Dodaj do ulubionych

Muszę się wygadać...

24.10.12, 10:39
Jestem na portalu od ponad dwóch lat, od ponad roku po rozwodzie. Myślałam, że uporałam się już z emocjami wobec exa ale jak się okazało, tylko myślałam.
Tydzień temu zmarł mąż mojej przyjaciółki i serdeczny przyjaciel exa. Śmierć nagła, niespodziewana, więc szok ogromny. Przyjaciółka nie ma praktycznie rodziny, która by ją wsparła i pomogła przejść przez to wszystko. Ma tylko starą ciotkę lat 78 i 10 letnią córkę, nota bene chrześnicę mojego ex. Kiedy tylko dowiedziałam się o tym co ją spotkało, rzuciłam się z wszechstronną pomocą. Jestem z nią od tygodnia, załatwiam sprawy związane z pogrzebem, pomagam przejść przez piekło sekcji sądowej i ponownej identyfikacji ciała przed kremacją. Kiedy Ania zadzwoniła do mojego exa z wiadomością o śmierci jego przyjaciela, stać go było tylko na powiedzenie, że jest wstrząśnięty i się rozłączył. Nie zaproponował jej wsparcia, pomocy, kompletnie nic. Rok temu, popełnił samobójstwo jego drugi kolega, który również go krył i wspierał, kiedy ex zdradzał i doprowadził do rozpadu rodziny. W tamtym przypadku, ex latał, pomagał załatwiał, mało tego, stara się zastąpić ojca dwóm dorosłym synom kolegi, swojego mając od ponad dwóch lat głęboko w dupie. Powiedzcie mi, że nie zwariowałam, że to normalne, że trzęsie mnie kiedy myślę jak się ten pajac zachowuje. Umiera jego przyjaciel, ojciec jego chrześnicy a ten podwija ogon pod siebie i znika. Cholera kiedy mi przejdzie? Kiedy przestanę emocjonalnie reagować na jego wyskoki? Mam ochotę dać mu w pysk. sad
Obserwuj wątek
    • garibaldia Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 10:51
      Ale wiesz, że to chore? Rozwiedzeni jesteście. Teraz to dla Ciebie prawie obcy facet i własciwie nie Twoja sprawa co on robi i z kim. Dlaczego uważasz, że wiesz lepiej od niego co powinien, jak ma wybierać, co a przeżywać, narzucać uczucia i czyny? Nie siedzisz w jego życiu, nie Twoja sprawa. A wiedząc, że wcześniej się kiepsko zachowywał na co liczysz teraz? Nie jest Twoim dzieckiem na wychowaniu. Ma prawo wybierać jak chce bo sam za to będzie płacił. A moze wie, że Ty jesteś przy przyjaciółce i nie ma ochoty tam się zjawiać wiedząc jak go nie cierpisz i wiedząc, że olał własnego syna.
      Popracuj nad sobą i odpępowij się wreszcie, zajmij się swoim życiem nie cudzym. Bo chyba byś nie chciała by tłum znajomych do Twojego życia się wcinał i dyrygował Tobą , tak jak Ty masz ochotę nadal dyrygowac exem. Po cos się chyba rozwiodłaś. Zastanów się po co.
      • olgucha_3 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 11:06
        Nie grzebię w jego życiu, nie mam z nim żadnego kontaktu i to była moja decyzja, bo on chciał grzebać w moim życiu, chciał mieć kontakt. Chodzi mi jedyny o czysto ludzkie zachowanie. Nie jestem w stanie pojąć, że można tak olać drugiego człowieka. Kiedy on się łajdaczył, przyjaciel go wspierał, krył, dawał alibi a teraz kiedy przyjaciel zmarł, olał jego rodzinę. Mam gdzieś co on robi, z kim żyje, nie szukam wiadomości o nim, nie żyję jego życiem ale przyszedł taki moment, że coś walnęło i to jest dla mnie niepojęte, że można się tak zachować, mając na względzie to, że rok temu szalał i załatwiał pogrzeb jednego kolegi a drugiego olał. Jest ojcem chrzestnym ich córki i moje zdanie jest takie, że chrzestny nie jest od dawania prezentów z różnych okazji, tylko od niesienia pomocy swojemu chrzestnemu dziecku właśnie w takich ekstremalnych sytuacjach. Mam gdzieś jego życie, tylko rzuca mnie na ziemię jego chamstwo i wyrachowanie. Ja potrzebuję wsparcia i krycia ok jesteś fajnym kumplem ale jak ty kumplu potrzebujesz pomocy albo twoja rodzina to mam cię głęboko w dupie.
        • anbale Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 11:19
          Również nie rozumiem po co w ogóle Cię to zajmuje...
          A może zaszło między nimi coś, o czym Ty nie wiesz?
        • garibaldia Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 11:24
          Nadal nie wiem co Cie tak telepie. Ex sam sobie wybiera przyjaciół i znajomych. Niby z jakiej racji chcesz mu dyktować i narzucać swoją "przyzwoitość"? Niby dlaczego ma żyć wg Twoich norm? Bo Ty tak chcesz??
          Ex robi tak jak ON MA OCHOTĘ ROBIĆ ZE SWOIM ŻYCIEM. Nie jest już Twoim męzem i nie musisz brać za niego odpowiedzialności i napominać, że coś powinien lub nie.
          Nie wiesz do końca jakie relacje miał ze znajomym, to wie tylko on. I na tej podstawie on wybiera czy chce w coś się angażować czy nie. Może to był "przyjaciel" tylko do smrodliwych spraw i z wzajemnościa do niczego więcej.
          Twoja histeria w tym temacie jest zupełnie bezzasadna. To exa wybory i zapłaci za nie np ostracyzmem części ludzi. Pokazuje że nadal jesteś uzależniona od exa. Bo zwyczajnie - Ty się zajmij tym co sama robisz bo może właśnie w tym momencie robisz coś co się innym wydaje nie w porządku albo głupie. Możesz brać odpowiedzialność za swoje czyny, nie cudze. A jak znajomy krył Twojego exa to niezły smród robił też Tobie. Czy to nie było "chamstwo"? Jak oczekujesz, że ex powinien wam pomóc przy pogrzebie to do niego zadzwoń i poproś o pomoc. Jeśli w ofercie masz tylko wrzask i wyzywanie od chamów to ... lepiej się zastanów czy na pewno iśc na pogrzeb gdy nad grobem znajomego będziesz kipieć z nienawiści do exa.
    • fotm Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 11:15
      Eeech ja też tak mam, nie wiem, czy to przechodzi i czy to wina wyłącznie tego, że to Twój ex jest. Mnie też rzuca jak słyszę wypowiedzi i widzę zachowania ludzi, nawet tych, których nie znam i nigdy nie poznam. Mam tak od zawsze i już się przyzwyczaiłam. Dzisiaj na przykład przeżywałam wczorajszą debatę na temat in vitro i jakbym była obecna w studio to jak Boga kocham...
      • garibaldia Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 11:26
        W tym sensie rozumiem, bo ogólnie niektóre przejawy chamstwa codziennego mnie wnerwiają,
        jednak autorka zdaje się zamykać oczy na chamstwo innych (kumpel który krył zdrady exa to nie święty człowiek) a kumuluje swoją emocjonalną agresję wyłącznie na exie.
        • fotm Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 11:33
          No właśnie. A u mnie jakoś ex naprawdę musi się postarać, żeby mnie zaskoczyć swoim zachowaniem. Może po prostu podświadomie wiem, że dla niego nie ma już ratunku smile. Jak to w jakimś tam filmie powiedzieli: Faceta po trzydziestce można nauczyć już tylko swojego imienia smile)).
          • to_nie_ja2 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 11:40
            fotm napisał(a):

            > No właśnie. A u mnie jakoś ex naprawdę musi się postarać, żeby mnie zaskoczyć s
            > woim zachowaniem. Może po prostu podświadomie wiem, że dla niego nie ma już rat
            > unku smile. Jak to w jakimś tam filmie powiedzieli: Faceta po trzydziestce można n
            > auczyć już tylko swojego imienia smile)).

            Fotm, jak dużo czasu zajęło Tobie wyrobienie sobie aż tak neutralnego stosunku wobec exa?
            Pytam całkiem poważnie, jak długa droga przede mną...
            • malgolkab Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 12:03
              Pytanie nie do mnie, ale odpowiemsmile
              Wyrobienie w sobie neutralnego stosunku do ex zajęło mi niecałe pół roku od rozstania (czyli jeszcze przed rozwodem). Owszem, myślę czasem, że zachowuje się tak czy inaczej, ale ani mnie to ziębi ani grzeje (tak jak w przypadków innych ludzi, do których nic nie czuję smile Kontakty ograniczam do spraw związanych z synem, dzwonię jeśli chce poinformować o sprawach zdrowotnych czy uroczystościach w przedszkolu, nie wdaję się w tematy inne, nie wnikam w jego życie prywatne/zawodowe.
            • fotm Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 12:34
              Nie wiem dokładnie, kilka miesięcy to trwało, około jednego roku po. Myślę, że nie była to do końca kwestia czasu, raczej jego fatalnych zachowań. W momencie kiedy uświadomiłam sobie w 100% jak trafną decyzję podjęłam, przestałam się przejmować. Może to jeszcze wróci, nie wiem smile.
    • malgolkab Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 12:08
      Może wie, że juz ktoś pomaga/załatwia (Ty)? Może nie chce mieć kontaktu z Tobą? Może nie lubi zony przyjaciela/są w złych stosunkach?
      Skoro swojego syna ma w dupie (jak piszesz), nie wiem skąd pomysł, ze zajmie się chrześnicą.
      Przestaniesz reagować emocjonalnie, kiedy zaczniesz żyć swoim życiem.
    • maaraw Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 12:39
      a ja myślę że on wiedział, że ty się nią zajmiesz bo to twoja dobra koleżanka ( czy przyjaciółka? ) i nie chciał się z tobą tam spotkać. Albo wiedział że może ją olać bo i tak ty będziesz.
      I wcale się nie dziwię że cię to wkurza.
    • kobieta306 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 13:03
      gdyby on się Waszą wspólną koleżanką za mocno zajął, tez by Cię to irytowało i pewnie nawet dużo bardziej. Czyli tak źle i tak niedobrze.
      To jest WOLNY człowiek i może robić co chce i może zadawać się z kim chce.
      • olgucha_3 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 13:19
        Nie, nie przeszkadzałoby mi to w żaden sposób, gdyby zajął się pomocą wdowie. Tu chodzi o sprawy czysto techniczne. Nie posiadam samochodu, moja koleżanka również, Po całej Warszawie przemieszczałyśmy się komunikacją miejską, zabierało nam to masę czasu, a jeżdżenie taksówkami nie wchodziło w grę ze względów finansowych. Zrozumcie, ja nie grzebię w jego życiu, nie ingeruję, nie robię nic kompletnie, by mieć z nim kontakt. To on przez długi czas kombinował jak mieć ze mną kontakt. Chodzi mi jedynie o jego zachowanie. Nie wiszę na moim ex, nie mam z nim kontaktu i to z własnego wyboru a nie z jego. To on przez wiele miesięcy bawił się w detektywa i grzebał w moim życiu, ja odpuściłam, zmieniłam nr, telefonu, odcięłam znajomych, którzy mu donosili co się dzieje u mnie. Z kolegą, który zmarł, rozmawiałam i wyraziłam swoje zdanie na temat powyższy, że mu pomagał i dawał alibi, powiedziałam wprost, że nie życzę sobie, żeby po naszym rozstaniu informował exa o mnie. Czy ex wiedział, że jej pomogę? Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Koleżanka jeśli się z nim widziała ucinała wszelkie rozmowy na mój temat. Dziś kiedy go poinformowała o dacie pogrzebu, to zapytał ją czy ja wiem o śmierci jej męża. Po czym poinformował ją, że jeśli ja przyjdę ze swoim nowym partnerem na pogrzeb, to sorki ale jego nie będzie. Rozumiecie coś z tego? Bo ja ni cholery.
        • heksa_2 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 13:52
          Pies ogrodnika. Bodnęłaś go w ego, miałaś być w dłuższej żałobie, tego się nie wybacza.
        • sonia_30 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 13:57
          Nie rozumiecie ... nakręcania z powodu takich czy innych zachowań obcego faceta. I oczekiwania że woził będzie, pomagał i roztaczał opiekę, czy co tam jeszcze, skoro od co najmniej 2 lat wiadomo, że dał ciała. Nie Twoje małpy, nie Twój cyrk, należy zająć się własnym podwórkiem i przestać oczekiwac od kogolwiek poza sobą określonych zachowań i stania na wysokości zadania.
        • xciekawax Re: Muszę się wygadać... 25.10.12, 06:00
          Przestan myslec ze facet ma cie wybawiac Bo wy takie biedne (brak samochodu). Poradzicie Sobie same. Nie rob z siebie dziecka
          • olgucha_3 Re: Muszę się wygadać... 25.10.12, 07:20
            Nie jesteśmy biedne, i auto nam do szczęścia akurat w tym momencie nie było potrzebne po to, by jeździć i zwiedzać miast ale z powodów czysto logistycznych. Wożenie wyjącej z rozpaczy kobiety komunikacją miejską jest mało fajne. Jeśli miałaś do czynienia z nagłą śmiercią osoby i do tego z nieznanych powodów to powinnaś wiedzieć jak wygląda cała procedura. Jeśli nie wiesz to Cię informuję, że musiała jechać do prokuratury prokuratury złożyć zeznania, następnie do Katedry Medycyny Sądowej, po wstępny wynik sekcji zwłok, następnie do urzędu po akt zgonu, do kościoła po zgodę na pochowanie ciała poza parafią, na końcu do zakładu pogrzebowego, celem załatwienia pochówku. Wszystkie te miejsca, rozsiane w różnych częściach Warszawy. W każdym z tych miejsc, spędzałyśmy około godziny. Czas nas mocno ograniczał i samochód bardzo byłby wtedy wskazany. Nie życzę Ci, byś musiała uczestniczyć kiedyś w takim kołowrocie biurokracji w stanie skrajnej rozpaczy jak moja przyjaciółka. Pozdrawiam
            • malgolkab Re: Muszę się wygadać... 25.10.12, 11:19
              Twój partner nie mógł pomóc w tych problemach logistycznych?
              • malgolkab Re: Muszę się wygadać... 25.10.12, 11:22
                I jeszcze jedno - to małżeństwo nie miało żadnych innych bliskich znajomych oprócz Was?
                Jesli to faktycznie taki problem z samochodem wystarczyło zadzwonić do kogoś kto ten samochód ma (nie znasz nikogo takiego?). Nie każdy sam się pcha do pomocy, ludzie nie chcą się narzucać, nie wiedzą co powiedzieć, za to proszeni o pomoc rzadko odmawiają...
    • heksa_2 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 13:45
      Pamiętaj:
      Nie jesteś za niego odpowiedzialna.
      Napisz to sobie 100 razy na kartce wink
      • olgucha_3 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 13:51
        Nie jestem za niego odpowiedzialna i nie mam zamiaru. Ot tak po ludzku mnie to wnerwia i tyle.
        • garibaldia Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 14:01
          Tak po ludzku jesteś od niego ciągle uzależniona. Jak podświadomie miałaś ochotę się z nim zobaczyć przy tej smutnej okazji i poprzeżywać uzależnieniowe emocje a on -świnia- skrewił .. to pracuj nad sobą, bo nowy partner zapewne nie ma przyjemności z tego, że tylko ex Ci w głowie ciągle.. Nękanie exa dawało jakieś podniety, niby negatywne, ale bardzo mocne. Nieodpępowiłas się jeszcze od niego.
          • olgucha_3 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 14:10
            A niby jakie nękanie exa? Nie mam z nim żadnego kontaktu i nic nie robię, by go mieć, nawet w trakcie rozwodu nie robiłam nic, by może jednak zmienił zdanie i jednak wrócił. Nie chcę go znać, oglądać i w ogóle mieć z nim do czynienia. A co do mojego nowego partnera, to sam jest mocno zdziwiony zachowaniem exa, znając jego zażyłe stosunki przyjacielskie ze zmarłym kolegą. Nie atakuj mnie, bo piszesz jakieś teorie na mój temat, które nijak nie mają się do rzeczywistości. Nikogo nie nękam i nie nękałam. Dla Twojej informacji, to ja złożyłam pozew o rozwód w miesiąc po odejściu exa, właśnie po to, żeby zniknął z mojego życia raz na zawsze.
            • blackglass Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 14:15
              A ja myślę, ze może to wkurzać i tyle z czysto ludzkiego powodu. Tak samo może wkurzyłaby się w identycznej sytuacji ale gdyby nie dotyczyło to jej exa...
              Ja też nie rozumiem takich ludzie, czy znanych mi czy obcych..
              • olgucha_3 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 14:21
                Dokładnie o to mi chodzi, tak samo wkurzyłabym się, gdyby to zrobił mój syn, moja siostra, czy analogicznie moja przyjaciółka w stosunku do kogoś ze swoich znajomych, czy rodziny.
                • mola1971 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 14:42
                  Olga, sprawa jest prosta - chodzą po tym świecie ludzie, po których niczego dobrego nie należy się spodziewać. Jeśli nie liczymy na to, że nas lub kogoś innego coś dobrego z ich strony spotka, nie czeka nas rozczarowanie.
                  Twój ex do takich ludzi należy (mój zresztą też) i skoro dotychczas z jego strony nie spotkało Cię nic (lub spotkało niewiele) dobrego, to rozsądnie jest założyć, że tak też będzie w przyszłości.
                • sonia_30 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 15:25
                  Syn - rozumiem, siostra.. tu już mniej... przyjaciółka w stosunku do swoich znajomych... no owszem, można się zdziwić, zastanowić nad podejściem i pogadać można też, chcąc dowiedzieć się dlaczego.. ale wkurzyć? I to do tego stopnia by trzęsło jak się zachowuje?
                  • zmeczona100 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 20:54
                    Soniu, to idźmy dalej. Nie powinny nas też wkurzać zachowania dorosłego sąsiada, który ma w dupie swoją schorowaną matkę i na całe dnie znika z domu, a ona sama sobie nie radzi.

                    Ale zaraz, dlaczego mieliby nas wkurzać nasi znajomi czy nawet rodzina? Toż oni też wszyscy dorośli, mają swoje życie, wybory, postawy itp.

                    Jest jednak coś takiego, jak empatia. I ja Olguchnę doskonale rozumiem, dlaczego opisała sytuację i dlaczego tak ją ona wkurzyła. Jednak, Olguchno, nie jest to najlepszy pomysł oceniać ludzi podług siebie. ONI (m.in. i mój ex) są po prostu inni, więc przykładanie do nich naszej miarki jest zupełnie bezsensowne. A takie sytuacje tylko utwierdzają nas w tym, że decyzja o rozstaniu z takim typem była słuszna.

                    Mnie "mój" już w zasadzie w ogóle nie zadziwia- nawet brew mi nie drgnie (chyba, że z politowania), kiedy czytam jego kolejne wyp(mi)ociny do sądu; nie rozumiem, nie akceptuję zachowań tego typu, jakie Olguchno opisujesz, ale przyjęłam do wiadomości, że takie typki chodzą po świecie, a że nie jestem ich rodzicem, to nie rozmyślam na ich losem czy nad losem ich znajomych, rodziny itp. A niech sobie żyją, jak chcą; ja tam jestem na 100% przekonana, że wszystko wraca podwójnie, a więc kiedyś przyjdzie i na nich kolej- może wtedy coś zrozumieją.
                    • sonia_30 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 22:26
                      Idę dalej.. Dorosłego sąsiada i jego zachowania mam w poważaniu, ale jego schorowanej matce chętnie pomogę... To jest wg mnie empatia.. bo to o czym pisze Olgucha, czy Ty, to wyrzut sumienia pt. "jak to się stało że tak idealna osoba jak ja związała się z takim zerem jak on". Lata mijają, a emocje zamiast opadać, są non stop podkręcane. Mogłoby być śmiesznie, ale jak permanentny nerw (delikatnie mówiąc) określany jest mianem empatii, zaczyna grozą wiać.
                      • zmeczona100 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 23:09
                        Zaraz, zaraz.
                        Nadinterpretujesz.
                        Mnie nie wkurza dorosły dlatego, że to mój były, bo dlaczego każdy dorosły, obcy całkiem, działałby na mnie tak samo, tj. jak płachta na byka? Chodzi o to, że ja pogodziłam się z tym, iż są na tym świecie osoby niezdolne do empatii, a nie chodzi o moje ewentualne związki lub ich brak z kimś tym w przeszłości.

                        Dlatego JA nie myślałabym w sytuacji Olguchny w ten sposób:

                        "jak to się stało że tak idealna osoba jak
                        > ja związała się z takim zerem jak on".

                        Tylko w taki:

                        "Jak można być takim ślepym na problemy innych (ważnych kiedyś ludzi) i takim pozbawionym empatii?"

                        Jeszcze raz powtarzam- gdyby to wkurwienie nie dotyczyło wszystkich, którzy zachowują się w taki sam sposób, a tylko exa, to wtedy faktycznie miałabyś podstawy napisać, że to emocje względem exa. Ale tak nie jest. Zresztą napisałam wprost, że w jego zachowaniu już mnie nic nie dziwi, nie reaguję na nie w żaden sposób- tak samo, jak nie dziwię się, że np. osoby podczas ataku padaczki zachowują się inaczej, niż ja- zdrowa.

                        BTW, empatia to nie pomoc innym, ale możliwość rozumienia stanów, emocji i położenia innego człowieka.
            • garibaldia Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 14:42
              Rany kobieto opamiętaj się. Bo Twoja stabilnośc emocjonalna jest faktycznie pod dużym znakiem zapytania. Napisałaś wcześniej, że ex za Tobą łaził, wydzwaniał, musiałaś zmienić telefon itd. Niby się technicznie odcięłaś, ale nadal jakichś tych kontaktów-relacji chcesz, patrzenia co robi, spazmów że się nie zachowuje "jak wypada" i lubisz przetaczać temat exa. Sama nie odpuszczasz. I wykorzystujesz sytuację pogrzebu by odnowić jego temat. Wystarczyło skwitować "palant z niego" i przestać się nim zajmować. A nie plotkowac o nim ze wszystkimi wokoło nakręcając temat i wątek na forum zakładać w którym na siłę udowodnić chcesz, że wcale a wcale się exem i tym co robi nie zajmujesz.. dlatego odstawiasz histerię na jego temat i analizujesz każde słowo i czyn? Zajmij się sobą. Nie nim.
              Fakt, że właśnie z tym zmarłym do spółki "robił cię w konia" a teraz nawet na jego pogrzeb nie przyjdzie, pokazuje, że jeszcze emocji nie zamknęłaś ani do kolegi ani do exa. Zajmij się pogrzebem jeśli się tego podjęłaś, z czystymi intencjami, nie zemstą za przeszłość.
              • olgucha_3 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 15:02
                Jak widzę, to Tobą szarpią jakieś dziwne emocje. Gdzie jest moja zemsta na ex? W tym, że to on mnie śledził? Spuść trochę pary z siebie, bo Cię rozerwie. Jeśli Twoim jedynym celem jest atak, to odpuść. Daleka jestem od spazmów, inwigilowania exa i zemsty na nim, którą Ty widzisz a ja i ludzie, którzy mnie znają, jakoś tego nie widzą. Nie oceniaj mnie, z prostej przyczyny, bo mnie nie znasz, a swoje teorie wysnuwasz z kilku zdań napisanych przeze mnie.
                • garibaldia Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 15:14
                  I znowu zero zastanowienia się nad sobą tylko atak na mnie. To TY masz problem i z nim przyszłaś na forum, z jakiegoś powodu Cię rozsadza wściekłosć bo ex -coś tam. Dawno po rozstaniu, dawno po rozwodzie, z nowym partnerem w związku i Cię telepie "bo ex". Babrasz się tym co ex robi lub nie robi. PO CO. Większość w wątku Ci już powiedziała, że to nie Twoja sprawa i powinnaś dąć sobie z exem siana i zająć sobą. A Ty w kółko swoje.
                  Z dużym prawdopodobieństwem trafności założenia podejrzewam, że szlag Cię trafia większy bo właśnie z tym kolegą ex Cię oszukiwał więc Ci się kilka spraw nałożyło i robi z igły widły. TY sobie przemyśl co chcesz z tym faktem zrobić bo ja z Twoim exem żadnego problemu nie mam, a także to, co w efekcie zrobisz (czy całą stypę będziesz tylko o exie wszystkim gadać by wiedzieli na pewno że to ...uj i że "ty tego nie rozumiesz!"?) średnio mnie obchodzi, bo jesteś dla mnie obca, tak jak od jakiegoś czasu obcy ci jest Twój ex i tak powinnaś go już traktować.
                  • zmeczona100 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 20:58
                    Halo! Tu ziemia!!!

                    Garibaldio, na czyje posty odpowiadasz? Bo coś mi się wydaje, że czytamy obie coś zupełnie innego.

                    Bo chyba nie chodzi Ci o to, że powinniśmy wszyscy, a nie tylko Olguchna, przejść do porządku dziennego nad szerzącą się powszechnie znieczulicą ogólną?
                • nowel1 Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 15:15
                  Olgucha, pisząc na forum dajesz innym prawo do oceniania tylko na podstawie tego, co napisałaś.
                  Garibaldia pisze dość ostro, ale logicznie i wnioski wyciąga podobne jak jeszcze kilka innych osób.

                  Sprawiasz wrażenie osoby, która za bardzo zajmują posunięcia exa - marnujesz na to swoją energię. Kilka osób Ci to napisało, i chyba sama to widzisz - zatem spróbuj się od tematu "odkleić".
                  • cathy_bum Re: Muszę się wygadać... 24.10.12, 21:22
                    Dokładnie. Ex to ex i jego wszelkie zachowania powinny Cię obchodzić tyle, co zeszłoroczny śnieg (z wyjątkiem tych bezpośrednio w Ciebie czy dziecko skierowanych). Może się facet uznać za boga, chodzić nago po ulicy czy zaniedbywać matkę staruszkę. Jego broszka. Po ludzku można się zdziwić lub nawet zasmucić, ale brać do siebie i przeżywać - nie. Tak jak dziwi mnie może postawa córki sąsiadów, która rzadko odwiedza zniedołężniałych rodziców, ale nie przeżywam tego jako osobistej sprawy ani nie wtryniam się z ocenami, bo to ich życie i relacje. Mnie nic do tego. Ze swojej strony mogę sąsiadom wnieść siaty z zakupami i poczęstować ciastem. Ale to ukłon w ich stronę, a nie reakcja na zachowanie ich latorośli.
    • mag_do Re: Muszę się wygadać... 25.10.12, 00:48
      Ja rozumiem cie doskonale. Mnie tez wkurzaja takie zachowania nieazleznie od tego czy dotycza mnie bezposrednio czy nie. A eks tylko teoretycznie jest obcym czlowiekiem, bo obcy to ten, z ktorym nigdy nas nic nie laczylo. Moze faktycznie, jak radza niektorzy, powinnas sie zajac wlasnym zyciem i zostawic kolezanke na pastwe losu (niech sobie sama jezdzi i zalatwia sprawy), tak jak zrobil to twoj byly. Ja bym tak nie portafila i musze przyznac, ze dziwi mnie, gdy czytam wypowiedzi forumowiczek, ze kazdy ma prawo byc egista i że podchodza do tego zupelnie obojetnie. Z tego co piszesz, wydaje mi sie, ze twoj eks nie jest czlowiekiem zdolnym do przyjazni a przyjaciol jedynie wykorzystywal do wlasnych celow. Zajal sie pogrzebem pierwszego kolegi, bo pewnie mial w tym jakis interes -moze chcial sie popisac przed wdowa np. Teraz pewnie chce dokuczyc tobie, jest zazdrosny o twojego nowego partnera, o czym swiadczy jego odmowa w uczestniczeniu w pogrzebie. Zamiast jednak szarpac sobie nerwy zachowaniem doopka, pociesz sie mysla, jak dobrze zrobilas, ze od kogos takiego odeszlas
      • olgucha_3 Re: Muszę się wygadać... 25.10.12, 07:31
        Jasne, że ten człowiek nie będzie nigdy obcym człowiekiem, w końcu byłam z nim 20 lat, mamy dorosłego syna i tego nie zmienię. Gdyby był złym człowiekiem do szpiku kości, nie byłabym z nim 20 lat. Myślę, że gdyby ktoś inny z otoczenia mojej koleżanki tak się zachował, również by mnie to zabolało. Ludzka znieczulica boli i tyle. Tyle mojego co się powkurzam i zrobię swoje. Masz rację, że być może kiedyś i jego ktoś potraktuje w ten sam sposób ale ja nie czekam na to, niech sobie żyje jak chce, boli jedynie fakt, że może masz rację, że facet jak coś robi to widzi tylko koniec własnego nosa a inni go nie obchodzą. Co do nowego partnera to i tak ze mną nie idzie, bo uważam, że pogrzeb i cmentarz nie są najlepszą okazją i miejsce do tego by pokazywać się z kimś nowym, kto jest ze mną, wspiera mnie i po prostu jest. Mój facet to nie małpa z cyrku, by się nim chwalić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka