szaroburekotki2
15.08.17, 13:34
Witam wszystkich.
Jestem tu nowa, ale problemy takie jak mój pewnie nie są dla Was nowością.
Sytuacja zaczyna mnie powoli przerastać i postanowiłam podzielić się nią z tymi, którzy już przez to przechodzili/przechodzą, w nadziei na wsparcie i porady.
Tytułem wprowadzenia.
Wciąż jestem w związku małżeńskim. Miewaliśmy różne chwile, ostatnio więcej jest tych gorszych. Tak duży kryzys między nami był ostatnio 4 lata temu, udało się JAKOŚ (po mojej wyprowadzce z córką) znaleźć pole do rozmowy, kompromisu, więc wróciłyśmy do męża - i faktycznie, długo było całkiem nieźle.
Córka ma obecnie 9 lat.
Od jakiegoś czasu zauważałam u męża zwiększoną nerwowość, znowu zaczęło przebłyskiwać takie totalne negatywne nastawienie do mnie. Składałam a w sumie nadal składam to na karb problemów w pracy o których mi opowiadał. Mąż jest dość nerwowym i apodyktycznym człowiekiem na codzień, więc jak jest gorzej...to naprawdę jest źle.
Z córką relacje ma powiedziałabym kiepskie. On oczywiście uważa że jest dokładnie odwrotnie a ja sobie coś wymyślam. Fakty są takie że młoda niechętnie spędza z nim czas, nie policzę ile razy musiałam ją namawiać i przekonywać żeby jednak znalazła w sobie entuzjazm do wycieczki z tatą. Tutaj od razu - mąż bardzo naciska na ich osobne spędzanie czasu, co mi też w rozsądnych proporcjach odpowiada, z tego względu że mamy kompletnie inne podejście. Mąż lubi chodzenie po lesie, i ogólnie takie bardziej odludzia, ja więc wzięłam na siebie wyjścia z córką typu: kino, Starówka, Bulwary, ZOO itp.
Z tą niechęcią córki nie chodzi o to że ona woli atrakcje w mieście, tylko o to jak to wygląda w praktyce. Mąż jak wspomniałam jest apodyktyczny i narzuca jej absolutnie wszystko, nie dając jej praktycznie żadnego wyboru i nie słuchając jej sugestii/próśb (na przykład o zatrzymanie się, czy inne takie nawet prozaiczne rzeczy).
Wiem, bo zazwyczaj po ich powrocie czeka mnie od niej litania żali. Że tata nie pozwolił tego, tamtego, kazał to, tamto. Jak to wygląda też wiem sama, bo czasem (na prośbę córki) mnie zabiera.
W skrócie: robimy tylko to co on chce, jak któraś powie że chciałaby usiąść/zjeść loda/iść inną drogą/cokolwiek to jest od razu obraza majestatu, foch że mu psujemy wycieczkę i straszenie że zaraz wrócimy do domu i więcej wycieczek nie będzie jak się nie podoba. Do mnie dodatkowo że ja mu psuję i utrudniam kontakt z dzieckiem. Oczywiście kiedy idziemy czasem razem tam gdzie ja wymyśliłam, to on jest nafochowany cały czas i gada do młodej jak to byłoby fajniej gdyby poszła z nim na jego wycieczkę. Standardowo też po naszym powrocie opowiada jej jaki to np. piękny kotek był pod balkonem i niech żałuje że nie została z nim w domu bo by go zobaczyła. Wiecie o co chodzi...
Ostatnio mamy, jak wspomniałam gorszy czas, więc jest gorzej. Mąż mimo że miał z córką kilkudniowy wyjazd beze mnie, nasz urlop zaplanował sam. Próba rozmowy i jakiś ustaleń (chciałam tydzień "po mężowemu", a tydzień "po mojemu"), skonczyła się awanturą. Dla swiętego spokoju zgodziłam się na wszystko. Wyjazd ostatecznie okazał się niewypałem, wróciliśmy po kilku dniach no i się zaczęło. Oczywiście moja wina, "spier@#$łam" MU JEGO urlop, miałam siedzieć cicho bo to JEGO czas z dzieckiem a ja się wpiep...am bez zaproszenia itd. Ogólnie ja mogę jechać na JEGO wycieczki tylko na jego warunkach albo siedzieć w domu.
A córka to się mnie boi i dlatego chce ze mną jeździć na moje wycieczki bo boi się odmówić! Jest dokładnie odwrotnie, młoda mi mówiła że nieraz bardzo nie chce, nie podoba jej się, ale wie że jak mu powie to będzie awantura więc woli się przemęczyć.
Zawsze w takich sytuacjach ją pocieszam. Mowię jej że tata chce dobrze, tylko czasem nie umie się dostosować i trzeba mu tłumaczyć, że takie jego nerwowe zachowania to dlatego że ma zmartwienia w pracy ale tak w ogóle to on jest przecież fajnym tatą. Mnóstwo razy musiałam ją wręcz przekonywac żeby pojechała z nim gdzieś, bo ona bała się że będzie ciągle krzyczał i rozkazywał. O tym on nie wie oczywiście i twierdzi że kłamię że tak jest, bo przecież ja ją buntuję, inaczej by przecież chciała z nim spędzać czas, to takie oczywiste....
Nie wiem czy robię dobrze czy źle, ale staram się jej nie zniechęcać, może powinnam nie raz się postawić w jej imieniu (sama się boi mu powiedzieć), ale jak tak kilka razy zrobiłam i powiedziałam mu na co ona się żaliła, to stwierdzał że zmyślam i kłamię bo nic nie mówiła że jej się nie podoba (jak pisałam, ona boi się mu powiedzieć i woli przemilczeć albo przytaknąć). To też jej tłumaczę, że musi zacząć mu mówić co czuje i myśli, nawet za cenę awantury, bo wtedy może on zacznie się trochę zmieniać.
Wczoraj tknęło mnie i włączyłam nagrywanie jak poszłam się kąpać. To co usłyszałam mnie przeraziło. Mąż w tym czasie tłukł córce że:
- Mama jest leniwa i nic jej się nie chce,
- jest głupsza bo gorszą szkołę skończyła i jeśli córka nie chce być taka jak ja to ma trzymać z nim,
- on nam nie pozwala na żadne wycieczki jeździć (w sensie wyjazdy kilkudniowe), bo wie że będziemy leżeć i nic nie robić, jedyne co nam pozwala to te wycieczki po mieście,
- skoro on więcej zarabia to on rządzi,
- on chce ją wychować a ja nic nie robię,
- Mama nic nigdy nie osiągnęła i nie osiągnie bo jest leniwa, itd itp.
Nie wiem co mam z tym zrobić. To jest tak obrzydliwe że wszystko mi opadło. Ja, nawet jak bardzo się kłócimy, staram się jej potem tłumaczyć jakoś jego zachowanie, bo i tak mają słabą relację. A tutaj takie rzeczy, aż strach myśleć co jeszcze jej mówi na mój temat - córka mi nieraz mówiła że "tata coś na ciebie gadał ale starałam się nie słuchać".
Zastanawiam się czy mogę np. zrobić u psychologa jakąś opinię jej stanu, gdybym jednak zdecydowała się na rozwód. Wiem że to co on wyprawia to jest w zasadzie klasyczna przemoc psychiczna, ale obawiam się wojny w sądzie, chyba zacznę więcej nagrywać. Myślę też o kamerze ukrytej w domu, mąż ma takie napady nerwowe że podskakuje, robi dziwne gesty (trochę to wygląda jak zespół Touretta), tego też się obawiam bo się nasila i boję się że kiedyś może zrobić coś złego jak się nie opamięta, a wtedy jest strasznie podminowany. Do lekarza żadnego oczywiście się nie ma zamiaru wybrać.
Co o tym myślicie, co jeszcze mogę robić? Chciałabym żeby znowu się to wszystko naprawiło, ale muszę już też myśleć o zabezpieczeniu na wypadek rozwodu.