Dodaj do ulubionych

Moje dzieci mój atut

08.09.12, 13:55
Jak w temacie....dlaczego na tym forum tendencją jest, ze kobieta z dziecmi po rozwodzie to inaczej kobieta z "przychówkiem", "garbem" itp....?Powiem szczersze, ze jak czytam takie teksty to mi się pogarsza, a generalnie przyszłam na to forum by się polepszyło.

Dzieci są moim atutem, nie moim "garbem", czy przychłówkiem i wcale nie muse byc przez to zdegradowana w relacjach damsko-męskich.

Czy to naprawdę takie "dziwne", ze kobieta 30 + moze miec juz dzieci i byc po rozwodzie. I co wtedy? Juz koniec? Nie ma szans na związek, bo ma dzieci??? smile


Eh smutno mi jak się czyta czesto tak o kobietach z dzieciaczkamisad
Obserwuj wątek
    • anbale Re: Moje dzieci mój atut 08.09.12, 14:07
      Na pocieszenie powiem Ci, że jako kobieta bezdzietna również jestem traktowana jak dziwoląg, jak słoń z dwoma trąbami, muszę odpierać kupę nietaktownych pytań ze strony zupełnie obcych ludzi, pukanie się w głowę, że "na co jeszcze czekam" i insynuacje na temat skrajnego egoizmu
      Tak więc nie ma dobrej opcji, tak źle i tak niedobrze smile
    • nowel1 Re: Moje dzieci mój atut 08.09.12, 14:15
      Zawsze ta sama rada: rób swoje, ciesz się tym co masz, nie oglądaj się na to, co jakiś frustrat pisze. Jeśli czujesz się dobrze we własnej skórze, cieszysz się swoim życiem, dziećmi, masz taka samą szansę na szczęśliwy związek jak inni wokół Ciebie. Według mnie problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy szukasz nowego.mężczyzny jako leku na całe zło, ratownika.
    • tricolour Bo dzieci to odpowiedzialność.... 08.09.12, 16:00
      ... a budując nowy związek lepiej zaczynać od podstaw niż od dodatkowych relacji z obcymi (bo na początku są to dzieci obce jak cholera) dziećmi, a także ich ojcem. Na dodatek sytuacja rodzinna i materialna powinna być wyklarowana i czysta, co oznacza, że tatuś ma wyznaczone i przezeń zaakceptowane miejsce w rozbitej rodzinie, toleruje nowych mężczyzn byłej żony, płaci regularnie odpowiednie alimenty i nie będzie wierzgał, gdy jego dzieci zaczną mówić "tatusiu" do obcego faceta.

      Nie dziw się więc, że odczuwasz większy dystans skoro do związku możesz wnosić dodatkowe obciążenia.
    • argentusa Re: Moje dzieci mój atut 08.09.12, 16:20

      Zatem jestem dziwolągiem.
      Nigdy nie odczułam, że jestem "gorsza" bo mam dzieci. Baaa, ja jestem wielodzietna, bo tych dzieci jest sztuk 3.
      A moze ja po prostu nie zauważałam mężczyzn, dla któych to mógłby być kłopot?
      albo mam farta w życiu smile
      Bo obecny skwitował MOJE obawy: "Kobieto, to nie są jakieś obce dzieci, tylko dzieci kobiety, którą kocham. Jakieś dalsze pytania?" No to przyjęłam do wiadomości i nie szukam problemu tam, gdzie go nie ma.
      A że najmłodszy z rąk nie złazi obecnemu to inna rzecz.

      Oczywiście, że na początku to byli obcy ludzie. Ale Obecny to rozumiał i jak sam mówi, dałsobie czas by przywyknąć. od początku był otwarty, a ja niegdy nie oczekiwałam, że będzie tatusiował moim dzieciom. Bo tatę to one już mają.
      Chociaż w domu słuchają Obecnego i przyznaję bez bicia jak on coś powie to od ręki ma załatwione. Ja muszę się nagadać.
      Ar -wielodzietna.
    • maciekqbn Re: Moje dzieci mój atut 08.09.12, 16:46
      To, ze ktoś dzieci w absolutnie nie czyni go gorszym. Natomiast (trochę trywializując) w przypadku kobiety jest to taki sam "atut" jak w przypadku mężczyzny to, że terminowo płaci alimenty.

      Być może inaczej pojmujemy znaczenie słowa atut. Jednak zgodnie z definicją: ATUT, na czym wg Ciebie Pati polegają Twoje większe szanse w stosunku do kobiet (również rozwódek), które dzieci nie mają? Skoro piszesz "atut" to znaczy, że uważasz, iż masz nad nimi jakąś przewagę.
    • wendd Re: Moje dzieci mój atut 08.09.12, 16:48
      Pati, a ja powiem tak jak Nowel - rób swoje i ciesz się życiem i nie zwracaj uwagi co na ten temat myśli reszta świata.
      Wielu jest takich co powód to alienowania znajdą zawsze (nawet jak go nie ma) - za dużo dzieci, za mało dzieci, za gruby, za chudy, za głupi, za mało kasiasty i etc.
      Maluczkim i nędznie się czującym nic tak nie poprawia nastroju jak wytknięcie komuś jakiś "niedociągnięć" w stylu - stara panna, rozwódka, bezdzietna, za bardzo dzietna.
      Jak Cię ktoś lubi, to będzie lubił bez względu na to czy masz dziesięcioro dzieci czy wcale ich nie masz.
      A jeśli ktoś swoją przyjaźń dla Ciebie warunkuje brakiem dzieci i problemów z tym związanych to krzyżyk mu na drogę - przecież tacy przyjaciele nie są Ci do niczego potrzebni.
      • natka-2003 Re: Moje dzieci mój atut 08.09.12, 18:54
        Pati, dla mnie moje dziecko to też mój atut smile
        po pierwsze jest fajną dziewczynką, już całkiem rozsądną - i co ważne - z dobrym kontaktem z tatą i drugimi dziadkami...
        po drugie - gdybym się rozstawała z mężem po 35 rż (tj się rozstawałam) i nie miałabym dziecka i mieszkałabym sama, to dopiero byłaby czarna rozpacz... i jakieś gorączkowe organizowanie nowego związku, bo zegar biologiczny itp... (BTW moja koleżanka l. 43 właśnie dzisiaj urodziła synka wink)
        i wszystkim nowym znajomym mówię, że się rozstałam i mam 9-letnie dziecko, jakoś to przecież mnie określa... i jeśli ktoś z tego powodu miałby problem, to naprawdę byłby to tylko jego problem, nie mój
        ps. i zgadzam się w całości ze słowami Wendd smile
        • krokodil123 Re: Moje dzieci mój atut 08.09.12, 19:08
          Ja też nie rozumiem o co chodzi i dlaczego niektóre kobiety się tak czują.
          Ja jestem po rozwodzie mam dwójkę dzieci i nie przyszło mi do głowy to ukrywać czy się tłumaczyć.
          U mnie właśnie jest odwrotnie. Mnie interesują wyłącznie faceci posiadające dzieciaków czyli „równych mnie ” w pewnym sensie.
          Takich bez-są skreślane na samym początku znajomości.
          • zegnaj_kotku Re: Moje dzieci mój atut 08.09.12, 20:00
            Na wstępnie zaznaczę, że dziecko jest dla mnie bardzo ważne, w dużej mierze jest motorem który mnie popycha na codzień do działania i w poczatkowej fazie to dzieki niemu przetrwałam.
            Ale tak realnie myśląc to ja nie mam czasu na budowanie relacji z mężczyzną - właśnie przez to, że mam dziecko i może właśnie to kobiety nazywają tym obciążeniem.
            8-16 jestem w pracy, później zajmuję się dzieckiem. Ojciec mało angażuje się w kontakty ( raz w tygodniu na kilka godzin) w tym czasie ja staram sie pozałatwiać wszelkie swoje sprawy, spotkać się na ploty, albo chociaż odpocząć i na budowanie relacji/poznawanie partenra nie mam już czasu/siły/chęci.
            Ponadto uważam, że nie powinnam w życie dziecka wporwadzać nikogo kto nie rokuje jako partner na dłużej (nie chce by się do kogoś przyzwyczaiło, by nie cierpaiało znowu), więc nie wyobrażam sobie by ew. partner od początku pojawiał się w naszym domu, zostawał na noc etc.
            Dodatkowo dziecko mocno teraz do mnie lgnie (0,5 roku od rozstania) więc nie chce go podrzucać babciom/ciociom przyjaciólką chce moj wolny czas dać mu a nie facetowi.
            Podsumowując czsu dla faceta nie ma własnie dla tego, że ma dziecko - ale ja nie czuję się z tego powodu "pokrzywdzona".
    • kuwra1 Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój atut" 08.09.12, 20:00
      "Moje dzieci mój atut "
      Jest to tak oczywista bzdura, że aż komentować mi się tego nie chce.
      Bzdura ta wynika z przyczyn naturalnych, dla żadnego narmalnego faceta dzieci obcego faceta to nic innego jak przykre obciążenie nowego związku, tym bardziej, jeśli ma swoje.
      I świetnie wiem o czym piszę bo byłem w takim związku...gdzie kobieta ciągle mnie instruowała, że to kontrakt wiązany i że warunkiem jest to, żebym został zaakceptowany przez jej dzieci...i to wszystko prawda, jednakowoż umknęło jej uwadze, że te dzieci muszą być jeszcze zaakceptowane przeze mnie...a nie zostały więc związek, pomimo świetnych relacji z partnerką, rozleciał się. Sposób, w jaki wychowane były, a przez to zachowywały się, jej dzieci był dla mnie tylko nie do zaakceptowania ale chwilami ich zachowania nie byłem w stanie nawet tolerować.
      Więc facet może dzieci innego faceta traktować w najlepszym wypadko jako zło konieczne. W najlepszym wypadku. A zdanie to podziela baaardzo wielu facetów po rozwodach (oczywiście na tym forum to co napisałem uznane pewnie zostanie za zbrodnię a co najmnie za jakąś grubą dewiację wobec panujących tu sfeminizowanych i "poprawnych" punktów widzenia rozwódek ale zapewniam szanowne panie, że są inne fora, gdzie faceci podobnie jak ja tu piszą w identyczny sposób).
      Wystarczy zajrzeć na Sympatię i zbadać relację podaży panie/panowie po rozwodach, z wyższym (lub podyplomowym) wykształceniem.
      Jest jak 4 do 1 !!! Otóż wnioski są takie,że przytłaczająca większość facetów woli żyć samotnie niż z kobietą i dziećmi jakiegoś innego faceta.
      Taka jest prawda więc proszę mi nie bredzić o tego rodzaju "atutach"smile
        • maciekqbn Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 08.09.12, 23:06
          triss_merigold6 napisała:

          > Cóż, posiadanie dzieci z poprzedniego związku u mężczyzny też nie jest atutem,

          Oczywiście, ale który facet uważa, że jego dzieci to jego atut?
          Mój syn to mój skarb - podkreślam MÓJ skarb i jak najbardziej rozumiem, że przez kogoś obcego może być odbierany w kategorii "obciążenie". Taka jest prawda i nie ma się co rzucać.

          Co więcej, ze względu na fakt, iż nie będę miał przy sobie syna "na codzień" nie wyobrażam sobie sytuacji, by związać się z kobieta, która ma dzieci (przy sobie). Emocjonalnie nie zniósłbym tej sytuacji (mojego syna nie ma przy mnie a są jakieś obce dzieci). Na "pocieszenie" można dodać tylko, że jej wielu facetów, którzy dzieci wszelakie (swoje czy nie swoje) maja głęboko w d... i im zapewne taka sytuacja (związek z kobietą dzieciatą) nie robi różnicy.
          • nicol.lublin Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 09.09.12, 08:51
            maćku, pewnie to wynika z tego, że uogólniasz swoją sytuację na wszystkich smile
            ja np. (pewnie jestem w mniejszości) wolałabym rozwodnika z dzieckiem niż kawalera. ludzie są różni, ot i tyle.
            weź też pod uwagę, że niektórzy nie szukają już związków na śmierć i zycie, więc wszystko im jedno czy ktoś ma dzieci czy nie smile
              • pati790 Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 09.09.12, 13:05
                Maćku jest cos w tym i chyba Cię rozumiem, bo kiedys spotkalam sie z chlopakiem, ktory ma córkę, ale nie mieszka z nią i mowil dokladnie to samo...Jednak nie ilosc, ale jakosc w kontaktach z dziećmi się liczy. Nie mozesz dac odczuc dziecku, ze przez to cierpisz, bo trochę egosistyczne by bylo. Pamiętaj o tym.
                • maciekqbn Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 09.09.12, 13:32
                  Wiem, że nie ilość a jakość się liczy. Jednak nie mieszkając z dzieckiem nie mam szans go wychowywać, nie mam szans przekazać mu swojego systemu wartości, co jest szczególnie bolesne, gdy system wartości ex jest dokładnym zaprzeczeniem tego, co ja uznaję za istotne i dobre w życiu. Mam znikome szanse dostrzeżenia w porę postaw i zachowań, które wymagają bezwzględnej korekty, nim staną się u dziecka rutyna i częścią jego osobowosci. Taki weekendowy tata to nic innego jak bankomat i ewentualnie weekendowo-wakacyjny zapewniacz rozrywki dla dziecka.
        • kuwra1 Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 08.09.12, 21:17
          Czy ja gdzieś napisałem, że "dzieci takie niedobre"? Ja w przypadku dzieci partnerki nie wartościowałem w tym stylu ich postaw. Stwierdzam jedynie, że ich postawy byłe nieakceptowalne a nawet "nietolerowalne" przeze mnie, co nie jest jednoznaczne z ich "dobrocią".
          Ponadto, nawet gdy facet zaakceptuje taką sytuacje ZAWSZE będzie miał do czynienie z dziećmi innego faceta, co samo w sobie jest wrem naturze i jako takie - nieakceptowalne do końca nigdy.
          Dochodzi jeszcze jeden bardzo ale to bardzo istotny element, jeżeli facet ma własne dzieci.
          Jeżeli taki facet jest chociażby minimalnie wrażliwym człowiekiem, to żyjąc w oddali od własnych dzieci i jednocześnie zajmując się, wychowując, finansując dzieci obcego faceta NIGDY nie pozbędzie się wyrzutów sumienia. NIGDY. Więc droga pati - czytaj, proszę, ze zrozumieniem, nie wkładaj w usta ludziom słół, których nie wypowiedzieli, ani nawet nie wysunęli dorozumianej chociażby sugestii i zadbaj może o spójność logiczną własnych wywodów zamiast niespójności doszukiwać się tam, gdzie ich nie ma.
          Z wyrazami szcunku...statystycznie rzecz ujmując większość rozwódek z dziweciakami ma nikłe szanse na nowy trwały związek. Tak to wygląda.
            • kuwra1 Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 08.09.12, 21:31
              Nie piszę tego po to, żeby Cię dołować. Przedstawiam jedynie jak sprawa wygląda z perspektywy faceta, jakkolwiek pewnie 2 identycznych przypadków nie ma. Ale są bardzo podobne te sytuacje a sprawa wlasnie emocji, wyrzutów sumienia itp. często bywa rozstrzygająca w tego typu związkach.
              Co nie oznacza, że trzeba się poddawać ale jednak na realia trzeba zwracać uwagę a są one jakie są.
              • argentusa Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 09.09.12, 06:51
                piszesz interesująće rzeczy. i szanuję Twój punkt widzeia.
                Tyle,że nie każdy facet tak ma i nie każdy facet finansuje "obce " dzieci, nie każdy musi im poświęcać czas- czasami to robi co CHCE. NAwet jesli ma SWOJE dzieci. pewnie w przypadku maluchów jest to problem.
                przerabiam w domu ten temat. Obecny na całe szczęście MÓWI wprost co mu lezy na wątrobie i bez skrępowania opuszcza gniazdko nasze bo IDZIE do dzieciów swoich. Ani ja fochan ie strzelam ,że mnie opuszcza bo dzieci, ani on,że ja się odmeldowuję i znikam ze swoimi.
                Bo my dorośłi jesteśmy.
                Ar.
                ps. ale rozumiem,ze są mężczyźni/kobiety którym potostwo z poprzedniego związku partnera bardzo przeszkadza. I szacunek, jelsi wprost o tym komunikują. Mają prawo.
          • martakj Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 08.09.12, 21:30
            kuwra1 napisała:


            > Dochodzi jeszcze jeden bardzo ale to bardzo istotny element, jeżeli facet ma wł
            > asne dzieci.
            > Jeżeli taki facet jest chociażby minimalnie wrażliwym człowiekiem, to żyjąc w o
            > ddali od własnych dzieci i jednocześnie zajmując się, wychowując, finansując dz
            > ieci obcego faceta NIGDY nie pozbędzie się wyrzutów sumienia. NIGDY.
            > Z wyrazami szcunku...statystycznie rzecz ujmując większość rozwódek z dziweciak
            > ami ma nikłe szanse na nowy trwały związek. Tak to wygląda.

            Znam trochę rozwódek z dziećmi, którym jednak udało się znaleźć normalnego faceta, podkreślam normalnego!!!
          • martakj Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 08.09.12, 21:44
            a poza tym strasznie irytuje mnie, kiedy mężczyzna mówi o finansowaniu "obcego" dziecka, bo po pierwsze, dziecko ma już tatusia i alimenty, a kobieta też pracuje.
            Dlaczego strona finansowa jest tak istotna? ważniejsza niż miłość i szczęście.
            Jak spotkam takiego Pana, który będzie mi mówił, że będzie "finansował" moje dziecko, to szybko ucieknę wink
            • mayenna Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 08.09.12, 22:25
              To finansowanie głownie panów martwi. Tych z penisami mniejszymi od serca. Nie martwi ich, że to dziecko może traktować go jak członek rodziny z pełnymi konsekwencjami w przyszłości. Nikt się z nich nie martwi, ze na starość może być ciężarem dla takiego dziecka bo połączy ich wieź rodzinna. Nie widzi korzyści w posiadaniu rodziny jako takiej.
              Jak mam być z egoistą - materialistą, myślącym tylko o własnej wygodzie to wolę sama, z dziećmismile
              • triss_merigold6 Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 08.09.12, 22:33
                Tacy albo nie mają w ogóle własnych dzieci, bo postrzegają dzieci wyłącznie jako koszt i ograniczenie, albo mają i rzucają się o owe 300 zł alimentów. Generalnie facet, który nie chce inwestować jakich zasobów w kobietę na której mu zależy - czasu, kasy, energii, uczuć, starań, wysiłku etc. nie nadaje się do związku.
            • natka-2003 Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 08.09.12, 22:32
              mnie generalnie strasznie irytują faceci lamentujący nad swoimi finansami i jacy są biedni, że muszą płacić alimenty lub finansować "obce" dziecko... wbrew pozorom coraz więcej jest kobiet niezależnych i dobrze radzących sobie finansowo także po rozwodzie i nie oczekujących od nowego partnera finansowania jej dziecka...
              rzeczywiście sytuacja tworzenia nowego związku jest trudniejsza, gdy są dzieci i wymaga więcej cierpliwości i nie każdemu się chce w to wchodzić, jest potencjalnie więcej problemów... ale nie znam kobiet, które są rozwiedzione i żałują, że mają dzieci, w kontekście zyskania "w zamian" większych szans na nowy związek
            • kuwra1 Czy Wy, drogie Panie, czytacie czasami ten bełkot, 08.09.12, 23:39
              który na forach serwujecie???
              Mam propozycję, strzelcie sobie od czasu do czasu jakiś gin z toniciem i odrobiną curracao i poczytajcie własne bzdety, popatrzcie jak wystarczy słowo jedno, bez żadnych aluzji, na temat kasy wrzucić i co z Wami się dzieje.
              Wcale się nie dziwię, że jesteście rozwódkami majac taki stosunek do pieniedzy - co to uderz w stół a nożyce odezwą się same...żeby odezwą - jazgot od razu.
              A serca...moje Panie, ja jestem już na tyle dorosłym chłopcem, że tego rodzaju kitu to nie łykam...Kasa jest tym, co kochacie zdecydowanie najbardziej a wielkość Waszych serc to piszcie tym przygłupawym Duńczykom
              Ucho od śledzia!!! tak a propos Duńczyka!
          • maciekqbn Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 08.09.12, 23:07
            kuwra1 napisała:

            > Dochodzi jeszcze jeden bardzo ale to bardzo istotny element, jeżeli facet ma wł
            > asne dzieci.
            > Jeżeli taki facet jest chociażby minimalnie wrażliwym człowiekiem, to żyjąc w o
            > ddali od własnych dzieci i jednocześnie zajmując się, wychowując, finansując dz
            > ieci obcego faceta NIGDY nie pozbędzie się wyrzutów sumienia. NIGDY.

            Otóż to.
          • zegnaj_kotku Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 08.09.12, 23:19
            A może jest tak, ze taki mężczyzna co nie potrafi zaakceptować dzieci Swojej kobiety to poprstu jest niedojrzały i egozentryczny i z góry odrzuca związek, w ktorym na codzień bedzie musiał się dzielić uwagą i miłością partnerki z JEJ dziećmi, kóre są mu obce/obojetne? Zwłaszcza, że co tu ukrywac te dzieci zawsze będą ważniejsze niż on...
            • triss_merigold6 Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 08.09.12, 23:26
              Niekoniecznie, bo dużo zależy od wieku dzieci, relacji pani z jej byłym, jej stanowiska i podejścia. Może mieć facet najlepsze chęci, ale to nie wszystko.

              Będąc singielką w ogóle nie brałam pod uwagę związku z dzieciatym mężczyzną. Byli poza kręgiem zainteresowań po prostu. Kiedy miałam już dziecko też wykluczałam zainteresowanie się jakimś dzieciatym, mój obecny był bezdzietnym kawalerem. Ale ja egocentryzmu nie ukrywam.
            • maciekqbn Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 08.09.12, 23:29
              zegnaj_kotku napisała:

              > A może jest tak, ze taki mężczyzna co nie potrafi zaakceptować dzieci Swojej ko
              > biety to poprstu jest niedojrzały i egozentryczny

              A może po prostu nie jest masochistą i woli być sam niż się męczyć emocjonalnie?
              Może miał inne priorytety życiowe. Na moim przykładzie - jedna z najwazniejszych moich "ról życiowych" jest bycie ojcem. Czuje się z tym dobrze i jest to jedna z form samorealizacji (obok hobby i spraw zawodowych). Przez rozwód zostaje pozbawiony tej możliwości (brak realnego wpływu na wychowanie dziecka). Pakowanie się w związek, gdzie są inne dzieci tylko pogłębi poczucie tej straty.

            • mola1971 Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 08.09.12, 23:34
              Może też być tak, że po prostu leniwy (lub fałszywy) jest. Wiesz, samą kobietę łatwo zbajerować, ponawija taki makaron na uszy i baba ugotowana wink Natomiast dzieci są świetnymi obserwatorami i je dużo trudniej zbajerować. One wyczuwają każdy fałsz.
              I właśnie m.in. z tego powodu dzieci są atutem - są świetnym barometrem tego, czy pan rokuje na przyszłość smile
            • blue_ania37 Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 09.09.12, 09:54
              A ja nie rozumiem trochę podejścia facetów którzy w tym wątku piszą.
              Rozumiem, że dziecko partnerki może być wkurzające i to będzie ten minus, ale chęć ewentualnego zwiazku z kobietą bez przychówku w sytuacji kiedy ma się własne dzieci uważam za absurd.
              Przecież ta kobieta nie będzie rozumiała że wy macie własne dzieci którym należy poświęcić czas itp...jeśli ma dzieci to to szybciej zrozumie.
              Ja osobiście wolałabym faceta z przychówkiem który zrozumie, że w niedzielę no nie zawsze da się wylegiwać do 12 bo są dzieci..
              Są wyjątki choćby Agrentusa, Niutka, ale uważam że wszystki należy się szansa, jeśli bym poznała świetnego faceta z dziećmi nie byłoby problemu.
              A tak ogólnie jest tak, że człowiek sobie robi plany a potem życie to weryfikuje, ale stawianie przychówku za wadę uważam za niepoważną sprawę.
              A
      • mola1971 Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 08.09.12, 22:52
        kuwra1 napisała:
        Azdanie to podziela baaardzo wielu facetów po r
        > ozwodach (oczywiście na tym forum to co napisałem uznane pewnie zostanie za zbr
        > odnię a co najmnie za jakąś grubą dewiację wobec panujących tu sfeminizowanych
        > i "poprawnych" punktów widzenia rozwódek ale zapewniam szanowne panie, że są in
        > ne fora, gdzie faceci podobnie jak ja tu piszą w identyczny sposób).

        I właśnie dlatego uważam, że na forach nie ma normalnych facetów. Gdybym opinię o mężczyznach czerpała z for (tego i innych), to niechybnie bym znienawidziła wszystkich facetów tongue_out Swoje zdanie o facetach wolę opierać na tych, których znam w realu, a ci są bardzo różni.

        A do Pati... Rób swoje i tyle. Dbaj o siebie, dbaj o dzieci, dbaj o swoją niezależność. Tylko niezależna i spełniona, zadowolona ze swojego życia kobieta przyciąga normalnych, zdrowych emocjonalnie mężczyzn. I masz rację - dzieci SĄ Twoim atutem i nigdy nawet przez sekundę niech Ci nie przyjdzie do głowy, że jest inaczej smile
      • kobieta306 Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 08.09.12, 22:54
        w sporej części zgadzam się z tym co pisze kuwra1
        Natomiast ja miałam w swym życiu po rozwodzie następujący przypadek - dosłownie przyplątał się do mnie jeden rozwodnik, który, po swym własnym rozwodzie, przeprowadzi się do swej matki, na dwa pokoje z kuchnią. Jestem rozwódką ale mam dom z ogrodem, pracę, stałe alimenty, samochód, a do tego 2 dzieci. I uwierz mi, że ten wolny pan był dla mnie partią wartą śmiechu. I owszem, żalę się tutaj, że jestem sama. Ale wiesz dlaczego jestem sama? Bo gołodupca, który chce się urządzić na moich plecach już miałam!
        • mayenna Re: Super bzdura prosto w oczy: "Moje dzieci mój 09.09.12, 08:01
          Mało kto po rozwodzie nie ponosi strat w dorobku. Może pan był przyzwoity i zostawił mieszkanie żonie i dzieciom?
          Moim zdaniem nie ważne co dana osoba ma. ważne jaka jest.
          A przykładów, że 'gołodupiec' czy dzieciata kobieta są lepszą partią niż pozornie ci rokujący lepiej, znam wiele. Ważne jaki to gołodupiec i jaka dzieciata kobieta, jakie ma cechy jako osoba bo problemy można razem pokonać, ale charakteru nie da się zmienić.
          .
    • kobieta306 Re: Moje dzieci mój atut 08.09.12, 22:43
      Uwielbiam aktywny wypoczynek (pływać, jeździć po górach na rowerze, ćwiczyć na siłowni, uprawiać jogging, śmigać po stoku na snowboardzie a potem wygrzewać się w saunie, zwiedzać jakieś ciekawe miejsca), a także oglądać filmy, jak i robić nic

      to autentyczny tekst z portalu randkowego.
      I teraz stajesz TY, z 2 dzieci (bliźniaki, tak? smile ) i razem realizujecie te pasje czyli uwielbiacie aktywny wypoczynek (pływać, jeździć po górach na rowerze, ćwiczyć na siłowni, uprawiać jogging, śmigać po stoku na snowboardzie a potem wygrzewać się w saunie, zwiedzać jakieś ciekawe miejsca), a także oglądać filmy, jak i robić nic.
    • wendd Re: Moje dzieci mój atut 08.09.12, 23:56
      To o czym pisze Maciek czy Kuwra nie jest ani nienormalne, ani nienaturalne ani nie jest przejawem ich wredoty, egozimu czy złej woli.
      Taka jest natura - i facet jako samiec gatunku homo sapiens już tak po prostu ma.
      Samce innych gatunków zabijają nie swoje potomstwo aby samica mogła wydać na świat ich młode i zająć się tylko nimi.
      Niemniej zew natury to jedno, a rozum drugiesmile
      I może warto dla kogoś kogo się lubi i dobrze nam z nim spróbować zrobić coś wbrew naturzesmile
      A nuż wyjdzie z tego kawał wspólnego udanego życia pomimo tego, że będą w nim obecne na co dzień dzieci innego mężczyzny.
      Poza tym dzieci (nasze czy obce) dziś są, a za chwilę dorastają i często układają sobie życie na drugim końcu Polski czy świata - a partner zostaje przy nas.
      • tricolour Egoizm jest elementem natury... 09.09.12, 00:01
        ... nie ma niczego złego w tym, że facet nie chce pierwszej z brzegu dzieciatej kobiety, a taki wydźwięk ma to pojęcie "atutu" w postaci dzieci.

        Dzieci nie są żadnym atutem. Dzieci są jak nos czy ręka. Jednemu się taki nos podoba, a drugiemu inny.
      • kobieta306 Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 00:03
        też go rozumiem ale w drugą stronę to również działa. Są kobiety dla których facet z alimentami na karku, ledwo wiążący koniec z końcem, nie jest pełnią szczęścia, bo same są niezależne i im kolejne dziecko na utrzymaniu nie jest potrzebne, a szukają faceta na poziomie i intelektualnym i zawodowo - materialnym.
        Na forum jest wiele takich kobiet, które zwyczajnie, mimo defektu, że są rozwódkami i do tego Z DZIEĆMI to są bardziej ogarnięte jak niejeden pan alimenciarz albo kawaler mieszkający kątem u mamusi.
      • zegnaj_kotku Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 00:05
        wendd mądre podsumowanie. Serio!

        ale po tym fragmencie: " Poza tym dzieci (nasze czy obce)..." od razu staneła mi przed oczami scena z filmu gdzie robotnicy wieszają transparent " "Uśmiech naszego dziecko premią za trud wychowawczy" i wycinają "naszego" bo tansparent za długi wink))
      • anbale Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 00:08
        wendd napisała:

        > Poza tym dzieci (nasze czy obce) dziś są, a za chwilę dorastają i często układa
        > ją sobie życie na drugim końcu Polski czy świata - a partner zostaje przy nas.

        Ja się dziwię, że jeszcze nikt w tym wątku na to nie wpadłsmile
        A zawsze dziwi mnie straszliwie, jak niezwykle łatwo ludzie skreślają innych...Nakręcą w swej głowie jakąś wersje demo idealnej egzystencji, i nie ma zmiłuj...Wyluzujcie trochę smile
      • kuwra1 Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 00:08
        Pełna zgoda. Wreszcia jakaś obiektywna, spokojna i rzeczowa wypowiedź kobiety.
        Jakże prościej żyłoby się na tym świecie, gdyby ludzie okazywali nieco więcej empatycznych gestów zrozumienia, jednak często w ich miejscu pojawiają się jakieś próby czarowania rzeczywistości - jak w tytule postu Wielce Szanownej Gospodyni tego wątku...
      • mola1971 Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 00:18
        wendd napisała:
        > Poza tym dzieci (nasze czy obce) dziś są, a za chwilę dorastają i często układa
        > ją sobie życie na drugim końcu Polski czy świata - a partner zostaje przy nas.

        Co do pierwszej części wypowiedzi, pełna zgoda. Dzieci wychowuje się nie dla siebie, tylko dla świata. Tyle, że żyjemy dziś - tu i teraz, a dziś te dzieci realnie są w naszym życiu. I fajnie jest czerpać z tego siłę, a nie jako słabość odbierać smile
        Druga część - no cóż, komu jak komu, ale nam akurat chyba nikt nie powinien tłumaczyć tego, że partner dziś jest, a jutro go nie ma smile
        Siłę i wolę życia najlepiej czerpać z siebie - sami ze sobą zostaniemy do końca swoich dni. To akurat pewne jak śmierć tongue_out
        • anbale Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 00:35
          Myślę, że skreślanie kogoś jako potencjalnego partnera jedynie z powodu bycia alimenciarzem/samotną matką to krótkowzroczna polityka... Fajnych ludzi spotyka się w życiu na tyle rzadko, że spuszczanie ich po drucie tylko dlatego, że mają jakąś swoją przeszłość i tymczasowe zobowiązania, jest co najmniej niemądre, a mam wrażenie, że dla wielu tu piszących to jest oczywiste. Z takim podejściem można pewnego dnia obudzić się jako bezzębna staruszka/staruszek z poczuciem zmarnowanego życia i straconych szans smile
            • anbale Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 00:55
              Jasne, może nie są atutem, choć czasem mogą być np. dla kogoś kto nie może mieć własnych, jednak traktowanie ich przeszkody nie do przeskoczenia też jest po prostu śmieszne.
              Myślę, że do wszystkiego można sobie wyrobić zdrowe podejście, jeśli tylko się chce; i żyć pełną piersią zamiast wiecznie kalkulować, kombinować i się asekurować.
          • mola1971 Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 00:47
            Anbale, na fajną (nawet bezzębną wink) starość się pracuje całe życie smile Tego mnie moja Babcia nauczyła. Pracuje się swoim życiem. Jeśli ktoś jest dobrym człowiekiem, nie ma takiej opcji, by umierał samotnie. Niezależnie od tego, czy miał dzieci, partnera etc.
            • anbale Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 00:58
              mola1971 napisała:

              Jeśli ktoś jest dobrym czło
              > wiekiem, nie ma takiej opcji, by umierał samotnie.

              Molu, nie wierz w to, ja pracuję w hospicjum...
              Nie umierają samotnie jedynie Ci, którzy "zainwestowali" swoje serce i wysiłek w sensownego partnera. Dzieci często też się nie sprawdzają...
              • mola1971 Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 01:03
                Anbale, skoro umierają w hospicjum i mają tam Ciebie, znaczy, że nie umierają samotnie. Mniemam, że tam jesteś właśnie dla takich ludzi, którzy (pozornie) są sami?
                To co dajemy, do nas powraca, choć niekoniecznie od tych samych ludzi. Ba, niezmiernie rzadko od tych samych...
            • gazeta_mi_placi Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 11:02
              Naiwna jesteś i to bardzo, znam człowieka co znęcał się pół życia nad rodziną, a i potem niewiele zmienił i dorosła już córka mieszka z nim i co tłustsze kąski podsuwa uncertain W dodatku ta którą ze wszystkich swoich dzieci najbardziej poniewierał.
              Życie dość rzadko bywa sprawiedliwe.
          • wendd Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 00:52
            dokładnie taksmile

            ale z drugiej strony oczekiwanie, że ktoś weźmie nas w pakiecie razem z całą gromadką i stylem życia i jednoczesne odmawianie mu prawa do ingerowania w nasze życie, plany i metody wychowawcze to też droga do nikąd.
        • wendd Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 00:44
          Mola nie piszę o dzieciach w kontekście słaboścismile
          Piszę o tym, że to "tu i teraz" nie będzie trwało w nieskończoność - bo takie jest życie i ma ono swoje etapy.
          Nikt nie ma prawa oczekiwać, że dzieci osłodzą i uprzyjemnią mu starość - bo one mają swoje prawo wieść życie jak chcą i gdzie chcą.

          • mola1971 Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 00:51
            Oczywiście, że tak. Mam trójkę i ich świętym prawem jest rozjechać się w trzy strony świata smile
            Dziś są i o nie dbam, jutro se pójdą w świat i same o siebie dbać będą, taka kolej rzeczy.
            Chodziło mi tylko o to, by nie traktować potencjalnego partnera jako zabezpieczenie na starość, bo on (podobnie jak dzieci) żadnym zabezpieczeniem spokojnej starości nie jest.
            • wendd Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 01:28
              Mola chyba tak naprawdę nic nie jest dobrym zabezpieczeniem spokojnej starości - bo nawet duża kasa na nic jeśli rozum nam odbierze, a zabraknie obok uczciwych ludzi.
              Poza tym nawet jeśli ten partner ma najuczciwsze zamiary wobec nas - to może mu się przydarzyć zgon, choroba i etc.

              Ja po prostu myślę, że pomiędzy rozwodem/rozstaniem (bo ludzie w rożnych związkach żyją), a śmiercią jest jeszcze kawał życia, które przyjemniej i ciekawiej jest wieść w towarzystwie fajnego człowieka smile
              • mola1971 Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 01:33
                Człowieka? Ale po co się ograniczać do jednego człowieka? Fajnie się żyje w towarzystwie ludzi (płci obojga) po prostu smile
                Zmykam spać, dzieć średni z 18-tki koleżanki wrócił cały i zdrowy, więc mogę zamknąć drzwi i do domu i iść spać. Dobranoc smile
    • kuwra1 No dobrze Pati, 09.09.12, 00:55
      widzę, ze wątek porządnie rozkręciłem a późno się zrobiło...
      Po prostu postanowiłem, na tym wielce sfeminizowanym forum wzajemnej adoracji i nakręcania się szanownych rozwódek, zwrócić uwagę, ze jednak isnieje kawał świat obok z tyleż odmiennym co uzasadnionym postrzeganiem pewnych aspektów rzeczywistości a to niekiedy bywa dla Was, miłe Panie, nie do przeskoczenie pomimo zaklęć i wzajemnehgo nakręcania się na tymże forum. Niekiedy do granic jakiegoś nierzeczywistego obłedu.
      Dziękuję wszystkim Paniom za, chwialami, ciekawą dyskusję a ze swej strony obiecuję, że jeszcze nie raz zajrzę na to forum by sprowadzić niektóre z Was na ziemię.
      Z wyrazami szacunku, kuwra1.
    • sweet-tulipan Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 07:53
      Zgadzam się z tym co napisał(a) Kuwra1 na temat forum, natomiast jako facet nie zgadzam się co do meritum:
      Otóż uważam, że dziecko rzeczywiście może być atutem, z tym że wiele zależy od samego dziecka. Może to co napiszę też nie będzie do końca politycznie poprawne, ale niektóre dzieciaki są zwyczajnie wkurzające, i ja, jako facet wchodzący zewnątrz nie mam na to żadnego wpływu, że potencjalna partnerka ma np. do cna rozpuszczonego nastolatka, z którym w żaden sposób nie potrafię się dogadać.
      Zaznaczam, że generalnie lubię dzieci i dziecko, które z miejsca polubiłem, to - dla mnie osobiście - rzeczywiście atut, który chętnie brałbym w ciemno w pakiecie razem z mamą.
      (Żeby nie być posądzony o kryptoreklamę, dodam że obecnie jestem w związku).
        • sweet-tulipan Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 09:02
          O.k., nie upraszczajmy, jeden wolałby kobietę z pięciolatkiem, który ucieszy się z lizaka i nowej gry komputerowej, a inny z nastolatkiem, bo np. sam ma dziecko w tym wieku.
          Chodzło mi o to, że "kobieta z dzieckiem" to bardzo szerokie pojęcie. Jedno dziecko ciężko polubić, a inne to taki bystrzak i przylepa, którego nie da się z miejsca nie zaakceptować.
          • katja75live Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 10:44
            Sweet-tulipan poruszyl bardzo wazna kwestie. To czy dzieci sa atutem czy nie moze czesto zalezec wlasnie od nich samych. Ja mam opieke naprzemienna i bardzo chetnie zwiazalabym sie z czlowiekem, ktory rowniez ma dzieci, ktoymi zajmuje sie w duzym ''zakesie'', ale jeszcze wszystko zalezy od tego jakie to sa dzieci. Ja lubie ogolnie dzieci, latwo nawiazuje z nimi kontakt, ale nie wszystkie da sie polubic, czy pokochac (tak jak z doroslymi).
            Posluze sie przykladem . Ja mam dwojke, w wieku 7 i 9 lat, i ostatnio wprpwadzily sie do nas do bloku 2 nowych dzieci z mama. Mama ma juz nowego partnera, a ojciec ma opieke naprzemienna.
            Ojca mialam okazje poznac bo czesto moje dzieci zawoze do niego, jak chca sie wspolnie pobawic, a akurat nie sa u mamy. No i tak sobie mysle, ze taki ojciec to bylaby idealna partia dla mnie, a jego dzieci to wylacznie jego atut. Dzieci sie uwielbiaja, ja je rowniez lubie, mozna by wspolnie jezdzic na wakacje, pomagac sobie w opiece etc. No po prostu idealna sytuacja, dzieci zajmuja sie soba, a my soba... No ale niestety nie mozna sie wiazac z czlowiekiem tylko dlatego, ze ma fajne dziecismile
    • gazeta_mi_placi Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 10:40
      Żadna znajoma mi rozwódka z małoletnimi dziećmi nie znalazła faceta na stałe. Żadna.
      Znalazła jedna panna z dzieckiem, ale ona to ściera była (rozbiła inną rodzinę z dziećmi byle mieć tylko portki przy sobie).
      • unema Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 11:21
        Ale co to znaczy "na stałe"? i po co "na stałe"?
        Ja już miałam męża "po grób", mam z nim 2 dzieci, i zgodzę się że posiadanie tych dzieci wyklucza mnie z rynku matrymonialnego dosyć skutecznie. Z MATRYMONIALNEGO, podkreślam, a nie z rynku związków w ogóle.
        To że mam dzieci, i nie zmierzam mieć następnych sprawia, że się zmienia typ związków którymi jestem zainteresowana. I tyle. Moje dzieci mają już wystarczająco dużo problemów emocjonalnych związanych z rozwodem i z nową narzeczoną taty i dokładanie im jeszcze następnego puzzla do tej trudnej patchworkowej układanki byłoby nieodpowiedzialne. Na razie.
        A związki ludyczne też mają swoje plusysmile
        Za jakiś czas to się może zmienić, znaczy i ja może będę miała potrzebę poznać kogoś "na stałe", dzieci będą większe, i mniej potrzebujące matki. Kto to wie?smile
        Czy będą wtedy "atutem"? Nie wydaje mi się. Wręcz jestem pewna, że niesmile
        Ale czy to jedyny i najważniejszy problem jak człowiek wchodzi w nowy, poważny związek? Chyba generalnie, w pewny wieku, powiedzmy 30 i dużżzo plusów, albo 40 i malutki minuswink KAŻDY człowiek ma za sobą jakąś przeszłość, eks żony, dzieci, rodziców którymi się musi opiekować, negatywne doświadczenia, pozytywne odloty, dużo błędów i pakiet przemyśleń JAK powinno się żyćsmile
        I wchodząc w związek to wnosi ze sobą " w pakiecie" , a dzieci to tylko część tego pakietu dla jednych mniej, dla drugich bardziej istotna.
        Co do kochania cudzych dzieci, no sorry, może ja dziwna jestem, ale w cudzych dzieciach nie zakochałabym się łatwo o ile w ogóle, i absolutnie nie wymagałabym tego od potencjalnego partnera.




        • roma113 Re: Moje dzieci mój atut 09.09.12, 13:44
          Też mi się wydaje, że oczekiwanie "miłości" do cudzych dzieci (nawet kochanej osoby) lub miłości dzieci do nowego partnera (-ki) rodzica jest bez sensu.
          Rzecz jasna trudno sobie wyobrazić nowy stały (ze wspólnym mieszkaniem) związek z kimś, kto naszych dzieci zupełnie nie akceptuje, a także z kimś, kogo zupełnie nie akceptują nasze dzieci (mówię o dzieciach małych), mieszkające razem z nami . Dzieci mają swoją matkę (ojca).