steppenwolf37
20.03.12, 22:30
jutro nie idę do pracy. nie daje już rady. jadę do terapeuty, nota bene juz od 2000 roku tam jeżdżę. może coś znowu podpowie, jak żyć, kiedy nadal się coś czuje po rozwodzie. i jak to jest, że nie potrafię go znienawidzić po tym co mi zrobił. ciągle chcę odzyskac z nim normalny, podkreslam normalny kontakt dla dobra dzieci, bo od tygodnia o niczym z nim porozmawiać nie mogę. jest obrazony, zły i mnie obwinia za wszystko. nie umiem z nim walczyć, nie umiem się odciąć od przeszłości. nigdy nie umiałam powiedziec sobie: ok, nie chce z Tobą gadać, olej to, potrzebujesz czasem jego rady w sparwie dzieci, zcegokolwiek, ale on ma w nosie to, ze dzwonisz - olej to, poradzisz sobie sama, nawet jakby się świat zawalił, to wyjdziesz z tego sama. nie umiem być silna. robię z siebie idiotkę dzwoniąc do niego, pisząc. i cały czas mam w sobie pytanie bez odpowiedzi: dlaczego o mnie nie walczył? o rodzinę? o nas? dlaczego tak odpuścił?