pom 04.06.04, 10:43 Ilu z nas się udało? Stworzyć pełną, dobrze funkcjonującą rodzinę pomimo duchów z przeszłości? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
sloggi Re: Ilu z nas się udało 06.06.04, 18:38 Nie udało mi się i nie uda, ale to nie ma nic do duchów przeszłosci. Odpowiedz Link
emluka Re: Ilu z nas się udało 19.02.06, 21:47 Mi sie narazie nie udaje dojsc do etapu chodzenia z kims, ale nie trace nadzieii, spotka sie odpowiednia kobiete i bedzie dobrze (chyba) a propos punk not dead, o ja swiruje Odpowiedz Link
zzdorka Re: Ilu z nas się udało 10.06.04, 15:39 Mi sie udalo. Cale zycie nie wierzylam, ze mezczyzna w domu moze byc kochany, dbac o mnie, nie bic mnie i po prostu, ze moze byc pieknie. Dluuugo sie z tym zmagalam. I czasami do dzis nie wierze, ze to jest prawdziwe. Odpowiedz Link
spyheart Re: Ilu z nas się udało 27.06.04, 23:08 zzdorka napisał: > Mi sie udalo. Cale zycie nie wierzylam, ze mezczyzna w domu moze byc kochany, > dbac o mnie, nie bic mnie i po prostu, ze moze byc pieknie. Dluuugo sie z tym > zmagalam. I czasami do dzis nie wierze, ze to jest prawdziwe. GRATULACJE dla M i dla ciebie ze sie przemoglas (swoje doswiadczenia) Odpowiedz Link
lakshmee Re: Ilu z nas się udało 02.08.04, 20:06 Alez Ci zazdroszcze Ja poki co nie wierze, ze mozna mnie pokochac... Odpowiedz Link
zzdorka Re: Ilu z nas się udało 12.08.04, 20:48 Kazdego czlowieka mozna pokochac. Tu nie mialam watpliwosci. Problem u mnie byl tego typu, ze nie wiedzialam, ze istnieja normalni mezczyzni. I okazuje sie, ze tak. Tylko trzeba zmienic priorytety w swoim zyciu. On ma byc dobrym czlowiekiem, a nie pieknym showmanem [choc mojem mezowi niczego nie brakuje]. Ale przyznam wam sie szczerze, ze niestety potworna bieda w moim domu i praca mamy na 3 etaty doprowadzily do tego, ze nie chce miec dzieci. I boje sie, ze to jest podswiadome i wynika z tego, ze bylysmy dla mojej mamy ciezarem. Nigdy w zyciu tego od niej nie uslyszalam, ani nigdy nie dala mi tego do zrozumienia. Ale chyba jej ciezkie zycie caly czas gdzies siedzi sobie we mnie i mam wrazenie, ze dziecko to jest TYLKO problem. A nie ma radosci. I jakos nie potrafie sie pozbyc tego chorego przekonania. Moze mi sie kiedys uda? Kto wie. Odpowiedz Link
tankard Re: Ilu z nas się udało 27.06.04, 00:26 Mi się udało do połowy - nie mamy dzieci, ale jeszcze mam nadzieję. Odpowiedz Link
ania.zalogowana Re: Ilu z nas się udało 12.08.04, 09:29 Mnie, bo mam męża, który potrafi pozbierać do kupy to, co ja (w sytuacjach konfliktowych)usiłuję rozpiep...I mamy dwoje wspaniałych dzieci PS Witam wszystkich, bo pierwszy raz piszę na tym forum, choć śledzę je od jakiegoś czasu. Pozdrawiam Ania Odpowiedz Link
zzdorka Re: Ilu z nas się udało 12.08.04, 20:50 O Boze. Mam to samo. Jak zaczynam sie za bardzo rozbestwiac i w sposob kompletnie durnowaty doprowadzac do chorych konfliktow, to moj maz spokojnie sie mnie pyta: "Chcesz mi siebie obrzydzic, czy chodzi ci o rozmowe?". I wtedy wracam na ziemie. Odpowiedz Link
chalsia Re: Ilu z nas się udało 13.08.04, 00:34 Naprawdę - tylko pozazdrościć Ci męża!!!!!!! Wiele bym dała, by na podobny model trafić. Pozdrawiam, Chalsia Odpowiedz Link
zzdorka Re: Ilu z nas się udało 31.08.04, 23:33 Na szczescie zdaje sobie z tego sprawe i potrafie docenic. Model udany, he he. ;-D Odpowiedz Link
ynnka Re: Ilu z nas się udało 17.09.04, 21:40 natknęłam się na to pytanie i nabrałam ochoty, by na nie odpowiedzieć. pytanie fajnie zadane: "się udało". my, dzieciaki z rozbitych rodzin rzadko pozwalamy sobie na myślenie jak w reklamie"jestem tego warta" - nie, nam to się najwyżej może coś "udać". jak w wierszu pt. Bal: "poszłam w masce, zwinięta w pelerynę ciemną, z oczami zwężonymi w migocące sierpy i szczęście mnie nie poznało i tańczyło ze mną! i los też mnie nie poznał i pomyślał sobie: czemu mam nie dogodzić tej obcej osobie?" I dlatego pewnie jesteśmy trudnymi partnerami jako dorośli. a możemy być najlepszymi, bo cierpiąc, rozwijaliśmy swoją wrazliwość, umiejętność empatii, odczytywania ukrywanych i fałszowanych emocji i to próbujcie Kochani wykorzystać, gdy spotkacie tego kogoś wiecie aż za dobrze, co rani, co wzmacnia, czego nie wolno robić dzieciom i partnerowi trzeba się tylko pilnować, by nie powielać złych skryptów, jakie są w nas niestety zapisane, nie naśladować bezwiednie zachowań swoich poplątanych rodziców i coś śmiesznego na koniec: moje dzieci są pierwszymi od 3 pokoleń, które nie urodziły się jako tak zwane dawniej "bękarty" )) Odpowiedz Link
czekolada72 Re: Ilu z nas się udało 17.09.04, 22:03 Moje dziecko jest juz "dzieckiem z niepelnej rodziny". I chwilami zastanawiam sie jak potoczy sie jej zycie, bo... Tatus mojego dziecka pochodzil z rodziny, ktora sie nie rozpadla tylko i wylacznie dla zachowania pozorow. Prawda, utrzymywana w tajemnicy glownie przed dziecmi, byla tajemnica poliszynela. Wszyscy znajomi, rodzina, wspolpracownicy wiedzieli o kolejnych kochankach i nieslubnum dziecku ; moj malzonek dowiedzial sie o tym przypadkiem po smierci ojca. Odszukal przyrodnia siostre i jej matke, po czym zafundowal nam rozpad rodziny - kochanka, podwojne zycie, odejscie do niej, nowe dziecko. I tak sobie nieraz nysle, jak mnie dopadnie chandra - rany julek, czy to jest w jakis genach zapisane? Czy moje dziecko tez nie bedzie mialo szans na normalna rodzine?? Czy jej sie tez nie uda?? Odpowiedz Link
warum Re: Ilu z nas się udało 18.09.04, 21:37 TY prawdopodobnie nie pochodzisz z rozbitej rodziny... i stad jednoznacznie negatywny obraz winnego rozkladu Twojej rodziny. A znasz innych ludzi? Byc moze do kochanki odszedlby i malzonek pochodzacy z "porzadnej rodziny", bo to tylko skutek... chyba mieliscie swoje wlasne problemy. Odpowiedz Link
czekolada72 Re: Ilu z nas się udało 18.09.04, 22:35 Droga Warum, pozwolisz ze odpowiem na kilka postawionych przez Ciebie tez warum napisała: > TY prawdopodobnie nie pochodzisz z rozbitej rodziny... nie niepochodze z rozbitej rodziny i stad jednoznacznie > negatywny obraz winnego rozkladu Twojej rodziny. Mylisz sie bardzo, moj obraz winnego rozkladu NASZEJ rodziny absolutnie nie jest jednoznacznie negatywny. Nie bylo okazji na tym forum do obszernego opisu mojej historii, ale to nie ten temat w tej chwili A znasz innych ludzi? Moze to dziwne , ale znam Byc moze > > do kochanki odszedlby i malzonek pochodzacy z "porzadnej rodziny", bo to tylko > skutek... chyba mieliscie swoje wlasne problemy. Byc moze, sa tacy z "porzadnych rodzin", ktorzy odchodza, my mielismy swoje problemy, ale... temat tego watku brzmi "Ilu z nas sie udalo" i moja wypowiedz dotyczyla tego wlasnie dokladnie - czy mojemu dziecku uda sie, czy tez nie. Bo nie tylko moja rodzina jest przykladem "nieudawania sie", ale wsrod blizszych-dalszych znajomych-rodziny jest kilka przykladow, gdzie wlasnie dzieciom z rozbitych rodzin nie udalo sie utrzymac normalnych zwiazkow Moze zle sie wyrazilam, nie geny ale taki a nie inny wzorzec to powoduje? Z Twoich wypowiedzi widac, ze jakos bardziej obwiniasz kobiety o rozpad i nieutrzymanie zwiazku, moze sie myle, ale takie odnosze wrazenie. Ale to bywa roznie... I jeszcze jedno - Twoje uklady rodzinne chyba tez nie naleza do udanych, nigdy sie nie obawialas o to jak ulozy sie zycie Twoich dzieci? pozdrawiam Odpowiedz Link
warum Re: Ilu z nas się udało 19.09.04, 12:16 cyt: I jeszcze jedno - Twoje uklady rodzinne chyba tez nie naleza do udanych, nigdy > sie nie obawialas o to jak ulozy sie zycie Twoich dzieci? > pozdrawiam NIGDY nie obawialam sie jak ulozy sie zycie moich dzieci, bo wychodze z zalozenia - ze obwinianie innych za wspolne porazki jest nieuczciwe. A swoim dzieciom staram sie dac tyle milosci i poczucia bezpieczenstwa z siebie ile potrafie. PS. alkoholizm i zdrada wbrew pozorom maja podobne podloze... w obu przypadkach gdzies po drodze zaginelo poczucie wspolnoty i odpowiedzialnosci. Pozdrawiam Odpowiedz Link
czekolada72 Re: Ilu z nas się udało 19.09.04, 16:08 warum napisała: > cyt: I jeszcze jedno - Twoje uklady rodzinne chyba tez nie naleza do udanych, > nigdy > > sie nie obawialas o to jak ulozy sie zycie Twoich dzieci? > > pozdrawiam > NIGDY nie obawialam sie jak ulozy sie zycie moich dzieci Gratuluje wiec pewnosci siebie. Nie pozostaje nic innego, jak zyczyc Ci, abys nigdy nie zadala sobie pytania "Co moglam zrobic inaczej, aby moim dzieciom bylo lepiej?" Odpowiedz Link
ania.zalogowana Re: Ilu z nas się udało 01.10.04, 11:10 warum napisała: > PS. alkoholizm i zdrada wbrew pozorom maja podobne podloze... w obu przypadkach > > gdzies po drodze zaginelo poczucie wspolnoty i odpowiedzialnosci. Pozdrawiam czy to oznacza, że obwiniasz żony/mężów alkocholików ,za to czym stali się ich partnerzy? Odpowiedz Link
booster Re: Ilu z nas się udało 21.09.04, 19:26 pochodzę z "pełnej" rodziny, ale od jakiegoś czasu myslę, że nie jestem w stanie stworzyć normalnego, stałego związku, więc z rodziny chyba też nic nie wyjdzie. Odpowiedz Link
sloggi Re: Ilu z nas się udało 21.09.04, 19:45 A może nie trafiłeś (jeszcze) na osobę odpowiednią do założenia z Tobą wartościowego związku? Odpowiedz Link
obi_van Re: Ilu z nas się udało 15.01.05, 17:46 Ja nie pamietalem zadnych zlych rzeczy z domu, bo rodzice rozeszli sie bardzo wczesnie. Ojca praktycznie w ogole nie pamietalem i nie czulem, zeby to byl dla mnie jakikolwiek problem. A pozniej dokladnie powtorzylem to samo, co on zrobil i to dwa razy. Czyli wzialem slub, zrobilem dziecko i po paru latach sie rozlecialo. Roznica polega tylko na tym, ze ze mna stary nie utrzymywal zadnego kontaktu a ja ze swoimi dzieciakami utrzymuje caly czas. Ale na wiecej prob nie mam juz checi. Obi Van Odpowiedz Link
chalsia Re: Ilu z nas się udało 20.02.05, 00:58 I to jest straszne. Ojciec mojego syna zostawił nas jak mały miał pół roku. Co prawda utrzymuje stały, czesty i regularny kontakt z dzieckiem. I ja się właśnie boję, żeby moje dziecko nie miało w życiu tak jak Obi_van. I wiem, ze nic na to nie mogę poradzić. Bezsilność jest dobijającym stanem. Chalsia Odpowiedz Link
ania.zalogowana Re: Ilu z nas się udało 16.06.05, 09:36 niestety zaczynam mieć wątpliwości czy moja rodzina dobrze funkcjonuje Ania Odpowiedz Link
towita Re: Ilu z nas się udało 20.06.05, 11:46 Oboje z moim byłym mężem zafundowalismy synowi taki cymes i pełną egzotykę w wieku 3 lat. Mój mąż pochodził z rozbitej rodziny, miał żal do ojca, że nie utrzymywał kontaktu z nim i rodzeństwem i pretencje do matki, że o to nie walczyła. Teraz sam robi dokładnie to samo. Tak jakby chciał ukarać mnie a nie swoje dziecko. Odpowiedz Link
sloggi Re: Ilu z nas się udało 21.06.05, 12:12 Zatem przerosły Go wzorce. U mnie byłaby panika, że nie dam rady. Odpowiedz Link
ania.zalogowana Re: Ilu z nas się udało 06.12.06, 13:53 Ufff...trochę to trwało, ale wychodzimy na prostą i, co ważne, obojgu nam zależy Ppozdrawiam Wszystkich Odpowiedz Link
skorpioniczka Re: Ilu z nas się udało 06.07.05, 11:13 Mnie się udało Jestem szczęśliwą mężatką od 15 lat Mam dwoje cudownych dzieci Chociaż też potrafię pokazać kolec, mój Baranek natychmiast sprowadza mnie do odpowiedniego poziomu i wtedy "nocne polaków rozmowy" przeciągają się do białego rana Odpowiedz Link
olxlo Re: Ilu z nas się udało 21.08.05, 14:56 Mi się jakos udaje, i sadze, ze nie bede miala wiekszych probelmow z utrzymaniem sie w zwiazku. Inna sprawa, ze nie chce miec dzieci, na pewno nie teraz. Moj ma dwojke z poprzedniego malzenstwa, i w sumie na codzien z nimi mam kontakt, a sa na tyle duze, ze normalnie sobie gadamy, gramy razem w gierki komputerowe itp. W sumie jest mniejsza roznica wieku miedzy nimi a mna, niz miedzy mna a moim facetem )) Jest mi z nim bardzo dobrze, jednak czasem potrzebuje calkowitej alienacji, zeby pobyc sama. Nie wiem, czy to ma jakis zwiazek z tym, ze moi rodzice sie rozwiedli. Odpowiedz Link
johana25 Re: Ilu z nas się udało 22.08.05, 11:29 Jesli chodzi o założenie rodziny, to się udało. Niestety moje zaufanie do innych ludzi jest bardzo ograniczone. Zawsze wydaje mi się, że każdy chce mnie oszukać. Odpowiedz Link
anna335 Re: Ilu z nas się udało 30.08.05, 19:51 hej, odkrylam Was dzisiaj dopiero i zajrzalam akurat na ten watek,... jestem mezatka od 10 lat, mamy dwojke dzieci i na razie jakos jest, musze przyznac, ze to moj maz bardziej dba o to, zeby to malzenstwo trwalo, to on lagodzi konflikty i gasi zarzewia ognia w moich marzeniach jednak inaczej mialo byc, choc wiem,ze nie powinnam narzekac ale czasem dopada mnie w moim zwiazku okrutnie bolesne poczucie samotnosci egzystencjalnej wsrod ludzi, obok osoby wydawaloby sie najblizszej na swiecie.. tez jak niektorzy z Was mam poczucie, ze mnie nikt nie moze pokochac... ze ja nie umiem kochac, mam wrazenie ze jedyna osoba ktora naprawde kocham jest moj synek malutki, choc tym stwierdzeniem krzywdze corke... i tez jak niektorzy wczesniej juz napisali mam wrazenie ze wszyscy chca mnie skrzywdzic... a czasem mam poczucie calkowitej porazki zyciowej choc i tu musze przyznac, ze z obiektywnego punktu widzenia nie mam podstaw do takiego poczucia i nie wiem czy gdybym wychowala sie w pelnej rodzinie czy obraz swiata jaki nosze w sobie bylby inny? i nie wiem czy zapisane negatywne skrypty potrafie zmieniac na pozytywy? i nie wiem takze, czy nie powielam zlych wzrocow jakie wynioslam z domu rodzinnego? i nie wiem czy moje dzieci potrafie wyposazyc w tyle milosci i poczucia bezpieczenstwa aby same dawaly sobie rade z okrucienstwem tego swiata? wiele jest takich "nie wiem" i wiele jest we mnie niepewnosci wciaz Odpowiedz Link
bez.wyksztalcenia Re: Ilu z nas się udało 28.12.05, 12:25 a ja dopiero przed chwila trafilam na to forum... bilans moich zwiazkow: do tej pory zaden sie nie udal winie o to rodzicow, tak bardzo, ze moje kontakty z nimi z super przyjacielskich, sa wrogie Odpowiedz Link
renata1965 Re: Ilu z nas się udało 19.01.06, 19:40 Mnie,chociaż trochę to trwało,pierwsze lata po ślubie nie były różowe,ale w końcu się pozbierałam.ALe duchy przeszłości zostały i zostaną do końca mojego życia. Odpowiedz Link
agash4 Re: Ilu z nas się udało 20.01.06, 03:31 Udaje nam sie na nowo... Moi rodzice rozwod: ojca widzialam 2 razy w zyciu. Rodzice ojca mojego rozwiedzeni. Ja po rozwodzie .. Moj brat rozwiedziony. Probuje drugi raz ... Po slubie pol roku ... Jest bardzo dobrze Odpowiedz Link
bojana Re: Ilu z nas się udało 24.02.06, 22:31 Witam wszystkich na tym forum Mi sie nie udało. Nie udało mi się, choć miałam oboje rodziców i dlatego że ich miałam. Nie znaleźli lepszego patentu na życie niż tkwienie w nieudanym związku "dla dobra dzieci". Skąd miałam wiedzić jak zbudować szczęśliwy związek, no skąd? To są moje duchy z przeszłości. Kto mi powie, kiedy jest większa porażka dla dziecka, bo nie wiem. Pozdrawiam Odpowiedz Link
iwusia Re: Ilu z nas się udało 03.03.06, 16:09 Często słyszałam od znajomych czy tez osób z którymi bardzo blisko nie jestem związana. Tobie to dobrze, udało Ci się. Masz dobrego męża, ładna córkę, dobra pracę...ja się tylko uśmiechnełam bo cóż moge powiedzieć? Z pozoru tak to własnie wygląda i niby na co sie skarzyć? Ale tak naprawde rzeczywistosc jest zupełnie inna. Moi rodzice rozwiedli sie kiedy miałam dwa lata. Tego co sie działo w domu zwyczajnie nie pamiętam. Pamietam tylko upookarzające wizyty u ojca i ciągle te same teksty, ze nie ma teraz kasy na alimenty, że to że tamto że sramto! zero zainteresowania! czy potrzebuje czegos do szkoły, a może ciuchy? a może troche kasy na obóz? nigdy! łzy mi leciały kiedy dowiadywałam sie o kelejnych ekscesach mojego tatusia. Z drugiej strony drugi maz mojej matki...alkoholik i furiat do ntej potegi. Matka stłamszona, zastraszona i zmęczona zyciem. Czy po czyms takim moge stowrzyc udany związek? w sumie tak, ale to wymaga od faceta wielkiej cierpliwości i zrozumienia. Niestety spotkałam faceta, który pochodzi nie tyle z rozbitej co w ogóle nie miał rodziny. Ojciec uznał go ale umył ręce od wychowania. Ja nie wiem, takie osoby chyba sie jednak przyciagają. Na poczatku nasza przeszłosc nas jakos ze soba zespoliła, każde uważało że dzięki podobnych doświadczeń bedzie lepeije rozumiec drugie. A to guzik prawda. Ja nie mając nigdy normalnej rodziny wyrysowałam sobie w głowie swój schemat rodziny do którego dążyłam. On natomiast nie mając żadnych wzorców jakim być męzem i ojcem, dryfował, jak zagubiona łódka. Efekt jest taki że czujemy sie ze soba związani chocby dzieckiem i stażem ale nie czujemy juz bliskości czysto ludzkiej. Każde zawiedzione że wyobrażenia nie zisciły się i świadone swoich ograniczeń. z jednej strony mam cos takiego że czuje sie pewne w tym swoim gniewie bo przeciez nalezy mi sie od zycia, swoje już wycierpiałam ale zaraz potem jak obuchem w łeb, przychodzi myśl że pewnie wymagam zbyt wiele i nie zasługuje na to wiec tego nie mam. Myslałam że udało mi się, ale to było tylko chwilowe złudzenie, zwyczajnie te 10 lat temu "rzuciliśmy sie na siebie" bo kazde z nas było spragnione miłości i akceptacji, ale żadne nie wiedziało jak to rozwinąc i że nie wystarczy być....teraz jesteśmy małzeństwem po kilku kryzysach, które wypracowuje kompromis...a czy sie uda? nie wiem. Jestem pewna że mam zbyt pokeręcona psychike by móc stowrzyc normalny związek za głeboko to wszystko siedzi. Jesli komus faktycznie sie udało to jestem pełna podziwu! i nie mam pojęcia jakim cudem! pozdrawiam Wszystkich Odpowiedz Link
dimanche Re: teraz myślę, że się uda 07.03.06, 09:44 Ja pochodzę z rodziny, w której brakło ojca (jego wybór), a mój mąż pochodzi z rodziny, w której brakło (duchowo) matki. Dobraliśmy się jak w korcu maku, ja nie rozumiem pewnych jego zachowan, on moich. Ale czuję, że po 2 latach szarpaniny wychodzimy na prostą. Zrozumiałam, co jest ważne. W sprawach najważniejszych rozumiemy się dobrze. Odpowiedz Link
sodoma_z_gomora Re: Ilu z nas się udało 26.03.06, 14:43 chyba pokażę ten wątek mojej Matce.Ona uważa, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, a,ze nie mam na koncie ani jednego stałego związku, to wynik tego,że a) jestem ze młoda(22l) b)jeszcze się nie znalazł facet, który by się dostaczenie uparł Odpowiedz Link
sodoma_z_gomora Re: Ilu z nas się udało 26.03.06, 14:52 btw uznałaby pewnie,że to forum to jakies pierdy dla frustratów a mnie to NA PEWNO nie dotyczy Odpowiedz Link
myszka_194 Re: Ilu z nas się udało 26.03.06, 18:22 jeszcze nie wiem czy się udało... nie załozyłam rodziny, planuję ślub w p[rzyszłym roku, ale... wciąż mi czegos brakuje, wciąż nie czuje się w pełni szczęsliwa.. usprawiedliwiam to brakiem ojca i tak chyba już musi być Odpowiedz Link
amorgos Re: Ilu z nas się udało 01.04.06, 08:45 trochę szkoda, że zabłąkałam się na to forum..właśnie te duchy , koszmarne upiory z przeszłości, i znowu te złowieszcze brzmiące gdzies z boku 'nie myśl człowieku, że jesteś czymś więcej, niz tym co przydarzyło ci się w dzieciństwie' Staram, bardzo staram się tak nie myśleć, nie buduję sobie na siłę tego garba, a zaczynam powoli myśleć, że tak, ze to jakaś upiorna skaza. Nie wiem czy kiedykolwiek będę miała rodzinę, a czy dobrą - mam jedynie własne i oparte na obserwacji wyobrażenie , czym powinna być. A na pewno ne być. Mój ojciec zajety był wyłącznie chronieniem własnej niezależności, aby nikt i nic nie przeszkadzało mu w jego trybie zycia, a matka skoncentrowana na tym, żeby męża nie stracić. Właściwie jedyne, czego nauczyłam się w domu, to pierdoły typu jak posługiwać się sztućcami, mówić dzien dobry do widzenia, itp. itd. Kiedyś uświadomiłam sobie, że nie mam żadnych radosnych, beztrosko szczesliwych wspomnien, nawet jezeli nie pamietam czegos źle, to i tak gdzieś w tle jest jakies napięcie, stres. A najgorsze, najgorsze teraz jest to, że ja potrafię tych ludzi wytłumaczyc, nie usprawiedliwic, ale mam świadomość, ze on nie potrafił inaczej bo coś tam, ona tez, bo nikt jej inaczej nie nauczył, nie pokazal, bo mieli takie akurat osobowości,bo takie wzorce z domów (i nie ożadna palologię tzw. społeczną tu chodzi). I z tego wszystkiego nie mogę ich nawet porządnie nienawidzieć, nienaiwdzieć za to, ze 'tresowali' mnie jako dziecko, że moim jedynym przywilejem było nie przeszkadzac, dziękować za to że nie chodze głodna i obdarta, ze przez 5 moze 6 lat , dopoki ojciec na dobre nie wyniósł się z domu, słyszałam od matki, ze to przeze mnie jej życie sie nie ułozyło, ze nie jestem godna jej poświęcenia , tak poswięcenia, bo to dla mojego dobra kilka razy w tygodniu były koszmarne awantury, teksty, akcje, których 10,11 12 itd letnie dziecko nie powinno nigdy być swiadkiem. Trochę zeszło mi się z tematu, a chodzi o to, że nawet porządnego związku nie udało mi się stworzyć. Nie jestem złym człowiekiem, ludzie, których znam na płaszczyźnie koleżensko - przyjacielskiej postrzegają mnie jako osobę wiarygodna, godną zaufania, z poczuciem humoru, pewną siebie (to dobre!), im bliżej z kims jestem, tym lepiej o mnie mysli ( a w każdym razie mówi), wlasciwie to wszyscy mają lepsze o mnie zdanie, niz ja sama..Na wszelki wypadek dodam, że nie jestem jakimś straszydłem, nikt na mój widok nie ucieka z krzykiem, właściwei całkiem często czuję się atrakcyjna kobietą, i co ..I nic.Mam chyba w sobie jakiś dziwny czujnik bezbłędnie wyłapujący na mojej drodze facetów zagubionych, potrzebujących wsparcia, oparcia, zrozumienia, 10 lat czegoś co teraz nie umiem nazwać związkiem (juz nawet nie chce pamietac ile z tych 10 lat poszło na wyplatywanie się z sieci,w która sama się dałam wplątać), kolejnych parę zeby dojść do siebie, znowu jakaś próba, no, ale jakies fatalne zbiegi okoliczności, i przepraszam, ze tak wyszło, kolejne ze dwa lata bólu. Czy to pech jakis paskudny, fatum jakies, że zawsze tylko ból, czy to ze mną jest coś nie tak, przez tamten zły czas ?? Nawet jak zdarzyła się jakaś dziwna fascynacja kimś, nie zwiazek żaden nawet, to miała rację bytu do chwili kiedy dotarło do mnie, że znowu zaczynam czuć sie jak ofiara losu. Ale i tak boli. Zna ktoś jakiś cholerny sposób, remedium totalne na wyplatanie się z takiego kręgu? Chciałabym, wciąż jeszcze , miec rodzinę, ale teraz juz kompletnie nie wiemjak, co kiedy, czy w ogole. To sobie pogadałam, nie wiem, czy pomogło, ale pozdrawiam wszystkich zaplątanych w świecie uczuć. Chyba włączę sobie Muchę, co nie siada, jakoś zawsze choć na chwile potrafi rozweselić .... Odpowiedz Link
klaraklara1 Re: Ilu z nas się udało 02.04.06, 00:23 Troche mnie śmieszą te wasze problemiki; "duchy z przeszlości" jak ja bym chciala miec takie duchy w skrócie: po rozwodzie wylądowaliśmy z matka na bruku, mieszkalismy u dalszej rodziny bez żadnego meldunku pod ciąglą groźbą wyrzucenia na ulice. kiedy zaczelam prace wzielam kredyt na mieszanie dla matki, ona jest juz stara i chce zeby miala wlasny kont. oprócz raty splaty kredytu, reguluje wszystkie oplaty, jest to co miesiąc znaczna suma, matka ma najnizsza emeryture, wiec ledwie stac ją na jedzenie. mieszkam w innym miescie na stancji, na kolejny kredyt mnie juz nie stac, mieszkanie matki to hipoteka na 25 lat, wiec bde ją splacala do późnej starości, musze wynajmowac pokój u obcych ludzi. wlasna rodzina, związek buhahahaha wiem, ze nigdy nie bede miala nawet wlasnego kąta, nie otrzymam przeciez kolejnego kredytu. ze zobwiązaniem finansowym wys. kilku tys. zl miesiecznie nie moge pozwolić sobie na zalożenie rodziny. zarabiam raczej lepiej, niz gorzej, a żyje bardzo biednie, ludzie myslą że jestem taka skąpa cóz, moje duchy zmaterializowaly sie w pelnym tego slowa znaczeniu Odpowiedz Link
your_and Re: Ilu z nas się udało 17.04.06, 23:48 Nam się raczej też udało, jakkolwiek widzę olbrzymi destrukcyjny wpływ przeszłości na nasze życie i realizację książkowych schematów relacji rozbitej rodziny które wypływają w przyszłym życiu i partnerskich relacjach na podłożu destrukcyjnych relacji rodzinnych wałkowanych na tym forum. Oboje jesteśmy z rozbitych rodzin. Mój ojciec to niestety bez ojcowskich potrzeb od samego początku, odszedł i żył życiem dzieci kwiatów. Matka wycofała się na jakiś czas emocjonalnie, wychowywany byłem u dziadków. Żona pochodzi z rodziny gdzie rodzice wcześnie się związali, związek szybko się rozpadł, a matka wychowywała ją w nienawiści do męża. Nasz związek był gorący, ja poszukując bliskości byłem zdolny wiele poświecić, w niej kłębiła się sprzeczność potrzeby akceptacji przez mężczyznę i jednocześnie jego podświadoma pogarda i potrzeba dominacji. Przez pierwsze lata ona zarzucała mi, że zbyt wiele oczekuje od niej emocjonalnie (typowe dla kompleksu braku matki), i że chcę ją zmieniać, ja jej, że robiła wszystko żeby nie wyglądać atrakcyjnie w moich oczach. Kobiecość, uwodzenie, ponętność kojarzyło się jej z upokorzeniem i uległością męskiemu podświadomie znienawidzonemu światowi. Typowy brak umiejętności osiągania satysfakcji z bycia atrakcyjnym dla partnera wynikający ze złych relacji z ojcem w dzieciństwie. Nie rozumiałem dlaczego starała się być dla mnie niepociągająca i aseksualna oczekiwała że powinienem ją kochać jaką jest. Po urodzeniu dziecka objawiły znowu typowe podręcznikowe destrukcyjne schematy. Ona przelała wszystkie uczucia na syna, oblewając pierworodnego osaczającą zaborczą miłością, oddaliła się ode mnie mając męską czystą macierzyńską bliskość uczuciową, zaczęły się problemy z seksem i czułością (typowe dla wspominanego zespołu modliszki – kodowanie przez matkę nienawiści do mężczyzn). Wycofała się z życia zawodowego i porzuciła niedzieciatych przyjaciół, okrywając nowe źródła spełnienia w życiu. Ja przy tym niestety nie umiałem zupełnie czerpać satysfakcji z bycia ojcem, sam nie mając wzoru ojca, i rodziny, robiłem wszystko ze względu na miłość do niej, będąc coraz bardziej rozgoryczony jej odpłatą i zazdrosny o syna, na którego przelała całą czułość i zaangażowanie. Ulegałem depresji widząc ja wszystko co osiągnęliśmy wali się w gruzy, i nasze wspólne relacje idą na trzeci plan, będąc coraz bardziej Jesteśmy ze sobą niemal dwie dekady łączy nas wiele wspaniałych przeżyć i jednocześnie łez i rozczarowań. Jesteśmy ze sobą. Udało nam się? Psycholog który uświadomił nam źródła naszych problemów jako podręcznikowe schematy destrukcyjnych układów wyniesionych z domu rodzinnego, czy choć trochę pomógł? To siedzi głęboko w nas… Ale nauczyliśmy się jakoś unikać przekuwać rozczarowań i zawiedzonych oczekiwań nieświadomie na wzajemną nienawiść. Dlaczego to piszę? Może żeby przestrzec was, może macie podobne problemy i znajdziecie cień swoich problemów, dodać otuchy że nie lekceważąc ich źródeł można się z nimi zmierzyć. Odpowiedz Link
mloda12345 Re: Ilu z nas się udało 19.04.06, 22:02 Witam. Mi się,udało,tworzymy rodzinę(ja i dwoje dzieci,on i jedno dziecko),wszyscy mieszkamy razem,czyli my i moje dzieci i jego dziecko (już nasze).W sierpniu ślub,.Jesteśmy szczęśliwi,po mimo przejść ktore w przeszłości mieliśm obydwoje.Nie było łatwo nam,ale udało ie i jest ok.Pozdrawiam. Odpowiedz Link
prabucianka Re: Ilu z nas się udało 23.08.06, 15:53 Mi sie udalo, ale chyba nigdy jakos w to nie watpilam Tylko Wigilii zawsze duzo do obskoczenia Odpowiedz Link
isabel15 Re: Ilu z nas się udało 05.12.06, 23:42 Ja również pochodzę z niepełnej rodziny. Nie było co prawda rozwodu ale chyba cos gorszego, nigdy nie poznalam ojca. Nie wiem kim on jest, mama nigdy mi o nim nie mowila, ja bałam się zapytać, nie chcialam jej ranic wspomnieniami. Kilka razy w życiu zdarzało mi sie ze dzieci śmiały się ze mnie ze nie mam ojca. Czułam sie wtedy gorsza. Mama tez zgotowała mi niezłe piekiełko. Mysle ze chyba podswiadomie obarczała mnie wina za swoje "nieszczescie" chociaz nigdy mi tego w oczy nie powiedziala. Zylam w swiecie nakazow i zakazow. Jedynej milosci dostarczyli mi dziadkowie których naprawde kocham. Po latach mama wyszla za maz. Nigdy z ojczymem nie zaakceptowalismy sie. Jest alkogolikiem, czesto w awanturach nazywal mnie bękartem. Pamietam jak leżalam samotnie w lozku i sluchalam tego. Nic tak bardzo nie balalo. Nienawidze go. Zawsze wrecz marzylam aby go pieklo pochlonelo. Na dodatek mieszkalysmy z tesciami mamy czyli rodzicami ojca. Oni byli potworami. Caly czas wytykali mamie i mnie ze cos robimy zle. Wrecz skarzyli ojcu ze nic nie robimy itd. To bylo bledne kolo. Ojciec wtedy pil i byly awantury a oni jeszcze mowili czemu sie sie dziwimy to on wlasnie przez nas pije. Mama z tego malzensta ma 2 dzieci ktore baaaardzo kocham. Mam nadzieje ze im lepiej sie powiedzie. Maja o wiele lepsze dziecinstwo. Mam obecnie 21 lat. Przez moje zycie przewinelo sie juz cale mnostwo facetow. Znajomi o tym nie wiedza, uchodze za spokojna osobe. Niedawno poznalam wspanielago mezczyzne, starszego ode mnie o 14 lat. Mysle ze to ma scisly zwiazek z tym ze brakowalo mi ojca i chce to sobie teraz zrekompensowac. mimo wszystko mam glebokie poczucie ze zasluguje na szczescie i milosc wlasnie dlatego ze tyle wycierpialam. Wierze ze bede bardzo szczesliwa i zrobie wszystko aby to osiagnac!!! Nigdy nie rezygnujcie ze szczescia, zycie jest tylko jedno. Chocby wam przyszlo isc pod gorke nie poddawajcie sie, bo prawdziwym nieszczesciem jest poddac sie traumie i uzalac sie cale zycie nad soba. Wierze ze uda mi sie W przyszlosci chce pojsc na terapie do psychologa aby pomogl mi rozwiazac kilka prolemow natury emocjonalniej. Jestem jak najlepszej mysli!!! Odpowiedz Link
marek_gazeta Re: Ilu z nas się udało 06.12.06, 15:34 Witam, to mój pierwszy post na tym forum, myślę, że będę zaglądał. Mnie się nie udało - jestem 2 tygodnie po rozwodzie. Nie potrafiłem być oparciem dla mojej żony, którą nadal kocham. Mam dwóch synów - 7 i 10 lat. Chcę być dla nich dobrym ojcem, ale mam problem, przynajmniej ze starszym, dla którego autorytetem jest matka. Z różnych przyczyn. Rodzice rozwiedli się, gdy byłem mały. Rozwód z winy ojca, bardzo burzliwy. Matka do dziś ojca nie cierpi. Ojciec miał mnie przez te wszystkie lata gdzieś, widywał mnie po parę dni w roku. Nie dał mi nic. Nie płacił alimentów. Kiedy dorosłem, zdecydowałem się nie zrywać stosunków. Widujemy się czasami, ale nie ma żadnych głębszych uczuć. Nie lubię się z nim spotykać, żyje jak lump (jest alkoholikiem, choć w "cug" idzie rzadko, z reguły w czasie świąt). Matka wychowywała mnie, jak umiała, teraz wiem, że również popełniła wiele błędów, które teraz rzutują na mój charakter. Ja niestety to zauważyłem zbyt późno. Mam teraz nad czym pracować. Mam żal do rodziców, że nie pomogli mi w małżeństwie. Matka nigdy nie nawiązała cieplejszych relacji z synową, ojciec miał wszystko gdzieś (kiedy nas odwiedzał, z reguły czytał gazetę). Widzieli, że było bardzo źle, ale jedyny komentarz, na jaki się zdobyli, to "skoro się nie mogą dogadać, to niech się rozwiodą". Wiem, że nie mogę na nich liczyć, i że nigdy nie będę mógł. Muszę sam znaleźć w sobie siłę, albo przegram życie. Odpowiedz Link
awska Re: Ilu z nas się udało 15.03.08, 19:29 Skoro nadal ja kochasz to dlaczego sie rozstaliscie? Czy to byla jej inicjatywa? Odpowiedz Link
mamooschka Re: Ilu z nas się udało 06.12.06, 20:13 Witajcie Zajrzałam przez przypadek i zostanę na jakiś czas. Do tematu: nie znałam prawie swojego ojca, jako dziecko widziałam go może ze trzy razy. Nie umiałam funkcjonować w rodzinie w której jest mężczyzna. Teraz mam męża, dwójkę dzieci, i zastanawiam się czy nie zachowywałabym się w stosunku do m. inaczej gdybym miała pełną rodzinę. Chyba mi się udało, chociaż wiem że mogłoby być inaczej, lepiej. Odpowiedz Link
sbelatka Re: Ilu z nas się udało 23.03.08, 23:26 No jakby to powiedziec... a ilu DDA sie udalo? A ilu ludziom z "dobrych rodzin?" Psychologia i statystyki sa nieubłagane - nie ma NICZEGO pewnego... Choc oczywiscie cos sprzyja albo utrudnia... Wiekszośc z nas wlecze za soba jakiś ogon... Rozwodu rodziców, alkoholizmu, pracoholizmu, pzremocy psychicznej, ozięblości uczuciowej rodziców, nadmiernych wymagan, bezrobocia, choroby psychicznej,więzienia, smierci rodzeństwa albo cięzkiej choroby, bycia najstarszym dzieckiem w rodzinie, najmlodszym dzieckiem w rodzinie... Wszytsko może stac sie "duchem przeszlości"... Ale owszem, martwie sie, ze moje dzieci będa DDR... Odpowiedz Link