Dokładnie jak w temacie.
A dla usciślenia- samotne wychowywanie dzieci i ogólnie pojete zabieganie przy dzieciach. Niestety tata chłopaków wymiksował się zupelmie- szok niestety - i zostałam zupełnie sama z tym wszystkim.
Mam fajna prace, mam przyjaciół, uczę się zaocznie w ramach podwyższania kwalifikacji zawodowych, mam dość stabilne finanse.Więc nie mam na coo narzekać, bo jakoś się zorganizowałam, mam perspektywy rozwoju osobistego

Ale tak szczerze- jestem zmęczona faktem, że jestem sama. I nie mam pomysłu jak to zmienić. Kiedy spotykam inne samodzielne( samotne) mamy słysze to samo: zmeczenie materialu. Nie wiem jak regenerować ten materiał....
Miewam chwile, kiedy mam ochote wyjechać, nie wracać jakis czas.
Tylko nie mam nikogo, kto mógłby zaopiekowac się dziećmi- ich tata nie poczuwa się zupełnie. I kółko się zamyka. Jestem tylko ja, one zdanie jedynie na mnie. Gdybym pewnego dnia tak po prostu "wyjechała na wakacje" prawdopodobnie nazwano by mnie wyrodna matką i nieodpowiedzialną suką...wiec bez wzgledu jak sie czuję, muszę "wypełnić obowiazek"...
Wiem, to moje dzieci, powołałam je do zycia świadomie.
Tylko nie byłam w stanie przewidzieć, że przyjdzie dzień, kiedy będę miała dosyć....
W takich chwilach nie dziwię się, że kobiety nie chcą mieć dzieci.
Bo uczciwie powiem, że na samotne maciezyństwo juz bym się nie pisala.
Chyba mi się wylało, dzięki, że mogłam się wygadać...
pozdrawiam ciepło

Za mieszanie mnie z błotem z góry dziekuję, nie potrzebuje tego

Jesli ktos doświadczył podobnego stanu i wyszedł z niego, to chetnie pogadam i wysłucham