zapominajka5
30.01.14, 08:59
witam wszystkich, piszę do Was bo czasami tu zaglądam i wiem, że dużo tu mądrych ludzi. W sumie niektórzy już kiedyś mądrze mi radzili, ale człowiek jak to człowiek wciąż popełnia te same błędy.
Zacznę od tego, że dwukrotnie już tu pisałam, pewnie gdzieś są moje wątki. W skrócie: gdy byłam w 8 mies. ciąży mąż znalazł inną i po urodzeniu córki wyprowadził się. Nie wyszło im i wróciliśmy do siebie. Między czasie parę razy odkryłam że smsuje z innymi dziewczynami, za każdym razem rozmowy, że to dla niego nic nie znaczy, że tak tylko pisze i inne bzdety na które dałam się nabrać. Po którymś razie postawiłam sprawę jasno, wyprowadź się! Po paru dniach wrócił, mówił że chce od nowa, że spróbujemy, że może nam się uda, że w sumie nie kocha mnie, ale chce próbować ułożyć wszystko od nowa. (Wiem, wiem, głupia jestem i tyle) Od ostatniego razu minął rok. I różnie to bywało przez ten rok, ale miałam wrażenie , że jesteśmy na dobrej drodze, że powoli docieramy się, że może być już tylko lepiej. Nie jest.
Mąż ma taką pracę, że wyjeżdża na większą część tygodnia, wraca w czwartek lub piątek, różnie. Czasem cały tydzień pracuje w domu, ale generalnie rzadko bywa. Czułam, że jest lepiej, ale gdzieś pod skórą czaił się lęk, co robi, z kim pisze, czy ma drugi tel. z którego smsuje. Starałam się to odrzucać, bo skoro jesteśmy razem to powinnam przecież ufać. Moje przeczucie mnie nie zawiodło. Włączyłam komputer stacjonarny, który był wspólny ale tak ogólnie to korzystał z niego mąż, ja na ogół z laptopa. Nie był wylogowany z poczty (w sumie i tak znam hasło) a ciekawość była silniejsza. Oczywiście rozmowy z dziewczyną 21-letnią. Mężatką z dzieckiem. Napisałam do niego, że wiem, on jak zwykle że to nic nie znaczy, wtedy zadałam mu pytanie: co do mnie czujesz? Napisał: nic
Powaliło mnie to a z drugiej strony przecież gdzieś tam wewnątrz siebie wiedziałam to.
To było wczoraj w południe. Od tej chwili wiem, że muszę się rozwieść, ale co gorsza wiem też, że nie mam na to siły, odwagi, chęci. Nie wiem co robić, od czego zacząć. On wraca jutro lub w sobotę. Myślę, że on też chce się rozwieść, ale nie umie (nie chce?) podjąć tej decyzji. Boję się, że wróci i znów powie to samo, że co prawda nic nie czuje do mnie, ale spróbujmy, bo dziecko, bo mieszkanie z kredytem, bo coś tam, a ja się zgodzę.
Jak głupia, naiwna kretynka marzę, żeby było tak jak wcześniej, jak dawniej, i trudno przyjąć mi do wiadomości, że tak już nie będzie nigdy.
Doradźcie co robić, jak się zachować, bo boję się że znowu dam się wmanewrować w kolejne lata bez prawdziwych, szczerych uczuć. Nie wiem co robić