Dodaj do ulubionych

boję się

19.03.13, 08:07
nigdy nie należałam raczej do osób strachliwych.
starałam się brać byka za rogi i działać.
teraz miewam momenty, że boję się...wszystkiego. to znaczy rzeczy, które mnie (nas, bo mam córkę) czekają sad
boję się przeprowadzki do mamy. boję się o córkę - jak się zaadaptuje, jak będzie się czuła w nowym p-kolu, czy nie będzie tęskniła za ojcem (wiem, że będzie - ale jak to zniesie).
czy znajdę pracę, jak ogarnę mieszkanie pod jednym dachem z mamą - przecież nie mieszkamy razem już jakieś 17 lat !!!
boję się życia po rozwodzie. tego, że zostanę samotną matką, że cała odpowiedzialność za wychowanie małej spadnie na mnie, że sobie nie poradzę sad
normalnie aż się sama siebie czasem boję smile że tyle tych różnych lęków...
mam nadzieję, że to przejściowe. że minie. że się ogarnę...
czy to jest normalne...? czy po prostu zwariowałam?
Obserwuj wątek
    • monika3411 Re: boję się 19.03.13, 08:20
      Nie zwariowałaś. Świadczy o tym właśnie Twój strach. Dasz sobie radę. Ogarniesz wszystko. To normalne, że się boisz. Z czasem wszystko się ułoży, zobaczysz smile Pozdrawiam.
    • natka-2003 Re: boję się 19.03.13, 08:29
      to zupełnie naturalne, że się boisz... wyjątkowo dużo zmian Cię czeka... przecież "normalnie" mamy też się boją jak będzie dziecku w nowym przedszkolu... jak będzie po przeprowadzce... jak będzie w nowej pracy.... a tu jeszcze jak się ułożą kontakty dziecka z ojcem... jak sie życie potoczy...
      krok po kroku wszystko się poukłada wink ale ten lęk jest zupełnie normalny, chyba każdy się bał/boi takich wymuszonych zmian na każdym polu życia... ale wystarczy że przedszkole będzie fajne albo praca się dobra znajdzie i już zacznie być powoli łatwiejsmile

      • mia17 Re: boję się 19.03.13, 08:34
        dziękuję smile
        u mnie to wszystko jest świeże jeszcze - 10 stycznia złożyłam pozew w sądzie, rozprawa dopiero 22 kwietnia. boję się też tej rozprawy - bo totalnie nie wiem, czego się spodziewać.
        przeczytałam o tym w archiwalnych postach, ale wiadomo, że każda sprawa jest inna.
        czeka mnie też "niezapowiedziana" wizyta kuratora, której spodziewam się już miesiąc... każdy dzwonek do drzwi stawia mnie na równe nogi uncertain normalnie czuję się jak zając!
        ale może jak już się zacznie to wszystko jakoś układać po kolei to rzeczywiście uspokoję nerwy i zacznę działać.
        • mayenna Re: boję się 19.03.13, 09:02
          Wizyta kuratora jest normalną, miłą rozmową. Spokojnie. On przychodzi obejrzeć warunki życia dzieci. A ze to normalne osoby to będzie dobrze. Moja kurator mnie nie zastała w domu wiec zadzwoniłam i umówiłam się na konkretny termin. Moze tez tak spróbuj skoro bardzo cię stresuje niepewność.

          W sądzie tez będzie dobrze. Sama rozprawa jest stresem,ale sąd hamuje wszelkie nieprzyjemne komentarze czy sytuacje.
          Tych spraw nie ma powodu się bać.
          • mia17 Re: boję się 19.03.13, 09:09
            wiesz, to chyba taki typowy lęk przed "nieznanym".
            nigdy nie byłam w sądzie, nigdy się nie rozwodziłam, nigdy nie miałam wizyty kuratora...
            mam nadzieję, że jakoś to pójdzie - tym bardziej, że jesteśmy z mężem zgodni co do praktycznie wszystkiego. jemu bardzo zależy na rozwodzie, mnie też.
            i dlatego liczę na to, że uda się to szybko i w miarę spokojnie załatwić.
            ale jednak stres pozostanie...
            • yoma Re: boję się 19.03.13, 09:29
              > nigdy nie byłam w sądzie, nigdy się nie rozwodziłam, nigdy nie miałam wizyty ku
              > ratora...

              Wiesz no, każdy z nas kiedyś nigdy nie był w sądzie, kiedyś nigdy się nie rozwodził, kiedyś nigdy nie miał wizyty kuratora. Jak jesteście z mężem dogadani, to sąd zada parę krótkich pytań dla stwierdzenia rozpadu więzi i po sprawie. Dwadzieścia minut. A kurator ot, zajrzy zobaczyć, czy dom normalny, a nie że flaszki wyłażą ze wszystkich kątów i na honorowym miejscu wisi dyscyplina, pogadacie sobie chwilę sympatycznie, wolno zaproponować kawę smile i też po sprawie. Trzymaj się.
              • mia17 yoma, 19.03.13, 09:33
                hehehe - te flaszki w kątach mnie rozbawiły smile
                masz rację - każdy (przyszły rozwodnik) przez to przechodzi. zawsze jest ten pierwszy raz uncertain
                ale i ludzie są różni - jednych nie rusza np. pismo z policji, a drudzy na jego widok lecą do kibla z rozstrojem żołądka.
                liczę, że skoro jesteśmy dogadani i oboje zdecydowani na rozwód - to być może uda się dostać rozwód już na pierwszej sprawie. byłoby to wprost cudowne!
                • yoma Re: yoma, 19.03.13, 10:23
                  A co macie nie dostać, pismo od kuratora wystąpi w roli świadka na okoliczność dziecka i macie z głowy.

                  Flaszki, bo oni są wyczuleni na takie rzeczy, bo takie domy odwiedzają. Naszej kurator się kiedyś wypsnęło, że żałuje, że jej się skończyło na nas zlecenie, bo tak było miło przyjść dla odmiany do normalnego domu... smile
                  • mia17 Re: yoma, 19.03.13, 10:30
                    hyhyhy, no to dostaliście komplement big_grin
                    tylko zastanawiam się, z czego wynika fakt, że czasem tego kuratora nie ma - nawet, jeśli dziecko jest. myślałam, że jeśli w małżeństwie jest dziecko to zawsze musi wpaść kurator.
                    a tymczasem okazuje się, że nie zawsze. stąd moje "wydyganie" - dlaczego akurat do nas przyjdzie...
                    • yoma Re: yoma, 19.03.13, 10:49
                      A bo może akurat wasz sąd ceni sobie swój czas i zamiast słuchać miliona świadków woli jedno a dobre pismo od kuratora, a może resztki zeszłorocznego budżetu na kuratorów trzeba wydać, sto powodów może być, nie przejmuj się.
                      • mia17 Re: yoma, 19.03.13, 10:54
                        hehehe - ok, rozumiem smile
                        "co kraj to obyczaj", a Polska to dziwny kraj smile
            • malgolkab Re: boję się 19.03.13, 11:36
              mia17 napisała:


              > mam nadzieję, że jakoś to pójdzie - tym bardziej, że jesteśmy z mężem zgodni co
              > do praktycznie wszystkiego. jemu bardzo zależy na rozwodzie, mnie też.
              U mnie było tak samo - 1 rozprawa ok. 30 minut, u mnie nie było kuratora tylko świadek na okoliczność dziecka. Jak jesteście zgodni, to sąd po prostu "przyklepie" i po temacie.
              • mia17 Re: boję się 19.03.13, 11:51
                oj, oby tak było ! byłabym najszczęśliwsza na świecie ! smile
                hehehe, fajnie to zabrzmiało... smile
                • malgolkab Re: boję się 19.03.13, 12:57
                  Jeśli na rozprawie nadal będziecie zgodni co do istotnych spraw (brak orzekania o winie, kwota alimentów, sposób sprawowania opieki) to na pewno tak będzie smile
                  • mia17 Re: boję się 19.03.13, 12:59
                    no właśnie....ja złożyłam pozew z orzeczeniem winy.
                    mąż to zaakceptował, do pozwu dołączyliśmy jego oświadczenie, w którym to potwierdził - ale nie wiem, czy to wystarczy...
                    • malgolkab Re: boję się 19.03.13, 13:08
                      To tu już się nie wypowiem, bo tematu nie przerabiałam.
                    • yoma Re: boję się 19.03.13, 13:22
                      Oczywiście zawsze mężowi może odbić i zacznie zapierać się zadnimi łapami. Przemyśl sobie, co zrobisz, jeśli nagle mąż zacznie się domagać nieorzekania o winie.
                      • mia17 Re: boję się 19.03.13, 13:28
                        od czasu złożenia pozwu moje zapatrywania na orzeczenie winy uległy zmianie.
                        na początku nie widziałam innej możliwości, jak orzeczenie jego winy. jak może być inaczej...???? hehe, ale czas leci, życie toczy się dalej i zweryfikowałam moje poglądy.
                        jeśli się tak zdarzy (choć raczej wątpię - ale kto tam go wie...!), że mąż przed sądem nie podtrzyma swojej winy to jest mi wszystko jedno. zgodzę się na porozumienie stron - jeśli to da mi rozwód na pierwszej rozprawie.
                        nie wiem, czy w trakcie rozprawy sąd może np. zasugerować coś takiego - ale jeśli tak to się zgodzę.
                        ja wiem, jaka jest prawda. mój mąż też i jeszcze kilka osób. to mi wystarczy.
                        nie chcę się szarpać, nie mam na to siły i ochoty - chcę się rozwieść jak najszybciej.
    • mayenna Re: boję się 19.03.13, 08:33
      Też się bałam. Bardzo. Patologicznie nawet. A jak sobie nie radziłam to znalazły się osoby, które mi pomogły.
      To minie, tylko działaj. Działanie wzmacnia. Będzie dobrzesmile Dasz radę.
      • blue_ania37 Re: boję się 19.03.13, 08:36
        A jakie masz układy z mamą?
        A
        www.youtube.com/watch?v=8dzNqORtRWU
        • mia17 Re: boję się 19.03.13, 08:43
          układy z mamą mam dobre. mogę na nią liczyć, zawsze nam pomagała, jesteśmy ze sobą blisko pomimo odległości, jaka nas dzieli (350 km).
          ale wiesz, to chodzi o fakt zamieszkania ze sobą po tylu latach nie mieszkania... ona już od bardzo dawna mieszka sama, ma swoje przyzwyczajenia. w domu miała ciszę i spokój.
          teraz wprowadzę się ja - ze swoimi przyzwyczajeniami - i moja córka, która ma 4,5 roku i lubi poszaleć smile
          boję się tych zgrzytów, które chyba są nieuniknione. tego, że będę się czuła tam nie jak u siebie - tylko u niej. że ona będzie zmęczona hałasem, obecnością dziecka, innym trybem życia.
          wiem, że czas pokaże, jak będzie. wiem, że będziemy rozmawiały w razie zaistnienia problemu. ale mimo to nie jest to dla mnie wymarzona sytuacja uncertain
          jestem dorosłą kobietą, a ląduję z dzieckiem u mamy... czuję się po prostu źle z tym.
          ale żeby nie było, że jestem malkontentem - równocześnie bardzo doceniam fakt, że mam się gdzie wprowadzić. że mam na kogo liczyć i nie jest to byle kto - bo MAMA.
          ja po prostu boję się tych wszystkich zmian, które na nas czekają... i dlatego się miotam.
          • blue_ania37 Re: boję się 19.03.13, 09:11
            Jeżeli z mamą masz fajne układy, to wszystko dobrze się ułoży, będziesz też mogła złapać chwilę oddechu, przy małym dziecku to zbawiennesmile
            Strach jest normalny, wszelkie zmiany budzą niepokój, ale jak się już złapie wiatr w żagle to się idzie do przodu.
            Nieszczęścia lubią chodzić parami, ale szczeście teżsmile, więc teraz jest pod górkę aby potem było z górki.
            Na ospę pudroderm, dużosmile
            A
            • mia17 Re: boję się 19.03.13, 09:18
              dzięki Aniu smile
              mam nadzieję, że masz rację i że te szczęścia, które chodzą parami - trafią pewnego dnia na nas smile
              a ospę smaruję Varidermem - to też płynny puder z dodatkiem maści cynkowej i mentolu. pomaga na pewno, ale i tak swędzi, jak 100 diabłów !!! big_grin
              • monika3411 Re: boję się 19.03.13, 09:21
                Moim zdaniem lepszy jest tzw fiolet smile Czyli wodny (to ważne) roztwór gencjany.
                Mojej córce ostatnio idealnie pomógł na ospę (po pudrodermie krzyczała i płakała sad ).
                A i mi na półpaśca też pudroderm w ogóle nie pomógł sad (nie wpadłam wtedy na pomysł z fioletem, więc się męczyłam sad ).
                • mia17 Re: boję się 19.03.13, 09:26
                  o, no widzisz - czyli może zależy od skóry, wrażliwości, predyspozycji do gojenia się ran.
                  na mnie ten Variderm działa kojąco - jak się posmaruję to czuję przyjemny chłód i nic nie swędzi przez dość długi czas.
                  a fiolet też mam - roztwór wodny - więc w razie czego, jeśli złapie moją córkę i Variderm nie podziała - zastosuję gencjanę smile
      • mia17 Re: boję się 19.03.13, 08:37
        na razie działam w ospie, hehe smile
        na stare lata zaraziłam się w p-kolu córki i od soboty walczę z wysypem krost uncertain
        w ogóle to już mi się chce rzygać (z przeproszenie) na ten rok, bo od stycznia ciągle coś: w styczniu dowiedziałam się o tym, że moje małżeństwo już nie istnieje.
        w lutym zmarł dziadek, marzec to ospa, a w kwietniu mam rozprawę. to dopiero 4 miesiące tego roku, a ja już mam dość...
        • mayenna Re: boję się 19.03.13, 09:06
          Prawo serii, ale to sie kiedyś skończy.
          Współczuję śmierci dziadka.
          Mia, daj sobie czas na wszystko .Na strach teżsmile
          • mia17 Re: boję się 19.03.13, 09:16
            dziękuję smile
            daję sobie czas. ale myślałam, że pierwszy miesiąc będzie najgorszy, a potem ochłonę i oswoję się z nową sytuacją. a tak nie jest.
            nie uśmiecham się na siłę i nie udaję, że wszystko jest w porządku. daję sobie możliwość wypłakania się, wyzłoszczenia, wyżalenia (tak, jak np. teraz smile )
            tylko, że chwilami po prostu zapadam się w czarną dziurę i nie widzę z niej wyjścia.
            po 10 latach bycia razem - wszystko posypało się na łeb, na szyję. okazało się, że nie znam swojego męża (wiem - na tym forum to pewnie jedno z najczęściej pisanych zdań).
            zostałam postawiona przed faktem i właściwie bez możliwości wyboru, co dalej. po 10 latach, odkąd zostawiłam swoje miasto, rodzinę i przyjaciół - zostaję niejako zmuszona do powrotu.
            bo tutaj nie dam rady dalej mieszkać.
            tak, masz rację - potrzeba czasu. ale skąd wziąć siłę, aby ten czas jakoś przetrwać...?
            z jednej strony myślę sobie, że gdybym była sama - byłoby łatwiej. spakowałabym się w 5 minut, trzasnęła drzwiami i tyle by po mnie zostało.
            z drugiej - dzięki córce muszę się trzymać w kupie i nie pozwolić się sobie rozpaść. ale jak sobie pomyślę, co ją czeka i co przeżyje w przyszłości - to wyć mi się chce!
            • yoma Re: boję się 19.03.13, 10:27
              Spokojnie. Córka będzie po prostu jeszcze jednym dzieckiem rozwiedzionych rodziców. W dzisiejszych czasach to nie jest tragedia, naprawdę.
              • mia17 Re: boję się 19.03.13, 10:33
                mam nadzieję, że osiągnę ten spokój i będę potrafiła podejść do tej kwestii tak, jak Ty.
                bo na razie to jest dla mnie koniec świata - choć może to zabrzmi śmiesznie.
                ale to moje dziecko i chcę dla niego jak najlepiej - a przed tym niestety uchronić jej nie jestem w stanie sad
                • blue_ania37 Re: boję się 19.03.13, 10:44
                  Zgadzam się z Yomą, o facetach nie myśl, ale też nie przekreślaj się na świat męskismile, wszędzie są fajni, fajniejsi i niefajnismile
                  Rozwód nie jest fajny, ale nie jest końcem świata dla dzieci.
                  Ja z młodym chodziłam po też ludziach rozwiedzionych ( m.in z forum) i młody ma dużą świadomość, że nie zawsze mama i tata nie mieszkają razem, pełne pogodzenie, pełna akceptacja.
                  Brakuję mu do szczęścia tylko psa, kota, chomika i rybek i jeszcze trochę zestawów z klocków legosmile
                  Będzie dobrzesmile
                  A
                  • mia17 Re: boję się 19.03.13, 10:52
                    masz rację - rozwód nie jest końcem świata. jest końcem życia w dotychczasowej jego formie.
                    plusem w mojej sytuacji jest fakt, że ojciec nie spędzał z córką zbyt wiele czasu. był tatą głównie w weekendy, a w tygodniu wychodził rano, jak mała jeszcze spała (ja zresztą też) i wracał, jak już (obydwie) spałyśmy.
                    córka jest bardziej związana ze mną niż z nim, więc paradoksalnie aż tak dużo nie straci, bo to ja od zawsze jestem przy niej.
                    mimo wszystko wiem, że będzie inaczej i mała będzie bardzo tęskniła. mam tylko nadzieję, że jest na tyle mała, że będę w stanie zorganizować jej wiele atrakcji, które w jakimś stopniu załagodzą tęsknotę i pozwolą na nowo się poukładać w życiu.
                • yoma Re: boję się 19.03.13, 10:51
                  Ależ to oczywiste, że to na razie dla ciebie koniec świata. Najzupełniej normalny objaw. Mąż się na dziecko nie wypina, mam nadzieję?
                  • mia17 Re: boję się 19.03.13, 10:57
                    wiesz, co...? teoretycznie się nie wypina, ale w praktyce nie widzę możliwości na częste widywanie się uncertain będziemy od siebie oddaleni o 350 km, więc na pewno co weekend wpadać nie będzie. poza tym on jest zakochany, ma swoje przyjemności i słodkie obowiązki.
                    tak więc obawiam się, że życie mocno zweryfikuje jego chęci - które teraz wyraża.
                    powiedziałam mu wprost, żeby się dobrze zastanowił, czy chce być obecny w życiu córki - i jeśli nie to niech nie mąci jej w głowie i nie przyjeżdża ani razu.
                    bo najgorsze, co może być to obiecać małej, że będzie - a nie przyjedzie. sama to pamiętam z czasów dzieciństwa - to czekanie na "tatusia"...
                    tak więc myślę, że może i wpadnie z raz, może dwa. ale raczej nie nastawiam się na jego czynny udział w życiu dziecka.
                    obym się zdziwiła...
    • wawrzanka Re: boję się 19.03.13, 09:12
      Spokojnie. Masz tyle samo powodów do strachu, co i radości. Zamieszkanie z mamą wiąże się nie tylko ze zgrzytami. Może wcale ich nie będzie tak dużo, ani nie będą takie poważne. Czekają Was przecież wspólne wieczory, możliwość wzajemnej pomocy, zacieśnienie więzi. Pod jednym dachem zamieszkają trzy pokolenia kobiet. To ma swoje dobre strony.
      Owszem, przed Tobą wiele wyzwań, ale masz w sobie dużo takiej sympatycznej pokory i dasz radę smile Teraz tylko więcej odwagi!
      • mia17 Re: boję się 19.03.13, 09:23
        dziękuję - aż się popłakałam, jak przeczytałam Twój wpis (chyba jestem naprawdę w rozsypce...)
        wiesz - masz rację co do tego, że w jednym domu zamieszkają 3 pokolenia. to faktycznie może być ciekawe doświadczenie - zwłaszcza dla mojej córki.
        z drugiej jednak strony - boję się tego, że w domu nie będzie mężczyzny tylko same baby. jaki to wzorzec rodziny dla dziecka...? boję się o nią - ale teraz to już pozamiatane. mogę się jedynie starać wychowywać małą najlepiej, jak będę potrafiła i pokazywać różne rzeczy. będę potrzebowała duuuużo mądrości smile
        sama wychowywałam się bez ojca - dlatego aż za dobrze wiem, co czuje dziecko rozwiedzionych rodziców sad
        • blue_ania37 Re: boję się 19.03.13, 09:38
          Mia!
          Nie musisz traktować tego stanu jako coś co musi być do końca życia.
          Możesz się jeszcze wyprowadzić gdzieś indziej, zakochać się z wzajemnością w szejku arabskimsmile i wiele innych możliwości.
          Potrzeba czasu na płacz, na wkur i przychodzi też czas na usmiech, ale to wszystko ze spokojem.
          A
          • mia17 Re: boję się 19.03.13, 09:45
            hahaha!
            z "szejków" to najbardziej lubię waniliowe tongue_out
            wiem Aniu - ale patrzę też realnie na to moje życie. mam swoje lata, nie jestem już najmłodsza, dziecko małe. adoratorzy drzwiami i oknami walić do mnie nie będą smile
            oczywiście, że mam nadzieję na zamieszkanie kiedyś w innym mieszkaniu - tyle, że zdaję sobie sprawę z cen wynajmu w dużych miastach uncertain na razie bez pracy i mam małe dziecko na utrzymaniu, więc na wynajem mnie stać nie będzie przez parę ładnych lat.
            choć...wiem, że cuda się zdarzają i nigdy nie wiadomo, co będzie jutro smile
            teraz potrzeba mi szybkiego rozwodu, przeprowadzki i spokoju właśnie...
            • blue_ania37 Re: boję się 19.03.13, 09:55
              Wystarczy jeden adaratorsmile ale fajny ewentualnie.
              Ale na to też trzeba poczekać.
              Ja nadal mam stan, że dobrze mi się mieszka samej z dzieckiem.
              Jeśli szczęście jeszcze do ciebie nie przyszło, to znaczy że jest duże i musi iść powolismile w to wierzęsmile
              A
              • mia17 Re: boję się 19.03.13, 10:03
                ja byłam pewna, że przyszło... 10 lat temu.
                ale teraz widzę, że jednak nie sad
                • blue_ania37 Re: boję się 19.03.13, 10:13
                  Ehżesmile
                  Trzeba wyciągnąc mądre wnioski, żeby już NIGDY nie zachwycić się sztucznym złotemsmile
                  A
                  • mia17 Re: boję się 19.03.13, 10:23
                    hehe - ja się obawiam, że po tym doświadczeniu już nigdy nie zachwycę się nawet prawdziwym złotem.
                    zawsze miałam problem z zaufaniem. ciężko mi było ufać w 100% komuś obcemu. nawet jak poznałam męża to przez długi czas nie byłam w stanie zaufać. włożyłam wiele pracy i wysiłku, przegadaliśmy wiele godzin aż w końcu się udało.
                    i co...? i jak już się udało, poczułam się bezpiecznie, dobrze i szczęśliwie i zaufałam - to trach ! wyszło szydło z wora i okazało się, że nie warto było uncertain
                    dlatego obawiam się, że moja wiara w męską część populacji została bezpowrotnie i mocna nadszarpnięta.
                    oczywiście wiem, że nie wszyscy mężczyźni są wiarołomni, kłamliwi i podli. ale jakoś marne to dla mnie pocieszenie, bo nie wiem, czy chce mi się w ogóle szukać jeszcze jakiegoś faceta.
                    • yoma Re: boję się 19.03.13, 10:28
                      Mia, a ten aspekt sprawy to na razie odłóż gdzieś głęboko na strych, naprawdę. Jeśli wolno radzić, oczywiście.
                      • mia17 Re: boję się 19.03.13, 10:37
                        yoma, ja odpisałam Ani na tego "szejka" smile
                        aspekt jakiegokolwiek faceta w dalszym życiu jest ode mnie oddalony o lata świetlne.
                        teraz jestem skupiona na rzeczach bieżących: na córce, na swojej rozpaczy, na naszych planach, na zbliżającej się sprawie rozwodowej. i na mojej ospie smile
                        • mia17 i na tym, że... 19.03.13, 10:40
                          za 2 dni kalendarzowa wiosna, a za oknem regularna zawieja śnieżna !!!
                          tegoroczna zima ciąąąąągnie się dla mnie niemiłosiernie !!! końca nie widać - a to też nie nastraja optymistycznie.
                          strasznie zazdroszczę (choć wiem, jak głupio to może brzmi) wszystkim tym, którzy mają już za sobą rozwód. którzy mają już za sobą sprawę w sądzie i papier w ręku.
                          myślę, że ten moment będzie pierwszym przełomowym w tej całej sytuacji. obym go nie przeceniła smile
                          • yoma Re: i na tym, że... 19.03.13, 10:55
                            Wiesz, wielu ludziom to zapadnięcie klamki, spadnięcie topora, zwał jak zwał, w każdym razie te słowa: Wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej... pomagają. Człowiek sobie zdaje sprawę, że coś się skończyło, a zatem coś się zaczyna, oto pierwszy dzień reszty twojego życia.

                            Lepiej tak niż się szarpać i ciągnąć w nieskończoność, wrogowi nie życzę.

                            A deprechę sezonową ma w tej chwili większość znanych mi ludzi, no bo żeż kwa ile można...
                            • blue_ania37 Re: i na tym, że... 19.03.13, 11:01
                              O a ja deprechy sezonowej nie mamsmile
                              Jadę sobie na luzie do pracy ponad godzinę, spózniam się codziennie, ale robią to wszyscy pozostali, więc moje spóznienia się wpisują w całość.
                              W korkach nadrabiam zaległości książkowe, wypisuję miliony smsów, toczę rozmowy telefoniczne, maluję się.
                              W aucie bałagan bo przy takiej pogodzie się nie sprzątasmile więc nie mam problemu, wieczorem mam jasno w domu od śniegu.
                              Póki nie jest - 20 to ja funkcjonuję, najbardziej tylko n ie lubię zimna a teraz tak nie jest.
                              Do auta podchodzę z szczotką a nie ze skrobaczką.
                              Ja taką pogodę zdzierżamsmile
                              A
                              www.youtube.com/watch?v=G2PqMl6K87Q
                              • yoma Re: i na tym, że... 19.03.13, 11:25

                                > O a ja deprechy sezonowej nie mamsmile

                                Szczęśliwa kobieto....!
                                • blue_ania37 Re: i na tym, że... 19.03.13, 11:38
                                  yoma napisała:

                                  >
                                  > > O a ja deprechy sezonowej nie mamsmile
                                  >
                                  > Szczęśliwa kobieto....!

                                  Nie mówię na siebie jeszcze Yoma szczęśliwa, ale myślę o sobie jako o pogodzonej przynajmniej w wielu rzeczach, rozwód zaczynam traktować jako najlepszą rzecz jaka mogła mnie spotkać, przerobić zostało mi tylko młodego do końca i otrzymać kiedyś formalny wyroksmile
                                  Tęsknoty nie ma, żalu nie ma, jest spokój.
                                  A
                                  • blue_ania37 Re: i na tym, że... 19.03.13, 11:42
                                    To ja jakieś dziwne zwierzesmile bo śnieg mi nie przeszkadza.
                                    Ale ja oddycham dużo, i sobie czakramy otwieramsmile
                                    A teraz muszę zając się dziećmi w pracy, jakieś pomysły, jak zmusić 10 chłopaków lat 15-18 do posprzątania pokoi, bo tam już nie ma jak wleżć?smile
                                    A
                                    • yoma Re: i na tym, że... 19.03.13, 12:33
                                      A to jest zagadka, w której obliczu stoję, odkąd mam dzieci. Obawiam się, że nie pomogę smile
                                      • blue_ania37 Re: i na tym, że... 19.03.13, 12:53
                                        Metoda pani Anismile
                                        Daję pół godziny, niektórzy którzy to przerobili ze mną wiedzą w czym rzecz, reszta się uczysmile
                                        Po tym czasie zaczynam wywalać wszystko z szaf, łóżek , szuflad na jedną "kupę" na środku pokoju.
                                        I żeby nie było,że wymagam super porządku, ale żeby tylko bluzy były z bluzami, podkoszulki z podkoszulkami a nie spodniami na praktyki.
                                        Brudne gacie i skarpety w koszu na bieliznę a nie w łóżku! z pościelą.
                                        Pościel w miarę złożona.
                                        Na stole leży gazeta, ksiązka , kubek a nie brudne gacie + pasta i szczoteczka do zębów.
                                        Mokry recznik rozwieszamy a nie wsadzamy pod plecak itp....
                                        A
                                        • blue_ania37 Re: i na tym, że... 19.03.13, 12:59
                                          Zgadzam się z Yomą, że ja bym dała list, nie wiadomo czy będzie chciał gadać, czy nie wdacie się bezsensu w kolejną jakąś kłótnię.
                                          Napisałam maila i tyle.
                                          A
                                          • mia17 Re: i na tym, że... 19.03.13, 13:01
                                            wątpię, aby chciał cokolwiek mówić, czy też wdawać się w dyskusję.
                                            ale kto go tam wie - w końcu ja go nie znam, więc wszystko jest możliwe.
                                            nie mówię "nie" - może faktycznie stanie się tak, że dam mu list. będę go miała przy sobie na wszelki wypadek.
                                  • mia17 Re: i na tym, że... 19.03.13, 14:14
                                    Ania, dobrze rozumiem, że u Ciebie sprawa rozwodowa jeszcze trwa...?
                                    bo napisałaś o otrzymaniu kiedyś formalnego wyroku.
                            • mia17 Re: i na tym, że... 19.03.13, 11:02
                              widzisz - jeszcze nie usłyszałam tych słów z ust sędziego, a już po przeczytaniu ich w Twoim wpisie lecą mi łzy sad czuję, że na rozprawie nie obejdzie się bez płaczu... chyba bym tego nie chciała.
                              to jest po prostu tak strasznie przykre, że aż fizycznie boli. to, że się wszystko tak kończy. że cała miłość poszła w piii..... że trzeba zacząć od nowa, z "bagażem" w postaci lat, dziecka i paru mebli.
                              mam nadzieję, że i na mnie to "spadnięcie topora" , jak to ładnie określiłaś big_grin podziała jak kop w tyłek i ruszę z kopyta! smile
                              • yoma Re: i na tym, że... 19.03.13, 11:11
                                Mia, ale to jest najzupełniej normalne. To tylko o tobie dobrze świadczy, że jesteś normalnym człowiekiem z normalnymi uczuciami, a nie robotem. Pewnie że boli, że cała miłość poszła w diabły, że czemu jest tak źle, skoro miało być tak dobrze, że, że, że. To trzeba po prostu przetrwać.

                                Łzy na sali sądowej też są absolutnie normalne. Sąd nie takie rzeczy widywał, naprawdę.

                                > ruszę z kopyta! smile
                                Czego ci szczerze życzę smile
                                • mia17 Re: i na tym, że... 19.03.13, 11:16
                                  to ja przezornie "nie dziękuję" smile
                                  za to dziękuję za to wszystko, co zostało napisane.
                                  łzy, które mi popłynęły parę razy podczas czytania - podziałały oczyszczająco.
                                  myśli, które się nasunęły - dały do myślenia smile
                                  a słowa wsparcia podziałały uspokajająco.
                                  tego mi było trzeba.
                                  ja i moja ospa mamy się już lepiej, hehehe tongue_out
                                • mia17 a co do... 19.03.13, 11:20
                                  tych ewentualnych łez na sali sądowej: ja nie wstydzę się płakać przed sądem - chociaż to dla mnie obcy ludzie. mam to w nosie - jak napisałaś, nie takie rzeczy już widzieli.
                                  to koniec dotychczasowego życia, coś się kończy - coś co wydawało się być piękne i wartościowe - okazało się nic nie warte. można nad tym zapłakać.
                                  ja po prostu nie chciałabym, aby te moje łzy widział mąż sad nie wiem, dlaczego - chyba czułabym się w jakiś sposób upokorzona. nie wiem, sama jak to określić.
                                  • blue_ania37 Re: a co do... 19.03.13, 11:22
                                    Mia!
                                    Wątpię żebyś płakała na sali, bo wtedy będzie cię trzymała adrenalina, w razie co zainwestuj w dobry wodoodporny tuszsmile
                                    A jeśli zobaczy były?
                                    To nie koniec świata, ani żadne upokorzenie.
                                    Masz prawo mieć doła, i masz prawo przechodzić żałobę po byłym życiu.
                                    A
                                    • mia17 Re: a co do... 19.03.13, 11:30
                                      masz rację - adrenalina będzie 1000 ! smile a wcześniej na pewno 100 wizyt tam, gdzie król chodził piechotą, hahaha!
                                      poza tym po rozprawie (jeśli otrzymamy na niej rozwód) chcę powiedzieć mężowi (oby już wtedy nim nie był!) wszystko to, co mam mu do powiedzenia od stycznia.
                                      chcę, żeby usłyszał, jak bardzo mnie zranił i co w związku z tym czuję. chcę to z siebie wywalić raz i więcej nie wracać.
                                      tak więc liczę, że nastrój będę miała bojowy - i oby się udało!
                                      • yoma Re: a co do... 19.03.13, 12:34
                                        A na to bym nie liczyła, wiesz? Raczej obstawiam, że będziecie chcieli jak najszybciej się oddalić każde w swoją stronę. List mu napisz i wręcz smile
                                        • mia17 Re: a co do... 19.03.13, 12:38
                                          myślałam o liście. ale list sobie przeczyta, wyrzuci i tyle.
                                          a ja chcę - może zabrzmi patetycznie - żeby spojrzał mi w oczy i patrzył słuchając tego, co mam mu do powiedzenia. żeby nie było mu tak lekko, bo nic miłego do wysłuchania nie będzie miał.
                                          zobaczymy zresztą, bo z planowaniem to wiadomo, jak jest.
                                          tak, czy inaczej na pewno powiem lub napiszę (w najgorszym razie) mu to, co chcę, aby wiedział. a co on z tym zrobi to już jego sprawa.
                                          robię to dla siebie, nie dla niego.
                                          • yoma Re: a co do... 19.03.13, 12:39
                                            A ja ci radzę napisać, zrobisz z tym potem co chcesz, a tobie samej pomoże. Podczas takiego pisania emocje bardzo ładnie wychodzą z człowieka, układają się i spływają.
                                            • mia17 Re: a co do... 19.03.13, 12:43
                                              yoma, ja już to mam napisane smile siedzi w kompie parę tygodni.
                                              tylko nic z tym nie robię.
                                              • yoma Re: a co do... 19.03.13, 13:24
                                                Leży, niech leży, może się przyda.

                                                Obstawiam, że tobie samej nie będzie się chciało po rozprawie wygłaszać tyrad do męża smile zresztą sama zobaczysz.
                              • ewela1_1 Re: i na tym, że... 19.03.13, 11:24

                                Mia, Twoje samopoczucie jest jak najbardziej normalne, naturalne. Musiz dac sobie czas na żałobę, płacz itp.
                                Jak Ci źle i masz mozliwość postaraj się czymś zając, wysiłek fizyczny uważam, ze jest lekiem na całe zło. Pogoda rzeczywiście nie sprzyja, ale to już ostatnie podrygi zimy, więc wkrótce sobie pójdzie. Możemy jakieś modły przyspieszające uskutecznić wink.

                                Na rozprawie sądowej nie wstydź się łez...ja płakałam. Ale później poczułam ulgę. że to już koniec. Czego i Tobie życzę smile
                                -------------
                                "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

                                "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
                                • mia17 ewela, 19.03.13, 11:27
                                  wysiłek fizyczny jest ok. tyle, że ja od soboty walczę z ospą uncertain
                                  czekają mnie około 3 tygodnie siedzenia w domu, a potem odbudowywanie odporności, która podobno spada do zera.
                                  tak więc wysiłek fizyczny muszę tymczasowo odłożyć niestety.
                                  moją wielką pasją jest fotografia - ale od ponad 2 miesięcy nie zrobiłam praktycznie żadnego zdjęcia sad masakra.
                                  a co do modłów w celu wypędzenia zimy - jestem za ! jak znasz jakieś skuteczne zaklęcia to wrzuć smile
                                  • ewela1_1 Re: ewela, 19.03.13, 11:38
                                    Racją z tą ospą, niestety trzeba ją przeczekać uncertain. W wakacje miałam dwóch muchomorków w domu, więc rozumiem...Dasz radę!smile

                                    Postaraj się jednak na jakieś małe przyjemności. Mozesz fotografować córkę w domu smile

                                    Co do modłów to sama chętnie poznam jakieś ciekawe, nauczę się na pamięć i wezmę udział w sabaciesmile. Serdecznie mam dosyć tej zimy również w tym roku.


                                    -------------
                                    "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

                                    "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
                                    • mia17 Re: ewela, 19.03.13, 12:42
                                      nawet na fotografowanie córki w domu nie mam ochoty sad na takie zwykłe pstryknięcie, nie mówiąc już o ustawianiu tła, czy wyciągnięciu blendy...
                                      chwilowo nie mam na to w ogóle ochoty. ale liczę, że powróci do mnie.
                                  • yoma Re: ewela, 19.03.13, 12:35
                                    Pokaż jaką fotkę?
                                    • mia17 Re: ewela, 19.03.13, 12:57
                                      a na przykład takie:

                                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/af/pe/wcav/7r1etUvNHVd1OUEaKB.jpg

                                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/af/pe/wcav/HJF3eVdFC8rSReJGwB.jpg

                                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/af/pe/wcav/bpoPiFbDyAiVaUyHTB.jpg

                                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/af/pe/wcav/TRg7Bwt0nJgkVzOAtB.jpg

                                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/af/pe/wcav/Fs69kGUWaMePgdCFRB.jpg
                                      • zofiulina1971 Re: ewela, 19.03.13, 13:07
                                        Mia, a mogę wiedzieć, dokąd się wyprowadzasz?

                                        Zawsze chciałam, żeby ktoś mi zrobił piękne zdjęcie. Niestety, nikt z moich znajomych takich nie robi sad
                                        • mia17 Re: ewela, 19.03.13, 13:10
                                          do 100licy
                                      • yoma Re: ewela, 19.03.13, 13:25
                                        Ha, moje klimaty! te liście i gałązki smile
                                        • mia17 Re: ewela, 19.03.13, 13:31
                                          smile
                                          a też fotografujesz może?
                                          • yoma Re: ewela, 19.03.13, 13:58
                                            Powiem tak: czasem coś sobie pstryknę i nawet mi czasem coś wyjdzie, ale orłem sokołem to ja w tej dziedzinie nie będę, niestety, chlip.
                                            • mia17 Re: ewela, 19.03.13, 14:04
                                              nie trzeba być orłem i sokołem - tacy to tylko w NG wink
                                              robisz zdjęcia dla siebie i Tobie mają się one podobać.
                                              chętnie bym coś obejrzała wink
                                              • yoma Re: ewela, 19.03.13, 14:35
                                                Więc właśnie ostatnio chciałam sobie zmienić dekorację na ścianie i nie podobało mi się NIC. OK, spróbuję coś wygrzebać smile
                                                • mia17 Re: ewela, 19.03.13, 14:44
                                                  wygrzeb, bo jestem ciekawa i na punkcie fotografii mam bzika smile
                                                  a skoro Ci się nie podoba to, co masz pod kątem dekoracji ściennej to...zrób nowe! smile
                                                  masz już wybrany temat tej dekoracji? wiesz, co byś chciała tam powiesić?
                                                  • yoma Re: ewela, 19.03.13, 14:53
                                                    Wysłałam ci @. Mam taką dużą antyramę, w której wieszam fotki i właśnie jak niedawno dojrzałam do zmiany, to wszystkie fotki, jakie miałam odhaczone jako nadające się/ciekawe/coś w nich jest okazały się do d. Samokrytycyzm mnie wyraźnie trzepnął smile
                                                  • mia17 Re: ewela, 19.03.13, 15:46
                                                    odpisałam smile
                                                  • yoma Re: ewela, 19.03.13, 14:54
                                                    PS jakie nowe, w tych ciemnościach i w tym padającym białym łajnie? sad
                                                  • mia17 Re: ewela, 19.03.13, 15:37
                                                    wszystko zależy od tego, co jest obiektem smile
                                                    przy tej pogodzie plenery odpadają niestety. ale w domu jest mnóstwo rzeczy nadających się do sfotografowania smile
                                                  • nandita_7 Re: ewela, 20.03.13, 09:16
                                                    Mia, to jest przepiękne! Przewidujesz udzielanie korepetycji? To ja się ustawiam w kolejce, bo fotografować lubię ogromnie, ale nie umiem ładnie, bu.
                                                  • mia17 Re: ewela, 20.03.13, 09:26
                                                    hehe, dziękuję smile
                                                    a skąd jesteś w ogóle?
                    • rozwiode_sie Re: boję się 21.03.13, 13:31
                      Ja mam tak samo. Nie miałam zbyt dużego powodzenia w młodości, byłam typem kujonicy, zdystansowanej, chłodnej. I w końcu trafił się gość, któremu się spodobałam. Ciężko przyszło mi zaufać i też potrzebowałam mnóstwo czasu. Myślałam że będzie tak pięknie, dobrze się uzupełnialiśmy, strasznie go idealizowałam... A teraz z perspektywy czasu widzę że bardzo się pomyliłam. Nie wiem kim jest człowiek, który stoi przede mną bo to na pewno nie mój mążsmile Miał widocznie jakąś drugą twarz, oprócz tego że prowadził podwójne życie uncertain smile Nie wiem jak mogłabym kogoś fajnego poznać, bo fajni faceci siedzą przy swoich żonachwink A wolni to jak mój mąż - nikomu nie polecam!smile
                      • altz Re: boję się 21.03.13, 13:37
                        rozwiode_sie napisał(a):
                        > Nie wiem jak mogłabym kogoś fajnego poznać, bo fajni faceci siedzą przy swoich
                        > żonachwink A wolni to jak mój mąż - nikomu nie polecam!smile
                        Fajni są przy swoich niefajnych, złośliwych i głupich żonach. smile W przyrodzie suma musi się zgadzać. wink
                        Masz więc szansę odbić jakiegoś fajnego, ale czy on będzie chciał fajną kobietę? wink
                    • nowel1 Re: boję się 21.03.13, 13:39
                      mia17 napisała:


                      > zawsze miałam problem z zaufaniem. ciężko mi było ufać w 100% komuś obcemu. naw
                      > et jak poznałam męża to przez długi czas nie byłam w stanie zaufać. włożyłam wi
                      > ele pracy i wysiłku, przegadaliśmy wiele godzin aż w końcu się udało.
                      > i co...? i jak już się udało, poczułam się bezpiecznie, dobrze i szczęśliwie i
                      > zaufałam - to trach ! wyszło szydło z wora i okazało się, że nie warto było uncertain
                      > dlatego obawiam się, że moja wiara w męską część populacji została bezpowrotnie
                      > i mocna nadszarpnięta.

                      Nie myśl w ten sposób, to nie tak.
                      Ludzie się zmieniają i relacje między nimi również. To, co działało 10 lat temu, może przestać działać, niekoniecznie z czyjejś winy. Przeżyliście na pewno razem sporo dobrego, macie córkę - weź to dobre ze sobą i idź dalej przed siebie.
                      • mia17 nowel1, 21.03.13, 14:41
                        tak się staram na to patrzeć smile
                        córka jest niewątpliwie tym, co z tego małżeństwa pozostanie najlepszego.
                        • nowel1 Re: nowel1, 21.03.13, 14:55
                          mia17 napisała:

                          > tak się staram na to patrzeć smile
                          > córka jest niewątpliwie tym, co z tego małżeństwa pozostanie najlepszego.

                          Mam wrażenie, że światełko w tunelu przed Tobą coraz wyraźniejsze smile
                          • mia17 Re: nowel1, 21.03.13, 15:01
                            mam taką nadzieję...
                            owszem, czasem wpadam w otchłań bez dna - a wtedy nie widzę niczego, czego mogłabym się uczepić.
                            ale generalnie staram się wynajdywać plusy tego, co nas spotkało i skupiać się na pozytywach. idzie opornie, ale idzie smile
                            • rozwiode_sie Re: nowel1, 26.03.13, 12:24
                              Ja teraz mam taką otchłań bez dna.. dociera do mnie powoli że on odszedł i nigdy nie wróci, że umarło życie w swojej dotychczasowej formie. do tej pory żyłam prawnikami, alimentami, kłótniami, pretensjami, gdzieś był, w takiej czy innej formie. ale teraz ta pustka i samotność mnie rozwala. nie wiem, może gdzieś podświadomie myślałam że to na tymczasem, że się poukłada, on zmądrzeje i wróci, nie wiem co myślałam po to żeby jakoś poradzić sobie z tym szokiem. śledzę twój wątek bo mam podobne odczucia i doświadczenia. też staram się skupić na dzieciach, ale wiem już że dziecko nie zastąpi partnera, niestety. dla dziecka trzeba być nadal rodzicem i do tego stawić czoło wszystkiemu samemu sad
                              • mia17 rozwiode_sie 26.03.13, 13:08
                                rozumiem, o czym piszesz. niestety sad
                                u mnie nie ma co prawda nadziei, że mąż się opamięta - bo ja go nie chcę znać. nie chcę go widzieć (a niestety jeszcze muszę...), nie chcę go słyszeć. chcę, aby zniknął z mojego życia jak najszybciej. dlatego z utęsknieniem czekam do rozwodu i obym się doczekała orzeczenia wyroku na pierwszej rozprawie. wtedy (mam nadzieję) poczuję się, że etap został zamknięty. formalnie przynajmniej - bo zdaję sobie sprawę, że emocjonalnie będzie jeszcze długo mogiła.
                                póki co skupiam się na bieżących sprawach, na dniu codziennym, na dziecku. i odliczam dni do rozprawy... potem się okaże, czy już mogę zaczynać liczyć od początku dni mojego "nowego życia", czy jeszcze nie. ale bez względu na to, jak będzie w sądzie - za kilka miesięcy już nas tu nie będzie i z rozwodem lub bez - zacznę żyć bez niego.
                                życzę Ci, abyś się trzymała jakoś w kupie - choć pewnie chwilami chce się wyć. ale trzeba mieć nadzieję, że będzie lepiej. kiedyś...
    • malgolkab Re: boję się 19.03.13, 11:16
      Normalne smile Tylko głupi ludzie nie odczuwają strachu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka