maljorka
08.10.13, 18:37
Chcę się przywitać, nigdy tu nie bywałam.
Chciałabym, żebyście wypowiedzieli się, co byście zrobili na moim miejscu.
Dane statystyczne: Mam 37 lat, męża znam 11 lat, mieszkamy razem 9, a po ślubie jesteśmy 7. Mamy troje małych dzieci (w tym bliźniaki). Oboje pracujemy, nie mamy kredytów, syt. finansowa w miarę dobra.
Moja sytuacja jest skomplikowana, bo w zasadzie, jak by spojrzeć z boku ... mam bardzo dobrego męża. Wszystkie moje koleżanki i rodzina są nim zachwycone! Otóż mój mąż jest człowiekiem dobrym, uczciwym, czystym, porządnym, inteligentnym, wykształconym, oszczędnym, bez nałogów żadnych i w dodatku przystojnym i wysportowanym! Naprawdę! W dodatku powiedzieć "pomaga mi w domu" jest pewnym nadużyciem, bo to raczej ja pomagam jemu w domu, nawet jak byłam na wychowawczym z bliźniakami przez 2 lata. On generalnie sprząta i zmywa, ja nienawidzę zmywać, wiec nie zmywam i już, a sprzątam parę razy do roku, jak mam ochotę. Zajmuję się praniem, zakupami i ogólnie zarządzaniem. Tzn., że organizacja i dopilnowanie wszystkiego jest na mojej głowie, ale to mi nie przeszkadza. Mąż jest szanowanym pracownikiem, jest świetnym ojcem, codziennie kąpie dzieciaki i im czyta, odbiera z przedszkola, chodzi na dwór z dziećmi, zajmujemy się dziećmi i domem w miarę możliwości sprawiedliwie.
I tu się kończy laurka.
Jestem w moim małżeństwie bardzo samotna!!!!!! Czasem chce mi się wyć z rozpaczy. Mój mąż nie potrzebuje żadnych kontaktów osobistych ze mną. Mam czasem wrażenie, że jestem dla niego jedynie koordynatorem projektu "dom". Potrafi mnie przez wiele miesięcy nie pocałować. Seks uprawiamy może 10 razy do roku, kiedy uda się zejść dwóm współrzędnym: jemu zachce się seksu, a mi już tak bardzo chce się seksu, że się łamię i godzę na seks, mimo że nadal mam do niego żal o wielodniowe nie odzywanie się do mnie poza kwestiami organizacyjnymi, które trzeba omówić.
Mój mąż nie ma w ogóle potrzeby przytulić mnie, pocałować, czy usiąść wieczorem i pogadać, czy gdzieś wyjść. W każdej wolnej chwili słucha książek i muzyki z mp3. Więc wygląda to tak, że siedzimy na kanapie, on ze słuchawkami na uszach, a ja chcąc nie chcc z laptopem na kolanach. 2 światy. Jak jedziemy samochodem i gra radio, to też jest cisza przez godzine, 2 3, 4. Może już ze 2 lata nie powiedział mi, czy mnie kocha. Przestałam go o to pytać, bo mi zawsze odpowiadał" troszeczkę", nie chciałam już tego słyszeć. Od lat nie usłyszałam pod swoim adresem żadnego komplementu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Z okazji urodzin i rocznic ślubu nie składa mi życzeń i nie kupuje prezentów (bo u niego w domu się tego nie robiło).
Do pełnego obrazu. Bardzo często wyzywam go od debili, głupkow, głupich chxxów, skrajnych idiotów, wieśniaków itd. i moje wyzwiska przybierają z czasem na wyrafinowaniu. On - Pan Idealny -nigdy mnie nie wyzywa. Ja po prostu robię to z bezsilności. Tak jakbym chciała, żeby w końcu na mnie ZAREAGOWAŁ. Chcę nim potrząsnąć. Czasem mnie nosi, nie wiem, co robić, mam np. plan, że schudnę do 40 kg, może się w końcu mną zainteresuje, albo zacznę pić, albo wyskoczę z balkonu z 1. piętra, albo mam jakieś wizje, że np. ciężko "zachorowuję", jestem na łożu śmierci i on wtedy dopiero rozumie, co traci. Bardzo mam do niego np. żal, że nie dostałam pierścionka zaręczynowego, a on nic z tym nie zrobi, nie kupi mi tego zasranego pierścionka np. na rocznicę ślubu!
Brakuje mi osobistych relacji między nami. Brakuje mi przytulań, pocałunków, rozmów. Spanie razem w jednym łóżku i nie dotykanie się nawet pięta - oto największa samotność człowieka.
On twierdzi, ze to przez moje wyzwiska, ale między tymi wyzwiskami upływają dni i tygodnie "ciszy na morzu", moja frustracja rośnie - brak przytulań, pocałunków, brak seksu, więc bardzo łatwo o nową awanturę i koło się zamyka.
Dodać chciałam, że na początku naszego związku było cudnie, tylko, że ja inicjowałam wszystko: ja go przytulałam, całowałam, mówiłam, gdzie jedziemy i co robimy. A on wiecznie stawiał opór-dla zasady. Bo generalnie jest człowiekiem bez własnego zdania, marudnym, smutnym i upierdliwym. Po paru latach znudziło mi się i chciałam, żeby on przejął inicjatywę. I tu się pomyliłam - miś nie jest zdolny do jakiejkolwiek inicjatywy.
Jednak jeszcze go kocham, bo zawsze wyję- jak teraz - jak sobie uświadomię, w jak nieudanym małżeństwie tkwię, lata lecą, ja umieram z samotności i nie mam odwagi wystawić go za drzwi, boję się go stracić.
Czasem myślę, że on jest ze mną bo zadekował się w takiej ładnie z zewnątrz wyglądającej rodzince i łatwiej tak żyć, a do mnie czuje już tyle,co do krzesła. Żeby nie było, wyglądam dobrze, jestem szczupła, dbam o siebie.
Co mam robić, jak nim potrząsnąć? Czym go walnąć w łeb, żeby się ogarnął? Marzę o tym, żeby mnie przytulał, całował, żeby widział we mnie kobietę.
Czy tylko rozwód mi został?