Dodaj do ulubionych

prrosze o pomoc

08.12.13, 19:16
Witam serdecznie wszystkich i tych " starych " bywalcow i nowych.
Kiedys tutaj bywalam i pisalam.
Mysle jednak, ze kompletnie wtedy nie mialam pojecia o anomimowosci w pisaniu na forum i co ta anonimowosc za soba niesie .

Dzisiaj weszlam z wielka nadzieja ze uzyskam pomoc.
Mam pytanie do tych dziewczyn ktore kiedykolwiek obliczaly swoje koszty miesiecznego utrzymania.
We wtorek mam sprawe rozwodowa .W zasadzie potrzebuje te info na jutro.

Moze jednak ktos tutaj wejdzie i bedzie wiedzial co z tym fantem zrobic.
Nie mam pojecia np. jak obliczyc koszty ubrania.
A poza tym . nie chcialabym wyjsc na pazerna o irracjonalnych wymaganiach babe

Z gory dziekuje za odpowiedzi i pozdrawiam.


Obserwuj wątek
    • lampka_witoszowska Re: prrosze o pomoc 08.12.13, 22:25
      podlicz roczne, tak najłatwiej, bo każdą porę roku obejmuje - więc zakup i stroju kąpielowego, i kozaków

      a potem podziel to na 12 i masz koszt miesięczny
    • chalsia Re: prrosze o pomoc 08.12.13, 23:13
      czynsz
      prad, woda, gaz, ogrzewanie
      telefon, TV, internet
      kultura (prasa, ksiazki, kino, teatr, itp)
      komunikacja (bilety/paliwo)
      leki
      wakacje
      jedzenie
      kosmetyki i środki higieniczne
      fryzjer, kosmetyczka
      artykuły chemii gospodarczej
      ciuchy
      buty
      pościel, meble - koszt ich zakupu rozkłada się na kilka lat
      sprzęt sportowy - j.w.
      jak masz samochód to jeszcze koszty utrzymania samochodu (ibezpieczenia)

      więcej kategorii nie pamiętam
    • amsterdamska_mgla Re: prrosze o pomoc 09.12.13, 01:13
      Nie jestem pewna, czy chodzi Ci o koszty Twojego ubrania, czy dziecka?
      Zakupy roczne sumujesz i dzielisz przez 12. Ja sprawdzałam ceny na stronach www firm, których kupowałam ubiory dzieci, np majtki w H&M, śniegowce w Decathlonie itd. Dzięki temu te koszty wyszły uczciwie.
      Podaję Ci roczny spis ubrań mojego przedszkolnego dziecka:
      kurtka zimowa
      kurtka letnia przeciwdeszczowa
      kurtka jesienno-wiosenna
      buty zimowe 2 pary
      sandały
      kalosze
      buty jesienno-wiosenne
      klapki,kapcie,buty sportowe
      kombinezon narciarski
      spodnie,spódnice-sezon zimowy(po 2 pary)
      spodnie,spódnice,sukienki letnie
      koszulki długi rękaw- 10 szt
      koszulki krótki rękaw- 10 szt
      swetry, polary-
      czapki, szaliki, rękawiczki
      bielizna-majtki,skarpety,rajstopy
      legginsy 2 pary
      dres sportowy
      krótkie spodenki 2 pary

      PS. Kombinezon nazywa się narciarski, pomijając, że dzieci realnie jeżdżą na nartach, to po prostu służy na sanki, łyżwy i na spacery w zimne dni - info dla czepialskich wink
      • tricolour Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości... 09.12.13, 08:18
        .... zawarte w pytaniu "Nie jestem pewna, czy chodzi Ci o koszty Twojego ubrania, czy dziecka".

        Otóż gdy ktoś pyta: "Mam pytanie do tych dziewczyn ktore kiedykolwiek obliczaly swoje koszty miesiecznego utrzymania" to chodzi o swoje koszty utrzymania. Czyli jej, osoby dorosłej. Nie dziecka.

        A'propos uczciwości, na która się powołujesz. Co robisz z ubraniami, z których dziecko wyrosło?
        • lampka_witoszowska Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 09.12.13, 08:28
          to od razu podobne pytanie do ojców, którzy dostają dodatkowe premie smile czy dzielą się z dziećmi?
          wink
          • amsterdamska_mgla Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 09.12.13, 08:31
            lampka_witoszowska napisała:

            > to od razu podobne pytanie do ojców, którzy dostają dodatkowe premie smile czy dzi
            > elą się z dziećmi?
            > wink

            Bez wątpienia tongue_out
          • tricolour Mam tak sformułowany kontrakt... 09.12.13, 08:35
            ... że premii w nim nie ma.

            Mój zaoceaniczny pracodawca płaci mi tyle, że o premii jakoś już - biedaczek - nie pomyślał. A ja też się nie dopominałem.
            • lampka_witoszowska Re: Mam tak sformułowany kontrakt... 09.12.13, 10:16
              a widzisz - dużo pracowników jednak premie dostaje smile
          • altz Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 09.12.13, 10:29
            lampka_witoszowska napisała:
            > to od razu podobne pytanie do ojców, którzy dostają dodatkowe premie smile czy dzi
            > elą się z dziećmi? wink

            Ja uzupełniam dziury w budżecie po tym, jak mnie nie stać na płacenie pełnych alimentów, a płaciłem i nie szedłem do sądu, czyli zwyczajnie spłacam długi. Na razie jestem pod kreską, liczę na wyjście na zero za rok, o ile dobrze się ułoży.
            A Ty ile masz długu?
            • lampka_witoszowska Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 09.12.13, 13:32
              ale jakiego długu? mieszkaniowego? czy u dziecka? wink
              • altz Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 09.12.13, 13:44
                lampka_witoszowska napisała:
                > ale jakiego długu? mieszkaniowego? czy u dziecka? wink

                Długu zaciągniętego na podstawowe potrzeby dziecka. Ja taki mam.
                W Polsce mężczyźni mają takie długi czy to w banku, u znajomych, rodziny czy w FA, panie to jakoś cudownie omija.
                Jak ojciec nie ma pracy, to ma płacić wszystko i nie smęcić, jak dostanie pracę czy jakąś premię, to ma to oddać, ale o tamtym długu nie wspominać ani nie uzupełniać tego. Zwykłe niewolnictwo w imię prawa.
                • lampka_witoszowska Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 09.12.13, 14:28
                  w typowym układzie - dziecko z matką, ojciec na spotkania i alimentujący - cięzko matce miec dług alimentacyjny. Musiałaby rzec pociesze: kochanie, mamusia nei ma pracy, więc jedzenie będzie, jak pracę będzie mamusia miała. Za miesiąc, za rok albo za 3 lata.

                  na razie tatuś zaciąga dług u mnie, którego nie spłaci ni cholery. Poniewaz ja opiekuję się córką, to tatuś powinien być zobowiązany do pokrywania większej części kosztów związanych z utrzymaniem dziecka. Mniejsza z tym, mogę machnąć ręką.
                  Ale że ja pokrywam obecnie, wg świeżutkich wyliczeń, 2/3 kosztów utrzymania dziecka, to powstaje, jak rozumiem, dlug, którego baraninka nei spłaci i jeszcze będzie się szczycił, jak to "babie pokazał". I ok smile
                  Oby był z tego dumny całe swoje życie i jeszcze długo, długo po smile
                  Ja robię swoje, dziecko zadowolone - i o to chodzi smile
                  • altz Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 09.12.13, 15:33
                    lampka_witoszowska napisała:
                    > w typowym układzie - dziecko z matką, ojciec na spotkania i alimentujący - cięz
                    > ko matce miec dług alimentacyjny.
                    Ja przecież nie piszę o długu alimentacyjnym, tylko o długu na dziecko.
                    Chodzi mi o to, że sama bierzesz kredyt w banku, żeby móc kupić te bułki dziecku czy buty górskie, ale nie żadne fanaberie.
                    Matki rzadko mają długi, a przecież powinny mieć solidarnie, tym bardziej że dla kobiet podobno jest mnie pracy i jest podobno mniej płatna.
                    Matki nie mają, ojcowie mają i o to mi chodzi. Nie rozumiem, skąd te pretensje do ojców za nieprzekazaną część premii, skoro zazwyczaj sami mają jakieś długi.
                    Mnie nikt za długi nie ściga, ale dług jest, pomimo w miarę dobrego wykształcenia.

                    > na razie tatuś zaciąga dług u mnie, którego nie spłaci ni cholery.
                    Czyli też ma dług i do tego marne szanse na spłatę. W takiej sytuacji trudno o dobre samopoczucie i dobrą pracę.
                    Jak ktoś to mówił, że dobra praca jest dla ludzi w dobrych garniturach, które mogą kupić, jeśli mają dobrą pracę.

                    > Ale że ja pokrywam obecnie, wg świeżutkich wyliczeń, 2/3 kosztów utrzymania dzi
                    > ecka
                    Nie zdziwiłbym się, gdybyś pokrywała nawet 4/3 kosztów utrzymania dziecka. Te wasze matczyne wyliczenia, są zazwyczaj niewiele warte. Żeby były coś warte, każdy kto podjąłby się obliczeń u konkretnej matki, powinien mieć podobny wynik +-10%. tak to chyba nigdy nie będzie, no może u niektórych biednych ojców.

                    > Ja robię swoje, dziecko zadowolone - i o to chodzi smile
                    Dobrze, że robisz. Są różne sytuacje i nie warto wrzucać wszystkich do jednego wora, bo jest bardzo wielu ojców, którzy dokładają na dziecko z tych dodatkowych pieniędzy, a że matka nie dostaje tych pieniędzy? To może boleć, ale to nie jest najważniejsze.
                    • lampka_witoszowska Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 09.12.13, 16:09
                      nie, matki nei powinny mieć długu, bo i dlaczego, skoro wydają te pieniądze, które mają i mogą?
                      nie wiem, skąd Ci się te długi biorą, postaraj sie wyjaśnić w czym widzisz problem - bo ja nei rozumiem, a chciałabym

                      druga sprawa - może wg Ciebie i 4/3, a jak się rozpędzisz i 35/10, ale skoro ja biorę arkusz i wyliczam potrzeby mojego dziecka, bez wariactw, które nie mają miejsca, bez kredytów, bez moich wydatków, bez prezentów, jakie ode mnie dziecko dostaje - i wychodzi jak wychodzi, to jednak miło by było, gdybyś miał jakies podstawy do kwestionowania moich wyliczeń na moje dziecko - a nie uwieszał się na mnie ze swoimi hurtowymi prestensjami do matek

                      no weź, Altz smile jakbyś się jeszcze nie zorientował, że w ten sposób swoich frustracji nie wyleczysz, a może mierzysz się na kogoś, kto za bardzo się ceni, by dla siebie brać pieniądze już obcego chłopa - to z Twojej strony zwyczajnie nieuczciwe jest
                      • altz Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 09.12.13, 16:30
                        lampka_witoszowska napisała:
                        > nie, matki nei powinny mieć długu, bo i dlaczego, skoro wydają te pieniądze, kt
                        > óre mają i mogą?
                        A jeśli nie mają? Bo choćby stracą pracę.
                        Jakoś nie słyszę o zadłużonych matkach, a o ojcach wiele razy.

                        > nie wiem, skąd Ci się te długi biorą, postaraj sie wyjaśnić w czym widzisz prob
                        > lem - bo ja nei rozumiem, a chciałabym
                        Nie masz pracy, to musisz się zadłużyć. Jak sam nie weźmiesz, to zapisze na faceta państwo i dowali mu dodatkowe koszty. Byłem trochę bez pracy, stąd się wziął mój dług. Szczęśliwie nie w FA.
                        Matka zajmuje się dzieckiem, traci pracę, a nikt jej nie wciska kredytu w FA, chociaż sama też jest odpowiedzialna razem z ojcem. Powinna dostać pieniądze i mieć dług w FA, było równe traktowanie. Tylko nie pisz mi, że ona była pierwsza, bo ten sztandarowy argument jest idiotyczny.

                        Napisałem już, dlaczego się przyczepiłem. Matka po rozwodzie bierze same plusy i najchętniej dzieliłaby gratisy, a nie brała odpowiedzialności za problemy, jak to jest w rodzinie. Takie prawo uczy cwaniactwa i niszczy rodzinę i mężczyzn również, pomimo że mężczyźni więcej włożyli, wkładają i pewno jeszcze przez lata będą wkładać w rozwój społeczeństwa.

                        > jednak miło by było, gdybyś miał jakies
                        > podstawy do kwestionowania moich wyliczeń na moje dziecko - a nie uwieszał się
                        > na mnie ze swoimi hurtowymi prestensjami do matek
                        Ja po prostu nie wierzę w uczciwe wyliczenia matek. Trochę już widziałem i nie raz widziałem, że sama nie potrafi się utrzymać, a stale dokłada.
                        Dlatego nie mów mi o udziale procentowym czy czymś takim. Chcesz pisać, to pisz o konkretach i poszczególnych wydatkach, to jest mierzalne i sprawdzalne.

                        > a może mierzysz się na kogoś, kto za bardzo się ceni, by
                        > dla siebie brać pieniądze już obcego chłopa - to z Twojej strony zwyczajnie nie
                        > uczciwe jest
                        Czy ja kiedykolwiek napisałem, że matka bierze pieniądze na siebie? O ile pamiętam, to jeszcze nie napisałem ani razu przez te kilka lat.
                        Napisałem za to, że potrafią wyolbrzymiać koszty, ale to potrafi każdy, to nie jest wielka umiejętność, o czym też pisałem. Potrafią konfabulować na temat wydawania pieniędzy na dziecko. Znam wiele przypadków, gdy matka nie wydaje, jak zadeklaruje, a sądy się z tym zgadzają, chociaż są świadome, że to jest zwyczajne świństwo.
                        Dlatego mnie takie udziały w wydatkach nie ruszają, szczególnie wypowiedziane przez osobę nie w pełni racjonalną, a znam Twoje zainteresowania.
                        • lampka_witoszowska Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 09.12.13, 20:53
                          o, a to ciekawe, na ile obiektywnie jestes w stanie ocenić moje zainteresowania - i nie za bardzo wiem, o których teraz piszesz smile ale na wszystkie sama sobie zarabiam, ku chwale ojczyzny smile nie, no takiego kuriozalnego argumentu dawno nei czytałam, wybacz, śmieję się big_grin

                          nie podlegam Twojej ocenie, Altz. I sądy, matki, ojcowie mogą oszukiwać. Źle, nie mogą. Ale czasem oszukują. A ja nie chcę. I już, to proste. Od ojca mojego dziecka również wymagam udziału, bo wiem, że mu nei brakuje - więc nei ma powodu, dla którego ma się na mnie mścić za jakieś swoje odwieczne problemy psychiczne, skrzętnie skrywane w czasie, gdy mogłam bez konsekwencji go pożegnać.
                          • altz Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 09.12.13, 21:51
                            lampka_witoszowska napisała
                            > Od ojca mojego dziecka również wymagam udziału, bo wiem, że mu nei brakuje
                            > - więc nei ma powodu, dla którego ma się na mnie mścić za jakieś swoje odwieczne
                            > problemy psychiczne, skrzętnie skrywane w czasie, gdy mogłam bez konsekwencji
                            > go pożegnać.

                            W sumie wyszło śmiesznie, od męża/żony się wymaga, od obcej osoby już nie możesz. smile
                            Ale fakt, ma pieniądze, Ty też masz, więc i pula większa powinna być, jak w pokerze. wink
                            • lampka_witoszowska Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 10.12.13, 07:49
                              nie sądzę

                              zawsze można doprowadzić do sytuacji, kiedy oboje mają pieniądze, ale dziecko jest żywione wg minimalnej ustalonej stawki, uczone, że prezenty to i owszem, ale jak sobie samo zarobi - tyle, że to służyłoby jedynie ojcu, zobowiązanemu do alimentowania, a nie dziecku - no, i takie filozofie na forum już były przerabiane smile

                              Były mąż jest dla mnie obca osobą. Po to braliśmy rozwód smile - i to jest moje, na mój własny użytek zdanie, każdy moje mieć swojsze i lepsiejsze. Nie wiem, co niemojego dręczy, na co choruje, poprosi o pomoc, to pomogę, nie poprosi, to zakładam, że szaleje ze szczęścia i żyje pełnią życia - i o to chodzi, kazdemu.
                              A jak juz filozofujemy, ile się od kogo wymaga - w sumie wymagam od każdego. Od przechodniów, żeby nie lali dzieci, z którymi idą, nie okradali mnie czy innych, od sąsiadów, żeby nei wyrzucali śmieci do ogródka na ten przykład, od psa, żeby nei załatwiał się w domu... od męża nei wymagam. Szczęśliwie uwolniona jestem i takowego nie posiadam. Wymagałam wierności i lojalności, ale o lojalności niemój nei ma pojęcia, takie geny. No, to już nie wymagam, przekonał mnie smile
                              teraz jak od obcego wymagam, żeby nie krzywdził mojego dziecka, dbał o nią w czasie spotkań i płacił w terminie.
                              Do tego oczekuję, że nie będzie niczego wymuszał większymi albo mniejszymi alimentami -
                              i to musze ukrócić w sądzie. A czy będzie w większym stopniu dokładał sie do utrzymania swojego dziecka, czy pójdzie linią swojego ojca - to już pozostawiam sądowi. niezalezbnie od wyroku i tak poziom życia dziecka nie ulegnie zmianie, bo głównie ja ponoszę odpowiedzialność za jej utrzymanie. Proste, w sumie.
                        • lampka_witoszowska Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 09.12.13, 20:59
                          a swoją drogą, nie słyszałam argumentu od matek, że ona była pierwsza. Zawsze ojciec może wypracować tak bliski układ ze swoim dzieckiem, żeby nim się zajmować, będąc bez pracy, a matka wtedy może w miarę bezstresowo szukać pracy. I tata będzie na łasce pani i władczyni, która może da, a moż enei da, a może ją wyleją, a może sama zrezygnuje, żeby pieniędzy nie dawać.
                          A swoją drogą, najczęściej z dzieckiem bliżej są matki. Z jakiegoś powodu, niekoniecznie jest to złe. Więc pretensje, że nie jesteście matkami to chyba do Boga? ewolcji? do własnej rodziny o chromosomy? cholera wie. A może bez pretensji? moż enei zmuszać wszechświata, by się podporządkował Waszym oczekiwaniom, tylko zakasać rękawy i skoro założyło się rodzinę, to należy za nią odpowiadać, żeby nei bło potem tego, kto samotnie wychowuje, i tego, kto płaci te paskudne alimenty.
                          • altz Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 09.12.13, 21:58
                            lampka_witoszowska napisała:
                            > a swoją drogą, nie słyszałam argumentu od matek, że ona była pierwsza.
                            Cały czas pada ten argument, że ona zajmuje się dzieckiem i nie zamierza się dokładać, a nawet ostatnio była drwina z ojca na tym forum, że żeby zajmować się dzieckiem, trzeba mieć najpierw to dziecko koło siebie, czyli są to różne warianty przedszkolnej zabawy w "byłam pierwsza".

                            > Zawsze ojciec może wypracować tak bliski układ ze swoim dzieckiem,
                            > żeby nim się zajmować, będąc bez pracy, a matka wtedy może w miarę
                            > bezstresowo szukać pracy.
                            Zawsze? Weź nie kpij sobie jawnie.

                            > tylko zakasać rękawy i skoro założyło się rodzinę, to należy za nią odpowiadać, żeb
                            > y nei bło potem tego, kto samotnie wychowuje, i tego, kto płaci te paskudne ali
                            > menty.
                            O! I Ty też się bawisz w "ja byłam pierwsza". To jest głupie po prostu. Mam nadzieję, że Cię coś takiego spotka z wnukami, jak będziesz babcią.
                            • chalsia Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 09.12.13, 23:34
                              , a nawet ostatnio była drwina z ojca na tym forum, że żeby zajmować się
                              > dzieckiem, trzeba mieć najpierw to dziecko koło siebie, czyli są to różne waria
                              > nty przedszkolnej zabawy w "byłam pierwsza".

                              od kiedy ten emotikon tongue_out oznacza drwinę ?
                            • lampka_witoszowska Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 10.12.13, 07:36
                              kompletnie nie skojarzyłam dbania o bliskośc z dzieckiem z rywalizacją "ja byłam pierwsza"

                              co więcej, nadal tego nie jestem w stanie skojarzyć. Umysłowo owszem, rozumiem, że komuś się kojarzy i tak to widzi - ale to kompletnie nieporozumienie jak dla mnie.

                              Zawsze, ale to zawsze możesz widzieć w innych ludziach oszustów pełnych złej woli. A życie jest proste i nei trzeba go sobie komplikować. Wystarczy jak najwięcej robić dobrego dla innych - to da Ci więcej niż mania prześladowcza. Serio.
        • amsterdamska_mgla Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 09.12.13, 08:30
          Tricolourze, prosiłam Cię kilkakrotnie, żebyś do mnie nie pisał, gdyż nie bawi mnie pisanie z trollo-hejteremi. Zastanawiam się, czy tylko na mnie masz taką alergię i nienawiść, ale im bardziej podczytuję forum, tym bardziej przekonuję się, że coś mocno jest z Tobą nie w porządku, bo reagujesz jadem na większość rozmówców. I wisisz w każdym możliwym wątku ze swoimi mądrościami, czysty trollizm.

          Kwestionujesz moją uczciwość? Smacznego, wisi mi to kalafiorem. Dla mnie znaczenie ma to, że mojej uczciwości nie kwestionował sąd, tylko uznał moje wyliczenia za uczciwe. Ponadto niczego nikomu nie musiałam udowadniać, bo ojciec dzieci podpisał kilka miesięcy przed rozprawą dokument o wysokości alimentów, które kompromisowo wynegocjowaliśmy między sobą. Co więcej, mimo że alimenty płaci, jak na polskie warunki, spore, nigdy tego nie podważał a nawet zamierza dokładać w przyszłości więcej - jak widać wie, że jestem uczciwa, że alimenty idą na potrzeby dzieci i nie robi mu to rewolucji w myśleniu, tak jak Tobie. A nawet gdybym owe alimenty i ewentualne bonusy dokładane przez eksa wydawała na swoje zbytki i hulanki (czego, podkreślam, nie robię), to dopóki to pasowałoby eksowi, nic Tobie do tego. Pochyl się nad swoimi alimentami, swoją córką, dwulatkiem, którego wagi i wymiarów nie znasz i rozmyślaj nad swoim ojcostwem.

          A odpowiadam Ci z jednego powodu - otóż lubię promować postawy ekologiczne. Ubrania, z których dzieci wyrosły oddaję znajomym, którzy mają mniejsze od moich dzieci. Robię tak niemal od dekady. Za darmo. No, czasem dostanę w podzięce symbolicznie słoik przetworów domowych lub siatkę orzechów z działki. Uważasz, że powinnam odliczyć to od alimentów? (pytanie retoryczne, nie odpowiadaj mi, proszę).
          • tricolour Czyli oddajesz za darmo... 09.12.13, 08:40
            ... zupełnie jak my i cała rzesza naszych znajomych. W zamian za to dostajemy tez za darmo taką masę ubrań, że do drugiego roku życia w zasadzie nic nie trzeba było kupować, a jeszcze się przebierało co lepsze.

            Więc w kwestii uczciwości warto wziąć to także pod uwagę.

            PS. Alergię mam generalnie na kretynizm. Zupełnie mnie przy tym nie obchodzi, czy to Twój osobisty kretynizm objawiający się elaboratem (zamiast uśmiechem) po nieuważnym przeczytaniu pytania Bożeny, czy kretynizm kogoś innego.
            • chalsia Re: Czyli oddajesz za darmo... 09.12.13, 11:44

              > ... zupełnie jak my i cała rzesza naszych znajomych. W zamian za to dostajemy t
              > ez za darmo taką masę ubrań, że do drugiego roku życia w zasadzie nic nie trzeb
              > a było kupować, a jeszcze się przebierało co lepsze.
              >
              > Więc w kwestii uczciwości warto wziąć to także pod uwagę.

              to, że Ty tak miałeś, nie oznacza, że inni tak mają
              ja też oddaję rzeczy dziecka młodszym dzieciom znajomych czy rodziny/potrzebującym obcym, ale w drugą stronę to nie działa, bowiem moi znajomi/rodzina mają jedynie młodsze od mojego dzieci
              • chalsia Re: Czyli oddajesz za darmo... 09.12.13, 11:46
                bowiem moi znajomi/rodzina mają je
                > dynie młodsze od mojego dzieci

                a Ci, którzy mają starsze, to mają o tyle starsze, że są zdecydowanie za duże na moje dziecko - więc nie biorę ciuchów na 4-5 lat na przechowanie by pasowały po tych latach na moje
                • tricolour Ja Was doskonale rozumiem... 09.12.13, 13:13
                  ... i gdyby ubranie dla mojego dziecka sponsorował ktoś na podstawie excelowej tabelki, to bym się nie przejmował nawet ile to kosztuje. Potem, po użyciu (często są to rzeczy naprawdę nowe, a czasem - rzadko - wręcz nieużywane) chętnie bym oddawał wielkopańskim gestem na zasadzie easy come, easy go. Lub rzucał do garażu, do wycierania miarki oleju. Samotny ojciec, ale panisko, co się zowie!

                  W normalnej, pełnej rodzinie tak nie ma. Bo nikt z zewnątrz pieniędzy nie dostarcza na podetknięcie tabelki. Trzeba samemu zarobić: głową, rękami, czym tam się dysponuje. Nie pismem do sądu podnoszącym alimenty na całe dziesięciolecia tylko własną praca. I do tej własnej pracy zaliczam także sprzedaż rzeczy choćby na Allegro, choćby za pięć złotych.

                  Na tym polega - moim zdaniem - uczciwość.
                  • zmeczona100 Re: Ja Was doskonale rozumiem... 09.12.13, 13:25
                    A ja oddałam do domu małego dziecka. I co teraz...?!
                    • lampka_witoszowska Re: Ja Was doskonale rozumiem... 09.12.13, 13:33
                      ja uporczywie trzymam w piwnicy - może niemój zechce się rozmnazać jeszcze, to będzie jak znalazł smile
                    • tricolour Oddałaś do domu małego dziecka... 09.12.13, 13:56
                      ... rzeczy po 14-letnim dryblasie jadającym setki bułek tygodniowo (jak pisałaś w wyliczeniu alimentów), któremu jednocześnie sępiłaś na buty górskie?

                      Weź Ty się jakoś zdecyduj... czy panisko czy żul.
                      • zmeczona100 Re: Oddałaś do domu małego dziecka... 10.12.13, 20:51
                        No oddałam. U nas jest jeden taki dom małego dziecka, gdzie przebywają małe dzieci wzrostu mojego 14-letniego syna. Hm.... Albo to on jest ich wzrostu...? Musze to sprawdzić.
                        ... taki gest mam, a co.
                  • tojo Re: Ja Was doskonale rozumiem... 09.12.13, 13:32
                    Cholera, mamy trójkę dzieci i jeszcze nic nie sprzedalismy. Oddajemy znajomym/ znajomym znajomych itd.. lub wrzucamy do kontenerów na ubrania. Nikt mi nieuczciwosci nie zarzucił smile))
                  • altz Re: Ja Was doskonale rozumiem... 09.12.13, 13:40
                    tricolour napisał:
                    > I do tej własnej pracy zaliczam także sprzedaż rzeczy choćby
                    > na Allegro, choćby za pięć złotych.

                    Weź nie żartuj. Osoby, które mogą sprzedawać rzeczy po dziecku mają dość pieniędzy. Takie rzeczy do oddania muszą być dobrej jakości od samego początku, żeby można je było sprzedawać.
                    Spodnie znoszone, buty zniszczone, pajacyki poplamione, swetry sprane, nawet wózek potrafi być solidnie ośliniony albo wyblakły od słońca. Dziecko radosne ubrania niszczy masowo, ma własne zajęcia, jest aktywne, samo robi dużo rzeczy, więc rzeczy się niszczą naturalnie.
                    Zazwyczaj ludzie odmawiają przyjmowania rzeczy nawet za darmo, bo rzeczy są znoszone albo dziecko źle się w nich czuje, bo są zupełnie w "innym guście". Przerabiałem to, to wiem, sam musiałem odmawiać i wymyślać preteksty. Zazwyczaj dobre rzeczy są w rodzinie albo w gronie przyjaciół i tak są przekazywane dalej, a sprzedawanie bywa źle widziane, jako cwaniactwo.
                  • karolivia Re: Ja Was doskonale rozumiem... 09.12.13, 13:44
                    Każdy sądzi po sobie Tri.
                    Oddawałam za darmo i jak miałam męża ( i NORMALNĄ rodzinę) i jak męża nie mam ( ale nadal mam NORMALNĄ rodzinę co dla Ciebie jest zapewne niepojęte, że niepełna a NORMALNA wink).
                    I uważam że to uczciwe nie mniej niż Twoje sprzedawanie, bo jeżeli mam sprzedać i zarobić 5 zł to wolę oddać przyjaciółce. I to nie z lenistwa, czy dlatego że nie umiem konta na allegro otworzyć. Ma kto "dziedziczyć" te ciuchy i tyle.
                    A w kwestii ubrań to Ci jeszcze powiem, że jak miałam 2-latka to też dostawałam furę niezniszczonychwink, z wiekiem to się kończy, bo 15 latek zużywa mocniej ciuchy, i nie we wszystkim chce chodzić, czego zapewne doświadczysz jak Ci nieco latorośl podrośnie smile
                    • altz Re: Ja Was doskonale rozumiem... 09.12.13, 13:50
                      karolivia napisał(a):
                      > A w kwestii ubrań to Ci jeszcze powiem, że jak miałam 2-latka to też dostawałam
                      > furę niezniszczonychwink

                      To chyba miałaś dużo ubrań i dziecko z nich wyrosło albo miałaś po prostu za dużo rzeczy. Inaczej nie wierzę w w tę furę niezniszczonych ubrań. Małe dziecko potrafi poplamić wszystko z bawełny, nie zniszczy chyba tylko ubrań z niektórych tworzyw sztucznych.
                      • amsterdamska_mgla Re: Ja Was doskonale rozumiem... 09.12.13, 16:36
                        > To chyba miałaś dużo ubrań i dziecko z nich wyrosło albo miałaś po prostu za du
                        > żo rzeczy. Inaczej nie wierzę w w tę furę niezniszczonych ubrań. Małe dziecko p
                        > otrafi poplamić wszystko z bawełny, nie zniszczy chyba tylko ubrań z niektórych
                        > tworzyw sztucznych.

                        Przy pierwszym, powtarzam, żeby troll zrozumiał, pierwszym dziecku też miałam furę niezniszczonych po maluchach, bo akurat tak się to wiekowo układało u znajomych, że było od kogo brać i komu dalej przekazywać sterty ubrań w dobrym stanie. Teraz 2 dzieci mam w takim wieku, że już kupuję - dla starszego dziecka już nie ma od kogo wziąć - szkolniaki zdzierają wszystko do cna. No i ciężko zostawić po starszym dziecku dla młodszego, większość zdarta, zwłaszcza spodnie - non stop dziury na kolanach, więc spodni kupować muszę milionpińcet wink

                        A co do uczciwości - ubawiłam się po powrocie z pracy i doczytaniu wątku. Tak, naprawdę, pracuję. Ba, zarabiam. Ba, odpukać w miarę dobrze i na podobnym poziomie co eks mąż. Ani on ani ja nie mamy, znów odpukać, długów u siebie/dzieci/komornika. Potrzeby dzieci są priorytetem. NASZYM, mimo że jako "my" przestaliśmy już funkcjonować. Dalej jednak jesteśmy rodzicami.
                        Oszacowaliśmy koszty utrzymania i podzieliliśmy je na pół i tyle płaci eks. W rozliczeniu miesięcy szkolnych wypada tak, że on płaci 60% miesięcznych kosztów utrzymania, jednak ja zajmuję się dziećmi minimum 80% i minimum tyle mam w nie wkładu pracy - i tak jest fair. Dla nas obojga. W kosztach rocznych rozkłada się równo - płacimy 50% do 50%. Kto realnie utrzymuje dziecko, kupuje mu meble, podręczniki, wakacje, ubrania, sprzęt sportowy - wie, o czym piszę. I naprawdę nie rozumiem, w czym jest problem? Dwoje ludzi decyduje, że nie będzie dalej ze sobą. Siadają i rozmawiają o kasie. Umawiają się na tę kasę, podpisują dokumenty i tak się rozliczają. Jak to jest, że eks nie ma z tym problemu, płacił nawet przed złożeniem pozwu, co do grosza, deklaruje bonusy dla dzieci, jeśli będzie go stać - a trolle to boli?

                        A co do uczciwości - nie ma wyjścia z tej pułapki w wątku wink Gdybym napisała, że sprzedaję ubrania po 5 zł na allegro, byłabym nieuczciwa, bo "zarabiam" i zapewne powinnam to odliczać od szacunków alimentacyjnych. Kiedy napisałam, że oddaję znajomym dzieciatym, też jestem nieuczciwa, bo....eeee....naprawdę, pogubiłam się już w tych powodach.

                        Miłych kalkulacji wink
                        • amsterdamska_mgla Re: Ja Was doskonale rozumiem... 09.12.13, 16:37
                          Aha, oddaję za wiedzą i zgodą eksa. On sam bierze ode mnie zabawki, buty i sprzęty typu wanienki etc. i wywozi na wieś do znajomych swojej rodziny, bo tam bieda i z radością przyjmują te dary.
                        • tricolour Nie wiesz, na czym polega problem? 09.12.13, 16:51
                          Otóż nie ma żadnego problemu. Po prostu jeżysz się na każdą choćby najlżejszą krytykę. Ba, na krytykę! Wystarczy napisać coś o uczciwości, a Ty uważasz od razu, że ktoś imputuje Ci nieuczciwość. Dojdzie niedługo do tego, że jak napiszę "dupa" to będziesz tłumaczyła się z tego, jak się prowadzisz, tak jak tłumaczysz się z procentów pokrycia wydatków na dzieci. Nie. Dupa to dupa i nic ponad to.

                          Resztę na temat nieuczciwości z którymś poście poniżej.
                          • amsterdamska_mgla Re: Nie wiesz, na czym polega problem? 09.12.13, 22:06
                            Weź się odczep ode mnie wreszcie. Niewiniątko, wyzywające mnie od kretynek parę postów powyżej. Straszny z trolla agresor, proszę trolla. Może by tak zapisać się na sport walki, zamiast wylewać agresję i pogardę do kobiet na forum?Aaaa...nieee....przecież to kosztuje. Ups.
                            • tricolour Nie wyzwałem Cie od kretynek... 09.12.13, 22:22
                              ... tylko Twoje zachowanie nazwałem kretynizmem. To poważna różnica ocenić człowieka, a jego zachowanie. Czas zauważać taką różnicę.
                              • amsterdamska_mgla Re: Nie wyzwałem Cie od kretynek... 09.12.13, 22:25
                                https://c3201142.cdn03.imgwykop.pl/comment_VJ473pRkXlkdy73m1UTVLNTbHVEg1qib,wat.jpg?author=wykoprock&auth=54fb5138bb38f190b5ed65ddd9b06cb1
                                • tricolour Thanks... 09.12.13, 23:23
                                  https://sklep.mleczko.pl/userdata/gfx/51af65cf3f7d30c936005facc5e6898e.jpg
                              • chalsia Re: Nie wyzwałem Cie od kretynek... 09.12.13, 23:32
                                To poważna różnica ocenić czło
                                > wieka, a jego zachowanie.

                                zgadzam się, to jest zasadnicza różnica
                      • karolivia Re: Ja Was doskonale rozumiem... 10.12.13, 12:43
                        Miałam dużo, bo dużo dostałam i nie musiałam kupować. I oczywiście było ich za dużo. Dziecko nie zdążyło ich zniszczyć, bo za szybko wyrastało. Zauważ, że niemowlak czy 2 latek potrafi wyrosnąć z kurtki w trakcie zimy, a im większy dzieciak tym dłużej rzecz używa i bardziej niszczy.
                        Poza tym chyba każdy ma jakieś ekstra ciuchy na tak zwane wyjścia? i te rzeczy rzadziej używane mniej się niszczą.
                    • tricolour W kwestii formalnej jest tak... 09.12.13, 16:40
                      ... że żyjesz w konkubinacie. Twój facet nie jest dla Ciebie rodziną tylko konkubentem. Jeśli nazywasz rodziną coś, co nią nie jest, to zapewne dlatego, że nie podoba Ci się nazwa "konkubinat" a więc nie podoba Ci się to, co sama zbudowałaś. Jakie jest źródło tego niepodobania? Może wstyd? Zajrzyj do siebie i sama sobie daj odpowiedź na pytanie dlaczego nie potrafisz nazwać rzeczy po imieniu. Tyle.

                      A rzeczy można i sprzedawać i oddawać. Dla mnie uczciwe jest to, co napisałem. Dla innych uczciwe jest co innego. A nieuczciwe jest dla mnie domaganie się pieniędzy na to, co się potem rozdaje za darmo.
                      • altz Re: W kwestii formalnej jest tak... 09.12.13, 17:10
                        tricolour napisał:
                        > żyjesz w konkubinacie. Twój facet nie jest dla Ciebie rodziną tylko konkubentem.

                        Facet jest rodziną, bo rodzina to pojęcie socjologiczne, ale z punktu prawa jest konkubentem.
                        W sensie prawa rodzinnego konkubent nie jest rodziną, ale np. może żądać alimentów od dzieci konkubiny, jeśli sam na nie łożył i z czasem nie będzie aż takich wielkich różnic między niezarejestrowanymi, zarejestrowanymi przez księdza czy przed urzędnika.
                      • chalsia Re: W kwestii formalnej jest tak... 09.12.13, 17:12
                        > A rzeczy można i sprzedawać i oddawać. Dla mnie uczciwe jest to, co napisałem.
                        > Dla innych uczciwe jest co innego. A nieuczciwe jest dla mnie domaganie się pie
                        > niędzy na to, co się potem rozdaje za darmo.

                        a jaka jest w rzeczywistości różnica między wyrzuceniem dziurawych spodni a oddaniem biedniejszym tych jeszcze nie dziurawych ?
                        przecież efekt jest identyczny - brak na stanie 2 par spodni - więc trzeba kupić nowe 2 pary, za które trzeba zapłacić - powiedzmy przykładowo że za jedne pójdzie z alimentów od ojca, a drugie kupi matka
                        zaraz będziemy rozpatrywać, czy aby na pewno jakość i cena obu par nowych spodni będą na tym samym poziomie tongue_out

                        z ciuchów jakie oddaję, niewiele mogłabym sprzedać na allegro - tylko nieliczne JAK DLA MNIE są w stanie do sprzedaży bo bez śladów używania
                        • tricolour Nie ma żadnej róznicy... 09.12.13, 23:35
                          ... "między wyrzuceniem dziurawych spodni a oddaniem biedniejszym tych jeszcze nie dziurawych". Nie o to chodzi.

                          Różnica pojawia się wtedy, gdy domagamy się pieniędzy na rzecz, która potem marnotrawimy. Rozumiesz? Swoje pieniądze możemy wyrzucać w błoto bez "pośrednika" w postaci zakupu spodni - możemy wyrzucać wprost z portfela.

                          Ale czym innym jest żądanie pieniędzy na zakup rzeczy dla innej osoby (dziecka) a potem rozdawanie tych rzeczy. W moim rozumieniu jest to nieuczciwe, bo jest dysponowaniem nie swoim, nie za swoje i ze stratą. Dokładnie taką stratą, jaką jest zysk obdarowanego.
                          • chalsia już rozumiem !!! 10.12.13, 00:00
                            w Twoim pojęciu uczciwie będzie jesli zuzyte spodnie kupione za alimenty odsprzedam na allegro, a te kupione z mojej kieszeni to mogę sobie oddać albo wyrzucić, bez względu na ich stan (nawet nie używane)
                            ciekawe
                            a kto ma podejmować decyzje KTÓRE spodnie zostały kupione za CZYJE pieniądze ?
                            aaa, rozumiem, alimenty od ojca trzeba nosić w osobnym portfelu (a większość musiałaby je jeszcze z konta najpierw wybrać)
                            a co w takim razie z zakupami w necie?
                            • amsterdamska_mgla Re: już rozumiem !!! 10.12.13, 00:08
                              Chalsiu, ale czy jeśli odsprzedasz je na allegro za 5 zł, to nie powinnaś uczciwie poinformować eksa, że w przyszłym miesiącu ma Ci przelać o 5 zł mniej alimentów....? big_grin

                              Z zafascynowaniem przyglądam się nazywaniu alimentów na własne dzieci "żądaniem" pieniędzy.
                              • chalsia Re: już rozumiem !!! 10.12.13, 01:29
                                > Chalsiu, ale czy jeśli odsprzedasz je na allegro za 5 zł, to nie powinnaś uczci
                                > wie poinformować eksa, że w przyszłym miesiącu ma Ci przelać o 5 zł mniej alime
                                > ntów....? big_grin

                                no zastanawiałam się nad tym pod wpływem tego wątku
                                jeśli by tak zrobić, to powinno działać w drugą stronę czyli w przypadku dodatkowej potrzeby, no powiedzmy nowego hobby, ojciec powinien ekstra kasę wysupłać by dołożyć co najmniej połowę na to hobby potrzebne
                                ale w większości przypadków tak nie działa
                                no to może do dziecka skarbonki - jak dla mnie uczciwie
                                aaaaa, ale powinnam dla pełnej uczciwości (sic) uświadomić dziecko, że te przykładowe 5 czy 20 zł za spodnie zbyte na Allegro to tak jakby od ojca (ale przecież i ode mnie, bo się spodnie same nie wystawiły, nie sprzedały i nie wysłały)

                                ja tam jednak wolę w dziecku krzewić postawy prorodzinne i prospołeczne, że dobrych rzeczy się nie wyrzuca, że potrzebującym się pomaga
                                myślę, że eks nie ma nic przeciw temu (choć nie pytałam)

                                ooo, mam jeszcze jedno - NAJUCZCIWSZE- wyjście - oddawać ojcu te znoszone rzeczy, niech sam zdecyduje, ćzy je sprzeda, czy odda czy wyrzuci (już widzę uśmiech szczęścia rzeszy ojców na to rozwiązanie big_grin big_grin)
                                tylko nadal nie wiem, które spodnie były za moje, a które za ojcowskie pieniądze
                                • tricolour Owszem, można rzecz zaśmiewać... 10.12.13, 08:41
                                  ... szczególnie gdy się ma poprawne stosunki z eksem i nie ma żadnych konfliktów. Tyle, że nie każdy tak ma. Sama też tak nie miałaś przez całe lata, ale teraz jesteś gieroj, bo sytuacja się poprawiła. Mgła też bohater: kasa jest choć faceta nie ma. Toż to osiągnięcie cywilizacyjne!

                                  Ale Wasze bohaterstwo jakoś milczy gdy ktoś drze koty, normalnie woda w buzię. Na przykład moja ulubienica Zmęczona poprzez sądowe walki na noże do ostatniej kropli krwi ma zerowy kontakt ojca z synem. Ma też alimenty, ale to pyrrusowe zwycięstwo. A pamiętam jak jeszcze na tym forum gadali (znaczy Zmęczona ze Zmęczonym) choćby na temat tych nieszczęsnych butów górskich, ale każde się uparło i dziecko wychowuje się bez ojca. W poczuciu odrzucenia, olania, mając taki wzorzec ojca, że się spiedrala z domu jak najdalej od żony i dziecka. Wzorzec piękny, kupiony za kilka złotych. Co Wy na to?

                                  Więc nie chodzi tu o to która nogawka za Twoje pieniądze, czy pięć złotych. Chodzi o zasadę. Taką zasadę, że o której pisałem wyżej.
                                  • chalsia to było całkiem na poważnie z lekko nuto cynizmu 10.12.13, 09:36
                                    zastanawianie się było calkiem na poważnie - ja pragmatyczna jestem

                                    > ... szczególnie gdy się ma poprawne stosunki z eksem i nie ma żadnych konfliktó
                                    > w. Tyle, że nie każdy tak ma. Sama też tak nie miałaś przez całe lata, ale tera
                                    > z jesteś gieroj, bo sytuacja się poprawiła.

                                    a co TY wiesz o moich aktualnych stosunkach z eksem ???????
                                    NIC - bowiem NIC o aktualnych układach z eksem ani o sprawach dziecka w kontekście bycia samodzielną matką/rozwodu nie piszę, odkąd w czasie sprawy o obniżenie alimentów lat temu kilka okazało się, że eks do sądu składa wydruki z moimi postami z różnych for
                                    Piszę tylko o rzeczach całkiem przeszłych, nigdy o tym co na tapecie".
                                    Aczkolwiek rzeczywiście sytuacja się poprawiła w tym sensie, że klimat jest zdecydowanie chłodniejszy niż był.

                                    Ma też alimenty, ale to pyrrusowe z
                                    > wycięstwo. A pamiętam jak jeszcze na tym forum gadali (znaczy Zmęczona ze Zmęcz
                                    > onym) choćby na temat tych nieszczęsnych butów górskich, ale każde się uparło i
                                    > dziecko wychowuje się bez ojca. W poczuciu odrzucenia, olania, mając taki wzor
                                    > zec ojca, że się spiedrala z domu jak najdalej od żony i dziecka. Wzorzec piękn
                                    > y, kupiony za kilka złotych. Co Wy na to?

                                    u Ciebie to jak nie z prawa, to z lewa się obrywa, czyli gdzie nie spojrzeć to du.a z tyłu
                                    Zmęczona za pyrrusowe zwycięstwo alimentacyjne okupione zniknięciem ojca
                                    A mnie się dostanie (bo już tak inne panie obrywały od Ciebie), że od wieeeelu lat nie występuję o podniesienie alimentów (wszystko jedno czy bezpośrednio do ojca czy przez sąd) - w ciągu 10 lat inflacja 30%, więc de facto mam o 1/3 mniej na dziecko ze strony ojca. Ale ojciec w miarę regularny kontakt z dzieckiem ma, prezenty też dziecku kupuje.
                                    • tricolour I dokładnie o tym pisałem... 10.12.13, 09:43
                                      ... że masz lepiej, w żaden sposób w szczegóły tego "lepiej" nie wchodząc. Przecież nic nie wiem.

                                      "u Ciebie to jak nie z prawa, to z lewa się obrywa" - to może warto się zastanowić skąd się bierze miejsce na własnym ciele do brania a to z prawa, a to z lewa? Mnie by to bardziej interesowało niż zastanawianie się kto troll, sroll czy pierdzioll.

                                      I rzeczywiście zachęcam do podnoszenie alimentów, ale nie z okazji inflacji tylko z okazji rosnących potrzeb. Bo inflacja liczona jest inaczej i w mniejszym stopniu oddziałuje na koszt potrzeb dziecka, które zaspokoić muszą rodzice.
                                      • chalsia Re: I dokładnie o tym pisałem... 10.12.13, 10:25
                                        > I rzeczywiście zachęcam do podnoszenie alimentów, ale nie z okazji inflacji tyl
                                        > ko z okazji rosnących potrzeb. Bo inflacja liczona jest inaczej i w mniejszym s
                                        > topniu oddziałuje na koszt potrzeb dziecka, które zaspokoić muszą rodzice.

                                        mylisz się
                                        skumulowana inflacja w okresie dekady to 1/3 w dół, co oznacza, że mogę opłacić/kupić o 30 procent mniej niż kiedyś
                                        ponadto przez dekadę potrzeby dziecka rosną - bo ono rośnie - przykładowo je więcej i większe ubrania/buty kosztują drożej niż mniejsze
                                        pragmatycznie - 1 kotlet schabowy (surowe mięso) waży 100g, czyli na miesiąc potrzeba 3 kg dla dorosłej osoby
                                        alimenty były kalkulowane dekadę temu, dodatkowo wtedy dziecko nie zjadało kotleta 100g, tylko powiedzmy 60 czyli na miesiąc trzeba było 1,8 kg
                                        biorąc skumulowaną inflację pod uwagę teraz za tę samą kwotę mogę kupić nie 1,8 kg mięsa starczającego wtedy na miesiąc a tylko 1,2 kg co starczyłoby na niecałe pół miesiaca (bo teraz dziecko je jak dorosły i potrzeba3 kg/miesiąc)

                                        to przykład mechanizmu, więc proszę nie wyjeżdżać z tekstami o prawidłowej diecie oraz, ze niecodziennie się je schabowe, można kaszankę, etc

                                        no zachęcasz do podniesienia alimentow (z racji NAWET TYLKO zwiększających się potrzeb) - ale jak się to ma do ryzyka wypędzenia ojca w siną dal - co sam uważasz za pyrrusowe zwycięstwo

                                        • tricolour Chyba zapomniałas ile co kosztuje... 10.12.13, 10:34
                                          ... zwykłe Bartusie dla dwulatka (na zimę) to blisko dwie stówy. Tyle samo kosztowały moje Lasocki. Tu się nic nie różni. Kurtka to też 150zł, a potrzeba ze trzy sztuki, bo za każdym razem mokra po spacerze. I jest na sezon, góra dwa., nie to co moja.

                                          Niania kosztuje blisko dwa tysiące miesięcznie. Przedszkole będzie kosztowało 1000+ dodatki. Prywatne szkoła to góra tysiąc. Potem nie ma opłat za państwowe liceum i studia. Więc koszty "opieki" z rokiem maleją. Wiem, bo mam dorosłą córkę.

                                          I już ta jedna pozycja "opieka" z nawiązką kompensuje nawet pięć kotletów dziennie.
                                          • chalsia Re: Chyba zapomniałas ile co kosztuje... 10.12.13, 10:42
                                            > ... zwykłe Bartusie dla dwulatka (na zimę) to blisko dwie stówy.

                                            ale dekadę temu tyle nie kosztowały - Ty tego nie wiesz, bo Twoja córka była już dużo starsza, a syna jeszcze na swiecie nie było
                                            to, że TY masz Lasocki to Twój wybór i nie ma nic do rzeczy - teraz Bartki dla nastolatka kosztują blisko TRZY stówy

                                            nie porównuj z dorosłym tylko z szybko rosnącym dzieckiem w wieku nastu lat

                                            > Niania kosztuje blisko dwa tysiące miesięcznie. Przedszkole będzie kosztowało 1
                                            > 000+ dodatki. Prywatne szkoła to góra tysiąc. Potem nie ma opłat za państwowe l
                                            > iceum i studia. Więc koszty "opieki" z rokiem maleją. Wiem, bo mam dorosłą córk
                                            > ę.
                                            >
                                            > I już ta jedna pozycja "opieka" z nawiązką kompensuje nawet pięć kotletów dzien
                                            > nie.

                                            u Ciebie tak jest, ale to nie oznacza, że to jest prawidłowośc obejmująca wszystkich - przykładowo wystarczy nie mieć niani i cały Twój rachunek już nie działa
                                            • tricolour Ale gdy się nie ma nani... 10.12.13, 10:49
                                              ... to faktycznie mój rachunek nie działa, ale za to obniża się o tysiąc złotych miesięcznie. Myślę, że na schab wystarczy.

                                              "teraz Bartki dla nastolatka kosztują blisko TRZY stówy" - a widzisz. Czyli dwie stówy dla małego, potem trzy dla większego, a znów dwie dla dużego. Czyli nie jest prawdą, że zawsze koszty utrzymania rosną wraz z wiekiem, a taka teza jest tu wręcz święta. No, święta, bo korzystna.... do czasu gdy matka ma także za nią zapłacić.
                                              • chalsia Re: Ale gdy się nie ma nani... 10.12.13, 10:55
                                                > ... to faktycznie mój rachunek nie działa, ale za to obniża się o tysiąc złotyc
                                                > h miesięcznie. Myślę, że na schab wystarczy

                                                nie smile
                                                bo tego tysiąca (ani pół) nie ma w alimentach - czyli na schab starczy jeśli matka ze swojej kieszeni dołoży

                                                a widzisz. Czyli dwi
                                                > e stówy dla małego, potem trzy dla większego, a znów dwie dla dużego. Czyli nie
                                                > jest prawdą, że zawsze koszty utrzymania rosną wraz z wiekiem, a taka teza jes
                                                > t tu wręcz święta. No, święta, bo korzystna.... do czasu gdy matka ma także za
                                                > nią zapłacić.


                                                nie dwie na małego - było 120-140 na małego teraz trzeba prawie 300
                                                a CZY W PRZYSZŁOŚCI za lat kilka będzie trzeba 200 czy 300 czy 400 to na razie nie wiadomo
                                                natomiast wiadomo, że alimenty sądy ustalaja na podstawie AKTUALNYCH wydatków/potrzeb a nie PLANOWANYCH
                                                • tricolour No to ja widzę... 10.12.13, 11:02
                                                  ... że zaczynamy konstruować model samotnego rodzica: pracuje, ale nikt się w tym czasie dzieckiem nie zajmuje. Na dodatek kupuje jedne z najlepszych butów na rynku.

                                                  Myślę, że po takim początku dojdziemy do takiego uniwersalnego arkusza dla samotnie wychowujących.

                                                  A tak serio: zawsze można dobrać przy do poparcia swoich tez.
                                                  • chalsia Re: No to ja widzę... 10.12.13, 11:12
                                                    że zaczynamy konstruować model samotnego rodzica: pracuje, ale nikt się w t
                                                    > ym czasie dzieckiem nie zajmuje. Na dodatek kupuje jedne z najlepszych butów na
                                                    > rynku.

                                                    dzieckiem zajmuje się -jeśli nie niania -to do wyboru wedle sytuacji - np. złobek państwowy lub prywatny, przedszkole państwowe lub prywatne, szkoła państwowa lub prywatna, dziadkowie jedni i /lub drudzy,

                                                    a jakie buty kupuje, to juz zależy od poziomu i filozofii życia (żeby nie było - obojga rodziców)
                                                    a poza tym Bartki to nie są jedne z najlepszych butów na rynku odkąd przenieśli produkcję do Chin - to opinia pana od 20 lat prowadzącego 2 sklepy z butami dla dzieci - IMHO specjalisty w tej dziedzinie
                                                  • tricolour I możemy wrócić do początku rozmowy... 10.12.13, 11:37
                                                    ... skoro kupujemy najlepsze buty na runku, przez co są drogie, to może warto je sprzedać po jednym sezonie za stówę i taką stówę dołożyć do nowej pary? Bo po tyle chodzą używane, ale porządne buty.

                                                    Ja to uważam za uczciwe wobec drugiego rozwiązania: oddać za darmo tzw potrzebującym.
                                                  • chalsia Re: I możemy wrócić do początku rozmowy... 10.12.13, 11:44
                                                    po pierwsze tu Ty kupujesz drogie buty, jakie kupuję ja czy większość samodzielnych mam z alimentami- nie wiesz

                                                    tylko widzisz, używanych butów ze względów higienicznych i ortopedycznych ani nie kupuję, ani nie sprzedaję, JAK RÓWNIEŻ nie oddaję
                                                  • chalsia Re: I możemy wrócić do początku rozmowy... 10.12.13, 11:48
                                                    i jeszcze - żeby buty po jednym sezonie były w stanie nadajacym się do odsprzedaży, to trzeba miec sporo par tych butów
                                                    jak jest ich jedna-dwie to się zuzyją na tyle, że się do odsprzedania nie będą nadawały
                                                  • tricolour Palisz butami w piecu? 10.12.13, 13:21
                                                    No coś z nimi robisz. Może zwyczajnie wyrzucasz - ok. Twoja sprawa.

                                                    Ale tutaj raczej medale sobie przypinają za oddawania a to przyjaciółkom, a to biednym potrzebującym pomocy, a to domom małego dziecka rzeczy rosłego 14 latka. Fakt, może nie butów, bo buty są be i na be.

                                                    tongue_out
                                                  • zmeczona100 Re: Palisz butami w piecu? 10.12.13, 20:10
                                                    tricolour napisał:

                                                    a to
                                                    > biednym potrzebującym pomocy, a to domom małego dziecka rzeczy rosłego 1
                                                    > 4 latka.

                                                    Ośmieszyłes się wcześniejszym wpisem o 14-latku, po którym rzekomo miałam oddawać rzeczy do domu małego dziecka, więc teraz próbujesz zatuszować swoją kompromitację manipulując, iż ja to sama napisałam. Ale nie ze mną te numery, Bruner smile

                                                    Otóż to Ty stwierdziłeś, że po moim kiedyś 14- letnim synu oddawałam rzeczy do domu małego dziecka smile Ty to stwierdziłeś, a nie ja smile No chyba, że uważasz, iż mój syn urodził się jako 14-latek i taki jest do dziś smile

                                                    Otóż po moim kiedyś 14-letnim synu nie mogła oddawać rzeczy do domu małego dziecka także z innego powodu- jak sam zauważyłeś, mój syn wychował się w nienormalnej rodzinie smile No za cholerę nie chciał wymuskany siedzieć grzecznie przy stole, grywać całe dnie na pianinie czy skrzypcach. Jak na wychowywanego w patologicznej rodzinie chłopca przystało włóczył się po szkole z kolegami na sąsiednie boiska pograć w gałę, pojeździć na rolkach czy na rowerze, a do tego miał paskudny zwyczaj zadawać się z takim samym elementem patologicznym, z którym dochodziło często do łapania się wzajemnie "za fraki", doprowadzając je do rozciągnięć i porwań. No tak to bywa w patologii.

                                                    ... więc widzisz, Tri, że tych ciuchów nie dało się używać nawet do wycierania miarki oleju.

                                                    Za to odświętne sweterki, koszule i spodnie zawędrowały do schroniska dla bezdomnych. Pozostawiam Ci, o Wielki Filozofie, pole dla Twojej wyobraźni- dlaczego własnie tam, a nie gdzie indziej smile

                                                    Za to jeszcze gdzieniegdzie walają się jeszcze po nim buty. Reflektujesz?
                                                    Uprzedzam, że śmierdzi z nich prawie jak we francuskiej wytwórni najwykwintniejszych serów i nie odpowiadam ani za ewentualną hodowlę w nich grzybów, ani za następstwa w postaci np. zniekształceń stóp, do których może dojść w wyniku ich użytkowania.
                                                    To jak- nadać Pocztexem czy DHLem?
                                                  • amsterdamska_mgla Lepsze niż kieliszek wina :) 10.12.13, 22:52
                                                    Droga Zmęczona, dzięki za pozytywne domknięcie dnia. Padam na twarz po powrocie z pracy i Twój post uskrzydlił mnie na końcówkę dnia. Rewelacja smile
                                                  • tricolour Łżesz, Zmęczona, jak zwykle... 10.12.13, 23:33
                                                    ... gdy się przewrócisz o własne ograniczenie. Jak Macierewicz.

                                                    Złapana za jęzor kłamiesz. Więc Ci wyjaśnię, kłamczucho: nie twierdziłem, ale zapytałem. Zapytałem tak: Oddałaś do domu małego dziecka rzeczy po 14-letnim dryblasie jadającym setki bułek tygodniowo (jak pisałaś w wyliczeniu alimentów), któremu jednocześnie sępiłaś na buty górskie?

                                                    Zapytałem i dostałem odpowiedź: no, oddałam.

                                                    Więc ja już niczego nie muszę twierdzić. Natomiast Ty jakoś musisz wybrnąć więc kłamiesz. Kłamiesz nawet tym cytatem sądowym, który dostałaś znacznie później niż forumowa dyskusja o butach.

                                                    I wiesz co? Gęba mi się śmieje...
                                                  • altz Re: No to ja widzę... 10.12.13, 11:59
                                                    chalsia napisała:
                                                    > a poza tym Bartki to nie są jedne z najlepszych butów na rynku odkąd przenieśli
                                                    > produkcję do Chin - to opinia pana od 20 lat prowadzącego 2 sklepy z butami dl
                                                    > a dzieci - IMHO specjalisty w tej dziedzinie

                                                    Zatrzymałem się na kwocie 120-150 zł za bartki. Może później nastąpiły zmiany cen, nie obserwowałem cen, natomiast oglądając buty zauważyłem trend na oszczędzanie, a ja buty oglądam bardzo skrupulatnie i znam się na tym.
                                          • altz Re: Chyba zapomniałas ile co kosztuje... 10.12.13, 11:54
                                            tricolour napisał:
                                            > Niania kosztuje blisko dwa tysiące miesięcznie. Przedszkole będzie kosztowało 1
                                            > 000+ dodatki. Prywatne szkoła to góra tysiąc. Potem nie ma opłat za państwowe l
                                            > iceum i studia. Więc koszty "opieki" z rokiem maleją. Wiem, bo mam dorosłą córkę.

                                            To jest prawda, dziecko kosztuje z czasem mniej i te koszty są już później na względnie zbliżonym poziomie.
                                            Według opisów kobiet jest tak, że:
                                            "najdroższe są małe dzieci, a potem już koszty tylko stale rosną".

                                            co byłoby przydatne przy ustalaniu alimentów i budowania piedestału dla matki, ale jest przecież niezgodne z logiką.
                                  • chalsia wybiórczą bardzo masz pamięć 10.12.13, 10:35
                                    > Ale Wasze bohaterstwo jakoś milczy gdy ktoś drze koty, normalnie woda w buzię.

                                    odpisuję, doradzam w każdym INDYWIDUALNYM przypadku zgodnie z moim osądem danej konkretnej sprawy - a więc różnie
                                    a czasami w ogóle nie piszę, bo wszystko zostało już napisane, albo nie czytałam wątku
                                    czasami daję argumenty za "walką", czasami za "pokojem" - np. ostatnio Przebudzeniu w kwestii rozwodu co to miał być bez orzekania "ale z argumentami na jego winę"
                                  • zmeczona100 Re: Owszem, można rzecz zaśmiewać... 10.12.13, 20:24

                                    > Na przykład moja ulubienica Zmęczona poprzez sądowe walki na
                                    > noże do ostatniej kropli krwi ma zerowy kontakt ojca z synem.

                                    Nie wiem, jak to przeżyjesz, ale nie odwzajemniam do Ciebie tych uczuć, Tri. To po pierwsze. W zasadzie mogę napisać wprost, że jesteś mi kompletnie obojętny- dokładnie tak samo, jak mój ex smile A obojętność to ponoć najwyższa forma pogardy.

                                    Po drugie- mój syn ma dokładnie teraz taki sam kontakt ze swoim ojcem, jak w czasie, kiedy żyliśmy w rodzinie smile Tyle, że wtedy było to "usprawiedliwione".

                                    Natomiast Twój tok rozumowania tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że niektórzy samcy nie powinni się rozmnażać smile Bo to pociąga za sobą odpowiedzialność za potomstwo, które nie jest jeszcze samodzielne.
                                  • zmeczona100 Ad butów, które nie dają spokoju Tricolourowi 10.12.13, 20:42
                                    tricolour napisał:

                                    A pamiętam jak jeszcze na tym forum gadali (znaczy Zmęczona ze Zmęcz
                                    > onym) choćby na temat tych nieszczęsnych butów górskich, ale każde się uparło i
                                    > dziecko wychowuje się bez ojca.

                                    Otóż, Tri, w zmodyfikowanym żądaniu pozwu w zakresie alimentów na syna, uwzględniłam koszt butów i nie tylko smile Tzn. wnosiłam o to, aby ojciec dziecka przedstawił kwotę, jakiej żąda na wyposażenie dziecka na ich wyjazdy wakacyjne, aby kwotę tą wliczyć w koszta utrzymania dziecka, stanowiące podstawę do określenia wysokości alimentów smile Polecam to każdej matce, której alimenciarze zarzucają, że nie przygotowuje dziecka na zaplanowany przez ojca wspólny z dzieckiem wypad na Księżyc wink - jak tego oczekiwał Tri w sytuacji okołobutowej. Sąd bowiem mój wniosek odrzucił uzasadniając, że "Kosztami dodatkowymi, związanymi ze specyficznymi potrzebami małoletniego, wynikającymi z warunków i miejsca wspólnych wyjazdów, obciąża rodzica, który wyjazd ten planuje". I tak to, Tri, nie jestem zobowiązana do spełniania zachcianek exa smile
                      • karolivia Re: W kwestii formalnej jest tak... 10.12.13, 11:58
                        To do mnie? Bo drzewko mocno rozbudowane i ciężko mi się połapać.
                        Rodziną nazywam siebie plus potomstwo, i chociaż rodzina jest niepełna to moim zdaniem NORMALNA. W co Tobie pewno ciężko uwierzyć.
                        Mało tego uważam, że bardziej normalna niż nie jedna PEŁNA którą znam tongue_out
                        Skąd Ty wziąłeś konkubinat??? Nie mam pojęcia.
                        W kwestii związków damsko męskich to pomiędzy byciem singlem a mieszkaniem z kimś (obojętnie czy z mężem czy z konkubentem) jest całe morze szarości i rożnych etapów "bycia".
                        Myślisz mocno stereotypowo. A to utrudnia ocenę rzeczywistości.
                  • chalsia Re: Ja Was doskonale rozumiem... 09.12.13, 17:31
                    > W normalnej, pełnej rodzinie tak nie ma. Bo nikt z zewnątrz pieniędzy nie dosta
                    > rcza na podetknięcie tabelki. Trzeba samemu zarobić: głową, rękami, czym tam si
                    > ę dysponuje. Nie pismem do sądu podnoszącym alimenty na całe dziesięciolecia ty
                    > lko własną praca. I do tej własnej pracy zaliczam także sprzedaż rzeczy choćby
                    > na Allegro, choćby za pięć złotych.
                    >
                    > Na tym polega - moim zdaniem - uczciwość.

                    po pierwsze to w takim razie sam postępowałeś wbrew temu co wyżej napisałeś, bowiem w Twojej obecnej pełnej rodzinie oddawałeś rzeczy, a nie sprzedawałeś na allegro za 5 czy więcej złotych

                    po drugie - wśród znajomych mi rodzin PEŁNYCH nie było ANI JEDNEJ, która sprzedawała używane rzeczy po dzieciach na allegro czy gdzie indziej - i to zarówno wśród lepiej, jak i gorzej sytuowanych rodzin - wszyscy oddawali "w dół" w rodzinie czy znajomym

                    po trzecie - każdy jak widać ma swoje rozumienie uczciwości
            • bozenadwa Re: Czyli oddajesz za darmo... 09.12.13, 20:36
              tricolour napisał:

              >
              > PS. Alergię mam generalnie na kretynizm. Zupełnie mnie przy tym nie obchodzi, c
              > zy to Twój osobisty kretynizm objawiający się elaboratem (zamiast uśmiechem) po
              > nieuważnym przeczytaniu pytania Bożeny, czy kretynizm kogoś innego.


              To juz nie okazalo sie smieszne.Ale jak ktos lubi wirtualme pyskowki i traktuje to z przymruzeniem oka .....no to moze na taki wpis odpowiadac.
              Nowi forumowicze wogole nie powinni reagowac i traktowac powaznie to co pisze tri.
        • bozenadwa Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 09.12.13, 20:26
          Tri okazuje sie ze jestes niezniszczalny :}

          usmiechnelam sie nawet jak przeczytalam Twoj post .

          A swoja droga ,ze Ci sie nadal chce ???
          • zmeczona100 Re: Postaram się jakoś rozwiać Twoje wątpliwości. 10.12.13, 20:47
            Tu nie chodzi o chcenie czy nie- on po prostu musi jakoś podbudowywać swoje rozdęte ego. A nic tak dobrze mu nie robi, jak dokopywanie innym, czepianie się, odwracanie kota ogonem i ogólnie sprowadzanie do swojego poziomu. Jeśli wrzucisz nick jego w wyszukiwarkę forumową, to zauważysz pewien standardzik na tym forum- co kilka miesięcy powstaje wątek specjalnie o nim, tzn. o jego trollowaniu. Akurat ten się teraz trafił wink
            No widocznie chłopina musi. Odreagowuje. Widocznie tak rozsiewa swoją szczęśliwość wink
      • bozenadwa Re: prrosze o pomoc 09.12.13, 20:23
        Rano przeczytalam Wasze posty i bardzo mi pomogly.ale nie mialam czasu Wam podziekowac,

        Robie to teraz
        DZIEKUJE

        i Pozdrawiam
    • kami_hope Re: prrosze o pomoc 09.12.13, 23:24
      Przelecialam posty od gory do dolu, glupoty takie, ze w ogole zal komentowac. Ale... w sumie to sie nie dziwie bo...
      Czy to Twoje pytanie to serio? Napisalas, ze masz sprawe rozwodowa, wniosek - dorosla jestes smile. Jakim cudem wiec, dorosla osoba nie wie jakie sa jej koszty utrzymania?!
      Pomijajac przypadki ludzi niepelnosprawnych oraz dzieci - osoba, ktora nie utrzymuje sie sama, ba! nawet nie wie jaki jest koszt utrzymania jest glupia lub/i zdemoralizowana.

      A pionta jest taka: glupota glupota sie zywi.

      Swoje powiedzialam. Oburzonym posylam smile usmiech.
      • tricolour No bo przecież nie chodziło o to... 09.12.13, 23:27
        ... ile kosztuje utrzymanie, bo to wiadomo.

        Chodziło o to, jak wyliczyć, by dobrze wyszło.
        • kami_hope Re: No bo przecież nie chodziło o to... 09.12.13, 23:35
          zdemoralizowana?
          • tricolour Myślę, że nie... 09.12.13, 23:38
            ... zwyczajny, typowy polski cwaniak. Ale leży to w obszarze demoralizacji. Społecznej.
    • lampka_witoszowska Re: prrosze o pomoc 10.12.13, 08:02
      przeczytałam całośc i powiem jedno - chłopom we łbach się poprzewracało z braku odpowiedzialności

      słaba płeć, po prostu. Mamusie nauczyły, że mają prawo żyć pod ochronką, że są towarem pożądanym choćby nie wiem, co - i się wykolejają jeden po drugim. Żal patrzeć.
      • amsterdamska_mgla Re: prrosze o pomoc 10.12.13, 08:35
        Patrzeć żal, nam, współczesnym im kobietom. Przerażające jest jednak to, że oni, choćby pośrednio, kształtują postawy dzieci, z których za parę/naście lat wyrośnie pokolenie młodych ludzi, zakładających rodziny. Lub uciekających od zakładania, po takich "wzorcach".
        • lampka_witoszowska Re: prrosze o pomoc 10.12.13, 08:44
          sądzę, że na dłuższą metę ewolucja sprawę załatwi - albo się wykruszą, albo oslabią cywilizację i ta siłą rzeczy wtedy upadnie, a wtedy jak zwykle powstanie nowa, bardziej wartościowa
          • amsterdamska_mgla Re: prrosze o pomoc 10.12.13, 09:35
            Lampko, czyli "Seksmisja" jednak prorocza... wink
        • tricolour A Ty kogo sobie wybrałaś na męża? 10.12.13, 08:47
          Odpowiedzialnego męża i ojca? To gdzie on jest gdy go nie ma?

          Jakie masz doświadczenia życiowe, które mogą być podstawą do oceny innych? Jakie masz wzorce osobowe kandydatów na życiowych partnerów, skoro nie potrafiłaś zbudować stabilnej rodziny? Jakie masz realne podstawy wychować dzieci inaczej (lepiej) niż Ty i Twój ex?
          • lampka_witoszowska Re: A Ty kogo sobie wybrałaś na męża? 10.12.13, 08:51
            to do Mgły, jak rozumiem?
            • tricolour Tak, do Mgły... 10.12.13, 09:13
              ... która zapomina, że sama współtworzyła pod każdym względem swoje niepowodzenie życiowe. I nie ma żadnych merytorycznych podstaw uważać, że potrafi inaczej.
              • amsterdamska_mgla Re: Tak, do Mgły... 10.12.13, 09:34
                https://mm.salon24.pl.s3.amazonaws.com/83/dc/83dcbf5ab80679d2a2c37a151cda1f96,2,0.jpg
                • tricolour To Twój mąż przy grze strategicznej? 10.12.13, 10:51
                  • amsterdamska_mgla Re: To Twój mąż przy grze strategicznej? 10.12.13, 22:56
                    Rozczaruję Cię chłopczyku. Nie mam męża. Buuuu.
          • zmeczona100 Re: A Ty kogo sobie wybrałaś na męża? 10.12.13, 20:32
            > Odpowiedzialnego męża i ojca?

            Tri, że tak zapytam- a jak ona mogła sprawdzić "przed", że to jest dobry materiał na ojca? Jak katoliczka (nie mieszkając z kandydatem, nie mając z nim dzieci przed ślubem, nie żyjąc jak mąż z żoną) może wiedzieć, czy kandydat się sprawdzi jako mąż i ojciec? Napisz - JAK? Bez sofizmatów, w których tak się lubujesz i które stanowią esencję Twego forumowego życia.

            > To gdzie on jest gdy go nie ma?

            Jak go nie ma, to gdzie ma niby być? Weź się zastanów, co piszesz.
            • tricolour No właśnie nie mogła sprawdzić... 10.12.13, 21:21
              ... a będąc tego świadoma pisze głupio, z pozycji wyższości, o facetach "oni". Na dodatek sama wychowuje dzieci i też nie wie, co z nich wyrośnie mimo najszczerszych checi - takich samych checi jakie ma każda matka.

              PS. Znów Cię jakaś wścieklizna wzięła i latasz po całym wątku? To za tę prostytucję?
              • zmeczona100 Re: No właśnie nie mogła sprawdzić... 10.12.13, 22:09
                A co, psuję Ci zabawę?
                Biedactwo.
                • tricolour Nie jesteś w stanie zepsuć zabawy... 10.12.13, 23:23
                  ... od lat nie jesteś w stanie, o czym wiesz. Może mnie tylko próbować ugryźć, ale nie wiesz jak.

                  Gdy napisałem wprost, że byłaś małżeńską prostytutką, to czekałem aż zaczniesz wierzgać i latać z pianą na pysku. No i mam, hłe hłe hłe. Prześmiewcze posty o swoim patologicznym synu są z tego samego obszaru co Twoja prostytucja: brak szacunku. Nawet do własnego syna - no ale z czego ten szacunek ma płynąć?

                  PS. Masz może coś czego nie powiedziałem? Już ze dwa dni nie zajmowałem się czymś czego nie powiedziałem.

                  • amsterdamska_mgla Kto to jest? 10.12.13, 23:33
                    Czy ktoś mógłby mnie proszę oświecić, bo jednak chyba za świeża jestem na forum, kim jest ten osobnik, tak parszywie traktujący swoich rozmówców? Jak można w ogóle tak się odnosić do ludzi? To jest tolerowane, bo taki jego urok, czy większość ma włączonego ignora, czy o co chodzi?
                    • tricolour Chodzi o to... 10.12.13, 23:38
                      ... że mnie napadać jest dobrze, zwłaszcza kupą, a bardzo zwłaszcza nieprawdą.

                      Natomiast prawda między oczy, prawda sama przecież osobiście wyjawiona (może nie wprost, a między wierszami, ale jednak) jest parszywym traktowaniem.

                      No, to ja proponują nie traktować samego siebie parszywie, to wtedy nikt nie będzie mógł napisać czegoś parszywego.
                      • amsterdamska_mgla Re: Chodzi o to... 10.12.13, 23:46
                        Wiesz co...nie wiem, o czym piszesz do Zmęczonej i nie obchodzi mnie to, bo to jej osobiste sprawy. Wiem, że traktujesz ją parszywie i oburza mnie to, tak po ludzku.

                        Pracuję w miejscu nasyconym prostytutkami. Każde miasto ma taki swój Pigalak, moje też. Nie wołam za nimi, że są qrwami; mijając się z nimi uśmiecham się do nich i czasem się pozdrowimy, jeśli kojarzymy się z widzenia.

                        Tyle ode mnie do Ciebie i ani znaku więcej.
                        • tricolour Myślisz, że chamstwo sprawia mi przyjemność? 10.12.13, 23:55
                          Nie, nie sprawia. Nigdy nie sprawia.

                          Owszem, mógłbym olać obelgi pod moim adresem. Może mógłbym i olać obelgi pod adresem mojej żony, bo przecież wiadomo, że jak się poślubia kogoś takiego jak ja (czyli jakiego?) to jest się co najwyżej zerem. Takie aluzje są dość częste.

                          Ty się dziwisz i zniesmaczasz tym, co piszę. Ja reaguję inaczej.
      • amsterdamska_mgla Re: prrosze o pomoc 10.12.13, 08:42
        I Lampko, jeszcze jedno - dlaczego znów "mamusie nauczyły"? A tatusiowie gdzie byli? Uczy się nie tylko aktywną postawą podcierania tyłeczka i klepania po pupci dorastającego chłopa, uczy się też modelowaniem, postawą bierną. Tatuś siedzący z gazetą i pierdzący patriarchalnie w fotel, tatuś nieobecny, niealimentujący, olewający dziecko, tatuś chlejus, tatuś nieodpowiedzialny, tatuś lowelas mający w de rodzinę i tak dalej - to wszystko modele tatusiów, którzy wespół z nadopiekuńczymi mamusiami zapatrzonymi w cud świata jakim jest synek, wychowują takich żałosnych nieudaczników. I potem taki produkt może siedzieć i klepać tysięczny post na forum, wylewając frustracje na każdego, kogo ma w zasięgu, zamiast wziąć się do roboty, żeby długi pospłacać. Jakoś mało głosów uczciwych, odpowiedzialnych ojców, ale w sumie mnie to nie dziwi. Nie sądzę, żeby ich nie było wcale, choć i może są w mniejszości. Zapewne po prostu są w pracy i zarabiają - na swoje dzieci i siebie.
        • lampka_witoszowska Re: prrosze o pomoc 10.12.13, 08:49
          do synów najczęściej modlą się mamusie

          u nas tym bardziej, bo mamy jakies 200 lat wojowania w historii - ojciec nieobecny, bo walczył albo siedział, albo zginął,a każdy nowy chłop na świecie był cenny - bo miał walczyć za ojczyznę
          więc mamusie wychowywały, z lekka dostają cbzika na punkcie roli, jaką syn miał przed sobą

          ale to moja teoria, mogę się mylić smile

          już lepiej, żeby ci ojcowie jak piszesz, byli obecni i to obecni mądrze
          przekazywali wartościowe wzorce i stawiali wymagania - nie, żeby dziecko zarobiło sobie na studia samo, bo tatusia do nowej babeczki poniosło albo trwanie w małżeństwie go przerosło - i potrzebuje udziału dziecka we własnych zobowiązaniach alimentacyjnych
          mówię o wymagania co do postaw

          dotyczy to też matek

          kochac - byle mądrze - i byc przy dziecku
        • altz Re: prrosze o pomoc 10.12.13, 09:10
          amsterdamska_mgla napisała:
          > I potem taki produkt może siedzieć i klepać tysięczny post na forum, wylewając frustracje
          > na każdego, kogo ma w zasięgu, zamiast wziąć się do roboty, żeby długi pospłacać.
          Ulżyło? smile
          Kobiet na forach jest dużo więcej, ale jakoś im przeszkadzają faceci mający zdanie odmienne. wink

          > Zapewne po prostu są w pracy i zarabiają -na swoje dzieci i siebie.
          Plan życia na facetów? Łopata i naprzód? Przez całe życie?
          A może zrobić sobie koszulkę "żyję po to, żeby zarabiać na rodzinę/alimenty/kochankę"?
          Bo frajer zawsze jest winien sobie sam... wink
          • amsterdamska_mgla Re: prrosze o pomoc 10.12.13, 09:48
            Nic mi nie musi ulżyć, bo nie moje to akurat bolączki.
            Mój eks, jakkolwiek nie z powodu jego zalet się z nim rozwodziłam wink, siedzi w pracy i zapiernicza, żeby zarobić na rodzinę. Ja również zapierniczam, żeby zarobić na rodzinę. Eks lubi gry strategiczne, ja lubię do herbatki poklepać na forum. Kilkadziesiąt postów na kwartał, a nie kilka tysięcy wink

            > > Zapewne po prostu są w pracy i zarabiają -na swoje dzieci i siebie.
            > Plan życia na facetów? Łopata i naprzód? Przez całe życie?

            Altz, nie są to czcze deklaracje, bo wiem, co przeszłam w życiu i jakie mam doświadczenia. Gdyby mi nie starczało na dzieci (alimenty na nie), słowo daję, wzięłabym się do trudnej i żmudnej, ale uczciwej pracy. Nie łopata w garść, bo potrzebnej krzepy nie mam, są silniejsi, ale żelazko i mopa jak najbardziej. Wiem, ile płacę pani sprzątającej, umiem dodawać - byłby niezły dodatek miesięcznie. Korona by mi z głowy nie spadła, naprawdę.

            I pytasz czy przez całe życie - nie wiem, być może. W sumie tak wygląda moje życie - praca zawodowa, galop między szkołą, przedszkolem i domem. Kto samotnie wychowuje dziecko (a mam 2) wie, ile to roboty, o której zresztą alimentujący bądź niealimentujący tatusiowie rzadko pamiętają - o stertach prania, sprzątania, zmywania, prasowania, gotowania, zakupów, odrabiania lekcji, ćwiczeń rehabilitacyjnych, zajęć dodatkowych, leczeniu chorób etc, które matka musi w dobie zmieścić. Nie użalam się, chciałam mieć dzieci, takie są konsekwencje, to idzie w pakiecie. Ale nie, nie umiem zrozumieć ojców - nierobów, którzy użalają się, że muszą płacić alimenty, zamiast wziąć ową łopatę, młotek, szmatę, zmywak czy cokolwiek bądź w garść i stanąć na wysokości zadania.
            Męskość jest chyba nieco przereklamowana wink bo to raczej kobiety we współczesnych czasach dają radę...
            • altz Re: prrosze o pomoc 10.12.13, 11:47
              amsterdamska_mgla napisała:
              > Kto samotnie wychowuje dziecko (a mam 2) wie, ile to roboty, o której zresztą
              > alimentujący bądź niealimentujący tatusiowie rzadko pamiętają - o stertach prania,
              > sprzątania, zmywania, prasowania, gotowania, zakupów, odrabiania lekcji, ćwiczeń rehabili
              > tacyjnych, zajęć dodatkowych, leczeniu chorób etc, które matka musi w dobie zmi
              > eścić.
              Matka tak ma, bo matka chce być samodzielna i sama wszystkim rządzić. W obecnej Polsce nie ma powodów żeby być z kimś, samemu żyje się łatwiej, nie trzeba się porozumiewać, planować, uwzględniać itd., jednym słowem, pełna wolność. I to chyba o to chodzi w całym tym bałaganie. smile
              A z tym praniem już nie przesadzaj, robiłem to wiele lat ręcznie, robiłem wiele lat przy pomocy pralki. Z pralką to nie jest żadna robota, tak samo ze zmywarką, chociaż i zmywanie ręczne to nie jest żaden problem. Prace domowe bardzo się uprościły przez ostatnie 100 lat i obecne kobiety wykonują może 1/5 tej pracy, co robiły ich babcie, a może nawet mnie, natomiast w przeciwieństwie do babek, cały czas się tym szczycą. smile

              > Ale nie, nie umiem zrozumieć ojców - nierobów, którzy użalają się, że
              > muszą płacić alimenty, zamiast wziąć ową łopatę, młotek, szmatę, zmywak czy co
              > kolwiek bądź w garść i stanąć na wysokości zadania.
              Proszę bardzo, jeśli jesteś taka sprytna. Wyślę Ci listę miliona osób chętnych do pracy. Kombinuj! wink Takie sobie babskie gęganie, pogęgać sobie zawsze można.
              Czy wiesz że oprócz większych miast nie ma takich prac jak sprzątanie u kogoś, mycie szyb, korepetycje, prace porządkowe w gospodarstwie itd.? Ludzie z biedy robią to sami, bezrobocie realne sięga 25%.
              Więc licz sobie te swoje wirtualne pieniądze.

              > Męskość jest chyba nieco przereklamowana wink bo to raczej kobiety we współczesny
              > ch czasach dają radę...
              Za pomocą alimentów od mężczyzn czy z FA, co na jedno wychodzi, bo to głównie mężczyźni tworzą budżet państwa wykonując prace produkcyjne. Byłem w Urzędzie Pracy, tam mnóstwo pań symulujących że pracują, to jest dopiero ukryte bezrobocie! smile
              • chalsia Re: prrosze o pomoc 10.12.13, 11:52
                > Czy wiesz że oprócz większych miastnie ma takich prac jak sprzątanie u kogoś,
                > mycie szyb, korepetycje, prace porządkowe w gospodarstwie itd.? Ludzie z biedy
                > robią to sami, bezrobocie realne sięga 25%.

                tak, robią sami
                co nie oznacza, że takich prac nie ma w mniejszych miastach - bo i w takich mieszka grupa wystarczająco zamożna by zatrudniać do tego innych
                ______
                Większość ludzi to ssaki.
              • amsterdamska_mgla Re: prrosze o pomoc 10.12.13, 23:08
                >Prace domowe bardzo się
                > uprościły przez ostatnie 100 lat i obecne kobiety wykonują może 1/5 tej pracy,
                > co robiły ich babcie, a może nawet mnie, natomiast w przeciwieństwie do babek,
                > cały czas się tym szczycą. smile

                Patriarchalne pitolenie, ale odpowiem. W przeciwieństwie do pokolenia prababek czy tam babek, nie jestem tylko "gospodynią domową", ale także prowadzę swoją firmę = pracuję zawodowo, dużo i ciężko, nocami piszę artykuły, żeby dorobić (nie codziennie, fakt), już będąc matką zrobiłam drugi fakultet i obecnie zaczynam e-nte szkolenie na miarę podyplomówki. Gdzie nie tylko uczęszczam, ale również się uczę, zaliczam etc. Więc tak, mimo posiadania pralki, jest to robota i zajmuje czas. Moje tygodniowe pranie to około 8 wsadów, które piorą się po ok. 2 godziny. Piorą się same, ale segreguję, wkładam, wsypuję proszek, nastawiam, wyjmuję, rozwieszam, zdejmuję, składam, chowam, a co do prasowania, prasuję , składam i chowam JA. Nie mam takiej pralki, która by to zrobiła za mnie. Poskładanie tygodniowego prania zajmuje mi minimum 1 godzinę, wiem, bo sprawdzałam z zegarkiem. Tyle tego jest. Dzieci małe i lubią tarzać się w błocie i oblewać pomidorówką. Zmywarki nie posiadam. Zmywam raz na dobę, bo nie znoszę - 30-40 minut. Więc nie pitol mi proszę o prababkach.

                > Czy wiesz że oprócz większych miast nie ma takich prac jak sprzątanie u kogoś,
                > mycie szyb, korepetycje, prace porządkowe w gospodarstwie itd.?

                To może zamiast narzekać, rusz de i uderz do dużego miasta? Mam okna wielkości stadionu piłkarskiego, brudne, bo nie mam czasu i siły ich umyć. Zapraszam, uczciwie zapłacę. Plus bonus za zdjęcie firan i zasłon do prania, a potem powieszenie, bo ja jestem niewysoka, a mieszkanie przedwojenne. Wypiorę i poprasuję sama, do pralki i żelazka dosięgam.
                • altz Re: prrosze o pomoc 10.12.13, 23:29
                  amsterdamska_mgla napisała:
                  > Patriarchalne pitolenie, ale odpowiem.
                  Może i patriarchalne, ale nie napiszę przecież, że mężczyźni to robili? smile Nie robili.
                  Teraz robią i o tym nie piszą, nie chwalą, natomiast kobiety piszą. Tym się różnimy.

                  > To może zamiast narzekać, rusz de i uderz do dużego miasta? Mam okna wielkości
                  > stadionu piłkarskiego, brudne, bo nie mam czasu i siły ich umyć. Zapraszam,
                  > uczciwie zapłacę
                  .
                  Chwali się deklaracja o uczciwym płaceniu.
                  Ja z mycia okien u ludzi już wyrosłem i mam inne pomysły na zarobek, nie stać mnie już na wykonywanie takich prostych i rzadkich prac.
                  Ludzie z mniejszych miejscowości nie pojadą do pracy do dużego miasta w Polsce z zamieszkaniem, bo ich zwyczajnie nie stać. Dużo łatwiej jest im pojechać do pracy za granicę, bo tam można się porozumieć w sprawie utrzymania i zaliczek na start.
                  • amsterdamska_mgla Re: prrosze o pomoc 10.12.13, 23:41
                    > Teraz robią i o tym nie piszą, nie chwalą, natomiast kobiety piszą. Tym się róż
                    > nimy.

                    Altz, nie mam siły teraz, ale wiem, że potrafisz sensownie czytać i analizować dane, więc poszukam, jakie jest obłożenie kobiet a jakie mężczyzn pracami domowymi współcześnie. Kobiet i mężczyzn pracujących w wymiarze pełnego etatu zawodowo, ok? Bo na tym polega problem. Pradziadek był piekarzem i harował od świtu do nocy, ale to prababcia opierała na tarze jego, siebie i 6 dzieci, gotowała i sprzątała chałupę. A nie, że robiła to wszystko po powrocie z fabryki. Dlatego nie zgadzam się na takie porównania. Wiem naprawdę, jak wyglądają współczesne rodziny z mojego pokolenia i jakim problemem jest męskie pierdzenie w stołki po pracy, gdy żona po pracy zasuwa na kolejne półtora etatu. W rodzinach rozwiedzionych to oczywiście rozkłada się jeszcze bardziej niekorzystnie. I nie piszę na podstawie swoich bóli, naprawdę, ja w tym temacie mogłam narzekać umiarkowanie.

                    > Ludzie z mniejszych miejscowości nie pojadą do pracy do dużego miasta w Polsce
                    > z zamieszkaniem, bo ich zwyczajnie nie stać. Dużo łatwiej jest im pojechać do p
                    > racy za granicę, bo tam można się porozumieć w sprawie utrzymania i zaliczek na
                    > start.
                    Rozumiem, ale piszę to, co piszę, w odpowiedzi na Twoje podważenie moich deklaracji machania mopem czy żelazkiem, gdyby mi nie starczało na życie. A ja akurat mieszkam w dużym mieście. Z dużymi oknami smile
                    • altz Re: prrosze o pomoc 11.12.13, 11:02
                      amsterdamska_mgla napisała:
                      > poszukam, jakie jest obłożenie kobiet a jakie mężczyzn pracami domow
                      > ymi współcześnie. Kobiet i mężczyzn pracujących w wymiarze pełnego etatu zawodo
                      > wo, ok? Bo na tym polega problem. Pradziadek był piekarzem i harował od świtu d
                      > o nocy, ale to prababcia opierała na tarze jego, siebie i 6 dzieci, gotowała i
                      > sprzątała chałupę. A nie, że robiła to wszystko po powrocie z fabryki.

                      Nie szukaj, nadal kobiety średnio robią dużo więcej w domu, niż mężczyźni. Takich lewusów znam mnóstwo. Kobiety utrzymują nasze domy w stanie przydatności do zamieszkania, dawno byśmy zarośli brudem. smile
                      Ja mówię tylko o tym, że jest coraz więcej panów, którzy sami wszystko robią, zajmują się przy tym dziećmi. Znam takich panów wielu i jeszcze ani razu nie usłyszałem narzekania, że jest to ciężkie. Raczej mówią, że pralka pierze, nie oni.
                      Ty może po prostu za dużo robisz, bo takie masz wzorce rodzinne? Np. pewnych rzeczy nie trzeba prasować, bo efektu nie ma, do zmywarki naczynia może włożyć dziecko i to może być jego zadanie (wiem, że nie masz zmywarki), wyrzucanie śmieci może być czyimś stałym obowiązkiem, niekoniecznie Twoim.
                      U mnie było tak, że pewnych czynności, które robią zazwyczaj kobiety, żona nie ruszała, robiła raz co 5 lat, gdy mnie nie było, bo to ja robiłem, gdy powiedziałem, że sama też może czasami wyrzucić śmieci, to się na mnie obraziła. smile
          • lampka_witoszowska Re: prrosze o pomoc 10.12.13, 09:49
            Altz, żeby miec zdanie, to trzeba w miarę przytomnie: zatrzymac się, pomyśleć i dojść do przemyśleń, które choć trochę trzymają się logiki i realiów

            w przeciwnym razie nie ma się zdania, tylko masę niewyartykułowanej agresji i żalu, które czasem artykulacji ulegną - i stąd żywy odzew

            jak będziesz widział w sobie frajera, a w innych pijawki, to nigdy przytomnie nei będziesz myślał, tylko sam sobie będzies zudowadniał swój ogląd świata, swoje niby-racje, i przy okazji będziesz rozbudowywał swoje frustracje

            a przecież Ty nie jesteś głupi facet, to po co masz tak się kręcić w kółko - no, nie rozumiem
            • amsterdamska_mgla Re: prrosze o pomoc 10.12.13, 09:58
              Jeśli mogę,co do zdania - żeby być sensownym rozmówcą w ciekawej dyskusji, trzeba też mieć umiejętność oddzielenia swoich doświadczeń, jakiekolwiek by były, od ogólnego spojrzenia na to, co dzieje się dookoła, w otaczającej rzeczywistości. Zakładanie filtru swojej krzywdy, frustracji, nie prowadzi do żadnego sensownego dialogu, ale pozwala jedynie kręcić się w kółko za swoim ogonem i głośno wykrzykiwać swoje racje, co w sumie na nikogo innego nie działa....
              I dochodzi się do absurdów jak w tym wątku - roztrząsania stopnia nieuczciwości rzesz kobiet, które ubranka, z których wyrosły ich dzieci, oddają potrzebującym (rodzinom, domom dziecka, instytucjom charytatywnym). Naprawdę, szczyt absurdu podlanego jadem.
              • lampka_witoszowska Re: prrosze o pomoc 10.12.13, 10:03
                własnie

                a do zdystansowania się do własnych doświadczeń - tez trzeba przytomnego zatrzymania się i dumania, dumania, dumania...
              • tricolour Manipulujesz... 10.12.13, 10:44
                ... bowiem nigdy nie pisałem o rzeszach kobiet. Zadałem Ci proste pytanie co robisz z rzeczami. A Ty zamiast odpowiedzieć, bierzesz pytanie do siebie jak emocjonalna nastolatka i w pytaniu odczuwasz podważanie uczciwości (co to zresztą za uczciwość, która wali się pod jednym pytaniem) całych tabunów kobiet.

                Przedstawiłem swój punkt widzenia. Nie musi się podobać. Rozmowa także nie musi kończyć się zajęciem wspólnego stanowiska - każda ze stron może pozostać przy swoim. Ty zaś oceniasz to jako szczyt absurdu i jad.

                Ja zaś oceniam to niedojrzałość i nieumiejętność przyjmowania krytyki.
                • lampka_witoszowska Re: Manipulujesz... 10.12.13, 10:50
                  Tri, zdecyduj się, czy zadałes prostepytanie, czy skrytykowałeś, a Mgła rzekomo nei umie przyjąc krytyki

                  ps. poza tym - skrytykować tez trzeba umieć, żeby dało się krytykę przyjąć - i owszem, są ludzie, którzy krytyki nei przyjmują, ale więksozśc z nas krytykowac konstruktywnie ni cholery nie umie
                  • tricolour Zadałem pytanie... 10.12.13, 10:53
                    ... o rzeczy, potem myśl się rozwinęła i padła krytyka choćby tych Jej życiowych wyborów.
                  • amsterdamska_mgla Re: Manipulujesz... 10.12.13, 23:11
                    Jakoś nie poczułam się skrytykowana, mam wrażenie, że żeby mnie krytykować (pomijając, czy umiem czy nie umiem ową krytykę przejmować), trzeba by mnie było najpierw znać i cokolwiek wiedzieć o moim życiu. A rozmowy na poziomie osadzania mnie w roli fantomu do wyprojektowywania swoich frustracji są może i forumową rozrywką, ale z rzeczywistością nie mają nic wspólnego. Bicie piany, jak zwykle w tym wykonaniu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka