mam problem, od dłuższego czasu mój syn jest szykanowany i wyśmiewany przez 2 kolegów z klasy, wczoraj nastąpiło apogeum kiedy młody będąc przy tablicy nie poradził sobie z zadaniem. Chłopcy wyzwali go od głąbów i tumanów a mój syn w odpowiedzi wsadził jednemu palec w oko, walnął ławką, powiedział kurwa i wyszedł ze szkoły.
Nauczycielka była zdruzgotana głównie tą kurwą a nie całym zajściem.
Byłam dzis rano w szkole na rozmowie z chłopcami i wychowawczynią. Przyznała że debil, tłumok, głąb są tak samo uwłaczającymi słowami jak kurwa mojego syna. Naturalnie ja nie pochwalam takiego słownictwa i wyraziłam swoje niezadowolenie z owej kurwy. To co mnie uderzyło, to to, że chłopcy stali bezczelnie z rękami w kieszeniach i śmiali mi się w twarz, że przyszłam bronić syna, na pytanie czemu mu tak dotkliwie dokuczają wzruszyli ramionami i się uśmiechnęli.
Umówiłam się z synem że już nie będzie walił ławkami i rzucał kurwami a w przypadku gdyby dalej był nękany ma mi i Pani wychowawczyni o tym powiedzieć. Straszne jest to, że Młody od września się nie skarżył ale ciążyło mu to bardzo, jest dzieckiem raczej wycofanym i empatycznym i wczorajsze zajście musiało przelać czarę.
Patrzę na to pokolenie, te dzieci mają dopiero 9 lat i nie czują żadnego respektu przed dorosłym. Wiem, że syn powinien próbować radzić sobie sam, ale po miesiącu wyzwisk pękł.
Jak tłumaczyć chłopcu aby nie reagował bo wtedy agresor najzwyczajniej w świecie odpuszcza?
Eh, coraz częściej pojawiają się problemy z którymi ja jako mama nie bardzo sobie radzę bo ja z koleżankami się nie lałam, albo że go jajeczka bola, albo że mu siusiak staje..
Córka podumowała jednym zdaniem: dobzie, zie dziewczynki nie mają jaj i się nie leją