Dodaj do ulubionych

Przyciągam osłów. Nadal.

01.10.14, 14:45
Jak wyżej. Staram się nie uganiać na chłopami-zakończyłam znajomość z żonatym miłym panem, który miłego tylko udawał. To już tupta nowy amant. Chociaż ja go nie szukałam, nie zaczepiałam itd. To jest były chłopak mojej (prawie) przyjaciółki zaczyna jakieś podchody przez internet do mnie. Pisze, że zawsze chciał mnie pocałować itd. LITOŚCI!! Przyjaźnie się z dziewczyną, którą on rzucił przez telefon po 14 nastu latach narzeczeństwa. Masakra. Czy w ogóle facet myśli logicznie? Co jest z facetami?? Nie mam ochoty na żaden flirt, romans z byłym mojej przyjaciółki. A on zarywał do mnie już parę lat temu, zanim zaprzyjaźniłam się z jego wtedy dziewczyną. Wiem, że ona nadal cierpi po tym rozstaniu. Jak on w ogóle tak może zarywać do mnie wiedząc, że przyjaźnie się z jego eks. Czy on tak specjalnie? Lubie go, ale to jakieś chore. Tak chciałam tylko się wygadać.
Obserwuj wątek
    • tricolour 14 lat narzeczeństwa? 01.10.14, 16:22
      Przyjaźnisz się z jakąś emocjonalną patologią więc nie dziw się, że zachowują się patologicznie.

      Prawdę mówiąc, to ja, po 14 latach narzeczeństwa nie rzucałbym "narzeczonej" telefonicznie tylko chyba bym nawet japy nie otworzył, bo w sumie nie ma do kogo...
      • anbale Re: 14 lat narzeczeństwa? 01.10.14, 16:38
        No forum rozwodników, jeden z rozwodników nazywa patologią 14-letnie narzeczeństwo, pewnie w imię nierozerwalności węzła małżeńskiego...Paradne, Monty Python... smile
        • tricolour Może napisz do tego rozwodnika... 01.10.14, 16:58
          ... to Ci wyjaśni, co miał na myśli.

          Z mojej perspektywy, perspektywy osoby żonatej i dzieciatej, 14 letnie narzeczeństwo to jak trzymanie dziecka przez 14 lat w przedszkolu. To jest szczyt durnoty, bez podtekstów bosmańskich.
          • anbale Re: Może napisz do tego rozwodnika... 01.10.14, 17:43
            Twoja perspektywa jest tylko twoją perspektywą, oprócz niej jest na świecie jakieś 7 miliardów innych pespektyw.
            Poza tym lepsze zdrowe narzeczeństwo, nawet i 50-letnie, niż patologiczne małżeństwo. To jest moja perspektywa i pewnie za chwilę znowu dostanę chamsko po ryju od Ciebie smile
            • tricolour Narzeczeństwo nie może być zdrowe... 01.10.14, 18:53
              ... jeśli trwa 50 lat. Albo 14 lat.

              Nie ma takiej możliwości, by coś, co z definicji oraz umowy narzeczonych jest stanem przejściowym, trwało ciągle dziesiątkami lat bez ludzkiej szkody. No chyba, że takie narzeczeństwo ma jakiś cel strategiczny, ale wtedy bardziej ludzi wiąże cel niż to narzeczeństwo, które staje się narzędziem osiągnięcia celu.

              Więc jakość narzeczeństwa 50-letniego ma wymiar 50 letniego studiowania jednego kierunku. Wskazuje wręcz na debilizm.
              • anbale Re: Narzeczeństwo nie może być zdrowe... 01.10.14, 19:52
                Moim zdaniem pewną formą ograniczenia umysłowego jest traktowanie tego narzeczeństwa jak jakiegoś "studiowania". Czym właściwie jest ślub? Ludzie obwieszczają światu chęć bycia razem.
                Jedni w tym celu muszą stanąć przed odpowiednim urzędnikiem, wyklepać formułkę i dostać pięczęć, wtedy dopiero są w stanie funkcjonować. Inni powiedzą to po prostu sobie nawzajem, i związek z tego jak każdy inny. No ale fakt, to nie dla tych, którzy nie są w stanie pokonać pewnych mentalnych progów i barier.
                • tricolour Progi mentalne są wtedy... 01.10.14, 20:43
                  ... kiedy żyje się na kartę rowerową lub inną nieokreśloną formę.

                  Narzeczeństwo jest formą przejściową, bo ludzie mówiąc o sobie, że są narzeczonymi wiedzą, że będą małżeństwem. I kiedy do tego małżeństwa nie dochodzi przez czternaście lat, to nie dziwota, że rozstają się przez telefon jak z dostawcą cebuli na zimę.

                  "Czym właściwie jest ślub? Ludzie obwieszczają światu chęć bycia razem" - widać, że nigdy nie byłaś żoną. Bo gdybyś była, to byś pamiętała to uczucie, że biorąc ślub świat ma się w dupie. Jest on tylko środowiskiem budowania własnego szczęścia, a środowisko ma to do siebie, że ma nam służyć.

                  Więc jeśli chcesz hołdować tandecie i uważasz, że związek na bilet tramwajowy jest ok, to proszę bardzo. Biedronka ma u nas wielkie wzięcie, bo jest tania.
                  • anbale Re: Progi mentalne są wtedy... 01.10.14, 21:04
                    Byłam żoną. I owszem, było walenie w wielkie dzwony, które po paru latach okazały się dzwonkami rowerowymi. Dlatego trochę śmieszą mnie tacy nawiedzeńcy jak Ty...Niech Ci tam będzie, może to Twoje małżeństwo nie okaże się tandetą z paździerza, bo cała wizja świata Ci runie...
                    • heniek.8 Re: Progi mentalne są wtedy... 01.10.14, 21:30
                      tak tak, żonaty i szczęśliwy koleś spędza ranki i wieczory na forum rozwodników smile
                      dopiero teraz do mnie dotarło że gdybym to robił kilka lat temu to moje małżeństwo by było szczęśliwe i by przetrwało przez co nie byłoby mnie tutaj, ot taka niespójność mała mi się wypsnęła smile
                      zakładam że tri ma dysonans "pozakupowy" i rozładowuje napięcie opierd**jąc wszetecznice (i wszeteczników) które wbrew presji społecznej się wyzwoliły z konwenansów wymyślonych tysiące lat temu.
                      dzisiaj małżeństwo jest instytucją dla gejów smile
                      • tricolour Ranki i wieczory, szanowny kolego... 01.10.14, 21:45
                        ... to ja także spędzam w kiblu a to się myjąc, a to srając w porcelanę. I - o dziwo Twoim standardom - nie wpływa to na jakość mojego związku, a jeśli wpływa, to na dobre.

                        A Twoje małżeństwo by przetrwało gdybyś nadawał się na małżeństwo bez względu na zakres porannych i wieczornych czynności...
                        • blue_ania37 Re: Ranki i wieczory, szanowny kolego... 01.10.14, 22:03
                          tricolour napisał:

                          > ... to ja także spędzam w kiblu a to się myjąc, a to srając w porcelanę. I - o
                          > dziwo Twoim standardom - nie wpływa to na jakość mojego związku, a jeśli wpływa
                          > , to na dobre.

                          Jeśli srasz w porcelanę dla dobroci związku, to gratulujęsmile
                          Poziom żenadasmile
                          A
                        • heniek.8 Re: Ranki i wieczory, szanowny kolego... 01.10.14, 22:05
                          > a to srając w porcelanę
                          - a to waląc kloce na forum smile

                          a ja się cieszę że moje małżeństwo nie przetrwało, chociaż to nie ja wybrałem moment.
                          może nie jestem jeszcze w miejscu w jakim chciałbym być. ale opuściłem to w którym nie chciałem zostać na zawsze smile

                          przywiązywanie się do symboliki mąż - nie mąż, ślub - nie ślub to dla mnie siatka pojęciowa sprzed mileniów. można żyć na kartę rowerową lepiej niż na akt ślubu. to zależy od ludzi którzy to budują.
                          może jesteś dumny że się nie rozwiodłeś, ale fakt że denerwujesz się na nasze wszetecznice świadczy że jeszcze nie masz w sobie równowagi smile
                          • blue_ania37 Re: Ranki i wieczory, szanowny kolego... 01.10.14, 22:16
                            Tri się rozwiódł, nawet ma rozwód ze swojej winy, ale jest tak głębokim katolikiem że zapomniał o tamtym, i teraz jest prawy i lewy, i robi dobrze do porcelanysmile aż zazdroszczę poziomu zyciasmile
                          • tricolour Nie, nie sprzed mileniów... 01.10.14, 22:58
                            ... tylko sprzed kilku lat raptem. Parę lat temu brałeś ślub, ale nie wyszło. Mniejsza o przyczyny - to nie jest takie ważne.

                            Ważne jest to, że nagle odwidziała Ci się instytucja, która nie ma nic wspólnego z faktem, że ją własnoręcznie psuliście i zepsuliście zamiast budować. Pozostał uraz, ale mało kto chce się przyznać do urazów więc pomija się fakt własnoręcznej destrukcji. Mówi się, że małżeństwo jest be. A jeśli jest be, to je szlag trafił bo było be, a nie dlatego, że codziennie latami podkładało się bombę.

                            Ja się na wszetecznice nie denerwuję. Przeciwnie. A nawet trochę mnie bawi jak wpada Anka i nagle pierdut, w jej mniemaniu z grubej rury: Tri jest winny. Tyle, że mnie moja wina wisi i powiewa tym bardziej , że jakoś kobita musi odreagować fakt, że posyła dzieciaka na rycie beretu przez co sama czuje się winna.
                            • blue_ania37 Re: Nie, nie sprzed mileniów... 01.10.14, 23:14
                              tricolour napisał:

                              > Ja się na wszetecznice nie denerwuję. Przeciwnie. A nawet trochę mnie bawi jak
                              > wpada Anka i nagle pierdut, w jej mniemaniu z grubej rury: Tri jest winny. Tyle
                              > , że mnie moja wina wisi i powiewa tym bardziej , że jakoś kobita musi odreagow
                              > ać fakt, że posyła dzieciaka na rycie beretu przez co sama czuje się winna.

                              Ależ niesmile
                              Dziś poswięciłam godzinę żeby zdobyć kartę ćwiczeń do pierwszej klasy z religii.
                              Dziecko miało zaległości z powodu braku tych ćwiczeń.
                              W katolickiej księgarni mnie nie zabitosmile ja też nie zabiłam.
                              Moje dziecko mówi, że ma zaległości z religii bo nie miało ćwiczeń, wykleiłam kosciół.
                              Napisałam do pani katechetki aby napisała w dzienniczku jakie zadanie opuścił młody.
                              W niedzielę niewierzący tata pójdzie z nim z na mszę a ja pójdę na obiad z nim do buddystów.
                              Jarzy że buddyzm to nie wiara w jakiegoś bogasmile
                              Ty masz problem Tri nie ja,
                              Sorrysmile
                              A
                              • tricolour No, to nastąpił nagły zwrot... 02.10.14, 14:17
                                ... i teraz razem z katechetką ryjesz beret dziecku. Przestałaś też modlić się, by dziecko jak najszybciej skończyło szkołę i uwolniło się z rąk katechetki, bo teraz razem z katechetką i niewierzącym ojcem katujecie dzieciaka.

                                Przyznam, że jestem pod wrażeniem, że zbudowaliście we trójkę tak solidarny front przeciw dzieciakowi. Będą z niego ludzie...
                                • blue_ania37 Re: No, to nastąpił nagły zwrot... 02.10.14, 16:19
                                  tricolour napisał:

                                  > ... i teraz razem z katechetką ryjesz beret dziecku. Przestałaś też modlić się,
                                  > by dziecko jak najszybciej skończyło szkołę i uwolniło się z rąk katechetki, b
                                  > o teraz razem z katechetką i niewierzącym ojcem katujecie dzieciaka.
                                  >
                                  > Przyznam, że jestem pod wrażeniem, że zbudowaliście we trójkę tak solidarny fro
                                  > nt przeciw dzieciakowi. Będą z niego ludzie...

                                  A to Twoja interpretacja, w Twoim ograniczonym świecie małżeńnstwo albo nic, w kombinowaniu jak tu dowalić tym którzy żyją "niesakrementalnie" masz pierwszeństwo.
                                  Poglądy by Ci się zmieniły gdyby Twoja była żona stała na stanowisku nierozerwalności małżeństwasmile
                                  A teraz masz łatwo i jedziesz jak Ci przyjemnie.
                                  O moje dziecko się nie martw, nie bedzie takim chamskim burakiem, będzie tolerancyjny dla inności, dla mnie bezcenne.
                                  A Ty się dalej podniecaj przy konkubinaciesmile
                                  Tylko to umiesz i jeszcze każdy wpis traktować innym tytułemsmile
                                  Bezcennesmile
                    • avril37 Re: Progi mentalne są wtedy... 02.10.14, 10:17
                      > Byłam żoną. I owszem, było walenie w wielkie dzwony, które po paru latach okaza
                      > ły się dzwonkami rowerowymi. Dlatego trochę śmieszą mnie tacy nawiedzeńcy

                      Ja tez byłam żoną. Dziś już nie jestem, ale wyszłam za mąż z miłości i po raz drugi zrobiłabym to samo. Mimo, że jestem rozwódką nie mam urazu do ślubu, wręcz przeciwnie, jest dla mnie wartością. Rozstaliśmy się nie dlatego, że "ślub to ściema" a z przyczyn bardzo prywatnych i intymnych.
                      • anbale Re: Progi mentalne są wtedy... 02.10.14, 10:24
                        Ależ ja nie mam nic do ślubów. Jak ktoś potrzebuje do szczęścia, albo do tego nawet, żeby szanować drugiego człowieka to niech sobie bierze ile chce smile
                        Tylko, że to nie jest gwarancją niczego szczególnego, i nikt, tak jak rozwodnicy, nie ma chyba tej świadomości. Tak samo można się wysmarkać w akt ślubu, jak w każdą inną bumagę...
                        • avril37 Re: Progi mentalne są wtedy... 03.10.14, 08:09
                          A to masz zdrowe podejście. Ja tylko nie rozumiem tych, którzy -jako że małżeństwa się często walą - obrzucają tę instytucję błotem bo jest be.
                          A co do samych ślubów, to nie o gwarancję chodzi, a o zaznaczenie, że idzie się razem przez życie. Kuźwa, nawet imieniny się celebruje wink więc dlaczego zaznaczyć jakoś rozpoczęcia wspólnego etapu w życiu. O to też chodziło w moim własnym ślubie. Nie o gwarancję, bo takiej nie ma się nigdy. Natomiast we wszelkich dyskusjach wszyscy wywlekają, że ślub est do bani bo można sobie nim coś podetrzeć.
                          • anbale Re: Progi mentalne są wtedy... 03.10.14, 10:03
                            Tak, ślub jest celebracją, jak najbardziej. I współcześnie, kiedy wszelkie umowy tak łatwo rozwiązać, unieważnić, nie niesie za sobą żadnych większych konsekwencji.
                            Na tym forum są tysiące opowieści o tym, jak to ludzie wycofują się mniej lub bardziej wykrętnie czy też brutalnie z małżeństwa, z dnia na dzień, niemalże jak z konkubinatu, więc taka bezkrytyczna gloryfikacja stanu małżeńskiego jako jedynej godnej szacunku drogi życiowej jest formą nieprzyjmowania faktów do wiadomości...Po prostu związek jak każdy inny, jedynie z celebracją smile I jak każdy inny może się udać lub nie.
                  • altz Tricolor, wyrwałeś się spod klosza? 01.10.14, 21:53
                    A może byłeś zamrożony przez 200 lat?
                    Dziwne jest to, że nie wiesz, że nie można mieć ślubu na bilet tramwajowy ani na kartę rowerową.
                    Są inne formy usankcjonowania związku, dokument sporządzony przez urzędnika USC albo urzędnika jakiegoś Kościoła nazywanego księdzem, popem czy w inny sposób.

                    Czy Ty masz ślub na bilet tramwajowy? To Cię, chłopie, oszukali! big_grin
                    • tricolour Altz, jak zwykle nie zrozumiałeś... 01.10.14, 22:47
                      ... mam to tłumaczyć jeszcze raz? Ogarnij się chłopie jakoś.

                      Poza tym - coś Ci działam na nerwy ostatnio, łazisz za mną... liczysz na coś, czy jak?
                      • altz Re: Altz, jak zwykle nie zrozumiałeś... 02.10.14, 07:42
                        > Re: Altz, jak zwykle nie zrozumiałeś...


                        Doskonale zrozumiałem. To Ty piszesz o małżeństwie na bilet tramwajowy i na prawo jazdy, nikt inny. Rozumiem, że to znasz z własnego doświadczenia.
                        Nie gadaj głupot, to nie będziesz odbierany jako niespełna rozumu. Proste.
                        • tricolour Re: Altz, jak zwykle nie zrozumiałeś... 02.10.14, 09:44
                          A gdzie ja piszę o slubie na bilet tramwajowy? Albo innym mslzenstwie?

                          Chłopie, czytac może i czytasz ale nie rozumiesz.
                          • altz Re: Tricolor, jak zwykle nie wiesz, o czym piszesz 02.10.14, 10:05
                            tricolour napisał:
                            > A gdzie ja piszę o slubie na bilet tramwajowy? Albo innym mslzenstwie?
                            Twój wpis z 01.10.14, 20:43

                            Nie dość, że piszesz bzdury, to masz jakiś problem z pamięcią. big_grin
                            Ogarnij się chłopie, bo robisz z siebie pośmiewisko!
                            • tricolour O dwudziestejczterdzieścitrzy... 02.10.14, 13:28
                              ... nie ma słowa o ślubie na bilet tramwajowy czy małżeństwie takimże. Jest za to o związku.

                              Jesteś tchórzem, Altz. Nie mogłeś zacytować, bo byś wyszedł na idiotę, który nie rozumie co napisałem. Więc żeby nie wyjść na idiotę zrobiłeś z siebie tchórza zasłaniając się godziną postu, bez treści mojego postu.

                              I to jest dopiero pośmiewisko gdy mogę Ci to wyłuszczyć czarno na białym wszem i wobec.
                              • altz Re: O dwudziestejczterdzieścitrzy... 02.10.14, 14:19
                                tricolour napisał:
                                > ... nie ma słowa o ślubie na bilet tramwajowy czy małżeństwie takimże. Jest za
                                > to o związku.

                                Ale sobie jakoś to wytłumaczyłeś. big_grin
                                Niezłe i żałosne. Nie pisz głupot, to nie będziesz musiał robić jakiś wywijasów, żeby siebie przed sobą usprawiedliwiać.
                                Sam jesteś idiotą i tchórzem. Idiotą, bo powtarzasz głupoty i coraz bardziej się pogrążasz. A tchórzem, bo nie potrafisz przyznać, że ludzie są różni, mają różne wartości, ale to nie oznacza, że muszą być przez to gorsi.

                                *) Użyłem dwóch wulgaryzmów, bo sam je wprowadziłeś do dyskusji. smile
                                • tricolour W kwestii formalnej... 02.10.14, 14:33
                                  ... nigdzie nie napisałem, że ludzie żyjący na kartę rowerową są gorsi. Gorszy jest związek, ale nie ludzie. Znów kolega tego nie zrozumiał... no kolega tak ma, że nie rozumie słowa pisanego.

                                  "Ale sobie jakoś to wytłumaczyłeś" - kolego, niczego nie tłumaczyłem. Zwyczajnie doprowadziłem cytatami rozmowę do miejsca, z którego mogłeś jakoś wybrnąć... ale nie...

                                  Altz, robisz z siebie palanta. Rozumiesz? Publicznie robisz z siebie palanta.
                                  • altz Re: W kwestii formalnej... 02.10.14, 14:44
                                    tricolour napisał:
                                    > ... nigdzie nie napisałem, że ludzie żyjący na kartę rowerową są gorsi. Gorszy
                                    > jest związek, ale nie ludzie. Znów kolega tego nie zrozumiał... no kolega tak m
                                    > a, że nie rozumie słowa pisanego.

                                    Myślę, że tego zupełnie nie zrozumiałeś.
                                    Jeśli bardzo agresywnie i ordynarnie piszesz o związku/małżeństwie/innej umowie między ludźmi, to ta agresja i ordynarność przykleja się do tych osób, zresztą, taki jest podświadomy powód takiego sposobu pisania.
                                    Ja mam to wszystko w nosie. Potrafię napisać wprost do kogoś, co o nim myślę. Potrafię też ocenić związek czy cokolwiek innego, bez oceniania czy obrażania osób. To jest zwyczajnie wyższy poziom dyskusji, bez włączania swoich emocji. Masz wielkie emocje, gdy piszesz? Zjedz czekoladę, napij się soku, włącz relaksującą muzykę, ale zmień nastrój, bo to szkodzi. wink

                                    > Altz, robisz z siebie palanta. Rozumiesz? Publicznie robisz z siebie palanta.
                                    Przy Tobie jestem dopiero praktykantem. wink
                                    • bigstres Re: W kwestii formalnej... 02.10.14, 14:49
                                      > Altz, robisz z siebie palanta. Rozumiesz? Publicznie robisz z siebie palanta.
                                      Przy Tobie jestem dopiero praktykantem.
                                      Mistrz ciętej riposty smile
                                      Po cholerę się tak kłócicie pod moimi watkami?? Chyba muszę przestać zakładać wątki wink
                                      • altz Re: W kwestii formalnej... 02.10.14, 14:59
                                        bigstres napisał(a):
                                        > Po cholerę się tak kłócicie pod moimi watkami?? Chyba muszę przestać zakładać
                                        > wątki wink

                                        Ja tylko odpowiadam na chamstwo i zaczepki. Uważam, że nie powinno się zostawiać tego bez odpowiedzi, bo za chwilę okaże się, że to przyjęliśmy przez aklamację, a tak przecież nie jest.
                                        Jeśli ktoś struga kijek, zamiast uczciwie dyskutować, to zdecydowanie powinien to być kijek na niego.
                                    • tricolour Nic sie nie przykleja... 02.10.14, 15:33
                                      ... nie ma takiej technicznej możliwości.

                                      Mechanizm jest inny, co doskonale widać w mojej rozmowie z Anabale. Ona o swoim związku mówi, że to związek. Nie jest to małżeństwo, bo nie ma powodu ukrywać faktu, że jest się małżonkiem. Nie jest narzeczoną, bo nie ma powodu ukrywać i tego radosnego faktu. Nie mówi, że jest konkubiną, bo to siara z pogranicza kryminału - no takie to ma konotacje. Więc pozostaje związek, tak jak Związek Kynologiczny czy PZPN.

                                      Łatka nie przykleja się przez agresywną rozmowę tylko poprzez nazwanie związku jaki się tworzy. Gdy sie tworzy taki, że nie można go nijak ze wstydu nazwać, to łatką jest ten wstyd.

                                      A wstyd bierze się wtedy, gdy rzeczywistość mija się z wyobrażeniem o sobie. Nie z gadania tylko z gwałcenia własnych standardów czyli z osobistych, ale ukrywanych działań.
                                      • anbale Re: Nic sie nie przykleja... 02.10.14, 15:58
                                        Weź zejdż ze mnie, bardzo proszę. I nie wpieraj mi jakichś swoich własnych mocno pokręconych schiz.
                                        Żadnej informacji osobistej na mój temat nie ma nigdzie w sieci, bo po prostu mam taką zasadę, i taki zawód również, więc weź swoje chore wizje wsadź se w buty.
                                      • zmeczona100 Re: Nic sie nie przykleja... 02.10.14, 22:19
                                        tricolour napisał:
                                        Ona o swoim
                                        > związku mówi, że to związek. Nie jest to małżeństwo, bo nie ma powodu ukrywać
                                        > faktu, że jest się małżonkiem. Nie jest narzeczoną, bo nie ma powodu ukrywać i
                                        > tego radosnego faktu. Nie mówi, że jest konkubiną, bo to siara z pogranicza kry
                                        > minału - no takie to ma konotacje

                                        A czym się różni związek od małżeństwa czy konkubinatu?

                                        Narzeczeństwa nie wpisuję, bo wg mnie narzeczeństwo to związek, który podjął decyzję o wstąpieniu w związek małżeński smile
                                        • avril37 Re: Nic sie nie przykleja... 03.10.14, 08:16
                                          Piszesz, że narzeczeństwo to związek, który podjął dezycję o wstapieniu w związek małżeński (a więc związek to coś innego niż związek małżeński, czujesz tą różnicę)
                                          A chwilę wcześniej sugerujesz, że związek od małżeństwa niczym się nie różni big_grin
                          • anbale Re: Altz, jak zwykle nie zrozumiałeś... 02.10.14, 10:09
                            Chyba chodzi o to, że równie dobrze jak o związkach "niesakramentalnych" możesz się wypowiadać o wydajności kur niosek w południowym Chile...Po prostu nie masz o tym pojęcia, to co piszesz to są tylko jakieś Twoje projekcje i wyobrażenia, na dodatek ubrane w głupkowato nawiedzony, wulgarny, arogancki sposób...I tak samo można nonszalancko porzucić sakramentalną żonę jak i długoletnią narzeczoną, identycznie tak samo można jej walnąć drzwiami w twarz. Trzeba naprawdę być mocno zakutym, żeby sobie nie mieć tej świadomości...
                            • tricolour Najlepszym dowodem na słuszność... 02.10.14, 13:59
                              ... mojej opinii o związkach na kartę rowerową jest Twoja reakcja.

                              Gdybyś ceniła swój związek na równi z małżeństwem, to byś słowa nie napisała gdy oceniam konkubinat niżej. Zwyczajnie moja ocena nie miałaby dla Ciebie żadnego znaczenia, bo byś miała własną najwyższą ocenę, której nie mącą czyjeś opinie. Zauważ, że ja nie piszę o Twoim konkretnym związku tylko ogólnie o konkubinacie, takim teoretycznym, a Ty się burzysz. Wzburzeniem dowodzisz, że wystarczy napisać teoretycznie, a Ty już jesteś gotowa do obrony tego, czego bronić NIBY nie musisz.

                              Wyraźnie widać, że Ty też masz niższą ocenę konkubinatu. Masz, ale nie przyznajesz się, co jest poniekąd zrozumiałe, bo nie jest miło przyznawać się, że można lepiej, a celowo robi się gorzej. I tą niższą ocenę chowasz za racjonalizacjami w stylu: "tak samo można nonszalancko porzucić sakramentalną żonę jak i długoletnią narzeczoną, identycznie tak samo można jej walnąć drzwiami w twarz".

                              Owszem, można, ale nie o tym piszemy. Piszemy o tym, że konkubinat jest gorszy. Zapytaj sama siebie o co gorszy skoro to coś wywołuje u Ciebie żywiołowe reakcje i inspiruje do natychmiastowej reakcji gdy ktoś "szarga" konkubinat, który ma być taki świetny.

                              Gdyby był świetny, to by nie był podatny na szarganie.
                              • zmeczona100 Re: Najlepszym dowodem na słuszność... 02.10.14, 22:27


                                , bo nie jest miło przyznawać się, że można
                                > lepiej, a celowo robi się gorzej.

                                To ja wolę nowe lepsze, niż stare gorsze smile


                                Wzburzeniem dowodzisz, że wystarczy n
                                > apisać teoretycznie, a Ty już jesteś gotowa do obrony tego, czego bronić NIBY n
                                > ie musisz.

                                Zastanawiająca jest ta Twoja obsesyjna gloryfikacja małżeństwa i Twoje oburzenie, jeśli inni twierdzą, że bez małżeństwa też da się żyć szczęśliwie smile
                                To wygląda tak, jakbyś chciał przekonać sam siebie, że żyjesz w czymś wyjątkowym, boś małżonek smile
                                A ja uważam, że wyjątkowe to jest dobranie się dwojga ludzi tak, że żyje im się tak, że nie ma potrzeby, by coś zmieniać smile Bez względu na to, czy mają papier urzędowy, kościelny, czy tylko kartę rowerową smile
                                • tricolour Re: Najlepszym dowodem na słuszność... 03.10.14, 10:04
                                  Przecież nie twierdzę że bez małżeństwa nie da się żyć szczęśliwie tylko ze jest gorsze.

                                  O co gorsze? O zdolność do podjęcia decyzji i zasoby do jej realizacji. Zrozumiałeś?

                                  Ubozsze jest o te energię która inspirowala Cię latami do procesu o niewaznosc. Miałaś zasoby do okreslenia i osiągnięcia celu. Bez wygranej mogłaś przecież żyć rownie szczęśliwie jednak wybralas wydawałoby sie trudniejsza, a w rzeczywistości łatwiejszą drogę.

                                  Po co zabiegslas latami o dekret ktorym - jak pisza - mozna sie podetrzec?
                                  • nowel1 Re: Najlepszym dowodem na słuszność... 03.10.14, 11:13
                                    To kwestia punktu widzenia, priorytetów, osobowości.
                                    Staranie o stwierdzenie nieważności nie jest żadną OBIEKTYWNĄ wartością, zatem człowiek, który go nie podejmuje, bo nie czuje takiej potrzeby, nie jest o nic uboższy. To samo z formalnym zawarciem małżeństwa.
                                    Rozumiem, że są wartością dla ciebie i Ty konkretnie czułbyś się uboższy, gdybyś tych działań nie podjął.
                                    • tricolour Re: Najlepszym dowodem na słuszność... 03.10.14, 11:49
                                      Zgoda jesli nie ma potrzeby. Wtedy nigdy nie zawiera małżeństwa.

                                      A jeśli raz zawiera a raz nie zawiera to znaczy że dostrzega różnice skoro działa różnie w tych samych okolicznościach.

                                      Co to za różnica i skad się wzięło.
                                      • nowel1 Re: Najlepszym dowodem na słuszność... 03.10.14, 12:38
                                        Oprócz okoliczności zmienia się jeszcze CZAS podejmowania decyzji.
                                        Człowiek rozwija się i zmienia.
                                        20 lat temu sformalizowanie związku mogło mieć dla danej osoby znaczenie, a dzisiaj nie ma żadnego.
                                        Oczywiście, może też być odwrotnie.
                                        • tricolour Re: Najlepszym dowodem na słuszność... 03.10.14, 13:45
                                          Zaraz zaraz. Jeśli nie ma żadnego znaczenia to można iść do usc lub nie.

                                          A tu jest wyraźnie nie. Czyli jest jakieś znaczenie skoro opcja druga jest niedopuszczalna.
                                          • nowel1 Re: Najlepszym dowodem na słuszność... 03.10.14, 16:35
                                            To jest Twoim zdaniem logiczne?
                                            Podpisanie aktu małżeństwa nie ma dla mnie znaczenia. Zatem: pójdę do urzędu, załatwię formalności, przyjdę w oznaczonej godzinie to podpisać?
                                            Chyba jednak nie;bo jesli nie ma znaczenia - to po prostu tego nie uczynię.
                                            • tricolour Bo tu nie chodzi o podpisanie aktu małżenstwa... 03.10.14, 21:53
                                              ... tak samo jak przy odbiorze Prawa Jazdy nie chodzi o podpis, że dokument odebrano. Małżeństwo to nie jest podpis. Tak samo rozwód, to nie był podpis na poczcie, że wyrok odebrano.

                                              Naprawdę tego nie rozumiesz czy wręcz musisz spłycić sprawę do podpisu, bo zawijas szmatławym długopisem, na wytartym tabunem obcych dup krześle, ma rzeczywiście małe znaczenie?
                                              • nowel1 Re: Bo tu nie chodzi o podpisanie aktu małżenstwa 03.10.14, 22:06
                                                Rozmawiamy niby o tym samym, a jednak o czym innym.
                                                Dla Ciebie ten podpis to jest dużo więcej niż podpis, rozumiem.
                                                Dla kogoś innego on może nie mieć żadnego znaczenia.
                                                Tylko tyle i aż tyle.
                                                Po prostu - nie wartościujmy.
                                                • tricolour Re: Bo tu nie chodzi o podpisanie aktu małżenstwa 04.10.14, 11:47
                                                  Nie wiem dlaczego musisz ktecic. Dla mnie podpis to jest podpis. Nic więcej. Natomiast zawarcie małżeństwa to nie jest podpis. Tak uważam.

                                                  A Ty uważasz że małżeństwo to podpis, a że podpis nic nie znaczy wiec małżeństwo nic nie znaczy.

                                                  Naprawdę doszlas do tego drogą osobistego rozwoju? No to gratulacje.
                                                  • nowel1 Re: Bo tu nie chodzi o podpisanie aktu małżenstwa 04.10.14, 12:33
                                                    Zadziwiająca jest napastliwość Twoich wypowiedzi.
                                                    Sarkazm, obraźliwe uwagi - czym sobie na to zasłużyłam? Opinią inną niż Twoja?
                                                    Powtórzę jeszcze raz: istnieją ludzie, dla których sformalizowanie związku nie jest istotne.
                                                    I wartość ich związku i ich miłości przez to nie jest mniejsza. Nie akt małżeństwa stanowi o znaczeniu tego, co ludzie między sobą tworzą.
                                                    Ja nie piszę i nie pisałam o wytartych krzesłach i zawijasach szmatławym długopisem, to Twoja osobista retoryka.
                                                    A nie pisałam, bo nie uważam, że małżeństwo jako takie nie ma sensu albo że jest nic nie warte. Dobrze wiem, że dla wielu osób jest wartością ogromną i szanuję to.
                                                    Tak, doszłam do tego drogą osobistego rozwoju. Uważam, że mam bardzo udaną drogę osobistego rozwoju smile
                                                  • anbale Re: Bo tu nie chodzi o podpisanie aktu małżenstwa 04.10.14, 13:20
                                                    Tricolour się uparł, że wszyscy twierdzą, że małżeństwo jest nic nie warte. Nie rozumie prostego przekazu, że jest warte tyle samo, lub tak samo nic niewarte jak wszelkie inne niesformalizowane związki. W jego schemacie myślowym nie ma miejsca na niezadekretowane sprawy, one są "szmatławe" i koniec...Można tak gadać do końca świata, narażając się na kolejne wiadra pomyj...
                                                  • tricolour Nowel, to się kupy nie trzyma... 04.10.14, 14:38
                                                    ... "Powtórzę jeszcze raz: istnieją ludzie, dla których sformalizowanie związku nie jest istotne" - chcesz mi powiedzieć, że - szczególnie na tym forum - nie jest istotne czy domownika można wyrzucić na zbity pysk pod most w trymiga, bo formalnie nie ma prawa do lokalu drugiego domownika? Albo dostanie kopa w zad w szpitalu chcąc zapytać o stan zdrowia obcej formalnie osoby?

                                                    Albo uwolnijmy się od przykładów, bo je można dobierać wedle uznania... Po co mamy wszyscy tu rozwody? Nie tylko po to, by zamknąć nieudany rozdział. Mamy je przede wszystkim dlatego, by przeszłość nie ciągnęła się za nami w niewyobrażalny dziś sposób. Rozwód zerwał wszelkie więzi więc nic nas nie zaskoczy - to jest kwintesencja rozwodu. Nie okaże się naraz (a były takie wątki) że trzeba procesu o zaprzeczenie ojcostwa, bo formalnie mąż jest zawsze ojcem i musi płacić alimenty choć żony dekadę nie widział.

                                                    Analogicznie zawieramy związek małżeński, bo już mocniej związać się nie da. Analogicznie, bo rozwód sięga w tył i coś definitywnie kończy, a małżeństwo sięga w przyszłość i coś otwiera. Nie wiadomo co. Do miłości, oddania, wspólnoty dodajemy formalizm prawny czyli wspólnotę w wymiarze prawnym oraz - rzecz najważniejszą - wspólną niewiadomą przyszłość.

                                                    Nowel, czy dla Ciebie - jak twierdzisz - wspólna przyszłość jest rzeczywiście nieistotna?
                                                  • nowel1 Re: Nowel, to się kupy nie trzyma... 05.10.14, 19:04
                                                    Wspólną przyszłość można sobie obiecać przed urzędnikiem, przed kapłanem albo przed sobą wzajemnie.
                                                    Wypełnienie tego planu i obietnicy zależy od obiecujących.
                                                  • tricolour I co? 05.10.14, 19:16
                                                    Stanęliście przed sobą i literalnie obiecaliście sobie to wszystko, co wypowiada się przed urzędnikiem i kapłanem? Pytanie jest proste: tak czy nie?

                                                    A może nie musieliście sobie nic obiecać, bo wiadomo...

                                                    A może nawet nie mówicie sobie, że się kochacie. Bo wiadomo...

                                                    No to jak? Tak czy nie?
                                                  • orangeplus Re: I co? 05.10.14, 19:48
                                                    Ja czegoś u ciebie Tri, nie rozumiem. Umoralniasz tutaj wszystkich, a sam też stałeś przed urzędnikiem i też obiecywałeś, a później był rozwód z twojej winy. No więc jak to jest?
                                                  • tricolour Orange, czego nie rozumiesz? 06.10.14, 14:49
                                                    Że rozwiodłem się, udowodniono mi winę czarno na białym, a ja ten dowód przeczytałem sto razy, przebolałem, przemyślałem, zgodziłem się nim w końcu i przyjąłem winę na siebie? Czego tu nie rozumieć?

                                                    A potem ożeniłem się powtórnie bez szukania dróg na pozorny skrót w stylu konkubinatu. To też jest oczywiste.

                                                    Przecież mojego nowego małżeństwa zapewne by nie było, gdybym rozwodził się bez orzekania winy, bo nigdy bym niczego w swym życiu nie zmienił. Nie było by inspiracji do zmian skoro małżeństwo samo się wzięło i rozpadło, a ja taki cudny jestem.

                                                    Właśnie to ma sens: nie uciekać przed małżeństwem budując związek, którego nazwa nawet przez gardło nie przechodzi (ale jest on w zasadzie małżeństwem), nie uciekać przed wyznawaną wiarą w jakieś śmieszne agnostycyzmy czy inne karkołomne wynalazki.

                                                    Innymi słowy: gdy się przewrócimy, to się otrzepać, wstać i dalej iść o własnych siłach, a nie ze wstydem w kucki, wkładając krzyż w dupę dla dodatkowej podpórki.
                                                  • bigstres Re: Orange, czego nie rozumiesz? 06.10.14, 15:26
                                                    Skoro szczęśliwie ożeniłeś się ponownie, to po co buszujesz na forum rozwodników??? Chyba tamto to rozdział zamknięty?
                                                  • altz Re: Orange, czego nie rozumiesz? 06.10.14, 16:09
                                                    tricolour napisał:
                                                    > A potem ożeniłem się powtórnie bez szukania dróg na pozorny skrót w stylu konku
                                                    > binatu. To też jest oczywiste.

                                                    Jeśli ludzie są pewni siebie, to nie boją się małżeństwa, to prawda.
                                                    Czasami, ze względów finansowych, przy skomplikowanych związkach ludzi po przejściach, bywa to trudniejsze, niż konkubinat.

                                                    > Przecież mojego nowego małżeństwa zapewne by nie było, gdybym rozwodził się bez
                                                    > orzekania winy, bo nigdy bym niczego w swym życiu nie zmienił. Nie było by ins
                                                    > piracji do zmian skoro małżeństwo samo się wzięło i rozpadło, a ja taki cudny j
                                                    > estem.
                                                    Może Tobie jest potrzebny wstrząs, najlepiej systematycznie i regularnie. wink Nie wszyscy tak mają. smile

                                                    > nie uciekać przed wyznawaną wiarą w jakieś śmieszne agnostycyzmy czy inne karkołomne
                                                    > wynalazki.
                                                    Dla agnostyka wiara katolicka czy inna mogą być właśnie ucieczką przed trudnymi pytaniami. Wiem, że tego nie zrozumiesz. smile

                                                    > Innymi słowy: gdy się przewrócimy, to się otrzepać, wstać i dalej iść o własnyc
                                                    > h siłach, a nie ze wstydem w kucki, wkładając krzyż w dupę dla dodatkowej podpó
                                                    > rki.
                                                    Ten katolicyzm wyraźnie ci nie służy, skoro stale bluźnisz. smile
                                                  • tricolour Jeżli chodzi o bluźnierstwo... 06.10.14, 19:25
                                                    ... to jest to bluźnierstwo na miarę moich możliwości. Ja tym bluźnierstwem otwieram oczy niedowiarkom! Mówię: to jest moje bluźnierstwo, przeze mnie powiedziane, i to nie jest moje ostatnie słowo!"
                                                  • szpila.2 Re: Jeżli chodzi o bluźnierstwo... 06.10.14, 19:35
                                                    Przepraszam, że znowu się wtrącę - czy Wy chociaż pamiętacie "co było na początku"? Załóżcie proszę osobny wątek, bo tu już haos... Przypomnę, że wątek zaczął się od osłów...
                                                  • fujara12 Osiołkowi w żłoby dano 06.10.14, 19:54
                                                    w jeden owies, w drugi siano.
                                                    A oślina głową kręci.
                                                    I to pachnie i to nęci.

                                                    Fujara napisze tak.

                                                    Skoro para jest ze sobą w luźnym związku, to znaczy że się sprawdza, próbuje i maca.
                                                    Pewnego dnia stwierdzają, że dobrze im tak jak jest i więź trwa dalej.
                                                    Jeżeli nie to się rozchodzą,
                                                    Są też osoby, które pragną do kompletu posiadać papier z dekretem.
                                                    No i jest wtedy cały korowód nazywany ślubem, weselem i poprawinami.

                                                    Ci którzy się rozwodzą bez poważnej przyczyny, po prostu są kłamcami, oszustami, krzywoprzysiężcami.
                                                    Generalnie nie są to osoby godne zaufania. Mam tu na myśli te osoby, które spowodowały rozpad tej więzi.
                                                    Jak więc wziąć z taką osobą niegodną zaufania ślub ?
                                                    No trzeba na głowę upaść.tongue_out
                                                  • szpila.2 Re: Osiołkowi w żłoby dano 07.10.14, 08:46
                                                    nie na temat...
                                                  • nowel1 Re: I co? 05.10.14, 19:59
                                                    1.To nie jest Twoja sprawa
                                                    2.To nie jest równanie matematyczne
                                                  • altz Re: I co? 05.10.14, 20:12
                                                    tricolour napisał:
                                                    > Stanęliście przed sobą i literalnie obiecaliście sobie to wszystko, co w
                                                    > ypowiada się przed urzędnikiem i kapłanem? Pytanie jest proste: tak czy nie?
                                                    >
                                                    > A może nie musieliście sobie nic obiecać, bo wiadomo...
                                                    >
                                                    > A może nawet nie mówicie sobie, że się kochacie. Bo wiadomo...
                                                    >
                                                    > No to jak? Tak czy nie?

                                                    A jakie to ma znaczenie?
                                                    Najważniejsza jest sama konsekwencja, dużo bardziej niż sama przysięga.
                                                  • zmeczona100 Re: Bo tu nie chodzi o podpisanie aktu małżenstwa 04.10.14, 14:32
                                                    Na
                                                    > tomiast zawarcie małżeństwa to nie jest podpis.

                                                    A co to jest małżeństwo?
                                                  • tricolour Do Zmęczonej... 04.10.14, 14:40
                                                    ... Twój proces o nieważność małżeństwa to był proces o nieważność podpisu?

                                                    Może poczytaj swoją skargę albo - jeszcze lepiej - uzasadnienie wyroku rozwodowego skoro nie wiesz co to jest małżeństwo.
                                                  • zmeczona100 Re: Do Zmęczonej... 04.10.14, 14:44
                                                    Ja pytałam o Twoją interpretację małżeństwa, o Twoje rozumienie.
                                                    I nie udawaj, że nie wiesz, o co mi chodzi smile
                                                  • tricolour Napisałem o 14:38 w trzecim akapicie. 04.10.14, 14:46
                                                  • wypalona33 Dla złapania oddechu 04.10.14, 16:24
                                                    "Ludzie poturbowani przez los patrzą jednym okiem wstecz na przeszłość,
                                                    drugim zerkają do przodu na przyszłość.
                                                    W wyniku czego mają ZEZA.
                                                    Ci którzy patrzą na teraźniejszość mają piękne, wesołe spojrzenie."
                                                  • zmeczona100 Re: Napisałem o 14:38 w trzecim akapicie. 04.10.14, 16:36
                                                    Nie napisałeś.
                                                  • tricolour Oczywiście, że napisałem... 04.10.14, 17:01
                                                    .... to co chciałem napisać, ale nie jest to to, co Ty chciałaś przeczytać.

                                                    No problem. W rozdrożu nie ma nic zdrożnego.
                                  • zmeczona100 Re: Najlepszym dowodem na słuszność... 04.10.14, 14:36

                                    > O co gorsze? O zdolność do podjęcia decyzji i zasoby do jej realizacji. Zrozumi
                                    > ałeś?

                                    Nie, nie zrozimiałAm. W jaki sposób oceniasz, jakimi narzędziami, że małżeństwa mają zdolnośc podejmowania decyzji, a nie-małżeństwa już nie i o jakich konkretnie zasobach piszesz?

                                    Bo ja tam wiem, że bez małżeństwa, lecz w związku, podejmuje się decyzje i nie zauważam żadnych różnic między małżeństwem a związkiem. Chętnie się więc dowiem więcej smile
                                    • tricolour Nie rozumiesz. Tłumaczę... 04.10.14, 15:00
                                      ... spójrz na siebie: dlaczego nie chcesz dla siebie najlepszego skoro małżenstwo jest - jak piszesz - najlepsze dla człowieka?

                                      Ponieważ nie masz zasobów do realizacji takiej decyzji. Jesteś zmuszona pogodzić się z ograniczeniami, które - i to jest kuriozalne - wcale nie są obiektywne tylko są Twoim wyborem.
                                      • zmeczona100 Re: Nie rozumiesz. Tłumaczę... 04.10.14, 16:36
                                        tricolour napisał:

                                        > ... spójrz na siebie: dlaczego nie chcesz dla siebie najlepszego skoro małżenst
                                        > wo jest - jak piszesz - najlepsze dla człowieka?

                                        Bo ja mężatką kościelną już nie będę, a USC to dla mnie karta rowerowa smile
                                  • zmeczona100 Re: Najlepszym dowodem na słuszność... 04.10.14, 14:40

                                    > Po co zabiegslas latami o dekret ktorym - jak pisza - mozna sie podetrzec?

                                    To się spytaj tych innych, co twierdzą, że dekretem można się podetrzeć.

                                    A po co zabiegałam?
                                    O stwierdzenie, czy byliśmy sakramentalnym małżeństwem, czy jednak nie smile

                                    Małżeństwo jest najlepszą opcją dla człowieka- takie małżeństwo, jak być powinno. A nie takie, które ma glej potwierdzający, że są małżeństwem. Kiedyś taki glej był dla mnie ważny, teraz nie. Teraz ważniejsze po stokroć jest to, co dzieje się między dwojgiem ludzi.
                                    • tricolour Nie kombinuj, Zmęczona... 04.10.14, 14:44
                                      ... teraz glejt nie jest dla Ciebie ważny, bo kościelnego nie dostaniesz, a cywilnego nie chcesz, bo stracisz alimenty na siebie. Pól biedy te alimenty jako kasa, bo kasa jest do zarobienia w inny sposób. Ale Ty nienawidzisz exa i gdyby on nie musiał co miesiąc płacić Ci kasy, to miałby lepiej.

                                      Tego "lepiej" nienawiść by nie zniosła, bo nienawiść żywi się złem.
                                      • zmeczona100 Re: Nie kombinuj, Zmęczona... 04.10.14, 16:32
                                        No toż wreszcie nie pisz, że związek to coś gorszego, kiedy JA- w związku mam lepiej, niż w małżeństwie big_grin big_grin big_grin
                                        • tricolour Ty masz lepiej w obecnym związku... 04.10.14, 16:56
                                          ... niż w dawnym gównianym małżeństwie. I to nie jest nic osobistego pod Twoim adresem, bo każdy z nas miał takie (a niektóry nawet to własnoręcznie zrobili - jak ja) gówniane małżeństwa.

                                          Gdybyś miała małżeństwo takiej jakości, jaki masz teraz związek, to byłaby dziedzina do porównania. Zresztą dobrze wiesz, że nawet jakość Twego obecnego związku byłaby znacznie wyższa gdyby tylko można było stanąć przed ołtarzem.
                                          • zmeczona100 Re: Ty masz lepiej w obecnym związku... 04.10.14, 17:07
                                            > ... niż w dawnym gównianym małżeństwie.

                                            No i w ten sposób, pewnie niechcący, potwierdziłes to, co inni Ci tu wałkują od iluś tam postów smile


                                            Zresztą dobrze wiesz, że nawet jakość Twego obecnego związ
                                            > ku byłaby znacznie wyższa gdyby tylko można było stanąć przed ołtarzem.

                                            Nie, nie jakość mojego związku, ale jakość moich relacji z Górą.
                                            • tricolour Chcący, chcący... 04.10.14, 18:21
                                              ... bo napisałem"gównianym" a wcześniej epitety nie padały. Porównywano związek z małżeństwem by "wyszło" z tego, że małżeństwo nie jest potrzebne.

                                              Zresztą idiotycznie by brzmiało w ustach przeciwników małżeństwa, że nie chcą zawierać gównianego małżeństwa więc pozostają w dobrym związku. Wynikałoby, że USC myli im się z kiblem - no dobra, to żart.
                                              • zmeczona100 Re: Chcący, chcący... 04.10.14, 18:27
                                                Postęp jest, bo przyznałeś, że małżeństwa bywają gówniane. Do tej pory to nie-małżeństwa były gówniane smile
                                                • tricolour Gorsze były, nie gówniane... 04.10.14, 20:52
                                                  ... gównianośc jest określeniem samym w sobie.

                                                  Związki są gorsze od małżeństw. Dobre związki są gorsze od dobrych małżeństw.

                                                  Nie wiem natomiast czy gówniane związki są gorsze od gównianych małżeństw. Myślę, że te są nawet lepsze ponieważ mniej energii kosztuje zakończenie gównianego związku w porównaniu z zakończeniem gównianego małżeństwa.
                                                  • anbale Re: Gorsze były, nie gówniane... 04.10.14, 21:21
                                                    Tak, są gorsze, bo nie można pójść do szpitala i spytać, czemu żonę ciągle głowa boli. Proste.
                                                    Rownież nie można wywalić na zbity pysk, tylko najpierw trzeba pójść do sądu a potem dopiero wywalić na zbity pysk wymachując wyrokiem. Jak powszechnie wiadomo, to jest lepsze niż gorsze.
                                                    Aha, i można oskubać na kasie. A w konkubinacie nie, i to jest dopiero najgorsze.
                                                  • tricolour To ja trochę poprawię wypowiedź... 04.10.14, 21:40
                                                    ... by nabrała sensu:

                                                    > Tak, są gorsze, bo nie można pójść do szpitala i spytać, czemu obcą kobietę ciągle głowa boli. Proste - nikt nie udziela informacji o obcych pacjentach.
                                                    Rownież nie można wywalić na zbity pysk, tylko najpierw trzeba pójść do sądu, rozwieść się, dokonać podziału majątku, spłacić a potem dopiero wywalić na zbity pysk wymachując wyrokiem. Jak powszechnie wiadomo, unormowanie spraw przy rozstaniu jest lepsze niż gorsze.

                                                    Aha, i można oskubać na kasie gdy sie jest złodziejem bez względu na stan cywilny. A w konkubinacie nie, i to jest dopiero najgorsze, że konkubinat z założenia oznacza trzymanie własnego portfela wyłącznie przy swojej dupie, bo ten drugi z definicji robi to samo.
                                                  • anbale Re: To ja trochę poprawię wypowiedź... 04.10.14, 21:46
                                                    Po namyśle stwierdzam, że, owszem, małżeństwo jest lepsze- dla prostaków. Takich co wywalają na zbity pysk, co trzymają portfel zawsze przy swojej dupie, co nie szanują za grosz ludzi, którzy nie są im jakoś formalnie przypisani na stan. Z takimi faktycznie wszystko trzeba mieć na papierze, czarno na białym, jak chłop krowie na rowie wyłożone.
                                                    A w szpitalu czy u lekarza masz rubryczce, kogoś można informować o stanie zdrowia. I wpisujesz, że albo nikogo, albo np. papieża Franciszka, jeśli masz takie życzenie.
                                                  • tricolour Tak zgadzam się z tym... 04.10.14, 22:23
                                                    ... i też uważam, że małżeństwo jest lepsze dla prostaków. Ale i dla nieprostaków też jest lepsze. W ogóle jest lepsze niż związki pozamałżeńskie. Wszak zainteresowani na ulicę wychodzą, tyłki posłom trują, by legalizować swe związki...

                                                    Myślę, że nie jest dobrze ograniczać swoje pole widzenia wyłącznie do prostaków i warto czasem spojrzeć szerzej, na ludzi generalnie.
                                                  • szpila.2 Re: Tak zgadzam się z tym... 05.10.14, 09:07
                                                    Przepraszam, że się wtrącę. O czym jest wątek?
                                                  • wypalona33 Wiara czyni cuda 05.10.14, 09:08
                                                    Tricolor patrzy na związek poprzez pryzmat wiary. "Co Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza" Inni rozpatrują to pod kątem urzędowego uwarunkowania małżeństwa i z prawami jakie się z tym wiążą.
                                                    W szpitalu wystarczy moje oświadczenia co do osoby informowanej o stanie mojego zdrowia. W banku wystarcza upoważnienie partnera do konta. I.t.d.
                                                    W sprawie dziedziczenia wystarczy mój testament.
                                                    Tri sam sobie ustawia bariery dla wykazania wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy.
                                                    Po prostu, szukasz dziury w całym. Związek małżeński różni się od związku dwojga ludzi tylko i tylko "kartą rowerową" Lub glejtem z cyrografem urzędnika USC czy pingwina w kościele. Ograniczenia ludzie sami sobie stwarzają dla samych siebie żeby utrudnić sobie życie.
                                                    Wazne jest tylko to co łączy dwoje ludzi. Uczucie, czysta kalkulacja materialna, wyrachowanie, presja otoczenia, czy też brak zdecydowania.
                                                    I od tych warunków zależy kształt i forma związku. To jak długo on będzie trwał. Nie ważne w jakiej formie.
                                                    To para określa związek jako formalny i legalny.
                                                    Zasłaniając sie papierkiem określasz siebie jako osobę pruderyjną i ograniczoną normami prawnymi, zwyczajowymi w danym środowisku.
                                                    Wyjdź poza ramy form religijnych. Postaraj się ogarnąć pojęcie związku w szerszym znaczeniu. Podpis pokazuje że powinieneś trwać w nim aż do śmierci. A życie jak na tym forum widać daje nam obraz inny.
                                                    To nie podpis jest be. To przysięga jaką składasz drugiej osobie jest fałszywa.
                                                    To para zmieniła warunki gry i uznała że słowo przysięgi jest złe.
                                                    Poszukaj błedu w człowieku, a nie w formie jaka go otacza.
                                                  • altz Re: Wiara czyni cuda 05.10.14, 17:55
                                                    wypalona33 napisała:
                                                    > Tricolor patrzy na związek poprzez pryzmat wiary. "Co Bóg złączył, człowiek
                                                    > niechaj nie rozłącza"
                                                    Inni rozpatrują to pod kątem urzędowego uwarunkowani
                                                    > a małżeństwa i z prawami jakie się z tym wiążą.
                                                    Tri gra w złej drużynie, chociaż inteligencja pozwala mu wyciągać wnioski, tradycja to wszystko blokuje. smile I tak się chłopak męczy i co raz udowadnia, że czarne jest czarne, a białe jest białe, chociaż to są prymitywne dowody, ale mus, to mus. big_grin
                                                  • tricolour Wolę tradycję... 05.10.14, 19:06
                                                    ... niż Twoją nowoczesność, której nie stać na alimenty dla dziecka, o życiu na nowoczesnym poziomie już nie wspominając. Uważam, że świadomość tych faktów powinna być dla Ciebie układem odniesienia w jakichkolwiek rozmowach z innymi.

                                                    A o innych bym na Twoim miejscu w ogóle milczał biorąc pod uwagę te Twoje wielkie i nowoczesne osiągnięcia.
                                                  • altz Re: Wolę tradycję... 05.10.14, 20:21
                                                    tricolour napisał:
                                                    > ... niż Twoją nowoczesność, której nie stać na alimenty dla dziecka, o życiu na
                                                    > nowoczesnym poziomie już nie wspominając. Uważam, że świadomość tych faktów po
                                                    > winna być dla Ciebie układem odniesienia w jakichkolwiek rozmowach z innymi.
                                                    Od lat nie mam drzewka, więc nie wiem, co jest do kogo. Odpowiem. smile
                                                    Wolisz tradycję z chorobami niedziesiątkującymi małe dzieci?
                                                    Domy bez domów i ubikacji? fatalne warunki pracy?
                                                    Czy może sobie wybierasz z tradycji te dobre sprawy, pomijając kiepskie, które były w większości?

                                                    > ... niż Twoją nowoczesność, której nie stać na alimenty dla dziecka, o życiu na
                                                    > nowoczesnym poziomie już nie wspominając
                                                    Kiedyś nie było stać na alimenty na dziecko, teraz często też nie stać, ale dzieci nie umierają z tego powodu.
                                                    A co to jest ta nowoczesność i życie na nowoczesnym poziomie? Że dziecko nie widzi przez większą część czasu jednego rodzica, a często oboje? Że, zamiast blaszanego kubka i łyżeczki, ma inny gadżet, ale z elektroniką? Nie wiem, o co woła Autor?
                                                  • altz Re: Gorsze były, nie gówniane... 05.10.14, 17:51
                                                    tricolour napisał:
                                                    > Nie wiem natomiast czy gówniane związki są gorsze od gównianych małżeństw. Myśl
                                                    > ę, że te są nawet lepsze ponieważ mniej energii kosztuje zakończenie gównianego
                                                    > związku w porównaniu z zakończeniem gównianego małżeństwa.

                                                    Znajomy z pracy nie ma zawartego związku małżeńskiego, chociaż mają troje dzieci. On twierdzi, że nie warto się żenić, skoro zaraz trzeba się rozwodzić! wink
                                                    Dziwny facet, czasami ma poglądy jak góral z Noweg Targu, ale dał mi do myślenia. smile
    • heniek.8 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 01.10.14, 17:58
      odpowiem Ci ryzykując że potwierdzam Twoje podejrzenia wyrażone w tytule smile

      jesteś jak klient który poszukuje pewnego towaru - bardziej wrażliwa na reklamy tej klasy produktu.

      inna w ogóle by spławiła kolesia zanim by zdążył przejść do tekstów o całowaniu, i za 5 minut by zapomniała o sytuacji, a Ty analizujesz, przeżywasz, piszesz na forum.

      chyba że masz płacone od dyskusji (takie reklamy się pojawiają "Polecamy na forum" żeby kliknąć i przeczytać dyskusję) wtedy lepiej Cię rozumiem smile
      • wiosnaw Re: Przyciągam osłów. Nadal. 01.10.14, 19:48
        heniek.8 napisał:
        > chyba że masz płacone od dyskusji (takie reklamy się pojawiają "Polecamy na for
        > um" żeby kliknąć i przeczytać dyskusję) wtedy lepiej Cię rozumiem smile

        A ja chwilami widzę w "Polecamy..." mój wątek o terapii (ze zniekształconym tytułem) , ale nikt mi nie zaproponował żadnej kasy na razie sad
      • anbale Re: Przyciągam osłów. Nadal. 01.10.14, 19:57
        heniek.8 napisał:

        > odpowiem Ci ryzykując że potwierdzam Twoje podejrzenia wyrażone w tytule smile
        >
        > jesteś jak klient który poszukuje pewnego towaru - bardziej wrażliwa na reklamy
        > tej klasy produktu.
        >
        > inna w ogóle by spławiła kolesia zanim by zdążył przejść do tekstów o całowaniu
        > , i za 5 minut by zapomniała o sytuacji, a Ty analizujesz, przeżywasz, piszesz
        > na forum.
        >
        To może być dobry trop. Od kobiet, które na dzień dobry spuszczają takich kolesi po drucie jakimś sposobem ci kolesie trzymają się z dala. Taki szósty zmysł chyba mają.
      • bigstres Re: Przyciągam osłów. Nadal. 01.10.14, 20:08
        Nie szukam osłów oni sami znajdują mniesad Nie chce tego kolegi za żadne skarby, choć jestem zdesperowana wink Nie i koniec. Dlaczego to roztrząsam? Bo lubię koleżankę bardzo i jestem w szoku, że jej ukochany okazał się takim dziadem. Rzucił ją, wpędził w lata a teraz ohy i ahy do mnie. To mi się w głowie nie mieści,że tak można.
        • anbale Re: Przyciągam osłów. Nadal. 01.10.14, 20:19
          Wiesz, nie obraź się, ale może da się wyczuć Twoją desperację...
          Ludzie na ogół lgną do tych, którzy wydają się przychylnie nastawieni...
          A poza tym nie wiem po co sobie bierzesz na głowę, że okazał się "takim dziadem" w stosunku do koleżanki. Mało to dziadów na świecie?
        • tricolour Ta koleżanka to jakiś pasztet... 01.10.14, 20:46
          ... że musiała czternaście lat trzymać się leniwca? Popychadło z niej czy jak?

          Nie mogła sama zbudować sobie życia?
    • wiosnaw Re: Przyciągam osłów. Nadal. 01.10.14, 19:41
      bigstres napisał(a):
      > cznie? Co jest z facetami??

      Kobiety narzekają na facetów, gdzie indziej faceci na kobiety, więc chyba wszystko gra wink
      • fujara12 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 01.10.14, 22:55
        Dawno, dawno temu, gdy nie było tylu nawiedzonych ludzi,
        Para stawała przed sobą i przysięgała sobie i tylko sobie,
        że będą od tego momentu szli razem przez życie.

        Potem zjawił się kacyk i zaczął pobierać haracz.
        Zmieniały się religie, nawet w niektórych państwach zabraniano wierzyć w cokolwiek. tongue_out
        I od tego momentu ludzie zaczęli patrzeć na życie we dwoje z coraz większym sceptyzmem.

        Panowie zaczęli bić panie, panie zaczęły bić panów
        A teraz żyją na bilet tramwajowy.
        Od jutra według teorii Tricolorowego zaczną obowiązywać kupony z rolki papieru toaletowego.

        No bo pójdzie do porcelanki, nasra i po rozwodzie /tongue_out
    • tricolour A wracając do tematu wątku... 01.10.14, 23:02
      ... to osłów przyciągają oślice.

      Takie jest odwieczne prawo natury: jak jest zima, to musi być zimno.
      • bigstres Re: A wracając do tematu wątku... 02.10.14, 10:00
        Dzięki za oślicę Triwink
        Tak, Anbale - może jakoś faceci czują moją desperację,ale akurat z tym chłopakiem nie gadałam na tematy damsko - męskie. Powiedziałam mu tylko, że odeszłam od faceta, a całą resztę ideologii dorobił on - że tamten nie był mnie wart itd. Jego wypisywanie głupot zniesmaczyło mnie. A dlaczego przeżywam jak potraktował koleżankę? Bo to było świństwo i ja nie chce mieć z nim nic do czynienia.
        A co do koleżanki - jest fajną wysoką, atrakcyjną dziewczyną, wykształconą, pracowitą, dobrze gotuje, świetnie piecze, jest taka do tańca i różańca. Nie obrażajcie jej, bo jest na prawdę sensowną dziewczyną. Była zakochana i dała się wyprowadzić na manowce. Ona dla tego kolesia przeprowadziła się do naszego miasta (kilkaset km), teraz on ją zostawił tu samą i prysnął za granicę. Teraz ona sobie układa życie na nowo a on mi truje byłe. Zaraz każe mu spadać na drzewo!
        • bramstenga Re: A wracając do tematu wątku... 02.10.14, 10:10
          Nie no, jak świetnie piecze to inna sprawa smile
          Ale poważnie - ludzie się ze sobą rozstają, wiesz? Żadne przeprowadzki ani biżuteria na palcu nie gwarantuje, że będziemy ze sobą do grobowej deski. Lepiej byłoby, jakby ją zostawił z niemowlakiem przy piersi?
    • avril37 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 10:10
      1.A gdyby byli narzeczeństwem tylko 3 lata to zarywanie do Ciebie teraz by było bardziej znośnie? Ludzie po rozstaniu, bez względu na to jak długo byli w parze nadal mają prawo układać sobie życie i zarywać. Trafiło na Ciebie smile
      2.Koleżanka cierpi po rozstaniu, ale nie wiemy jak wyglądało ich życie i jakie były przyczyny rozstania Może ona była nieszczęśliwa, a może on, może oboje. Skoro zerwał przez telefon nie stało się to z dnia na dzień. Coś się nawarstwiało. To nawet dobrze,że byli ze sobą aż tak długo, i to bez ślubu, bo to oznacza że byli ze sobą z innych, głębszych przyczyn, autentycznie nieprzymuszenie dla siebie, a nie ze względu na to, że przerażał ich rozwód.
      • bigstres Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 10:20
        Ależ i mi i jej nie chodzi o to, że on się odkochał, bo każdy mógł się odkochać. Każdy ma prawo być szczęśliwy!!! Tego nie kwestionujemy. Tylko najgorsze było to, że zerwał z nią przez TELEFON po tylu latach, bo "zaspał na autobus". Zero szacunku, kultury. Ostatnio pomieszkiwał u jej mamy. Chociażby dlatego wypadałoby podziękować sobie z klasą i podziękować w oczy niedoszłej teściowej, że go opierała, gotowała itd.
        Wiem, że nie można nikogo zmusić do miłości,ale chodzi o jego postępowanie. Ja nie chciałabym być tak potraktowana. Tym bardziej, że ona była szczęśliwa i to było jak grom z jasnego nieba. Wspomniała mu o ślubie i dzieciach i kolega stwierdził, że to nie dla niego. Uważam, że nie był w porządku. Powiedział, że przestał kochać 2-3lata temu, to mógł wtedy odejść.
        Tak, myślę, że mniej straszne rozstanie byłoby po 3 latach a nie po 14. Mnie samą niedawno pocieszaliście, że dobrze, że mój konkubinat skończył się po 4latach a nie 10. Jednak czas jest tu ważny. Jesteśmy obie lekko po 30tce i zaczynamy życie od nowa. Byle już bez facetówsmile
        • blue_ania37 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 10:40
          A tak naprawdę to o co chodzi Bigstres?
          No i zerwał brzydko i co z tego?
          Naprawdę uważasz, że każdy związek rozpada się "ładnie"?
          Każde rozstanie jest straszne i po 3 latach i po 14 jeśli się kochało.
          Robisz sobie sama jakieś problemy.
          To, że facet zarywa do Ciebie to nie koniec światasmile
          Nie pasuje Ci jasno mówisz i tyle.
          Po co to rozkimianie? Po co to mówienie, że już bez facetów?
          Są lepsi i gorsi, normalnie jak w życiu.
          A
          • bigstres Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 10:58
            O pogadanie chodzi Aniusmile
            Co mam mu powiedzieć? Bujaj się-wystarczy? No wiesz chce elegancko zakończyć jego głupoty przy tym nie palić tej znajomości.
            A bez facetów będzie mi lepiej, jest mi lepiej. Za bardzo się boję zranienia, bo ciągle trafiają mi się po prostu gorsi. Dlatego lepiej dla mnie i mojego dziecka jak będę solo.
            • blue_ania37 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 11:08
              To zależy co chcesz od tej znajomości, ja bym powiedziała pewnie bujaj jakby mi nie zależało.
              Sama zakładasz, że trafiają Ci się gorsi i takich przyciągasz.
              Zranienia są wpisane w życie ale nie zmienia to faktu, że można z tego się podnieść.
              Więcej optymizmusmile
              A
            • altz Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 11:09
              bigstres napisał(a):
              > No wiesz chce elegancko zakończyć jego głupoty przy tym nie palić tej znajomości.
              Po co Ci taka znajomość?

              > A bez facetów będzie mi lepiej, jest mi lepiej. Za bardzo się boję zranienia, b
              > o ciągle trafiają mi się po prostu gorsi. Dlatego lepiej dla mnie i mojego dzie
              > cka jak będę solo.
              Może i będzie lepiej. Spora grupa kobiet zostaje sama, kupuje kota i pisuje na forum. wink
        • avril37 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 10:51
          A, to teraz widzę jaśniej smile
          No faktycznie klasy... nie miał. No nie miał.

          Ale wiesz, z tym wcześniejszym odejściem to też różnie bywa. Nie wiem, czy mówił wprost że to nie dla niego, czy mówił wprost, że przestał kochać, ale czasami jak facet o tym mówi i oczekuje przyjęcia do wiadomości/reakcji prowadzącej do rozstania, spotyka się z próbą desperackiego ratowania związku. No a jeśli ktoś próbuje związek ratować, no to jeśli się kogoś kochało, idzie się na to, bo rozstanie nigdy przyjemne nie jest, szczególnie jeśli drugiej stronie zależy. Potem są łzy, że coś obiecywał, że ojej chciał ze mną być a teraz się wymiguje i odchodzi!! A tak naprawdę komunikował dużo wcześniej, że coś jest na rzeczy nie tak, ale druga strona zamiast przyjąć z pokorą koniec związku chce to ciągnąć i "ratować". A kończy się na tym, że faktycznie ktoś na końcu mówi a nawet obie strony, że mogły wtedy odejść - tak jak teraz ten facet.
          • altz Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 11:03
            avril37 napisała:
            > A, to teraz widzę jaśniej smile
            > No faktycznie klasy... nie miał. No nie miał.

            Pewnie, że nie miał klasy. Ale z tą przyjaciółką też może być różnie. Przyjaciółki nie do końca się znają, bo większość spraw się usprawiedliwia, małych i większych potknięć, a ludzie nie są idealni. Na pewno nie pytałbym przyjaciółkę o opinię, bo jest kompletnie niewiarygodna. Przerobiłem to osobiście wiele razy i zawsze było: "ale ona..." albo "znam ją już tyle lat, to niemożliwe...". smile
            • bigstres Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 11:16
              altz nie twierdzę, że koleżanka jest ideałem, ale jest na prawdę fajną dziewczyną, zbyt fajną dla takiego gogusia.
              A fakt jest faktem, że faceta poznaje się po tym jak kończy a nie zaczyna. A ten skończył fatalnie.
              • altz Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 11:20
                bigstres napisał(a):
                > altz nie twierdzę, że koleżanka jest ideałem, ale jest na prawdę fajną dziewczy
                > ną, zbyt fajną dla takiego gogusia.

                Fajna jest, a Ty szukasz partnera! wink
                Poza tym, ludzi się zmieniają.

                > A fakt jest faktem, że faceta poznaje się po tym jak kończy a nie zaczyna. A t
                > en skończył fatalnie.
                Następna fanka Millera! big_grin
                Nie wiesz, jak ona skończyła. Ja wiem, że zawsze winne są dwie strony: żona i teściowa! wink
              • bigstres Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 11:24
                Po tej znajomości z tym kolegą nie oczekuje niczego i niczego nie chce. Pracowaliśmy razem we troje, mamy wspólnych znajomych dlatego jakoś głupio mi powiedzieć po chamsku "bujaj się". Ale może ubiorę to w ładniejsze słowa i powiem.
                A pupilka właśnie sobie kupiłamsmile szczura.
                • bigstres Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 11:32
                  altz dziś mnie rozbawiasz do łez! Poprawiłeś mi humor, a ja taka niewyspana zamulona dziś.
                  "Fajna jest, a Ty szukasz partnera!" to mnie położyło na łopatki, dobry jesteś. Nie szukam partnera, który skrzywdził koleżankę, a za 5-10 lat rzuciłby mnie.
                  • anbale Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 11:40
                    Ale skąd właściwie wiesz, że skrzywdził? Myślę, że postrzegasz sytuację tendencyjnie, gdybyś zaprzyjaźniła się z nim jakimś sposobem i poznała jego wersje mogłabyś się mocno zdziwić...
                    Nikt nigdy do końca nie wie co tak naprawdę się dzieje między dwojgiem ludzi, to są przecież często bardzo intymne sprawy, nie o wszystkim ludzie opowiadają innym...Można czasem mieć kompletnie mylne wyobrażenie, bo zna się tylko czyjąś wypolerowaną "wersje oficjalną" a ta prawdziwa jest zamieciona gdzieś głęboko pod dywan.
                    • szpila.2 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 12:12
                      Big, dziwne uczucia mną targają jak czytam co piszesz. Odnoszę wrażenie, że jesteś bardzo niepewną siebie osobą. Myślę, że powinnaś popracować nad sobą.
                      Założenie tego wątku jest dla mnie niezrozumiałe. Chyba, że chciałaś się pochwalić, że jeszcze "ktoś" Cię chce. Nie zrozum mnie źle. Nie znam Cię, nie jestem Twoim przeciwnikiem, próbuję zrozumieć.

                      No ok. Założyłaś wątek. A w nim:
                      ----------------
                      Ależ i mi i jej nie chodzi o to, że on się odkochał, bo każdy mógł się odkochać. Każdy ma prawo być szczęśliwy!!! Tego nie kwestionujemy. Tylko najgorsze było to, że zerwał z nią przez TELEFON po tylu latach, bo "zaspał na autobus".
                      ----------------
                      Jakie "my"? Z Tobą nie zerwał. To nie jest, nie była i nie będzie Twoja sprawa. To jest między nimi, a Ty nie pakuj się do tego. Pocieszasz koleżankę wieszając psy na jej "byłym"? Po co? Znasz tylko jej wersję ich związku. Po co się nakręcasz negatywnie na kogoś, kto Tobie nic złego nie zrobił swoim związkiem.
                      Zachowujesz się i przezywasz to jakby to była Twoja sprawa. A nie jest. nabierz dystansu do tego co robią inni i nie angażuj się.
                      -------------------
                      Co mam mu powiedzieć? Bujaj się-wystarczy? No wiesz chce elegancko zakończyć jego głupoty przy tym nie palić tej znajomości.
                      -------------------
                      Nie znasz grzecznych zwrotów? Po co "bujaj się"? Chcesz go tym upokorzyć i ukarać za krzywdę, której nie doznałaś? Chcesz mścić się za koleżankę? Po co???? To, że do Ciebie pisze jest między Tobą a nim, koleżanki tu nie ma. Potraktuj go tak jak innego mężczyznę, z którym nie chcesz wchodzić w relację. Każdemu napiszesz "bujaj się"? Nie sądzę.

                      Jeśli chcesz relacji, to zmień nastawienie. Tak jak ktoś wcześniej napisał, gdybyś nie chciała - myślenie o nim nie zajęłoby Ci więcej niż 30 sekund.
                      Ale po co Ci ta relacja, skoro Ty już faceta osądziłaś?

                      Nie wiem, chcesz być fair w stosunku do koleżanki? To po co bierzesz w ogóle faceta pod uwagę i tworzysz jakieś watki?
                      Jeśli chcesz "tego" spróbować, to po co wieszasz psy na facecie?
                      • bigstres Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 12:31
                        Szpila, a ja lubię z Tobą popisać smile Wcale nie chce się pochwalić, że ktoś mnie chce, bo w sumie nie wiem co on chce (oprócz pisania, że chciałby mnie pocałować, przytulić, zaprasza na piwo). Znając życie - chce mnie bzyknąćwink Masz rację - ta relacja jest mi niepotrzebna!! I nie ma co rozkminiać tego na forum. Napiszę mu, by nie robił podchodów, bo nie jestem zainteresowana flirtem, kawą, niczym!
                        Owszem nie zrobił mi krzywdy, ale pamiętam jak koleżanka przeżywała i cierpiała po rozstaniu i mam jakiś niesmak, że on teraz robi podjazdy do MNIE-powiernika jej problemów. Brzydkie to jest.
                        Czy jestem niepewna siebie? 30 parę lat tego nie zwalczyłam i chyba taka pozostanę.
                        • szpila.2 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 12:38
                          Ja też nie jestem pewna siebie. Cały czas pracuje nad poczuciem własnej wartości, nad poczuciem, że moje decyzje są słuszne. To bardzo trudna praca i jeśli ktoś nie miał porządnych podwalin z domu rodzinnego, naprawdę trudno jest to u siebie wypracować. Jestem DDA i tego nie zmienię. Staram się jedynie nabrać szacunku do siebie i swoich wyborów

                          A do tego cierpienia. To jest/było jej cierpienie. Jeśli bardzo cierpiałaś razem z nią i utożsamiałaś się z nią, możesz mieć tendencje do współuzależnienia w związkach. Przyjrzyj się temu.
                          • szpila.2 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 12:41
                            I wiesz co? To, że chce Cię bzyknąć, potraktuj w kategorii :jestem atrakcyjna. A że głupia nie jestem, to ja będę decydować kogo i kiedy bzyknę". Jego zainteresowanie weź dla siebie jak prezent i na tym buduj poczucie wartości.
                          • bigstres Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 13:03
                            Ja też jestem DDA, ale szybko przeistoczyło się w DDRR i chwała mamie za to, że się z pijakiem rozwiodła. Ale solidnych podwalin u mnie próżno szukać.
                            Ja się sobie przyglądam od ładnych paru lat, odkąd mam kontakt z psychologiem. No i mam świadomość własnych błędów,ale dalej powielam schematy - bo to jest tak mocno zakorzenione we mnie, że szok. Dlatego nie chcę związku, bo wiem, że u mnie to na 99% skończy się źle. Póki nie stanę się innym człowiekiem, póty nie stworze związku z nikim (dobrego związku).
                            Nie mogę powiedzieć żebym cierpiała razem z nią, ale cała sprawa mnie zbulwersowała. Ja po prostu bardziej niż inni przeżywam porażki własne i bliskich mi osób.
                            • anbale Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 13:17
                              bigstres napisał(a):

                              > Dlatego nie chcę związku, bo wiem, że u
                              > mnie to na 99% skończy się źle. Póki nie stanę się innym człowiekiem, póty nie
                              > stworze związku z nikim (dobrego związku).

                              Też tak uważałam, po czym stworzyłam (stworzył mi się?) świetny związek...Dlatego nie bardzo wierzę w słuszność takiego podejścia (no chyba, że ktoś naprawdę jest bardzo głęboko zaburzony)- to raczej kwestia trafienia we właściwym czasie na właściwego człowieka, szczęście, loteria...
                              • bigstres Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 13:22
                                Gratki. Zazdraszczamwink
                          • altz Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 14:13
                            szpila.2 napisała:
                            > Ja też nie jestem pewna siebie. Cały czas pracuje nad poczuciem własnej wartośc
                            > i, nad poczuciem, że moje decyzje są słuszne.

                            A kto jest pewien swojej wartości? Takich jest naprawdę niewielu, a i tych potrafi życie sponiewierać, że zmieniają zdanie o sobie.
                  • altz Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 14:10
                    bigstres napisał(a):
                    > altz dziś mnie rozbawiasz do łez! Poprawiłeś mi humor, a ja taka niewyspana zam
                    > ulona dziś.
                    > "Fajna jest, a Ty szukasz partnera!" to mnie położyło na łopatki, dobry jesteś.
                    > Nie szukam partnera, który skrzywdził koleżankę, a za 5-10 lat rzuciłby mnie.

                    Ale a nie pisałem o koledze, tylko o koleżance! smile
                    Z chłopakami nie, wychodzi, spróbuj z dziewczynami! wink
                    • bigstres Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 14:25
                      ups, nie zabłysnęłamwink Rozważałam taką opcjęwink
                • kami_hope Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 11:53
                  Nie musi byc po chamsku. Mozesz przekazac jasny komunikat mowiac "nie". Mozesz powiedziec, ze nie jestes zainteresowana, ale... to pozostawia jakas furtke, bo moze - jakby okolicznosci sie zmienily, to bylabys zainteresowana. "Nie" i kropka koniec - nie pozostawia niedomowien. To, jak jestes rozumiana w duzej mierze zalezy od Twojego komunikatu. Po prostu.
    • ortolann Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 19:00
      To nie osioł, tylko człowiek. A Ty jesteś młodą kobietą, która podoba się facetom. I teraz tak: uśmiechnij się do siebie, że Cię kolo podrywa. Nawet specjalnie dla niego fajnie się ubierz, uczesz i pomaluj. Od razu poczujesz się lepiej, plecy wyprostowane, pierś do przodu, broda do góry, biodra rozkołysane wink Poflirtuj z nim - czemu nie? I TYLE. No, chyba że chcesz żeby Cię bzyknął, bo jemu o to chodzi. Nie o żaden związek 5, 10 czy 15-letni. Pójście z nim do łóżka byłoby gigantyczną, bolesną głupotą, ale i tego człowiek czasem potrzebuje.
      I skończ z rozkminianiem jak on ukrzywdził tę koleżankę, bo nie wiesz do końca jak ona traktowała jego. Generalnie, dobrym pomysłem jest trzymać się z daleka od cudzych związków - zakończonych i trwających.
      I niezależnie od wszystkich zaszłości - dorośnij. Przepraszam, jeśli to zabrzmiało brutalnie. Jeśli korzystasz z pomocy psychologa, to bardzo dobrze. Ale też spróbuj zadbać o siebie sama. Opiekuj się sobą mądrze, jak mądra matka dzieckiem. Dbaj o siebie, rób sobie przyjemności, to co lubisz - kup sobie choćby ciastko, które najbardziej Ci smakuje. Ale też nie pozwalaj światu się skrzywdzić. Chroń się, nie pozwalaj sobie na coś, co, jak przewidujesz może Ci zaszkodzić. Z takiej pozycji osądź też i tę sprawę, choć, tak między Bogiem a prawdą tu nie ma czego osądzać. Facet chce Cię puknąć - mało to takich? Przecież możesz z figlarnym uśmiechem dać mu do zrozumienia, że nic z tego. Możesz?
      • nowel1 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 19:11
        Dobry tekst. I fajowa sygnaturka smile
      • szpila.2 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 19:37
        Noooo, dobrze napisane. Przecież to było zupełnie inaczej. Na pewno facet się starał. Przez 14 lat dbał o narzeczoną jak mógł. Dogadzał, chronił. A ona tego nie doceniła. Słuchała koleżanek ( Ciebie też Big), marzył jej się książę jakiś. No i dostała to na co zasłużyła - rozstanie przez telefon. On tego nie chciał, ale to JEJ wina. Teraz pewnie chciałaby do niego wrócić. ..
        Kogo brakuje w wątku?
        • fujara12 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 19:52
          Czytam, czytam........
          W ilu przypadkach wam znanych para usiadła do stołu i zaczęła spokojną rozmowę ?
          W większości kończy się to wrzaskami, wyzwiskami i obelgami.
          Sporo osób przewidując scenariusz kłótni woli to załatwić "bez bólu".
          Używa SMS-a albo i wcale sie nie odzywa. Zabiera swoje graty i milczkiem pod nieobecność wynosi się
          Tłumaczenia, żale, wyrzuty i pretensje.
          Uciekają od tego.
          Czasem zdarza się to po 3 latach, czasem i po 15.
          Klasy faceta nie postrzega się jak kończy.
          Każdy kończy w sosnowej jesionce.
          Ważne jak przeżył całe swoje życie z obecną, byłą, czy przyszłą partnerką.
          Ważne jak go ludzie zapamiętają. Ją czy jego.
          Był/ była w porządku.
          Czy była to ta taka suka/ Był to taki skurwiel.
          Rozstać się z klasą, w zgodzie, bo jest nam nie po drodze.
          Bo różni nas wola i chęć. Brak nam pomysłu na przyszłość.
          Dzieci nie zawsze są powodem do "trwania w bagnie"
          Ale żyć po rozstaniu, być w dobrej komitywie.
          Pomimo rozstania, wspiera sie nawzajem.
          Po tym można poznać klasę partnera i partnerki.

          Dlatego mówią ludzie czasem, że lepiej z mądrym zgubić,
          Niż z głupim znaleźć.
          • szpila.2 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 20:11
            Buahahaha
            mówisz - maszsmile
            Jak na zawołanie.
            Kurde, żebym ja tak umiała totka zaczarować...
      • bigstres Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 22:34
        Ortolann, Stać mnie na naprawdę wielkie głupoty, które tu ostatnio prezentowałam, ale flirt z kolegą, jednocześnie byłym narzeczonym przyjaciółki to jest coś co mi się w ogóle w moim światopoglądzie nie mieści. Nie bo nie. Nie będę się stroić i go podpuszczać. Nie ma ochoty na to. Znając moje szczęście za miesiąc jakiś inny przykry facet się koło mnie zakręciwink Więc tego z czystym sumieniem spławie.
        Opiekuję się sobą-staram się. Czasem aż za bardzo się rozpieszczam, bo coś letnie spodenki stają się ciasnawewinkdobranoc
        • ortolann Re: Przyciągam osłów. Nadal. 02.10.14, 22:41
          Daj spokój, dziewczyno, nie ma się co tak biczować i życia w tym wyręczać. Ono nam samo skórę wygarbuje. Ja Ci chciałam tylko powiedzieć, że zainteresowanie ze strony facetów jest, po prostu, przyjemne i niech Ci to poprawi humor. Ale nie ma co dorabiać do tego historii i projektować taktyki odsuwania go od siebie. Wyluzować trochę - to najlepszy sposób, żeby z tego, co nas stresuje zrobić coś, co może poprawić humor. Czyli innymi słowy - zmniejszyć w naszych oczach znaczenie tego, co się przytrafia. To jest idealna sytuacja do takich ćwiczeń.
    • zawszekacperek Re: Przyciągam osłów. Nadal. 03.10.14, 08:56
      Gwoli przyzwoitości. Powinno być: Przyciągam osły. ... smile

      Kacperek
      • bigstres Re: Przyciągam osłów. Nadal. 03.10.14, 10:51
        Polemizowałabym nad ta odmianą ! Liczba mnoga biernik a nie mianownik. Przyciągam kogo co? Osłów. Chyba, że się mylę?
        • nowel1 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 03.10.14, 11:08
          Przyciągam osły - jeśli chodzi o zwierzęta.
          Ale w użytym znaczeniu "osioł" ulega personifikacji i jak najbardziej przyciągasz "osłów" smile
        • avril37 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 03.10.14, 14:32
          Kogo co? Osły.
          Osłów to dopełniacz: Kogo Czego
          chyba, że się mylę? smile
          • nowel1 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 03.10.14, 14:50
            Krakowskim targiem: przyciąga osiołów.
          • bigstres Re: Przyciągam osłów. Nadal. 03.10.14, 15:18
            nowel1 ma rację. Ja nie umiem tego ładnie wyjaśnić, ale słowo osioł funkcjonuje tu nie jako zwierze, tylko jako człowiek. Personifikacja. Jeśli bym napisała "przyciągam osły", to wiadomo by było, że chodzi mi o ssaki koniowate, a tu przecież mowa o durnych facetach.
            • heksa_2 Re: Przyciągam osłów. Nadal. 03.10.14, 15:59
              Po prostu przyciągasz koniowatych facetów wink
    • cetherena Re: Przyciągam osłów. Nadal. 10.10.14, 14:44
      bigstres napisał(a):

      > Jak on w
      > ogóle tak może zarywać do mnie wiedząc, że przyjaźnie się z jego eks. Czy on t
      > ak specjalnie?

      Mam wrażenie, że niektórzy mężczyźni po prostu tak mają, że każdy kontakt z kobietą próbują przekształcić w bliższy kontakt. Wychodzą z założenia, że im więcej prób, tym większa szansa na sukces. To chyba ten typ, więc nie bierz tego za bardzo do siebie smile


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka