Dodaj do ulubionych

Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć

18.02.14, 22:53
Dokładnie jak w temacie.
A dla usciślenia- samotne wychowywanie dzieci i ogólnie pojete zabieganie przy dzieciach. Niestety tata chłopaków wymiksował się zupelmie- szok niestety - i zostałam zupełnie sama z tym wszystkim.
Mam fajna prace, mam przyjaciół, uczę się zaocznie w ramach podwyższania kwalifikacji zawodowych, mam dość stabilne finanse.Więc nie mam na coo narzekać, bo jakoś się zorganizowałam, mam perspektywy rozwoju osobistego wink
Ale tak szczerze- jestem zmęczona faktem, że jestem sama. I nie mam pomysłu jak to zmienić. Kiedy spotykam inne samodzielne( samotne) mamy słysze to samo: zmeczenie materialu. Nie wiem jak regenerować ten materiał....
Miewam chwile, kiedy mam ochote wyjechać, nie wracać jakis czas.
Tylko nie mam nikogo, kto mógłby zaopiekowac się dziećmi- ich tata nie poczuwa się zupełnie. I kółko się zamyka. Jestem tylko ja, one zdanie jedynie na mnie. Gdybym pewnego dnia tak po prostu "wyjechała na wakacje" prawdopodobnie nazwano by mnie wyrodna matką i nieodpowiedzialną suką...wiec bez wzgledu jak sie czuję, muszę "wypełnić obowiazek"...
Wiem, to moje dzieci, powołałam je do zycia świadomie.
Tylko nie byłam w stanie przewidzieć, że przyjdzie dzień, kiedy będę miała dosyć....
W takich chwilach nie dziwię się, że kobiety nie chcą mieć dzieci.
Bo uczciwie powiem, że na samotne maciezyństwo juz bym się nie pisala.
Chyba mi się wylało, dzięki, że mogłam się wygadać...
pozdrawiam ciepłosmile
Za mieszanie mnie z błotem z góry dziekuję, nie potrzebuje tegowink
Jesli ktos doświadczył podobnego stanu i wyszedł z niego, to chetnie pogadam i wysłucham smile
Obserwuj wątek
    • chalsia Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 18.02.14, 23:54
      wstaniesz jutro rano, słońce będzie, dzieciaki się uśmiechną przy smacznym sniadaniu
      o po sprawie smile
      zmęczenie dopada każdego
      pomaga dostrzeganie piękna rzeczy małych/zwykłych
      • kalpa Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 00:08
        Chalsia, dzieki smile
        Tylko, że ja juz chyba przekroczyłam pewien próg zmęczenia i uciekam od własnych dzieci.... i to mnie przestraszyło sad
        I nie chodzi nawet o wyrzuty sumienia typu "co ze mnie za matka". Kocham je, nie mam watpliwosci smile
        Ale raczej o moje wypalenie, że tak się wyrażę i nawet nie bardzo widzę te drobne "piekna" dnia codziennego. Albo już na mnie przestało to robic wrażenie sad


        • 2traktory Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 06:05
          To zrozumiałe, że możesz być zmęczona. Zarówno psychicznie, jak i po prostu fizycznie.
          Przecież w związku to, co trudne dzieli się na dwoje, a to, co radosne mnoży razy dwa... więc poweru jest więcej po prostu.

          Piszesz, że masz przyjaciół (też rodzinę?) - po prostu ich zapytaj, czy możesz podrzucić dzieci. Albo zaproś koleżankę samą/z dzieckiem/z dziećmi do siebie na noc - dzieciaki będą miały frajdę, a Ty pogadasz sobie i się rozerwiesz.

          Spróbuj!
          Jak nie podziała, to będziemy dalej szukać rozwiązania.

          P.S. Zadbaj o swój organizm - magnez, potas, witaminy, gdy ich brakuje to sił i humoru też mamy mniej. A stres znajda nam to z wszystko z organizmu z wielkim apetytem sad

          Tonie jest tak, że się nie da, że głupio poprosić.
          U mnie jest inaczej - tata dziecka jest zaangażowany. Mimo to średnio jedną noc na dwa tygodnie spędzam poza domem (u koleżanki, weekendowo u znajomych lub rodziny) a i u nas w domu jest wesoło - nie mam nic przeciwko, by syn zapraszał kumpli na noc. Często też zabieram syna i jego znajomych do kina, na wystawy, na warsztaty - no serce mi w wtedy, z całą taką bandą, rośnie.
    • mayenna Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 07:46
      Kalpa, nie wiem co czujesz, ale podejrzewam że mam podobnie. Nie jestem az tak poskładana jak ty i pewnie nie będę. Czasem mam ochotę abdykować. Papiezowi nawet było wolno, a samotnej matce niesmile
      Mojego eksa tez nikt nie jest w stanie zmusić do pomocy w opiece nad dziećmi i łożeniu na nie.
      Moze to przesilenie wiosenne i przejdzie nam do latasmile
    • tricolour Trzeba się zakochać... 19.02.14, 08:15
      ... bo to nie jest tak, że Tobie przeszkadzają dzieci. Tobie przeszkadza brak miłości, a dzieci są tylko obiektem, na którym ogniskuje się brak miłości małżeńskiej.

      Też tak miałem. Tyle, że ja wyraźnie sobie powiedziałem: potrzebuję żony. Nie kobiety, nie przyjaciółki, nie kogoś do łóżka. Żony.
      • nicol.lublin Re: Trzeba się zakochać... 19.02.14, 08:41
        i tu się z tobą zgadzam tri, bo to uczucie daje jednak niesamowitą energię i trochę podkręca kolory w szarej na co dzień rzeczywistości.
      • bramstenga Re: Trzeba się zakochać... 19.02.14, 08:44
        > Też tak miałem.

        Ekhem, kto jak kto, ale Ty raczej nie miałeś powodu do zmęczenia/zniechęcenia/frustracji z powodu konieczności codziennego ogarniania kwestii związanych z dziećmi. I bladego pojęcia nie masz, co ona w tym momencie przeżywa. Takie "Jak nie ja, to kto" brzęczące w tyle głowy 24/7 jest na dłuższą metę absolutnie wykańczające.
        (A do tego, że większości samotnych mam przydałaby się żona, doszłam już dawno.)
        • tricolour Szkoda, że nie doradzasz Kalpie... 19.02.14, 14:35
          ... która o poradę prosi.

          Bo ja - jeśli Cię to interesuje - bardzo się cieszę, że nie miałem okazji do "zmęczenia/zniechęcenia/frustracji z powodu konieczności codziennego ogarniania kwestii związanych z dziećmi". Dzięki temu zachowałem świeżość spojrzenia, którym chętnie się dzielę.
          • zmeczona100 Re: Szkoda, że nie doradzasz Kalpie... 19.02.14, 16:23
            tricolour napisał:

            >Dzięki temu zachowałem świeżość spojrzenia, który
            > m chętnie się dzielę.

            Dzielić to się można doświadczeniem.
            Przedstawiłeś jedynie swoją opinię opartą na czystej teorii.
            • tricolour Nie mam nic przeciw czystym teoriom... 19.02.14, 16:29
              ... choćby z tego powodu, że ogromna część badań podstawowych znajduje swój początek w czystych teoriach, a ludzi inteligentnych cechuje zdolność do śmiałych ekstrapolacji.

              Dziękuję za uznanie.
              • zmeczona100 Re: Nie mam nic przeciw czystym teoriom... 19.02.14, 16:44
                To pomyliłeś wątki.
                Ten traktuje o zakończonych badaniach empirycznych.
                Ewentualnie możesz rozwijać dalsze możliwości badawcze - na podstawie wyciągniętych wniosków.
                Bo jak na razie to chcesz teoretycznie podważać wnioski z badań. Czyli chcesz polemizować z wynikami, opierając się jedynie na własnej opinii- bez podstaw teoretycznych.

                To jakaś nowa metoda?
                • tricolour Tak, to jest nowatorska metoda... 20.02.14, 08:48
                  ... i polega ona na obserwacji. Trudne do zrozumienia gdy jesteś kierowana nienawiścią, ale spróbuj w życiu czegoś innego. Umiejętne stosowanie obserwacji prowadzi do określonych wniosków. Czasem mylnych, czasem prawdziwych wyrażanych słowami: "Zgadzam się z Tri- brak kochania się oddzywa" - Kalpa.

                  Jak widzisz, nienawiść sprowadziła Cię po raz kolejny w miejsce odległe od wniosków autorki wątku i moich wniosków.
      • rar.ely Re: Trzeba się zakochać... 19.02.14, 09:11
        Też tak miałem. Tyle, że ja wyraźnie sobie powiedziałem: potrzebuję żony. Nie k
        > obiety, nie przyjaciółki, nie kogoś do łóżka. Żony.

        taa....dobra rada

        tylko ze ze znalezieniem zony to ona moze miec problem
        a meza znaleźć z dwojka chlopakow ....to chyba predzej w lotto wygra

        jakbym zostal sam z dwojka dzieci w polsce to przed wsadzeniem glowy do piekarnika chyba uchronilaby mnie tylko opatrznosc






        • argentusa Re: Trzeba się zakochać... 19.02.14, 10:02
          nie tragizuj rar.
          Ja byłam samotną matulką z 3 dzieci i niespecjalnie szukając spotkałam super faceta. od paru lat jesteśmy razem i jakoś fajnie nam dalej. Z tym, że ja samodzielna finansowo, domowo i organizacyjnie jestem. i optymistyczna do bólu.
          Ar.
          ps. a, i nie oczekuję, że Obecny zastąpi mnie jako matkę a każdą jego pomoc (niewymuszoną choćby umęczoną miną) przyjmuję jako objawienie i baaaardzo za nią dziękuję wink.
          • luciva Re: Trzeba się zakochać... 19.02.14, 10:19
            Argentusa, a ile Twoje dzieci miały lat, jak poznałaś obecnego partnera? i chyba jedno z dzieci mieszkało z tatą, czy coś mylę?
            Ciekawi mnie, jak i gdzie poznaliście się, ale nie wiem, czy to nie zbytnie wścibstwo.

            Byłam czas jakiś na portalu randkowym, wiec spotykałam mnóstwo facetów. Nie ma znaczenia, czy coś wyszło, czy nie, ale jedna rzecz uderzyła mnie - raz, że faceci oczekiwali natychmiastowego zaangażowania się w nich - dzwonic 5 razy dziennie, tysiące smsów w ciągu dnia, itd. - zawsze myślałam sobie o wpisach tu na forum typu - my przez pierwsze pół roku tak na luzie, co dwa tyg spotkanie.... Jednak spotkać faceta w realu to chyba co innego.

            Dwa, niby każdy rozumiał, że dziecko, ect. a potem były wielkie pretensje, że nie mam czasu, że odmawiam randki, bo nie mam z kim dziecka zostawić, że randka trwa tylko (!) 3 godziny, urywam się o 20 bo muszę dziecko kłaść spać...... A ja też chcę uprawiać sport mieć własne zajęcia, zainteresowania, odpoczynek, czas na załatwianie spraw, itd.
            I tak sobie myślałam wtedy, bys tak jeden z drugim zajął się dzieckiem na co dzien........bez babci i innych osób do pomocy......
            • argentusa Re: Trzeba się zakochać... 19.02.14, 11:10
              Wiek- 1,2 przedszkole, 3 końcówka podstawówki.
              3. mieszka TERAZ z tatą, po naszej przeprowadzce do miasta Obecnego (nie chciał się przeprowadzać, a był wtedy w gimnazjum)

              Obecny złapał mnie na imprezie u daleeekich znajomych, prawdę mówiąc nawet specjalnie go nie zauważyłam z początku.


              ale jedna rzecz uderzyła mnie - raz, że fac
              > eci oczekiwali natychmiastowego zaangażowania się w nich - dzwonic 5 razy dzien
              > nie, tysiące smsów w ciągu dnia, itd
              eee, tacy to u mnie odpadają z metra. Dziękuję, postoję w innej kolejce. Zawsze twierdziłam,ze matkować dorosłym facetom to ja nie chcę.
              Co do portali randkowych, pisałam wielokrotnie, że ja znam co najmniej 4 pary (w tym 2 małżeńskie), które poznały się właśnie w ten sposób.

              > Dwa, niby każdy rozumiał, że dziecko, ect. a potem były wielkie pretensje, że n
              > ie mam czasu, że odmawiam randki, bo nie mam z kim dziecka zostawić, że randka
              > trwa tylko (!) 3 godziny, urywam się o 20 bo muszę dziecko kłaść spać.....
              a to może być i problem. Ja, szczęśliwie miałam co 2 weekend wolny, a czasami na noc zostawała niania (dzieci kładłam spać, potem się urywałam i rano wracałam). Rzaaadko to jednak było.
              Babcie niezainteresowane były całodobową opieką -i trudno im się dziwić smile
              Mam wrażenie,ze ja trafiłam po prostu na dorosłego człowieka. A jak juz nam dopiekło weekendowe randkowanie to się przeprowadziłam.
              Ar.
          • rar.ely Re: Trzeba się zakochać... 19.02.14, 17:15


            > nie tragizuj rar.
            > Ja byłam samotną matulką z 3 dzieci i niespecjalnie szukając spotkałam super fa
            > ceta. od paru lat jesteśmy razem i jakoś fajnie nam dalej. Z tym, że ja samodzi
            > elna finansowo, domowo i organizacyjnie jestem. i optymistyczna do bólu.
            > Ar.
            > ps. a, i nie oczekuję, że Obecny zastąpi mnie jako matkę a każdą jego pomoc (ni
            > ewymuszoną choćby umęczoną miną) przyjmuję jako objawienie i baaaardzo za nią d
            > ziękuję wink.


            sprawdzilas go ? zly dotyk te sprawy ?
            • argentusa Re: Trzeba się zakochać... 19.02.14, 20:07
              No ja ma raczej dzieci, które nie mają tematów tabu. Bo w naszym domu rozmawia się o WSZYSTKIM, (o seksie też i łącznie z pedofilią i innymi dewiacjami -ja jestem wyjątkowo otwarta na rozmowy). Dzieci by powiedzialy. Nieraz rozmawialiśmy o tym. (najlepszy był tekst czteroletniego -ciociu ja sobie nie życzę żebyś mnie całowała, to naruszenie mojej intymności - ciotce szczena opadła). Spokojna o to jestem.
              A jeśli ten dotyk zły to mnie miałby dotyczyć - to ja poproszę więcej wink.
              Poważnie pisząc: rar, ty naprawdę nie rozumiesz, że są normalni faceci i kobiety na świecie? Narzeczona eksia też uwodzi najstarszego? (zwłaszcza, że niewiele starsza od niego jest?).
              Nie, nie sprawdziłam ,bo po kilkudziesięciu miesiącach spotykania się nie zauważyłam nic, co mogłoby mnie zaniepokoić.
              A moje dzieci edukację seksualną w teorii odpowiedniej dla ich wieku mają od urodzenia -ciotka jest edukatorem w szkołach stolicy to tematy regularnie przerabiamy. A nawet o zgrozo, najstarszy o antykoncepcji wie więcej niż przeciętna młoda mężatka. Średni zresztą już też. Co niektóre zdewociałe osobniki mają włąśnie za dewiację.
              I taka ciekawostka: JAK sprawdzić faceta "na zły dotyk"? Poproszę o szczegółowe propozycje. Poważnie.
              Ar.
      • luciva Re: Trzeba się zakochać... 19.02.14, 09:49
        Ale to nie chodzi o to, że komuś przeszkadzają dzieci.
        Chodzi o to, że nie ma drugiej osoby, która równie mocno byłaby w te dzieci i wszystkie sprawy zaangażowana.
        • argentusa Re: Trzeba się zakochać... 19.02.14, 09:59
          > Chodzi o to, że nie ma drugiej osoby, która równie mocno byłaby w te dzieci i w
          > szystkie sprawy zaangażowana.
          NA CO DZIEŃ, a nie od święta. Z drugiej strony, ile znacie DOBRYCH małżeństw, które też mają po partnersku rozwiązaną opiekę nad dziećmi, pieniądze, które zarabiają na życie itp?
          • luciva Re: Trzeba się zakochać... 19.02.14, 10:13
            Tak, masz rację, na co dzień, 24/dobę, codziennie, okrągło, przez cały rok.
            Bo osób zainteresowanych tak od święta, od czasu do czasu, to jest ful - rodzice, rodzeństwo, znajomi, ciotki, itd.
            Ale to nie to samo.
    • zabapo11 Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 09:33
      Ja mam identycznie. Gdybym wiedziała, ze zostanę sama z dziecmi, nigdy bym ich nie miała. I prawda jest, ze zalatana samotna matka 2 dzieci predzej wygra w totka niż znajdzie męża.


      U mnie wczoraj sie załamalo. Był dzień opieki tatusia, powinien położyć ich spać, a tylko ich odebrał z przedszkola, przekazał mi w drzwiach i zniknął. Leżałam w łóżku z 39 stopni gorączki i zdałam sobie sprawę, ze nie ma nikogo, kto mógłby mi pomoc...
      • argentusa Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 09:55
        eee, a z trójka dzieci?

        Ale ad rem: Kalpa, ja mam zaangażowanego tatę a i tak tych co 2 tygodnie dwóch wolnych dni wyczekuję jak kania dżdżu.
        I ja wiem, że ja nawet w małżeństwie nie nadawałam się na pełnoetatową mamuśkę. I mąż, żona czy kto tam problemu NIE ROZWIĄZUJE. Podobnie ma Obecny - kocha potomstwo baaardzo, ale też potrzebuje odpoczynku. Jako dzisiejsi rodzice tacy jesteśmy. I naprawdę nie da się porównać życia sprzed 20-30 lat i zaangażowania rodziców w wychowywanie z dzisiejszym wariatkowym życiem.
        Stąd też od początku oboje z Obecnym zapowiadaliśmy: żadnych dzieci więcej.
        A decyzja o moich dzieciach: podjęta z miłości do eksa, bo to on chciał być ojcem dla większej gromadki. I nie ma nic wspólnego z brakiem miłości do dzieci, które kocham najbardziej na świecie i do różnych poświęceń dla nich jestem zdolna. Ot, taki mało matko-polko typ jestem.
        KAlpę rozumiem jak najbardziej. Współczuję i jednak polecam by dziec "podrzucała" jednak komuś, kto może się nimi zająć i robiła to BEZ wyrzutów sumienia.
        Zawsze uważałam,ze lepsza matka zadowolona niż cięrpiętnica poświętliwa.
        Dzieci na tym skorzystają.
        Ar.
      • rar.ely Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 17:23
        jako mezczyzna powiem jakbym mial zostac naprawdem sam z dzecimi bez alimentow z jakims ex mezem swirem w stylu 'dobrytata" co to z psami jedzie po dziecko i palcem nie ruszy tylko jeszce wypierdzi jakies madrosci spod tylka o potrzebie ojca w zyciu dziecka a do tego 700 zl alimentow w ratach i opoznieniem bez pomocy rodziny matki ojca to bym sobie naprawde pi...a w łeb

        przeciez w polsce nie istnieje zadna opieka rodzinna socjal pomoc nic czlowiek zostaje sam jak kolek ze wszystkim...jeszce w tych popiepszonych korporacjach z tymi szczurami zamkniety 10 godzin w pracy albo bez pracy ...jezu
        • zmeczona100 Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 17:41
          I dlatego sądy przyznają w sytuacjach konfliktowych dzieci matkom- one sobie nie pierdoln.
          Korporacje są złe?? Chyba bazujesz na jakichś bardzo starych doświadczeniach/ informacjach, albo piszesz o pseudokorporacjach, funkcjonujących "po polsku", całkowicie polskich, z polskim kapitałem smile Bo mam trochę znajomych i najbliższej rodziny, pracujących w korpo bez korzeni polskich, na standardach międzynarodowych (bo to firmy zagraniczne) i szczerze im zazdroszczę- i zarobków, i spokoju, i prywatnej opieki, i możliwości rozwoju/ awansu.
    • luciva Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 09:47
      Kalpa, wiem, co czujesz, może mniej bo mam jedno dziecko.
      Też mam takie momenty.
      Wtedy na siłę przypominam sobie siebie jako dziecko, czego bym chciała, jak to było - to samo mniej więcej pewnie czuje moje dziecko, chce mieć mamę uśmiechniętą, fajną.
      Dwa - ktoś kiedyś gdzieś napisał -traktuj dziecko jak swego przyjaciela, który po prostu mniej rozumie.
      Zawsze, ale to zawsze staram się mieć wieczorem cos dla siebie, film, książkę, trudno najwyżej prania nie zrobię.
      Wymyślam wiele rozrywek, kino, basen, wyjazd na narty, zapraszam inne dzieci, podrzucam rodzicom znajomych dzieci własne dziecko, itd.
      Ale i tak wiem, co czujesz. Obawiam się, że nawet rada Tri o znalezieniu żony - w tym przypadku męża, niewiele by pomogła, bo choćby nie wiem jak inny facet pokochał to dziecko, to jednak nie będzie się AŻ TAK wczuwał jak własny ich ojciec, z którym się jest.
    • zmeczona100 Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 10:16
      Nie pocieszę pewnie, ale napiszę na podstawie własnych doświadczeń, do kiedy będziesz się tak czuła. Otóż do momentu, w którym dzieci będą same robiły zakupy, gotowały, zajmowały się sobą, swoimi sprawami i sympatiami, będą mogły same zostawać w domu na kilka dni.

      Ja od pewnego czasu mam już ten komfort smile Muszę tylko pilnować, aby na na karcie bankomatowej syn miał zawsze wystarczającą gotówkę "na czas wojny" wink Tzn. aby miał za co zrobić zakupy i ugotować obiad dla nas, jeśli tego nie zdążę (skończyło się moje stawanie na głowie smile ). Jeśli wyjeżdżam na 2-3 dni (tyle na razie max), to staram się jakoś ogarnąć, aby nie zostawiać go samemu sobie, tj. najczęściej ma jednak zamrożone porcje obiadowe i wystarczające zapasy w lodówce. Ale jeśli mu się zamarzy domowa pizza, to zawsze znajdzie w szafce mąkę, drożdże itp, a pieczarki i ser sobie po prostu kupi. Śniadania i tak zazwyczaj sobie robi sam- ze względu na to, iż przed nim wychodzę do pracy; kolację robię ja albo on- w zależności od możliwości.

      Jak na razie nie nadużył mojego zaufania (sprawdzałam dyskretnie) i wiem, że nie imprezuje, kiedy ma wolną chatę, tylko siedzi i dziobie- sam, u kolegi lub z kolegą, lata za piłką czy korzysta z lodowiska, albo idzie do kina na film, na który na pewno nie poszedłby ze mną czy z M.

      Jest po prostu dobrze.

      Ale tak jak u Ciebie, miałam przez lata- od samego porodu, a więc mój stan potwornego zmęczenia nie wynikał z faktu, że się rozwiodłam. Tyle, że wtedy miałam wdrukowane, że "inaczej się nie da" (zawód exa). Macierzyństwo do niedawna to był dla mnie koszmarny okres- nie miał absolutnie nic wspólnego z tymi pięknymi, lukrowanymi historyjkami rodem z kolorowej prasy dla tzw. rodziców. Byłam w obcym mieście, z dala od rodziców, a znajomi mieli własne dzieci i własne problemy- zresztą, problemem nie było dziecko, tylko fakt kompletnego olewania swoich obowiązków, przykryte płaszczykiem "nie mogę, nie da się nic zrobić" ze strony ojca dziecka.

      Okres, który ponoć jest taki piękny, szczęśliwy i wspaniały, był dla mnie koszmarem- i tak to wspominam.

      Pamiętam, że gdy syn miał niespełna rok, to zachorowało mi się tak, że miałam 40,5 stopnia gorączki. Ex był oczywiście w pracy, a dzieckiem zajmowała się opiekunka- do późna wieczorem, kiedy wreszcie przyszedł ex z pracy- świadomy mego stanu. Z rana, kiedy wychodził do pracy jak zwykle tuż przed piątą, wyszeptał mi tylko do ucha "Dzisiaj wrócę później". Hah. Leżałam bez sił, trawiona gorączką, bo leki jeszcze nie zaczęły działać, a ja słyszę, że zostanę sama- ze zdrowym roczniakiem, który wymaga opieki non stop w sytuacji, kiedy nie miałam nawet siły wstać i umyć sobie twarz i zęby. Kij tam ja- trudno, może nie musiałam mieć w tym czasie opieki, ale do .holery- gnojek nawet nie pomyślał o tym, że dziecko, roczne, podłapie ode mnie wirusa. Zresztą, po co miałby sobie tym zawracać głowę, skoro to i tak nie byłby jego problem ("absolutnie nie dam rady, nie da się").

      Dzisiaj to już tylko wspomnienie. Jedno z tych, które próbuję sobie ułożyć od paru lat (bezskutecznie) na terapii.

      Kalpa, współczuję. Tyle jestem w stanie Ci napisać.
      • luciva Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 10:22
        Zmęczona, a ile Twój syn ma lat?
        • zmeczona100 Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 10:23
          17 smile
      • zmeczona100 Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 10:23
        Ale dodam, żeby nie było wink że kocham tego mojego draba od dnia, w którym dowiedziałam się o nim z dwóch kreseczek na teście wink Mocno, bardzo i tak było nawet wtedy, gdy padałam na pysk ze zmęczenia. Co nie przeszkadzało mi miewać ochoty na ucieczkę na kilka dni- aby się wyspać, wypocząć, odciąć (czasami przebywał u moich rodziców- bezcenne to było).
    • mia17 Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 10:51
      znam ten ból - chociaż moja sytuacja jest inna niż opisana przez Ciebie.
      mam jedno dziecko, ale emocje podobne do Twoich. odczuwam zmęczenie, beznadzieję, bezsilność i nie widzę światełka w tym "tunelu".
      bywają chwile, kiedy mam ochotę uciec. kiedy marzę o wyjeździe byle gdzie - byle daleko.
      kocham córkę nad życie, ale doświadczanie samotnego rodzicielstwa jest dla mnie mega trudne.
      ojciec niby jest - ale na odległość. przyjeżdża do małej raz na kilka tygodni. teraz np. młoda jest chora, więc nie widzieli się już 3 tygodnie.
      czuję się samotna - jako kobieta i jako matka. mam kilka oddanych osób w pobliżu, ale one nie są w stanie pomóc mi w moich "odmiennych stanach świadomości".
      nie zastąpią mi osoby bliskiej i nie zdejmą z pleców odpowiedzialności za wychowywanie dziecka.
      jest ciężko. bywają oczywiście momenty podniesienia - czyli chwile, w których dostrzegam pozytywy i moje odczucia są bliżej pozytywnych niż negatywnych. ale nie trwają długo.
      mam jednak nadzieję, że stabilizacja emocjonalna nastąpi szybciej niż to napisała zmęczona.
      życzę Ci jak najwięcej sił i optymizmu.
    • ann.k Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 14:43
      I ja Ciebie rozumiem. I napiszę to co poprzedniczki. Poszukaj kogoś kto mógłby przygarnąć te Twoje brzdące choć na kilka godzin. Wiem, że to ciężko i szczerze ja bym nigdy nie zapytała nikogo czy by się moim jedynakiem zajął, ale może mów o tym znajomym, że chciałabyś tak raz na jakiś czas się gdzieś urwać bez dzieci. Może ktoś sam wyjdzie z taką propozycją. U mnie w rozmowach nagle się okazało, że dwie koleżanki oferują nawet podrzucenie im malcha na całą noc. Ok, ja mam jeszcze dziadków, na których mogę liczyć. Ale prawdę odkryłam jedną. Od czasu jak jestem sama, mam więcej życia niż z mężem. Bo on zajmowal się dzieckiem niechętnie, więc wyjścia były krótkie i w stresie w jakim humorze zastanę męża jak wrócę. Teraz zaś stresu nie ma, wychodze, wyluzowuję się i nareszcie czuję, ze żyję.
      • kasper254 Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 15:00
        Nawet nie wiesz, Kalpa(bo skąd masz wiedzieć) , że "fajna praca", "przyjaciele", "podwyższanie kwalifikacji" i - ten "rozwój" to tylko ornamentalistyka nie istniejącej rzeczywistości, gabinet woskowych pozorów. Wiesz, co naprawdę istnieje? Ów dotyk dłoni dziecięcych, uśmiech, radość, wspólny czas. Odpowiedzialność, którą można nazwać czystą, głęboką, wielką miłością. Już nigdy więcej nie będziesz miała związanych z tym odkryć tęczy, aczkolwiek wszystko okazać się może legitymowaniem złudzeń. Niestety - kiedy to zrozumiesz - będzie za późno. Pozostanie żal.
        Może dlatego - dopiero, gdy coś umiera - rozumiemy, jak żyć.
        • anbale Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 15:25
          Rany, dla Ciebie człowiek jest jednowymiarowy i płaski, jakby wycięty z papieru z jakiejś sekciarskiej czytanki...
        • zmeczona100 Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 16:22
          kasper254 napisał:


          > Może dlatego - dopiero, gdy coś umiera - rozumiemy, jak żyć.

          O, jakas nadzieja się pojawiła.

          Przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać.
          • kalpa Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 19:58
            Dzięki za ciepłe słowa smile
            Słonczko wyjrzało zza chmur, to zawsze dobrze robi smile
            Zgadzam się z Tri- brak kochania się oddzywa wink
            A do Kacpra- ..
            kocham moje dzieci, cieszę się nimi i z nimismile
            Ale tylko dzieci mi nie wystarczają- szczerze smile Jak były maleńkie, to były całym moim światem. Ale to było dawno temu smile Teraz już potrzebuję duużo więcej kontaktu ze światem smile
            Rozwój zawodowy jest mi potrzebny, bo pozwala m.in. na lepsze zarobki, co pomoże mi- wierzę w to głeboko- w końcu kupic nasze własne mieszkanie, żebym z dziećmi się nie poniwierała...bo to też juz mi zbrzydło.
            A życie bez przyjaciół sad byłoby DLA MNIE nie do zniesienia. Mam przyjaciółkę, moją najukochańsza, bez niej to już bym chyba po prostu ześwirowała. Nikt mnie tak nie rozumie jak ona- też samodzielna mama.
            Tak więc żeby nie przynudzać- dzieki serdeczne, że mogłam się wygadać, wracam do działań, nawet upiekłam szarlotke dla tego mojego stada, żeby się czuło kochane i dokarmione wink
            I nie wypłakiwało się kiedyś na forach, że mama miała ich dosyc wink wink
          • argentusa Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 20:11
            toś pani pojechała wink, to samo mi przyszło do głowy.
            hihih, nie zamierzam cierpieć z powodu, że macierzyństwo mi nie wystarcza.
            Zamierzam być zadowolona i dzieci moje też są.
            Rozumiem jednak,ze inni ludzie mogą mieć inaczej. i miedzy innymi tym się różnie od KAspra, ze nie wmawiam innym, ze tylko moja prawda jest jedyną obowiązującą.
            Ar.
            • teuta1 Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 19.02.14, 21:15
              Już Cię wystarczająco pocieszyli, ale ja też tak miewam. W ubiegłym tygodniu, gdy synowie się bili, córka płakala, a za oknem dalej ciemno, pomyślałam, że moim marzeniem jest bycie na plakatach Fundacji Itaka (zajmują się zaginionymi, w tym też tymi, którzy wyszli z domu nie informując, dokąd idąsmile. Ale już mi przeszło. Pozdrawiam Cię gorąco, muszę położyć spać marudę córkę.
              • amsterdamska_mgla Re: Samotność mi sie przejadła, mam już dosyć 21.02.14, 12:04
                Kalpa,ja na razie krótko napisze,bo z ferii na telefonie stukam,ze w pełni Cie rozumiem i każda z kobiet,która tu dzieli sie swoimi doświadczeniami.Jak czytam o zajmowanie sie dziecmi przy wysokich goraczkach...przypomniało mi sie,jak miałam niemowlę i dziecko przedszkolne i zlamalam prawa rękę,3 tyg.gipsu...mąż "absolutnie nie mogl wziac wolnego"... i obraził sie na mnie,ze jestem nieodpowiedzialna przy małych dzieciach (kontuzja nastąpiła w trakcie zajęć sportowych).
                Jeszcze kiedy byłam mężatką,zaprzyjaźnilam sie na zabój z dziewczyna,matka 2 dzieci z jeszcze bardziej nieobecnym mężem.W koncu oba te małżeństwa sie posypały,a my od wielu lat spędzamy razem czas wolny,wyjeżdżamy na wakacje itp. I mam poczucie,ze to mnie,nas ratuje-zmęczenie,sytuacje awaryjne czy chęć wyskoczenia na randkę sa do ogarnięcia,jesli wzajemnie możemy sobie pomoc...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka