Dodaj do ulubionych

Samotnosc-wystarczy?

07.10.12, 16:26
Jestem mezatka od 4 lat, obok spi 3 m-czna coreczka. Moje odczucia to nie depresja poporodowa- chyba.
Oddalamy sie od siebie od 2 lat, wlasciwie od poczatku kuleje. On ma napady zlego nastroju, bez powodu, albo z powodow tylko sobie znanych, obrazalski, o pierdoly, potrafi nie rozmawiac ze mna dniami. Na moje pytanie co sie dzieje zbywa mnie ze wszystko OK, nie patrzac w oczy. Kiedy jest zly, rozrzuca swoje rzeczy po domu, ie szanuje mojej pracy, sprzatania. Zreszta zawsze uwazal ze za malo sprzatam. Wynajelam pania do pomocy.
Wszystkie decyzje male i duze podejmuje sam, dowiaduje sie po fakcie. Moje proby protestu wywoluja u niego niezadowolenie i oskarzenia mnie "ze jestem negatywnie nastawiona".
Boje sie go- nie w taki sposob ze mnie uderzy czy cos takiego; ale ze wywolam jego niezadowolenie i dlatego tematow nie podejmuje.
Zyjemy razem ale osobno. Sa dobre momenty. Wtedy potrafimy sie razem smiac, jest czulosc i zrozumienie.
Tylko ze ja nigdy nie wiem kiedy przyjdzie mu zly nastroj.Jakby ktos wajche przestawil.
Wczoraj obrazil sie o to ze bez jego zgody wyrzucilam kwiatka( takie podsychajace brzydactwo, zajmujace miejsce).
Nie ma przytulan, intymnie kuleje. Ja nie mam ochoty, jestem zmeczona przy dziecku, poza tym jego zachowanie rani mnie.
Wypomina mi a to ze nie dolozylam sie do kupna domu, a to ze nie gotuje ( on to lubi i ustalalismy ze on bedzie to robil, nie mial nic przeciwko). Pracowalam, przynosilam przyzwoite pieniadze, ile moglam sprzatalam. I tak nie byl zadowolony.
Nie lubi mojej rodziny, znajomych.
Od 2 lat lapie sie w myslach, ze on i ja to blad, trzeba sie rozstac. Ale... ciagle sie tli jakies uczucie, wspomnienia kiedy bylo dobrze, chcialam miec dziecko.
Kiedy zaszlam w ciaze, po jakiejs klotni on zlozyl wniosek o rozwod, nie wazne ze bylam w ciazy, powiedzial zebym usunela. Dzis tych slow sie wypiera, a ja pamietam. Wniosek wycofal. A ja zwatpilam wtedy w niego i w nasze malzenstwo.
Budze sie w nocy i nie wiem co robic. Stracilam radosc zycia. Ale jest male dziecko
Obserwuj wątek
    • argentusa Re: Samotnosc-wystarczy? 07.10.12, 16:35
      I co w związku z tym?
      Oczekujesz, że co? A decyzję i tak musisz podjąc sama. SAMODZIELNIE. Nikogo nie możesz obarczać odpowiedzilnością za swoje zycie.
      Z pewnością jełsi postawisz konkretne pytanie, dostaniesz odpowiedź.
      Powodzenia,
      Ar.
    • bez_gwarancji Re: Samotnosc-wystarczy? 07.10.12, 16:39
      Macie kryzys, niektórzy z takiej okazji się rozwodzą, inni wygrzebują się i łatają związek, czasem nawet z powodzeniem. Nie da się przewidzieć, jak będzie z Wami. Ale macie maleńkie dziecko, to nie jest chyba najlepszy moment na rozwód. Dajcie sobie trochę czasu, może spróbujcie terapii małżeńskiej? Na pewno nie zaszkodzi, a może wiele wyjaśnić i ułatwić (nawet ewentualne rozstanie).
      Źle wróży pozew w czasie ciąży i propozycja usunięcia. Oraz wypieranie się tych słów.
      • labadine Re: Samotnosc-wystarczy? 07.10.12, 17:17
        U mnie po 27-miu latach malzenstwa zona zapragnela rozwodu,przez przeszlo rok nic formalnie w tym kierunku nie zrobila i w rezultacie to ja je pomyslnie zakonczylem.....
    • anbale Re: Samotnosc-wystarczy? 07.10.12, 17:00
      Dla mnie to dość znajomo brzmi, mój mąż również w konfliktowych sytuacjach mnie tak "dyscyplinował" różnymi takimi cichymi dniami, chimerami, złymi humorami i ostentacyjnym udawaniem się w sobie tylko wiadomym kierunku...Do tego tak samo, zawsze tylko jego własne decyzje i plany, nie uważał za stosowne konsultować ich, rozmawiać ze mną...
      W przypadku mojego małżeństwa sytuacja okazała się nienaprawialna, nie było sposobu na nawiązanie żadnej formy kontaktu werbalnego z mężem i trzeba się było rozejść...
      Z tego co piszesz, dochodzi jeszcze u Ciebie problem, że nie satysfakcjonujesz go w roli sprzątaczki i uraz za tą okrutną historię z rozwodem w czasie ciąży. No może być ciężko to ratować, ale na początek musisz się jakoś określić w tym wszystkim i pomyśleć co dalej, to musi być Twoja decyzja.
      • blueberries37 Re: Samotnosc-wystarczy? 07.10.12, 17:37
        Wiem ze decyzje podejme sama. Na razie trwam w zawieszeniu.
        Maz nie jest zlym czlowiekiem, robotny, nie zdradza.
        Bardzo lubie swoich tesciow, a oni tak sie ciesza z wnuczki.
        Czuje sie odpowiedzialna za meza. Kupil dom ( bez konsultacji ze mna)z duza dzialka. Ja bylam temu przeciwna, zadupie. Ewentualnie bylyby klopoty ze sprzedaza tego. Sama dzialka wymaga duzego nakladu pracy. Dlatego nie chcialam sprzedac swojego malego mieszkanka i dokladac sie do tego. Do tej pory mi wypomina to.
        Nie pomaga mi przy dziecku. Jestem w tych sprawach sama.
        On ma swoje pasje:myslistwo, lowienie ryb. Ja zajmuje sie dzieckiem.
        Kiedy odbieral mnie ze szpitala z dzieckiem urzadzil mi taka jazde, ze prawie sie poplakalam. Trzeba bylo czekac na wypis, to nie jest tak hop siup i gotowe. A on w tym dniu zmowil robotnikow do plotu i stad cala nerwowka.
        Mamy inne podjscie do kwesti religii, inne spojrzenie na wiele spraw. Czasami jest taki przykry i zgryzliwy do mnie, nie wiem czy mnie kocha; nie wiem czy ja go kocham.
        Akcja z rozwodem na poczatku ciazy i propozycja zebym usunela. To bylo straszne, tym bardziej ze nie jestesmy mlodzi, nasi rodzice tak dlugo czekali na wnuczke.
        Problemy nawarstwily sie po powrocie do Polski, pisalam o tym tutaj w 2010. I zamiast odejsc wtedy, zostalam, zeby miec dziecko. Bo w moim wieku 39 lata niema co szalec.
        I budze sie w nocy z mysla:co ja robie ze swoim zyciem.
        • yoma Re: Samotnosc-wystarczy? 07.10.12, 18:48
          Podsumowując: wyszłaś za człowieka o diametralnie innych niż ty poglądach, nieliczącego się z twoim zdaniem, nieszanującego cię, bo chciałaś mieć dziecko. Problemy się nawarstwiały, ty trwałaś w związku, bo chciałaś mieć dziecko. Już wtedy pytałaś, co robić. Nie zamierzam prawić kazań, że nie trzeba koniecznie wychodzić za mąż, żeby mieć dziecko, ale to dziecko już masz. No i?

          Aha, i nie oczekuj, że ci tu sto osób powie "rozwiedź się", a ty się wtedy rozwiedziesz, bo sto osób ci powiedziało. O nie, tak łatwo to nie ma. Twoje życie i twoja decyzja.
        • anbale Re: Samotnosc-wystarczy? 07.10.12, 23:07
          A czy w jego przypadku przypadkiem nie jest już za późno na młodszą kobietę i malutkie dziecko?
          Bo on się chyba nie odnalazł w tej roli męża na dorobku i "tatuśka", wygląda na to, że mu bardzo to nie pasuje i go frustruje.
          Jakoś tak wygląda, że jesteście na innym etapie życiowym, Ty dopiero się rozkręcasz z życiem i macierzyństwem, on by chciał mieć święty spokój, wygodę, ryby w stawie i odcinanie kuponów. Ta akcja z rozwodem w czasie ciąży też na to wskazuje, to pewnie była próba ucieczki od sytuacji.
          Mam wrażenie, że różnica wieku w waszym przypadku jest dużym problemem, inne potrzeby, inne priorytety, stąd te konflikty.
          Po prostu nie rozeznaliście właściwie swoich potrzeb przed ślubem
    • zalosny.jestes Chemia minęła, potomstwo spłodzone, cykl się.... 07.10.12, 17:18
      zamknął. I gdyby nie rozwód, darcie kasy z chłopa i ta cała martyrologia to byłoby wszystko zgodnie z naturą, a tak? Cóż zrobić? Takie życie...
      • yoma Re: Chemia minęła, potomstwo spłodzone, cykl się. 07.10.12, 17:39
        Kolega to właściwie co chciał powiedzieć, bo strumień świadomości ciężko zrozumieć? Tak w prostych żołnierskich słowach.
        • bez_gwarancji Re: Chemia minęła, potomstwo spłodzone, cykl się. 07.10.12, 17:51
          Wszystkie tutejsze forumowe chłopy takie zgryźliwe? Nowa jestem, rozglądam się, a co wątek to jakiś samiec na kimś się wyżywa za własne (jak mniemam) traumatyczne doświadczenia życiowewink
          • mayenna Re: Chemia minęła, potomstwo spłodzone, cykl się. 07.10.12, 18:39
            bez_gwarancji napisał(a):

            > Wszystkie tutejsze forumowe chłopy takie zgryźliwe?

            Nie wszystkie na szczęscie. Żałosny w każdym poście prawie to samo pisze. Można przywyknąćsmile Taki forumowy folklorsmile
      • fotm Re: Chemia minęła, potomstwo spłodzone, cykl się. 09.10.12, 15:47
        Aż strach pomyśleć za kogo Ty masz własną matkę na przykład pisząc takie rzeczy. Smutne.
    • fata-m-organa Re: Samotnosc-wystarczy? 07.10.12, 21:56
      Jest małe dziecko, ale gdzie jesteś Ty? Myślisz, że Twój/Wasz maluszek będzie szczęśliwy w domu, w którym nie ma szczęścia..? Myślę, że dla dziecka a przede wszystkim dla Ciebie najlepiej będzie jak się rozstaniecie, kiedy dziecko jest takie malutkie. O wiele trudniej , kiedy dzieci widzą co się dzieje. Trzeba im to wszystko tłumaczyć i ułożyć na nowo życie. Jest bardzo, bardzo trudno. Ja też walczyłam o rodzinę dla dobra dzieci, ale nie byłam szczęśliwa i było tylko gorzej aż przyszedł moment kiedy swoje frustracje wyładowywałam na dzieciach byłam zła, nic mi się nie chciało i wszystko mnie denerwowało. Straciłam kompletnie radość życia, nawet chęć do życia. Nie doprowadzaj się do takiego stanu właśnie dla dobra dziecka.
      • blueberries37 Re: Samotnosc-wystarczy? 08.10.12, 08:51
        Wlasnie gdzie ja jestem?Tez sie zastanawiam. I co zrobilam ze swoim zyciem.
        To byla wielka, nagla milosc- i chyba rownie szybko sie wypalila ( z mojej strony).
        Maz chyba dziecka nie chcial, jezdzilismy do kliniki, on zawsze z ociaganiem, czulam jego niechec do tego. Chcialam odejsc przed ciaza, ale wystraszylam sie, mialam 37 lat. To byl ostatni moment, choc przyznaje nie mialam obsesji na punkcie dziecka.
        Ale teraz corcia jest i kocham ja bardzo, mimo zmeczenia i frustracji.
        Mieszkamy na zdupiu, on rozwija swoje pasje, a ja trace radosc zycia. Od 2 lat wiedne psychicznie, stracilam radosc zycia. Ja- ktora czulam ze moge gory przenosic.
        Z drugiej strony- zostawie go z tym wszystkim? 2 hektarami ziemi, stawami, 2 psami? Z duzym domem i kupa oplat? On zarabia niezle, ale mnostwo oszczednosci wlozyl w to wszystko, oplaty sa duze. Nie chcialam zebysmy sie w to pchali, ale on mial swoje wizje zycia na prownicji i sam zadecydowal, bo sam to finansowal.
        Ja powoli trace chec do zycia, bo moje marzenia i plany(ktore kiedys byly wspolne) diabli biora.
        A z mezem nie ma dyskusji. Zyjemy obok, jakies gadki-szmatki typu jak mala spala i czy zrobila kupe.
    • surykatka3 Re: Samotnosc-wystarczy? 08.10.12, 08:49
      > Oddalamy sie od siebie od 2 lat, wlasciwie od poczatku kuleje. On ma napady zle
      > go nastroju, bez powodu, albo z powodow tylko sobie znanych, obrazalski, o pier
      > doly, potrafi nie rozmawiac ze mna dniami.

      Podobnie było u mnie. Foch to było podstawowe narzędzie rozwiązywania problemów przez mojego już ex. Ciężko z kimś takim funkcjonować. Oczekiwał, że za każdym razem będę go przepraszać, dopiero wtedy zaczynał się do mnie odzywać. Też za mało sprzątałam, byłam złą żoną bo nie robiłam kanapek do pracy....a potem jeszcze doszło to, że brzydko ubierałam się jak chodziłam po domu (czyli zwyczajnie, wygodnie). Ale to już na szczęście historia.

      Piszesz, że masz malutkie dziecko. Nie piszesz nic, czy jesteś w stanie sama się utrzymać w razie ewentualnego rozwodu. Bo to tak naprawdę najistotniejsza kwestia. Do rozwodu trzeba się po prostu logistycznie, że tak powiem, przygotować. Nie mówiąc już o dojrzewaniu do samej decyzji o nim.

      Powiem Ci tak: życie masz jedno. Szkoda go marnować na tkwienie w czymś, co tylko z nazwy jest związkiem. Dziecko to nie problem. Można wychować je samej z powodzeniem i wielką satysfakcją i radością.
      Nie zapominając o dziecku pamiętaj o sobie. Bo to Twoje życie.
      • zalosny.jestes Chłop i foch? Ja jednak nie znam życia... 08.10.12, 08:53
        Jesteś pewna, że znasz definicję focha? Określone zachowanie NIE JEST fochem, kiedy ktoś adresuje co go boli. Foch jest wtedy, gdy zamykasz się w sobie, szlaban na relację i an dupę i czekasz aż ktoś beędzie dochodził o co "kaman"? Takie rzeczy robił Twój facet? Wierzyć mi się nie chce...
        • surykatka3 Re: Chłop i foch? Ja jednak nie znam życia... 08.10.12, 09:05
          zalosny.jestes napisał:

          > Jesteś pewna, że znasz definicję focha? Określone zachowanie NIE JEST fochem, k
          > iedy ktoś adresuje co go boli. Foch jest wtedy, gdy zamykasz się w sobie, szlab
          > an na relację i an dupę i czekasz aż ktoś beędzie dochodził o co "kaman"? Takie
          > rzeczy robił Twój facet? Wierzyć mi się nie chce...

          Opiszę taką sytuację, powiedz, czy to foch: wracamy z imprezy, on podpity, ja za kółkiem odwożę nas do domu. I chociaż na imprezie było OK, w samochodzie się do mnie nie odzywa. Jedyne artykułowane słowa dotyczą tego, że jadę nie tak, jakby sobie tego życzył (za szybko, robisz to specjalnie). Dopiero po kilku moich pytaniach, o co chodzi, odpowiada łaskawie, że wg niego, za dużo na tej imprezie mówiłam. W sensie, że więcej od niego. Przy czym dalej się nie odzywa.

          To foch, czy nie? wink
          • blueberries37 Re: Chłop i foch? Ja jednak nie znam życia... 08.10.12, 09:42
            Jakbym opis mojej imprezy i zachowania mojego meza czytala. Czulam sie winna, bo ja dobrze sie bawilam a on chcial isc wczesniej do domu. Dodam ze na imprezy chadzamy raz na ruski rok.
          • zalosny.jestes Foch. Chodziło mu o to, że przyćmiłaś jego blask 08.10.12, 10:46
            albo ktoś się na Ciebie patrzył z pożądaniem. Dziwne, że nie zrobił od razu awantury...musiał być straszny introwertyk wink
        • esteraj Re: Chłop i foch? Ja jednak nie znam życia... 08.10.12, 10:22
          zalosny.jestes napisał:

          > Jesteś pewna, że znasz definicję focha? Określone zachowanie NIE JEST fochem, k
          > iedy ktoś adresuje co go boli. Foch jest wtedy, gdy zamykasz się w sobie, szlab
          > an na relację i an dupę i czekasz aż ktoś beędzie dochodził o co "kaman"? Takie
          > rzeczy robił Twój facet? Wierzyć mi się nie chce...

          A propos FOCHa. Kolega ostatnio uświadomił mi, co to słowo znaczy. A wzięło się to stąd:

          Spotkały się dwie kumpele. Pierwsza odstrzelona super ciuchy, ekstra wóz, itd. Druga szara mysz bez makijażu i w maluchu.
          D: kurcze jak ty to robisz, że masz wszystko, co tylko zapragniesz?
          P: jak to co? strzelam FOCHa
          D: i to wystarczy?
          P: jasne, sama sprawdź
          Tydzień później znów się spotykają. Druga mega podbite oko, złamana ręka.
          P" co się stało!?!
          D: strzeliłam focha jak mówiłaś. Powiedziałam, że od dzisiaj nie sprzątam, nie gotuję, niech sam sobie radzi. I taki jest właśnie efekt
          P: oj głupia głupia. FOCH to Fachowa Obsługa Ch...ja
      • blueberries37 Re: Samotnosc-wystarczy? 08.10.12, 09:30
        Jestem lekarzem ,wiec prace lepsza czy gorsza znajde. Kwestia bardziej logistyki, powrotu w rodzinne strony 250 km, gdzie mam mieszkanie, przeniesienia podspecjalizacji do innego wojewodztwa, pomocy przy dziecku.
        Fochy o to ze mu rano nie zrobilam sniadania, a moja kolezanka swojemu mezowi robi.
        • surykatka3 Re: Samotnosc-wystarczy? 08.10.12, 09:41
          blueberries37 napisała:

          > Jestem lekarzem ,wiec prace lepsza czy gorsza znajde. Kwestia bardziej logistyk
          > i, powrotu w rodzinne strony 250 km, gdzie mam mieszkanie, przeniesienia podspe
          > cjalizacji do innego wojewodztwa, pomocy przy dziecku.
          > Fochy o to ze mu rano nie zrobilam sniadania, a moja kolezanka swojemu mezowi r
          > obi.

          No to po kolei i metodycznie, założyć sobie jakiś plan i go realizować. O ile się zdecydujesz na rozwód.

          A to ze śniadaniem to ładne smile
          Już_nie_mój nigdy "nie wybaczył" mi, że mu kanapek do pracy nie robiłam.
          • taki_drugi Re: Samotnosc-wystarczy? 08.10.12, 12:05
            Foch za niezrobienie kanapek - jak najbardziej uzasadniony. Kobiety za mniejsze bzdury potrafią focha strzelić. Bo wg mnie tu nie chodzi o co dokładnie ten foch był tylko dlaczego. Ano dlatego, że pewnie mu te kanapki z reguły w małżeństwie robiłaś. Pewnie nie ustalaliście tego, ale tak się przyjęło. Więc jak kanapek nie było to gość miał prawo tego focha strzelić.

            Zresztą tak samo jest z kobietami. Jak facet całe życie mówi rano "kocham cię", a jak raz nie powie to co? Foch smile
            • surykatka3 Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 08:45
              taki_drugi napisał(a):

              > Foch za niezrobienie kanapek - jak najbardziej uzasadniony. Kobiety za mniejsze
              > bzdury potrafią focha strzelić. Bo wg mnie tu nie chodzi o co dokładnie ten fo
              > ch był tylko dlaczego. Ano dlatego, że pewnie mu te kanapki z reguły w małżeńst
              > wie robiłaś. Pewnie nie ustalaliście tego, ale tak się przyjęło. Więc jak kanap
              > ek nie było to gość miał prawo tego focha strzelić.

              No właśnie nie, nigdy nie robiłam mu tych kanapek. I to było ustalone "od zawsze", że każdy w ciągu dnia sam dba o swoje wyżywienie. Ale on jakoś nie potrafił się z tym pogodzić i gdzieś tam go to w środku "rzeźbiło".
              Niemniej to już nieistotne. Wyniosłam z tego taką oto lekcję: że z gruntu nie gotuję i nie robię kanapek, bo wtedy jest tak, jak piszesz: raz nie zrobisz, to foch smile Więc teraz, jak raz zrobię, to wszyscy się cieszą smile
            • aa501 Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 14:24
              Ręce mi opadły jak to przeczytałam!
    • roma113 Re: Samotnosc-wystarczy? 08.10.12, 10:49
      Blueberries, na moje oko, to musisz COŚ z tym zrobić.
      Najlepszym wyjściem dla wszystkich byłaby oczywiście opcja dogadania się, próby naprawy. Często tak jest, że mężczyźni zajęci swoimi sprawami nie znają oczekiwań i problemów swoich żon. A wielu mężczyzn wręcz zaczyna żony traktować jak jakieś urządzenie domowe a nie człowieka, już nie mówiąc że jak kobietę. Dlatego warto pogadać, tak szczerze, powiedzieć, że nie dajesz zgody na to, by tak dalej trwało, że się zastanawiasz nad odejściem. Czasem taka rozmowa może poskutkować, bo o faceta dociera, że jest taka opcja.
      Może jest możliwa jakaś terapia małżeńska? Rozwód jest wziąć stosunkowo łatwo, ale nie można tego robić bez przemyślenia wszystkich za i przeciw
      Jak uznasz, że to nic nie daje, to pewnie czeka cię rozwód
      Na pewno musisz czym prędzej coś z tym zrobić. Szkoda twojego życia.
    • esteraj Re: Samotnosc-wystarczy? 08.10.12, 14:25
      blueberries37 napisała:
      On ma napady zle
      > go nastroju, bez powodu, albo z powodow tylko sobie znanych, obrazalski, o pier
      > doly, potrafi nie rozmawiac ze mna dniami. Na moje pytanie co sie dzieje zbywa
      > mnie ze wszystko OK, nie patrzac w oczy. Kiedy jest zly, rozrzuca swoje rzeczy
      > po domu, ie szanuje mojej pracy, sprzatania. Zreszta zawsze uwazal ze za malo s
      > przatam. Wynajelam pania do pomocy.

      Zastanawiam się, jak to dokładnie wygląda. Czy kiedy on mówi, że jest ok., to Ty odpuszczasz i tkwicie tak w zawieszeniu?
      Ja w takiej sytuacji bym nie odpuściła, nie zadowoliłoby mnie stwierdzenie, że jest ok. skoro zachowanie świadczy o czymś innym. Jeśli jest ok, to musi być to spójne z czynami.

      Gdy ze złości rozrzuca rzeczy, powiedziałabym, że nie jest to najlepszy sposób na manifestację (poza tym on będzie musiał to posprzątać, szkoda więc jego energii) i że tylko sensowna rozmowa może doprowadzić do porozumienia.

      Jeśli obraża się na kilka dni, to trzeba mu uświadomić, że szkoda jest Waszego czasu na takie pierdoły i powiedzenie w czym tkwi rzecz, znacznie przyspieszyłoby porozumienie.

      Być może Ty Blueberries uważasz, że kiedy będziesz nalegać na rozmowę, to zostanie to odebrane przez niego jako Twoja uległość... Wcale tak nie musi być. Masz wyrażać swoje stanowisko, szanować jego punk wiedzenia, ale nie przepraszać za to, że się nie zgadzacie w jakiejś kwestii. Masz dążyć do kompromisu.
      Waszym przodującym pytaniem powinno być: DOKĄD ZMIERZAM (dokąd nas to prowadzi, jaki mamy cel)?

      > Wszystkie decyzje male i duze podejmuje sam, dowiaduje sie po fakcie. Moje prob
      > y protestu wywoluja u niego niezadowolenie i oskarzenia mnie "ze jestem negatyw
      > nie nastawiona".

      Być może jest tak, że Twój mąż uważa, iż jako głowa rodziny, jako mężczyzna, nie musi konsultować z nikim swoich decyzji, bo jego zadaniem jest zapewnienie odpowiedniego bytu.
      On nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, że powinno być inaczej. Prawdopodobnie wyniósł takie wzorce z rodziny lub swojego otoczenia.
      Tutaj w spokojny sposób, bez pretensji, powinnaś przedstawić mu swoje oczekiwania co do partnerstwa w Waszym związku. Twoim zadaniem nie jest umniejszanie jego pozycji, lecz współpraca i równouprawnienie.

      > Boje sie go- nie w taki sposob ze mnie uderzy czy cos takiego; ale ze wywolam j
      > ego niezadowolenie i dlatego tematow nie podejmuje.

      Przed strachem nie można uciekać, ale trzeba się z nim zmierzyć.
      Znasz już stan jego niezadowolenia. Nie jest on przyjemny, ale też świat się z tego powodu nie wali. On ma prawo być niezadowolony, a Ty? Co by było gdybyś była na jego miejscu? Czy bardzo należałoby się Ciebie bać?

      > Sa dobre momenty. Wtedy potrafimy sie razem smiac, jest
      > czulosc i zrozumienie.

      Czyli nie wszystko stracone.

      > Nie ma przytulan, intymnie kuleje. Ja nie mam ochoty, jestem zmeczona przy dzie
      > cku, poza tym jego zachowanie rani mnie.

      Żywisz do niego żal, przez co jesteś do niego negatywnie nastawiona. Tłumaczysz się zmęczeniem. Głównym powodem jest strach przed wyrażaniem myśli. Żal się kumuluje. To droga donikąd.

      > Wypomina mi a to ze nie dolozylam sie do kupna domu, a to ze nie gotuje ( on to
      > lubi i ustalalismy ze on bedzie to robil, nie mial nic przeciwko).

      Jeśli coś ustalaliście, to się tego trzymajcie.
      Mam wrażenie, że Twojemu mężowi rzeczywiście gotowanie nie sprawia trudności, ale ta czynność kłóci się z zewnętrznym wzorcem, bo inni mogą to uważać za niemęskie. Nie ma w mężu spójności. Niech on wyznaczy sobie priorytety, czy ważne są jego uczucia czy opinia ludzi.

      > Nie lubi mojej rodziny, znajomych.

      Jeśli kogoś się kocha, to akceptuje się jego otoczenie, jego wybory, pochodzenie...

      > Kiedy zaszlam w ciaze, po jakiejs klotni on zlozyl wniosek o rozwod, nie wazne
      > ze bylam w ciazy, powiedzial zebym usunela. Dzis tych slow sie wypiera, a ja pa
      > mietam.

      Trudno żyć z pozornym przebaczeniem. Zamiast udawać, że wszystko jest ok., to powiedz, że Ciebie jeszcze to boli, że nie możesz sobie z tym poradzić.
      Być może on nie chce pamiętać o tym, że zachował się nie właściwie. Zaprzecza więc temu, on chce wyprzeć to z pamięci.
      Lepiej opierać się na tym, co tu i teraz, bo przeszłości i tak już nie zmienisz.

      >A ja zwatpilam wtedy w niego i w nasze malzenstwo.
      > Budze sie w nocy i nie wiem co robic. Stracilam radosc zycia. Ale jest male dzi
      > ecko.

      Zwątpiłaś we wsparcie, które powinien dać Ci mąż, zwątpiłaś w jego opiekę, zwątpiłaś, że zawsze będzie przy Tobie...
      Często dużo oczekuje się od małżeństwa, tak jakby ślub miał być gwarancją na bezpieczne, szczęśliwe życie... Jedno ma uzupełniać drugiego...
      Ja myślę, że w małżeństwie nadal trzeba stanowić pełnię siebie, bo tylko wtedy można kochać bezinteresownie...
    • triss_merigold6 Re: Samotnosc-wystarczy? 08.10.12, 15:33
      Kobieto, najważniejsze masz. Masz dziecko, nie musisz desperacko w Twoim wieku szukać kogoś z kim mogłabyś je mieć i walczyć o płodność.
      Teraz zastanów się nad logistyką - zmiana pracy, opieka nad dzieckiem, przeprowadzka.
      Nie widzę żadnego powodu dla którego miałabyś żyć z mężem z którym nie czujesz się szczęśliwa. Po co Ci to? Dziecko jest malutkie i nawet nie zauważy zmiany.
      • yoma Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 09:25
        Będę brutalna. Blueberries się nie zastanowi nad żadną logistyką, bo już wpadła w kółko pt. "patrzcie, jak ja niosę swój krzyż". Jest jej źle, męczy się, ale zamiast coś zrobić - w następnym etapie wciągnie to męczenie się na sztandar i będzie nim powiewać.

        Ma swoje mieszkanie, dobry zawód, upragnione dziecko i nie kocha męża. Prosta sprawa? Nie, nie prosta. Bo jak tu przenieść specjalizację do innego województwa, jak tu się przeprowadzić o 250 km, jak tu zostawić męża ze stawem i hektarem... Przypomina mi bardzo dziewczynę, która też bywa na tym forum i która uczyniła sobie religię z życia z mężem przemocowcem. Też nie robi z tym nic, ale kreuje się na guru od przemocy domowej i powiewa sztandarem bycia ofiarą przemocy. Bo gdyby odeszła od męża, nie byłaby już guru. I mam ciężkie podejrzenia, że tu będzie tak samo.
        • triss_merigold6 Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 09:43
          Daj kobiecie szansę.wink
          Blueberries ma wszelkie zasoby, żeby płynnie wymiksować się z niesatysfakcjonującego związku, musi tylko do tego dojrzeć. Z tego faceta nic już nie będzie tzn. nie poprawi się skoro dotąd tego nie zrobił.
          Pani od przemocy jest stracona, obawiam się, i całą energię włożyła w streetworking na forach zamiast w uporządkowanie sobie życia i gra w "Tak, ale...".
          • blue_ania37 Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 09:49
            Blueberries, ma bardzo dużo, co nie każda kobieta żyjąca z przemocowcem masmile.
            Narazie za nią kibicuję i trzymam kciukismile
            Ania
            • triss_merigold6 Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 09:52
              Czemu teraz każdy facet, który nie pasuje (z setki powodów) jest określany jako przemocowiec? IMO to nadużycie.
              Otóż gość wcale nie musi być przemocowcem, żeby ta konkretna kobieta nie chciała z nim dłużej żyć pod jednym dachem. I ma do tego prawo. Nie kocha męża, nie sypiają ze sobą, nie podejmują razem istotnych decyzji - wystarczy, żeby związek zakończyć.
              • blue_ania37 Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 10:25
                Dla mnie facet, który:
                kiedy żona jest w ciąży składa pozew o rozwód a następnie zapomina o tym!
                wybucha złością o pierdoły
                nie chce rozmawiać, rozwiązywać problemów...
                wypomina różne rzeczy
                nie wspiera, uważa za "zło" rodzinę i przyjaciół drugiej osoby ( co ma napewno odzwierciedlenie w kontaktach towarzysko rodzinnych),
                jest przemocowcem.
                A
                • anbale Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 10:32
                  A gdzie tu przemoc?
                  (z Wikipedii) Przemoc psychiczna- to wywieranie wpływu na proces myślowy, zachowanie lub stan fizyczny osoby pomimo braku jej przyzwolenia przy użyciu środków komunikacji interpersonalnej.
                  Typowymi środkami przemocy psychicznej są groźba, krzyczenie na kogoś, inwektywa, straszenie i molestowanie psychiczne.
                • taki_drugi Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 10:37
                  No i mamy klasyczny przykład na to co kobiety uważają za przemoc. Otóż uważają.... wszystko, co tylko im się nie podoba i im nie pasuje, bo jak powszechnie wiadomo, to co im się nie podoba to je rani, a kto może je ranić? No wiadomo! PRZEMOCOWIEC!
                  • triss_merigold6 Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 10:38
                    Ogarnij się człowieku i nie używaj wielkich kwantyfikatorów.
                  • blue_ania37 Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 11:19
                    Cieszę się, że tak łatwo i szybciutko mnie podsumowałeśsmile
                    Gdybym uważała, za przemocowca faceta który "tylko" mnie rani, i tylko mi by się coś nie podobało to musiałabym mieć bardzo małą wiedzę na ten temat.
                    Rozumiem, że dla ciebie pojęcie molestowania psychicznego polega na tym, że ktoś komuś ustawicznie coś "robi" czy przemoc to jest dopiero bicie a może jeden kuksaniec to jeszcze da się włożyć w zwykłe "zdenerwowanie"?
                    A
                    • triss_merigold6 Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 11:25
                      A co to za różnica w kontekście problemu autorki wątku?
                      Czy chodzi o to, że porzucenie przemocowca jest w pełni usprawiedliwione, a odejście z powodu różnic ogólnych, braku miłości i braku seksu, nie jest usprawiedliwione?
                      • blue_ania37 Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 11:33
                        Mówimy o zupełnie innej uzasadnieniu rozwiązania małżeństwa i o zupełnie innym podejściu psychoicznym dziewczyny która stwierdza że nie kocha a inne podejście będzie miała dziewczyna która jest tłamszona psychicznie.
                        A
                        • garibaldia Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 12:07
                          Podejście powinno być jedno "nie odpowiada mi życie z tym człowiekiem więc odchodzę".

                          Po co grzebać się w szczegółach jak wniosek jest jeden i działanie być powinno jedno?
                          Po co dać się wsysać w bagno "to ja jestem ofiarą". Po co czekać i szukać udowodnień w jego winie dla swojej chęci odejścia ze związku? Po co trzymać się wymogu bycia ofiarą i polować na złe zachowania faceta by dopiero wtedy "mieć powód do odejścia"?
                          Nie można odejść "dla samej siebie"? Trzeba tkwić by móc kiedyś "uciec przed przemocą"?

                          Mieć dowody, że facet kiepski i różne rzeczy wyprawia (na wszelki wypadek gdyby podskakiwał przy rozwodzie) a rozwodzić się świadomie z faktycznego powodu wygaśnięcia pozytywnych uczuć i szans na naprawę. A nie "łolaboga gdybyś ty był inny to bym cię do końca życia kochała, no czemu inny nie jesteś..."

                          Przejść do konkretów w działaniu i określić czego się chce.
                          To najbardziej pomoże psychice.

                          • triss_merigold6 Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 12:13
                            Dokładnie.
                            Opłaca się być decyzyjnym nawet kosztem powiedzenia sobie i otoczeniu "odchodzę, bo nie kocham i nie chcę dłużej żyć w tym związku". To ma być decyzja, a nie ucieczka.

                            Ostatnio na forum zapanowała jakaś moda na upajanie się byciem ofiarą i licytacja w prezentowaniu mniej lub bardziej "przemocowych" zachowań eksów.
                            • argentusa Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 12:33
                              Rzadko się zgadzam z Triss, ale tu w całości.
                              A, i jeszcze : nie byłbym niegodziwcem, gdyby ona była inna...
                              hihih,
                              Ludzie, dorośnijcie i weźcie sprawy w swoje ręce. Bez zrzucania odpowiedzialności za swoje decyzje/brak decyzji-i-działan na innych. Ja rozumiem, ze są naprawdę ofiary, ale niestety większość z forumowych biadolących to po prostu odwagi nie ma zacząć działać. A pretensji do świata, że nie taki, to całe mnóstwo.
                              Ar.
                            • anbale Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 12:37
                              triss_merigold6 napisała:
                              >
                              > Ostatnio na forum zapanowała jakaś moda na upajanie się byciem ofiarą i licytac
                              > ja w prezentowaniu mniej lub bardziej "przemocowych" zachowań eksów.

                              Mam podobne spostrzeżenie, i na dodatek pod "przemoc" podciąga się wiele zachowań będących banalną manipulacją, szantażem emocjonalnym, zwykłą upierdliwością czy paskudnym usposobieniem.
                              Przemoc to bardzo konkretne zachowania i myślę, że nie należy trywializować tego tematu.
                              • triss_merigold6 Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 12:41
                                O toto. Nie każdy zły humor, karny foch, wybuch emocji, czepianie się itd. jest przemocą. To są normalne elementy życia, o ile ktoś nie jest cyborgiem. Kwestia nasilenia w/w zachowań, celu ich stosowania, eskalacji.
                              • puzzle33 Re: Samotnosc-wystarczy? 11.10.12, 15:47
                                anbale napisała:

                                > na dodatek pod "przemoc" podciąga się wiele zachow
                                > ań będących banalną manipulacją, szantażem emocjonalnym,
                                To jedne z wielu narzędzi przemocy psychicznej. Nie wiem, czy manipulację można uznawać za banalną. Pewnie w takiej samej mierze jak i przemoc może być banalna.

                                > Przemoc to bardzo konkretne zachowania i myślę, że nie należy trywializować teg
                                > o tematu.
                                Jakie zachowania składają się na owe konkrety: czy te, które opisuje literatura przedmiotu, czy te, które dowolnej osobie za takie się być wydają?

                                • anbale Re: Samotnosc-wystarczy? 11.10.12, 16:04
                                  puzzle33 napisała:

                                  > Jakie zachowania składają się na owe konkrety: czy te, które opisuje literatura
                                  > przedmiotu, czy te, które dowolnej osobie za takie się być wydają?
                                  >
                                  Na forum panuje trend, że przemocą są wszystkie zachowania, które nam nie odpowiadają, wprowadzają dyskomfort i wpędzają w rozpacz.
                                  Osobiście wolę się trzymać "książkowych" definicji przemocy, czyli stosowania siłowych środków perswazji, fizycznych i psychicznych. Pozwala mi to odróżnić panią, którą przyprawia o migreny zrzędliwy upierdliwiec, którego to można łatwo postawić do pionu przy odpowiednim postępowaniu; od zaszczutej, zdewastowanej psychicznie prawdziwej ofiary przemocy
                                  • puzzle33 Re: Samotnosc-wystarczy? 11.10.12, 16:27
                                    anbale napisała:

                                    > Na forum panuje trend, że przemocą są wszystkie zachowania, które nam nie odpow
                                    > iadają, wprowadzają dyskomfort i wpędzają w rozpacz.
                                    To grube nadużycie.
                                    • anbale Re: Samotnosc-wystarczy? 11.10.12, 16:53
                                      puzzle33 napisała:

                                      > anbale napisała:
                                      >
                                      > > Na forum panuje trend, że przemocą są wszystkie zachowania, które nam nie
                                      > odpow
                                      > > iadają, wprowadzają dyskomfort i wpędzają w rozpacz.
                                      > To grube nadużycie.

                                      Aha
            • anbale Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 10:19
              Jej mąż nie jest przemocowcem. We wcześniejszym wątku przeczytałam, że jest od niej starszy, ma w tej chwili jakieś 55 lat. Biologia jest nieubłagana, ludzie w tym wieku często już mają potrzeby rodzicielskie wygaszone do zera- więc on chyba sam zwyczajnie kiepsko się czuje w swojej roli świeżego tatusia. Do tego pewnie długo żył sam, przyzwyczajony do wygodnictwa, samostanowienia i zajmując się głównie uprzyjemnianiem sobie życia. Po prostu nie ma ochoty tego zmieniać i stara się swoją żonę na siłę wpasować w te ramy, a jak się nie da- to odtrąca...
              Taka jest moja wizjasmile
              • triss_merigold6 Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 10:35
                No dokładnie. Facet przegapił bardziej stosowny moment na rodzicielstwo i wiązanie się z kobietą, a teraz nie może i nie chce się dopasować do nowego układu. Pani nie powinna starać się za wszelką cenę go ulepszać/zmieniać/dostosowywać się, tylko zbudować sobie życie z dzieckiem bez niego.
                • yoma Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 21:12
                  Dla uściślenia: nigdzie nie mówiłam, że mąż Blueberries jest przemocowcem, mówiłam o innej dziewczynie, która kreuje się na ofiarę przemocy. Ale przynajmniej interesująca dyskusja się wywiązała.
        • anbale Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 10:04
          A mnie się wydaje, że wyborami Blueberries kieruje desperacja i lęk przed życiem, zabójcza mieszanka.
          Najpierw w desperacji, gnana wszelkimi możliwymi "ostatnimi dzwonkami" wmiksowała się w koślawą relację z kimś, do kogo sama nie miała przekonania. A teraz, stłamszona i wzgardzona, nabawiła się lęku przed życiem.
          Całkiem możliwe, że jeśli teraz skapituluje, jedyną możliwością, żeby jakoś w miarę przetrwać to życie będzie wciągniecie sztandaru męczennicy, bo to jakoś będzie legitymizować jej wybory...
    • garibaldia Re: Samotnosc-wystarczy? 09.10.12, 12:20
      Dziewczyno, masz komfortową sytuację. Masz swoje mieszkanie, Mąz kupił posiadłość i dom za swoje i bez konsultacji z Tobą. Więc spokojnie sobie będzie żył tam dalej bez Ciebie bo właściwie mu do tego domu zbyt potrzebna nie jesteś a raczej drażnisz swoją obecnością.
      Za dzieckiem nie przepada i własciwie go nie chciał więc na pewno nie będzie Ci go wyrywał przy rozstaniu. Masz dobry zawód, masz swoje mieszkanie, żaden problem się przeprowadzić bliżej swojej rodziny, wynająć opiekunkę i żyć sobie spokojnie dalej, czasem się odwiedzając z obecnym panem (jesli uda wam się nie iśc na noże przy rozwodzie).

      Siadasz z mężem na rozmowę o rozstaniu, mówisz mu spokojnie co jak i kiedy zamierzasz, że chcesz by się na to zgodził i nie komplikował bo i tak sobie tylko do oczy skaczecie i denerwujecie się na siebie. W ciągu max kilku miesięcy spokojnie załatwisz nową pracę i przeprowadzkę. I przestajesz "więdnąć" i użalać się nad sobą. Zróbcie rozdzielność majątkową, a za pół roku złożycie pozew o rozwód. I obojgu wam ulży.
    • blueberries37 Tak sobie czytam 09.10.12, 12:31
      i mysle ze macie sporo racji. Zaczelam bac sie zycia i podejmowania decyzji. Chyba zawsze bylam lekliwa a dodatkowo to malzenstwo pozbawilo mnie resztek sil, choc na poczatku bylo inaczej.
      Wmawiam sobie, ze jeszcze sie ulozy,albo postanawiam ze po kolejnym jego zlym nastroju to juz odejde na 100%- i tak tkwie. Nie chce byc cierpietnica( jak moja matka ktora 40 lat zyje z mezem alkoholikiem). Moj maz nie jest przemocowcem, po prostu nie pasujemy do siebie, inne mamy oczekiwania; on ma 53 lata i rzeczywiscie chce spokojnie zyc na prowincji, lowic ryby. Ja jeszcze cos bym chciala od zycia, a nie dac sie pogrzebac.
      Od tygodnia nie rozmawiamy, bardzo zdawkowo. Najpierw on mial zly nastroj ( nie wiem o co, bo nie chcial mi powiedziec), w sobote chrzcilismy dziecko ( z jego oporami, bo stwierdzil ze jest agnostykiem), ale dal sie przekonac. I tak byl nabzdyczony i o ten chrzest i o to ze chrzestna jest moja siostra i juz nie wiem o co.
      Teraz to nawet ja juz nie mam ochoty rozmawiac, zajmuje sie dzieckiem, on znika na wiele godzin, a to na polowanie, a to jedzie na zakupy do miasta. Oboje unikamy wlasnego towarzystwa.
      • argentusa Re: Tak sobie czytam 09.10.12, 12:36
        BLu, a Ty nie masz czasem pretensji do siebie, że "miało być tak pięknie, a nie jest"?
        Skoro jest do doopy, to na co czekasz? Samo się nie poprawi. Być moze Cię zmartwię, ale sama musisz sobie zapewnić radośc z życia. Ani mąż, ani dziecię nie jest od "rozrywkowania".
        Ar.
        • triss_merigold6 Re: Tak sobie czytam 09.10.12, 12:39
          A tu się nie zgodzę. Dziecko zwłaszcza starsze dostarcza mnóstwo rozrywki i coraz fajniej można z nim spędzać czas. Mąż też służy rozrywce, dobry mąż w każdym razie. Życie z facetem ma sens o tyle, o ile razem jest fajniej niż w samotności.
          • argentusa Re: Tak sobie czytam 09.10.12, 13:05
            I tu się róznimy. Inni ludzie nie są od dostarczania mi rozrywki, a jeśli takową dostarczają, to raczej "przy okazji". Stanowczo mówię nie sprowadzaniu ludzi do funkcji "poprawiacza" humoru.
            No i dopuszczam, że sens życia z drugą osobą może być szerszy niźli tylko "ma być fajniej" hihih, no bo mi równie fajnie było jak byłam niesparowana.
            Najlepszego,
            Ar.
        • blueberries37 Re: Tak sobie czytam 09.10.12, 12:39
          Masz sporo racji.Mialo byc pieknie a wyszlo...srednio, z wielu powodow.
      • triss_merigold6 Re: Tak sobie czytam 09.10.12, 12:36
        Widzisz, to nawet lepiej, że nie ma jakichś gorących emocji. Masz szansę zebrać się i porozmawiać w miarę spokojnie, tylko najpierw musisz podjąć decyzję i nie wahać się.

        Nie pasujecie do siebie. Nie ma w tym żadnej wielkiej winy ani Twojej, ani jego. Tak bywa.
      • garibaldia Re: Tak sobie czytam 09.10.12, 12:40
        Nie tylko Ty masz dość tego związku. On też. Któreś z was musi się odważyć powiedzieć, że pora na zmianę.
        Jeśli wiesz, że matka tkwi przy alkoholiku i wiesz jak to jest, to nie rób sobie tego samego. Bo na razie zaczęłaś "tkwić" , przy kimś od kogo już dawno chciałaś odejść. Pomyśl, czy Ci się nie włączył z automatu przycisk rodzinny "mąż,dziecko->więc nie mogę odejść muszę mieść krzyż". Bo w Twojej decyzyjności(jej braku) może być piętno tego chorego schematu z rodziny "tak nienawidzę, że aż nie opuszczę.."

        Żyj odważnie. Bo dopiero połowę życia masz za sobą.


        • garibaldia Re: Tak sobie czytam 09.10.12, 12:50
          A jak jesteś DDA to może dobrze się przejśc do psychologa, przeanalizować swoje lęki. Pomoże Ci to świadomie podjąć decyzję bez poczucia winy. Rozmawialiśćie z mężem kiedykolwiek o wątpliwościach co do związku? Twierdzisz, że od 2 lat czujesz że to nie to. On też ma dość od dawna stąd pozew o rozwód. Rozmawiałaś z nim o tym co czujecie i dlaczego? Bez partnerskiej rozmowy związek się się wypala gdy skończy się zauroczenie. Nie ma obowiązku się rozstawać w kłótni. Nie trzeba mordobicia by mieć powód do odejścia. Nie ma potrzeby czekać aż się znienawidzicie. Można rozmawiać o wątpliwościach. Można się rozejść podając sobie rękę, bez poczucia winy, bez histerii.
          • blueberries37 Re: Tak, rozmawialismy 09.10.12, 13:14
            On sam stwierdzil, ze nie pasujemy do siebie, po prostu. Chcial sie ze mna rozstac 2 lata temu, kiedy wrocilismy do Polski, kiedy jeszcze nie bylo dziecka. Teraz trzyma go przy nas chyba tylko odpowiedzialnosc, za dziecko. Kiedy rok temu zlozyl pozew o rozwod, zostalam poinformowana o tym przez maila, zdeklarowal sie ze jezeli urodze to dziecko to bedzie lozyl 50% wydatkow, pod warunkiem ze to dziecko jest jego( mialy sie odbyc badania DNA), jak tweirdzil nie dlatego ze mi nie ufa, ale nie ufa klinice (mielismy zabieg inseminacji), ze nie bedzie lozyl na nie swoje dziecko.
            Wycofal pozew, twierdzac ze mnie kocha, potem cieszyl sie z tej ciazy (tak to wygladalo obiektywnie).
            Wiem ze zrobil badanie DNA, znalazlam wynik w komputerze(dziecko jego to oczywiste). Zrobil to badanie bez mojej wiedzy, kiedys sam zachecil mnie zebym pojechala do miasta, rozerwala sie, on sie zaopiekuje corcia. Wzielam to za oznake troski. A to wtedy wyskrobal jej i sobie naskorek z policzka.
            Mysle ze on nie zlozy pozwu, dla niego bylby to juz drugo rozwod.Chyba byloby mu wstyd przed rodzicami. Mnie mowi, jak chcesz to odejdz, ale zostaw mi dziecko.
            • garibaldia Re: Tak, rozmawialismy 09.10.12, 13:17
              Dlaczego z nim jesteś?
              • garibaldia Re: Tak, rozmawialismy 09.10.12, 13:23
                Albo inne pytanie: PO CO z nim jesteś? Jaki cel chcesz osiągnąć zostając z tym panem w związku.
              • blueberries37 Re: Tak, rozmawialismy 09.10.12, 13:26
                Bo chyba wciaz w jakis sposob kocham go i pamietam z okresu kiedy sie poznalismy i pobralismy- wtedy wydawalo mi sie ze jestem najszczesliwsza na swiecie. Byl dobry i kochajacy. Teraz tez taki bywa czasami. A poza tym jest zaradny, operatywny. Nie ukrywam; jest mi z nim wygodnie- w pewnych aspektach. Z drugiej strony budze sie zlana potem i mysle zo ja tu robie, trzeba uciekac z tego zwiazku. W wielu waznych momentach nie bylo go przy mnie, bo byl obrazony, mial fochy. Musze odsapnac.
                • garibaldia Re: Tak, rozmawialismy 09.10.12, 13:27
                  Jak myślisz, dlaczego Twoja mama tkwiła przy alkoholiku?
                  • blueberries37 Re: Tak, rozmawialismy 09.10.12, 13:35
                    Mama- to inna historia, byla juz po jednym rozwodzie; pochodzila ze wsi, urodzila mnie i siostre, nie miala zaplecza finasowego w takim stopniu jakim ja mam teraz. i tak cierpiala przed nami jako zona alkoholika, wiem tylko ze bardzo chcialam w tamtym czasie zeby od niego odeszla, a teraz kiedy skarzy sie na ojca nie mam sily tego sluchac. Mysle ze ja powielam wzorce. Chce dojrzec na spokojnie do rozstania, ale nie ukrywam ze boje sie samotnosci i braku wsparcia ze strony meza
                    • garibaldia Re: Tak, rozmawialismy 09.10.12, 13:44
                      A jakie masz "wsparcie" ze strony męża? Super rozwinięte życie zawodowe i towarzyskie dzięki niemu? Przed jego poznaniem na nic Cię nie było stać? Był Twoim "wybawianiem" ?
                      Czy to nie dla niego przeprowadzałaś się z kraju do kraju, a po chwili on zmieniał zdanie i zawodowo się cofałaś? Czy to Ty pisałaś, że mąż ciągle znika realizując swoje pasje wśród swoich znajomych? itd?

                      O jakim wsparciu mówisz?
                      -zawodowym
                      -emocjonalnym
                      -finansowym
                      -innym...

                      Co do dziecka, to nie mąż decyduje z kim ono będzie po rozstaniu. Niemowlaka nikt niezaangażowanemu ojcu nie da, jeśli matka jest.

                      Nie wiem gdzie teraz mieszkasz, ale wg mnie powinnaś pogadać z psychologiem. Bo to co robiła Twoja matka z ojcem, to bardzo ciężki bagaż do niesienia dla dzieci. Przepracuj to na terapii, bo samej Ci będzie trudno się odnaleźć w zdrowych emocjach, jeśli masz chory schemat z domu.
                      I...nie wkładaj tego samego bagażu na barki swojej córki...
                    • puzzle33 Re: Tak, rozmawialismy 11.10.12, 15:59
                      blueberries37 napisała:

                      > Chce dojrzec na spokojn
                      > ie do rozstania, ale nie ukrywam ze boje sie samotnosci i braku wsparcia ze str
                      > ony meza
                      Tak to już jest: albo rybka, albo pipkasmile
                • mayenna Re: Tak, rozmawialismy 09.10.12, 14:24
                  Co by było gdyby okazało się że to nie jego dziecko?

                  Nie wiem co Ci doradzić. Naprawdę nie sugeruj się tym co napiszę.Nie mogłabym być z kimś na kogo nie mogę liczyć, kto tak podchodzi do bycia rodzicem i kto mnie tak traktuje, jak opisałaś.
                  Mogłabym robi kanapki rano skoro mu zależy, pomimo innych ustaleń bo to jest bzdura, ale sprawdzanie DNA dziecka tylko po to, by zdecydować czy chce się tworzyć rodzinę to dla mnie byłby koniec.
                • puzzle33 Re: Tak, rozmawialismy 11.10.12, 15:57
                  blueberries37 napisała:

                  > ukrywam; jest mi z nim wygodnie- w pewnych aspektach. Z drugiej stro
                  > ny budze sie zlana potem i mysle zo ja tu robie, trzeba uciekac z tego zwiazku.
                  Ustal hierarchię życiowych wartości, a wszystkie wątpliwości znikną.
            • garibaldia Re: Tak, rozmawialismy 09.10.12, 13:36
              > ie ze jezeli urodze to dziecko to bedzie lozyl 50% wydatkow, pod warunkiem ze t
              > o dziecko jest jego( mialy sie odbyc badania DNA), jak tweirdzil nie dlatego ze
              > mi nie ufa, ale nie ufa klinice (mielismy zabieg inseminacji), ze nie bedzie l
              > ozyl na nie swoje dziecko.


              a powiedział kto inny by miał na to dziecko łożyć? było mu wszystko jedno co z Tobą i czy będzie cię stać utrzymać choć do insem. podchodziliście wspólnie?


              > Mnie mowi, jak chcesz to odejdz, ale zostaw mi dziecko

              bo co? bo jednak jego geny ma więc jemu się należy?


              Śmiech na sali to podejście... Ten pan Cię nie kocha. Możliwe, że w ogóle nie umie kochać i być partnerem. Pisałas też kiedyś, że lubi wypić, nic z Tobą nie uzgadnia, podejmuje decyzje sam i narzuca je Tobie(a Ty nie wiadomo czemu-dostosowujesz się)...
              Nie wygląda to dobrze.
              Możesz żyć wspomnieniami, że kiedyś było super, romans, seks, eksplozja uczuć - i chlipać co noc w poduszkę kłócąc się za dnia. Albo mozesz pilnować, by tu i teraz było dobrze, a jak nie jest to to zmieniać.

              • blueberries37 Garibaldio, masz racje 09.10.12, 13:45
                jest wiele oznak, ze mnie nie kocha, ze to chore. Tak, lubi wypic, wg mnie pije za duzo 4 dni w tyg piwko, winko. Jest wwtedy wyjatkowo mendliwy, wypomina mi rozne rzeczy, niedociagniecia, ze nie jestem zona ani partnerka, wypomina jakis tam mezczyzn ktorzy byli przed nim( smiechu warte). Moich uwag odnosnie wypijanego alkoholu nie bierze pod uwage, twierdzi ze przesadzam i zrzedze. Nie pisalam o tym , zeby nie zasmiecac watku.
                • garibaldia Re: Garibaldio, masz racje 09.10.12, 13:57
                  Wiesz, to nie tak że ja Cię namawiam do rozwodu bo to musi być Twoja decyzja.
                  Ale opisujesz mnóstwo wydarzeń i potraktowań, po których Twoje poczucie własnej wartości powinno się oburzyć i coś zadecydować konkretnie i konsekwentnie. Postawić granice.
                  A Ty granic nie stawiasz.
                  Wiedz, że postawienie granic komuś- to też oznacza postawienie wymagań sobie samej. Od kilku lat "zrzędzisz" że za dużo pan pije, a równocześnie z nim jesteś (mimo, że właściwie cię z tego związku wyganiał..), twierdzisz teraz że Ci z nim wygodnie i masz od niego wsparcie... - > jak więc dajesz panu sygnał? może taki: nie odejdę choćbyś pił, czepiał się, poniżał, nie odzywał, awanturował. Twoje sygnały nie są spójne, brak konsekwencji. A facet, wyczuwając to, przestaje Cię szanować. Bo nie szanujesz samej siebie. Za kilka lat idąc w tym kierunku pozostanie wam tylko nienawiść, frustracja i wspomnienia "współuzależnionej" że kiedyś na początku.....

                  Są terapie DDA. Wiele osób chwali, że długotrwałe ale skuteczne...
                  • garibaldia Re: Garibaldio, masz racje 09.10.12, 14:05
                    Aha, a co do matki -> to wcale nie musisz wysłuchiwać jej utyskiwań na męża-pijaka. Zamykaj temat w rozmowie, zmieniaj temat, przerywaj, mów że nie masz ochoty o nim słuchac od lat tego samego. Że jak chce zmian to niech idzie do grupy AlAnon, do psychologa od uzaleznień, lub z mężem się rozwiedzie. Ale już niech przestanie wam truć w kółko o tym samym bo masz tego dość. I bądź konsekwentna, naucz ją, że nie wolno jej wisieć wciąż emocjonalnie na was. Bądź twarda w tym temacie. Bo inaczej zatruje wam życie do cna...
                • mayenna Re: Garibaldio, masz racje 09.10.12, 14:29
                  blueberries37 napisała:

                  > jest wiele oznak, ze mnie nie kocha, ze to chore. Tak, lubi wypic, wg mnie pije
                  > za duzo 4 dni w tyg piwko, winko. Jest wwtedy wyjatkowo mendliwy, wypomina mi
                  > rozne rzeczy, niedociagniecia, ze nie jestem zona ani partnerka, wypomina jakis
                  > tam mezczyzn ktorzy byli przed nim( smiechu warte).

                  Potrafisz go jeszcze szanować?
                  Moim zdaniem masz niską samoocenę.Mnie takie słowa bardzo szybko leczą z ciepłych uczuć. Przychylam się do Garibaldii. Powinnaś zadbać o siebie.
      • anbale Re: Tak sobie czytam 09.10.12, 12:57
        Mam wrażenie czytając to, co piszesz, że oboje już macie siebie dość. A to już równia pochyła, na czym oprzeć ten związek? Będzie tylko gorzej.
    • violadamore Re: Samotnosc-wystarczy? 17.10.12, 11:44
      Nie czytalam wszystkich postow, z gory sorry, jesli sie za kims powtorze. Krotko i wezlowato. Niemowleta znosza rozwod lepiej, niz dzieci kilku i kilkunastoletnie. Jesli masz prace a nawet mieszkanie, to sytuacja jest komfortowa - mozesz podjac decyzje kierujac sie wlasnym dobrem, a nie musem zyciowym. Sama musisz wiedziec najlepiej, czy chcesz swoje malzenstwo ratowac, czy nie. Dobro dziecka jest pojeciem wzglednym i nie jest tozsame z trwaniem w nieudanym zwiazku na sile. Z Twojego opisu nie wynioslam pozytywnego wrazenia ani o Waszym zwiazku, ani o Twoim mezu. Ale jak jest naprawde wiesz tylko Ty i tylko Ty wiesz tez ile jestes w stanie zniesc w ramach kompromisu w imie wyzszych (?) wartosci. Odwagi i powodzenia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka