciekal od nich w romans i spokój poza domem, w ten sodki czar i brak zobowiązań. Piaci i odwiedza - łaskawca...
                        Półtora roku zajęło mu podjęcie decyzji. Mnie brak słów...Ale podejrzewam, że masz podobna konstrukcje psychiczna do tego pana i dlatego z taka łatwością go rozumiesz.
              • gyubal_wahazar Re: I co teraz ? 05.03.11, 14:40
                > Dla niej równoważnikiem "złego człowieka" jest ojciec odchodzący od żony i dzieci.

                Cytuję : "trzeba byc zlym czlowiekiem zeby w zona i dziecmi zycn normalnie i zyc z kim na boku"

                Błędnie zakładasz, że wg Mańki istnieje jedna jedyna kategoria 'złego człowieka' i jest nią akurat mąż Autorki, co odpowiadałoby pojęciu synonimu). Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, wg Mańki jest wielu ludzi o tak negatywnych cechach, że zasługują na to miano, a mąż Autorki jest tylko jednym z nich.

                Po drugie ze stwierdzenia Mańki o 'złym człowieku' stworzyłeś tezę o 'synonimie zła', niewspółmiernie uogólniając to co wyraziła.

                > Takie epitety jak właśnie "zły człowiek" padają w opisach takich ludzi jak dr Mengele.

                Szkoda, że nie Hitler, Stalin, czy Czyngiz-Han... Jak dr Mengele ma się do problemu Autorki ? Kolejny raz używasz karkołomnych uogólnień, mających się nijak do faktycznego problemu, a służących nagięciu faktów do Twojej tezy

                > Nazwać kogoś złym człowiekiem to wbrew pozorom bardzo poważny zarzut.

                Nie mniej poważny od porzucenia żony z 3-ką dzieci i pójścia do kochanki. Osobiście (o ile Autorka nie pomija jakichś bardzo istotnych faktów) znalazłbym znacznie silniejsze słowa na określenie tego, co zrobił

                > Po pierwsze - skąd wiesz, że są wspaniałe? Piszesz to na zasadzie, że wszystkie
                > dzieci są słodkie i kochane?

                Dokładnie tak uważam

                > No to sobie wyobraź, że nie dla każdego wszystkie dzieci tak się muszą prezentować.

                Rodzic ma elementarny ludzki obowiązek kochać swoje dziecko. Jeśli (w ogólnym przypadku) odmawia dziecku swej miłości, to poddaje w wątpliwość swoje człowieczeństwo. O ile nie zachodzą jakieś bardzo szczególne okoliczności, nie umiałbym szanować kogoś takiego.

                > A w przypadku rodzica, który dzieci owych mógł nie chcieć, są one źródłem nieustającego stresu.

                Smutne to, ale jako, że nie one zawiniły, powinien zrobić wszystko, by nie odczuły jego frustracji. Pretensje powinien zgłosić do siebie, żony ew siły wyższej

                > Co jest brednią?

                Twój koncept synonimu zła (patrz wyżej), pomysł z wpleceniem postaci dr Mengele, określenie narodzin dwojga dzieci jako 'bardzo dużo zła', a kobiety jako 'zamiennik'. Podsumowując - zdecydowana większość z tego co napisałeś.
                • tautschinsky Re: I co teraz ? 05.03.11, 15:01
                  gyubal_wahazar napisał:

                  > Nie mniej poważny od porzucenia żony z 3-ką dzieci i pójścia do kochanki.



                  Powiedzmy, że dwójki. Ja wiem, że alimentacyjnie to dzieckiem jest
                  się do 26 roku życia, ale 17latka to już naprawdę nie jest dzieckiem.
                  I może spokojnie z nim zamieszkać lub wkrótce podjąć studia poza
                  domem i zamieszkać w internacie. Poza tym odwiedza dzieci, więc
                  ich nie porzucił, i łoży na nie, więc tym bardziej nie je porzucił, tylko
                  tę kobietę. Przyjęło się utożsamiać porzuconą kobietę z porzuceniem
                  dzieci - a tak bardzo często nie jest. Można nie móc, nie chcieć żyć
                  z matką swoich dzieci, co nie znaczy, że nie chce się żyć ze swoimi
                  dziećmi. Setki razy na tym i innych forach padło stwierdzenie, że "dla
                  dobra dzieci" nie warto tkwić w nieudanym związku
                  . Tu mamy tego
                  rodzaju przypadek. Związek nie był udany skoro on odszedł od niej.


                  > Osobi ście (o ile Autorka nie pomija jakichś bardzo istotnych faktów)


                  I tego nie wiesz i się nie dowiesz. Masz historię przedstawioną jednowymiarowo.



                  > Rodzic ma elementarny ludzki obowiązek kochać swoje dziecko.



                  To jakaś życzeniowa brednia z podręcznika dla "pedagożek",
                  nie mająca nic wspólnego z życiem. Miłości nie da się zadekretować,
                  narzucić, zobowiązać kogoś do kochania! Było już, czy to nie w Biblii?, że
                  żona powinna kochać i służyć swojemu panu, mężowi. Czyżby teraz tę "prawdę" odnoszono do dzieci?




                  Jeśli (w ogólnym p
                  > rzypadku) odmawia dziecku swej miłości, to poddaje w wątpliwość swoje człowiecz
                  > eństwo.



                  Miłość czy, powiedzmy, opiekę nad swoim potomstwem nie ma nic wspólnego z człowieczeństwem. To zjawisko występuje POWSZECHNIE
                  u innych zwierząt, nie tylko u ludzi. Czyżby szympansy czy lwy kochające swoje młode charakteryzowały się człowieczeństwem smile poprzez ten fakt?



                  > > A w przypadku rodzica, który dzieci owych mógł nie chcieć, są one źródłem
                  > nieustającego stresu.
                  >
                  > Smutne to, ale jako, że nie one zawiniły, powinien zrobić wszystko, by nie odcz
                  > uły jego frustracji.



                  Frustracja, przegrane życie mają to do siebie, że wymykają się kontroli. Takie samokontrolowanie się całe życie prowadzi do co najmniej nerwicy, poważnych problemów serca i szybko schodzi się z tego padołu łez, jakim jest życie. Osoba nieszczęśliwa miałaby grać całe swoje życie, żeby dzieciaczki były happy? To jakieś wariactwo. Taki schemat narzucano kobietom - "dla dobra dzieci". Czyżby one miały się spod jego tyranii wyzwolić, a mężczyźni mieli dać sobie go narzucić?
                  • gyubal_wahazar Re: I co teraz ? 05.03.11, 15:33
                    > Powiedzmy, że dwójki

                    Trójki. A dywagacje czy 17-letnia córka jest dzieckiem czy nie jest można prowadzić w nieskończoność. W pojęciu sądu będzie i Twoje wywody zdadzą się na nic.

                    > "dla dobra dzieci" nie warto tkwić w nieudanym związku[/u]

                    To prawda. Wtedy siada się z żoną do rozmowy i uzgadnia warunki, a nie zdradza Ją przez 1.5 roku. Umknął Ci ten detal czy kłócił się ze z góry założoną tezą ? Słowo-klucz : zdrada

                    > Związek nie był udany skoro on odszedł od niej.

                    Nie próbuj rozmywać odpowiedzialności. To on ZDRADZIŁ, więc po raz kolejny nie używaj uogólnień. Tym razem bezosobowej strony biernej ('związek był nieudany'). Jeśli nie odpowiadał mu związek, mógł się rozwieść.

                    > I tego nie wiesz i się nie dowiesz. Masz historię przedstawioną [b]jednowymiarowo.

                    Nie jednowymiarowo a jednostronnie, a to różnica, bo wymiarów jest tu więcej : rodzinny, uczuciowy, finansowy, społeczny.

                    Ty zresztą również. Ja opieram się na dobrzej wierze w to co pisze Autorka. A Ty skąd czerpiesz pewność, że jest inaczej niż pisze ?

                    > Rodzic ma elementarny ludzki obowiązek kochać swoje dziecko.
                    >> To jakaś życzeniowa brednia z podręcznika dla "pedagożek"

                    To zdanie definiuje cię (od tej pory z małej) w moim pojęciu jako osobę pozbawioną co najmniej jednego z najbardziej podstawowych uczuć wyższych : miłości do własnych dzieci. Mógłbym Ci współczuć, ale ponieważ jest to twój świadomy wybór, nie umiem cię szanować i dalszą dyskusję uważam za stratę czasu.
                    • tautschinsky Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:39
                      gyubal_wahazar napisał:

                      > > Powiedzmy, że dwójki
                      >
                      > Trójki. A dywagacje czy 17-letnia córka jest dzieckiem czy nie jest można prowa
                      > dzić w nieskończoność. W pojęciu sądu będzie i Twoje wywody zdadzą się na nic.


                      Jakoś wybiórczo czytasz, co piszę. A jasno napisałem, że jeśli chodzi o alimenty będzie "dzieckiem" do 26 roku życia, więc o to nie ma co popuszczać piany.

                      Jeśli nie wiesz na jakim etapie jest 17letnie dziecko znaczy tyle, że sam nigdy dziecka w tym wieku nie miałeś albo go nigdy nie wychowywałeś. Takie dziecko to osoba żyjąca swoim własnym życiem. Oczywiście, mając dobre relacje z nim wiesz, co się dzieje w jego życiu, ono może się ciebie radzić w różnych sprawach, ale takiemu dziecku już daleko do niemowlaka czy dzieciaka w wieku wczesno-szkolnym. I w tym sensie ma dwójkę dzieci, a nie trójkę. Więcej, bo zdaje się, że nie rozumiesz - one wszystkie zostaną jego dziećmi do końca jego życia, nawet kiedy będą miały swoje rodziny i będą w jego obecnym wieku.




                      > > "dla dobra dzieci" nie warto tkwić w nieudanym związku[/u]
                      >
                      > To prawda. Wtedy siada się z żoną do rozmowy i uzgadnia warunki, a nie zdradza




                      Jakie warunki? Jakie warunki mogłaby by usatysfakcjonować kogokolwiek w tej sytuacji? Naprawdę chcesz wierzyć, że "po uzgodnieniu" - odchodzę, będę płacił alimenty itd. ta druga strona zrozumiałaby, wybaczyła, zaakceptowała całą sytuację? A później, ten odchodzący już jako wolny - po sprawie rozwodowej czy przeprowadzeniu separacji, zacząłby szukać kogoś innego? To jakieś sf. Tak to w książce może rozpisać kolejność zdarzeń, życie jest o wiele bardziej skomplikowane. Coś się dzieje, wpływa na nasze postępowanie. Nie sądzę, że on założył dowiedziawszy się, że żona jest w ciąży: odczekam aż urodzi, potem pomęczę się dwa lata, a następnie poszukam sobie innej. Coś wpłynęło na to, co się stało. Mógł to być czysty przypadek, że spotkał tamtą. Na pewno bez wpływu nie były zdarzenia mające miejsce w domu.




                      > > Rodzic ma elementarny ludzki obowiązek kochać swoje dziecko.
                      > >> To jakaś życzeniowa brednia z podręcznika dla "pedagożek"
                      >
                      > [u]To zdanie definiuje cię (od tej pory z małej) w moim pojęciu jako osobę pozb
                      > awioną co najmniej jednego z najbardziej podstawowych uczuć wyższych : miłości
                      > do własnych dzieci.



                      Widzisz, gurbalu czy jak ci tam - g....o klasyczne wiesz. I o mnie i o moich dzieciach i o tym, co dla nich zrobiłem i robię.

                      I tak to z ocenianiem w internecie zazwyczaj bywa.
          • mankatoja odpowiedz 05.03.11, 14:57
            wybacz ale jeszcze ze zrozumieniem czytac, prosze
            jak mu bylo zle z zona to mogl jej to powiedziec, prawda? bo wtedy nie napisalabym ze jest zly tylko odpowiedzialny
            znudzila mu sie zona, dzieci nianczyc nie chcial? zapewne jest jak piszesz
            teraz potrywializuje jak ty
            bo wg ciebie poaskudna zona na zlosc mezowi zaszla w ciaze, zapewne jeszcze bylo to niepokalane poczecie

            porzadmy facet jak mu sie nie chce dzieci to rozmawia o tym z zona i cos ustalaja
            porzadny facet jak mu sie zona znudzi to uprzejmie ja o tym informuje i cos ustalaja
            a nie prowadzi zycie jakby nigdy nic
            ka7 nie wspomniala bynajmniej ze sie klocili, awanturowali, rzucali garnkami itp
            tak wiec jezeli ja nie mam oceniac to mysle ze i ty rowniez


            ps. nie jestem putytanka ale uwazam ze ludzie powinni byc wobec siebie prznajmniej uczciwi a tego mi w owym tak bronionym przez ciebie mezu ka7 zabraklo
            za to mam wrazenie ze ty masz alergie na dzieci, zakladam ze ktos ciebie w ciaze wrobil ze od razu podejrzewasz o to innych....jesli tak, to mi przykro ale nadal uwazam ze nie patrzysz obiektywnie
          • laura_fairlie Re: I co teraz ? 06.03.11, 09:31
            Dyskusja z panem T. o tyle nie ma sensu, że on zawsze usprawiedliwia panów, winę zaś zawsze zwala na kobiety.
            Gdyby na stanie była tylko jedna 17-latka, przecież mąż mógł przez 1,5 roku oszukiwać, bo:
            1. pani miała tylko jedno dziecko i prawdopodobnie się na nim skoncentrowała, całkowicie zaniedbując meża
            2.pani nie chciała dać mu syna
            i jeszcze kilka innych by się znalazło.
            Kto chce psa uderzyć, kij znajdzie.
    • gyubal_wahazar Re: I co teraz ? 05.03.11, 12:49
      > To ponad moje siły.... I co teraz ?

      Musisz przez to przejść, masz przecież dwójkę potrzebujących mamy maluchów. Najgorsze są pierwsze tygodnie. Po jakichś 6-12 miesiącach zwykle przestaje boleć.

      Wydaje mi się, że dzieci są jeszcze na tyle małe, że łatwiej zniosą odejście ojca, niż gdyby miały 5 czy więcej lat. Wspólnie ze starszą córką powinnyście być dla siebie oparciem. Rozmawiaj z Nią dużo. Dla Niej to też trudna lekcja dorosłego życia.

      Jeśli wg Ciebie dzieci są za małe by je zabierał, lub sam nie będzie chciał, to może masz jakąś sąsiadkę czy znajomą mieszkającą 2 kroki od Ciebie u której mogłabyś się przechować ? Ustalacie wtedy godzinę o której on kończy widzenie i wracasz punktualnie.

      Czeka Cię sprawa rozwodowa i majątkowa. Na starszą córkę, o ile podejmie studia, będzie musiał łożyć alimenty do 25 (lub 26, nie kojarzę dokładnie) roku życia lub końca studiów, o ile skończy je wcześniej. Jeśli nie - tylko do 18-go roku życia.

      Na razie zastanów się jakiej kwoty alimentów oczekujesz od niego na dzieci i jak najszybciej z nim o tym porozmawiaj. Kiedy dojdziesz do siebie na tyle by móc spokojnie myśleć, poczytaj Kodeks Rodzinny.

      lex.pl/kodeksy/?akt=64.9.59.htm
      W razie pytań - pytaj. Trzymaj się Ka-7, dasz radę !
    • tesknotazabija Re: I co teraz ? 05.03.11, 13:01
      Współczuję Ci BARDZO, chociaż wiem, że nie o współczucie Ci chodzi.
      Nie będę komentować zachowania Twojego męża, bo jak dla mnie to brak na coś takiego słów.
      Skup się teraz na sobie i na dzieciach.
      Rozumiem Twój ból kiedy widzisz męża szczęśliwego. Wiem jakie to uczucie. Ale wierz mi, że z czasem będzie bolało coraz mniej.
      Nie zastanawiaj się nad tym jak on mógł. Widocznie mógł, jak wielu innych, niedojrzałych, egoistycznych typów. Szkoda Twojego czasu i zdrowia na rozpamiętywanie tego.
      Musisz teraz zadbać o siebie by być silną i kochającą mamą dla swoich dzieci.
      Aż łza się w oku kręci gdy czytam takie historiesad
      Trzymaj się dzielnie!
    • nangaparbat3 Re: I co teraz ? 05.03.11, 13:14
      na początek tak zorganizuje jego "odwiedziny", żebyś Ty w tym czasie mogla odpocząc. Może daloby sie dogadac ze starszym dzieckiem, że Ty wychodzisz na tyle wczesniej z domu, by nie spotkac się z mężem? A mąż niech dzieci zabiera - nie może Ci się teraz po domu szwędac, to dla Ciebie będzie zbyt bolesne.
      Wyjaśnij mu też, że dzieci muszą z nim miec bardzo REGULARNY kontakt - dogadajcie, kiedy, o której godzinie i na ile będzie je zabierac.
      To pierwszy tydzień, na razie będzie strasznie bolało, na to nie ma rady. Potem przyjrzysz się wszystkiemu spokojnie - chociaż i tak jest juz teraz w Tobie wielka siła, że dobro dzieci stawiasz na pierwszym miejscu. I dobrze.
      Bardzo możliwe, że on się teraz wyprowadził, bo nowe dziecko w drodze. To jest bardzo bolesne, jednak też opłaca się zachowac spokój i dystans, o ile się tylko da. Jeśli takie dziecko się pojawi - może byc dla Twoich jeszcze jednym bratem czy siostrą, i to może byc dobre - wszystko zalezy od postawy dorosłych.
      Masz siedemnastoletnią corkę, przez ponad trzynascie lat była jedynaczką, potem pojawiły się bliźnięta - to musiała byc dla niej bardzo trudna sytuacja, nawet jeśli nie rzucało się w oczy. Ona pewnie Ci sie przy nich wydaje prawie dorosła, ale tak nie jest - pamiętaj o niej w tej nowej sytuacji, że też jest Twoim dzieckiem, też potrzebuje Twojej uwagi i czułości. Może niepotrzebnie o tym piszę, ale wydaje mi się, że w całej Waszej rodzinie ona jest teraz najsłabszą osobą, najbardziej zagrożoną.
      • ka-7 Re: I co teraz ? 05.03.11, 16:45
        Dziekuję za wsparcie i wszystkie rady.
        Widzę, że sprawa "późnego" macierzyństwa poróżniła tu kilka osób....
        Decyzję o drugim dziecku podjęliśmy wspólnie. Starania trwały ponad 4 lata (klinika ivf, aż w końcu moja operacja po której wreszcie mogłam zajść w upragnioną ciążę). Gdy okazało się, że będą bliźnięta - było to dla nas podwójne szczęście. Mąż bardzo pomagał przy dzieciach zarówno przy starszej córce, jak i przy maluchach...... dlatego jest to dla mnie tym bardziej nie zrozumiałe. Dlaczego jeśli uważał, że coś między nami jest nie tak, to nie przyszedł z tym do mnie ? W naszym małżeństwie - jak pewnie w każdym - były gorsze i lepsze dni, ale generalnie byliśmy dobrym małżeństwem (była między nami fajna energia). Przez ostanie 1,5 roku faktycznie nie mogliśmy się dogadać, ale teraz juz wiem dlaczego - była między nami trzecia osoba........ Tym bardziej dziwne jest dla mnie to, że związał się z kobietą starszą ode mnie o 10 lat (od niego o 7). O co chodzi ? Przecież to nie normalne.......
        Co do dzieci to na razie nie może ich zabierać bo po pierwsze ciągle chorują, a po drugie on teraz nie ma auta żeby je przewieźć (mieszka teraz ok 25 km od nas w innym mieście). Pozostaje mi tylko wychodzić z domu jak przyjdzie.......
        • mola1971 Re: I co teraz ? 05.03.11, 16:54
          Ten jej wiek może nie mieć żadnego znaczenia, może zadurzył się w tej konkretnej kobiecie po prostu. Bez zaglądania do metryki.
          Ale może też być tak, że on bardziej niż żony matki potrzebuje? Piszesz, że była między Wami fajna energia, ale jaki typ tej energii był? Taki jaki jest między kobietą i mężczyzną czy raczej taki jaki jest między matką i synem?

          Co do meritum to wg mnie również powinnaś wychodzi z domu gdy on do dzieci przyjeżdża.
          Obowiązkowo zrobiona na bóstwo wink Bez miny cierpiętniczej. A wracaj rozanielona smile))
          • nangaparbat3 Re: I co teraz ? 05.03.11, 16:57
            Mola, siedem lat róznicy jak się jest po czterdzistce -
            Jak czterdziestolatka zwiąże się z pięćdziesięciolatkiem to powiesz, że jej trzeba ojca?
            • mola1971 Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:09
              Nie o nią chodzi tylko o niego. Może żona bardziej mu matkowała niż była partnerką i se wziął i zaszalał z inną, która mena w nim widziała. Kryzys wieku średniego znaczy wink
          • ka-7 Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:00
            Dzięki za radę, ale na razie nie jestem w stanie robić się na bóstwo, ale też nie jestem zaniedbana smile Po prostu to wszystko mnie przerasta, chwilami mam wrażenie, że tego nie wytrzymam........ gdyby nie dzieci.......
            • tesknotazabija Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:05
              Wytrzymasz wytrzymasz. I to właśnie te dzieci Ci w tym pomogą. Trzymam za Ciebie mocno kciuki!
            • mola1971 Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:10
              Wiem, że w Twojej obecnej sytuacji to łatwe nie jest, ale warto spróbować. Dla siebie i po to by on zobaczył co traci tongue_out Może jeszcze się opamięta.
              • ka-7 Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:24
                mola1971 - może sie opamięta ? wiesz, nie wyobrażam sobie jego powrotu ...... nie mogłabym mu już zaufać. Znam siebie na tyle i wiem, że przy każdej sprzeczce to wciąż by był punkt zapalny. Z drugiej jednak strony od kilku lat wyznaję zasadę: nigdy nie mów nigdy.....
                • mola1971 Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:30
                  Czas pokaże jak będzie, nic na siłę. Na razie skup się na tym by zadbać o siebie i o dzieci.
                  Czas leczy nawet największe rany i za czas jakiś inaczej spojrzysz na sytuację co nie znaczy, że zgodzisz się na jego powrót.
        • nangaparbat3 Re: I co teraz ? 05.03.11, 16:55
          Starania trwały ponad 4 lata (kli
          > nika ivf, aż w końcu moja operacja po której wreszcie mogłam zajść w upragnioną
          > ciążę). Gdy okazało się, że będą bliźnięta - było to dla nas podwójne szczęści
          > e.

          Podwójne szczęście, ale i podwójna (co najmniej) praca, zaangażowanie.

          Przez cztery lata staraliście się o dziecko, mając już jedno - prosze Cię, zadbaj o starszą córkę.



          Tym bardziej dziwne jest dla mnie to, że
          > związał się z kobietą starszą ode mnie o 10 lat (od niego o 7). O co chodzi ? P
          > rzecież to nie normalne.......

          To może nie jest powszechne - ale nienormalne?
          • ka-7 Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:09
            nangaparbat3 - o córkę juz zadbałam - chodzi do psychologa i dużo ze sobą rozmawiamy. Ta sytuacja bardzo nas do siebie zbliżyła...
            • nangaparbat3 Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:33
              To powinnyście także chodzić do psychologa razem. Jeśli zaproponują Ci to, nie odmawiaj.
              Chodziłam z corką, własnie siedemnastoletnią, na coś takiego, i bardzo dużo nam to dało.
              A Ty chodzisz do psychologa? Może by warto było, bardzo dużo przeszłaś przez ostatnie parę lat.
              • ka-7 Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:52
                tak - jestem w terapii, pewnie bez niej bym sobie nie poradziła. A ta terapia o której piszesz - to była rodzinna ?
                • nangaparbat3 Re: I co teraz ? 05.03.11, 18:51
                  Nazywała się rodzinna - ale chodziłyśmy na nią we dwie. Corka bardzo prosiła o taką samą z tatą, ale terapeuci odmówili. Znali juz tatę i ja się nie dziwię - to dobry człowiek , ale dogadać się nie da.
        • altz Re: I co teraz ? 05.03.11, 16:59
          Bardzo mi się podoba podejście i energia.
          Dasz radę stanąć szybko na nogi!
        • tesknotazabija Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:03
          Już po pierwszym Twoim poście czułam, że ciąża jest wynikiem leczenia w klinice niepłodności. Tym bardziej Ci współczuję, bo wiem co przeszłaś. Ja również spędziłam miesiące w klinice wierząc, że kiedyś zostanę mamą i ... zostałam. Przez wszystkie lata naszego związku mąż wykazywał jak największą chęć posiadania ze mną dziecka. Mało tego, to zawsze ja mówiłam, że chcę mieć tylko jedno dziecko, a on mówił, że może jednak powinniśmy mieć więcej, że nasz dom byłby wówczas taki radosny i dzieci fajnie by się razem bawiły. Wszystko tak fajnie się zapowiadało, aż tu tuż przed porodem mąż mnie zostawił i odszedł do dużo dużo młodszej...
          Kilka tygodni temu usłyszałam od mojego męża, że ja go WROBIŁAM w tą ciążę, że został do niej przymuszony. Zapytany przeze mnie jak to technicznie wyglądało, bo jakoś nie potrafię sobie przypomnieć, abym go zmuszała do chodzenia do klinki czy też współżycia ze mną.
          Nie usłyszałam jednak odpowiedzi...
          Trzymaj się dziewczyno dzielnie. Dzisiaj wali Ci się świat, ale ja wierzę, że te kochane dzieciaczki dadzą Ci siłę, aby szybko stanąć na nogi.
          Naprawdę wierz mi, że potrafię sobie wyobrazić co czujesz, bo wiem ile musiałaś przejść, aby mieć te 2 kochane malutkie szkraby.
          Serdecznie Cię pozdrawiam,
          Tęsknota


          • ka-7 Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:15
            tesknotazabija- wiesz, kiedy maluchy przyszły na świat (po zagrożonej ciąży) mój świat przewrócił sie do góry nogami...... teraz jednak myślę, że dostałam je po to, żeby to wszystko przetrwać..........
            • nangaparbat3 Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:38
              Jasne, dla siedemnastolatki nie byłoby warto żyć.
              • ka-7 Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:49
                nangaparbat3 - nie interpretuj źle tego co piszę ! starsza córka jest dla mnie tak samo ważna jak maluchy. Nigdy nie robiłam i nie będę robić różnic między dziećmi, wszystkie są tak samo kochane bez względu na wiek.
                • nangaparbat3 Re: I co teraz ? 05.03.11, 18:55
                  Ale to napisałaś - że przy życiu trzymają Cię te małe.
                  A ja wczoraj rozmawiałam z dziewiętnastolatką, której mama ma raka. Strasznie przezyłam tę rozmowę. Przepraszam, jeśli Cie uraziłam, mam na co dzień kontakt z nastolatkami, wiem, jakie są kruche i jak bardzo potrzebują miłosci rodziców.
        • gyubal_wahazar Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:33
          > związał się z kobietą starszą ode mnie o 10 lat (od niego o 7). O co chodzi ? Przecież to nie normalne.......

          'Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze'. Może sprawdza się w tym przypadku, bo w wieku 50 wiosen nie wiem jaki promil pań jest atrakcyjnych fizycznie dla 43 latka.

          >Pozostaje mi tylko wychodzić z domu jak przyjdzie.......

          Póki nie ukoisz bólu, bo przecież to on powinien wstydzić się przychodzić, po tym co zrobił.
          A może zamiast wychodzić, dałabyś radę zamknąć się w 2-gim pokoju, założyć słuchawki, łyknąć drinka i obejrzeć jakiś film czy przejrzeć internet ?
        • malgolkab Re: I co teraz ? 07.03.11, 09:57
          ka-7 napisała:

          > Przez ostani
          > e 1,5 roku faktycznie nie mogliśmy się dogadać, ale teraz juz wiem dlaczego - b
          > yła między nami trzecia osoba........ Tym bardziej dziwne jest dla mnie to, że
          > związał się z kobietą starszą ode mnie o 10 lat (od niego o 7). O co chodzi ? P
          > rzecież to nie normalne.......
          Nienormalne jest to, że przez tyle czasu ciągnął 2 związki na raz (chciał miec pewnie pewność, że z tamtą coś wyjdzie:/) Róznica wieku akurat nie jest porażająca, teraz takich pra jest co raz więcej.
          > Co do dzieci to na razie nie może ich zabierać bo po pierwsze ciągle chorują, a
          > po drugie on teraz nie ma auta żeby je przewieźć (mieszka teraz ok 25 km od na
          > s w innym mieście). Pozostaje mi tylko wychodzić z domu jak przyjdzie.......
          >
          To taki wiek, że dzieci sporo chorują, ale jeśli nie są to jakieś poważne choroby, to nie widzę przeszkody, żeby tata też się nimi wtedy zajął. 25 km to niecała godzina drogi autobusem czy pociągiem - dla 3,5 lata to akurat atrakcja, więc spokojnie puść do ojca na weeken. Myślę, że będzie to z korzyścią dla wszystkich.
    • malgolkab Re: I co teraz ? 05.03.11, 13:20
      Bardzo dobrze, że mimo zaistniałej sytuacji dogadujesz się z mężem w sprawie kontaktów z dziećmi. Spróbuj się dogadać tak, by zabierał dzieci, a nie siedział u Was. 3,5 letnie dzieci spokojnie może spędzić czas z tatą poza domem, a Ty też bedziesz mieć czas dla siebie.
      • anka_cyganka35 Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:01
        nie będzie łatwo ale dasz radę. psychologicznie to tatuś sobie mamusię znalazł. ale kurcze stawiam normalnie butlę dobrego wina, że tak za dwa lata (maksymalnie) będzie chciał wracać.
        i co tałczyński twoja teoria spiskowa odnosnie niechciany dzieci legła w gruzach. tatus po prostu okazał się niedojrzałym dupkiem
        • gyubal_wahazar Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:18
          Muszę popracować nad manierami, bo też nie umiem ukryć satysfakcji wink
        • tautschinsky Re: I co teraz ? 05.03.11, 17:47
          anka_cyganka35 napisała:

          > nie będzie łatwo ale dasz radę. psychologicznie to tatuś sobie mamusię znalazł.



          No patrzcie, dopiero co nie podobało się moje niebezkrytyczne widzenie 40latków jako rodziców małych dzieci, a teraz, kiedy się okazało, że tą inną nie jest "młodszy model" a kobieta starsza - czytam o "mamusi", że tego mu było trzeba. Zatem jednak nie seks, nie nowe świeże mięso, ale i tak uda się wykpić jego, że do cycusia chciał, a ona, że babusia i mateczka.



          > tatus po prostu okazał się niedojrzałym dupkiem



          Niedojrzałym to raczej byłoby chyba, gdyby obiektem jego westchnień była jakaś 20letnia panna, a tu - dojrzała miłość ludzi w sile wieku smile
          • anka_cyganka35 Re: I co teraz ? 05.03.11, 18:14
            niewazne czy z młodsza czy starsza jest po prostu niedojrzały jarzysz tałczyński?
            • tautschinsky Re: I co teraz ? 05.03.11, 18:29
              anka_cyganka35 napisała:

              > niewazne czy z młodsza czy starsza jest po prostu niedojrzały



              Jeśli dojrzałość rozumiesz jako poświęcenie swojego (jedynego)
              życia na ołtarzu życia innych ludzi, to powiem ci tyle - odrzucam
              to jako niedorzeczność.

              PS. Na wojnę też bym na ochotnika nie poszedł a przed przymusowym
              poborem wiłbym się jak mógł. Historia, tak ta wojenna, jak te rodzinne,
              pokazuje, że głupotą jest pozbawiać się swojego życia "w imię" życia
              innych, idei itd. Rodzina i poświęcenie się dla niej to też idea.
              • anka_cyganka35 Re: I co teraz ? 05.03.11, 18:47
                czyli co przyklasnijmy tatusiowi po prostu nie chce poświecic swojego zycia jedynego i wybrał wolność! ja pierdziele jakie to proste bozesz co za idiotka ze mnie, ze wczesniej na to nie wpadłam
                • tautschinsky Re: I co teraz ? 05.03.11, 18:52
                  anka_cyganka35 napisała:

                  > czyli co przyklasnijmy tatusiowi po prostu nie chce poświecic swojego zycia jed
                  > ynego i wybrał wolność! ja pierdziele jakie to proste bozesz co za idiotka ze m
                  > nie, ze wczesniej na to nie wpadłam



                  A co, męczysz się? Miałaś okazję i zrezygnowałaś czy po prostu odpowiada tobie życie takie, jakie prowadzisz, z dziećmi przy boku? Jeśli tak, to nie było na co wpadać.

                  A co do niego - jaka to wolność skoro utrzymuje te dzieci, czytaj - pracuje na nie. Więcej - przychodzi do nich i opiekuje się nimi.
                  Jeśli wybrał wolność, to od swojej żony. Wbrew wszystkiemu miałby przy niej trwać? No, zastanów się, tak dla zasady? Kto by na tym skorzystał? Kogo by tym uszczęśliwił?
                  • anka_cyganka35 Re: I co teraz ? 05.03.11, 19:01
                    Tałczynski a Ty jakies dzieci masz?
                • gyubal_wahazar Re: I co teraz ? 05.03.11, 19:10
                  Ale choć teraz się połapałaś. Jak chciałabyś kiedyś dorobić swemu chłopu rogi, ryzykując rozbicie rodziny, to w ogóle się nie wahaj, bo rodzina to idea, a idee - jak się właśnie dowiedziałaś - są be. Jeśli jednak on Cię zdradzi, to nie ok, bo to dla niego rodzina to świętość. Ideą jest tylko dla Ciebie.

                  Chwyciłaś czy powtórzyć ? wink
                  • anka_cyganka35 Re: I co teraz ? 05.03.11, 19:23
                    haha dzięki chwyciłam. chyba
              • trudnytyp Re: I co teraz ? 05.03.11, 18:57
                tautschinsky napisał:

                > Jeśli dojrzałość rozumiesz jako poświęcenie swojego (jedynego)
                > życia na ołtarzu życia innych ludzi, to powiem ci tyle - odrzucam
                > to jako niedorzeczność.
                >
                > głupotą jest pozbawiać się swojego życia "w imię" życia
                > innych, idei itd. Rodzina i poświęcenie się dla niej to też idea.

                Tak kobiety piszą, myślałem, że to są takie damskie fanaberie,
                ale w Twoim wydaniu to mnie przekonuje.
                Ma się w końcu jedno życie i szkoda je poświęcać dla jakiś dyrdymałów i romantycznych zawijasów. Poświęcenie nikomu nie służy. Dziękuję, że otworzyłeś mi oczy!
                • gyubal_wahazar Re: I co teraz ? 05.03.11, 19:21
                  Trudny, naprawdę kupujesz te podszyte filozofią Kalego tanie demagogie ? Czyli jeśli (odpukać) Twoja partnerka je zastosuje i Cię zdradzi, będzie to dla Ciebie ok, bo przecież dlaczego miała się poświęcać i nie odmówić puszczenia się z fajnym Romeem ?
                  • gyubal_wahazar Re: I co teraz ? 05.03.11, 19:26
                    'i odmówić' - powinno być
                  • trudnytyp Re: I co teraz ? 05.03.11, 19:33
                    Tautschinsky ma rację, że życie jest jedno nie można go powtórzyć.
                    Ty też masz rację, że życie nie polega tylko na ciągłych przyjemnościach i impulsywnym zachowaniach.

                    Ktoś z Was musi mieć rację, bo przecież obaj nie możecie mieć racji!
                    O! I ja też mam rację! surprised
                    • mola1971 Re: I co teraz ? 05.03.11, 19:38
                      Z racją jest jak z d*pą, każdy ma własną wink
                    • gyubal_wahazar Re: I co teraz ? 05.03.11, 19:45
                      Chyba 6-letnie dziecko w tym kraju, zna powiedzenie 'nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe'. Dlaczego więc nie rozumieją tego ludzie dziesiątki lat starsi ? Rozumieją, tylko myślą, że im się uda oszukać tzw wyższą sprawiedliwość (jak by jej nie definiować). A tu (najczęściej, choć nie zawsze) dupa. I za swoje kanty, obrywają prędzej czy później w dwójnasób. I wtedy jest :
                      - Ale jak to ??
                      - No tak to, najpierw ty zdradziłeś, teraz Ciebie zdradzono. Remis

                      Czy tylko ja mam wrażenie, że plotę banały ? To dlaczego filozofia Kalego wciąż znajduje tylu gorliwych wyznawców ? No. To sobie pofilozowałem wink
                    • szizumami Re: trudny typ 05.03.11, 20:40
                      -to po kiego zajmujesz sie cudzymi dziećmi-
                      ze starannością jak piszesz sam, jak tylko potrafisz najlepiej?

                      w mysl idei --nie poświecac sie dla nikogo----nie powinines tego robic--nie twoje przeciez!
                      a przynajmniej na luzie--po co tak starannie!?
                      hę?

                      • trudnytyp Re: trudny typ 05.03.11, 20:52
                        Ja lubię dzieci, lubię też partnerkę i to są dwa poważne powody.
                        Dla mnie te dzieci nie są cudze.
    • ka-7 Re: I co teraz ? 05.03.11, 19:41
      Czasem jestem sama na siebie zła bo tylko chwilami wkurzam się na niego, a zaraz po tym przychodzi znów żal, rozgoryczenie, poniżenie, odrzucenie, zdrada i taki
      wielki ciężar, pod którym uginam się prawie do podłogi......... i brak sił żeby wstać........
      • mola1971 Re: I co teraz ? 05.03.11, 19:50
        Ka, to normalne odczucia w takiej sytuacji. Taka huśtawka emocjonalna jeszcze trochę Cię potrzyma. Pisz na tym forum, w tym trudnym czasie to bardzo pomaga. Może też wyżal się jakiejś koleżance? To też pomaga tylko musi to być ktoś kto umie słuchać.
      • gyubal_wahazar Re: I co teraz ? 05.03.11, 19:55
        Ka7,

        Nie dziw się sobie. To są całkowicie normalne reakcje. Tym bardziej, że jesteś w tej sytuacji bezsilna i na dobrą sprawę nic nie poradzisz. To tylko wzmacnia poczucie beznadziei, żalu i frustracji. Twój dramat ma dopiero tydzień. Przed nim jeszcze długie miesiące, nim go w pełni zrozumiesz, zapanujesz nad nim, a w końcu go stłumisz.

        To była zła wiadomość. Dobra jest za to taka, że czas pracuje na Twoją korzyść. Gorzej już nie będzie. Najgorsze już przeszłaś. Poczytaj wątków z tego forum. Mnóstwo tu historii podobnych do Twojej. Zrozumiesz dzięki nim, że nie jesteś sama i że w końcu wychodzi się z tego dołu.

        Nie dziś ani jutro, ale będzie dobrze, zobaczysz !
        • ka-7 Re: I co teraz ? 05.03.11, 20:03
          gyubal_wahazar - dzięki, ale boję sie tych wszystkich formalności, sądu itd. Wprawdzie powiedział, że złoży pozew o rozwód z orzeczeniem o swojej winie, ale czy nie zmieni zdania ? przede mną jeszcze długa droga za nim to wszystko się poukłada i tego najbardziej się obawiam...
          • gyubal_wahazar Re: I co teraz ? 05.03.11, 20:48
            Nic się nie bój. Wielu z nas ma to przećwiczone w praktyce i chętnie pomaga nowym. Poza tym, od złożenia pozwu do sprawy mija ileś miesięcy, będziesz więc miała mnóstwo czasu by się z tym oswoić. Jeśli mąż deklaruje rozwód z orzeczeniem swojej winy, to świetnie, bo uprości i skróci mnóstwo biurokracji.

            Jeśli mogę coś doradzić, to nie obawiaj się tej biurokracji. Znacznie ważniejsze jest, byś pozbierała się psychicznie i nie dała odczuć maluchom co przechodzisz. Pisz do nas, pomożemy
            • ka-7 Re: I co teraz ? 05.03.11, 21:01
              gyubal_wahazar - dzięki, rozmowy ratują mi teraz życie.....
              • gyubal_wahazar Re: I co teraz ? 05.03.11, 21:42
                Ka7, drobiazg. Pisz w takim razie. Po to jest to forum
    • tully.makker Czuje 05.03.11, 21:58
      Czuje, ze talczynski przepowiedial moja przyszlosc - mamy oboje 40 lat i spodziewamy sie kolejnego dziecka - toz to pierszy krok do tego, by chlop zaczal bzykac pania na boku. Moze szybko sobie tez kogos znajde, zeby uprzedzic jego ruch...

      No bo wkoncu 40-latek to juz jak do trumny. Ciekawe tylko, kiedy maz autorki watku zaplodni nowa pania, o ile juz sie to nie stalo i nie to wlasnie bylo powodem wyprowadzki.
      • tautschinsky Re: Czuje 05.03.11, 22:31
        tully.makker napisała:

        > Czuje, ze talczynski przepowiedial moja przyszlosc - mamy oboje 40 lat i spodzi
        > ewamy sie kolejnego dziecka - toz to pierszy krok do tego, by chlop zaczal bzyk
        > ac pania na boku.



        Nie byłabyś ani pierwsza, ani ostatnia. Założycielka tego wątku też utrzymuje, że razem się starali przez cztery lata, a dzisiaj.... Kilka lat
        temu jej pewność co do swojego partnera była pewnie nie mniejsza
        niż twoja.



        > No bo wkoncu 40-latek to juz jak do trumny.


        Do trumny jeszcze daleko, ale na płodzenie dzieci i ich wychowywanie
        już za późno smile Każdy wiek ma swoje prawa. To, że kobieta może zajść
        w ciążę w tym i późniejszym wieku o niczym nie świadczy. Tak samo to,
        że płodne są już 13latki nie znaczy, że już dojrzały do macierzyństwa.



        > Ciekawe tylko, kiedy maz autorki wa
        > tku zaplodni nowa pania, o ile juz sie to nie stalo i nie to wlasnie bylo powodem wyprowadzki.



        Patrz wyżej - zapłodnić można i łatwo, wychować już niekoniecznie.
        Gdyby tak się okazało, to tylko żałować położenia tego faceta.
        Jedno odchowane dziecko, a wtem... dwójka małych i trzecie w drodze, toż to makabreska big_grin
        • tully.makker Re: Czuje 05.03.11, 22:43
          A ty myslisz talczynski, ze ja sie boje? Interesuja mnie faceci, nie gnoje. Na szczescia mam warunki imaterialne i predyspozycje psychiczne, by dac kopa w dupe przy pierwszej probie zdrady i nie bede czekac 1.5 roku - ba, nawet 1.5 dnia. Moj ex cos o tym wie, a aktualny ma pelna swidomoc konsekwencji. Tylko tym razem nie bede musiala sobie robic klopotu z rozwodem, wiec pojdzie tym latwiej.
          • gyubal_wahazar Re: Czuje 05.03.11, 23:01
            Brawo Tully smile

            Gdyby tak podchodziło do tematu więcej osób, ich partnerzy 3 razy by się zastanowili czy zdradzić, a swoje słodkopierdzące teoryjki o 'poświęcaniu życia na ołtarzu' czy, że 'rodzina jest ideą' recytowaliby, zbierając swoje bety z chodnika przed domem
            • tully.makker Re: Czuje 05.03.11, 23:24
              No nie wiem. czy to nie bylaby dodatkowa adrenalinka ;-P
            • tautschinsky Re: Czuje 05.03.11, 23:29
              gyubal_wahazar napisał:

              > Gdyby tak podchodziło do tematu więcej osób, ich partnerzy 3 razy by się zastan
              > owili czy zdradzić, a swoje słodkopierdzące teoryjki o 'poświęcaniu życia na oł
              > tarzu' czy, że 'rodzina jest ideą' recytowaliby, zbierając swoje bety z chodnik
              > a przed domem



              Dla twojej informacji, mężczyzn nie chcących się poświęcać
              dla rodziny znam stosunkowo niewielu, natomiast kobiet
              zdradzających swoich mężów dużo więcej i... jeszcze żadna
              swojego bereta nie musiała zbierać sprzed domu mimo iż
              ich rogaci (niektórzy) mężowie dowiadywali się o zdradach
              swoich połowic.
              • gyubal_wahazar Re: Czuje 05.03.11, 23:42
                A jakie znaczenie dla problemu ma ilu takich czy innych ludzi znasz ? Czy draństwo popełniane masowo przestaje być wg Ciebie draństwem ?

                Jeśli (teoretycznie) twoja żona zaczęłaby uprawiać seks za twoimi plecami, nie miałbyś nic przeciwko, gdyby tylko swoje zachowanie umotywowała twoją teoryjką o rodzinie jako idei i tej drugiej o nieskładaniu na ołtarzu ?
              • anbale Re: Czuje 06.03.11, 00:10
                A nie przyszło Ci do głowy, że ludzie nie chcący niczego poświęcać dla rodziny- po prostu nie muszą i nie powinni tej rodziny zakładać? W końcu możemy korzystać z tego, że mamy nad wyraz rozwinięty mózg ; a nie jesteśmy królikami, które tylko żrą trawę i płodzą młode...
                A jeśli już ktoś decyduje się na ślub, to raczej jest świadomy swych czynów- i czy nie kompromituje go kompletnie fakt, że jednak nie w pełni zdaje sobie sprawe z tego, że ta decyzja ta niesie konsekwencje w bardzo długiej perspektywie czasowej i jeszcze na dodatek dotyka parę innych osób, w tym również te powołane przez niego osobiście na świat?
                No jakby na to nie spojrzeć -decyzja, że nie, że jednak nie ma się ochoty składać żadnych ofiar na tym ołtarzu po wkręceniu drugiej osoby w małżeństwo i spłodzeniu kilku dzieci świadczy o jakimś poważnym umysłowym/emocjonalnym defekcie...
                • tautschinsky Re: Czuje 06.03.11, 12:10
                  anbale napisała:

                  > A nie przyszło Ci do głowy, że ludzie nie chcący niczego poświęcać dla rodziny-
                  > po prostu nie muszą i nie powinni tej rodziny zakładać?


                  Po pierwsze różnie bywa z tym zakładaniem rodziny. Nierzadko bywa, że właśnie bezmyślność kończy się jej założeniem. Ale trzeba pamiętać, że człowiek się zmienia. Kim innym jest się i inaczej patrzy na świat mając 24 lata na przykład, a inaczej, jak wielu tutaj, zbliżając lub przekraczającej 40. Za błędną decyzję szczyla płacić do końca życia? Podkreślę - jedynego życia. I też rozmaicie układa się w tych związkach. Trwać mimo wszystko?
                  • gyubal_wahazar Re: Czuje 06.03.11, 14:04
                    Chyba umknęło ci moje wczorajsze pytanie, a myślę, że w nim kryje się klucz do zrozumienia twojego podejścia :

                    'Jeśli (teoretycznie) twoja żona zaczęłaby uprawiać seks za twoimi plecami, nie miałbyś nic przeciwko, gdyby tylko swoje zachowanie umotywowała twoją teoryjką o rodzinie jako idei i tej drugiej o nieskładaniu na ołtarzu ? '
                    • mola1971 Re: Czuje 06.03.11, 14:10
                      Gubiś, szkoda prądu. Kiedyś, daaawno temu, gdy jeszcze chciało mi się z nim gadać też zadawałam mu tego typu pytania, które w jego czarno - białą wizję świata mogły wnieść nieco szarości, ale też NIGDY na takie moje pytanie nie odpowiedział.
                      Żyje sobie człowiek w swoim świecie i tyle. Nie przyjmuje do wiadomości tego, że w życiu bywa inaczej niż jemu się wydaje.
                      • tautschinsky Re: Czuje 06.03.11, 14:49
                        mola1971 napisała:

                        > Żyje sobie człowiek w swoim świecie i tyle. Nie przyjmuje do wiadomości tego, ż
                        > e w życiu bywa inaczej niż jemu się wydaje.



                        Otóż jest odwrotnie. Obstajecie przy jedynym słusznym (oczywiście indywidualnie oceniane wszystko jest, kiedy coś się dzieje), że właściwie
                        jest żyć wedle jakichś prawideł, ślubów złożonych wiele lat temu. I tak dalej. Tylko co wy wtedy tutaj robicie? Ktoś wziął z wami rozwód siłą? Dlaczego jeśli dzieci są tak ważne, na głowie na stanęłyście, żeby zatrzymać przy sobie swoich niewiernych mężów? Przecież wszystko można zrozumieć, wybaczyć i swoje szczęście złożyć na ołtarzu dobra dzieci. Czy jednak nie zawsze życie z osobą, której kiedyś powiedziało się tak, to jest to najwłaściwsze?
                      • gyubal_wahazar Re: Czuje 06.03.11, 15:12
                        Dzięki, Mola. To wszystko tłumaczy. Nowy jestem to się uczę wink
                        • tautschinsky Re: Czuje 06.03.11, 15:29
                          gyubal_wahazar napisał:

                          > Nowy jestem to się uczę

                          Nie tylko nowy, ale najwyraźniej i nie "w temacie"
                          dotyczącym choćby dzieci, skoro dla ciebie dziecko 17letnie
                          nie różni się od, dajmy na to 8letniego. Może i masz takie,
                          ale na pewno nie wychowywałeś ani tym bardziej nie wychowujesz
                          go big_grin
                          • gyubal_wahazar Re: Czuje 06.03.11, 15:45
                            Zero kręgosłupa i zasad.

                            A teraz możesz sobie tworzyć teoryjki, relatywizować, racjonalizować i generalizować, a i tak nikogo z zasadami na nie, nie nabierzesz.
                            • altz Re: Czuje 06.03.11, 16:10
                              gyubal_wahazar napisał:

                              > Zero kręgosłupa i zasad.
                              Tu się nie zgodzę. Zasada jest jedna "Kochaj i szalej, nie pytaj, co dalej."
                              Tylko, jak na takiej zasadzie budować stabilny związek?
                              Jak sobie zaufać i drugiej stronie, skoro nic nie jest pewne?
                              Ja podchodziłem do tego w ten sposób, że zauroczenie kimś spoza związku, to normalna sprawa. Podchodzę do tego z rezerwą i nie pozwalam sobie na chwilę zapomnienia i na sytuacje, w których mogłoby dojść do bliższego kontaktu.

                              Zwykle po dwóch miesiącach się okazuje, że nie wszystko złoto, co się świeci. wink
                              Ja nawet uczciwie mówiłem żonie, kto mi się podoba, ale to nie były częste sytuacje, raz na kilka lat. Uczciwy byłem, i tak mnie to nie uchroniło przed rozwodem big_grin
                              • gyubal_wahazar Re: Czuje 06.03.11, 16:36
                                > Tu się nie zgodzę. Zasada jest jedna "Kochaj i szalej, nie pytaj, co dalej."
                                > > Tylko, jak na takiej zasadzie budować stabilny związek?

                                Obawiam się, że nie pomogę. Filozofie disco polo mnie przerastają
                    • tautschinsky Re: Czuje 06.03.11, 14:43
                      gyubal_wahazar napisał:

                      > Chyba umknęło ci moje wczorajsze pytanie, a myślę, że w nim kryje się klucz do
                      > zrozumienia twojego podejścia



                      To nie mnie umknęło, tylko ty nie najwyraźniej nie potrafisz pojąć tego,
                      co piszę. Wszystko sprowadzasz do własnych spodni i urażonej męskiej
                      dumy. Kręcisz się wokół siebie - co ja, co mnie.
                      • gyubal_wahazar Re: Czuje 06.03.11, 15:19
                        No i Mola miała rację, że nie odpowiesz. Wijesz się, uogólniasz, relatywizujesz (różnie bywa, człowiek się zmienia), pisał nie na temat, ale na najważniejsze zadane ci pytanie, nie wystarczy ci charakteru by odpowiedzieć wprost.

                        Ale i tak udzieliłeś tym samym odpowiedzi, tylko na inne pytanie. Na pytanie czy masz jakiś kręgosłup i zasady.
      • ka-7 Re: Czuje 05.03.11, 22:48
        tully.makker - ona ma 50 lat, więc raczej ciąża nie wchodzi w rachubę (daj Boże...)
        • ka-7 Re: Czuje 05.03.11, 22:49
          ka-7 napisała:

          > tully.makker - ona ma 50 lat, więc raczej ciąża nie wchodzi w rachubę (daj Boże
          > ...)


          miało być: daj Boże żeby nie....
          • tully.makker Re: Czuje 05.03.11, 23:26
            Yyyym, czyli gerontofil ;-P

            Ale to powinno napawac nadzieje i ciebie i mnie - zycie jest pelne niekonczacych sie mozliwosci. Wiem, ze teraz tak nie myslisz, ale kiedys zaczniesz - oby jak najszybciej.
            • anbale Re: Czuje 05.03.11, 23:45
              tully.makker napisała:

              > Yyyym, czyli gerontofil ;-P
              >
              Ciekawa jestem, czy za 10 lat napiszesz tak o Swoim facecie...
              • errormix Re: Czuje 06.03.11, 04:48
                > > Yyyym, czyli gerontofil ;-P

                Osobiście mógłbym zostać nawet gerontofilem, niż wejść w związek z kimś, kto podając zupę mężowi na obiad cedzi przez zęby: "A spróbuj kurwa powiedzieć, że za słona!".

                Poza tym mam w pracy znajomą w wieku lat 52, na widok której 3/4 męskiej części firmy gotowa byłaby zostać nie tylko geronto-, ale nawet nekrofilami. A ich jęki w stylu: "Boże, ale ona śliczna jest", to na całą dzielnicę się rozlegają.

                Ale ja nie o tym chciałem.

                Nie tak dawno na forum był się podobny wątek, gdzie mąż zostawił żonę. Też było dziecko (nie pamiętam czy jeszcze nienarodzone czy już w pampersach), też po kilku latach starań i zapłodnieniu in vitro. I gdy się udało, gdy miało być tak pięknie, rodzina miała być i miłość do grobowej deski, facet zwyczajnie dał nogę do innej.

                Nie mam doświadczenia w zdradzaniu, ale z męskiego punktu widzenia wydaje mi się, że czasami takie sytuacje facetów przerastają. Z jednej strony nie marzą oni o niczym innym jak o tym małym bobasie, a z drugiej gdy już on się na świecie pojawi, nie wytrzymują psychicznie.

                Powodów jest pewnie wiele - od nieprzespanych nocy, przez cały ten zgiełk z nowymi obowiązkami, pieluchami, Nan 2, obiadkami Gerbera i gruszkami do wyciągania smarków, aż po fizyczne zmęczenie i w konsekwencji zniechęcenie. Bo przecież żona teraz seksu unika, bo ciągle rozczochrana chodzi, bo zamiast perfumami od Diora, mlekiem pachnie, bo fikuśny i seksowny koronkowy staniczek na jakieś spadochrony z odpinaną czaszą zamieniła.

                Kobiety w tym czasie są nie mniej zmęczone, ale one są matkami. W ich przypadku nie ma mowy o zniechęceniu. One dałyby radę nie tylko bliźniakom, ale nawet czworaczkom. Bo one te dzieci przyniosły na świat i natychmiast by życie za nie oddały.

                Przychodzi więc taki facet do pracy, z podkrążonymi oczami, w pomiętej koszuli, siedzi, ziewa co 5 minut, aż tu nagle mu ktoś mówi zza ramienia: Wyglądasz na zmęczonego, przygaszony jakiś jesteś, zrobić ci może kawy? Do tego ten seksowny staniczek z białej bluzki delikatnie wychodzący i ten Dior po całym biurze się rozchodzący...

                I co? Podejrzewam, że przynajmniej 8 na 10 facetów w takiej sytuacji od razu wyobraziłoby ją sobie w łóżku, a kilku nie odmówiłoby gdyby faktycznie nadarzyła się okazja, by ją do tego łóżka zaciągnąć.

                I tutaj wielkich różnic między płcią nie ma. Bo ileż to razy koleżanki, dzieciate, zamężne, ba! szczęśliwe opowiadały mi jak miło im było, gdy obcy facet powiedział im, że pięknie pachną, że ślicznie wyglądają, że te nogi w butach na szpilkach to aż ciarki na ich plecach powodują. Mam znajomą, która jak sama mówi - jest szczęśliwa w małżeństwie - ale od dwóch miesięcy smsuje z zupełnie nieznajomym facetem, którego na oczy nie widziała, bo "on tak pięknie do niej pisze, róże na obrazkach przysyła, zapewnia, że myśleć o niej nie może przestać. I ten dreszcz emocji taki fajny i koleżanki jej mówią, że by była głupia, gdyby przestała z nim pisać".

                Założę się, że gdyby to faceci rodzili, a kobiety im tylko pomagały, to na forum pełno byłoby opuszczonych i zdradzonych misiów, którzy z dziećmi zostali.

                Niestety, jest inaczej.

                Co nie zmienia faktu, że dla mnie facet, który zdradza jest zwyczajnym skurwysynem. Kobieta zresztą też, ale nie znam żeńskiego odpowiednika brzydkiego słowa, którego wyżej użyłem.

                P.S. Uprzedzając ew. pytanie jarkoniego, co ja robię na forum o 4:48 informuję, że znowu siku musiałem.
                • anka_cyganka35 Re: Czuje 06.03.11, 11:23
                  P.S. Uprzedzając ew. pytanie jarkoniego, co ja robię na forum o 4:48 informuję,
                  > że znowu siku musiałem.
                  haha padłam



                • noname2002 Re: Czuje 06.03.11, 13:52
                  P.S. Uprzedzając ew. pytanie jarkoniego, co ja robię na forum o 4:48 informuję,
                  > że znowu siku musiałem.
                  Najpewniej po jakieś imprezie suspicious
                • gyubal_wahazar Re: Czuje 06.03.11, 16:16
                  > Nie mam doświadczenia w zdradzaniu, ale z męskiego punktu widzenia wydaje mi się, że czasami takie sytuacje facetów przerastają.

                  Nikt z nas nie jest ideałem i wszyscy popełniamy błędy (przepraszam za ten banał), ale jeśli mężczyzna popełnia błąd, to powinien przyjąć na klatkę jego konsekwencje. Jeśli się miga, udaje skrzywdzoną sierotkę, a potem, jeszcze na siłę dopasowuje teorię do rozdania, dowodząc, że zachował się ok, to moim skromnym zdaniem, nie ma charakteru i nie zasługuje na miano mężczyzny.
                • ka-7 Re: Czuje 06.03.11, 16:19
                  errormix - może masz rację, że facet przy dwójce maluchów może być zmęczony, a żona powiedzmy nie wygląda przez "chwilę" jak ta z przed ciąży........ ale uważam, że nie jesteśmy zwierzętami i tym samym potrafimy zapanować nad popędem seksualnym....... ponad to kiedy się "to" zaczęło byliśmy małżeństwem z 18-to letnim stażem i wydawało mi się, że znamy się jak łyse konie i nie jeden problem potrafiliśmy wspólnie rozwiązać. Teraz widzę, że wcale go nie znałam...... bo gdy tylko na "chwilę" przestałam być tą silną i atrakcyjną żoną szybko znalazł sobie zamiennik.......
                  • errormix Re: Czuje 07.03.11, 08:08
                    Tu nie chodzi o seks. To był tylko jeden z przykładów, który nota bene bardzo często na tym forum jest poruszany. I to przez przedstawicieli obydwu płci.

                    Bardziej chodzi o syndrom "odstawienia". Męża od żony. Człowieka od człowieka. Bez podtekstu seksualnego. Sama piszesz, że jesteście z sobą tyle lat, znacie się jak łyse konie. Pewnie w bardzo wielu przypadkach rozumiecie się bez słów. A tu nagle, z dnia na dzień facet traci poczucie bycia potrzebnym.

                    Dziecka nie ma się codziennie. A co dopiero bliźniaków. Wszystko wtedy staje na głowie. Dla kobiety oczkiem w głowie staje się nowe potomstwo. To dlatego nie liczy się fryzura, seks, czy ta wygnieciona koszula nocna zamiast koronek. Dla kobiety cały świat obraca się wówczas wokół dzieci.

                    Dla mężczyzny też. Ale inaczej. Bo kobieta jest w centrum tego wszystkiego, a on tylko orbituje. Pobiegnie po pieluchy, po Sudokrem, po kaszkę bananową, ale wieczorem, gdy ty siedzisz z dziećmi, tulisz je, przewijasz, czy śpiewasz im kołysanki on siedzi w drugim pokoju i czuje się zbędny.

                    I to wg. mnie to "odstawienie". To co sprawia, że facet, który w dniu porodu mógł nieść cię na rękach do szpitala 5 kilometrów już dwa dni później tak naprawdę jest... samotny.

                    Oczywiście, można tu polemizować o męskiej dojrzałości, o odpowiedzialności, może o większym zaangażowaniu się jego w codzienną opiekę nad maluchami, ale to będzie jałowa dyskusja. Bo jedni są dojrzali i radzą sobie z tym, a inni po prostu nie potrafią.

                    To tak jak z rzucaniem palenia. Jeden potrafi rzucić w dwa dni i wrócić do formy, a innemu i plastry nie pomogą.

                    Wydaje mi się, że gdybyś urodziła jedno dziecko, to on by dał radę. Bo wcześniej, przy pierwszym dał, więc wiedział czego się spodziewać. Ale dwa być może go przerosły.

                    To śmieszne, ale pierwszą myślą, jaka przychodzi mi teraz do głowy, jest to, że kobieta po porodzie, powinna tyle samo poświęcać uwagi dzieciom jak i mężowi. A śmieję się, bo to jest tak jak z nowym samochodem - gdy facet kupuje wóz, nawet nowy z salonu, to jest pewne jak w banku, że najbliższych kilka dni i tak spędzi w garażu, a żona pójdzie w "odstawkę".

                    Stosunki emocjonalne pomiędzy kobietami a mężczyznami są bardzo skomplikowane. Jedni i drudzy mają często odmienne oczekiwania. W jednych związkach powodem rozwodu może być brak przysłowiowych obiadów, a w innych zbyt częste ich podawanie. Tu nie ma reguły.

                    Ale tak, to ja sobie może mówić i pisać teraz, kiedy sam nie mam rodziny i mogę pozwolić sobie na dywagacje. Wcześniej - co było ewidentnie moją winą - nie zawracałem sobie tym głowy.

                    Szkoda.
                    • mayenna Re: Czuje 07.03.11, 09:08
                      Moim zdaniem relacja damsko - męska, małżeńska ma inny wymiar.
                      Nie wiem skąd doświadczenia z 'odstawieniem' męża po porodzie. Jest to dla mnie niezrozumiałe, ale podobnie z brakiem pociągu do własnego, kochanego przecież, mężczyzny.

                      Pisałam już o tym w dyskusji z Mazurem. Między małżonkami nie ma miejsca na nikogo innego. Dzieci sa obok rodziców. Nie da się wejść z nikim innym w tak głęboką relację psychiczna jak z mężem/żona. Myślę, ze przyczyna odsunięcia będzie inna dorosła osoba.
                      Po prostu drzwi, które były dla ciebie otwarte w pewnym momencie się zamykają. Przynajmniej ja to tak odczułam. Nie miałam już dostępu do tej warstwy psychiki, gdzie były uczucia mojego byłego męża.

                      Nie umiem zrozumieć bo największe poczucie wspólnoty miałam nie z dziećmi ale własnie z ich ojcem. Gdy słyszę, ze po rozwodzie mam dla kogo żyć to ogarnia mnie zdziwienie.Dla mnie dzieci to osobny byt ode mnie, osobne istoty. Z mężem było inaczej. Nie był osobnysmile

                      Dla mnie do tego stanu potrzebna jest deklaracja dozgonności. Myślę, że z zadnym narzeczonym nie umiałabym stworzyć takiego 'zaklętego kręgu'.Chodzi nie o podpis na akcie małżeństwa ale gotowość do niego.Mnie to stwarza poczucie bezpieczeństwa i przestrzeń do wejścia w taką relację.
                    • anka_cyganka35 Re: Czuje 07.03.11, 09:20
                      Error to smutne jest co piszesz. Dzieci stają się problemem nie do przeskoczenia dla mężczyzn. robi się to dla nich za trudne. jakbys urodziła jedno to ok ale z dwójką juz sobie chłop nie poradził. a ona musi. chyba powinni zacząć ostrzegać : "uważaj po urodzeniu dziecka twoje szanse na to, ze zostaniecie ze sobą spadają do 10%".
                    • ka-7 Re: Czuje 07.03.11, 09:33
                      errormix - z tego wynika, że wiekszość ojców bliźniąt (nie wspominając już o trojaczkach, czworaczkach i pięcioraczkach) powinna porzucać swoje dzieci i ich matki bo sytuacja, w której się znaleźli po prostu ich przerosła....... A ja nadal uważam, że jeśli miał z tym problem to powinien ze mną porozmawiać. Niestety żadnej rozmowy z jego strony nie było...... za to szybko znalazł sobie pocieszycielkę. I co byś tu nie pisał to nie usprawiedliwia podwójnego życia przez ponad 1.5 roku ! Jest skończonym draniem i tyle !
                      Ja o to małżeństwo walczyłam ponad 1,5 roku (widziałam zmianę w jego zachowaniu) i mimo podejmowaniu przeze mnie wielokrotnych prób rozmów w tym temacie, za każdym razem słyszałam nową wymówkę dlaczego jest między nami tak, a nie inaczej. Na moje pytania wprost czy jest trzecia osoba zarzekał się, że nie. I pewnie gdyby nie przypadek (został przyłapany) to pewnie do dziś nadal by kłamał.....
                      Najbardziej boli mnie to, że spędziłam połowę mojego życia z facetem, którego tak na prawdę nie znałam........
                      • errormix Re: Czuje 07.03.11, 10:07
                        Jestem daleki od generalizowania. To, że moim zdaniem, facet może nie dać sobie emocjonalnie rady z pojawieniem się dziecka (i to wcale nie muszą być bliźniaki, czworaczki albo tylko jedno), nie znaczy wcale, że wszyscy sobie nie dają, że powinni porzucać i znajdować sobie pocieszycielki. Na forum są kobiety porzucone w ciąży, i z bobasami, i z dorosłymi dzieci i bez nich.

                        Poza tym, wszystko to co napisałem, może nie tylko nie odnosić się do ciebie, ale do... nikogo. Może to tylko ja tak widzę świat. Ale tak go widzę, bo zastanawiam się co może sprawić, że kochający jakby nie było facet, spodziewający się dziecka (dzieci) lub też już je mający może pójść do jakiejś pindy na boku, tylko dlatego, że został "odstawiony" tymczasowo przez żonę.

                        Ale nie o to chodzi. Ja próbuję to ogarnąć bardziej... globalnie (ale głupie słowo). Próbuję więc sobie wyobrazić, co musi się stać, by małżeństwo z tak długim stażem, bagażem doświadczeń, mogło się rozsypać po urodzeniu dzieci, a więc jakby nie było po, najwspanialszej rzeczy jaka się może przydarzyć żonie i mężowi.

                        Dlatego, jak napisałem, sobie dywaguję.

                        A, że mąż ci nie mówił? Spróbuj wczuć się w faceta. W jego tok myślenia, w zamierzchłe i nie zależące od nas w żaden sposób przyzwyczajenia i nawyki. Męskiego, utrzymującego rodzinę, który miałby usiąść przy tobie i powiedzieć, że brakuje mu... przytulenia.

                        9 na 10 kobiet w takim przypadku parsknęłoby śmiechem i nawet gdyby go przytuliło zrobiłoby to z podświadomą ironią mówiąc: Oj jakiś ty biedny, też się chcesz przytulić? Dać ci cycka?

                        Bo tak jak faceci nie płaczą, tak nigdy nie przyznają się do swoich słabości, a jeśli nawet to i tak nie do wszystkich. Tymczasem kobieta funkcjonuje inaczej. Ona mówi, że chce być przytulana, głaskana, całowana. Jej to ujmy nie przynosi. Ona nie postrzega tego w takim wymiarze. Ba! Ona wręcz się tego domaga, żąda.

                        Założę się, że i w twoim małżeństwie były momenty, że twój mąż mógł czuć się samotny (co - żeby było jasne - w żaden sposób go nie usprawiedliwia) i nawet gdybyś go tysiąc razy pytała o co chodzi to by ci nie powiedział. Bo wiedział, że ważniejsze są dzieci, ty, a on... on poczeka, on przetrzyma.

                        Niestety, chyba nie wszystkim się udaje to przetrzymać, choć pewnie każdy by chciał.

                        Wiesz... Bardzo często, już po fakcie, ludzie widzą rozwiązanie nawet najbardziej trudnych czy zawiłych spraw. Ja tak mam. Wydaje mi się, że dziś poradziłbym sobie ze wszystkim, a problemy, jakie mają inni, często mnie śmieszą, bo... co to za problemy.

                        Właśnie. Dziś jestem mądrala. Ale, gdy sam musiałem wcześniej przejść przez rozwód nie potrafiłem tego objąć. Za dużo było wzajemnych żalów, pretensji, oskarżeń, emocji.

                        Mógłbym też napisać, że jeśli twojego męża, faktycznie przerosła rola ojca, a to "odstawienie" zwyczajnie zaćmiło mu mózg, to będzie tak, jak często piszą tutaj panie - za jakiś czas przyjdzie, wróci, będzie przepraszał, kajał się.

                        Ale czy o to w tym wszystkim chodzi?
                        • ka-7 Re: Czuje 07.03.11, 11:49
                          errormix - w takim razie bardzo zawiła i skomplikowana jest ta męska psychika skoro o najprostszych sprawach tak trudno wam rozmawiać. Znam pary, które nie mają z tym problemu. Myślałam też, że i u nas nie ma tematów tabu....... jak sie o tym gorzko przekonałam byłam w dużym błędzie..... Mało tego, jak teraz zadaję mu pytania: dlaczego tak się stało ? dlaczego tak prosto mu przekreślić 20 lat życia i porzucić własne dzieci ? Odpowiada: nie wiem.... To jakaś paranoja....
                          Jestem coraz bardziej przekonana o tym, że jest niedojrzałym emocjonalnie dupkiem. Zastanawiam się tylko czy ja przez te lata miałam zamknięte oczy ... ?
                          • errormix Re: Czuje 07.03.11, 12:30
                            ka-7 napisała:

                            > errormix - w takim razie bardzo zawiła i skomplikowana jest ta męska psychika s
                            > koro o najprostszych sprawach tak trudno wam rozmawiać.

                            Oczywiście, że jest. To jedna z cech, która nas - czyli kobiety i mężczyzn - różni i która nas jednocześnie przyciąga. Wasza psychika jest nie mniej zawiła i skomplikowana, choć może wam to się wydaje nieprawdą. Gdyby wszyscy jednakowo pojmowali świat, gdyby tak samo odczuwali, myśleli, rozmawiali, gdyby wszyscy mieli takie samo podejście do tych samych spraw i problemów - to ten świat byłby pełen gejów i lesbijek, a małżeństwa zawierałoby się tylko po to, by mieć dzieci smile

                            Zawsze, gdy wychodziłem po zakupy i wracałem do domu z siatkami, gdy wynosiłem śmieci, gdy wychodziłem z dzieckiem na spacer, mijałem sąsiadki. Kiedyś stały we trzy i jedna powiedziała: Panie sąsiedzie, niech pan powie, gdzie takiego męża znaleźć?

                            One miały mężów, ale ich mężowie nie robili tego co ja. Robili inne rzeczy, ale nie to. A im tego u nich brakowało. Były przekonane, że gdyby miały takiego faceta, byłyby najszczęśliwsze.

                            Teoretycznie więc moja ex powinna być najszczęśliwsza, a nie była. Dlaczego? Ano dlatego, że dla niej moje zachowanie było oczywiste. Ona miała to na co dzień. Ona chciała czegoś innego. Czego? - "Dlaczego my jeździmy od dziesięciu lat tym samym samochodem, a mąż sąsiadki, chociaż kopie rowy, ma już w ostatnich trzech latach, trzecie auto"?

                            Rozumiesz? Dla niej przykładem był mąż sąsiadki. Ten sam, który wg sąsiadki był do niczego.

                            Dlaczego więc twój mąż poszedł do innej? Bo widocznie, w jego mniemaniu ona dawała mu coś czego ty nie mogłaś lub nie byłaś świadoma, że on tego potrzebuje.

                            Gdy po raz pierwszy ktoś tu na forum tak do mnie napisał, mało nie padłem trupem. Bo ja ją przecież kochałem, byłem jej wierny, myślałem, że razem wszystko pokonamy, ze wszystkim sobie damy radę, a tymczasem ktoś mi tu pisze, że widocznie czegoś jej we mnie brakowało, czegoś jej nie dawałem.

                            Ale dzisiaj, z perspektywy czasu zaczynam... hmmmm... dojrzewać. To chyba najwłaściwsze słowo. Zaczynam rozumieć, dlaczego tak się stało, a nie inaczej. Wiem też, że cokolwiek bym wcześniej zrobił, to w konsekwencji i tak bym tu wylądował. Na ławce dla przegranych. Bo rozwód to przegrana. Najbardziej dotkliwa.

                            Dlatego dziś wiem już, że w takiej sytuacji jak twoja myślenie i zastanawianie się "co zrobiłam nie tak, w czym zawiniłam, czy jest coś co gdybym zrobiła, to dziś nadal bylibyśmy szczęśliwym małżeństwem" jest niewłaściwe. I jeśli chcesz ode mnie jakiejś rady, to po prostu nie myśl tak. Bo to jest złe myślenie. Bo to do niczego cię nie doprowadzi.

                            >Znam pary, które nie ma ją z tym problemu.

                            Ja też znam, co nie znaczy, że a) ty lub ja mieliśmy mieć tak samo i b) nie znaczy, że u nich nie ma żadnych problemów. Są tyle tylko, że na innym poziomie. Nie komunikacyjnym.

                            > Jestem coraz bardziej przekonana o tym, że jest niedojrzałym emocjonalnie dupki
                            > em. Zastanawiam się tylko czy ja przez te lata miałam zamknięte oczy ... ?

                            Nie był niedojrzałym dupkiem. Przecież w dotychczasowym życiu się sprawdzał i chyba nieźle wam szło. Tym niedojrzałym dupkiem po prostu się stał, gdy przerosło go w pewnym momencie życie.

                            Bo to właśnie wtedy powinien pokazać, że jest facetem, ojcem, mężem. Wtedy miał okazję pokazać jak jest męski.
                            • ka-7 Re: Czuje 07.03.11, 13:10
                              errormix - no cóż mój ex też był stawiany przez sąsiadów i znajomych jako wzór... Ciekawe czy teraz też tak uważają ?

                              >Dlaczego więc twój mąż poszedł do innej? Bo widocznie, w jego mniemaniu ona daw
                              > ała mu coś czego ty nie mogłaś lub nie byłaś świadoma, że on tego potrzebuje.

                              Oooo tak, doskonale wiem co ona mu dawała.... gdzie chciał i kiedy chciał....

                              A jesli chodzi o jego niedojrzałość - to moja terapeutka oraz tutaj kilka osób sugerowało, że szukał raczej matki/opiekunki a nie partnerki.
                              Teraz jak analizuję te wszystkie lata to coraz bardziej jestem skłonna przychylić sie do tej teorii...
                              • malgolkab Re: Czuje 07.03.11, 13:25
                                ka-7 napisała:

                                > errormix - no cóż mój ex też był stawiany przez sąsiadów i znajomych jako wzór.

                                >
                                > Oooo tak, doskonale wiem co ona mu dawała.... gdzie chciał i kiedy chciał....
                                No i czy się to komuś podoba czy nie, dla większości zdrowych osób to jeden z warunków udanego związku...
                                > A jesli chodzi o jego niedojrzałość - to moja terapeutka oraz tutaj kilka osób
                                > sugerowało, że szukał raczej matki/opiekunki a nie partnerki.
                                > Teraz jak analizuję te wszystkie lata to coraz bardziej jestem skłonna przychyl
                                > ić sie do tej teorii...
                                Tu się nie wypowiem, bo za mało informacji. 7 lat w tym wieku to już nie tak ogromna różnica, więc sam fakt związku nie świadczy o szukaniu "mamusi".
                              • errormix Re: Czuje 07.03.11, 13:36
                                ka-7 napisała:

                                > errormix - no cóż mój ex też był stawiany przez sąsiadów i znajomych jako wzór.
                                > .. Ciekawe czy teraz też tak uważają ?

                                Nie wiem jak sąsiadki, ale pani, do której poszedł, na pewno uważa, że jest wzorem prawdziwego faceta i ideałem. Bo czy jakakolwiek kobieta związałaby się z nieudacznikiem, który potrzebuje mamusi?

                                >
                                > Oooo tak, doskonale wiem co ona mu dawała.... gdzie chciał i kiedy chciał....

                                Dawanie gdzie chce, w co chce i jak chce to konsekwencja zdrady. Trudno mówić o tym, by facet i kobieta patrzyli sobie jedynie w oczy i recytowali Leśmiana.

                                > A jesli chodzi o jego niedojrzałość - to moja terapeutka oraz tutaj kilka osób
                                > sugerowało, że szukał raczej matki/opiekunki a nie partnerki.
                                > Teraz jak analizuję te wszystkie lata to coraz bardziej jestem skłonna przychyl
                                > ić sie do tej teorii...

                                Osobiście przez długi czas korzystałem z rad psychologa. Niezwykle mi to pomogło. Głównie w sposobie opieki nad córką. Często jednak zastanawiałem się czy psycholog kiedykolwiek komuś powiedział, że to wina pacjenta? Jak dotąd się z tym nie spotkałem.
                                • mayenna Re: Czuje 07.03.11, 15:43
                                  Znam związki gdzie kobieta jest starsza od męża. Czasem to rok, dwa, pięć lat ale tez i np. osiem, dziesięć. To co wzajemnie sobie dają i jak ich relacje wyglądają to indywidualna sprawa.

                                  Jestem w środowisku ludzi ode mnie starszych o nawet 20 lat i świetnie się z nimi czuję. Chodzi chyba o dojrzałość psychiczną. Czasami mając 40 lat jesteśmy młodsi w środku od wieku biologicznego a czasem o wiele lat starsi.

                                  Wisniewski, ten czolowy grafoman uczuciwo - milosny opisuje parę gdzie on zakochal sie w kobiecie o 15 lat starszej. Wharton w "Spóźnionych kochankach" pisze o milości do kobiety 20 lat starszej, a bohater sam ma już 50 - tkę.
                                  Bariery stawiamy sobie sami.

                                  Gdyby pan Bartoszewski się mną zainteresował to na pewno nie zważałabym na różnicę wieku nas dzielącą.Ale wiem że od plotek by az huczało, bo nie zrozumiemy takiej miłoci jesli nas w życiu nie spotka.
                                  • errormix Re: Czuje 07.03.11, 15:55
                                    mayenna napisała:


                                    > Gdyby pan Bartoszewski się mną zainteresował to na pewno nie zważałabym na różn
                                    > icę wieku nas dzielącą.Ale wiem że od plotek by az huczało, bo nie zrozumiemy t
                                    > akiej miłoci jesli nas w życiu nie spotka.

                                    Gdyby pan Bartoszewski byłby zainteresowany kimkolwiek to bym ci wszystkie włosy z głowy wyrwał, ze schodów bym cię zrzucił, za transwestytę bym się zrobił i sam pod jego drzwiami leżał. I biada temu, kto chciałby mnie stamtąd przegonić smile))
              • tully.makker Re: Czuje 06.03.11, 14:38
                > Ciekawa jestem, czy za 10 lat napiszesz tak o Swoim facecie...

                Gerontofialia polega chyba na tym, ze lubi sie uprawiac sex z osobami duzo starszymi od siebie? Czyli 2 70 latkow radosnie sie bzykajca nie jest gerontofilami, a zona pana lapickeigo jest. W czym nic zlego przeciez nie ma.
                • nangaparbat3 Re: Czuje 06.03.11, 17:12
                  A powiesz gerontofilka o pani, co ma o 10 lat starszego męża?
                  No - teraz to juz bedziesz musiała.
                  • tully.makker Re: Czuje 07.03.11, 10:12
                    A powiesz gerontofilka o pani, co ma o 10 lat starszego męża?

                    Absolutnie - jestem za rownouprawnieniem.
                • anbale Re: Czuje 06.03.11, 18:05
                  No wiesz, moze tez się okazać za 10 lat że twoj facet jest wybitnym antygerontofilem i poszuka sobie młodszej wink
                  A poza tym operowanie tego typu pojęciami w stosunku do dwojga związanych emocjonalnie ze sobą ludzi uważam za brak kultury co najmniej. Co ty wiesz o tym, co ich łączy?
                  • altz Re: Czuje 06.03.11, 18:11
                    > A poza tym operowanie tego typu pojęciami w stosunku do dwojga związanych emocj
                    > onalnie ze sobą ludzi uważam za brak kultury co najmniej. Co ty wiesz o tym, co
                    > ich łączy?
                    Nareszcie jakiś kulturalny głos.
                    Szacunek!
                    • anbale Re: Czuje 06.03.11, 18:17
                      No tak, bo czy człowiek to jedynie metryka i jędrne ciało? Czy tylko za to się kogoś kocha?
                      Prawdziwa miłość jest własnie "ponad to". Ponad zmarszczki, siwe włosy, słabsze ciało...
                      • ka-7 Re: Czuje 06.03.11, 18:39
                        anbale - szkoda tylko, że nie poczekał ze mną te 10 lat aby zobaczyć jak będzie wyglądać moje ciało koło 50-ki .......
                        • anbale Re: Czuje 06.03.11, 19:15
                          Rozumiem Twoje rozżalenie, ale doprawdy jakie znaczenie ma fakt czy jego kochanka ma 30 czy 50? To coś zmienia?
                          • anka_cyganka35 Re: Czuje 06.03.11, 19:23
                            anbale my już wiemy, ze nie ma to zadnego znaczenia ale dla niej sprawa jest świeża..... mnie moj zdradził z dwudziestolatka i powiem ci, ze też bardzo bolało. ale przestało smile
                      • tully.makker Re: Czuje 07.03.11, 10:11
                        > Prawdziwa miłość jest własnie "ponad to". Ponad zmarszczki, siwe włosy, słabsze
                        > ciało

                        Naprawde myslisz, ze "prawdziwa" milosc mozna zbudowac na robieniu w konia zony i krzywdzeniu wlasnych dzieci?
                        • ka-7 Re: Czuje 07.03.11, 11:39
                          tully.makker- zgadzam się z Tobą w 100%. Nie buduje się szczęścia na cudzym nieszczęściu, łzach, zdradzie, porzuceniu....
                          • malgolkab Re: Czuje 07.03.11, 11:50
                            ka-7 napisała:

                            > tully.makker- zgadzam się z Tobą w 100%. Nie buduje się szczęścia na cudzym nie
                            > szczęściu, łzach, zdradzie, porzuceniu....
                            tak, tylko, że nijak sie ma do tego wiek tej pani... chamstwem było prowadzenie podwójnego życia, a czy ona ma lat 50 czy 20 to już bez znaczenia chyba...
                          • anbale Re: Czuje 07.03.11, 17:26
                            Z tym "budowaniem szczęscia" to dość ryzykowna teza, bo niesamowicie relatywna.
                            Jeśli Twoj mąż wróci do Ciebie, to będzie bardzo nieszczęśliwy, bo porzuci kogoś, kogo być może kocha- więc, ka-7, zbudujesz na tym swoje szczęście? Błędne koło się robi, więc chyba nie ma sensu uderzać w te dzwony...Czasem dzieją się rzeczy na które nie mamy najmniejszego wpływu, i mimo rozgoryczenia, rozżalenia musimy się jakoś w tym odnaleźć i pozbierać...
                • malgolkab Re: Czuje 07.03.11, 11:48
                  tully.makker napisała:

                  > > Ciekawa jestem, czy za 10 lat napiszesz tak o Swoim facecie...
                  >
                  > Gerontofialia polega chyba na tym, ze lubi sie uprawiac sex z osobami duzo star
                  > szymi od siebie? Czyli 2 70 latkow radosnie sie bzykajca nie jest gerontofilami
                  > , a zona pana lapickeigo jest. W czym nic zlego przeciez nie ma.
                  >
                  Hm, tylko żona p. Łapickiego jest młodsza o lat 60, w małzonek z postu bzyka panią starszą o lat 7. Ja widzę kolosalną różnicę...
      • malgolkab Re: Czuje 07.03.11, 09:59
        tully.makker napisała:

        > Czuje, ze talczynski przepowiedial moja przyszlosc - mamy oboje 40 lat i spodzi
        > ewamy sie kolejnego dziecka - toz to pierszy krok do tego, by chlop zaczal bzyk
        > ac pania na boku. Moze szybko sobie tez kogos znajde, zeby uprzedzic jego ruch.
        > ..
        o, k..., to muszę sie szybko brać za 2 dziecko. Może jak będę je mieć bliżej 30 niż 40 to chłop jednak ze mną zostanie...
        > No bo wkoncu 40-latek to juz jak do trumny.>
        no, dokładnie. Powinno się zacząć zbierać na złote gwoździewink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka