Alimenty na dziecko

21.11.11, 22:53
forum.gazeta.pl/forum/w,24087,130874695,130874695,Wyliczenie_kosztow_potrzeb_dziecka.html
W nawiązaniu do wątków w których mamuśki chcą wyliczać alimenty na dziecko.
Ja jako ojciec i mężczyzna uważam, że jest to niesprawiedliwe.
Gdyż są ojcowie którzy nie płacą na dzieci i nie mają zamiaru ich wychowywać - TAKI ojciec powinien płacić maksymalne alimenty, łącznie z opiekunką
Ale są również ojcowie, którzy chcieliby wychowywać dzieci, tylko matka im nie pozwoli, wtedy uważam, że alimenty powinny być zredukowane do minimum. Przecież wychowanie dziecka powinno łączyć się z radością a nie przymusem i wyssaniem z ojca pieniędzy.

Jak to jest podczas rozpraw?
Czy mając szczere chęci do opieki nad dzieckiem taka argumentacja wystarczy, gdy matka mówi NIE?
Gdyby podawać ilość dni w miesiącu gdy ojciec chce się zajmować dzieckiem (nie są to weekendy) to sąd weźmie to pod uwagę?
    • mola1971 Re: Alimenty na dziecko 21.11.11, 23:07
      Podczas rozpraw jest różnie, wszystko zależy od tego na jakiego sędziego się trafi. Tak naprawdę to loteria jest.
      A mamusiek się nie czepiaj, czasem to jedyna droga by otrzymać w miarę przyzwoite alimenty na dziecko. Ojcu, który brał udział w wychowaniu dziecka podczas małżeństwa i który ma zamiar po rozwodzie aktywnie w wychowaniu uczestniczyć, nie trzeba udowadniać, że dziecko by żyć potrzebuje jeść, myć się i innych podstawowych rzeczy, które kosztują.
      A że bywają wredne baby, które traktują ex męża jak bankomat i ograniczają dziecku kontakt z dzieckiem? Po raz kolejny na tym forum powtórzę, że osobiście żadnej takiej nie znam, ale przyjmuję do wiadomości, że takie idiotki po tym świecie chodzą. Zresztą głupota kobieca, w różnych jej odcieniach, coraz rzadziej zaczyna mnie dziwić.
      • mola1971 Re: Alimenty na dziecko 21.11.11, 23:08
        *dziecku kontakt z ojcem a nie dziecku kontakt z dzieckiem smile
      • tautschinsky Re: Alimenty na dziecko 23.11.11, 12:35
        > Ojcu, który brał udział w wychowaniu dziecka podczas ma
        > łżeństwa i który ma zamiar po rozwodzie aktywnie w wychowaniu uczestniczyć, nie
        > trzeba udowadniać, że dziecko by żyć potrzebuje jeść, myć się i innych podstaw
        > owych rzeczy, które kosztują.



        Tylko że wielu takich ojców, którzy byli na co dzień w domu i czynnie
        uczestniczyli w wychowaniu potomstwa, więc dokładnie wiedzą, co, ile
        było kupowane oraz w jakich sklepach, po rozwodzie przy wyliczeniach
        alimentów przez matki, łapią się za głowę. Nagle się okazuje, że dzieci
        muszą być ubierane w najdroższe ciuchy, jeździć dwa razy na obóz w roku,
        używają kosmetyki z najwyższej półki i tak można by wyliczać pozycje,
        które NAGLE się pojawiły z dnia na dzień. Jak to się dzieje, że następuje
        taka zmiana? Taki właśnie ojciec, zarabiający bardzo przeciętnie, który dotąd
        nie skąpił na rodzinę, z wyliczeń wynika, iż miałby teraz 90 % swoich dochodów
        przeznaczać na alimenty. Jego możliwości zarobkowe się nie zmieniły, bo
        nie zamierza pracować na trzech etatach kosztem kontaktów z dziećmi,
        żeby teraz zaspokajać mściwe żądania matki. Jeśliby się im poddał, musiałby
        w praktyce zrezygnować z bycia w życiu swoich dzieci, zmuszony wyjechać
        dalej, gdzie potencjalnie mógłby takie pieniądze zarobić. Nie piszę tutaj o warszawce (często wydumanej, bo w Warszawie nie wszyscy są korposzczurami, pracują w dobrze płatnych zawodach, ale też jako najniżej opłacani pracownicy najemni), ale przeciętnym polskim pracowniku, zarabiającym 'na rękę' najniższą krajową lub coś ponad to mimo wielu godzin pracy w regionach, gdzie jeśli ktoś ma pracę jakąkolwiek jest szczęściarzem.
        • mola1971 Re: Alimenty na dziecko 23.11.11, 16:35
          No ale od tego jest sąd by ocenić czy wyliczenie kosztów jest wiarygodne czy nie. No i mogą cuda wianki w wyliczeniu być a jeśli ojciec dziecka ma niskie możliwości zarobkowe (np. z racji miejsca zamieszkania i wykształcenia) to przecież nikt mu alimentów z kosmosu nie zasądzi.
          • tautschinsky Re: Alimenty na dziecko 23.11.11, 17:21
            A jednak zasądzają kobiety w togach alimenty nieadekwatne do możliwości zarobkowych czy dochodów.

            Zupełnie świeża sprawa z moich okolic. Ojcu (ok. 50 lat), który całe życie łapał się dorywczych prac, z powodów problemów z psychiką nigdy nie miał wysokich dochodów (nie więcej niż niewiele ponad tysiąc) zasądzono po 500 zł na dwójkę prawie dorosłych dzieci, kiedy on przebywał z powodu próby samobójczej drugi raz w ostatnim czasie w szpitalu psychiatrycznym. Sąd był poinformowany o tej sytuacji, gdyż reprezentowała go matka żyjąca z niskiej renty. Może się odwoływać, ale wiadomo, jak z tym bywa. Do tego czasu zgodnie z prawem zobowiązany jest do płacenia takiej właśnie kwoty. A rzecz w tym, że mimo takich oczywistości, jak dotychczasowy niski dochód, możliwości zarobkowe w ogóle i w szczególności w obecnej sytuacji (pobyt w szpitalu na oddziale zamkniętym) zerowe, sąd w imieniu III RP wydał taki wyrok. Dług mu rośnie, bo FA wypłaca te alimenty. Zapewne odziedziczy kawalerkę po matce, kiedy tej się zemrze, lokal zostanie zlicytowany, a on trafi na ulicę. A wszystko w zgodzie z prawem.
            • argentusa Re: Alimenty na dziecko 24.11.11, 08:32
              Tau, i takie ignorowanie oczywistości mnie denerwuje. Bo my tu na ogół piszemy o przypadkach skrajnych. Kobiety zwykle o nieszczęśliwych mamach, faceci o niesprawiedliwie potraktowanych ojcach.
              Każdy medal ma dwie strony. I niesprawiedliwośc po obu stronach boli, porusza i czasem nawet budzi wściekłość. Tyle, że o ile w ogóle nie zmieni się w społeczeństwie postrzaganie ról rodzicielskich, to niewiele się zmieni. I mam taką refleksję, czy dlatego, że mama/tata ma problem zdrowotny (jakikolwiek opiekun prawny) to dziecko ma nie mieć alimentów? Przyznam, że wielokrotnie zastanawiałam się nad takimi sprawami. I do tej pory uniwersalnego rozwiązania nie mam.
              A szkoda.
              Ar.
              ps. zmiana pogladów społęcznych to również danie prawa do spokojnego życia ludziom, którzy nie lubią dzieci i nie chcą ich mieć. Bo tak. I niepiętnowanie niezamężnych/nie żonatych/homoseksualnych/innowierców itp. Tolerancja znaczy.
            • mola1971 Re: Alimenty na dziecko 24.11.11, 09:20
              Bywa i tak, ale to przykład ekstremalny. Na drugim biegunie są dzieci, które płacą alimenty na rodziców, którzy nigdy ich nie wychowywali a bywa, że i nie utrzymywali. Rodzice wypięli się na dzieci, nie znali ich a na starość nagle sobie przypomnieli o tym, że mają syna/córkę i to dorosłe już dziecko musi płacić na obcego człowieka.
              Jedno i drugie to patologia.
              • altz Re: Alimenty na dziecko 24.11.11, 09:37
                mola1971 napisała:

                > Rodzice wypięli się na dzieci, nie znali ich a na starość nagle sobie
                > przypomnieli o tym, że mają syna/córkę i to dorosłe już dziecko musi płacić na
                > obcego człowieka.

                To nie jest obcy człowiek, to jest rodzina chociaż świadomość tego jest przykra. Ktoś musi płacić, czemu mają to robić obcy?
                A odbieranie człowiekowi nie kontrolującemu siebie i nie posiadającym żadnych możliwości ostatnich pieniędzy jest podłe.
                • mola1971 Re: Alimenty na dziecko 24.11.11, 09:49
                  Altz, nie zrozumiałeś. To co napisałam nie dotyczy opisanej przez Tau sytuacji bo tam nie wiem jak relacje między ojcem a dziećmi wyglądają.
                  Pisałam o sytuacji, w której rodzic wypiął się na dziecko, nie chciał dziecka znać i bywa, że na nie nie płacił złotówki a potem na starość nagle sobie o istnieniu dziecka przypomina. Ktoś taki jest obcym człowiekiem. Rodziną jest ktoś, z kim ma się więzi a nie kogo geny się nosi.
          • zalosny.jestes Sąd w tym kraju to farsa... 09.12.11, 08:34
            mola1971 napisała:

            > No ale od tego jest sąd by ocenić czy wyliczenie kosztów jest wiarygodne czy ni
            > e.

            Ludzie, przestańcie mnie rozśmieszać z powagą sądów rodzinnych w tym kraju. To jest czysta loteria i więcej zależy od tego w jakim okresie cyklu jest pani w todze niż od merytorycznych argumentów.
    • p2arvp69azsg-8n Re: Alimenty na dziecko 22.11.11, 10:10
      Na sprawie alimentacyjnej - wbrew temu co Ci tu wmawiano - jest mało istotne ile czasu zajmujesz się dzieckiem. Nawet przy częstych i regularnych kontaktach rodzica drugoplanowego, dziecko i tak spędza z 90% czasu przy rodzicu z którym mieszka - opieka naprzemienna jest niepopularna i w praktyce normą jest że dzieckiem zajmuje się matka. Dla sędziego przy określaniu alimentów będzie mało ważne ile Ty czasu deklarujesz zajmować się dzieckiem, szczególnie że żona będzie te Twoje deklaracje najprawdopodobniej kwestionowała. W praktyce istotne będzie ile Ty zarabiasz, ile ona zarabia, jakie są wasze możliwości majątkowe.

      W zalinkowanym przez Ciebie wątku koszty zostały przeszacowane nie dlatego, że ojciec nie chce zajmować się dzieckiem (tego tak do końca nie wiemy, pani pisze, że "Maz chce sie zajmować dzieckiem przez 72 godziny miesięcznie!", a w innym miejscu że wniósł o zabezpieczenie kontaktów z dzieckiem na czas trwania procesu) koszty są przeszacowane, bo jej mąż zarabia powyżej średniej i ona dobrze wie, że chce te
      koszty przeszacować, dlatego pyta co o tym sądzą inni.
      Naliczyła 1700 zł (środki czystości, żywność, przedszkole + zajęcia dodatkowe, paliwo na dojazd), a po doliczeniu ubranek, lekarstw, zabawek, części kosztów mieszkania, kosztów opiekunki wyjdzie jej tych kosztów około 3 tysięcy miesięcznie na pięciolatka.
      Coś tu chyba nie gra. My tyle z żoną miesięcznie wydajemy, łącznie z opłatami na dom, samochody, telefony i internet (oczywiście nie licząc większych inwestycji typu remont dachu, no ale alimenty też takich wydatków nie obejmują). Sędzia powinien być podobnego zdania i nawet przy relatywnie wysokich zarobkach zobowiązanego zasądzi na to dziecko 1000-1500.

      A Ty, jeśli naprawdę chcesz wychowywać dziecko, to nie bądź naiwny, tylko składaj wniosek o powierzenie opieki nad dzieckiem Tobie. Wbrew steretypom często jest tak, że dziecko bardziej kocha ojca i ojciec się lepiej nim zajmuje, w Twoim przypadku wyczuwam taki potencjał.
      Niewiele masz tu do stracenia, bo dziecko małe i w przeciwnym razie prędzej czy później skończy się to jak zwykle - Twój wpływ będzie niewielki.
      • errormix Re: Alimenty na dziecko 23.11.11, 10:30
        Lubię to!

        Opieka własna jest niepoliczalna. Poza tym nikt nie zagwarantuje, że rodzic, który dzisiaj deklaruje, że opiekuje się dzieckiem, jutro nie zmieni zdania. Dlatego podstawą są pieniądze.

        Dodam tylko, że przeszacowanie alimentów to nic niemoralnego. Bo realia są takie, że nawet adwokaci mówią klientom wprost: "Będziemy wnosić o dwa razy więcej, bo sąd i tak daje zwykle połowę".

        Wnosiłem o 1200. Dostałem 600. Więc coś w tym jest.
      • blue_ania37 Re: Alimenty na dziecko 10.12.11, 14:57
        Nie wiem czy przesacowałam koszty wyżywienia itp..dlatego, że wszystko starałam się opisać dokładnie i nasze dziecko naprawdę to jada, naprawdę do te pory był kąpany w żelach nivea itp.
        Masz rację, razem z dodatkowymi kosztami wychodzi mi ponad 3000 tys miesięcznie.
        Ojciec dziecka zarabia około 10 tys miesięcznie, ma dom i wiele innych rzeczy a dziecko ze mną wyrzuca na bruk, oferując alimenty w wysokości 700 zł, a na pytania gdzie dziecko ma mieszkać mówi, że to mój problem.
        Więc dokładam do tego wszystkiego jeszcze koszty wynajmu mieszkania itp.
        Zabezpieczył sobie kontakty na czas trwania procesu z dzieckiem na 72 godziny miesięcznie i nie oferuje nic więcej.
        To a propo mojego wątku o wyliczeniach kosztów potrzeb dziecka.
        • tautschinsky Re: Alimenty na dziecko 10.12.11, 15:52
          blue_ania37 napisała:

          > Masz rację, razem z dodatkowymi kosztami wychodzi mi ponad 3000 tys miesięcznie


          Rozumiem, że tyle wychodzi ci na dziecko w oparciu o własne
          dochody. Czy tradycyjnie wszystko "jedzie" na pensji męża?



          > Ojciec dziecka zarabia około 10 tys miesięcznie, ma dom i wiele innych rzeczy a
          > dziecko ze mną wyrzuca na bruk, oferując alimenty w wysokości 700 zł, a na pyt
          > ania gdzie dziecko ma mieszkać mówi, że to mój problem.


          Wyrzuca ciebie na bruk. Ty to nie dziecko. Dziecko to nie ty. Jeśli nie
          jesteś w stanie zapewnić dziecku dachu nad głową, jest ojciec, który,
          jak już wiemy, ma dom. Powinien zapewnić DZIECKU w miarę swoich
          możliwości odpowiedni dom. Ale TYLKO dziecku. Ty z kolei płać mu
          alimenty na dziecko w oparciu o własne możliwości zarobkowe.
          • blue_ania37 Re: Alimenty na dziecko 10.12.11, 15:58
            Wyrzuca NAS na bruk, on ma świadomość, że ja nie mam domu.
            Dzieckiem to on się nie chce zajmować, chce widzieć go raz na dwa tygodnie!
            Ja nie chcę go traktować jak bankomat, ale on nic nie chce dać, podzielić się itp..
            Może Jesteś typem, że chciałeś zajmować się dziećmi ale tu taka sytuacja nie występuje.
        • malgolkab Re: Alimenty na dziecko 10.12.11, 16:35
          blue_ania37 napisała:


          > Masz rację, razem z dodatkowymi kosztami wychodzi mi ponad 3000 tys miesięcznie
          a co to za koszty dodatkowe? co się składa na te 3000?

          > Więc dokładam do tego wszystkiego jeszcze koszty wynajmu mieszkania itp.
          chyba nie koszty wynajmu mieszkania, ewentualnie "część" za dziecko
        • malgolkab Re: Alimenty na dziecko 10.12.11, 16:41
          blue_ania37 napisała:

          > Nie wiem czy przesacowałam koszty wyżywienia itp..dlatego, że wszystko starałam
          > się opisać dokładnie i nasze dziecko naprawdę to jada, naprawdę do te pory był
          > kąpany w żelach nivea itp.
          moje dziecko ze względu na problemy skórne jest kąpane w żelach "aptecznych" dużo droższych niż nivea, a jego utrzymanie i tak wynosi sporo mniej niż 3000
          • blue_ania37 Re: Alimenty na dziecko 10.12.11, 17:13
            koszty przedszkola + logopeda (musi chodzić), zajęcia dodatkowe w przedszkolu typu angielski rytmika teatrzyki itp. to około 600 zł
            Wyżywienie - jest specyficzny nie jada żadnych mięs z sosem tylko kotlety panierowane i ryby.
            nie jada szynki, sera, jajek, przemycam jajka np w naleśnikach, jada tylko jeden rodzaj kabanosów, nie rusza też parówek.Uwielbia za to jogurty ( jeden rodzaj), przedszkole nie zapewnia śniadań i podwieczorków muszę mu codziennie szykować II śniadanie do przedszkola + picie + jakiś smakołyk, jada też śniadanie w domu i po powrocie codziennie obiad.
            Koszty dowozu dziecka do przedszkola to około 200 zł miesięcznie 20 km
            Ma problemy z gardłem stała opieka pulmologa 150 zł 5 razy w roku, leki do inhalacji ( od grudnia do marca będzie je miał drugi rok z rzędu to około 90 zł miesięcznie), nie liczę pozostałych leków na gorączkę witamin itp...koszt wynajmu mieszkania ( 1/4 przypadająca na ojca to około 400 zł).
            Koszt opiekunki- będę potrzebować około 10 godzin w tygodniu to około 80 zł.
            Dziecko do tej pory często chodziło do kina, na płatne place zabaw, miało kupowane buty ecco itp..Na terenie domu w którym mieszkamy jest basen z którego bz ograniczeń mogło korzystać.Ma ogromną kolekcję klocków lego.
            Dziecko żyło na bardzo przyzwoitym poziomie z uwagi na to, że tata postanowił wymiksować się z układu rodzinnego mam kazać mu jeść pasztetówkę i wynając pokój?
            Jednym z ostatnich prezentów taty dla dziecka był play station za 1500 zł + gierka za 200 zł.
            • moniapoz Re: Alimenty na dziecko 10.12.11, 17:49
              jeżeli ojca stać to rozumiem chyba (??), ale i tak przerażające dla mnie jest takie dokładne wyliczanie
              chciałam napisać wyrachowanie ale sprawdziłam w słowniku, że jest to: sposób bycia polegający na wyciągnięciu ze wszystkiego osobistych korzyści, a de facto korzyści ma mieć z tego dziecko....więc nie bardzo pasuje.
              ------
              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
              • blue_ania37 Re: Alimenty na dziecko 10.12.11, 18:02
                Wiem, że przerażające jest to wyliczanie, ale nie mam wyjścia. Pierwsza propozycja mojego męża było 500 zł. alimentów teraz przeszedł na 700 bo to standard. Więc liczę, choć nie umiem. i chcialabym móc do niego normalnie zadzwonić, że dziecię musi do pulmologa ale on nie jest zainteresowany.Raz go poprosiłam o 100 na leki dla szymka dał ale potem dał 600 a nie 700 zł, więc juz nie proszę tylko liczę.
                • moniapoz Re: Alimenty na dziecko 10.12.11, 18:08
                  to szczerze współczuję exa sad

                  ------
                  Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                  Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                • malgolkab Re: Alimenty na dziecko 10.12.11, 18:12
                  blue_ania37 napisała:

                  >.Raz go poprosiłam o 100
                  > na leki dla szymka dał ale potem dał 600 a nie 700 zł, więc juz nie proszę tylk
                  > o liczę.
                  mój ex ma 2 apteki, nigdy nie "sponsoruje" leków dla dziecka, nawet jak syn idzie do niego, to pakuję potrzebne leki
            • malgolkab Re: Alimenty na dziecko 10.12.11, 18:10
              blue_ania37 napisała:

              > koszty przedszkola + logopeda (musi chodzić), zajęcia dodatkowe w przedszkolu t
              > ypu angielski rytmika teatrzyki itp. to około 600 zł
              > Wyżywienie - jest specyficzny nie jada żadnych mięs z sosem tylko kotlety panie
              > rowane i ryby.
              > nie jada szynki, sera, jajek, przemycam jajka np w naleśnikach, jada tylko jede
              > n rodzaj kabanosów, nie rusza też parówek.Uwielbia za to jogurty ( jeden rodzaj
              > ), przedszkole nie zapewnia śniadań i podwieczorków muszę mu codziennie szykowa
              > ć II śniadanie do przedszkola + picie + jakiś smakołyk, jada też śniadanie w do
              > mu i po powrocie codziennie obiad.
              mam dokładnie to samo, z tym, że mój wędliny żadnej nie tknie, za to jogurtów lubi 3 rodzaje. Oczywiście, obiad codziennie w domu po przedszkolu obowiązkowo, zazwyczaj 2 dania. Do logopedy chodził w zeszłym roku, teraz konieczności nie ma. Z zajęć dodatkowych - angielski, korekcyjna, tenis, basen regularnie (obecny z nim chodzi)
              > Koszty dowozu dziecka do przedszkola to około 200 zł miesięcznie 20 km
              do przedszkola też dowożę, mieszkamy na "zadupiu"


              > Dziecko do tej pory często chodziło do kina, na płatne place zabaw, miało kupow
              > ane buty ecco itp..Na terenie domu w którym mieszkamy jest basen z którego bz o
              > graniczeń mogło korzystać.Ma ogromną kolekcję klocków lego.
              kino u nas regularnie, to samo bawilandię, klocki lego i cała reszta o której piszesz - i tak wychodzi dużo mniej niż piszesz, nawet po dodaniu części przypadającej za syna odnośnie domu - gaz, prąd, woda itd, a mieszkamy w domu ponad 200 m

              > Jednym z ostatnich prezentów taty dla dziecka był play station za 1500 zł + gie
              > rka za 200 zł.
              to akurat uważam za mega głupotę, preferuję inny typ "zabawek", natomiast prezent to prezent, a nie obowiązek
    • laura_fairlie Re: Alimenty na dziecko 22.11.11, 10:15
      wtedy uważam, że alimenty powinny być zredukowane do minimum.

      Ale jak ty to sobie wyobrażasz? Dziecko kosztuje. Nie tylko trzeba je wyżywić i umyć - rozumiem, że masz na myśli obniżenie tej kwoty, jeśli dziecko będzie sporo przebywało u ciebie - ale też oprać, ubrać i wykształcić. Ktoś musi zapłacić za lekarstwa, czasem lekarza, buty, ubranie, przedszkole, potem podręczniki, przybory szkolne, składki klasowe, szkolną wycieczkę itp. To są konkretne i realne koszty, które trzeba ponieść, bez względu na to, z kim i ile czasu będzie przebywało dziecko. Myślałeś o tym?
    • wikto-r123 Re: Alimenty na dziecko 23.11.11, 09:31
      "Minimum" to jest rzecz względna.
      Dla mnie minimum jest 500zł - maksimum 1000, ale są również kobiety co żądają 1500 zł i więcej

      • argentusa Re: Alimenty na dziecko 23.11.11, 11:36
        Edukacja 1 dziecka mojej kumpeli kosztuje ok 2000 pln m-c. Posyłając dziecko do niepublicznej szkoły, RAZEM o tym zdecydowali kilka lat temu. Bo ICH było stać. Po paru latach tata się był uprzejmy rozwieźć z mamą. Sąd (pozawarszawski) przyznał 3500 alimentów na dziecko. Dużo to? Czy mało? Jak się ma to minimum Wasze/nasze do minimum mojej kumpeli?
        Czy wraz z rozwodem rodziców należało narazić nastolatkę dodatkowo na traumę przejścia ze edukacji niepublicznej do publicznej (egz. gimnazjalny napisała na 94%)? Bo się poprzewracało matce/ojcu/rodzicom w ogóle, że dziecko na prywatną szkołę skazali?
        Takie tam tłumaczenia, że powinny alimenty być zredukowane.
        I tata, jest tatą uczestniczącym w życiu dziewczyny. Dużo bardziej niż był w małżeństwie z mamą. Chociaż ma już drugą rodzinę i drugie dziecko.
        I nie robi awantury, że przecież ma nowe dziecko i wydaaatki związane z nową roddziną. Pewnie jakby next za mocno jęczała, zostałaby kolejną eks. Bo facet z tych miłujących święty spokój jest.
        Ar.
        • betty69 Re: Alimenty na dziecko 23.11.11, 12:04
          tak jak pisala argentusa status oraz potrzeby dziecka maja sie nie zmienic przez to ze rodzice sie rozchodza.
          • malgolkab Re: Alimenty na dziecko 23.11.11, 12:20
            betty69 napisała:

            > tak jak pisala argentusa status oraz potrzeby dziecka maja sie nie zmienic prze
            > z to ze rodzice sie rozchodza.
            zgodzę się, natomiast chyba nie do końca o to chodzi autorowi.
            Spotkałam się z sytuacją, gdy matka płaci 500 zł miesięcznie osobie obcej, która odbiera dzicko z przedszkola, prowadzi na zajęcia dodatkowe, spędza z dzieckoem 2-3 godz. dziennie. Oczywiście koszt ten wlicza do alimentów. Jednocześnie ojciec zaproponował, że może to robić on, bo ma ruchome godziny pracy, które sam ustala. Odpowiedź: nie, bo nie...
            I to nie są jednorazowe sytuacje.
            Gdybym nie musiała odbierać codziennie dziecka z przedszkola i zostawałabym 2 godz dłużej w pracy moja pensja z tytułu umowy o pracę wrosłaby o połowę kwoty alimentów. Gdyby ex odbierał dziecko i zajmował się nim przez te kilka godzin nie miałabym nic przeciwko mniejszym alimentom - gdyby się nie wywiązywał i wycofał, zawsze mogłabym wnieść o podwyższenie.
            • argentusa Re: Alimenty na dziecko 23.11.11, 14:52
              Małgoś,
              w Twoim przypadku tak by było zapewne najlepiej. I więź taty z dzieciem by się poprawiła. Tu chodzi o to, że Najmojsza sytuacja niekoniecznie musi być tożsama, a nawet podobna z sytuacją kogoś innego. I moje przekonania, zdanie, osadzone w mojej rzeczywistosci niekoniecznie muszą mieć jakiekolwiek przełożenie na sytuację innych.
              Ty byś wolła zamienic pieniądze na kontakty, moze eks kolegi nie. Czy stoi coś na przeszkodzie by kolega wniósł do sądu o takie załatwienie sprawy?
            • noname2002 Re: Alimenty na dziecko 25.11.11, 19:50
              Może na ojcu dziecka z Twojego przykładu z jakichś powodów nie można polegać, może na przykład pije ?
              Ja bym wolała, żeby moje dziecko spędzało czas z ojcem a nie z obcą osobą, ale są ojcowie z którymi zwyczajnie nie ma sensu się umawiać, że będą regularnie odbierać dziecko, bo są nieodpowiedzialni i taki układ się nie sprawdzi.
            • zalosny.jestes Skąd ja to znam... 09.12.11, 08:37
              malgolkab napisała:

              > Odpowiedź: nie, bo nie...

              Nie mogę sobie przypomnieć...
          • altz Re: Alimenty na dziecko 23.11.11, 12:27
            To są takie czary-mary. Możliwości się zmieniają wraz z rozwodem, często bywa gorzej wszystkim. Bywa też czasami lepiej finansowo, wtedy czemu nie mogłoby się poprawić finansowo dziecku?
    • malgolkab Re: Alimenty na dziecko 23.11.11, 09:44
      Gdyby mój ex odbierały dziecko z przedszkola/odwoził tam, jeździł na dodatkowe zajęcia, do dentysty, na badania, na urodziny do kolegów (dziecka, nie swoichwink to ja mogłabym np. dłużej pracować, więcej zarabiać, mniej wydawać na benzynę, nie lecieć codziennie z wywieszonym jęzorem.
      Niestety, ex się do tego nie poczuwa i to się chyba nie zmieni, wystarczają mu 4 "widzenia" (z noclegiem) w miesiącu- mieszka w tym samym mieście, w sądzie powiedział, że jakby była potrzeba to widywałby się częściej, a na razie takiej potrzeby nie widzi, poza tym on pracuje (reszta rodziców dzieci w wieku przedszkolnym to widocznie bezrobotna patologiawink
      Zaproponował kwotę alimentów, ja się zgodziłam, sąd przyklepał.
      Oczywiście, że kwota alimentów powinna być zależna od tego na ile drugi rodzic (niemieszkający na stałe z dzieckiem) ma wkład osobiste w codzienne sprawy.
      Na głupotę kobiet, o których piszesz nie znam lekarstwauncertain
    • kara_mia Re: Alimenty na dziecko 09.12.11, 00:37
      W nawiązaniu do problemu wysokości alimentów zamieszczam poniżej opinie e-mam na temat kosztów utrzymania nastolatki: 17 lat
      cytuje :

      1000 zł to faktycznie dużo. nie wiem, ile wydajesz miesięcznie na córkę - jeśli jest przyzwyczajona do drogich ciuchów itp., to rozumiem,

      No jeżeli za tą kwotę ma tez córka opłacić wynajęcie pokoju i wyżywienie - to ok.

      Z tego co się orientuję to tyle dostają dzieci na studiach - i wystarcza na wynajęcie akademika i życie

      No dokłatnie. Ja 1000zł dostawałam na studiach. Dla mnie wygórowana kwota dla 17latki i oby w narkotyki nie wpadła jak poczuje pieniadze, wiesz w wieku 17lat wszystkiego sie probuje tym bardziej jak masz pieniadze.

      Dla mnie kwota wygórowana

      A ile do tej pory te wydatki wynosiły? Tzn. spróbuj podliczyć, ile mniej więcej to wszystko kosztowało rocznie i podziel przez 12. Bo suma przez nią podana wydaje mi się dość duża (realniejsze IMO byłoby 700 zł),

      jako, ze mam dziecie w tym samym wieku, jeszcze jedno wydaje mi się istotne.
      Powiedzmy, wydaje na dziecię 1000 zł miesięcznie (chyba nie wydaję, ale przypusćmy).

      Córeczka najwyraźniej wie, że mamusię stać na dawanie sporej forsy (………….) to powinna się wyprowadzić i z tego tysiąca opłacać również wynajmowane lokum, żywność i całą resztę, bo tak właśnie żyje większość ludzi w tym kraju.
      Czy córka choć raz w życiu skalała się jakąś pracą i wie ile trzeba pracować, żeby mieć ten tysiąc złotych? Jeżeli kasa będzie po prostu za piękne oczy, to żadnego gospodarowania nie będzie, tylko wydawanie na zasadzie "łatwo przyszło - łatwo poszło".

      Moze my ufałysmy dzieciom, bo nigdy nie wymagały od nas oprócz utrzymania 1000 zł miesiecznie?
      Rozumiem, ze jesteście bardzo zamożnymi ludźmi, ale jak córka potem bedzie gospodarować, mając pensji niespełna 1000 zł - na poczatku zawodowej kariery
      Ona ma dopiero 17 lat i dość cieplarniane warunki.

      Wydajesz 1000 zł bez jedzenia. To bardzo dużo.

      Cóż, to nie kwestia braku zaufania, ale zwyczajnej znajomości twardych reguł życia w realu
      . Pompowanie kasy w córunię, która wie, jak podejść matkę - widać kompleks pochodzenia oraz braku wykształcenia i chęć przychylenia nieba dziecku "no, bo przecież ona powinna mieć lepiej jak ja w jej wieku" to prosta droga do wychowania pasożyta, który oczekuje, że wszystko spadnie mu z nieba, bez wysiłku, pracy

      link do wątku :
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,131343778,131343778,pytanie_o_budzet_dziecka.html
    • velluto Re: Alimenty na dziecko 10.12.11, 14:26
      wikto-r123 napisał:
      > Ale są również ojcowie, którzy chcieliby wychowywać dzieci, tylko matka im nie
      > pozwoli, wtedy uważam, że alimenty powinny być zredukowane do minimum.

      A jak ocenić, czy chęci ojca są prawdziwe, czy to tylko czcze deklaracje?
      Mój eks też trąbił, ze on by chciał - tyle, że jakoś jak przyszło co do czego, to nie można było na nic liczyć, bo on zawsze "nie mógł", przez parenaście lat nie znalazł czasu na pójście na zebranie, do lekarza czy cokolwiek.

      Udział ojca powinien być brany pod uwagę - a zazwyczaj tak nie jest, biorąc pod uwagę śmiesznie niski (zazwyczaj) poziom alimentów. Paradoksalnie ci, którzy płacą naprawdę wysokie uczestniczą w życiu dziecka aktywnie. Bo im po prostu zależy na dziecku.

      Kwestia tylko czy opór matki wynika wyłącznie ze złośliwości, czy też z niechęci do dezorganizacji życia. Opieka naprzemienna naprawdę odbija się na dzieciach bardziej negatywnie niż rzadsze kontakty z ojcem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja