To moje 3 podejście, by napisać.
Z góry przepraszam za wpis który pewnie będzie chaotyczny.
2 lata temu odeszłam z córką od męża, (naprawdę nie było wyjścia) zrezygnowałam ze wszytskiego co razem zbudowaliśmy, odpuściłam wszytskie sprawy majątkowe. 6 lat wspólnego dorabiania zamknełam za sobą,spakowałam siebie Młodą i wyszłam, - sprawa skomplikowana, wtedy nie miałam siły na nic, chciałam po prostu się wyspać - to w dużym uproszczeniu i skrócie),
od zera odbudowuje swój świat.
Przez te dwa lata super sobie radzę, zmiana pracy awans, córka od ucha do ucha uśmiechnięta. Ja o dziwo naprawdę byłam silna

nawet nie płakałam za bardzo, chyba tylko raz po sprawie jak zaczął sędzinie mówić jaki jest biedny i te 50zł to dla niego bardzo dużo (bagatela 2 działki nad jeziorem, dwa mieszkania, dwa samochody - a my z Młoda po wyprowadzce nawet pralki nie miałyśmy nie wspominając już o innych rzeczach -bolało mnie, że ma jedną córkę a tak do tego podchodzi, odpuściłam zgodziłam się na jego kwotę, nie chciałam kłotni, udowadniania...).
Ciągle sobie tłumaczyłam, że muszę być silna dla Młodej, i byłam, polubiłam swoje życie, poznałam siebie co lubię a czego nie...
Nawet jak rok temu dowiedziałam się od Córki, że Tata ma Partnerkę - nawet nie bolało
Ostatnio chyba odblokowuję się na świat i o dziwo mam jakieś dziwne doły, Kolega z pracy powiedział mi że chyba tak bardzo zablkowałam emocje że zaczyna mnie to męczyć...
I chyba coś w tym jest...
Cholernie boję się zaufać za każdym razem kiedy kogoś poznam (naprawdę w tym czasie trochę Fajnych facetów się obok mnie kręciło), znajduję powód by zakończyć znajomość, nawet nie daję szansy...
Ja się chyba po prostu boję relacji damsko-męskich...
Mój związek z byłym mężem był "toksyczny" jednak mineło już tyle czasu czy naprawdę ciągle musi to za mną się ciągnąć?
Zawsze sobie tłumaczyłam że szczęscie to stan umysłu, że mam na to wpływ, że nie ma co się użalać cóż życie. Jednak ostatnio jakoś mam po prostu mega doła...
Chyba naprawdę dopiero zaczynam z opóźnieniem przechodzić stan żałoby...
Wcześniej nie było czasu...
Aj sama nie wiem, przepraszam za zakręcony wpis...
Potraktowałam to trochę jako kartę do pamiętnika...
Jak to "Ktoś" napisał mi - forum jest od tego by spuścić trochę pary