Dodaj do ulubionych

przejsć rozwód samotnie

06.10.13, 21:20
postanowiłam się rozwieść z mężem, mamy dwójke małych dzieci które nie są jeszcze samodzielne a ja siedzę z nimi w domu na urlopie macierzyńskim. Nie mam rodziny, moja mama nie zyje, tata jest daleko, siostra to socjopatka która ma mnie centralnie w d..., koleżanki okazały sie zazdrosne i zawistne, jedyna koleżanka poświęca cały swój wolny czas na swoją działalność charytatywną. jestem sama w obcym mieście, nawet za bardzo nie mam do kogo zadzwonic i pogadać,a jestem z tych musiejących sie wygadaćsmilejest mi strasznie ciężko bo przede mną walka o utrzymanie sie na powierzchni. Miałam 3 letnia przerwę w pracy i nie wiem czy będę miała gdzie wrócić, nie mam na kogo liczyć finansowo, ani tez na jakąkolwiek pomoc przy dzieciach - od 3 lat sama zajmuje sie nimi dzien w dzien, maz tylko odpoczywa po pracy i nawet w dzien wolny nie chce mi pomagać w obowiązach przy małych dzieciach. Jestem sama. Jak przejść przez ten czas samotnie, bez wsparcia kogokolwiek?czuje ze zaczynam opadać z sił psychicznie i fizycznie a najgorsze dopiero przede mną.
Obserwuj wątek
    • onav Re: przejsć rozwód samotnie 06.10.13, 21:35
      Jestem w tej samej sytuacji.Mam już wyznaczony termin rozwodu.Sama złożyłam pozew,bo nie dawałam rady z mężem.Pił codziennie,wyzywał mnie, w niczym mi nie pomagał,dzieckiem się nie zajmował.Była to dla mnie trudna decyzja,bo ciągle przypominałam sobie jak kiedyś przyrzekałam przed ołtarzem,że nie opuszczę go,aż do śmierci,ale psychicznie nie dawałam rady.Jego rodzina mnie dręczyła,wyzywała od najgorszych i nie miałam żadnego wsparcia.Dlatego czasami sobie myślę,że warto walczyć o swoje życie i dążyć do spokoju,bo każdy człowiek zasługuje na szacunek,a gdy nie można go znaleźć u męża,to nie warto z takim człowiekiem być.Teraz już wiem,że muszę się wziąć w garść i walczyć o dziecko i o siebie.Życzę Ci dużo sił i pamiętaj,że warto przez życie przejść spokojnie i bez stresu.
    • mayenna Re: przejsć rozwód samotnie 06.10.13, 22:31
      Współczuję, ale tak to już jest, że trzeba sobie w życiu radzić samotnie. Masz towarzystwo, masz jednak koleżanki a to już dużo. Są obok. Czegóż więcej oczekiwać? Może skorzystaj z pomocy finansowej w MOPS- ie, szukaj pracy. Twoje życie, twoje decyzje i tylko ty ponosisz ich konsekwencje, a wygląda z tego postu, ze oczekujesz od otoczenia nie wiadomo czego, jakiejś szczególnej troski i zaangażowania w twoje sprawy.
      Dasz redę i powodzeniasmile A pogadać możesz tu na forumsmile
    • chalsia Re: przejsć rozwód samotnie 07.10.13, 10:15
      może pomóc psycholog lub psychoterapeuta - to są właściwi ludzie do tego, żeby móc się wygadać
      żeby było za darmo poszukaj w okolicznych przychodniach zdrowia w ramach NFZ lub w fundacjach np.
      Opta - www.opta.org.pl/info/misja.html
      Intra - www.osrodekintra.pl/
    • xciekawax Re: przejsć rozwód samotnie 07.10.13, 18:58
      ale kogo to wina ze twoje kolezanki okazaly sie zazdrosne i zawistne?
      Przypomina mi sie moj znajomy ktory nagle mial powazne problemy zdrowotne a potem trabil na FB jak to on sie poznal na "prawdziwych przyjaciol" i jak zawiodl sie na wielu. Tylko facet nawet nie pomyslal ze przez lata byl samolubem, egoista, i nigdy w zyciu nikomu nie pomogl wiec jak mu sie cos stalo to ludzie mieli po prostu go gdzies.

      Postaraj byc sie mila dla otoczenia a zauwazysz jak wiele ludzi moze ci dac podpore.

      Po drugie - jak nie masz planu, pieniedzy to sorry, ale sie nie rozwiedziesz, bo to nic Tobie nie da.
      Uluz sobie plan dzialania : znalezienie pracy, zalatwienie nianki/przedszkola (za ktore maz bedzie polowe placil), potem mocne oszczedzanie/szukanie mieszkania - potem rozwod, przeprowadzka i uczenie sie zyc na nowo.

      Bo chyba nie jestes jedna z tych co chca aby im pod nos wszystko dawano,. nie? smile
    • koronka2012 Re: przejsć rozwód samotnie 07.10.13, 19:14
      ligia-1 napisała:

      > postanowiłam się rozwieść z mężem, mamy dwójke małych dzieci które nie są jeszc
      > ze samodzielne a ja siedzę z nimi w domu na urlopie macierzyńskim. Nie mam rodz
      > iny, moja mama nie zyje, tata jest daleko, siostra to socjopatka która ma mnie
      > centralnie w d..., koleżanki okazały sie zazdrosne i zawistne, jedyna koleżanka
      > poświęca cały swój wolny czas na swoją działalność charytatywną.

      Przepraszam, ale jak słyszę coś takiego, to się zastanawiam co jest nie tak z taką osobą. Wybacz, ale to nigdy nie jest tak, że cały okoliczny świat jest syfem pełnym wrednych ludzi, a w środku tego jak lelija biała jest jedna pokrzywdzona przez los i otoczenie.

      Rozwiedziesz się, pewnie masz swoje powody - i co dalej? Jak to sobie wyobrażasz?
      Od strony praktycznej - zorganizuj sobie życie na nowo zanim zaczniesz się rozwodzić. Opieka nad dziećmi, praca, niezależność. Rozwód nie zając. Szczególnie że dzieci są małe, skoro na macierzyńskim to masz niemowlaka w domu, więc całkiem niedawno chyba było między wami ok, skoro się zdecydowałaś na powiększanie rodziny ?

    • kami_hope Re: przejsć rozwód samotnie 07.10.13, 22:13
      Jestes sama. Postanowilas sie rozwiesc. W sumie rozwod niewiele u Ciebie zmieni. Bedzie formalnoscia. Wyglada na to, ze po rozwodzie zrzucisz jedynie ciezar - meza. Logika wskazuje na to, ze po rozwodzie powinno byc Ci lzej. Jestes doswiadczona w samotnych bojach, z rozwodem tez dasz sobie rade.
      Jedno tylko... kazdy powinien czuc odpowiedzialnosc za wlasne zycie, to nie jest laska lub heroiczny czyn, po prostu ciezar zycia ktoremu trzeba podolac, sfera finansowa tez sie w tym zawiera - trzeba umiec utrzymac sie samemu, a jesli decydujemy sie na dzieci to takze zobowiazujemy sie do ich utrzymania. Zrozum, ze to Twoje zycie. Ty podejmujesz decyzje, Ty ponosisz konsekwencje. Nie ogladaj sie na innych... oni decyduja za siebie i tez maja swoj ciezar. Moga pomoc ale nie musza. TY, musisz sobie pomoc sama.
      • ligia-1 Re: przejsć rozwód samotnie 07.10.13, 23:42
        widzę że niektórym łatwo się ocenia nie znając sytuacji, więc doprecyzuję, zawistne koleżanki- tak to juz jest z niektórymi ludźmi że jak Ci się w życiu cos ukłąda to budzi zazdrość u innych. Kiedy okazało się że całkiem nieźle sobie poradziłam w życiu (a zawsze byłąm tą która nic nie miała)to obgadały mnie za plecmi atakując min moje dzieci, a w oczy jak to zwykle bywa uśmiechały sie słodko. Nienawidzę takich zachowań. Koleżanka która cały wolny czas poświęca działalności charytatywnej - nie mam do niej żalu bo wiem że to jej życie i ma do tego prawo a ja nie jestem w nim najważniejsza. Chodziło mi tylko o to że zawsze uważałam że od tego sa przyjaciele żeby być przy Tobie w najgorszych chwilach, ona zna mnie od podstawówki i we że potrzebuje się chociaż wygadać, tymczasem mogę liczyć na 1,5h miesięcznie jej czasu. Ja zawsze starłam sie być przy niej w najgorszych momentach jej życia. Ale jak juz napisałam nie mam żalu po prostu to że ona ma swoje sprawy powoduje to że jestem samotna. Co do męża to wiem że muszę się z nim rozstać. Kiedyś byłąm pewną siebie, wiecznie uśmiechniętą, cieszącą sie z najmniejszych rzeczy osobą. Nie miałam w słowniku słowa "niemożliwe", wszystko co sobie zaplanowałam mi sie udawało. teraz jestem zgorzkniałą, wystraszoną i bardzo smutną osobą, Nie uśmiecham się, nie widzę sensu życia. Nie mam z kim wieczorem pogadać, pośmiać się, opowiedzieć co mi sie przytrafiło, zaplanować wakacji. I pomysleć że wszystko zaczęło się psuc od niewinnego incydentu 2 lata temu i posypało sie jak domek z kart. Młodsze dziecko było z tatą 2 razy na spacerze ( wychodzi 1 spacer na rok), drugie w ogóle nie miało takiej przyjemności. Tata woli czas wolny spędzać z gierkami niż z nami. Rozwód to zupełna zmiana życia, można by powiedzieć że wali się cały świat, bo wszystkie plany i marzenia o idealnej rodzinie idą w dupę. Nie wiem co w tym dziwnego że w takiej chwili potrzebuje żeby był ktoś obok mnie kto mnie pocieszy, komu będę mogła się wyżalić i jakoś przejść tą "żałobę" po nieudanych decyzjach życiowych. Co do finansów to nie jest tak źle mam jakieś malutkie oszczędności, póki co pracę mam ale nie wiem czy po 3 latach będę mogła do niej wrócić, mam wykształcenie wyższe, rozglądam się już za nową pracą choć jeszcze mam 4 miesiące do końca urlopu. Czułabym sie lepiej mając świadomość że jak np strace prace to jest ktoś kto mi pomoże. Nie liczę że ktoś mi coś da na tacy. Przedszkole dla młodszego dziecka już załatwiłam, dla starszego rozglądam się za nianią. Biorę odpowiedzialność za moje decyzje, wiem dokładnie z czym sie wiąże rozwód jaki to będzie miało wpływ na mnie i przede wszystkim na dzieci dlatego jestem taka rozdarta i przerażona i napisałam to tutaj.
        • mayenna Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 00:00
          Nie podejrzewałam, że masz studia. A jaki kierunek? tak z ciekawości pytam bo piszesz szalenie niezbornie jak na wyższe wykształcenie i mentalność jak pani z warzywniaka.
          Dziewczyno, a czego ty oczekujesz od koleżanki? Jak ona się ma zachować, żebyś była zadowolona? 1,5 godziny rozmowy na miesiąc to mało? Ona ma swoje życie, ty swoje. Dajesz z siebie innym tyle ile możesz. Ona może 1,5 godziny, a to, ze ty mogłaś więcej to jej do niczego nie zobowiązuje. Trzeba było zastrzec, że to ma być wzajemne. Bo przyjaźń raczej bywa bezwarunkowa, to nie zabezpieczenie na przyszłość.
          To ze stałaś się smutna i zgorzkniała to twój wybór i nikt cię nie odmieni, tylko ty sama możesz sobie pomóc.Szukaj terapeuty i pracuj nad sobą.
          A marzenia każdy ma. To, ze twoje oczekiwania i wyobrażenia o życiu się nie spełniły nie znaczy, że jest źle. Nie ma idealnych rodzin.Idealne są tylko wyobrażenia o nich.
          Jak zaczęło się psuć od incydentu to może da się naprawić?
          Może pomyśl czego tak naprawdę chcesz, co da się w tej sytuacji zrobić, poszukaj pozytywów, a przede wszystkim przestań się kurczowo trzymać wyobrażeń i żałować, że rzeczywistość im nie jest w stanie sprostać.
          Czas dorosnąć.
          • kruku33 Re: przejsć rozwód samotnie 12.10.13, 07:45
            abstrahujac od glownego watku, uwielbiam Cie za ten post.
            Juz myslalem, ze mądre i dojrzałe mentalnie kobiety wyginęły smile

            Pozdrawiam
        • yoma Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 09:43
          > widzę że niektórym łatwo się ocenia nie znając sytuacji,

          Aha, standard i klasyka. Kobieto, pani w sklepie, gdzie kupujesz bułki, ocenia cię codziennie, a ty masz pretensje do forum, gdzie sama wlazłaś dobrowolnie? A nie chodziło ci czasem o przedstawienie sytuacji i o ocenę właśnie? Od głaskania po główce jest forum to:

          forum.gazeta.pl/forum/f,1193,Wyzalnia.html

          Sorki, ale jak czytam takie teksty użalonych panienek, to mi się nóż w kieszeni. I jeszcze jedno. Stosuj akapity, będzie ci łatwiej przedstawić sytuację.
          • ligia-1 Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 11:18
            ludzie czy wy jesteście nienormalni? po pierwsze napisałam wyżej że nie mam żalu do przyjaciółki bo wiem że ma własne życie to tak apropo wykształcenia i czytania ze zrozumieniem. Po drugie rozróżniam w moim słowniku słowo znajomy, kolega, przyjaciel i każde z nich znaczy zupełnie co innego. Poza tym założyciel forum napisał "Rozwiodłem się, i boję się przyszłości, rozpoczynania wszystkiego od nowa..Jestem na rozdrożu..Powiedzcie proszę, głównie rozwiedzeni, czy to coś siedzi w psychice,że boję się myślenia o przyszłości? Wiem, że nie można generalizować i każdy człowiek jest inny, każdy ma swoje plany życiowe, każdy czegoś szuka..Natłok myśli, z których mało wynika..Jak to było u Was? Może tak być musi, a jeśli tak to kiedy minie? Ten strach i trochę otępienie i bezradność." Nie jestem więc jedyna z takimi odczuciami. "Dorośnij" piszecie? założyciel tego forum pewnie tez nie dorósł?Każdy przezywa trudne sytuacje na swój sposób. Ja potrzebuje się wygadać i nie widzę w tym nic złego. W temacie napisałam "przejść przez rozwód samotnie" i takie pytanie skierowałam do forum. Nie musicie mi pisać o paniach z warzywniaka, dorastaniu ani że wam sie nóz otwiera w kieszeni. Nie ma to związku w ogóle z tematem.Badania naukowców dowiodły że rozwód jest jednym z najbardziej stresujących wydarzeń w życiu, co w tym złego że szukam wsparcia? Może wy sie "otrzepaliście" i poszliście dalej bez zająknięcia, nie każdy tak potrafi. Faktycznie forum to złe miejsce na takie rozmowy bo bywają na nim różni ludzie. Nie zapomnijcie przeanalizować mojego tekstu pod względem poprawności gramatycznej i logicznej.
            • noname2002 Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 11:44
              Też zupełnie nie rozumiem, dlaczego nie możesz na forum rozwodowym napisać o tym, że się boisz rozwodu i nie masz wsparcia. Albo dlaczego nie możesz się czuć rozżalona tym, że przyjaciółka nie może Ciebie w tak trudnej sytuacji wesprzeć rozmową częściej niż raz w miesiącu. U mnie bliscy nie tylko nie pomagali, ale wręcz byli przeciwni rozwodowi- gdyby nie wsparcie przyjaciół nie wiem czy bym sobie poradziła.
              • yoma Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 17:06
                Nie, mnie chodzi o to, że dziewczę weszło na forum i ma pretensje, że je oceniają...
            • mayenna Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 14:39
              Zdobycie wyższego wykształcenia i mgr przed nazwiskiem dawniej zobowiązywało do sprawnego posługiwania się językiem ojczystym, przynajmniej.
              I dla mnie ma to znaczenie bo ułatwia mi zrozumienie tego co chcesz powiedzieć. Jest wyrazem szacunku do osoby, która czyta, ze zrozumieniem lub bez, twoje posty. Jest także wyrazem szacunku do mnie samej bo nie godzę się na bylejakość w moim życiu, począwszy od języka a na mężu kończąc.
              Napisałam "dorośnij", żeby trochę tobą wstrząsnąć, zebys zastanowiła się czy masz kontrolę nad własnym życiem. Czemu nie odeszłaś od męża jak zrobił ci piekło w ciąży?
              Oczekujesz, że on się zmieni- nie zmieni się. To ty się musisz zmienić i twardo postawić warunki. Obojętnie czy będzie rozwód, czy jednak dojdziecie do porozumienia.
              Zacznij od rozmowy z mężem, ale na spokojnie. Przygotuj plan zmian. Ile razy w tygodniu i w jaki sposób ma ci pomagać. Kiedy i jak ma robić zakupy. Kiedy ma wychodzić z dzieckiem na spacer. Co ma w domu konkretnie w danym dniu zrobić. Niech on zaproponuje swoje rozwiązania bo tak jak do tej pory to nie będzie i on to jasno musi rozumieć. Sankcją była by perspektywa rozwodu, z alimentami na dzieci, połowa tygodnia z nimi - bo pójdziesz do pracy i opieka naprzemienna jest w modzie.
              Chciał rodziny to ja ma i ma obowiązki.
              A o wpadaniu ojca w twoje dni na kąpiel niech zapomni bo jak będzie u ciebie twój nowy partner to chyba plączący się były mą będzie zawadzał? I to też bym mu uświadomiła. Nie będziesz po nim płakać i czekać z ponownym ułożeniem sobie życia.
              nie szukaj tez współczucia bo to ci tylko marnuje energie. Masz się wziąć za siebie i coś zmieniać. Klepanie po pleckach nie pomagasmile Co widach po twoich postach. Użalasz się nad soba a od lat nic nie robisz, żeby zmienić sytuację.
              • mayenna Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 14:57
                Postawiłabym też warunek: terapia albo natychmiast wnosze pozew. Myślę, ze przy jego postawie i dość prozaicznych problemach terapia sporo by zmieniła.Jakby mu ktoś z boku uświadomił jakim jest mężem i ojcem to może chciałby soc zmienić. Jak nie chce na twoja prośbę to może ktoś z rodziny by z nim porozmawiał? Ktoś kogo szanuje.
    • kobieta306306 Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 11:35
      na czym polega w zasadzie Twój problem z mężem? Leń?
      Mój też był leniem. Też go zostawiłam, więc w sumie rozumiem.
      Zostawiłam go i po rozwodzie jest mi lżej, ale mam pracę, dom, zorganizowaną opiekę nad dziećmi (są starsze od Twoich, a to ważna kwestia) i nie musze prosić "znajomych" o wsparcie w tych sprawach. Czy Ty bedziesz w stanie sama o siebie i o dzieci zadbać? Jeśli nie, to daruj sobie póki co rozwód. Poczekaj jak się z pracą rozwinie. itd itd. Rozwieść się zawsze będzie czas.
      • ligia-1 Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 11:50
        mój mąż nie pomaga mi przy dzieciach, anie nie to jest najgorsze, mój mąż na każdą moja prośbę o pomoc reaguje agresją słowną - drze się na całe gardło wyzywając i przeklinając. Poniża mnie, mówi że nic nie jestem warta, nic nie umiem itp, w konflikcie z jego rodziną stanowczo stanął za nimi choc moim zdaniem wina leży po obu stronach. Jego wyobrażenie o zonie to cicha pokorna, usłużna przynosząca mu kapcie w zębach i piwko na głowie. Nigdzie z nami nie wychodzi, w każdej wolnej chwili zaszywa się ze swoim komputerem/konsolą/telewizorem, a ja w tym czasie gotuje obiad z jednym dzieckiem na rękach, drugim uwieszonym na nodze i płaczącym. Weekendowe spacery wyglądają tak że jedno dziecko trzymam na rekach, drugie w wózku płacze, na dole są załadowane zakupy, ja pcham wózek brzuchem. Mój jaśnie mąż w tym czasie na mecze chodzi albo gra. Wraca do domu i wyzywa mnie od brudasek bo w domu jest brudno i pyta gdzie obiad. Od dwóch lat nie miałam ani jednego dnia dla siebie, ani razu sie nie wyspałam, bo on żadnej nocy on nie wstanie do dziecka. Jest beznadziejnym ojcem i mężem, gdyby choć jednym był to bym poczekała z rozwodem. Nie mam żadnej pomocy, wsparcia, towarzystwa jaki z niego pożytek?tylko brudne gacie mi do prania podrzuca.
        • kobieta306306 Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 12:14
          głupiaś.
          Zacznij tak: przestań gotować dla niego i prać mu jego gacie. Skoro on nie robi nic dla Ciebie, Ty przestań robić cokolwiek dla niego. Na początek. I powiedz mu dlaczego tak robisz. Powiedz też czego oczekujesz. Porozmawiaj z nim.
          Ile masz lat?
          • ligia-1 Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 12:45
            gotuje nie dla niego ale dla dzieci, moje dziecko jest niejadkiem i dopiero jak razem z nim usiądę do stołu to cos "podłubie" w jedzeniu. Pranie - przez długi czas nie prałam jego rzeczy ale to nie przynosiło rezultatów. On wiedział dlaczego i nic sobie z tego nie robił. Przestałam tez sprzątać jego ciuchy - nazbierała się pokaźna kupka która zalegała miesiąc w koncie. Rozmowa z nim nic nie da, on jest z innego świata, zresztą umawia się że np nie będzie siedział z kompem przy obiedzie, a jak juz jest obiad to siada z kompem i drze się że ja go ograniczam, że mu jego hobby zabraniam. jest niesłowny. Mówię - ja ci nie zabraniam siedź sobie ile chcesz ale jak dzieci zasną, bo póki co są małe i niesamodzielne potrzebują opieki i uwagi. Spacery - zimą za zimno, latem za gorąco, teraz ma nową wymówkę - że to przeze mnie bo on nie chce ze mną chodzić. Mówię - to pójdź z jednym dzieckiem sam, on mówi że teraz to za późno. Szkoda gadac mogłabym tak pisać i pisać. Dla tych którzy zaraz napiszą " czy nie był taki przed ślubem" i "widziały gały co brały" od razu napisze że oboje byliśmy pracoholikami, widywaliśmy sie w pracy i po pracy, wyjeżdżaliśmy ze znajomymi na wakacje, w domu było czysto bo nikt nie brudził jak byliśmy cały dzień poza domem, obiady były w pracy, na śniadania jeździliśmy w rano do barów. Przy pierwszym dziecku trochę mi pomagał, szału nie było ale rozumiałam że jest zmęczony po pracy, przy drugim powiedział że już nie daje rady, jest przemęczony, pierwsze dziecko to była taka "nowość"a drugie to juz nie...najgorsze są te wyzwiska i awantury, przeklinanie. Ja nie dbam już o siebie ale dziec. Szkoda mi że słuchają i w takich warunkach dorastają, dlatego muszę to jak najszybciej zakończyć. Nie jestem z natury pokorna, irytuje mnie to że tak wygląda jak pisałam wyżej np o gotowaniu obiadu czy spacerach w weekend. Mam żal do siebie że z tylu facetów wybrałam akurat tego. Jak on zniknie mi z oczu będę wiedziała że jestem sama i nie będę się ciągle irytowała ze on siedzi obok widzi jak sobie żyły wypruwam i przygląda się na to z boku. Poza tym on deklaruje że będzie często przyjeżdżał i brał dzieci na weekendy, pomagał przy kąpieli usypianiu itp więc jest szansa że może wtedy zacznie spędzać z nimi czas, a ja w końcu odpocznę bo psychicznie i fizycznie już zaczynam wysiadać.
            • ligia-1 Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 12:53
              mam 33 lata
              • kobieta306306 Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 12:56
                no czyli nie jestes smarkulą, ale za to wpisujesz się w wiek "kryzysowy".

                Proponuje - pogadaj z nim. Może da się cos jednak uratować. Jesteście rodziną przecież.
            • kobieta306306 Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 12:54
              ligia-1 napisała:
              Poza tym on deklaruje że będzie często przyjeżdżał i brał dzieci na weekendy, pomagał przy kąpieli usypianiu itp więc jest szansa że może wtedy zacznie spędzać z nimi czas, a ja w końcu odpocznę bo psychicznie i fizycznie już zaczynam wysiadać.


              taaaaak , z pewnością uncertain

              • ligia-1 Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 13:05
                żeby cokolwiek uratować musiałabym zapaść na amnezję i zapomnieć jakie piekło zgotował mi ze swoją rodzinką podczas drugiej ciąży nie patrząc jakie to może miec konsekwencje dla dziecka. Poza tym on nie chce iść na żadną terapię małżeńską, bo "powiedzą mu tam to samo co ja czyli co jest w książkach a jego życie to nie książka". Umawianie sie z nim na cokolwiek nie ma sensu, wprowadzanie jakichkolwiek zasad itp bo on jest niesłowny. Niestety to wzorce z rodziny, nie wiedziałam tego wcześniej że niestety na to trzeba patrzeć, ja pochodzę z rodziny w której mój tata zajmował się dziećmi i pomagał mamie, szanował ją, u niego było odwrotnie.
                • lampka_witoszowska Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 14:14
                  to idź na indywidualną - pozbierasz się psychicznie, zdecydujesz bardziej świadomie, co dalej i przede wszystkim pozbędziesz się tego TIRa żalu, jaki do małżonka taszczysz na własnych barach

                  a tak to zostaniesz zrzędą, której ktoś spieprzył życie - a przeciez każdy ma sobie to życie w miarę swiadomie ułożyć, lepiej czy gorzej, samodzielnie czy w związku - ale jednak z własnego wyboru
                  • iskram Re: przejsć rozwód samotnie 16.10.13, 15:40
                    Dziś mozesz wesprzeć sie psychologiem - zajmij sie soba!!
                • kruku33 Re: przejsć rozwód samotnie 12.10.13, 07:53
                  Dokładnie ligia. Lampka ma rację.
                  Albo przebaczasz, albo wypominasz do końca życia. To nie jest jedyny wybór. Terapia indywidualna - i zdecydujesz po powrotice do równowagi - czy o tego męża-brudasa powalczyć, zmienić podejście, uratować rodzinę, czy rzucić go w cholerę, bo się nie zmieni.

                  Mam wrażenie, że zapomnienie jest jedyną drogą do uratowania małżeństwa dla Ciebie (dla męża totalna zmiana zachowania). To jest możliwe.

                  Jeśli się nie pozbierasz sama, będziesz kiedyś żałować - głupie przebłyski z serii: a mogłam zrobić to czy tamto. Zupełnie niepotrzebnie. Jak już zdecydujesz sie odejsc, zrób to bez jakiegokolwiek wahania.

                  Powodzenia!
        • kanna Re: przejsć rozwód samotnie 21.10.13, 11:11
          reaguje agresją słowną - drze się na całe gardło wyzywając i przeklinając. Poniża mnie, mówi że nic nie jestem warta, nic nie umiem itp,

          Piszesz o przemocy psychicznej.

          Zachęcam do sprawdzenia oferty Niebieskiej Linii, jest wiele grup wsparcia, tez spotkań indywidualnych dla osób doświadczających przemocy.
          Dostaniesz tam wsparcie i informacje, które mogą być dla Ciebie użyteczne.
      • aniebieska Re: przejsć rozwód samotnie 17.10.13, 09:28
        Ligio, Kobieta306306 ma rację. Naszym problemem nie jest to, aby było tylko dobrze nam samym. Ponosimy odpowiedzialność za swoje dzieci, za to jak je wychowamy i za to, jakie zapewnimy im dzieciństwo i dalszy rozwój.
        Rozwód to tylko formalność, a dobro dzieci i ich bezpieczeństwo to nasz obowiązek i formalny i emocjonalny. Nie byłam kochana i nie kochałam na długo przed rozwodem, ale ceniłam, że był dla dzieci tak długo, jak nasze wzajemne relacje nie zaczęły tego uniemożliwiać. Teraz wiem, że radykalne decyzje nigdy nie są efektem roztropności, lecz egoizmu - nawet gdy jest usprawiedliwiony.
        • ligia-1 Re: przejsć rozwód samotnie 17.10.13, 11:21
          Gdyby chodziło tylko o mnie to pewnie bym się męczyła. Popytaj ludzi którzy pochodzą z rodzin patologicznych (gdzie patologia nie oznacza tylko alkoholizmu) którym dzieciństwo kojarzy się z wiecznymi awanturami, wyzwiskami, poniżaniem jednego rodzica przez drugiego - czy nie woleli by żeby rodzice w takiej sytuacji się rozstali i w jakimś porozumieniu wychowywali dzieci. Popatrz jak żyją dzieci z takich rodzin, ile z nich powiela schematy wyniesione z domu w swoich nowych rodzinach. chłopcy zazwyczaj traktują tak samo swoje kobiety jak ich ojcowie traktowali ich matki, dziewczynki pozwalają się w taki sam sposób traktować jak były traktowane ich matki. Ja nie chcę takiego życia dla moich dzieci. Chcę żeby wracały do domu bez wewnętrznego lęku czy dziś znowu tatuś nawyzywa mamusię. Chcę żeby wstawały rano z uśmiechem na twarzy i żebym zawsze mogła szczerze im ten uśmiech odwzajemnić, a nie całe życie udawać szczęśliwą. Nie jestem cyborgiem tylko człowiekiem, jak ja mogę pokazać im jaki piękny jest świat, że jest tyle rzeczy do poznania, zobaczenia jeśli muszę zmuszać się do wstawania rano i w ogóle do życia?? Moim zdaniem to jest właśnie odpowiedzialność za dzieci.
    • modmis Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 15:53
      Przede wszystkim nie przejmuj się wsparciem jakie niektórzy dają Ci w tym wątku czepiając się na przykład wykształcenia. Niestety od jakiegoś czasu forum raczej nie służy do wsparcia.
      Ma to swoje plusy ale i minusy, jeżeli trafi się wrażliwa osoba - Ci co są już po szybko zapominają jakie mieli rozterki i jak słabi się czuli na początku.

      Po drugie miałam bardzo podobną sytuację i też "wkopałam" się w związek z takim facetem jak Twój mąż, mam dwoje dzieci. Moje zdanie jest takie, że ten typ tak ma i po prostu dzieci go nie interesują, zaburzają mu jego spokojny świat i raczej nie ma szans (przynajmniej od razu) na zmianę. Żadne terapie tu w tej chwili nie pomogą, bo wygodniej jest jemu nie robić nic. Najbardziej wkurzające jest to, że z taką osobą nie można nic ustalić, bo jest niesłowna. Zgodzi się ale i tak nie pójdzie, więc rady porozmawiaj, ustal coś z nim są po prostu zupełnie nietrafione, bo nie da się nic ustalić ani spokojnie porozmawiać.

      W Twoim przypadku przy przemocy werbalnej i awanturach chyba bym jednak szła w stronę rozwodu ale przede wszystkim musisz wszystko dobrze zaplanować, nie masz rodziny więc tym bardziej musisz mieć jakieś zaplecze które pomoże Ci w razie problemów (najlepiej byłoby w postaci przyjaciół ale także mam na myśli kasę, bo wymiar materialny będzie miał tu znaczenie). Musisz też być pewna tego, że tego chcesz i być silna.
      Co do przyjaciółki która ma swoje życie i poświęca Ci mało czasu - porozmawiaj z nią, przedstaw swoją sytuację, może ona nie wie przez co przechodzisz bo grasz rolę że dajesz radę i wszystko jest OK (ja tak miałam). Powiedz, że chcesz złożyć pozew i że się boisz.
      Niestety jest coś dziwnego, że jak tkwi się w takim przemocowym związku to wszystkie przyjaźnie się jakoś rozchodzą z czasem. Wynika to pewnie z tego, że człowiek jest bardzo skupiony na sobie i na tym co przeżywa w domu z mężem i tych przyjaźni nie pielęgnuje, część "przyjaciół" po prostu nie lubi być wciąganych w takie niewygodne dla nich sprawy i się sami wymiksowują. Nie wiem jak jest u Ciebie, ale szukaj wsparcia raczej wśród osób które znasz a nie na forach, bo tu każdy może napisać co mu się podoba, a Ciebie to może w tej chwili jeszcze bardziej zdołować i spowodować że nie zrobisz nic tylko pozostaniesz w takiej sytuacji jaką masz. Powodzenia !
      • ligia-1 Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 21:20
        mayenna ja piszę posty między kupką, zupką a usypianiem dzieci, poza tym siedzę już 3 lata w domu prawie bez kontaktu z ludźmi, nie mam czasu na książki, naukę ani nawet na pójście spokojnie do łazienki, obecnie życie mi się wali na głowę więc wybacz ale nie przykładam wielkiej wagi do "sprawnego posługiwania się językiem". Nie uważam tego za brak szacunku do odbiorców forum. Mimo wszystko dziękuję za życzliwe rady dotyczące mojej sytuacji. Nie chcę i nie lubię się nad sobą użalać, niestety siedzenie w domu samotnie z dzieckiem powoduje "nakręcanie się".
        modmis bardzo Ci dziękuję za Twoje uwagi. Uważam że masz rację, nie ma sensu wsparcia szukać na forum bo atakowanie mnie tylko mnie dołuje i nie wnosi nic nowego w moją sytuację. Szkoda tylko że ci agresorzy nie zdają sobie z tego sprawy że kopią leżącego i jak trafią na kogoś słabego psychiczne to mogą w ten sposób zrobić olbrzymią krzywdę. Pisanie o takich sprawach na forum jest aktem swego rodzaju desperacji, nigdy nie lubiłam się uzewnętrzniać, a teraz tylko się w tym upewniłam. Dziękuję za wszystkie postysmile
        • ligia-1 Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 21:33
          w szafce stoi jeszcze wódka i szampan z wesela, otworzę je na uczczenie rozwodusmile
        • astka71 Re: przejsć rozwód samotnie 11.10.13, 21:33
          Nie musisz się tłumaczyć. To oczywiste, że targają Tobą emocje, stąd chaotyczny sposób pisania. Nie każdy zastanawia się w takich chwilach nad sposobem przekazu o czym "radzące tutaj od lat głowy" powinny wiedzieć,a nie karcić belferskim tonem.
          No cóż, spróbuj się wyciszyć. To chyba w tej chwili najważniejsze. Oglądałaś sprawę Kramerów? To drastyczny sposób. Ty możesz spróbować wyjść sama np.na spacer. Nie zwierzaj się ze swoich planów. Nie martw się,że on nie da rady. Ty musisz dorosnąćsmile Twój mąż nie? Pozwól mu też dorosnąćsmile !!!
          Samotność w tym czasie - mnie ona nie przeszkadzała,bardziej tzw. zatroskanie moim losem. Rozumiem jednak, że masz potrzebę pogadania. Może znajdziesz kogoś takiego wychodząc z dziećmi na plac zabaw (jeśli mieszkasz w mieście). Nie wiem jak jest teraz,ale kiedyś spotkałam tam kilka fajnych osób.Ale czasy były inne. Jak celnie ktoś zauważył tutaj na wiele nie licz. Wiem poczytuję. Spokoju,życzę i fajnej znajomości do pogadania.

    • zmeczona100 "Zgorzkniała pizda" 08.10.13, 21:45
      Jak ja Cię rozumiem...
      Z tego nic już nie będzie dobrego.

      Twój mąż po prostu realizuje swoją wizję życia rodzinnego- idę o zakład, że powiela schematy ze swojej rodziny; innej nie zna, nie odpowiadałaby mu zresztą.
      To taki hamulcowy, wysysacz energii. Kto nie miał z kimś takim do czynienia jako partnerem życiowym, ten nie jest w stanie sobie wyobrazić jak bardzo niszczy związek, jak pozbawia sił i zdrowia. A przy tym odbywa się to stopniowo, niezauważalnie. Dopiero osiągnięcie totalnego dna emocjonalnego człowiekowi otwiera oczy.

      Tym wszystkim, którzy tu tak napadli na autorkę, podpowiadam pewną książkę, która opisuje cały ten mechanizm wysysania energii przez innych- w sam raz na jesienne wieczory:

      Zgorzkniała pizda
      • w-dobrym-nastroju Re: "Zgorzkniała pizda" 19.10.13, 01:13
        Ma ktoś może e-booka tej całej PIZDY? smile
        • ligia-1 Re: "Zgorzkniała pizda" 21.10.13, 21:41
          ja tą książkę kupiłam w empikusmile
    • fotm Re: przejsć rozwód samotnie 08.10.13, 22:03
      Przede wszystkim skup się na konkretach. Znajdź pracę, zorganizuj opiekę dla dzieci, zastanów się nad sprawami majątkowymi. Nie przejmuj się negatywnymi opiniami, nie dziwię się, że piszesz chaotycznie, stres, dzieci na głowie. Ja podczas rozwodu schudłam 12kg smile. Jeżeli Twój mąż obecnie nie zajmuje się dziećmi, to po rozwodzie tym bardziej nie będzie mu się chciało. Weź to pod uwagę. na początku nie będzie łatwo, ale wszystko można zorganizować. To, że się boisz jest normalne. Skup się na sobie i dzieciach. Wiadomo, że wsparcie jest ważne, ale w moim przypadku rodzina robiła wszystko, żebym zmieniła zdanie, więc z tym wsparciem też różnie bywa. Przyjaciół nie miałam, bo potraciłam wszystkich przez moje małżeństwo i brak czasu, ale znalazłam życzliwych znajomych, którzy mi trochę pomogli. Powodzenia!
      • ligia-1 Re: przejsć rozwód samotnie 15.10.13, 22:49
        hej smile
        Już mi lepiej. W piątek byłam ze znajomymi w fajnej restauracji w której można tańczyć na stolesmile ja się nie skusiłam, ale i tak było fajnie. Tego mi było trzebasmile tym bardziej że to moje pierwsze "wyjście w świat" od trzech latsmile widok tych zadowolonych, uśmiechniętych ludzi tylko utwierdził mnie w przekonaniu jak bardzo jestem w życiu nieszczęśliwa i że czas to skończyć.
        Książkę którą poleciła mi zmeczona100 pochłonęłam w dwa wieczory(okupiłam to nieprzytomnością kolejnego dnia, ale opłacało się). Może doprecyzuje moja sytuację - mam mieszkanie 3 - pokojowe bez kredytu, mam pracę do czerwca 2014 bo mimo że urlop macierzyński mi się kończy za 3 miesiące to mam jeszcze urlop wypoczynkowy. Mąż wyprowadzi się do nowo kupionego mieszkania na drugim końcu miasta. Nie jest tak źle jak niektórzy tu myśleli, po prostu przywykłam że nie żyje od pierwszego do pierwszego,mam jakieś oszczędności. Dodam tylko że to dzięki SWOJEJ pracy. Teraz będzie inaczej bo z dwójką małych dzieci nie mogę jeździć w delegacje ani zostawać w pracy po godzinach, a w moim zawodzie to norma.
        Musze chyba pójść na ta terapię żeby się nie stać zgorzkniałą .... jak bohaterka w/w książkismile Życie jest piękne, wiem że czeka mnie jeszcze wiele problemów ale dam sobie radę, niech no tylko ten stary dupek zniknie mi z oczu.
        Poza tym podobno są faceci którym nie przeszkadza mój "bagaż" i "dorobek"życiowy i chętnie związali by się ze mnąsmile narazie o tym nie myślę bo łatwo wpaść z bagna w g.....o. Muszę sobie wszystko poukładać, żeby w żalu nie wpaść w przypadkowe ramiona. Powiem wam, (choć może nie powinnam), że kiedyś zawsze zastanawiałam się jak bardzo trzeba być durną babą żeby narobić dzieci z takim bydlakiem, a później wylewać żale jak to źle trafiłam. No i wygadałam...smile
        Wiem że trzeba było odejść od niego wcześniej, ale naiwnie myślałam że to chwilowy kryzys małżeński, a przecież dzieci potrzebują ojca. W mojej sytuacji nic się nie zmieni, bo sama się zajmuję dziećmi, sama prowadzam starsze dziecko do przedszkola, opiekuję się młodszym. Zacznie się nowy okres w moim życiu beż wyzwisk, przekleństw co chwila,znęcania się psychicznego, bez ciągłej nadziei że może w ten weekend pójdziemy całą rodziną do fajnej restauracji, na basen albo jakiś festyn. Nie będę opadała z sił za każdym razem kiedy on zostaje w domu a ja muszę mijać go z dziećmi na rękach.
        Podsumowując może być już tylko lepiej bo gorzej raczej nie. Martwię się tylko o kasę, mam jakieś oszczędności, myślę że starczą mi spokojnie na kilka miesięcy życia bez pracy. W tym czasie na pewno coś znajdę. Rozmawiałam z przyjaciółką i kolegą, w razie czego mam od kogo pożyczyć. Dziękuję wszystkim za pomocsmile
        pozdrawiam
        • ligia-1 Re: przejsć rozwód samotnie 15.10.13, 23:52
          mam jeszcze jedno pytanie :jak to jest że żona dowiaduje się ostatnia, że związała się z bydlakiem?wiem od znajomych, że podobno wszyscy dookoła wiedzieli jaki on jest tylko ja jedna nie. Dziwne, prawda???smile
        • orangeplus Re: przejsć rozwód samotnie 16.10.13, 08:11
          > Już mi lepiej. W piątek byłam ze znajomymi w fajnej restauracji w której można
          > tańczyć na stolesmile

          Jak to niewiele kobietom potrzeba do tego żeby były szczęśliwe. Nic dziwnego, że następnego dnia, gdy już "restauracyjne" emocje miną, wpadają w jeszcze większą depresję.
          • lampka_witoszowska Re: przejsć rozwód samotnie 16.10.13, 08:40
            możliwe, że niewiele trzeba, choć pominąłes główny temat wątku i wczorajszego wpisu autorki - ale może to pospolity problem z rozumieniem słowa pisanego, mneijsz a ztym

            niemniej lepsze zadowolenie z życia, choćby zachwiane rozwodem, niż włazenie na forum tylko po to, by komuś próbowac podogryzać, bo sobie chłopina nei radzi z własną goryczą, która musi na kogoś wylać

            to dopiero żałosne
            • rar.ely Re: przejsć rozwód samotnie 17.10.13, 11:32
              ampka_witoszowska napisała:

              > możliwe, że niewiele trzeba, choć pominąłes główny temat wątku i wczorajszego w
              > pisu autorki - ale może to pospolity problem z rozumieniem słowa pisanego, mnei
              > jsz a ztym
              >
              > niemniej lepsze zadowolenie z życia, choćby zachwiane rozwodem, niż włazenie na
              > forum tylko po to, by komuś próbowac podogryzać, bo sobie chłopina nei radzi z
              > własną goryczą, która musi na kogoś wylać
              >
              > to dopiero żałosne

              a ta znowu hejtuje
          • ligia-1 Re: przejsć rozwód samotnie 16.10.13, 09:43
            Napisałam w restauracji byłam w piątek, wczoraj był wtorek, a mnie dobry humor nie opuścił. Musisz jeszcze raz przeanalizować swoje teorie jeśli chcesz się wypowiadać w kwestiach kobiet.
            • mozambique Re: przejsć rozwód samotnie 16.10.13, 15:19
              a to nie jest czasami tak ze najbardziej rajcuja cie dowody tego ze podobasz sie innym facetom?

              raczej badz czujna i uwazaj bo faceci od dawna wiedzą ze swieża rozwódka to idealny łatwy i bezproblemowy i darmowy material do +łóżka,
              pojdzie z kazdym który dostrzeze w niej kobiete, lyknie kazdy najbardzej tandetny kit
              wielu jest takich co na rozwodzących sie kobietach sobie rekordy w zaliczaniu kobiet biją
              czesto to sa tzw przyjaciele swietnie rozumiejący emocje kobiet

              a taka połamana w kawalki kobieta wo moze sie w takim zakochac i nowe nieszcescie gotowe
              serio mówię, to nie żart

              raczej na jakis dluzszy czas zapomnij o nowych portkach
              daj sobei czas na wyplyniecie na spokojne wody
              • lampka_witoszowska Re: przejsć rozwód samotnie 16.10.13, 21:00
                mozambik smile wiem, jesteś średniowiecznym zakonnikiem, który jakimś zrządzeniem losu został odhibernowany i wpuszczony na forum smile

                ten darmowy seks mnie zaciekawił najbardziej smile bo seks nie powinien być darmowy czy jak?
          • modmis Re: przejsć rozwód samotnie 16.10.13, 20:25
            > Jak to niewiele kobietom potrzeba do tego żeby były szczęśliwe. Nic dziwnego, ż
            > e następnego dnia, gdy już "restauracyjne" emocje miną, wpadają w jeszcze więks
            > zą depresję.

            ciekawe co byś powiedział gdybyś musiał 3 lata być z dziećmi bez możliwości wyjścia gdziekolwiek w dorosłym towarzystwie
            myślę, że wtedy Tobie również niewiele do szczęścia by wystarczyło
            • ligia-1 Re: przejsć rozwód samotnie 17.10.13, 00:15
              mozambique nie rajcują mnie dowody tego że podobam się innym facetom, bo na to już trochę za stara jestem. Jak już napisałam gdzieś wyżej: nie mam zamiaru pakować się w kolejny związek póki sobie wszystkiego nie poukładam, bo wiem że można różnie trafić, a przygodny seks nie jest w moim stylu. W każdym razie dzięki za rady, może napisane w specyficzny sposób, jednak nie mniej cennesmile
    • rar.ely rozwiedz sie koniecznie !! 17.10.13, 11:34
      postanowiłam się rozwieść z mężem, mamy dwójke małych dzieci które nie są jeszc
      > ze samodzielne a ja siedzę z nimi w domu na urlopie macierzyńskim. Nie mam rodz
      > iny, moja mama nie zyje, tata jest daleko, siostra to socjopatka która ma mnie
      > centralnie w d..., koleżanki okazały sie zazdrosne i zawistne, jedyna koleżanka
      > poświęca cały swój wolny czas na swoją działalność charytatywną. jestem sama w
      > obcym mieście, nawet za bardzo nie mam do kogo zadzwonic i pogadać,a jestem z
      > tych musiejących sie wygadaćsmilejest mi strasznie ciężko bo przede mną walka o ut
      > rzymanie sie na powierzchni. Miałam 3 letnia przerwę w pracy i nie wiem czy będ
      > ę miała gdzie wrócić, nie mam na kogo liczyć finansowo, ani tez na jakąkolwiek
      > pomoc przy dzieciach - od 3 lat sama zajmuje sie nimi dzien w dzien, maz tylko
      > odpoczywa po pracy i nawet w dzien wolny nie chce mi pomagać w obowiązach przy
      > małych dzieciach. Jestem sama. Jak przejść przez ten czas samotnie, bez wsparci
      > a kogokolwiek?czuje ze zaczynam opadać z sił psychicznie i fizycznie a najgorsz
      > e dopiero przede mną.

      po rozwodzie

      maz bedzie pomagal ci przy dzieciach, kolezanki cie pokochaja, siostra sie wyleczy , prca sama sie znajdzie

      jest nawet szansa ze mama ozyje ...kto wie
      • ligia-1 Re: rozwiedz sie koniecznie !! 17.10.13, 11:40
        Po rozwodzie nie będzie awantur. Moja mama raczej nie ożyje, ale dziękuję za troskę...
        • rar.ely Re: rozwiedz sie koniecznie !! 17.10.13, 12:29
          Po rozwodzie nie będzie awantur.

          to chyba ze nie bedzie kontaktow........bo jak masz zamiar kontakty utrzymywać.......... to moga byc jeszcze gorsze
          • robertaa Re: rozwiedz sie koniecznie !! 17.10.13, 22:24
            Alez tu jadu...niewiarygodne tym bardziej na takim forum...smutne to bardzo. Dziewczyna jest madra i nie potrzebuje rad typu: musisz zalatwic przedszkole itd, doskonale o tym wie. A teksty pt. mentalnosc pani z warzywniaka albo nieumiejetnosc poslugiwania sie jezykiem polskim, mogla wpisac tylko osoba z ktora nie dalo sie wytrzymac w domu i stad znalazla sie na tym forum...taka moja refleksja na goraco. Weszlam tu troche przypadkiem i to jest pierwszy post jaki przeczytalam. Autorce watku zycze duzo sily i madrosci ale juz teraz,sadzac po reakcjach na niektore wpisy widze ze jestes twarda i opanowana, wiec na pewno dasz sobie rade. Mnie sie podobasz, chcialabym miec taka kumpelke smile zycze ci wszystkiego dobrego!

            (P.S. Sama jestem z domu bezalkoholowych awanturnikow i jako dziecko mialam tylko jedno marzenie: zeby rodzice sie rozeszli i nastal po prostu SPOKOJ)
            • ligia-1 Re: rozwiedz sie koniecznie !! 18.10.13, 21:19
              dzięki robertaa, aż serce urosło od Twojego postusmile
              • rondo9 Re: rozwiedz sie koniecznie !! 19.10.13, 13:47
                Ligio, przeczytałem Twoje notki w wątku założonym przez Ciebie.
                Nie wiem czy jestem w stanie coś wartościowego przekazać, spróbuję to uczynić.

                Przed jakimi wyborem stoisz: 1) rozwód lub 2) trwanie małżeństwa.
                1) Nikt nie ma doświadczenia danego z góry jak to jest z być rozwodnikiem. To właśnie tytułowe "...i co dajej".
                Jak zrozumiałem z czytanych notek to jest założenie, że będzie Tobie lepiej po rozwodzie. Jest to założenie. Nie wiesz jak będzie. Nie wiesz czy będziesz miała pracę, nie wiesz czy będziesz miała gdzie mieszkać. Jednak myślę, że możemy się zgodzić co do jednego: że nie będziesz miała męża, a dzieci nie będą miały ojca.
                Tylko zauważ, że w pewnym sensie Ty w tej chwili nie masz męża, a dzieci ojca - bo on jest obecny głównie fizycznie, a Jego obecność duchowa i psychiczna to jak nie mężczyzna i jak nie mąż i ojciec.
                Jednak tego nie możez mu powiedzieć wprost w oczy, ocenić Go. Przynajmniej teraz, tak przypuszczam, bo reakcją Jego będzie najprawdopodobniej agresja (czy to słowna, czy fizyczna czy milczenie). Bo Ktoś inny go ocenić tylko może. On potrzebuje to samodzielnie zrozumieć, a może sam kiedyś przyzna się do tego przed Tobą.
                2) Nikt też nie wie co go czeka w małżeństwie.
                Pamiętasz co przysięgałaś?
                I nawet jeśli On tego nie pamięta, to przypomnij sobie co przysięgałaś?

                Odnajdź w sobie też dobre momenty, które miałaś i odczuwałaś wspólnie z Mężem.
                Czy do takich momentów tęsknisz?
                Przecież to nie tylko przeszłość, to może być stale przed Wami i jeszcze więcej i lepiej takich momentów.
                Coś się stało między Wami i On może tego nie dostrzega. Postępuje nieodpowiedzialnie.
                Jednak Ty to dostrzegasz. Jak postąpisz?

                I ta sytuacja z drobnym wypadem na miasto z innymi ludźmi. Z kim tak naprawdę w głębi serca chciałabyś wyjść?
                Mam dla Ciebie inną książkę niż czytałaś. Nie wiem czy i na ile pomoże. Nie sądzę, aby była dostępna do przeczytania na ekranie komputera, więc trzeba będzie może trochę na nią zaczekać lub pójść do księgarni. Jest krótka. Tytuł: Krokodyl dla ukochanej.

                Osobiście uważam, że zdecydowanie lepszą jest opcja 2). Jednak nie w takim kształcie jak przez ostatnie miesiące / lata. Czyli będzie potrzeba zmian i równie radykalnych jak w opcji 1). Przypuszczam, że zmian po stronie męża, ale i po Twojej. Co więcej, skoro mąż nie jest w stanie sam tych zmian na sobie wymóc, ani Twoje dotychczasowe działania, to myślę, że zmiany możesz zainicjować właśnie Ty, przy użyciu odrobiny pokory, zmiany zachowania własnego i w stosunku do Męża, dostrzeżenia, że być może on wyrósł w środowisku, które nie sprzyjało Jemu w stawaniu się odpowiedzialnym.
                Tak jak każda dobra zmiana wymaga wysiłku, tak i ta będzie wymagała, a efekty najprawdopodobniej nie będą natychmiastowe. Więc potrzeba będzie i Tobie i Jemu wytrwałości.

                Chcesz się karmić krzywdą, zranieniem, żalem, winą?
                Uważam, że tym się nie da nakarmić.
                Wierzysz, że to co Was połączyło jest czymś pięknym i niepowtarzalnym?
            • rar.ely Re: rozwiedz sie koniecznie !! 20.12.13, 20:58
              robertaa napisała:

              > Alez tu jadu...niewiarygodne tym bardziej na takim forum...smutne to bardzo. Dz
              > iewczyna jest madra i nie potrzebuje rad typu: musisz zalatwic przedszkole itd,
              > doskonale o tym wie. A teksty pt. mentalnosc pani z warzywniaka albo nieumieje
              > tnosc poslugiwania sie jezykiem polskim, mogla wpisac tylko osoba z ktora nie d
              > alo sie wytrzymac w domu i stad znalazla sie na tym forum...taka moja refleksja
              > na goraco. Weszlam tu troche przypadkiem i to jest pierwszy post jaki przeczyt
              > alam. Autorce watku zycze duzo sily i madrosci ale juz teraz,sadzac po reakcjac
              > h na niektore wpisy widze ze jestes twarda i opanowana, wiec na pewno dasz sobi
              > e rade. Mnie sie podobasz, chcialabym miec taka kumpelke smile zycze ci wszystkieg
              > o dobrego!
              >
              > (P.S. Sama jestem z domu bezalkoholowych awanturnikow i jako dziecko mialam tyl
              > ko jedno marzenie: zeby rodzice sie rozeszli i nastal po prostu SPOKOJ)

              wpadla zwyzywala pouczyła powymadrzala sie i poszla
      • natka-2003 Re: rozwiedz sie koniecznie !! 18.10.13, 23:10
        rar.ely napisał:

        > po rozwodzie
        >
        > maz bedzie pomagal ci przy dzieciach, kolezanki cie pokochaja, siostra sie wyl
        > eczy , prca sama sie znajdzie
        >
        > jest nawet szansa ze mama ozyje ...kto wie

        z tą mamą to naprawdę przesadziłeś, aż niedobrze się robi czytając takie posty... skąd w niektórych tyle frustracji i beznadziei?
        pozdrowienia dla autorki wątku, która wyjątkowo godnie to zniosła...
        • ligia-1 Re: rozwiedz sie koniecznie !! 19.10.13, 20:54
          rondo9 dziękuje Ci za post. Warto się nad tym zastanowić. Wiem co mu przysięgałam ale jak pisałam wyżej najbardziej zależy mi na dzieciach. Nie chcę żeby dorastały w takiej atmosferze. Nie chcę żeby wyniosły z domu takie wzorce. Wczoraj odezwałam się do dziecka w trakcie trwania jakiegoś programu w TV który oglądał mój mąż i usłyszałam "zamknij mordę". Nie wiem jak tak można żyć i ile może znieść człowiek. Wiem jednak że ja już mam tego dość. Torpedowanie mnie przy dzieciach ciągłymi wyzwiskami, przeklinaniem i to nie wiadomo kiedy i za co. Życie w ciągłym stresie może skończyć się poważną chorobą, a ja mam dla kogo żyć.

          Mieszkać mam gdzie, bo mam 3-pokojowe mieszkanie bez kredytu. Mąż mimo wszystko nie odważy się sprzedać mieszkania bo chce żeby dzieci miały dobre warunki życia. Poza tym ja jestem współwłaścicielką więc beze mnie nic nie zrobi. On kupił sobie ostatnio mieszkanie więc ma gdzie mieszkać. Z pracą też nie jest tak źle, pisałam że będę miała wypłatę do maja -czerwca 2014, a za miesiąc będę wiedziała czy mój obecny pracodawca będzie miał dla mnie etat. Wpadam w panikę tylko z powodu dzieci, bo wiem że muszę je utrzymać i wolałabym już wiedzieć na czym stoję. Poza tym w mojej branży szykuje się świetny sezon więc wracam w dobrym momencie. Nie mniej jednak byłoby mi lżej i nie wpadałabym w panikę gdybym miała do kogo się zwrócić gdyby "powinęła mi się noga", a tego poczucia bezpieczeństwa nie mam. Gdybym była sama, bez dzieci zupełnie bym się nie martwiła. Poza tym mam jeszcze możliwość zamieszkania z moim tatą w innym mieście. On też ma 3-pokojowe mieszkanie ale wymaga generalnego remontu, wymiany okien itp. Tylko że tata ma specyficzny tryb życia i przyzwyczajenia i trudno byłoby z nim mieszkać.

          "Odnajdź w sobie też dobre momenty, które miałaś i odczuwałaś wspólnie z Mężem.
          Czy do takich momentów tęsknisz?" - nie tęsknię a to z jednego powodu - okazało się że cały nasz związek to jedna wielka farsa. Nie pisałam o tym wcześniej, ale w nasze małżeństwo wtrąciła się osoba trzecia - jego babka. Namieszała bardzo między nami i namawiała mojego męża do rozwodu jak byłam w ciąży z drugim dzieckiem. Nie chcę się na jej temat rozpisywać powiem tylko że jest ucieleśnieniem wszystkich złych rzeczy które mówi się o teściowych. Okazało się że to nie ja, ale ona jest najukochańsza kobietą w jego życiu i to nie o mnie - żonę w ciąży, ale o nią - ukochaną babcię- troszczy się najbardziej. Nie chcę już opisywać jakie rzeczy wyrabiała jak byłam w ciąży. W każdym razie okazało się że u podstaw mojego związku jest akceptowanie a wręcz uwielbianie mnie przez nią. Jak skończyła się nasza przyjaźń to i miłość mojego męża do mnie się skończyła. Próbowałam się z nią pogodzić po pierwszej "fali konfliktu" ale ta baba jest taka zawistna, pamiętliwa że nie dało się. Kolejny raz ręki do niej nie wyciągnę, szczególnie że po przekroczeniu pewnych granic trudno wrócić do chociażby poprawnych kontaktów.
          Myślę że poczekam ze złożeniem pozwu do czasu ustabilizowania się mojej sytuacji zawodowej i czasu kiedy cała "machina" związana z opieką nad dziećmi zacznie działać. Póki co poproszę go o wyprowadzenie sie od nas. Może jak będzie sam to przemyśli to wszystko ( pod warunkiem że nie wyjdą nowe gierki na konsolęsmile)

          Mam dwójkę małych dzieci z naprawdę niewielką różnicą wieku. Przelicznik wysiłku, trudu jaki trzeba włożyć w opiekę nad nimi w stosunku do zajmowania się jednym dzieckiem wynosi x1,5 albo x2 ( zależy od dniasmile) Ja też mam ochotę nieraz wyjść, zamknąć drzwi i zająć się tylko sobą. Ale tego nie robię bo są dzieci, są obowiązki. On ma to w nosie, przecież wszystko może zwalić na mnie. Wie że nie zostawię dzieci samych. Nie mam swojego życia, a tez chciałabym. Ledwo daję radę z dwójką dzieci, trzeciego już nie udźwignę. Nie wyobrażam sobie, przynajmniej teraz, żebym miała jeszcze nad nim "tańczyć" i podchodzić go to z jednej to z drugiej strony z nadzieją że"może się opamięta".

          Zastanawiam się nad jedną rzeczą - ludzie po to łączą się w pary m.in. żeby łatwiej było przejść przez trudy życia, przeciwieństwa itd. Nie tylko po to żeby się razem cieszyć jak jest dobrze. Co by było gdybym np. zachorowała na jakąś poważną chorobę? Skoro nie mogę liczyć na niego kiedy mamy dwójkę małych dzieci - które nie są ciężarem ale samą radością, szczęściem, są zdrowe, wesołe, śliczne, kochane, pocieszne itd. Myślę, a nawet jestem pewna że w razie choroby czy innego kryzysu zostałabym sama. Jest więc sens ratować taki związek?
          • rondo9 Re: rozwiedz sie koniecznie !! 20.10.13, 12:39
            Ligio, co więc takiego przysięgałaś swojemu Mężowi?

            W przysiędze małżeńskiej oprócz tego, że przysięgałaś co będziesz czynić, o coś też prosiłaś. O co i kogo prosiłaś?

            Jaką alternatywą dla dzieci jest wychowanie z ojcem, a jaką alternatywą jest wychowanie dla dzieci bez ojca?
            Czy ta druga alternatywa jest prawdziwą alternatywą?
            Załóż nawet na ten moment, że tak jest. O co będą pytały dzieci w przyszłości? Może, gdzie jest tata? Dlaczego nie ma go z nami? Mogą też być ostrzejsze pytania: dlaczego dopuściłaś do rozejścia się? Dlaczego nie uczyniłaś wszystkiego, abyśmy byli razem?
            Nikt nie chce takich pytań usłyszeć, a mogą być bardzo bolesne, nawet boleśniejsze niż rany zadane do tej pory przez męża. Dlaczego boleśniejsze? Ponieważ, to o dzieci się starałaś, na nich przelewałaś swoją miłość, a możesz poczuć, że nie odczuwają wdzięczności wobec Ciebie.

            Dlaczego to w małżeństwie składającym się z męża i żony najpewniej jest wychować dzieci?
            Myślę, że będzie prawdą, że dlatego, że mąż i żona się dopełniają w tym. I z Twojego opisu wynika, że prawdą jest, że ze strony męża nie widać tego wysiłku w kierunku dobra wspólnego: Jego dobra, dobra Twojego i dobra Waszych dzieci.

            Wracając do początku przed alternatywą. Do punktu dzisiaj.
            Tak, Twój Mąż zachowuje się wobec Ciebie gorzej niż na to nie tylko zasługujesz, gorzej niż zasługuje na to Twoja godność. Proszę spójrz na to trochę inaczej. W przysiędze małżeńskiej składanej w Polsce, nie mówi się "w zdrowiu i w chorobie", stawiam jednak tezę, że to co opisujesz to jest choroba Twojego męża. I tak jak się jest w bliskich relacjach z kimś, to wtedy często choroba lub inne skutki choroby przenoszą się na bliskie osoby. W Twojej rodzinie: na Ciebie i na dzieci. Często z choroby, a to jest prawdopodobnie, poważna choroba, chory człowiek nie wychodzi sam i potrzebuje pomocy. I tak jest ryzyko, że choroba się może nawet pogłębić, jednak zauważ, że skutki choroby sama już odczuwasz, to jest rzeczywistość. Jeśli taki ciąg rozumowania wyprowadziłem, to kolejne pytanie do Ciebie. Czy chcesz opuścić potrzebującego pomocy i odejść? Czy też chcesz pomóc czlowiekowi, z którym wziełaś ślub i który jest Twoim Mężem, chociaż nie zachowuje się jak Mąż?
            Uważam też, że odejście od Męża to przystanie na skutki tej choroby w przyszłości, tylko w innym wymiarze - one, bardzo prawdopodobne przeniosłyby się na przyszłość, a ich kulminacją mogą / mogłyby być, jak przypuszczam, pytania od dzieci.

            Osoba trzecia, jego mama, a Twoja teściowa. Tu może tkwić część korzenia tego w jaki sposób zachowuje się Twój mąż. Mam jedną radę: przebacz jej (decyzja) i traktuj jak mamę. Powiedzenie do kogoś, kto zranił Ciebie głęboko, nie będzie łatwe, przyjdzie z trudem. Co więcej teściowa, mama zapewne tego nie odwzajemni, za pierwszym razem, za drugim, za wieloma razami, nie wiadomo nawet ile czasu. To już jednak nie od Ciebie zależy. Jeśli się teściowa, otworzy, to pojednanie przyjdzie.
            Pojednanie jest jednak czymś innym niż przebaczenie. Przebaczenie zależy od Ciebie.

            Z reguły to mężczyzna dźwiga większą część odpowiedzialności w domu. Mogę tylko przypuszczać, że na Tobie spoczywa teraz znacznie większa odpowiedzialność. Bo na kogo może liczyć Twój Mąż, czy chcesz go zostawić samego w chorobie?

            Odpowiedź nie jest łatwa. Albo inaczej: jest łatwa, ale z początku (nie wiadomo ile czasu) będzie prawdopodobnie wymagała wielkiego wysiłku, większego niż odejście od Niego (zauważ, że odejście uwolni Ciebie od tego początkowego wysiłku, jednak wysiłek, który by Ciebie czekał jest kilkunastoletni, kilkudziesięcioletni - to jest, jak myślę, moja odpowiedź na Twoje pytanie, po co ludzie łączą się w pary, wchodzą w związek małżeński i podejmują wysiłek, aby w nim trwać). Jest jednak pomoc Kogoś z przysięgi małżeńskiej smile

            Odpowiedz miłością, a nie niańczeniem i tańczeniem. Nie oczekuj nic w zamian. To bardzo trudne, ale to jest możliwe, to jest decyzja. Do, jak sądzę ciągle podobnej sytuacji ze strony Męża "zamknij mordę", jak reagujesz?
            Czy reagujesz wycofaniem? Czy reagujesz agresją słowną? Czy wogóle coś odpowiadasz? Co ja myślę? Wycofanie, to przyzwolenie na takie traktowanie siebie. Agresja słowna, to odpowiedź dokładnie w ten sam sposób jak on na Ciebie zareagował. Nie jestem nawet pewien czy często nawet odpowiedź słowna będzie właściwa. Spróbuj może gestem. Uczyń mu coś dobrego, powtarzaj to stale. A dopiero wtedy nawiązać rozmowę. Gest jednak od Ciebie wymaga przezwycięzenia niechęci do "zatańczenia" dla Męża, a coś co jest naturalne dla kobiety, dziewczyny, aby tańczyć, będąc małą: dla Ojca, będąc doroślejszą: dla Meża.

            I prawie na koniec dostrzegłem, że masz już w pewnym sensie trzecie dziecko smile Na pewno nie lubi być umoralniane, więc takie środki wychowawcze będzie trudno zastosować. Jest bardzo niesforne, zależne od innych osób i nawyków czy nawet nałogów. Potrzebuje Twojej pomocy, aby dorosnąć, tak jak Ty i Wasze dzieci tego potrzebują, aby również w Nim znaleźć oparcie.

            Możesz Komuś podziękować, że dowiedziałaś się o tym, że Twój Mąż choruje dzisiaj, a nie będąc zupełnie zgorzkniałą staruszką. I, że otrzymałaś szansę na walkę teraz i nadzieję zwycięstwa, że nie wiesz jaki będzie rezultat walki, ale że wierzysz.
            A pytanie o sens walki? Dodaj spójni "o". Sens walki o co, i o kogo?
            Czy to się wyklucza czy wręcz przeciwnie się bardzo ze sobą zazębia, jest to ze sobą nierozerwalnie związane? O związek, o dzieci, o Męża i o Siebie?
            • white_lake Re: rozwiedz sie koniecznie !! 21.10.13, 12:32
              przepraszam, że się wtrącam, ale strona podsunęła mi ten wątek i zajrzałam
              @rondo
              zdecydowanie nadużywasz wielkich liter, kaznodziejo, czytać się tego nie da, zresztą nie tylko z powodu pisowni...

              @ligio
              trzymam za ciebie kciuki, jesteś mądra i dzielna, na pewno będzie dobrze, zobaczysz
              rozumiem Cię doskonale, bo też mam tendencję do zakochiwania się w nieodpowiednich mężczyznach, a i jako dziecko nieraz marzyłam, żeby moi rodzice się rozwiedli, dorastanie w pełnym konfliktów domu to koszmar, który długo się za człowiekiem wlecze
              i raczej nie liczyłabym na cud, że dorosły facet, któremu dobrze jest jak jest, nagle się zmieni, żadne tańce tu nie pomogą ani walka, nawet capoeira wink
            • ligia-1 Re: rozwiedz sie koniecznie !! 21.10.13, 14:47
              rondo9 egoizm i wygodnictwo połączone z patologiczną nieumiejętnością rozwiązywania problemów, załatwianie każdego konfliktu wyzwiskami to nie choroba ale styl życia. Jedyną chorobą jest uzależnienie od komputera/konsoli/telewizora. Twoje rady są pewnie słuszne ale nie nadają się dla każdego. Gdybym miała jakieś wsparcie z zewnątrz, kogoś kto pomógł by mi się pozbierać po kolejnej dawce wyzwisk i poniżania, kogoś kto choć na chwilę zająłby się dziećmi to pewnie byłoby inaczej. Tymczasem jest inaczej. Kto się nade mną pochyli i pomoże jak wyląduje w końcu w psychiatryku???Bierzesz pod uwagę, że może nie każdy jest tak twardy i odporny psychicznie? Kto wtedy zajmie się dziećmi? Pewnie on, ale ja nie chcę żeby wyrosły na takich samych ludzi jak on.
              Napisałeś " O co będą pytały dzieci w przyszłości?Może, gdzie jest tata? Dlaczego nie ma go z nami? Mogą też być ostrzejsze pytan ia: dlaczego dopuściłaś do rozejścia się? Dlaczego nie uczyniłaś wszystkiego, abyśmy byli razem?"
              Po pierwsze dopuszczenie do rozejścia się jest obustronne, po drugie ja mam do Ciebie inne pytanie. Co powiem dzieciom jak zapytają mnie - mamo dlaczego pozwoliłaś zamienić nasze dzieciństwo w koszmar? Dlaczego pozwoliłaś się tak traktować i nam w tym wszystkim uczestniczyć? Co ja zrobię, jak dzieci zaczną uciekać z takiego środowiska w kiepskie towarzystwo, związki, używki aby tylko dalej od patologicznego domu???
              Co do babki mojego męża nie mam zamiaru się z nią godzić i po raz kolejny wyciągać do niej ręki. Co to niby ma zmienić? Zakładając że się z nią pogodzę to pewne jst że będzie mnie "szczypała" do końca życia. Nie mogę burknąć, nie mogę powiedzieć że coś mi się nie podoba, bo przecież jej wnusio to ideał. I co? tak całe życie na palcach przy niej chodzić??? Ona wtrącanie sie w małżeństwa ma we krwi bo nie jesteśmy pierwszymi którym się wtrąca. Może bardziej pokorna kobieta znosiłaby to bez jęknięcia, ale nie ja. Babka jest tak nadgorliwa, że gotowa jest w łóżku między nami się kłaść żeby sprawdzić czy jej wnusio jest szczęśliwy. Poza tym to wulgarna prosta baba, nie wyobrażam sobie żeby miała jakikolwiek wpływ na wychowanie moich dzieci. Miałam okazję obserwować jak wychowała swoje dzieci, wnuków - wszyscy to inwalidzi życiowi a w dodatku prości i wulgarni. Zreszto ona jak zawini nie wyciągnie ręki bo ona jest starsza, ale ta teoria nie miała zastosowania kiedy sie z własna matka po sądach ciagała. Szkoda gadać, może faktycznie nie jestem pokorna, ale walczę tu nie tylko o siebie ale też a może przede wszystkim o moje dzieci
              • sars79 Re: rozwiedz sie koniecznie !! 21.10.13, 19:45
                Witam, przykro mi z powodu takiej sytuacji, bardzo ciezko zyc w ciaglym konflikcie. Kilka lat temu mialam takze klopoty partnerskie tuz po urodzeniu drugiego dziecka, dzis nadal jestesmy pewnie jeszcze lepszym, bo swiadomym malzenstwem. Wiem jak trudno sobie radzic samemu w klopotach, jestem z Warszawy i chetnie pogadam w klopotach, wybiore sie na spacer itp. (Nie piszesz tylko gdzie mieszkasz, lub przeoczylam to)
                Napisz moze na tym forum gdzie szukasz przyjaciol, a na pewno wiele osob sie znajdzie, ktore samotnie spaceruja w Twojej okolicy.
                • ligia-1 Re: rozwiedz sie koniecznie !! 21.10.13, 23:32
                  hej
                  odezwij sie do mnie na milasmile
                  • sars79 Re: rozwiedz sie koniecznie !! 22.10.13, 19:08
                    Bardzo chetnie napisze, nie wiem tylko jak napisac bezposrednio na mailasad od niedawna zaczelam pisac na forum i jescze nie wiem co i jak dziala.
                    • ligia-1 Re: rozwiedz sie koniecznie !! 22.10.13, 20:23
                      ligia-1@gazeta.pl
    • blackwadera Re: przejsć rozwód samotnie 21.10.13, 11:19
      Bardzo Ci współczuję . I przykre jest to że tak wiele osób nie rozumie ,że jak człowiek się wygada to mu lżej. Bez żadnego oczekiwania. Ot po prostu. Rozwód wcale nie musi być dla dziecka tragedia ,zwłaszcza jak dziecko nie ma emocjonalnego kontaktu z ojcem ( czy matką). Po rozwodzie może rosnąć w atmosferze szacunku, nie być wyzywane, lub słuchać jak wyzywana jest jego matka , czy ktokolwiek inny. Twoje dzieci są jeszcze małe. Jeżeli nie pomoże terapia rodzinna ( jeśli zdecydowałabyś się na nią), będzie tylko jeszcze gorzej. Na pewno jeszcze gorzej. Tak to jest z agresją. Broń się , masz prawo do szacunku i spokoju ( i Twoje dzieci). Są 2 drogi - rozwód albo terapia. Trwając w tym stanie ( rady typu na rozwód zawsze jest czas ) uznasz ,ze jeszcze rok i bardziej staniesz na nogi, a za 2 lata to dziecko starsze skończy szkołę, a za 10 lat to młodsze skończy studia a za 15 lat ....Rozejrzyj się wokół... może nie rówieśnice a te panie trochę od Ciebie starsze będą miały więcej dla Ciebie zrozumienia i współczucia? Może jakaś sąsiadka?
    • yagga66 Re: przejsć rozwód samotnie 25.10.13, 10:25
      ligia - głowa do góry, dziewczyno, nie załamuj się, dasz radę smile Sama miałam podobna sytuacje, wiem, że człowiek jest wtedy sam, ludzie się odsuwaja od problemów, neszczęść i wcale nie jest to Twoja wina. Nieprawda, że jak jesteśmy dobrzy dla ludzi to oni nam pomoga w trudnym czasie - to bdzura. Ludzie są egoistami, lubia mówić głównie o sobie i swoich potrzebach. Spróbuj zacząć opowiadac o sobie komuś znajomemu, przyjaciółce, większość "wyłącza się" po paru zdaniach. A zacznij wypytywać co u nich słychać, skieruj uwagę na kogos innego, to zobaczysz jak zacznie opowiadac i wydzwaniac do Ciebie. Tacy sa ludzie. A jak Ty bedziesz w potrzebie to nagle nikt nie będzie miał czasu. Sama przez to przeszłam.
      Co do rozwodu, im dłużej zwlekasz, tym trudniej się rozwieśc, dzieci będą rosły i będzie coraz większy roblem, uwierz mi. Ja sama czekałam ponad 10 lat, bo mam syna. Wiem, że gdybym podjęła tę decyzję kiedy był malutki, kiedy miałam pracę, byłoby łatwiej. Ale ja czekałam, idiotka. Pracę straciłam kiedy miał lat 12, starałam sie rozwieść, myślisz że sąd polski przyzna opiekę bezrobotnej matce? Syn jest z ojcem teraz, a ja tułam się za granicą w poszukiwaniu pracy, bo kobieta pod 50 tkę jest bez szans na rynku pracy w Polsce.
      Jak masz pracę, nawet niewiele płatną i dzieci sa małe, to teraz to zrób, nie czekaj, nie męcz się dla "dobra" dzieci. Jesteś młoda, jesteś silna, jestes zaradna, będzie dobrze. Uwolnij się, póki sieć się nie zapętli wokól Ciebie, potem będziesz się bała, strach będzie rósł i zostaniesz na starość z człowiekiem, którego będziesz nienawidziła.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka