Dodaj do ulubionych

jest mi smutno

30.06.13, 17:32
Jest mi smutno, podczytując ostatnio forum, rozwód niczego nie załatwia.
Nadal zostają problemy pieniędzy na wspólne ( oddzielne dzieci ), nadal zostają problemy z komunikacją.
Miałam nadzieję, że to mija.
Wymaga się rzetelności czyli te paragony zostaje mi zbierać dalej.
Zawsze dostaję się po głowie, jak za małe alimenty to moja wina.
Jak piszę o większe to też moja wina.
Nie mam prawa zabraniać się spotykać panu tacie ani w to ingerować i dać alimenty za dany miesiąc jak pan tata weźmie dziecko.
Wtedy mogę się przeprowadzić pod most, bo przecież wynajmujący ktoś zrozumie że w tym miesiącu dziecka nie ma.
Tak zapomniałam, że muszę być dorosła i zabezpieczyć tyły.
Muszę być empatyczna i przerobić emocje, dla dziecka oczywiście.
Bo inaczej ktoś kto nie wie co wyspanie działa na szkodę dziecka, bo dziecko trzeba emocjonalnie wspierać.
A potem usłyszę, że nie byłam, że zaniedbałam, muszę jeszcze pokochać samotność ale być otwartą na propozycje bo jestem inaczej jakaś zafiksowana a pewnie brzydka i nikt mnie nie chce.
Gadanie dla gadania, liczenie dla liczenia a życie jest zupełnie inne.
Obserwuj wątek
    • nowel1 Re: jest mi smutno 30.06.13, 17:50
      Blue, no proszę Cię, dajesz się dołować takim opiniom?
      Przede wszystkim - zebrałaś do kupy te najgorsze, najmniej takim jak ja i Ty życzliwe - i smucisz się tym.
      Szkoda czasu.

      Ja też wciąż często tu bywam i wdaję się w dyskusje, ale życie jest gdzie indziej.
      Jedni żyją w rzeczywistości, w której trzeba wszystko policzyć, udokumentować, udowodnić, ale inni mają jednak więcej miejsca smile To od Ciebie zależy, jak żyjesz.
      • blue_ania37 Re: jest mi smutno 30.06.13, 17:56
        Daję się dołować poniekądsmile
        bo paragonów nie zbieram, ani faktur, o wyższe alimenty nie występuje, ale mam 9 zażalenie pana taty do którego musi się odnieść moja adwokatka.
        Myślałam, że rozwód w jakiś sposób zamyka emocje te złe, ale czytając widzę że to początek puszki pandorysmile

        www.youtube.com/watch?v=KMdJL-zpxUo
        • zwykle_konto A może jednak atak? 30.06.13, 18:06
          Skoro mu jednak ciągle jakoś ustępujesz i nie daje to rezultatu, to może przenieś grę na jego połowę?
          Nie, nie namawiam Cię do podjazdówek sądowych, ale parę celnych ruchów powinno pana ostudzić. Na przykład właśnie wystąpienie o alimenty, maksymalne jakie uda Ci się wymyślić - niech się czymś zajmie, czymś co w razie przegranej zaboli go dłużej a dziecku da większe korzyści?
          O ile dobrze kojarzę to on jest przemocowiec, więc musi uznać, że przegrał i wtedy zniknie - bo tacy porażek nie ponoszą, więc trzeba udawać, że porażki nie było.
          Adwokatka opowiadała mi o sprawie, w której ojciec też był przemocowcem, dziewczyna się go bała, ale raz posunął się za daleko i ze strachu wezwała policję - pan został zatrzymany. 48 godzin stracił a ona miała spokój przez jakieś pół roku - nawet smsa nie przysłał.
          A druga metoda to konsekwentnie wyśmiewać - np. na jakieś wyzwiska odpowiadać z uśmiechem z celną ripostą zaczynającą się od "zgadzam się z tobą, ale....." Samej nie zaczepiać, tylko uczyć jak psa Pawłowa, że jak cię tknie to zawsze zrobi z siebie pośmiewisko.

          • blue_ania37 Re: A może jednak atak? 30.06.13, 18:13
            Hehesmile
            Z nim nie rozmawiałam już dawno.
            Nie będę występowała o większe alimenty, mam wystarczające.
            Przemocy się już nie boję, przerobiłam.
            Mogę jedynie się winić że tyle wytrzymałam i że tyle musiał widzieć mój syn.
            Ale wybaczam sobie tą głupotę.
            A
        • jan50plus Re: jest mi smutno 30.06.13, 19:30
          blue_ania37 napisała:

          > Daję się dołować poniekądsmile
          > bo paragonów nie zbieram, ani faktur, o wyższe alimenty nie występuje, ale mam
          > 9 zażalenie pana taty do którego musi się odnieść moja adwokatka.
          > Myślałam, że rozwód w jakiś sposób zamyka emocje te złe, ale czytając widzę że
          > to początek puszki pandorysmile
          >
          > www.youtube.com/watch?v=KMdJL-zpxUo
          Po co Ci "papuga". Lepiej te pieniadze które przeznaczasz na papuge zainwestuj we własne dziecko. Przecietny człowiek sam sobie poradzi w sądzie w sprawach alimentacyjnych.
          • blue_ania37 Re: jest mi smutno 30.06.13, 19:41
            Adwokatkę opłaciła szefowa mojego byłego męża, znajomi i rodzice.
            Stając przed 9 zażaleniem na wysokość alimentów w ciągu półtora roku nie podejmę się bronić sama, a właściwie bronić syna.
            Zostałam zmuszona przez sąd do dwukrotnego mówienia co i za ile.
            Nie zależy mi na wygranej tylko na zamknięciu.
    • zwykle_konto Re: jest mi smutno 30.06.13, 17:55
      Zdaję sobie sprawę, że przez jakieś dwa dni, to ja trochę się przykładam do tych pyskówek na forum. Tyle, że właśnie mam te same wnioski co Ty.
      Rozwód z misiem, to dopiero początek drogi, jeżeli jest dziecko. Czytam to forum, m.in. dlatego, żeby chwilowy spokój mojego eks nie uśpił mojej czujności i jak widać się przydaje.
      Alimenty kiepsko płacone, ale wyzwiska pod moim adresem, przy dziecku, lecą, jak tylko padnie niewłaściwe pytanie (czyli kiedy kasa). No i w ramach obrazy na mnie, zawsze może się tatuś nie widywać z dzieckiem i małemu wmawiać, że to moja wina.
      Ania, niestety, takie imitacje facetów bawią się świetnie tym lepiej im bardziej dokopują byłym.
      Doszłam do ściany i przestałam zabiegać o kontakt.
      Tobie też radzę zastanowić się czy chcesz by syn się dłużej łudził, że ma normalnego ojca (wiem, że dużo już widział, ale to tylko dziecko i ma nadzieję)? Psychologowie radzą nie oszukiwać dzieci, ale wg mnie unikanie konfliktów kosztem własnego spokoju, ryzyka utraty stabilności finansowej - to jest oszukiwanie dziecka. Psycholog poradził, żeby na kalendarzu zaznaczyć terminy spotkań z ojcem - i nie robię tego, bo to byłoby znęcanie się nad dzieckiem - patrz mały ile razy twój stary nie chciał cię widzieć. Ale może jednak powinnam? Też mam dość "bycia wielbłądem" - ale pozytyw jest taki, że jako osoba (nie tylko była żona) szybciej wyłapuję manipulatorów.
      Pan się nie zmieni - to jest bezpieczne założenie - jedyne co można to nastawić się to, że nie liczymy na niego, nie interesuje nas co robi, kasą zajmuje się komornik, I WYRĘCZAMY W BYCIU RODZICEM. Matka nie ma wspierać tatusia, ma po prostu nie przeszkadzać. A o Tobie naprawdę nie można napisać, że przeszkadzasz.
      Trzymaj się
      • zwykle_konto Re: jest mi smutno 30.06.13, 17:56
        no miało być NIE WYRĘCZAMY

      • blue_ania37 Re: jest mi smutno 30.06.13, 18:05
        A ja uważam, że należy ci się spokój i uśpienie czujności.
        Bo co mam być to i tak będzie.
        Imitacja faceta czy jak to zwiesz, jest ojcem mojego syna, mojego fajnego syna.
        Ja mam jeszcze o tyle fajniej, że mój syn jest kopią swojego taty od urodzenia nie do odróżnienia na zdjęciach.
        Spotkań nie zaznaczam, były 4 w okresie roku, raczej przytulam.
        Nie tłumaczę bo nie ma co, wymyślam inne życie i tyle.
        • zwykle_konto Re: jest mi smutno 30.06.13, 18:12
          A jak wyglądał twój były jako dziecko? przecież tak samo jak twój syn.
          Wyrosła z niego imitacja albo stał się później. I to jest fakt. Nie wierzę, że w genach to się ma.
          Czyli z genów imitacji faceta, też można mieć fajne dziecko. smilesmile
          a tatuś za bycie imitacją faceta odpowiada już sam.
          Ale pozwalając dziecku budować pozytywny obraz ojca przez to, że ukrywasz przed małym prawdę ryzykujesz, że cała prawda o ojcu, waszych problemach i związku między jednym i drugim dotrze do niego kiedy będzie nastolatkiem. A nastolatek to najgorszy wiek, żeby takie prawdy odkrywać.
          Ja też swojego przytulam, ale już nie mówię, że tata chce się z nim spotykać, że go kocha - bo fakty mówią, że to kłamstwo.
          • blue_ania37 Re: jest mi smutno 30.06.13, 18:21
            zwykle_konto napisał(a):

            > Ale pozwalając dziecku budować pozytywny obraz ojca przez to, że ukrywasz przed
            > małym prawdę ryzykujesz, że cała prawda o ojcu, waszych problemach i związku m
            > iędzy jednym i drugim dotrze do niego kiedy będzie nastolatkiem. A nastolatek t
            > o najgorszy wiek, żeby takie prawdy odkrywać.
            > Ja też swojego przytulam, ale już nie mówię, że tata chce się z nim spotykać, ż
            > e go kocha - bo fakty mówią, że to kłamstwo.

            Nie mówię dziecku że pan tata się chce spotykać, mam dziecko świadome że tata go nie chce,dziecko ma świadomość ( niestety ), że tata zamknął jego pokój na klucz i wyciągnął wnioski.
            Nie prostuje ale nie nastawiam.
            Nawet obejrzałam kiedyś film który oglądał z tatą i wytrzymałam.
            Jak się mnie pyta czy byliśmy kiedyś z tata nad morzem mówię tak.Nie mam problemu z istnieniem taty
            • zwykle_konto Re: jest mi smutno 30.06.13, 18:31
              Chyba się nie zrozumiałyśmy smile nie podejrzewam Cię, że masz problem z istnieniem taty
              Tylko chyba mocno złagodniałaś ostatnio?
              Ja dla własnego spokoju zakładam, że zrobi mi krzywdę jak tylko nadarzy się okazja i tylko dzięki temu już mu się parę razy nie udało. Ale męczące to jest. I nie mogę zrozumieć ile lat będzie tak sobie próbować podbudowywać ego, że niby jestem od niego głupsza i koniecznie musi to światu i dziecku udowodnić. Nie komentuję jego wyborów życiowych, nie ruszam tematu dziewczyn rodziny pracy etc i wraz się gad rzuca. Ech..
              A ulałam sobie ostatnio na forum.. w końcu lepiej tu jak powiedzieć panu i władcy w oczy wink
              • blue_ania37 Re: jest mi smutno 30.06.13, 18:40
                Ja zawsze byłam łagodna, a ostatnio, to odpuściłam już wszystko.
                Dotarło do mnie, że nie warto "spinać pośladów",
                Nie chce mi się w tym babrać, wyliczać, przeliczać, łazić.
                Chcę żyć, chcę kupować truskawki łazić na głupi plac zabaw i nie myśleć.
                Pan tata pracuję na własną przyszłość nie moją.
                Nie ulewam, nie mam czego, mam wszystko co chcę.
                Ja się pogodziłam ze sobą i ze swoim samotnym macierzyństwem.
                Niech pan tata żyje i ma się dobrze, bo jak będzie mu źle to jeszcze sobie o mnie przypomnismile
                A mi dobrze w tym co mam.
                O mojej ignorancji świadczy fakt, że pan tata złożył zażalenie dwa tyg temu, a ja może jutro je wezmę od adwokatki, jak dojadęsmile a na stary rynek mi nie śpiesznosmile
                A
    • jan50plus Re: jest mi smutno 30.06.13, 19:47
      Po co ci papuga. Umiesz czytać i pisać. Sama sobie poradzisz. Szkoda kasy.
      • blue_ania37 Re: jest mi smutno 30.06.13, 19:53
        Ja lubię moją adwokatkęsmile
        Dzięki niej uwierzyłam że rozwód to pan pikuś.
        Ja miałam porabany rozwód i 9 zażalenie na alimenty w ciągu dwóch lat tez o czymś świadcząsmile
        • el_an Re: jest mi smutno 06.07.13, 15:33
          witam w klubie sad wiecie, ja się czuję winna że moje dzieci mają takiego ojca. i zaczyna do mnie docierać, że rozwód nie spowoduje, że on stanie się lepszy. przecież nie jest teraz taki podły tylko dlatego, że jeszcze nie ma rozwodu, on taki po prostu jest. moja bezsilność w tej materii mnie strasznie uwiera. a on niszczy mi dziecko, robi z niego psychiczną kalekę i robi to z pełna premedytacją i satysfakcją. i nie przestanie pewnie bo sprawia mu frajde patrzenie że mnie to boli. skąd brać siłę na to wszystko?
          • zmeczona100 Re: jest mi smutno 06.07.13, 16:32
            No niestety, jeśli podły, to po rozwodzie podłość będzie pączkować w sposób geometryczny sad Przechodziłam przez to samo, co Ty. W tzw. międzyczasie syn urósł, zaczął rozumieć więcej i niestety, musiał pogodzić sie z tym, że ojca, takiego normalnego, zainteresowanego nim, jego życiem, problemami, codziennością, to już mieć nie będzie.

            Patrzę czasami na niego i mojego chuopa, jak się razem potrafią dogadać (a nawet poknuć coś za moimi plecami wink ) i wkurw mnie bierze, że wcześniej nie rozstałam się z jego ojcem- kiedy syn był kilkulatkiem i doszło do mnie, że jego ojciec to kompletnie niedojrzały typ, tylko zafundowałam dzieciakowi lata życia z wypaczonym obrazem ojca.

            W każdym razie współczuję- tym bardziej, jeśli dzieci małe.
    • adam543 Re: jest mi smutno 06.07.13, 18:25
      Cholercia .... podobno już mnie nie ma na tym forum ...
      Ale co jakiś czas wracam poczytać i czasami mnie korci coś napisać.
      No i tak Was poczytuje ........ Aniu i Inni tak to już jest po rozwodzie . ''Każdy ma inaczej''. Bo każdy miał inaczej spaprany związek . I każdy ma inaczej także po rozwodzie, bo każdy inaczej spaprał sobie życie z ''inaczej'' toksycznym człowiekiem . Ja akurat nie mam większych problemów z eksiorką w komunikacji w sprawach dzieci ( przynajmniej nigdy jeszcze nie pomyślałem o prawniku po rozwodzie ) . Ale są problemy innego rodzaju . I do tego trzeba się przyzwyczaić . Każdy ma jakieś problemy , sprawy ciągnące się po rozwodzie . I pewnie będą się one ciągnęły jeszcze długo . Trzeba się do nich przyzwyczaić , nauczyć się z nimi żyć.
      A tak na marginesie dodam ze większość problemów i tak związanych jest z naszym kochanym państwem . W Polsce żyje się trudno w nawet w związkach małżeńskich , a co dopiero powiedzieć o samotnym rodzicielstwie.
    • tautschinsky Re: jest mi smutno 06.07.13, 21:30
      Przeceniacie te dzieci. Oni są tylko ludźmi, niczym więcej. Nie są warte tych wszystkich poświęceń. Nie ograniczajcie siebie do roli opiekunek, harujących, by miały lepsze jadło i lepsze lokum. Naprawdę nie warto. Rozejrzyjcie się wokół. Wszędzie to samo. Egoiści. Każdy sobie rzepkę skrobie. W tym wasze dzieci. One z pełną świadomością biorą i żądają jeszcze więcej nie zamierzając niczego w zamian dać. Są jak koty, bywają jaszczurami, w najlepszym razie pozostają głazami lub politykami.
      • blue_ania37 Re: jest mi smutno 06.07.13, 22:02
        Nie wiem czy przeceniam dziecko.
        Nie mam go dla siebie, wychowuję go dla świata nie dla siebie.
        Jestem jakimś mam nadzieję że ważnym przystankiem w jego życiu, to wszystko.
        Nie będę domagać się miłości za poświęcenie i "oddanie najlepszych lat".
        To dotyczyło się wątków pojawiających się na forum o wyliczaniu alimentów w skład których powinnam rzetelnie wyliczyć energię, gaz i wodę, podać ilość jedzenia w zaokrągleniu do dwóch bułek.
        Jeżeli dzieci sprowadzamy do wody, gazu i ceny energii,liczymy papcie i ilość majtek to jakie to jest rodzicielstwo?I to się tyczy płacących i odbierających alimenty.
        • tautschinsky Re: jest mi smutno 06.07.13, 22:14
          Ano właśnie, tylko że rodzicem się zostaje nieświadomym tego, czym rodzicielstwo jest. Chcesz być kierowcą, robisz prawo jazdy, kupujesz samochód. Nie odpowiada tobie, samochód sprzedajesz, a prawko wrzucasz na dno szuflady i zapominasz. Gorzej ze zwierzęciem, ale w ostateczności można się wysilić i poszukać dla niego innego właściciela. Nawet tak poważna sytuacja, jak związanie się z kimś nie wiążę cię z tą osobą do końca życia, nawet jeśli nieopacznie się weźmie ślub, to są rozwody. Pomyślmy, ma się 25 lat, rodzi się dziecko, jest ono na wychowaniu i utrzymaniu drugie tyle. Masz 50 lat, wtedy zacząć żyć dla siebie? A co kiedy dziecko rodzi się, kiedy masz 35 lat? Przegrałeś swoje życie. Masz to chomąto uwieszone na szyi, które cię ciągnie na dno środka jeziora, a przecież nie umiesz pływać.
          • blue_ania37 Re: jest mi smutno 06.07.13, 22:36
            Ale czym było by życie gdybyśmy wszystko przewidzieli i wyliczyli?
            Patrząc w ten sposób, to ludzie by dawno wyginęli.
            Bo zawsze jest zły czas na dzieci, bo zawsze można jeszcze mieć lepsze stanowisko, "nachapać się" , kupić nowy dywan itp....
            Twoje pytanie dotyczące czy jak ma się 50 lat to czy dopiero można zacząć żyć dla siebie miałoby sens, gdybyśmy traktowali to co nam się przydarza z dziećmi jako śmiertelną nudę, i ta nuda niekiedy jest ( te stałe pory spania, karmienia itp..), ale oprócz tego są świetne momenty z dziećmi, świetne momenty jak zasną i jak ktoś je weźmie na chwilę lub dwa dni.
            To co zdarza się "pomiędzy".
            To nie jest uzależnione od wieku kiedy się pojawia dziecko tylko od naszego nastawienia.
            Czy traktujemy to jako przykry obowiązek bo tak wyszło czy oglądamy świat z perspektywy tego dziecka.
            I nos małego psa z perspektywy dywanu jest ogromnym tworemsmile.
            a
            www.youtube.com/watch?v=8dzNqORtRWU
          • yoma Re: jest mi smutno 06.07.13, 23:01
            A któż ci śmiał, Tauczyński, zrobić to dziecko siłą? W mordę go!
            • tautschinsky Re: jest mi smutno 06.07.13, 23:25
              Gdybyś przeczytała co napisałem, to wiedziałabyś, że nie mówię tam nic o wrobieniu w dzieciaka, tylko o fakcie, iż kiedy człowiek się nawet chce zostać rodzicem i nim zostaje, to nie wie, czy do tego się nadaje i czy takie dziecko nie będzie dla niego wyłącznie ciężarem - nie tylko finansowym, co podkreślę, choć to istotne, ale też psychicznym. Powiesz o odpowiedzialności za swoje czyny. Ja mógłbym odpowiedzieć, a co takie "dziecko" 20 letnie (bo przecież do 25 roku jest dzieckiem, żeby się trzymać nomenklatury rodem z sądu rodzinnego) wie o tym, czym jest rodzicielstwo, czy dojrzał do tego, by być ojcem/matką nie na rok, ale całe swoje życie, w tym 26 lat z pełnym obciążeniem?
              • lampka_witoszowska Re: jest mi smutno 08.07.13, 07:49
                rozumiem Twoje podejście, Tau, ale nei rozumiem, skąd Ci się wzięło

                trzymając się nomenklatury mamy i taty, dziekco jest dzieckiem całe życie, nawet jak jest cłzowiekiem dorosłym

                masz pełne prawo zrzec się tego dziecka, zawalić swoje życie w ten sposób, bo to zwyczajne świństwo - masz tez pełne prawo na rzesach stanąć, by być tym rodzicem najlepiej, jak umiesz, by nei powielać głupot swoich rodziców, a powielac to, co było fajnego w ich rodzicielstwie

                nie rozumiem też, skąd wytrzasnąłeś zgraję egoistów wokół siebie - tak dumam, że w moim otoczeniu miałam kilku i odpuściłam bliższe kontakty - najgorzej wypada to w pracy, ludziom wtedy upiornie bije w dekielek, jakby przestawali być ludźmi będąc na usługach pracodawcy - to zły kierunek, obecnie mocno niestety aprobowany przez społeczeństwo w ramach: praca najważniejsza (nie jakakolwiek, która da zarobek, ale ta jedna, choćby najgorsza i wysysająca krew)

                za to mam w najbliższym otoczeniu ludzi, którym ja pomogę i którzy pomoga mi - i takich jest ogromna większość
                nawet w necie ludzie potrafią pomagać, choć nei widzieli się nigdy na oczy

                zdarza się, że jak chcę pojęczeć, to jedna przyjaciółka uprawia życie rodzinne i jest niedostępna, a druga własnei zamawia obiad w restauracji - ja z kolei czasem nie odbieram, jak sama muszę się pozbierać, ale to z kolei moi bliscy wiedzą (o dziwo, bardziej egoistyczna część mojej rodziny niezmiennie ma o to pretensje) - może to można nazwac nieznośnym egoizmem panującym wokół? ja to inaczej widzę, dla mnie to własnie zdrowy egoizm

                i co więcej, rodząc dziecko wiedziałam, że zmieni się wszystko - choć kompletnie inaczej to sobie wyobrażałam
                zmieniło się, ale skoro decyduję sie być rodzicem, to nim jestem, zajadę się nei śpiąc parę nocy, jak Młoda choruje, ale tak chcę - to ciągle mój wybór, bo to ja w jakiejś chwili mojego życia postanowiłam, że będę mamą, że dziecko będzie ważniejsze od pracy, chłopa (z którym, gdy się da, tworzymy temu dziecku rodzinę i wstęp do życia)

                póki co mam tez dziecko, które ni cholery nei moge nazwac egoistycznym - żeby już nei musieć ufać subiektywnej ocenie mamusi, inni tez tak nie mówią

                i może to własnie kwestia skupienia się na dziecku, rozmów, nauki, dawania przykładu?
      • el_an Re: jest mi smutno 07.07.13, 08:51
        coś takiego pewnie codziennie powtarza sobie mój mąż żeby odczłowieczyć swoje dzieci i móc je traktować tak jak traktuje. Ja współczuję ludziom, którzy nie kochają własnych dzieci. Oni najczęściej sami jako dzieci zostali skrzywdzeni i nie doznali bezwarunkowej miłości, w której rodzic kocha dziecko za to że jest i takie jakie jest i nie ma wtedy mowy o "poświęceniu" czy "umartwianiu" się dla dziecka.
        • altz Re: jest mi smutno 07.07.13, 10:04
          el_an napisała:
          > coś takiego pewnie codziennie powtarza sobie mój mąż żeby odczłowieczyć swoje d
          > zieci i móc je traktować tak jak traktuje. Ja współczuję ludziom, którzy nie ko
          > chają własnych dzieci. Oni najczęściej sami jako dzieci zostali skrzywdzeni i n
          > ie doznali bezwarunkowej miłości, w której rodzic kocha dziecko za to że jest i
          > takie jakie jest i nie ma wtedy mowy o "poświęceniu" czy "umartwianiu" się dla
          > dziecka.

          Mnóstwo ludzi nie lubi dzieci, pomimo to, ma dzieci i czuje się dobrymi rodzicami.
          Wielu się poświęca dla dzieci, czuje się z tym źle, najchętniej codziennie robiliby wyrzuty, ale nie wypada.
          Połączenie obu dolegliwości, to jest dopiero szczyt! smile

          Tacy rodzice dla swoich partnerów też są bardzo ciężcy, znam trochę przypadków i to zauważam. No, chyba, że się spotkają dwa takie przypadki, to wtedy jest sojusz nie do rozerwania. big_grin
    • yen26 Re: jest mi smutno 06.07.13, 21:54
      mówicie, ze jest gorzej po rozwodzie? mam nadzieje, ze nie
      mój jeszcze mąż zadzwonil przed chwila po raz kolejny do mnie, strasząc mnie ze bedzie za 15 min w domu, i lepiej zebym " spierdalała z domu bo on jest zły" A poszło o to, ze wczoraj wyszłam bez niego na impreze na zakończenie studiów ( pierwszy raz sama bez niego, a jestesmy małzenstwem 5 lat!) i on pije od wczoraj
      Mam dośc strachu, niewiadomej, co bedzie jak wroci, co mi zabierze- laptop, kasę , telefon? tyle, ze mnie nie bije, ale wykancza psychicznie
      Czy moze byc gorzej?
      • zmeczona100 Re: jest mi smutno 06.07.13, 23:01
        > Czy moze byc gorzej?
        A dlaczego nie? Toż to dopiero początek; co można pokazać przez zaledwie 5 lat?
        Poczekaj jeszcze trochę- wsiąkniesz jeszcze bardziej, przesuniesz granice w rejony, których dzisiaj nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić. Tak się właśnie rodzi przemoc.

        Moje pierwsze nieprzyjemne, zaskakujące wręcz kuriozum, też dotyczy imprezy po zdanej - bardzo dobrze zresztą- najtrudniejszej sesji na studiach; też był zdziwiony i zaskoczony, że ja chce wyjść i sie pobawić w towarzystwie innych, podczas gdy on na to ochoty nie ma najmniejszej (to człowiek z alergią na innych). Tyle, że ja głupia byłam jak but i nie poszłam. dzisiaj poszłabym, a następnego dnia spakowałabym manatki i po prostu złożyła pozew o rozwód. Zmarnowałabym wtedy tylko rok z mojego życia (ale i nie urodziłby się nasz syn...).

        Nagrywac, nagrywać, nagrywać i postawić sprawe jasno- idziecie na terapię. A jak nie, to zastanów się, po co Ci zycie z kims takim, kto Cię nie szanuje?
        • yen26 Re: jest mi smutno 06.07.13, 23:37
          zmeczona 100
          wiem, ze powinnam cos zrobic Jestem z siebie dumna ze nie daje sie wrobic w poczucie winy ( " pije, bo ty taka jestes Jakbys byla grzeczna to bym nie chlał" itd). mam poczucie wartosci wlasnej, nie dam sie zamknac w domu
          mysle, by sie wyprowadzic , na 2 mies na razie ( nie mam dziecka na stanie, jest na wakacjach u babć). I zaproponowac terapie Tylko, ze moj mąz to człowiek z przerośniętym ego, ma duze pieniadze, wysoką pozycje i czuje sie panem i władcą
          Tylko, ze ja mam juz dość
          • zmeczona100 Re: jest mi smutno 06.07.13, 23:44
            Wiesz, tyle, że życie nie polega na tym, aby byc z siebie dumną, bo się nie daje człowiek wbic w poczucie winy. A gdzie wzajemne oparcie, zaufanie?
            Terapia może pomóc i nic innego.
            • anielica84 Re: jest mi smutno 07.07.13, 20:10
              a wierzycie w sens terapii?? moj maz kiedys powiedzial (jest bardzo inteligentny) ze jak pojdzie na terapie to tylko po to zeby ja odbebnic bo zmiecie pana/pania psycholog...niby chce ratowac malzenstwo, a nie chce poszukac pomocy...zreszta ja tez juz coraz mniejsze szanse dla nas widze... boje sie ze jak zloze poze i rozwiode sie to skrzywdze corke, a moze nie powinnam sie obawiac bo bedac z kims kto tak bardzo mnie skrzywdzil ja nigdy nie bede juz szczesliwa i nie dam szczescia dziecku...
              • yen26 Re: jest mi smutno 07.07.13, 21:22
                anielica84
                nie wiem czy terapia ma sens Jeszcze nie próbowałam
                ale pomyśl- chcesz dla dobra dziecka męczyć się długo/ całe życie? masz je tylko jedno
                i ja uważam, ze lepiej mieć dwoje osobnych szczęśliwych rodziców, niż dwoje razem nieszczęśliwych
                Nie wiem, co sie u Ciebie dzieje, ale jeśli jest źle- to po co Twoje dziecko ma na to patrzec?
                i dlatego ja w środę sie wyprowadzam smile
    • xciekawax Re: jest mi smutno 08.07.13, 19:00
      Ania, a moze ty zbyt dlugo i zbyt czesto przebywasz juz na tym forum? To forum jest dobre w pewnym etapie, moze byc kolem ratunkowym dla psychiki i czasami mozna spraw technicznych sie dowiedziec, ALE.... to forum nie jest stylem zycia, a Ciebie Tu widac bardzo duzo. Moze zamiast siedziec tu i sie dolowac tym co zuzia czy zdzisia napisala - poszlabys do parku, rozlozyla koc na trawie i poczytala ksiazke? Naprawde nie warto marnowac zycia na czytanie wszystkich postow, odpisywanie, itd...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka