01.08.12, 16:57
Witam,
mam pewien kłopot, może ktoś miał podobny.
Mój były mąż, zaczął się spotykać ze swoją aktualną kobietą i z naszą córką, 5-letnią (spotyka się z tą Panią od miesiąca).
Mała jest zrozpaczona, zaczęła mi się "moczyć" w nocy, siedzi w pokoju nie pozwala odsłonić rolet (a zawsze bała się ciemności), powtarza, że nie lubi tej Pani, a tatusia kocha trochę.
Może ktoś powie, że musi się przyzwyczaić, ale może to za wcześnie? Albo może powinien były jakoś najpierw wprowadzić ją w temat. Rozmawiałam z nim, ale oczywiście twierdzi, że podburzam Małą i robię to specjalnie żeby mu się nie udało, że ten związek jest dla niego bardzo ważny i nie będzie odkładał spotkań bo córka jest u niego (ja absolutnie jej nie podburzam, nawet nie wiedziałam, że spotykają się przy niej, dopóki córka wczoraj nie powiedziała mi tego rycząc jak opętana)
Martwię się o moją córkę, mój były ma to gdzieś, dla niego zawsze najważniejszy był on sam i jego potrzeby. Zresztą spotkania z córką, od kiedy spotyka się z tą Panią, są chyba raczej przykrym obowiązkiem.
Mała jest bardzo wrażliwa, wstydliwa, a teraz jeszcze bardziej zaczęła bać się wychodzić do ludzi.
Obserwuj wątek
    • natka-2003 Re: kłopot 01.08.12, 17:57
      Marta, mnie się wydaje, że nie można tego tak zostawić... jeżeli ma wracać rozstrzęsiona i płacząca od taty, to to nie ma sensu... ale nie wiem jak takie rzeczy się rozwiązuje oficjalnie, oczywiście najlepiej byłoby ugodowo, tzn zeby eks zobaczył, że cos jest nie tak... chyba powinien na jakis czas spotykać się tylko z córką i oddzielnie tylko z nową partnerką... czy naprawdę nie rozumie że dziecko sobie nie radzi z nową sytuacją? może jeszcze raz z nim porozmawiać? nie wiem, czy można nie oddać córki jeśli to jakieś oficjalnie ustalone z nim spotkania... a może zmienić termin tych spotkań, jakoś w ciągu tygodnia?
      • martakj Re: kłopot 01.08.12, 18:06
        Wizyty ma ustalone przez sąd, sam sobie ustalił. Jeden dzień w tygodniu i co drugi weekend.
        Małą i tak wiecznie mi przywozi wieczorami, bo strasznie płacze, że chce do mnie, że chce ze mną spać.
        Ja już mu raz zagroziłam, że jak tak będzie Małej nie dostanie, ale nawet nie znałam problemu, usłyszałam tylko od sąsiadki, że dużo na nią krzyczy i tylko siedzi z komputerem. Brzydko powiem, olał mnie.
        Uważa, że córka musi się przyzwyczaić i że to ja jej krzywdę robię.
        Ona mi wciąż powtarza, że chce żeby mamusia była z tatusiem, tłumaczę jej jak mogę, że już tak nie będzie ale widok obcej kobiety już ją chyba zupełnie załamał.
        • natka-2003 Re: kłopot 01.08.12, 18:34
          chyba Cie rozumiem, bo moja córka tez jest nieśmiała i dość wycofana i najlepiej czuje się przy mamie... dwa lata temu gdy szła do pierwszej klasy to miałam nawet problem, żeby poszła z panią do klasy ;-((... wtedy już nawet znalazłyśmy psychologa dziecięcego i miałyśmy do niej iść, ale psycholog się rozchorowała, a dziecko uspokoiło wink)
          ale musisz z nią dużo rozmawiać i tłumaczyć, że rodzice już razem nie mieszkają i mieszkać nie będą, ale ją kochają - choć to może nie brzmi wiarygodnie jak dla tatusia nowa kobieta jest coś jakby ważniejsza niż własne dziecko ;-((
          może więc jakiś psycholog? albo może masz jakąś samotną koleżankę z dzieckiem, żeby córka zobaczyła, że czasem (często!) tak się zdarza, że tata mieszka oddzielnie... mojej córce swojego czasu takie tłumaczenie i pokazywanie pomogło (chodź i tak bywają złe dni ;-(( )
          • martakj Re: kłopot 01.08.12, 18:47
            Moja córka, nie odstępuje mnie na krok smile W przedszkolu na akademiach nie występuję, choć na próbach pięknie się wszystkiego uczy. Byłam z nią u psychologa, powiedziała, że ma zaburzone poczucie bezpieczeństwa, ze względu na rozwód. Choć zawsze taka była, przed też.
            Rozmawiam z nią bardzo dużo, nawiązuję z nią takie fajne relacje, że jestem w szoku, bo w małżeństwie była spychologia, "ty się nią zajmij, nie Ty" itp. A teraz jestem sama, to nie mam na kogo spychać, to i wreszcie doszłam, że można być super mamą smile Chciałam żeby były miał z córką super relacje, ale nie wiem czy mu zależy na tym. Oczywiście wszystkim mówi jak to jemu na spotkaniach z Małą strasznie zależy i że jest dla niego najważniejsza.
            Koleżankę mam, na tym samym osiedlu, z dwójką, często używam ich jako przykładu, może z czasem pomoże smile
            Już nie wiem czy nie lepiej by było jakby się wymiksował z wychowywania córki. Zresztą pewnie kiedyś do tego dojdzie...
            • yoma Re: kłopot 01.08.12, 20:12
              Ja bym zaczęła od zastanowienia się, co powoduje, że widok ojca z obcą kobietą budzi takie reakcje.
              • malgolkab Re: kłopot 01.08.12, 21:29
                no, dokładnie. czy oni sie przy niej całują, przytulają itd? bo jesli nie, to przecież dla 5 latki w tym momencie w odbiorze byłaby to po prostu koleżanka taty... czy córka reaguje tak na wszystkie nowe osoby, np. jak Ciebie ktoś odwiedza?
                • martakj Re: kłopot 01.08.12, 22:54
                  malgolkab napisała:

                  > no, dokładnie. czy oni sie przy niej całują, przytulają itd? bo jesli nie, to p
                  > rzecież dla 5 latki w tym momencie w odbiorze byłaby to po prostu koleżanka tat
                  > y... czy córka reaguje tak na wszystkie nowe osoby, np. jak Ciebie ktoś odwiedz
                  > a?

                  Oczywiście, że nie reaguje w taki sposób na nowe osoby. wstydzi się na początku, ale nie moczy się w nocy itd.
                  Nie wiem co oni przy niej robią, bo jej nie pytałam. Nie wiem też jak ją jej przedstawił.
                  Myślicie, że dziecko, które ma może tylko 5 lat, nie odczuwa emocji, między nimi. Pytałam psychologa i powiedział, że jak najbardziej. Zaznaczył, że Mała jest bardzo wrażliwa i dlatego tak mocno to przeżywa.
                  Rozmawiam z nią, tłumaczę jej, pewnie z czasem będzie dobrze. Tylko po prostu się martwię.
                  • blue_ania37 Re: kłopot 02.08.12, 04:51
                    Nasi byli czy to się nam podoba czy nie, mają prawo do posiadania żon, dziewczyn itp, tak jak mysmile
                    Chyba bym zaczęła od chodzenia z młodą do psychologa, żeby dowiedzieć się o co chodzi w głowie małej.
                    Bo ona może przechodzić zupełnie coś innego niż Ci się wydaję.
                    Po uzyskaniu opinii i gdyby było faktycznie tak jak piszesz, że tata młodą ma gdzieś wystąpiłabym ewentualnie o zmianę zabezpieczenia kontaktów.
                    Z tego co pamiętam to jesteś z Poznania, jeżeli chcesz namiary na jakiegoś fajnego psychologa dziecięcego daj mi znać, paru znamsmile
                    Mi się również nie podoba, że przywozi Ci młodą na noce pomimo tego że powinna być u niego.
                    Młoda jest napewno przestraszona i niepewnie się czuję w jego towarzystwie, ale rozwiązaniem jest raczej to, że TY wychodzisz wieczorami kiedy on ma małą i w ten sposób uczysz pana taty byciem tatą a nie podrzuca Ci kiedy chce.
                    A
                    • martakj Re: kłopot 02.08.12, 10:11
                      Aniu, jeżeli masz jakiegoś fajnego psychologa to poproszę kontakt, już do jednej chodzę, ale zawsze mogę się poradzić jeszcze innego.
                      Pewnie, że mają prawo i my też smile tylko, że dla nas zawsze i tak dziecko będzie najważniejsze, a niestety zdarzają się tatusiowie (i to pewnie nie rzadko), którzy nagle zapominają, że mieli dzieci. Mój były zachowuję się tak, jakby Mała miała do niego przyjechać i ślicznie wyglądać, uśmiechać się i bawić się w kącie i nie przeszkadzać.
                      Właśnie poprzedniej nocy powiedziałam, że nie wezmę jej na noc, musi dać sobie radę. Słyszałam jak córka strasznie płakała. I co miałam z tego? Nieprzespaną, przeryczaną noc crying
                      • lampka_witoszowska Re: kłopot 02.08.12, 10:23
                        własnie
                        najwazniejsze coś udowodnić tatusiowi, nawet za cenę zagubienia u dziecka

                        zaczynają mi skrzydła tu opadać, zawsze takie sytuację będą i zawsze będzie gadanina o tym, że mama ma prawo, tata ma prawo, obowiązek - a gdzie dziecko? a, popłacze sobie w kącie
                        od płaczu się nie umiera, zahartuje się

                        najwyżej mamusię staruszkę bojącą się szpitala potraktuje tak samo za jakieś 50 lat
                        • martakj Re: kłopot 02.08.12, 14:00
                          lampka_witoszowska napisała:

                          > własnie
                          > najwazniejsze coś udowodnić tatusiowi, nawet za cenę zagubienia u dziecka
                          >
                          > zaczynają mi skrzydła tu opadać, zawsze takie sytuację będą i zawsze będzie gad
                          > anina o tym, że mama ma prawo, tata ma prawo, obowiązek - a gdzie dziecko? a, p
                          > opłacze sobie w kącie
                          > od płaczu się nie umiera, zahartuje się
                          >
                          > najwyżej mamusię staruszkę bojącą się szpitala potraktuje tak samo za jakieś 50
                          > lat
                          >
                          >
                          Lampka uwierz mi że dla mnie to była jakaś masakra, jak do tej pory ją do mnie przywoził, a dla mnie najważniejsze było żeby Mała się nie męczyła. A to się później nasłuchałam, że to moja wina, bo jej ulegam, na wszystko pozwalam, że on też chce z nią czas spędzać a ona chce tylko do mnie. Ostatnio usłyszałam, że robię jej krzywdę-czym, ja się pytam, tym, że z nią jestem, rozmawiam z nią, bawimy się razem, po prostu spędza ze mną czas. To co ja mam zrobić, lać ją teraz, żeby chciała iść do taty. Pewnie, że kłopotem nie jest ta Pani, tylko ON. Jak do mnie zadzwonił i powiedział, że przechodzi koszmar, bo Mała ryczy, to już nie wytrzymałam i powiedziałam, że u mnie nie ryczy, to Twój problem. Oczywiście, że tak nie uważam, ale powiedzcie Kochani, no co ja mam zrobić?!!!! Rozmawiam z nią, tłumaczę jej, tatuś ją kocha itp.
                          A może to właśnie okres przejściowy, może potrzebuje czasu. Byłam dzisiaj u psychologa, powiedziała, że córka nie może się jeszcze spotykać z naszymi partnerami, to jest za wcześnie. Jeszcze nie pogodziła się z naszym rozstaniem.
                          • lampka_witoszowska Re: kłopot 03.08.12, 11:00
                            co robić? nie mówić dziecku, że tatuś kocha, czuje to czy tamto - i powiadamoać za każdym razem tatusia, że nie mówisz o jego uczuciach do dziecka, bo to jego rola

                            nie zmuszać dziecka do spotkań

                            listem poleconym za potwierdzeniem odbioru zawiadamiać tatusia o planowanej wizycie u psychologa z prośbą, by przyszedł ("upezejmie informuję, ze ze względu na niehcęc naszego dziecka na spotkania z Tobą i niemożliwość porozumienia się z Tobą w temacie córki na dzień... o godz.... pod adresem.... umówiłam spotkanie z psychologiem, który wyjaśni nam, w jaki sposób postępować, by (imie córki) spokojnie, z poczuciem bezpieczeństwa przeszła przez zmiany, jakie następują w jej życiu. Ponieważ deklarujesz zainteresowanie jej dobrem, oczekuję, że na wizycie u psychologa zjawimy się oboje. Gdyby termin Ci nei pasował, proszę o informację, przełożę wizytę na termin bardziej dogodny" - wysłanie takiego listu naprawdę dużo nie kosztuje, a przemawia do zainteresowanego swoją autoreklamą jako super-ojca

                            przejąć odpowiedzialność za dziecko i jej dobre samopoczucie, skoro aktualnie tatuś nie czuje się na siłach podjąć ten wysiłek

                            kompletnie nie przyjmować krytyki, a wszelkie pretensje poproś, by zgłaszał na piśmie, mailem lub smsem, abyć miała dowody na wypadek konieczności zgłoszenia dręczenia z jego strony - i to również zgłaszasz mu listem, mailem lub smsem. I tak ma być dotąd, aż podejmie współpracę w temacie córki... trudno, trochę wysiłku, ale o dużo mniej niż radzenie sobie z ciągłymi pretensjami pana, który ma potrzebę udowodnić sobie, Tobie i światu, że miał rację znajdując zastępczynię
                      • malgolkab Re: kłopot 02.08.12, 12:57
                        nic na siłę.
                        Rozeszłam się z ex jak syn miał 3,5 roku. Przez te kilka lat przechodził różne fazy: były momenty, że nie chciał przez jakiś czas chodzić do taty, były takie, że chciał na parę dni (z nocowaniem), były i takie, że chciał kilka razy w miesiącu, ale nie na noc. Ex się o to "obrażał", strzelał nie raz fochem, w końcu zrozumiał, ze dziecko (jak kazdy człowiek) ma różne momenty i nie zawsze chce tego samego.
                        Co do syna - pomogło tłumaczenie, że może odwołać spotkanie z tatą, może też nie chcieć nocować, ale musi to powiedzieć wcześniej, bo jak zdecyduje się w ostatnim momencie to tata czy ja możemy mieć już jakieś plany (tak jak i on np. ma plan wizyty u kolegi czy dziadków itd.).
                        Co do akceptacji mojego obecnego męża i partnerki swojego taty - syn nie miał żadnych problemów, ale jak wiadomo - dzieci są różne. Próbowałabym się dowiedzieć gdzie tkwi sedno...
                        • natka-2003 Re: kłopot 02.08.12, 20:32
                          czy ja dobrze rozumiem: dziecko ryczy, mama ryczy, tata też niezadowolony.... komu i czemu mają służyć te noce spędzane poza domem??? Marta, czy nie możesz jej odbierać późnym wieczorem i rano tata by po nią przyjeżdżał? może każdy byłby zadowolony? sorry ale żal mi dziecka ;-((
                          • martakj Re: kłopot 02.08.12, 21:26
                            natka-2003 napisała:

                            > czy ja dobrze rozumiem: dziecko ryczy, mama ryczy, tata też niezadowolony.... k
                            > omu i czemu mają służyć te noce spędzane poza domem??? Marta, czy nie możesz je
                            > j odbierać późnym wieczorem i rano tata by po nią przyjeżdżał? może każdy byłby
                            > zadowolony? sorry ale żal mi dziecka ;-((

                            Natka, ale bardzo często tak jest, że ona nie zostaje u niego na noc, ale już pisałam wcześniej, że później to jest moja wina, bo ja jej ze wszystkim ulegam itd.(pisałam powyżej jak sprawa wygląda).
                            A poza tym ja też czasami wychodzę sobie gdzieś, bo w końcu chyba mam prawo. Dlaczego tatuś po rozwodzie może sobie żyć jak kawaler, a ja nie zabiorę płaczącego dziecka, albo wyjdę sobie gdzieś i od razu mam być złą matką.

                            • blue_ania37 Re: kłopot 02.08.12, 22:39
                              Ja chyba jednak nie kumam.
                              I może jestem adwokatem diabłasmile ale zaryzykuję.
                              Nie chodzi mi o udawadnianie nic tacie, rozumiem że w tym przypadku sam pan tata zaproponował jeden dzień w tyg i weeki/
                              Dziecko płacze, ok rozumiem, że wrażliwe, że to itp...
                              ale oni byli małżeństwem, dziecko było przsyzwyczajone do spania w jednym domu ( niekiedy pewnie w jednym pokoju z tatą).
                              Głupi, że tak wcześnie poznaję z panią, głupio żenie chce współpracować, ale myślę że między nimi jest bardzo duże napięcie emocji i to to.
                              Marto rozumiem Ciebie lepiej niż myslisz, nie mam żadnych dobrych układów z moim panem tata pięciolatka, ale wiem, że on na ten moment nie jest w stanie ze mną nic ustalać, może kiedyś...ale jest ojcem mojego dziecka i tego nic nie zmeni.
                              Numery twojego pana taty do mojego to pikuśsmile
                              Mój zamknął synowi pokój i urządził nam zimę bez ogrzewania (zeznania świadków, notatki policyjne) i sąd i tak nawet nie pomyślał, że będzie brał dziecko co dwa weeki.
                              Kiedy nieśmiało zapytałam się swojej adwokatce ( 30 lat doświadcenia tylko sprawy rodzinne), czy mogę zmienić kontakty, usłyszałam, że może najpierw bym poszła do komitetu ochrony praw dziecka prosząc o mediację z panem tatą, że jak wyskoczę teraz z takim wnioskiem to sąd pomyśli o mni wariatkasmile
                              Nocy mojego dziecka z tatą się nie boję, bardziej boję się dni.
                              Natomiat wiem, że pan tata zna schematy postępowania dotyczących spania, a dziecko nie ma poczucia, że śpi z obcą osobą.
                              Marto wolisz psychologa na nfz czy prywatnie?
                              Czytałyście dzieciom bajki terapeutyczne dla rozwodzących się rodziców?
                              Moje dziecko wtedy wszystko zrozumiało.
                              Ania
                              • natka-2003 Re: kłopot 02.08.12, 23:10
                                dziewczyny ja po prostu myślę, że ta sytuacja dziecko przerasta, to nie jest tylko płacz, ale Marta piszesz, że córka zaczęła moczyć się w nocy itp itd... i po prostu szukam jakiegoś rozwiązania - wiadomo, że chcesz też czasem wyjść i mieć wolny wieczór, ale może za chwilę, za kilka tygodni? jak się wszystko powoli dziecku w głowie poukłada? jakoś powoli i nie na siłę???
                                ja nie rozumiem dlaczego to spędzanie nocy poza domem jest takie ważne, skoro wiąże się z takim stresem dziecka, moja córka na początku w ogóle nie chciała spać u taty ani u teściów, teraz czasem nocuje 2-3 dni w tygodniu
                                Marta, Twój eks zawsze będzie Cię wpędzał w poczucie winy, zawsze wszystko - co dziecko źle powie, zrobi, to będzie Twoja wina (przerabiam to od byłych teściów) - ja bym to olała - najważniejsze jaka jest twoja ocena problemów dziecka, co wg Ciebie byłoby dla niej najlepsze...
                                psycholog zawsze się przyda, a bajki terapeutyczne to bardzo dobry pomysł - też przerabiałam wink
                                • martakj Re: kłopot 02.08.12, 23:42
                                  natka-2003 napisała:

                                  > dziewczyny ja po prostu myślę, że ta sytuacja dziecko przerasta, to nie jest ty
                                  > lko płacz, ale Marta piszesz, że córka zaczęła moczyć się w nocy itp itd... i p
                                  > o prostu szukam jakiegoś rozwiązania - wiadomo, że chcesz też czasem wyjść i mi
                                  > eć wolny wieczór, ale może za chwilę, za kilka tygodni? jak się wszystko powoli
                                  > dziecku w głowie poukłada? jakoś powoli i nie na siłę???
                                  > ja nie rozumiem dlaczego to spędzanie nocy poza domem jest takie ważne, skoro w
                                  > iąże się z takim stresem dziecka, moja córka na początku w ogóle nie chciała sp
                                  > ać u taty ani u teściów, teraz czasem nocuje 2-3 dni w tygodniu
                                  > Marta, Twój eks zawsze będzie Cię wpędzał w poczucie winy, zawsze wszystko - co
                                  > dziecko źle powie, zrobi, to będzie Twoja wina (przerabiam to od byłych teśció
                                  > w) - ja bym to olała - najważniejsze jaka jest twoja ocena problemów dziecka, c
                                  > o wg Ciebie byłoby dla niej najlepsze...
                                  > psycholog zawsze się przyda, a bajki terapeutyczne to bardzo dobry pomysł - też
                                  > przerabiałam wink

                                  Natka od pół roku siedzę w domu smile ale tak serio to na pewno masz rację, córka jest dla mnie najważniejsza. Ja mogę się dla niej poświęcić, tylko czy były do takiej sytuacji się nie przyzwyczaj smile jemu to na pewno na rękę.
                                  Kurde ja nie wiem czemu nie umiem tego olać, sama sobie tłumaczę a nie potrafię. Jak słyszę teksty, że nie wychowam dziecko na mądrego, wartościowego człowieka, to mam doła i już. Pewnie przyjdzie z czasem.
                                  Na razie zerwałam z nim totalnie kontakt, rozmowy dotyczą tylko wizyt i od razu jest lepiej.
                              • martakj Re: kłopot 02.08.12, 23:33
                                Ania, chociaż Ty smile już prawie znowu sobie wmówiłam, że jestem złą matką.
                                Ja też nic nie chce mu udowadniać, tak dokładnie sam sobie ustalił wizyty.
                                Córka śpi ze mną, ale ze względu na to, że nie ma teraz swojego pokoju, tym według byłego, też jej robię krzywdę, ale ja nie mam teraz możliwości, żeby spała sama. U niego też śpi z nim, ale on ma z tym problem. Choć psycholog powiedziała, że na tym etapie to nic złego, Mała czuję się bezpieczniej, można ją później odzwyczajać.
                                Mój zrobił sobie biuro z pokoju Małej, zawsze o tym marzył. Innych numerów nie robił (ten Twój to jest straszny!!!!).
                                Ja też uważam, że dla córki jest za wcześnie, ale jemu nie da się nic powiedzieć. Wszystko jest moja wina.
                                Ja już nie wiem co mam zrobić, dzisiaj znowu miałam o to aferę, powiedział, że to wszystko moja wina, bo ja gadam Małej głupoty i ryczę po kątach i ona to widzi i wie że przez tatusia (g....o prawda nigdy przy niej nie płaczę, ostatnio w ogóle nie płaczę, nie rozmawiałam z nim dłużej i już mi lepiej i głupot jej nie gadam, nie podburzam dziecka). Oczywiście mam się tym zająć, bo to jest jakiś koszmar. Przy mnie dziecko nie ryczy, jest wesołe, uśmiechnięte, dzisiaj zabrałam ją nad jezioro i byłam w szoku, bo moje wstydliwe dziecko bawiło się z jakimiś obcymi dziećmi, a nie kleiło do mamy. Może po prostu przy mnie czuję się bezpiecznie.
                                Daj i taki i taki kontakt (pracę dostałam, JUPI), ale jeszcze u mnie krucho smile
                                Bajek nie czytaliśmy.
                                • blue_ania37 Re: kłopot 02.08.12, 23:48
                                  A może ty byś się wybrała nad jezioro kierskie?
                                  Mogę podjechać autkiem?smilepo Was?
                                  Jestem tam codzienniesmile
                                  Mała plaża? zero gwiazdek, zakręcone ziemniaki po 4 zł ( cokolowiek to jestsmile)
                                  A
                                  • martakj Re: kłopot 02.08.12, 23:53
                                    blue_ania37 napisała:

                                    > A może ty byś się wybrała nad jezioro kierskie?
                                    > Mogę podjechać autkiem?smilepo Was?
                                    > Jestem tam codzienniesmile
                                    > Mała plaża? zero gwiazdek, zakręcone ziemniaki po 4 zł ( cokolowiek to jestsmile)
                                    > A

                                    Aniu, bardzo chętnie smile ja niestety na razie nie mam autka, więc korzystam z uprzejmości znajomych. Te zakręcone ziemniaki to kusząca propozycja big_grin
                                    • martakj Re: kłopot 02.08.12, 23:59
                                      będę miała gdzieś za jakieś 2 tygodnie, to możemy się wtedy umówić smile nie chce robić kłopotu smile
                                    • blue_ania37 Re: kłopot 02.08.12, 23:59
                                      napisz mi na gazetową swój numer telefonu jutro zadzwonię do ciebie i się umówimysmile
                                      Ja mam autko i uwielbiam jeżdzić z młodymsmile więc gdziekolwiek mieszkacie w tym Poznaniu możemy podjechać/
                                      A
                                      • martakj Re: kłopot 03.08.12, 00:10
                                        blue_ania37 napisała:

                                        > napisz mi na gazetową swój numer telefonu jutro zadzwonię do ciebie i się umówi
                                        > mysmile
                                        > Ja mam autko i uwielbiam jeżdzić z młodymsmile więc gdziekolwiek mieszkacie w tym
                                        > Poznaniu możemy podjechać/
                                        > A

                                        Napisałam, oczywiście mój brak ufności do ludzi też się odezwał, więc przeanalizowałam sprawę na szybko. Ale w mojej głowie pojawiły się myśli, że jesteś strasznym, złym człowiekiem, za pewne zboczeńcem big_grin A ja Ci wysyłam numer big_grin
                                        Tak już mam, żebyś nie poczuła się urażona smile

    • 8ma-rca Re: kłopot 03.08.12, 12:42
      i znowu przykład dwojga dorosłych ludzi, którzy nie umieją się ze sobą dogadać, ale twierdzą, że wszystko robią dla dobra dziecka.

      mała nie przerobiła jeszcze tematu rozwód rodziców, jak piszesz, cały czas ma nadzieję, że będziecie razem, więc albo nie wyjaśniliście jej tego oboje dobrze, albo poprostu cały czas to trawi.
      ale wiedząc, że tak jest, toczycie walkę na obwinianie, zamiast iść we troje do psycho, wyspowiadać się co każdy ma za uszami. bo być może jest trochę prawdy w tym co mówi były, że ulegasz, że jesteś zbyt mało stanowcza. po rozwodzie to naturalna postawa, ale jak piszesz dziecko już przed było nieśmiałe wycofane, uczepione twojej spódnicy. Więc być może jesteś nadopiekuńcza.
      I być może twój były też widzi świat zbyt czarno-biało i uważa, że dziecku nie należą sie wyjaśnienia przy wprowadzeniu do jego nowej rodziny.

      oboje zachowujecie się trochę olewczo.

      jeśli mała mówi że nie lubi nowej partnerki ojca, trzeba rozmawiać, pytać dlaczego. a ty piszesz że nie pytałaś, nie wiesz co robią razem.
      u dziecka czasem 1 małe zachowanie nowej osoby spowoduje, że uzna że "jej nienawidzi". być może problem jest naprawde błahy i wystarczy dziecku wyjaśnić zjawisko/przyczyny; jak weźmie na logikę to pozbędzie się strachów.

      argument "jak jest przy mnie nie płacze" jest nie fair, dziecko jest bardzo mocno przywiązane do ciebie, ojciec widziany raz na tydzień wiele stracił na przywiązaniu.
      i zamiast awaryjne odstawianie na każdą histerię dziecka, powinien się nauczyć, jeśli tego nie umie, jak utulić dziecko, w jaki sposób uspokoić.

      kamon, jesteście dorośli.
      • martakj Re: kłopot 03.08.12, 16:37
        Z tym dogadaniem, to pewnie wielu miało problem, a często jest tak, że nigdy się nie dogadali.
        Myślę, że to trawi, ponieważ tłumaczyliśmy wiele razy i tłumaczymy nadal.
        Do psychologa się wybiorę, czy były wyrazi chęci, jeszcze nie wiem.
        Teraz twierdzi, że jestem nadopiekuńcza, wcześniej twierdził, że jestem złą matką, bo się małą wystarczająco nie interesuje. Taki typ.
        Według niego jest za mała na pewne tematy. No cóż.
        Akurat o to dlaczego jej nie lubi pytałam, powiedziała bo nie i koniec. Może się mylę, ale pewnie laska nie wykazuje zbyt dużego zainteresowania dzieckiem, (a moje dziecko jedynak, strasznie tego wymagasmile), bo i po co w końcu ma być z jej tatusiem, a nie z dzieckiem. Tak myślę, ponieważ pytałam czy na przykład z nią rozmawia itp. Mała generalnie nie chce o tym gadać, zmienia temat, ucieka.
        Pewnie, że ten tekst "przy mnie nie płaczę" był głupi, ale powiedziałam to już w nerwach, bo czasami mam dosyć już tego jak on mnie o wszystko obwinia.
        A poza tym to od niego zależy jakie będzie miał relacje z córką i czy mała będzie do niego przywiązana, a nie ode mnie. Przez 5 lat sobie z nią radził, a teraz najlepiej odstawić córkę do mamy a ja ją biorę i to też źle, bo nie przyzwyczaja się do niego. To po jaką cholerę w ogóle dzwoni, logiczne jest, że nie pozwolę jej cierpieć i ją zabiorę.

        8ma-rca napisała:

        > i znowu przykład dwojga dorosłych ludzi, którzy nie umieją się ze sobą dogadać,
        > ale twierdzą, że wszystko robią dla dobra dziecka.
        >
        > mała nie przerobiła jeszcze tematu rozwód rodziców, jak piszesz, cały czas ma n
        > adzieję, że będziecie razem, więc albo nie wyjaśniliście jej tego oboje dobrze,
        > albo poprostu cały czas to trawi.
        > ale wiedząc, że tak jest, toczycie walkę na obwinianie, zamiast iść we troje do
        > psycho, wyspowiadać się co każdy ma za uszami. bo być może jest trochę prawdy
        > w tym co mówi były, że ulegasz, że jesteś zbyt mało stanowcza. po rozwodzie to
        > naturalna postawa, ale jak piszesz dziecko już przed było nieśmiałe wycofane, u
        > czepione twojej spódnicy. Więc być może jesteś nadopiekuńcza.
        > I być może twój były też widzi świat zbyt czarno-biało i uważa, że dziecku nie
        > należą sie wyjaśnienia przy wprowadzeniu do jego nowej rodziny.
        >
        > oboje zachowujecie się trochę olewczo.
        >
        > jeśli mała mówi że nie lubi nowej partnerki ojca, trzeba rozmawiać, pytać dlacz
        > ego. a ty piszesz że nie pytałaś, nie wiesz co robią razem.
        > u dziecka czasem 1 małe zachowanie nowej osoby spowoduje, że uzna że "jej niena
        > widzi". być może problem jest naprawde błahy i wystarczy dziecku wyjaśnić zjawi
        > sko/przyczyny; jak weźmie na logikę to pozbędzie się strachów.
        >
        > argument "jak jest przy mnie nie płacze" jest nie fair, dziecko jest bardzo moc
        > no przywiązane do ciebie, ojciec widziany raz na tydzień wiele stracił na przyw
        > iązaniu.
        > i zamiast awaryjne odstawianie na każdą histerię dziecka, powinien się nauczyć,
        > jeśli tego nie umie, jak utulić dziecko, w jaki sposób uspokoić.
        >
        > kamon, jesteście dorośli.
        • jagienka_2 Re: kłopot 03.08.12, 16:51
          Nie można być świetną matką czy świetnym ojcem, gdy świat się wali z powodu rozstania czy rozwodu. Każdy w tym momencie popełnia jakieś błędy, Marta też, ale ważne, że szuka pomocy i jakiegoś rozwiązania.
          Dziecko trzeba stopniowo oswajać ze zmianami. Jeśli były mąż Marty nie ma zamiaru współpracować i pomóc córce w odnalezieniu się w nowej sytuacji, cały ciężar spoczywa na matce. Trzeba tłumaczyć, rozmawiać, aż te wszystkie trudne kwestie, nawet te dotyczące nowej partnerki ojca, uda się dziecku zrozumieć i zaakceptować. Wiem, że to trudne i wydaje się niesprawiedliwe, ale kto ma to zrobić, jeśli nie mama, która mieszka z dzieckiem i zna je najlepiej?
          U mnie jest sytuacja odwrotna, były mąż cały czas ukrywa przed synem, że kogoś ma, okłamuje go, że jest sam. A to, że tak rzadko się z nim spotyka (ostatnio raz na dwa miesiące), tłumaczy nawałem pracy... Gdy już weźmie dziecko do siebie, przysyła mi esemesy, że syn źle się zachowuje, że ma wredny charakter... Nie potrafi zrozumieć, że dziecko, które tak rzadko widuje ojca nie radzi sobie z emocjami, nie tylko w czasie pobytu u niego. Po powrocie też musi minąć trochę czasu, zanim odzyska równowagę, minie rozdrażnienie...
          • martakj Re: kłopot 03.08.12, 17:05
            Jagienka dokładnie, dosyć że ja się czuję jak kupa g....a, to jeszcze mam za niego tłumaczyć pewne kwestie. Oczywiście staram się jak mogę. Robię to wszystko, bo chce żeby Mała miała normalne życie, choć jedna Pani psycholog, powiedziała, że niestety nigdy nie będzie miała, po naszym rozwodzie.
            Jestem z nią, rozmawiam z nią, ale więzi między córką a moim byłym ja nie zbuduje. To już jego zadanie. A jeżeli dla niego ważniejsze jest spotkać się z jakąś Panią a nie z dzieckiem to nie mój problem. Sorry, a okłamywać dziecka też nie będę, że tatuś taki zapracowany.
            A z problemami, z którymi się teraz boryka moje dziecko, ja sobie poradzę. Chcę i muszę wink

            Jagienka jak mi piszecie tu o tych Waszych byłych, to ja czasami jestem w takim szoku. Co się z nimi dzieje???!!!!!! Jak to jest możliwe, że dziecko, z którego narodzin się cieszyli, nagle przestaje ich interesować? I mogą żyć bez tego dziecka?
            Oczywiście Panowie, bez urazy, piszę tylko o tych negatywnych przykładach, wiem, że trafiają się normalni tatusiowie smile))


            jagienka_2 napisała:

            > Nie można być świetną matką czy świetnym ojcem, gdy świat się wali z powodu roz
            > stania czy rozwodu. Każdy w tym momencie popełnia jakieś błędy, Marta też, ale
            > ważne, że szuka pomocy i jakiegoś rozwiązania.
            > Dziecko trzeba stopniowo oswajać ze zmianami. Jeśli były mąż Marty nie ma zamia
            > ru współpracować i pomóc córce w odnalezieniu się w nowej sytuacji, cały ciężar
            > spoczywa na matce. Trzeba tłumaczyć, rozmawiać, aż te wszystkie trudne kwestie
            > , nawet te dotyczące nowej partnerki ojca, uda się dziecku zrozumieć i zaakcept
            > ować. Wiem, że to trudne i wydaje się niesprawiedliwe, ale kto ma to zrobić, je
            > śli nie mama, która mieszka z dzieckiem i zna je najlepiej?
            > U mnie jest sytuacja odwrotna, były mąż cały czas ukrywa przed synem, że kogoś
            > ma, okłamuje go, że jest sam. A to, że tak rzadko się z nim spotyka (ostatnio r
            > az na dwa miesiące), tłumaczy nawałem pracy... Gdy już weźmie dziecko do siebie
            > , przysyła mi esemesy, że syn źle się zachowuje, że ma wredny charakter... Nie
            > potrafi zrozumieć, że dziecko, które tak rzadko widuje ojca nie radzi sobie z e
            > mocjami, nie tylko w czasie pobytu u niego. Po powrocie też musi minąć trochę c
            > zasu, zanim odzyska równowagę, minie rozdrażnienie...
            • natka-2003 Re: kłopot 03.08.12, 20:12
              Marta, ja myślę, że sobie poradzisz wink) jak pewnie większość mam bo "siła jest kobietą"...
              to chyba trudny moment jak zaczynają się tworzyć nowe związki, my na razie nie jesteśmy z nikim związani po rozstaniu, ale nie wiem jak to będzie gdy pojawi się np nowa pani w domu taty... trzymam za Was kciuki smile
            • jagienka_2 Re: kłopot 04.08.12, 00:08
              Marta, ja też jestem przekonana, że sobie poradzisz z tym problemem i z innymi. Tak już jest, że ten rodzic, z którym zostaje dziecko, musi mu objaśnić nowe reguły, jakie obowiązują w świecie dziecka. Przynajmniej tak było w moim przypadku. "Mamo, co my takiego zrobiliśmy, że tata nas zostawił?". Takie i podobne pytania słyszałam wiele razy... Taty nie zapytał o to nigdy, a nawet jeśli, ojciec go zbył, zrobił unik. Spotkanie z tatą to święto, festiwal atrakcji, nie ma czasu na trudne rozmowy, nie wolno psuć atmosfery... Od odpowiedzi na trudne pytania jest mama...

              Jak to jest możliwe, że dziecko, z którego narodzin się cieszyli, przestaje ich interesować? Nie wiem. Mój były mąż nigdy nie był zainteresowany własnym dzieckiem. Gdy miał przerwę między kolejnymi związkami, spotykał się regularnie z synem co dwa tygodnie. Po tym, jak nowa kobieta pojawia się na horyzoncie, dziecko idzie w odstawkę... A więzi ulegają rozluźnieniu. Co mogę na to poradzić? Tłumaczyć, perswadować, ale do taty - choć mamy poprawne relacje - nic nie dociera...
              • blue_ania37 Re: kłopot 04.08.12, 08:44
                Martosmile
                Wklejam Ci linka do misia coali)
                forum.gazeta.pl/forum/w,24087,89235152,89311982,Obudz_misia_koale_zerzniete_z_Samodzielnej_Mamy_.html
                ćwiczsmile
                A
        • 8ma-rca Re: kłopot 06.08.12, 14:59
          martakj napisała:


          > Teraz twierdzi, że jestem nadopiekuńcza, wcześniej twierdził, że jestem złą mat
          > ką, bo się małą wystarczająco nie interesuje. Taki typ.

          A ty sama jak sądzisz, jesteś nadopiekuńcza?

          > Według niego jest za mała na pewne tematy. No cóż.

          Bzdura, ty albo psycholog powinien mu wytłumaczyć, że dzieciom się nie ściemnia i nie kłamie, i muszą wiedzieć wszystko, tylko podane zrozumiałym dla nich językiem.

          > Może się mylę, ale pewnie laska nie wykazuje zbyt dużego zainteresowania dzieckiem, (a
          > moje dziecko jedynak, strasznie tego wymagasmile), bo i po co w końcu ma być z je
          > j tatusiem, a nie z dzieckiem. Tak myślę, ponieważ pytałam czy na przykład z ni
          > ą rozmawia itp. Mała generalnie nie chce o tym gadać, zmienia temat, ucieka.

          No własnie, może bardzo się mylisz. Skoro nie wiesz, to dlaczego obierasz od razu wersję negatywną? Być może nie chcesz wiedzieć, nie chcesz dopytywać dziecka i drążyć tematu, bo nie chcesz słyszeć o tej kobiecie.
          Matki mają dziwną tendencję do uważania, że tylko im zależy na ich dziecku, a jeśli w grę wchodzi nowa partnerka ojca, to zakładają, że są to zimne bezmyślne suki, siedzące z obrażona miną na fotelu czekające aż wizyta dziecka się zakończy.
          takich suk jest naprawdę niewiele; są to kobiety takie same jak matki, z tym że wiedzą, że muszą więcej cierpliwości i wysiłku wkładać w związek z partnerem, bo ten ma dziecko. więc rzadko się zdarza, że nowa partnerka dziecka nie lubi, przeważnie robią wiele żeby się z dzieckiem zaprzyjaźnić, ale napewno żadna nie chce pełnić roli drugiej mamy, bo kto chciałby wychowywać dziecko, które ma oboje rodziców.

          pomyśl o tym i szczerze odpowiedz sobie na pytanie czy to chłop, czy jego nowa partnerka cie bardziej boli.

          > Pewnie, że ten tekst "przy mnie nie płaczę" był głupi, ale powiedziałam to już
          > w nerwach, bo czasami mam dosyć już tego jak on mnie o wszystko obwinia.
          > A poza tym to od niego zależy jakie będzie miał relacje z córką i czy mała będz
          > ie do niego przywiązana, a nie ode mnie. Przez 5 lat sobie z nią radził, a tera
          > z najlepiej odstawić córkę do mamy a ja ją biorę i to też źle, bo nie przyzwycz
          > aja się do niego. To po jaką cholerę w ogóle dzwoni, logiczne jest, że nie pozw
          > olę jej cierpieć i ją zabiorę.

          zanim podejmiesz jakieś drastyczne kroki, spróbujcie dotrzeć dlaczego dziecko "cierpi" tak jak mówisz. wg mnie nie ma mocnej przyczyny, dziecko jest rozchwiane, a takie zachowanie dorosłych tylko utrwala w nim złe schematy.

          jak dla mnie, to wy oboje sie zachowujecie jak 2 rozkapryszone dzieciaki. trudno, rozwiedliście sie, było i nie wróci, trzeba iść dalej, jesteście odpowiedzialni za dziecko i nie ma miejsca na użalanie się nad sobą.


          > 8ma-rca napisała:
          >
          > > i znowu przykład dwojga dorosłych ludzi, którzy nie umieją się ze sobą do
          > gadać,
          > > ale twierdzą, że wszystko robią dla dobra dziecka.
          > >
          > > mała nie przerobiła jeszcze tematu rozwód rodziców, jak piszesz, cały cza
          > s ma n
          > > adzieję, że będziecie razem, więc albo nie wyjaśniliście jej tego oboje d
          > obrze,
          > > albo poprostu cały czas to trawi.
          > > ale wiedząc, że tak jest, toczycie walkę na obwinianie, zamiast iść we tr
          > oje do
          > > psycho, wyspowiadać się co każdy ma za uszami. bo być może jest trochę p
          > rawdy
          > > w tym co mówi były, że ulegasz, że jesteś zbyt mało stanowcza. po rozwodz
          > ie to
          > > naturalna postawa, ale jak piszesz dziecko już przed było nieśmiałe wycof
          > ane, u
          > > czepione twojej spódnicy. Więc być może jesteś nadopiekuńcza.
          > > I być może twój były też widzi świat zbyt czarno-biało i uważa, że dzieck
          > u nie
          > > należą sie wyjaśnienia przy wprowadzeniu do jego nowej rodziny.
          > >
          > > oboje zachowujecie się trochę olewczo.
          > >
          > > jeśli mała mówi że nie lubi nowej partnerki ojca, trzeba rozmawiać, pytać
          > dlacz
          > > ego. a ty piszesz że nie pytałaś, nie wiesz co robią razem.
          > > u dziecka czasem 1 małe zachowanie nowej osoby spowoduje, że uzna że "jej
          > niena
          > > widzi". być może problem jest naprawde błahy i wystarczy dziecku wyjaśnić
          > zjawi
          > > sko/przyczyny; jak weźmie na logikę to pozbędzie się strachów.
          > >
          > > argument "jak jest przy mnie nie płacze" jest nie fair, dziecko jest bard
          > zo moc
          > > no przywiązane do ciebie, ojciec widziany raz na tydzień wiele stracił na
          > przyw
          > > iązaniu.
          > > i zamiast awaryjne odstawianie na każdą histerię dziecka, powinien się na
          > uczyć,
          > > jeśli tego nie umie, jak utulić dziecko, w jaki sposób uspokoić.
          > >
          > > kamon, jesteście dorośli.
    • basia8.93 Re: kłopot 04.08.12, 12:34
      dla dziecka stabilna i trwała więź pomiędzy rodzicami jest podstawą poczucia bezpieczeństwa i stałości, a tym samym wpływa na jego i rozwój. rozwód rodziców jest wyjątkowo trudnym przeżyciem, obniżającym drastycznie poczucie bezpieczeństwa, ze wszystkimi konsekwencjami przeżywanego stresu. Najmniejsze szkody ,a jednocześnie najwięcej korzyści dostrzega się w sytuacji dziecka rozwodzących /rozwiedzionych rodziców tylko w sytuacji "odejścia" (od) rodzica przemocowego.
      dzieci nie zawsze wprost komunikują swój stan, czasami tylko wobec jednego z rodziców (tego, który gwarantuje stałość- mają pewność, że szczere ujawnienie przeżyć nie spowoduje negatywnych konsekwencji). brak ujawniania przeżyć powinien niepokoić. czasami rodzice nie chcą dostrzec sygnałów płynących od dziecka, czasami nie potrafią ich zauważyć, co wiąże się m.in. z tym, że sami przeżywają stres.
      fundowanie dziecku w tym czasie dodatkowych atrakcji w postaci nowych partnerów rodziców jest nieporozumieniem. tym bardziej, że ojciec ma wydzielony czas w ciągu tygodnia na spotkanie z dziećmi i może (powinien!) go zarezerwować tylko dla niego- ono tego potrzebuje (kocha i chce być tylko z nim, porozmawiać tylko z nim, porozmawiać o czymś zbyt intymnym, aby mogły w tym uczestniczyć inni...).
      a jak się kogoś kocha to chce się czasami pobyć tylko z nim. rodzice deklarują, że kochają dziecko i czasami na tym się kończy.
      • argentusa Re: kłopot 04.08.12, 15:05
        wiecie, mam mieszane uczucia.
        Nie możemy wymagać i "nadzorować" spotkań dziecka z drugim rodzicem. Bo to rodzic ma tworzyć więzi zdzieckiem. Czasami ten rodzic tego po prostu nie umie, a czasem mu się nie chce.
        Nie wiem jak to zrobiliśmy, ale w naszym przypadku nie było problemów z dziećmi i naszymi nowymi partnerami. Ale ani ja ani ojciec moich dzieci nigdy w najmniejszym stopniu nie deprecjonowaliśmy relacji rodzica z nowym partnerem. Dzieci dostały jasny komunikat: partner rodzica jest OK! I mam wrażenie,że oboje się cieszymy z tego, że dzieciaki mają kolejną znajomą osobę, która jest bliska. Mimo, że partnerka taty jest młodziutka i nie ma dzieci. A mój pratner jest skrajnie inny niż ich ojciec.
        A zdarzyło się i tak, że najmłodszy wprost wyartukuował: mamo, ja chcę żeby on juz sobie poszedł (to o Obecnym) a do "cioci" powiedział: wolę mamę niż Ciebie.
        ŻADNE z nas nie robiło z tego najmniejszego problemu. I może dzięki temu dzieciaki jakoś poukładały sobie nowe ustawienie rodziny.
        Ar.
    • baabcia Re: kłopot 04.08.12, 18:47
      przeczytałam kilkadziesiąt pierwszych postów i dość - bo nie odpiszę wcale

      nie wiem czy ja jestem zbyt szybka czy co ale gotuję się kiedy to czytam
      dobra tłumaczę

      szanowny dorosły mądry człowieku jeden z drugim - kazła bym ci popatrzeć na swoją partnerkę/partnera w objęciach nowego zjawiska

      no co nie podoba się - duży jesteś! no co nie pasuje
      siadaj i susz zęby w usmiechu
      tylko się kochają

      co Ci jest - to ex

      że co? nie dawno był twoim wyłącznym partnerem
      nie masz nowego

      ale ejsteś duzy nie przezywaj

      nie sikaj w nocy

      no przecież ci wszyscy mówią skończyło się

      wyszedł partner i teraz kocha kogo innego

      a z tobą się nawet spotyka i pokazuje jak kocha kogoś innego

      a co? nie rozumiałam - tu nie chodzi o ukochanego męża tylko o ukochanego tatusia

      no to faktycznie zupełnie co innego

      dziecko znajdź sobie nowego tatusia nawet w sklepie z przeceny za 1,- wiesz, że dorośli są świnaiami i nie licza się z tobą

      robią co chcą i z kim chcą, rzucają, zdradzają, kłamią i takie od dziś będzie twoje zycie

      nie sikaj do łózka dziewczynko nie płacz - oni wszyscy cię okłamali - tu jest piekło a nie

      dorośli odpowiedzialni ludzie i bezpieczny dom - koniec - nie miej złudzeń

      nie chce mi się więcej gadać!
      psychiatry spytajcie co robicie dzieciom tak postępując - opowie duzo lepiej jak ja
      choć mogłabym podrzucić trochę linków

      • non-grata Re: kłopot 04.08.12, 21:24
        baabcia - zgadzam się z Tobą, co do dzieci.

        Mocne. Ukłuło mnie, choć to nie o mnie. (to TY, ta dziewczynka?)

        Nie byłam nigdy tą dziewczynką, w tym kontekście.
        Ba.
        Byłam dziewczyną, która miała możliwość zabrania tatusia pewnej dziewczynce. Nie zrobiłam tego. Uznałam, iż fakt, że on nie ma mózgu, nie upoważnia mnie do rozpierniczania mu rodziny, w znaczeniu - nie jego, nie żony, nie zwierząt, a - dzieci. Nigdy, nigdy nie wybaczyłabym sobie, gdyby bezpośrednio czy pośrednio przeze mnie, jakiekolwiek dziecko miałoby się skrzywić.

        Za dużo skrzywionych i skrzywdzonych dzieci.
        Taaa, bo to tylko dzieci.
        Nie rozumieją.
        Jasne. Ale czują.
        I jeśli poczują się zgniecione, za jakiś czas wylądują u psychiatry, czy psychologa.

        Szczerze gratuluję rodzicom mając ochotę co niektórym splunąć pod nogi.

        Des
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka