Dodaj do ulubionych

jeszcze nie alimenty-pytanie

16.01.12, 17:49
Witam, jestem tu nowa, chciałam się przywitać.
Nie będę powtarzała swojej historii, tu podam link postu
forum.gazeta.pl/forum/w,898,131650377,131650377,zdrada_rozwod_brak_mi_sil_.html
Ale ja nie o tym...
Złożyłam pozew o rozwód z orzekaniem o winie, zażądałam alimentów na dziecko w wysokości 1100zł. Teraz "jeszcze mąż" wpłaca dobrowolnie na moje konto 500zł na syna tytułem "alimenty za..."
I teraz moje pytanie: Czy może użyć w sądzie argumentu, że tyle dawał, bo tyle mógł/chciał, mimo iż ja powtarzam że to mi nie wystarcza, za zarabiam 1100zł na rękę pod koniec miesiąca się zapożyczam u rodziny żeby mi wystarczyło, czy sąd może uznać, że skoro przyjmowałam 500zł to znaczy, że taka kwota mnie zadowala? może pytanie brzmi głupio ale, podobno nie ma głupich pytań...
Obserwuj wątek
    • mayenna Re: jeszcze nie alimenty-pytanie 16.01.12, 18:08
      Sąd po prostu zastanowi się nad możliwościami zarobkowymi ojca i potrzebami dziecka.Wykaż jakoś to że się zapożyczasz.Składając pozew wnieś o zabezpieczenie alimentacyjne na czas procesu.
      Przeczytałam pierwszy post z tamtego wątku.
      Masz jakieś pytania?
    • tautschinsky Re: jeszcze nie alimenty-pytanie 16.01.12, 18:10
      gajo-ofka napisała:

      > Złożyłam pozew o rozwód z orzekaniem o winie, zażądałam alimentów na dziecko w
      > wysokości 1100zł. Teraz "jeszcze mąż" wpłaca dobrowolnie na moje konto 500zł na
      > syna tytułem "alimenty za..."
      > I teraz moje pytanie: Czy może użyć w sądzie argumentu, że tyle dawał, bo tyle
      > mógł/chciał, mimo iż ja powtarzam że to mi nie wystarcza, za zarabiam 1100zł n
      > a rękę pod koniec miesiąca się zapożyczam u rodziny żeby mi wystarczyło



      Kobieto, przede wszystkim zmień pracę - 1100 na rękę - nikt tu ci nie uwierzy, że tyle zarabiasz. Zarobki zaczynają się przecież od 3 tysięcy w górę, a możliwości są zwykle 3-4 razy większe. Poza tym - chcesz na dziecko alimenty w wysokości twojej własnej pensji?! I będziesz, jak bóg ci miły, przeznaczała całe te alimenty TYLKO na dziecko i sama połowę co najmniej z tego ze swojej "pensji" przeznaczała na to dziecko?
      • mayenna Re: jeszcze nie alimenty-pytanie 16.01.12, 18:18
        Wierzę ze tyle zarabia, a wysokość alimentów zależy nie od jej zarobków i Ty Tautschinski doskonale o tym wieszsmile
      • gajo-ofka Re: jeszcze nie alimenty-pytanie 16.01.12, 18:29
        >Kobieto, przede wszystkim zmień pracę - 1100 na rękę - nikt tu ci nie uwierzy, że tyle >zarabiasz. Zarobki zaczynają się przecież od 3 tysięcy w górę, a możliwości są zwykle 3-4 >większe. Poza tym - chcesz na dziecko alimenty w wysokości twojej własnej pensji?! I >będziesz, jak bóg ci miły, przeznaczała całe te alimenty TYLKO na dziecko i sama połowę co >najmniej z tego ze swojej "pensji" przeznaczała na to dziecko?

        Może Twoje zarobki tyle wynoszą, a pan mąż kopnął mnie w tyłek, raz w tygodniu zabiera małego do siebie na noc, więc ja pracuje na pół etatu, mały nie dostał się do państwowego żłobka, a na prywatne mnie najzwyczajniej w świecie nie stać, mieszkam z teściową, z krórą tak się organizujemy, żeby nikogo o pomoc przy dziecku nie prosić, a pan tata zarabia wystarczająco dużo żeby własnemu dziecku zapewnić byt na odpowiednim poziomie.

        Można wiedzieć jak mają się moje zarobki, do alimentów na dziecko?
        Przecież to nie ja mam płacić, tylko pan tatus
        • mayenna Re: jeszcze nie alimenty-pytanie 16.01.12, 19:27
          Nie przejmuj się. Tautschnski to taki folklor forumowysmile

        • ro35 Re: jeszcze nie alimenty-pytanie 16.01.12, 20:51
          > Można wiedzieć jak mają się moje zarobki, do alimentów na dziecko?
          > Przecież to nie ja mam płacić, tylko pan tatus

          do alimentacji jak do tanga trzeba dwojga suspicious to obowiązek obojga rodziców - tak to się ma,
          a z tego co piszesz kopnął ciebie w tyłek a nie dziecko, zdarza się,

          skoro się zapożyczasz, pewnie jesteś w stanie przed sądem pochwalić się solidnym długiem (udokumentować to), sąd będzie w stanie uwierzyć że pińcet to za mało
      • moniapoz Re: jeszcze nie alimenty-pytanie 17.01.12, 07:07
        1100 zl na rękę to czasem standard w danym miejscu

        poczytaj sobie:
        forum.gazeta.pl/forum/w,567,132449826,132449826,Gdzie_ja_zyje_.html

        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • tautschinsky Re: jeszcze nie alimenty-pytanie 18.01.12, 12:22
          moniapoz napisała:

          > 1100 zl na rękę to czasem standard w danym miejscu
          >
          > poczytaj sobie:
          > forum.gazeta.pl/forum/w,567,132449826,132449826,Gdzie_ja_zyje_.html


          Ja to wiem - ale NIE CHCĄ tego wiedzieć kobiety piszące tutaj
          i na innych forach. Kiedy występują o alimenty ich mężowie
          zarabiają dobrze ponad 6-10 tysięcy, a jeśli nie - mogliby, gdyby
          tylko chcieli - pracodawcy klęczą od miesięcy pod ich domami
          błagając o podjęcie pracy za taką kwotę, tylko wredne, gupie
          chopy, co chcą na rzłoszcz żrobicz
          pracują za marne 1500 big_grin
      • lampka_witoszowska Re: kto rozpuścił plotkę? 17.01.12, 07:36
        ...że alimenty powinny od obojga rodziców wynosić po tyle samo?
        dziwadełko wyszło
        dojdziemy do tego, że na pieniądze przeliczać się będzie poświęcony dziecku czas, opiekę, zaangażowanie itd
        kto z dziekciem nei mieszka, ponosi większą odpowiedzialność finansową, to jakieś logiczne jest

        wiem, wiem, jak mamie ciężko zajmować się dzieckiem niech odda itd - ale ciężko bywa tez w najukochańszej pracy i z tego powodu nikt mądry nei zrezygnuje z ulubionych zajęć
        • tricolour To nie jest plotka... 17.01.12, 08:21
          ... tylko składający wniosek o alimenty jakoś musi udziały określić. Wylicza koszt utrzymania dziecka, żąda aliemntów i ten udział sam wychodzi. Większy lub mniejszy.

          Albo i nie wychodzi jak w tym wątku, gdzie autorka żąda na dziecko kilka razy więcej niż wynosi jej koszt utrzymania. Sąd zatem ma dylemat, że matka będzie korzystać z pieniędzy dziecka, bo raczej trudno sobie to inaczej wyobrazić, by dziecko miało 1100 + kasę od matki, a matka znacznie mniej. Juz o stałych "dorosłych" wydatkach nawet nie wspomnę.

          Mówiąc inaczej: do sądu trzeba pisac sensownie, bo sąd w pracy się nudzi tymi ciągłymi alimentami i zasądza jak leci.
          • zmeczona100 Re: To nie jest plotka... 17.01.12, 08:38
            Jeśli do tej pory główny ciężar utrzymania finansowego dziecka spoczywał na ojcu, to rozwód tego nie zmieni, bo w większości przypadków oznaczałoby to pogorszenie poziomu życia dziecka w stosunku do alimentującego je rodzica. Dlatego nie ma nigdzie mowy o równym udziale finansowym obojga rodziców- bez względu na wiek tego dziecka i osobiste starania jednego z nich.

            Tak, wiem, Ty się z tym nie zgadzasz i masz swoje zdanie na ten temat. A orzecznictwo sądowe swoje.
            • kartopaka Re: To nie jest plotka... 17.01.12, 09:49
              Po pierwsze z tego co napisałaś to nie są alimenty tylko dobrowolna wpłata przez "Tatusia" co nie oznacza, że pokrywa chociaż w 1/2 potrzeby dziecka.
              To Ty musisz udowodnić jakie są koszty utrzymania dziecka. Musisz teraz zbierać wszystkie rachunki związane z wydatkami na dziecko. Postaraj się oszacować ile miesięcznie kosztuje wyżywienie, media, odzież, chemia (szampony, pasta do zębów) etc. Do tego opłaty za żłobek. Poza tym pożyczając pieniądze od rodziny poproś ich o pokwitowanie, że w tym i w tym dniu pożyczyli Ci taką kwotę...
              Pamiętaj też, że alimenty nie muszą być pół na pół. Sąd bada sytuacje materialna rodziców. Poza tym jako swój wkład możesz wykazać czas poświęcony na opiekę nad dzieckiem. Ty jako osoba sprawująca opiekę nad dzieckiem masz ograniczone możliwości pracowania. Nie możesz brać dodatkowych zleceń, nadgodzin etc.
              Nie słuchaj co piszą tzw życzliwi i nie daj się wpędzić w jeszcze większe poczucie winy. Ja pracuje w Urzędzie m.st. W-wy. Skończyłam studia i studia podyplomowe. A zarabiam netto 2400zł. Takie czasy. Za to mam prace blisko domu i dzieci. W godz od -do. Mam czas dla domu i dzieci. I pracuje w budżetowce mam pewna i stabilna prace nie muszę się martwić, że jutro w ramach cięcia kosztów firmy będę bez pracy. Pozdrawiam.
              • gajo-ofka Re: To nie jest plotka... 17.01.12, 11:52
                Decyzja, że mam wrócić po macierzyńskim tylko na cześć etatu, była naszą wspólną decyzją- układ prosty- on zarabia i nas utrzymuje, a ja "dorabiam" i zajmuje się przede wszystkim dzieckiem, to on nas utrzymywał.
                Jak mnie zdradził i odszedł, później,przyjęłam go z powrotem do domu, bo bałam się że nie dam sobie rady finansowo i jeszcze czułam, że go kocham, chciałam ratować ten związek, po niecałych 4 miesiącach wyszło na jaw że jego romans się nie skończył-skrzywdził mnie okrutnie- dołował psychicznie,wzbudzając we mnie bezpodstawne poczucie winy, z resztą pod linkiem w pierwszym poście jest opisana moja sytuacja "tajemnicze kwiaty"- nie pisałam o alimenty dla siebie,chociaż mogłam, dlatego 1100zł żądam, liczę się z tym, że sąd zasądzi mniej,ale teraz to nie jest życie- to jest walka o przetrwanie.
                A że to są "alimenty"- to piszę on w tytule przelewu.Dla mnie to jest uspokajanie własnego sumienia i taki tytuł przelewu powinien pisać.
                • kartopaka Re: To nie jest plotka... 17.01.12, 13:19
                  Przykre to co piszesz, ale niestety nie Ty pierwsza i nie ostatnia... Przerzucanie odpowiedzialności za rozpad małżeństwa i wpędzanie w poczucie winy to tez niestety typowy schemat ich postępowania. Mnie dużo czasu zajęło zanim się wygrzebałam i nabrałam wiary w siebie. To ja złożyłam pozew a on chyba nie wierzył, że się odważę bo w sumie sam nie miał odwagi. My kobiety same po części uzależniamy się od naszych mężów emocjonalnie i materialnie. Dużo czasu musi upłynąć aby nabrać wiary w siebie i swoje możliwości. A jak to się stanie to z kolei zacznie Cie straszyć... to chyba też typowe...
                • tautschinsky Re: To nie jest plotka... 18.01.12, 12:32
                  gajo-ofka napisała:

                  > Decyzja, że mam wrócić po macierzyńskim tylko na cześć etatu, była naszą wspóln
                  > ą decyzją- układ prosty- on zarabia i nas utrzymuje, a ja "dorabiam"


                  No to dobre czasy życia za czyjeś najwyraźniej się skończyło, czas wrócić
                  do pracy NA POWAŻNIE.


                  > Jak mnie zdradził i odszedł, później,przyjęłam go z powrotem do domu, bo bałam
                  > się że nie dam sobie rady finansowo

                  Zatem czyste rachowanie i okazało się, że i tak nie udało się go utrzymać
                  przy sobie. Nie będę twierdził, że fajny z niego gość, że cię zdradził, ale
                  myśl, że jesteś z nim TYLKO DLATEGO (potem już tylko ściemniasz i usprawiedliwiasz), że przy nim czujesz się finansowo bezpieczna może być
                  dla kogoś takiego wstrętny. Jest ze mną ze względu na moją kasę. - NO,
                  thanks!


                  > A że to są "alimenty"- to piszę on w tytule przelewu.Dla mnie to jest uspokajan
                  > ie własnego sumienia i taki tytuł przelewu powinien pisać.


                  Otóż TO NIE JEST to co myślisz. On po prostu zaczerpnął informacji
                  na temat przekazywania pieniędzy na dziecko matce, która się tym
                  dzieckiem na co dzień opiekuje I WIE, że trzeba jasno nazywać, czym
                  są przekazywane pieniądze, żeby potem w sądzie nie wyszło, że nie były
                  to alimenty, a tylko 'prezenty'. Widać, facet nie jest w ciemię bity big_grin
            • tricolour Zmęczona, bądź w końcu konsekwentna... 18.01.12, 10:25
              ... i nie zasłaniaj się tym, co i tak jaskrawe: przecież zarówno w Twoim, jak i autorki wątku, przypadku facet nie utrzymywał wyłącznie dziecka, ale także żonę. Całe te przytaczanie przepisu, by dziecko nie traciło na rozwodzie i miało taki status materialny, jak rodzic alimentujący, to naginanie prawa do potrzeby zachowania także własnego statusu materialnego.

              To naginanie polega na tym, że ojciec ma płacić na dziecko, natomiast zarobki matki mają iść tylko (co do celu naginania) dla matki. To jest ta istotna przyczyna postawienia litery prawa na pierwszym miejscu i trzymania się tego przepisu jak tonący brzytwy chowając własny cel za statusem dziecka.
              • zmeczona100 Re: Zmęczona, bądź w końcu konsekwentna... 18.01.12, 11:07
                Własny status materialny chciałaby zachować (a jako żona ma do tego prawo), składając wniosek o zabezpieczenie także dla siebie; tu chodzi o pieniądze na dziecko.


                To jest rzeczywiście haniebne, że zażądała kwoty na dziecko w wysokości swoich zarobków. No po prostu skandal.
                • tricolour Ja nie uważam tego za haniebne, jak Ty... 18.01.12, 11:35
                  ... tylko uważam budżet za niezweryfikowany w nowej sytuacji.

                  Ale jeśli słowem "haniebne" chciałaś uzyskać coś innego niż określenie sytuacji, to posługujesz się manipulacją. Nie po raz pierwszy.

                  Najlepiej to "na dziecko" widać gdy matka zaczyna płacić na dziecko studiujące: wtedy nagle prawo do życia na poziomie alimentującego rodzica (a alimentują we dwoje) nabiera innego wymiaru, o czym już pisałaś. No wtedy zaczyna działać inne prawo.
                  • zmeczona100 Re: Ja nie uważam tego za haniebne, jak Ty... 18.01.12, 12:41
                    tricolour napisał:


                    >
                    > Ale jeśli słowem "haniebne" chciałaś uzyskać coś innego niż określenie sytuacji
                    > , to posługujesz się manipulacją. Nie po raz pierwszy.

                    Mistrzu, bez obaw- Ciebie na pewno nie przegonię.

                    > Najlepiej to "na dziecko" widać gdy matka zaczyna płacić na dziecko studiujące:
                    > wtedy nagle prawo do życia na poziomie alimentującego rodzica (a alimentują we
                    > dwoje) nabiera innego wymiaru, o czym już pisałaś. No wtedy zaczyna działać in
                    > ne prawo.

                    Napisałam, że:

                    > Dlatego nie ma nigdzie mowy o równym udziale finansowym obojga rodziców-
                    > bez względu na wiek tego dziecka i osobiste starania jednego z nich.

                    Jeśli istnieje różnica w statusie materialnym rodziców, to- jak rozumiem- sądy powinny równać w dół, tak? Że niby wtedy ma być pół na pół? Nie ma tak, bo to stoi w sprzeczności z prawem- równego statusu z rodzicami.

                    EOT
          • lampka_witoszowska Re: To nie jest plotka... 18.01.12, 09:56
            owszem, do sądu trzeba sensownie - dlatego nie widzę związku miedzy tą sensownością a alimentami (finanse) pół na pół

            z reguły wychodzi na to, że matka i tak ponosi większą odpowiedzialność finansową
            • tricolour Ja nie piszę "pół na pół"... 18.01.12, 10:26
              ... tylko jeśli alimenty są równe dochodom matki, to nie ma sposobu, by matka nie korzystała z tych pieniędzy dla własnych celów.
              • lampka_witoszowska Re: Ja nie piszę "pół na pół"... 18.01.12, 10:36
                dlaczego tak sądzisz?
                • altz Re: Ja nie piszę "pół na pół"... 18.01.12, 11:22
                  lampka_witoszowska napisała:

                  > dlaczego tak sądzisz?
                  Bo trudno oczekiwać, żeby matka jadła jajecznicę na płatkach owsianych, gdy dziecko wcina pieczeń ze schabowego ze śliwkami. Jakby się czuło wtedy dziecko? Podle.
                  Trudno też oczekiwać, że matka ma buty z dziurami, nie wykupi sobie leków czy nie ogląda telewizji albo nie korzysta z netu.
                  • lampka_witoszowska Re: Ja nie piszę "pół na pół"... 18.01.12, 11:31
                    cholera
                    mówisz, żeby złamać zasady i jednak kupić telewizor?...

                    a serio - owszem, byłoby wariactwem, gdyby dziecko uczyło się, że mama je jajecznicę na płatkach, a jemu nalezy się schabik
                    co zatem robi tatuś? uważa, że mama korzysta

                    osobiście wolę jajecznicę, ale żeby Młoda nei zaprzestała jeść mięsa, jem z nią
                    nie korzystam na tym
                    bo wolę jajecznicę big_grin

                    pomijając, że sama zarabiam i na schabik, i na jajecznicę, a alimenty starczają na połowę niani i sto zł na dodatkowe szaleństwo - i ja mam smiech, a nie wiem, co ma niemój wink aaa, pieniądze

                    ps. toż mówię, że wyliczenia tylko pieniędzy i to koniecznie pół na pół to absurd
                • tricolour To można policzyć, nie tylko sądzić... 18.01.12, 11:43
                  ... wystarczy zsumować wszystkie koszty "administracyjne" jakie ponosi dorosły: czynsze, abonamenty, podatki, samochody, telefony, nety, komórki, raty, opłaty bankowe itp jako właściciel umów. Tych kosztów dziecko nie ponosi więc gdy alimenty są podobne do dochodów rodzica, to pojawia się dysproporcja pieniędzy na konsumpcję. I ta dysproporcja prowadzi albo do życia na różnych poziomach, co jest wychowawczo nie do zaakceptowania albo do wyrównania kosztem dziecka.
                  • zmeczona100 Re: To można policzyć, nie tylko sądzić... 18.01.12, 12:48
                    I ta dysproporcja prowadzi albo do życia na różnych poziomac
                    > h, co jest wychowawczo nie do zaakceptowania albo do wyrównania kosztem dziecka

                    Jest jeszcze możliwość, że kosztem bogatszego rodzica, któremu sąd w alimentach wyliczy koszty matki w związku z tym, że to ona chodzi z dzieckiem do kina/ teatru, wyjeżdża na wakacje, wozi na treningi itp. I to nie jest mój punkt widzenia, tylko są na to wyroki sądowe.


                    -----------
                    Pierwszy mąż jest jak naleśnik- zwykle nieudany.
                    • lampka_witoszowska Re: To można policzyć, nie tylko sądzić... 18.01.12, 13:20
                      nasze sądy uprawiają jednak wolną amerykankę i póki nei będzie spójnego podejścia sądów do wyliczeń, to zdarzy się np.tak, jak u nas - że sędzia kwestionuje np. ilość używanych pieluch przy alergii pokarmowej córki, a niemój uprzejmie milczy i nie wyprowadza sądu z błędu, choć sam też te pieluchy donosił w ilości wskazanej w rozliczeniu

                      a to tylko jeden - w tym momencie już mało znaczący, ale jednak - przypadek

                      ojciec mógłby współpracować z matką na tyle, że wystarczy co jakiś czas odświeżenie wyliczenia wymieniane między rodzicami - na dodatek, o zgrozo, bez udziału sądu
                      tyle, że do tanga trzeba dwojga - najlepiej dorosłych ludzi

                      skoro matka ma naciskać, by dziecko spotkało sie z ojcem, to niech i ojciec naciska na takie wyliczenie, by latorośli niczego nie zabrakło smile
                      ale to już luźne dywagacje w przypływie rozrywki
                  • lampka_witoszowska Re: To można policzyć, nie tylko sądzić... 18.01.12, 13:09
                    jeśli ojcowie mogliby podejść do sprawy tak zdroworozsądkowo, to byłoby rewelacyjnie i nikt w sądzie by się nei szarpał o jak najniższe alimenty

                    ja nadal nei widzę, gdzie tu korzysta matka
                    może korzystać w rozliczeniu podatkowym jako samotna matka, może dostawać ulgi, zapomogi - ale żeby akurat na alimentach miała skorzystać, to słabo wychodzi

                    bo gdy matka sobie zafunduje bilet na "Ekspres polarny" czy inne przedstawienie w teatrzyku lalkowym ze swoich pieniędzy to dobrze - albo kupi z alimentów jako osoba opiekująca się dzieckiem (to wychodzi, że skorzystała) - a rzeczywiście gdyby nie dziecko, to by jej do głowy nei przyszło lecieć na poranek kinowy czy oglądać w teatrzyku "Czerwonego Kapturka"

                    no, chyba, że to najlepsza wersja, jaką widziała i dzieli się tym doznaniem latami ze znajomymi, przez co nawiązuje trwałe przyjaźnie wink
            • altz Re: To nie jest plotka... 18.01.12, 11:18
              lampka_witoszowska napisała:

              > z reguły wychodzi na to, że matka i tak ponosi większą odpowiedzialność finanso
              > wą
              A mogę prosić o dowód tej tezy?
              • lampka_witoszowska Re: To nie jest plotka... 18.01.12, 11:42
                mało który sąd wlicza w alimenty takie dziwactwa jak malowanie ścian w pokoju dziecka, zmianę mieszkania, pościel, wydatki bieżące, które się zmieniają bardzo mocno, a czego przeciętny ojciec po protu nei życzy sobie uwzględniać

                ponadto z własnego doświadczenia i znanych mi bliżej przypadków ustawienia finansów po rozwodzie
                dużo tych przypadków nei znam, przyznaję, ale tylko jedna znana mi osoba wychodzi na plus, czyli dzieci mają duże alimenty i od siebie dzieciom daje mniej pieniędzy niż alimentujący

                ale wierzę, że zwykle ojcowie mają kompletnie przeciwne dane smile
                • tricolour No, ja mam też doświadczenia.... 18.01.12, 11:48
                  ... gdy córa była młodsza, to sprawa alimentów była dość wrażliwa. Ex nie nękała mnie wcale, ale gdy temat zszedł na alimenty (bardzo rzadko) to klimat był: mało, możesz płacić więcej.

                  Ale gdy córa wyprowadziła się od matki, to matka własny udział finansowy określiła na poziom moich alimentów. I wtedy to "mało, możesz płacić więcej" kierowane do mnie zmieniło się na klarowne stanowisko wobec córki: ma ci wystarczyć.
                  • lampka_witoszowska Re: No, ja mam też doświadczenia.... 18.01.12, 12:35
                    cóż - prędzej bym studiującej córce powiedziała, że konkretna kwota ma jej wystarczyć niż dwulatce, że ma brudzić mniej pampersów czy pić soki dla nastolatków i zrezygnować z leków na alergię smile
                    no, i te nieszczęsne ciuchy czy inne buty, które małym ludziom częściej sie jednak zmienia niż dużym - już nei mówię o praniu, a o wymianie całej garderoby
                    tance czy jazdy konne i takie tam rozpusty...

                    dwukrotność alimentów nie wystarczyłaby chyba jednak i na studiowanie, ale jak Bóg pozwoli nadal będę zarabiała, więc gra muzyka smile
                • altz Re: To nie jest plotka... 18.01.12, 12:07
                  lampka_witoszowska napisała:

                  > dużo tych przypadków nei znam, przyznaję, ale tylko jedna znana mi osoba wychod
                  > zi na plus, czyli dzieci mają duże alimenty i od siebie dzieciom daje mniej pie
                  > niędzy niż alimentujący
                  >
                  > ale wierzę, że zwykle ojcowie mają kompletnie przeciwne dane smile
                  Czyli coś mówisz, nie wiesz tego na pewno, ale życzysz sobie udowodnienia innej tezy? big_grin
                  Ja nie wiem, dlatego pytam. Pewno się nie dowiemy, bo nikt tego nie bada, ludzie wolą bić pianę i dotyczy to również instytucji.
                  • lampka_witoszowska Re: To nie jest plotka... 18.01.12, 12:21
                    łał smile
                    a na jakiej to radosnej podstawie sądzisz, że nei wiem na pewno tego, co mówię?
                    bo wiem, że mężczyźni wyskakują z tezą o najdroższych kosmetykach kupowanych za pieniądze z alimentów - czy masz jeszcze inną wizję moich twierdzeń (wybacz: nie tez)?

                    i zdecydowanie nie chcę, by mi ktoś udowadniał cokolwiek
                    szczególnie podstaw rozsiewanej plotki - bo z kolei podstawy owego rozsiewania są mi jako tako znane smile
                    • altz Re: To nie jest plotka... 18.01.12, 12:58
                      lampka_witoszowska napisała:

                      > łał smile
                      > a na jakiej to radosnej podstawie sądzisz, że nei wiem na pewno tego, co mówię?

                      Prosiłem o dowód i się nie doczekałem. wink
                      • lampka_witoszowska Re: To nie jest plotka... 18.01.12, 13:22
                        co innego nie otrzymać, a co innego zakwestionować to, co się jednak otrzymało
    • tricolour Do autorki: źle zrobiłaś.... 18.01.12, 12:02
      ... składając o rozwód z wyłącznej winy przed założeniem wniosku o zabezpieczenie potrzeb rodziny. Pierwsze pieniądze dostaniesz po rozwodzie, a to może trwać. Może rok, może dłużej.

      No, ale teraz już mleko się wylało...
      • zmeczona100 Re: Do autorki: źle zrobiłaś.... 18.01.12, 12:51
        Coś takiego.
        Zabezpieczenie jest zasądzane w postępowaniu niejawnym, czyli mozna czekać na termin rozprawy i już mieć zasądzone zabezpieczenie. Nie ma w tym nic dziwnego, ja też tak własnie miałam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka