Dodaj do ulubionych

Przyjaciel..dla ex?Możliwe?

05.03.05, 19:33
Czy to możliwe? W kobiecych pismach czytałem, że możliwe a nawet wskazane,
szczególnie jeśli macie dzieci...Ja tego na razie nie widzę i nie
czuję..Jeszcze nie było pierwszej sprawy rozwodowej, bywam w starym domu zeby
zobaczyć dzieci lub przynieść kasę, ale traktujemy się bardziej jak
powietrze...Zmieni się? A może tak już musi być? Macie jakieś doświadczenia
jak to jest z ex?
Obserwuj wątek
    • marta.sama Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 05.03.05, 23:46
      Myślę, że to zależy od okoliczności rozstania...
      Pewnie, że dla dzieci to by było najlepsze, ale nie oszukujmy się, dobro dzieci
      najważniejsze, ale są granice dla spychania na margines własnego "ja". Sama
      wywaliłam mojego męża z domu, a dla dobra dzieci powinnam przecież z pokorą
      akceptować "teatrzyk" (wg niego). W sytuacji, kiedy jedna strona jeszcze kocha,
      a nie ma szans na powrót układ "przyjaźń" jest najgorszym rozwiązaniem na
      początku, po latach może się to zmienić. Ja wiem, że nie ma szans, ale go jakoś
      tam jeszcze kocham, wiem, że muszę przestać, wiem, że trzeba mi czasu - i w
      mojej sytuacji uprawianie "przyjaźni" to byłby masochizm. Musi minąć jakiś czas
      (nie wiem jaki) żeby to wszystko wygasło. Inna sprawa, że ja nie zionę jadem,
      ale w jakiś sposób odpowiadam na jego zachowanie. Po prostu nie chcę dzwonić i
      błagać o pomoc, bo żarówka się przepaliła. Tak mi się jakoś ulęgło, że jak mnie
      zostawił z trójką dzieci to mógłby zadzwonić czasem i zapytać czy w czymś nie
      pomóc. Jeśli ja będę dzwonić, to jeszcze przyczynię się do spięć w nowym
      związku (sorry za ironię), ale tak już mam...
      Inna jest sytuacja, kiedy uczucie wygasa w jakiś sposób po obu stronach - wtedy
      przyjaźń (też po jakimś czasie) jest jak najbardziej możliwa.
      A co w przypadku ewidentnego krzywdzenia siebie nawzajem, wtedy to chyba tylko
      ulga, że już koniec.
      W mojej sytuacji myślę, że mogłabym inaczej do tego podejść, gdybym teraz
      poznała kogoś innego - to by było jakieś lekarstwo na "dziś" i znieczulenie
      na "przeszłość", wtedy sprawy wyglądałyby inaczej. Ogólnie: gdy obie dawne
      strony mają już nowe życie to teoretycznie jest możliwe lepsze porozumienie -
      ale pozostaje pytanie czy przyjaźń jest w takiej sytuacji w ogóle potrzebna...
      • jarkoni Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 06.03.05, 04:30
        Marta, ale jednak musicie się jakoś kontaktować, rozmawiać..Może "przyjaźń" to
        za duże słowo, ale normalne stosunki, wzajemne ustalenia, w ogóle rozmowa co
        się dzieje z dziećmi...A nie cisza i prawie prychanie na siebie kiedy się
        mijacie, co myślisz? Po prostu żeby było prawie normalnie w sensie rozmowy i
        dogadywania się...
    • tricolour Pewnie możliwe... 06.03.05, 08:01
      ... że po rozwodzie ludzie się przyjaźnią. To zależy czego chcą od nowej
      sytuacji i czy w jakimś stopniu są sobie potrzebni.
      Moja ex "zerwała" ze mną wszelki kontakt. Nie przypominam sobie, by choć
      zadzwoniła w ostatnich kilku latach, ale pieniądze bierze chętnie. Taka
      dwoistość jest dla mnie i śmieszna, i żenująca. Kiedy powiedziałem, że to, co
      płacę, to chyba trochę za mało i mógłbym więcej, to byście zobaczyli jej
      świecące oczy!!
      Ja jej potrzebny nie jestem, ale pieniądze i owszem. W takiej sytuacji o
      przyjaźni, ani innych bliższych relacjach mowy nie będzie.
      • akacjax Re: Pewnie możliwe... 06.03.05, 08:35
        Nie wiem jak to nazwać, ale dlaczego po prostu nie dałeś więcej pieniędzy, bez
        tego podkreślenia, które ma stanowić o Twoim geście?
        Ona nie zadzwoniła, a po co? Zapytać jak się miewasz? Chcesz z nia rozmawiać(i
        jak wynika z dalszej części postu-rozmawiasz) to sam zadzwoń.

        Mój jeszcze-mąż niestety nie daje sie ot tak wywalić z mojego mieszkania. Póki
        nie będę mieć na to papieru, nie ruszy się. Oczywiście czynsze i opłaty to moja
        działka. Alimenty daje, bo złożyłam pozew. Nic dobrowolnie, nawet 5zł dzieciom
        extra(bo mają alimenty!). Z jednej strony dobrze, że moje chłopaki już mają
        swoje lata, a z drugiej ich to najbardziej boli, bo to będzie rozwód nie tylko
        ze mną, ale i z nimi.

        A czy jest jakaś reguła na pozostanie (bądź na odtworzenie przyjaźni)po
        rozwodzie, muszę pomyśleć. Napiszę później, czy mam jakieś osobiste wnioski.
        • tricolour Kasy! 06.03.05, 09:31
          Płacenie alimentów to nie gest, tylko obowiązek.
          I może sam płaciłbym więcej, tylko najzwyczajniej nie wiem, ile potrzeba. Nie
          wiem, bo nie utrzymujemy kontaktów. Nie wiem, czy 500 na córkę, to wystarcza,
          czy nie... Moim zdaniem, to nie za wiele... ale NIE MUSZĘ się domyślać, jakie
          potrzeby ma dziecko - najprościej o tym powiedzieć.

          A druga rzecz, to mam prawo wiedzieć, jak te pieniądze są wydawane, czy dziecko
          uczy sie gospodarności, oszczędzania.
          • tricolour Kasy cd. 06.03.05, 09:55
            I to właśnie dostrzegam problem.
            Była żona nie chce mnie informować (pomimo mego zainteresowania) o wydatkach
            dziecka. Bo JAKAKOLWIEK informacja, to rozmowa, a to juz jakieś relacje. Bo
            trzeba będzie liczyć się z moja opinią lub ustalać WSPÓLNE zdanie.

            A przecież nie po to brała rozwód, by mieć ze mną do czynienia...
      • bezecnymen Re: Pewnie możliwe... 06.03.05, 08:41
        tri..... czy mysmy aby nie mieli tej samej żony??
        u mnie jest prawie identyczna sytuacja... czy musimy sie kontaktować? mojej
        exii zupełnie wystarcza kontakt ''przekazem pocztowym'' fakt, syn jest prawie
        pełnoletni, ale przez te kilka lat, gdybyśmy obaj nie zadbali o częste
        kontakty, to ku radości exii mogloby ich wcale nie być i na pewno by z tego
        powodu nie rozpaczała, dlaczego? cyt.(z rozprawy pojednawczej!): on
        demoralizuje syna
        przyjaźń...... czy mozna miec takie uczucie wobec kogoś, kim sie gardzi?
        teatrzyk, jak marta okresliła to niezbyt adekwatne pojęcie w moim
        przypadku..ale szopka! oooo to jest to!
        • tricolour Hehe... ta sama żona :-)) 06.03.05, 09:38
          Wiesz, czasami odnoszę wrażenie, że nasze byłe żony byłyby najszczęśliwsze
          gdyby eks-mężowie wyginęli, tylko żeby pieniądze po sobie zostawili. Ten
          warunek jest bardzo ważny! Żeby tylko były pieniądze... Zupełnie jak żydzi.

          Bo relacje ojciec-córka są zupełnie dla eksii nieistotne. Czasami nawet mi
          mówi, żebym nie przychodził, bo ona tego nie chce...

          Zupełnie nie rozumiem jak można od kogoś chcieć tylko JEDNEJ rzeczy!
          • bezecnymen Re: Hehe... ta sama żona :-)) 06.03.05, 10:29
            życzenie smierci 2??
            motyw zbrodni...SPADEK!!!!
            • tricolour Spadek 06.03.05, 11:23
              Spadek jest jednorazowy. Odpada.
              Lepiej dożywotnia, swobodnie indeksowana, rewaloryzowana, oprocentowana,
              kapitalizowana, PENSJA smile))))
              Oczywiście potem EMERYTURA.
              Od wszystkich mężów, których sie miało po drodze... smile)))
              • kasiar74 Re: Spadek 06.03.05, 12:00
                nie rozumiem czemu się tak burzysz, przecież nie łożysz na utrzymanie byłej
                żony tylko na utzrymanie SWOJEGO dziecka
                ja nie wiem dlacego o tym się w ogóle dyskutuje
                • bezecnymen Re: Spadek 06.03.05, 12:19
                  chyba zapomniałas kasiu po co powstał ten topik, pytanie dotyczyło, kontaktów z
                  ex.... forsa pojawiła sie w tym własnie kontekście
                  i nieprawda jest a na pewno nie całkowita że alimenty w calości przeznaczane
                  sa na dziecko
                  • akacjax Re: Spadek 06.03.05, 12:33
                    Czy wolno zapytać ile lat ma to dziecię na które ktoś tu daje 500zł alimentów?
                    Wiadomo, że jak 5 to jest to spora kwota. Ale jak pow.15, to zależy od dochodów
                    drugiego rodzica. Jeżeli są w miarę odpowiednie to pół biedy, ale jak na
                    poziomie najniższej...to o czym rozmawiamy?
                  • kasiar74 Re: alimenty 06.03.05, 12:41
                    a na co?
                    na fryzjera?
                    wink)
                  • hela74 Re: Spadek 06.03.05, 12:59
                    Ależ bezecnymenie, nie możesz generalizować, że alimenty nie są w całości
                    przeznaczane na dziecko, bo to zależy od kwoty i iweku dziecka, ja np. dostaję
                    200 zł. na 6-letnie dziecko i wystarcza to tylko na opłaty przedszkolne, cała
                    reszta to już mój obowiązek....
                    • scrivo Re: Spadek 06.03.05, 13:13
                      Ja nie dostaję nic, bo dzieci są pełnoletnie i nie moge wystąpić o alimenty sama, jedynie one mogłyby podać ojca do sądu a nie chcą. Córka nie, bo tatuś zapowiedział, że jak to zrobi to i on, jak tylko córka podejmie prace, bedzie dochodził od niej świadczeń. Syn nie, bo nie pozbył się jeszcze wiary, że z ojcem uda się zachować przyjaźń mimo wszystkich ciosów, których od niego zaznał. Wszystkie koszty utrzymania dzieci są na mojej głowie tudzież koszty utrzymywania naszej wspólnej własności czyli mieszkania, które wkrótce trzeba bedzie sprzedać i wtedy, a jakże, ex dostanie połowę bo mu sie należy. I dostanie, wiem jakie ma prawa. Tymczasem sama staję na głowie by dbać o naszą trójkę, zadłużając się już chyba ponad możliwości. A koszty utrzymania dzieci w tym wieku są wieksze niż przedszkolaka. NA szczęście oboje próbują dorabiać chocby na swoje wydatki. I nie ma sposobu by zmusić byłego do jakichkolwiek świadczeń. Syn dostaje od niego 100 zł/miesiąc. Kieszonkowe to raczej jest a nie choćby połowa kosztów utrzymania 20letniego młodzieńca.
                      • hela74 Re: Spadek 06.03.05, 13:35
                        Chcę Ci powiedzieć, że jeżeli Twój mąż zechce podać Twoją córkę o alimenty, jak
                        tylko zacznie pracować to bez względu na to, czy on płacił alimenty na nią czy
                        nie, będzie miał takie prawo. Czytałam gdzieś nawet, że pozbawienia ojca/matki
                        praw rodzicielskich nie zwalnia dziecko w przyszłości z płacenia ewentualnych
                        alimentów na ojca/matkę....
                    • bezecnymen Re: Spadek 06.03.05, 13:20
                      oczywiście że nie generalizuje..w moim przypadku jest to 1000 nie licząc tego
                      co daje synowi przy rozmaitych a nader częstych okazjachsmile i wcale nie zarabiam
                      jakichs magicznych kwot
                      sądze że za ta kwote mozna utrzymac dorastającego chłopaka, bez najmniejszych
                      problemów, więc dlaczego exia mając stalą pracę nie da mu nawet kieszonkowego,
                      naprawde wydaje wszystko na niego?? czemu, gdy prosi o jakies dodatkowe
                      wydatki, modniejsza bluze czy buty odsyła go do ojca, bo ONA NIE MA!
                      osmielę sie stwierdzic, że gdyby nie alimenty exia najchętniej widziałaby mnie
                      w roli zdychającego pod plotem żebraka
                      • hela74 Re: Spadek 06.03.05, 13:31
                        To zależy ile zarabia Twoja eksia...
                        No ale z tego, co piszesz to, to przesadza. Przy takiej kwocie alimentów, można
                        dać dziecku kieszonkowe z samych alimentów, można też kupic mu modniejszą
                        bluzkę od czasu do czasu....
                        • bezecnymen Re: Spadek 06.03.05, 13:37
                          jakies 2000 mniej więcej, i gwoli scisłosci..to więcej niz ja obecnie..cienko w
                          frmiesad
                          • hela74 Re: Spadek 06.03.05, 13:41
                            No to już nic nie rozumiem...
                            Zarabiasz mniej niż eksja, czyli mniej niż 2000 zł., z tego 1000zł. idzie na
                            alimenty, oprócz tego dajesz od czasu do czasu coś synowi, no to z czego sam
                            żyjesz, opłacasz mieszkanie itd.
                            A eksja zarabiając 2000zł. nie może mu dać kieszonkowego? No chyba, że ma
                            jakieś długi....
                            • bezecnymen Re: Spadek 06.03.05, 13:48
                              pewnie jakies ma bo nowe mieszkanie, meble, zmiana samochodu na pewno nie z
                              pensjismile ja spokojnie żyje za 800bez szaleństw ma sie rozmumiec , a na piwo
                              jeszcze mi wystarcza
                              • akacjax pytanie 06.03.05, 15:34
                                Rozumiem, że syn nie ma 18 lat.
                                • bezecnymen Re: pytanie 06.03.05, 15:47
                                  niewiele mu brak do 18 do latatongue_out
                                  • akacjax Re: pytanie 06.03.05, 16:02
                                    Wiesz, że wtedy nie bedziesz musiał exie płacić, tylko synowi wystarczy?No i
                                    syn bedzie mógł zadecydować z kim chce być. Ale, czy wybierze Ciebie? Czy
                                    byłoby to wygodne dla Ciebie?
                  • julka1800 Re: Spadek 07.03.05, 12:08
                    Bezecny czytając Cie od jakiegos czasu mialam Cie za zdrowo - myslacego faceta,
                    niestety, ale teraz musze powiedzec, nie masz racji.
                    Dostaję alimenty na 2 dzieci, z czego 100% wydaje na przedszkola, zatem
                    wychodzi na to że z mojej pensji ubieram je, zywię, idziemy do kina.
                    Niestety tych pieniedzy nie starcza na inne rzeczy ktore chcialabym im dac a
                    ktore mialy gdy tworzylismy rodzinę pelną typu wyjazd nad morze /i nie
                    Środziemne tylko polskie na tydzen czy 10 dni/. Wszystkim tatusiom, którzy
                    podobnie jak Ty twierdzą ze alimenty dzieci po czesci idą na potrzeby im mam
                    zadaje to samo pytanie: chciałbys sie zamienić?
                    Jakos nie ma chetnych...
                    • hela74 Re: Spadek 07.03.05, 12:48
                      Czyli Julko mamy podobną sytuację
                      • julka1800 Re: Spadek 07.03.05, 12:58
                        to nia mam ci zazdroscic sad(((

                        i ktos smie twierdzic ze nie musze sie skubac z kazdą zlotówką...

                        ...ide poodsniezac....
                • tricolour Dyskusja... 06.03.05, 17:08
                  ... jest nader ciekawa.
                  Są dwie strony (w uproszczeniu):
                  1. faceci, którzy mają płacić, bo to ich psi obowiązek,
                  2. Kobiety, które chcą brać dowolne kwoty.

                  Pamiętam święte oburzenie mojej eksi, kiedy wspomniałem, że moje alimenty, to
                  POŁOWA tego, co powinno dostać dziecko. Drugą połowę ma dać ona. Wiem, że
                  trudno jest wyliczyć ile kosztuje np jedzenie dziecka, ale podstawowe wydatki
                  są dość jasne: szkoła, basen, pomoce naukowe, ubranie (można wziąć rachunki ze
                  sklepu), płyty itp. Sumujemy, zaokrąglamy, dzielimy przez 2 - i mamy gotowy
                  wynik. Tylko trzeba chcieć tą pracę wykonać...
                  Kasia74 pisze, że "nie wiem dlacego o tym się w ogóle dyskutuje" - znam ten
                  sposób stawiania sprawy. Brzmi on tak: Płać, a od reszty się odwal.
                  • gotyma Re: Dyskusja... 06.03.05, 19:02
                    nooo... moi panstwo jakos zjechaliscie na boczny tor. jak tu mozna sie
                    przyjaznic, gdy mowa o kasie. stara prawda mowi, ze jezeli nie chcesz stracic
                    przyjaciela, to nie mow z nim o pieniadzach.
                    a tak wracajac do tematu postu: ex przyjacielem?
                    jakby istaniala przyjaznian z moim ex, to nie bylo by rozwodu. odpowiec jest
                    czysta i oczywista!
                    • jarkoni Re: Dyskusja... 06.03.05, 19:22
                      Ja osobiście nie chcę generalizować, ale było to w jakimś moim bardzo dawnym
                      poście..Żona powiedziała, że ja ją już mało interesuję, bardziej moje
                      pieniądze..A jak mnie wyssie do końca i firma mi padnie i np samobójstwo
                      popełnię jak w czasach wielkiego kryzysu w USA pod koniec lat 20tych? To wtedy
                      nie będzie miała nic..Ja płacę, nie ma jeszcze pierwszej sprawy, nie biorę
                      żadnych pokwitowań, choć prawnik na to nalega, ale ufam żonie..Stwierdziłem, że
                      jak w sądzie skłamie, że nic nie płaciłem, to zapłacę za te półtora roku, ale
                      stracę do niej szacunek zupełnie...A poza płaceniem w banknotach, jak tu
                      panowie już mówili, kupuję coś dzieciom od siebie, typu buty np...
                      • jarkoni Re: Dyskusja... 06.03.05, 19:29
                        PS Na marginesie...Był taki miesiąc z pół roku temu kiedy dostałem od żony
                        jeden tylko sms w całym miesiącu...Przytoczę treść : " pieniądze"... Co
                        ciekawe, ona ma komórkę ode mnie, zarejestrowaną na moją firmę i hmm to ja
                        płacę za jej rozmowy..Nie demonizuję, nie naciąga mnie na koszty specjalnie,
                        chociaż bywało i po paręset złotych przez parę miesięcy...Nie robię żadnych
                        wyrzutów..Ale co kasa robi z ludzi...
                  • kasiar74 Re: Dyskusja... 06.03.05, 20:01
                    ja nie wiem czy wy panowie chcielibyscie aby kazda kobieta unosiła się honorem
                    i nie chciala pieniędzy na dziecko??? wlascie skoro sie rozstaliscie to jesli
                    sa dzieci to temat jaki pozstaje to: po pierwsze spotkania z dzieckiem a po
                    drugie kasa
                    TRI mówisz ze żona nie dzowni w innej sprawie ale powiedz sam skoro sie
                    rozstaliscie, to po co ona ma dzownic. Z tego co zrozumialam nie kontaktujesz
                    sie z dzieckiem bo nie chcesz widywac sie z była żona. Tym bardziej rozumiem
                    jej cisze. A kasa temat oczywiscie drazliwy, ale naprawde sie nie poczuwasz?
                    Uwazam ze oczywiscie wyliczenie kosztow i podzielenie na polowe jak najbardziej
                    jest dobrym rozwiazaniem>
                    wracajac do tematu przyjazni z eks mysle ze po wieeelu latach, kiedy kazdy ma
                    swoje zycie , nowe zwiazki to owszem, ale na poczatek mysle ze dobrze by było
                    aby kazdy zachowal polityczna poprawnosc
                    • jarkoni Re: Dyskusja... 06.03.05, 20:17
                      Polityczna poprawność to idealne rozwiązanie, czyli nie rozmawiamy ze sobą, a
                      jedyny temat to "kiedy pieniądze"..Nie wiem czemu akurat myślę o filmie "Tato"
                      z Lindą...Ja osobiście nie mam i nie będę miał żadnych gwarancji na co idą te
                      płacone przeze mnie pieniądze..Mimo że ufam żonie..I nie ma żadnych prawnych
                      możliwości żeby to sprawdzić..Dzieci mają być z matką, taka jest zasada, a ja
                      mam płacić i cisza ( brutalnie mówiąc : i morda w kubeł), bo jak nie to do
                      więzienia...Zbyt drastycznie przedstawiłem? A jest inaczej?
                      • bezecnymen Re: Dyskusja... 06.03.05, 20:37
                        chwileczkę, aby nie przesadzajmy, bo sie tylko niepotrzebnie pokłócimy..
                        trening dla wprawy?
                        moje zdanie wygląda tak: im wyższe alimenty, tym dziecko ma zapewnione lepsze
                        warunki finansowe -zgoda?
                        ale za diabła nie zgodzę sie z opinia, że calość, dokladnie calość idzie na
                        potrzeby dziecka o ile kwota nie jest tragicznie niska jak te wspomniane wyżej
                        200 zlotych -to akurat uważam za kpiny z ludzi w pełnym majestacie prawa
                        • jarkoni Re: Dyskusja... 06.03.05, 20:50
                          Nie przestanę dbać o swoje dzieci..Jeśli korepetycje, język, jakieś treningi,
                          wycieczki itp...Zawsze zapłacę niezależnie od alimentów...Ale nikt nad tym nie
                          panuje, tylko o to mi chodzi...Żona chce duuuużo, ok, ale ja chcę mieć pewność
                          choć małą, ze to duuużo nie pójdzie na jej nową kieckę albo super perfumy, a
                          mnie powie, że dziecko ma więcej prywatnego angielskiego i ona chce na to extra
                          kasę...To wbrew pozorom nie wredne podejście, całkiem logiczne myślę..
                          • poczta301 Re: Dyskusja... 06.03.05, 21:05
                            to Ty jesteś z tej mniejszej gliny...żeby mój tak chciał dać ciut więcej niż
                            marne alimenty(dziecko prosi o złotówkę a ojciec przecież dałem matce alimenty)
                            ot co
                            • jarkoni Re: Dyskusja... 06.03.05, 21:17
                              Nie jestem najświętszym ze świętych, ale jeśli alimenty nie wystarczają to
                              chciałbym wiedzieć dlaczego i na co brakuje..I wierz mi, że sąd nie musi mi
                              wtedy kazać dopłacać...
                              • tricolour Morda w kubeł... 06.03.05, 22:36
                                ... trafnie to ująłeś. Tak właśnie jest w istocie - mamy dawać kasę i o nic nie
                                pytać. I zdanie Kasi74, że żona po rozwodzie nie ma po co dzwonić jest
                                świadecwtem, że kubeł nie będzie pusty.
                                Mnie takie podejście do pieniędzy, których ma byc dużo, ale nie wiadomo na co -
                                najzwyczajniej mierzi.
                                Ale też z doświadczenia wiem, że na dawane pieniądze dobrze mieć kwity - w
                                sądzie możesz mówić, co chcesz, ale liczą sie dowody. Bo standardem jest, że
                                tatusiowie sie wymigują i kłamią więc facetom się nie wierzy.

                                Prawdę mówiąc, to zazdroszę parom, które przyjaźnią sie pomimo rozwodu. Mam
                                wrażenie, że do tego potrzebne są nowe związki. Wtedy wszystko nabiera
                                właściwego wymiaru...
                          • gotyma Re: Dyskusja... 06.03.05, 22:29
                            no chlopaki, teraz to krew sie we mnie wzburzyla!!!
                            na poczatku wyjasnie, ze utrzymanie tzw. codzienne to ja, ex: ciuszki,
                            wycieczki, korepetycje i dodatkowe ekskluzywne gadzeciki, na ktore mnie nie
                            stac. i z cala pewnoscia nic dla siebie, nawet czasem te wycieczki na pol!!!
                            i jezeli juz bawimy sie w ta wyliczanke, to np: kto mi wyliczy ile kosztuje
                            warowanie w szpitalu jak dziecko chore, kto mi wyliczy ile kosztuje zrywanie
                            sie z pracy, bo w szkole cos nie tak, kto wyliczy ile kosztuja nerwy, gdy
                            dziecko nie wrocilo, a juz przeciez powinno byc, kto mi wyliczy zrywanie sie o
                            swicie, robienie prania i obiadu, byle zdazyc przed poraca, bo wieczorem
                            kompletnie nie bedzie czasu, bo przeciez przez chwile trzeba byc tez matka nie
                            tylko robotem kuchennym, ile kosztuje tlumaczenie dziecku, ze tatus nie
                            przyjechal, bo nie mial czasu i sciskanie serca jak sie widzi te zawiedzione
                            oczy. do jasnej anielki podliczcie to i pomyslcie ile kosztowala by was 24 godz
                            opiekunka do dzieci!!! wkurzyliscie mnie, spadam,
                            ps
                            a wlosy juz mam do pasa, bo nie mam ani czasu ani kasy na fryzjera!
                            • tricolour Nie ma co sie wkurzać... 06.03.05, 22:38
                              ... tylko ponosić konsekwencje rozwodu.
                            • bezecnymen Re: Dyskusja... 06.03.05, 23:38
                              alez droga gotymo!!! a któz to walczył w sądzie jak lew o przyznanie opieki nad
                              dzieckiem? sorry, jak lwica? czy nie o to własnie by móc nadal prac prasowac,
                              gotowac etc. etc?
                              ale tak bez zbednej uszczypliwości, bo nie o to tu chodzi..
                              żaden z nas, jak tu we trzech siedzimy, nie protestuje przeciwko temu by exia
                              korzystała z tych pieniędzy, które dajemy na dziecko... ale niech to nie będzie
                              strefa zastrzezona do użytku wewnętrzenego czy jakos tak...czy my naprawde nie
                              mamy prawa wiedziec, na co poszły alimenty? nie chodzi przeciez o wyliczanie co
                              do złotówki i pomijam zupełnie sytuacje gdy alimenty placimy niskie, albo
                              nieregularnie, ale o sytuacje gdy np. exia do pracy dojeżdża samochodem na
                              odległość niecalego kilometra, dziecie jada obiady w szkolnej stołówce za 50 zł
                              miesięcznie i przychodzi po 5 dych na bluze???
                              nie ma sie co denerwować, sa bowiem liczne przykłady takiego podejścia do spraw
                              finansowych choc przyznaję bez bicia że równie często a może i częściej bywa
                              odwrotnie..
                              a o tych wlosach do pasa to lepiej nie gadaj głosno przy nastongue_out
                              • akacjax Re: Dyskusja... 07.03.05, 00:36
                                Wygląda na to, że są ojcowie, co dać chcą dużo, tylko wolą wiedzieć na co i w
                                sumie zarzucają, że nie idzie to na to, na co dają(a ich exy, to takie
                                niedobre, dziecku odmówią, a sobie kupią) i druga grupa, co daje tyle ile musi,
                                grosza nie dorzuci i niczym się nie interesuje.
                                No i tak się składa, że na tym forum to panowie tylko z tej pierwszej grupy, a
                                panie z drugiej. Tylko, że kobiet przewija się tu znacznie więcej.

                                Obojętność ojca rozkłada nerwy starszemu synowi, drugi już nie wie, co wymyślić
                                by go ojciec zauważył, dobre słowo, ba choć spojrzenie rzucił.
                                Dostaję alimenty bo złożyłam pozew, też czasem sobie kupie coś do ubrania,
                                jeszcze-mąż twierdzi, że z jego alimentów. A czy mam obowiązek meldować mu, że
                                wspiera mnie moja i czasem nawet jego matka? Czy mam mówić mu, że dostałam
                                premię, że podjęłam drugą pracę( a on rozsiewa ploty, że chyba kogoś mam, bo
                                mnie ciągle w domu nie ma), bo to, że on mieszka z nami a za nic nie płaci
                                podnosi moje koszty utrzymania(nie mówię już jak nam ogranicza powierzchnię)to
                                dla niego niewidoczne.
                                Poza tym, czy to tak trudno policzyć ile kosztuje dziecko? Mam blisko 900zł
                                opłat-czy gdybym była sama potrzebowałabym aż takiego mieszkania, czy media
                                tyle by mnie kosztowały. Same dodatkowe lekcje jednego syna-440zł na miesiąc(na
                                szczęście matura już blisko i skończy się to na chwilę-bo jak dostanie się na
                                studia koszty ponownie wzrosną), a alimenty 2x400zł.
                                Jeżeli dziecko ma 5-10lat to takie 400zł coś znaczy, ale jak ma 18...a wiem, że
                                ojciec ma kasę....to boli jak odpowiada, że przecież juz dał-alimenty.
                                • bezecnymen Re: Dyskusja... 07.03.05, 08:07
                                  akacjo.. oczywiście nie masz obowiązku meldowac byłemu, ale czyz nie lepiej
                                  uswiadomic onego, skąd masz pieniądze, zamiast znosic plotki o
                                  twoim ''prowadzeniu się''?
                                  czy nie możesz zrobic tego przez jego matke, skoro z jej pomocy tez korzystasz,
                                  z czego wynika, że ona lepiej jest zorientowana w Twojej i wnuków sytuacji niz
                                  ex?
                                  a jakim cudem on nie ponosi kosztów utrzymania mieszkania, w którym przeciez
                                  mieszka!, to juz kompletnie nie pojmuję..możesz to jakos wyjasnic bliżej?
                                  • akacjax Re: Dyskusja... 07.03.05, 10:25
                                    Jeżeli ktoś nie ma honoru, to wszystko jest możliwe.
                                    Mieszkanie jest moje, to ja mam czynsz do zapłacenia, to ja płacę za prąd, za
                                    telefon, wodę...Raz zapytałam, zaśmiał mi sie w twarz. Póki nie dostanę na
                                    piśmie, że ma się wyprowadzić nic go do tego nie zmusi. Jest tu zameldowany, ma
                                    prawo przebywać....
                                    Nie nagabuję go o to wiecej, bo to jest dla mnie argument do sądu, że nie
                                    udziela się w domu, że nie ma między nami więzi gospodarczej.
                                    A co do informowania go skąd mam pieniadze-gdyby wiedział, że dostaje np. od
                                    jego matki, to wystapiłby zapewne o zmniejszenie alimentów. Bo to, że dzieci
                                    mają duże potrzeby to go nie interesuje.
                                    Wielu jest takich ojców, nie widzą, że są winni rozkładu małżeństwa w większym
                                    stopniu, tylko myślą, że exa liczy tylko na kasę.Mój też tak mówi, że
                                    widzę "jego pieniądze". Dorobek jest wspólny, tylko on zamknął kasę na
                                    niedostępnym dla mnie koncie. Pieniądze były na kupce, a w domu życie na byle
                                    jakim poziomie. Czy ja nie przyczyniłam się do tych oszczędności trwając w tym?

                                    W najtrudniejszej sytuacji są kobiety, które nie pracowały. Dla ich exów to one
                                    nic nie powinny dostać, bo nie zarobiły-takie jest myślenie facetów.
                                    Z tego powodu przy ślubie powinni im extra dawać do podpisu papier
                                    uświadamiający, co to jest wspólnota majątkowa w małżeństwie. smile

                              • gotyma Re: Dyskusja... 07.03.05, 11:24
                                wiem, ze nie mozna niczego generalizowac, i wszystkich wkladac do jednej
                                szufladki.
                                ale cos mnie trafia, gdy musze udowodnic calemu swiatu, ze sobie dam rade (a
                                dam, zebyscie wiedzieli), gdy moj ex postanowil realizowac swoje marzenia ze
                                swoja dwudziesto-kilkuletnia kuzynka, a sumienie ucisza przy pomocy kasy!
                                ciekawe jakie bylo by porownanie ile wydaje na swoje dzieci a na nia. wole nie
                                wiedziec. a czy ktos sie zapytal ile ja daje na dzieci?
                                i nie walczylam o dzieci jak lwica, nie dlatego, ze nie chcialam, poprostu ex
                                stwierdzil, ze bedzie tak najlepiej, bo on nie ma czasu jest taki zajety...
                                to sa konsekwencje moj drogi tri nie moich decyzji

                                ps chyba za malo dzis poodsniezalam, bo mnie jakos te nerwy nie minely smile
                              • jarkoni Re: Dyskusja... 07.03.05, 16:40
                                Bezecny, trafiłeś w dziesiątkę..Moja ex jeździ samochodem do pracy do szkoły
                                która jest za najbliższym skrzyżowaniem, jeszcze musi na tymże skrzyżowaniu na
                                dwupasmówce skręcić w prawo, dojechać z kilometr do najbliższego skrzyżowania i
                                zawrócić..W sumie robi ze 3 kilometry, a pieszo w linii prostej ma może z 500
                                metrów...Zresztą już nawet nie wypominając ten samochód ja jej
                                kupiłem...Ech..Ze niby coś wrednego ze mnie wyłazi? Chyba nie..

                                Rozwód..i co dalej?
                                • vereesa Re: Dyskusja... 08.03.05, 11:35
                                  Oj jarkoni, najpierw dajesz żonie zabawki a potem masz pretensje, że się nimi
                                  bawi. Domyślam się, że dałeś za małżeństwa i teraz dopiero zaaczęło ci to
                                  przeszkadzać ale już długo nie mieszkacie razem to załatw to po męsku zamiast
                                  biadolic tutaj jaka to ta twoja była wredna jest. Ty wspaniałomyślnie odszedłeś
                                  nie zabierając nic ze wspólnego mieszkania, zostawiłeś jej samochód i komórkę a
                                  ona jeszcze chce pieniędzy i co więcej żyje jak chce nie pytając cię o zdanie
                                  ani nie informując na co wydaje twoje pieniądze, obrzydliwe. Wiesz trochę mnie
                                  poniosło jak przeczytałam parę twoich postów bo mam przyjaciółkę, która została
                                  sama w obecnie za dużym i za drogim dla niej mieszkaniu z dwojką nastoletnich
                                  synów, z samochodem starszym od węgla, który ciągle się psuje (mąż miał super
                                  samochód a ona przecież miała tylko dojeżdżać do pracy) jeden z synów jest
                                  strasznie chorowity i jeżdżą tym złomem parę kilometrów w jedną stonę bo
                                  inaczej młody ciągle się przeziębia. Przez przypadek ona też jest nauczycielką
                                  i zarabia ok 1200 PLN. Można za to poszaleć nie? Jej mąż daje kasę owszem, ok
                                  500 PLN miesięcznie ale zazwyczaj się z tym ociąga i czasami nie mają na
                                  codzienne wydatki. Łatwo jest oceniać postępowanie innych ale zastanów się czy
                                  ty aby po piwko dwie ulice dalej idziesz na piechotę czy jedziesz
                                  samochodemsmile))) Ja jadę. Mam nadzieję, że cię nie uraziłam. Pozdrawiam.
                                  • jarkoni Re: Dyskusja... 08.03.05, 19:55
                                    vereesa nie uraziłaś, to autko to nic takiego, Tico, i jeżdzi jakoś( hehe Tico
                                    automat, nie uwierzysz) ...I nie biadolę...Bawi mnie nawet czasem jak ona to
                                    wykorzystuje..I nie gadam o tym, że w wakacje wydzwoniła np prawie 2 tys zł,
                                    ona nawet nie wie o tym, zapłaciłem i już...Ale widzę, że teraz się ogranicza,
                                    mimo, że ma duży limit minut..Może prawnik jej podpowiedział hehehe...A
                                    mieszkanie pewnie ma za drogie, parę pokojów, 2 balkony, spiżarnia, salon z
                                    kuchnią, 2 garaże...Mam się popłakać? To ona tam mieszka, nie ja...Ja mam
                                    wynajętą kawalerkę, gdzie teraz mi wieje...
                            • julka1800 Re: Dyskusja... 08.03.05, 11:43
                              Gotymo,
                              przyłaczam sie
                              Mogłabym Napisać wielkimi literami BRAWO!!!! wreszcie ktos to napisał, ale nie
                              ma sie tu z czego cieszyc, tylko smucic raczej.
                              To jeszcze raz powierdza regułe ze praca kobiet w domu jest niewyliczalna itd.
                              Pewnie jakiś Pan wypowie tu teraz zdanie: ależ nikt kobieto nie kazał Ci miec
                              dzieci, więc nie jęcz teraz. Ale to samo mogłabym powiedzieć w drugą stronę.
                              Czy M widzi smutne oczy dzieci po swoim wyjściu, czy słyszy placz dziecka
                              pochlipywanie w poduszke, a gdy sie pytam : skarbie o co chodzi? wraca to samo
                              pytanie: czy tatus nie moze z nami zostać?
                              No pewnie, ch...., MOŻE, tylko nie chce, jak mam to powiedziec prawie 7latkowi?

                              Czy ta druga strona widzi że zrzymam sie próbując pracować na pełnym etacie,
                              jednoczesnie musze byc na zebraniu w szkole, isc z dzieckiem do dentysty, miec
                              czas pobawic sie , jednoczesnie posprzatać , ugotować na jutro, wyciągnąć spod
                              ziemi stroj na bal, pomoc zrobic pisankę, bo jest konkurs w przeszkolu...
                              Prosze czekam wypowiedzcie sie...

                              A M mnie pyta: czy znalazłas sobie kogos? Kiedy, pytam sie, kiedy.....
                              taki troskliwy...
                              • gotyma Re: Dyskusja... 09.03.05, 12:22
                                wlasnie kiedy?
                                • julka1800 Re: Dyskusja... 09.03.05, 12:30
                                  moze miedzy 24.00 a 5.00 rano
                                  bo wtedy jestem wolnawink)))))))))))
                                  • gotyma Re: Dyskusja... 09.03.05, 12:39
                                    wiesz wpadlam w pewnym momencie, ze sobie kogos poszukam przez internet...
                                    przynajmniej na grzebanie w sieci troszke czasu mam w midedzyczasie...
                                    i owszem, moze by i cos z tego wyszlo, gdyby nie to, ze nie mialam czasu
                                    spotkac ich w realu...
                                    • julka1800 Re: Dyskusja... 09.03.05, 13:08
                                      nie proszę Cie tylko nie Internet, to jest dobre na luzie, ale jesli szuka sie
                                      naprawde to nie raczej nie
                                      choć znam takie pary, ale nie to nie dla mnie
                                      • gotyma Re: Dyskusja... 09.03.05, 13:18
                                        wiem, wiem...
                                        ale sprobowalam: jak nie sprobujesz to nie wieszsmile

                                        • julka1800 Re: Dyskusja... 09.03.05, 13:52
                                          jasne
                                      • hela74 Re: Dyskusja... 09.03.05, 13:52
                                        Ja znam dwie takie pary, które się poznały na gg. Oczywiście później spotykały
                                        sie realnie i są teraz małżeństwami, szczęśliwymi małżeństwami. Podobno za
                                        Zachodzie około 50% małżeństw inicjowanych jest poznaniem przez Internet...
          • julka1800 Re: Hehe... ta sama żona :-)) 07.03.05, 10:50
            tricolour napisał:

            > Wiesz, czasami odnoszę wrażenie, że nasze byłe żony byłyby najszczęśliwsze
            > gdyby eks-mężowie wyginęli, tylko żeby pieniądze po sobie zostawili. Ten
            > warunek jest bardzo ważny! Żeby tylko były pieniądze... Zupełnie jak żydzi.
            >
            Jeszcze raz zabiorę głos w tym poście:
            Kochani Panowie Bezecny i Tricolour: Wasze żony nie chcą Waszych pieniędzy,
            ręcze za to, za to Wasze dzieci - chcą jesc, ubierać sie i w chwili płodzenia
            ich musieliście przyjąć założenie ze bedziecie na nie lożyć do momentu ich
            usamodzielnienia się. I akurat tak sie stalo ze nie stanowicie z zonami
            malzeństwa, przez to nie utrzymujecie tzw wspolnego gospodarstwa i musicie
            placic alimenty na dzieci, a do rak swoich byłych zon.
            Wiec prosze nie piszcie ze placicie alimenty zonie...

            Inna sprawa jest utrudnianie kontaktow ojcow z dziecmi przez matki - lub
            wymigiwanie sie od "rozliczenia" na co idą alimenty. Dla mnie M moglby sie
            wydywac codziennie /a nie chce/ i jesli chcialby wiedziec na co ida alimenty -
            prosze bardzo....
            • hela74 Re: Hehe... ta sama żona :-)) 07.03.05, 13:23
              U mnie to dziecko nie chciało się spotykać z ojcem (płacz, bóle głowy, brzucha
              itd.), bo go bardzo źle kojarzy. Fakt, że spotykają się raz w tygodniu to efekt
              mojego tłumaczenia, że tatę trzeba kochać, że jeżeli mama z tatą nie są razem
              to nie znaczy, ze tata już nie kocha dziecka itd. ale nie ma między nimi
              dobrego kontaktu i naprawdę mój jeszcze mąż będzie się musiał nieźle
              napracować, by nadrobić to, co sam popsuł, ja nie będę mu w tym przeszkadzać..
              A jeśli chodzi o alimenty, to jak juz powiedziałam 200 zł. wystarcza tylko na
              opłacenie przedszkola. Ubranie, wyżywienie, książeczki, zeszyty, ubezpieczenie,
              wyprawka dziecka, kino, teatr, angielski, nauka tańca i być może od przyszłego
              roku szkoła muzyczna i cała reszta to jest mój problem i to ja muszę myśleć,
              jak zapewnić dziecku jak najlepszą przyszłość i zainwestować w jego edukację,
              by miało dobry start w życiu, więc proszę się nie dziwić, panowie, że jak
              czytam takie posty, to robi mi się strasznie przykro...
            • hela74 Re: Hehe... ta sama żona :-)) 07.03.05, 13:25
              Ja również nie mam nic przeciwko pokazaniu mojemu mężowi rachunków, związanych
              z potrzebami także jego dziecka, tylko co to da...
              • julka1800 Re: Hehe... ta sama żona :-)) 07.03.05, 13:45
                Helu całkowicie sie z Tobą zgadzam, ale daruje sobie tlumaczenie czegokolwiek w
                necie.
                Mam znajomego, jest rozwodnikiem, mają 1 dziecko, i wiesz co? jak z nim
                porozmawiam o rozstaniach, wychowywaniu dziecka, alimentach, to włos mi sie
                jezy na głowie.
                Alimenty placi żonie /a nie na dziecko do rak zony/, w wakacje nie musi
                zapewniac dziecku opieki, bo on na tylko 26 dni urlopu, wiec nie moze poswicic
                go dla dziecka, /tak jakby ona miała 100 dni/ itp itd. Brak słów.
                Takze daruje sobie...
          • berek_76 Re: Hehe... ta sama żona :-)) 01.12.05, 22:11
            > Wiesz, czasami odnoszę wrażenie, że nasze byłe żony byłyby najszczęśliwsze
            > gdyby eks-mężowie wyginęli, tylko żeby pieniądze po sobie zostawili.

            Trochę smutne, ale w dużej mierze jest to prawda.

            bo jesli chodzi o to, co byłoby najlepsze dla mnie, to tak - mój
            ciągle-jeszcze-mąż powinien zniknąć z mojego życia. Wtedy mogłabym ułożyć sobie
            swoje jakoś normalnie. Bo to nie ja zdradziłam, nie ja odeszłam - a to ja
            zostałam skazana na znoszenie skutków tego wszystkiego. Ja i dzieci. Ale o ile
            dzieci mają plusy z obecności taty w zyciu, o tyle ja nie mam żadnych. Minusów
            zaś sporo, łącznie ze świeżym siniakiem na udzie.

            Kasa? JA nie potrzebuję kasy. Ale mój mąż ma obowiązki wobec dzieci i musi je
            wypełniać także w kwestiach finansowych (zwłaszcza że w pozostałych jedno z
            dzieci zaniedbuje totalnie). I ta kasa jest niezbędna. Gdybyśmy nie mieli
            dzieci, kwestia pieniędzy by nie istniała - mąż nie jest mi winien w tej
            walucie. Winien to on mi był uczciwość, wierność, przyzwoitość - i sięnie
            wypłacił. Żadna kasa tego nie naprawi.

            Ale mamy dzieci. Więc zagryzam zęby i zmuszam się do kontaktów, do
            "cywilizowanych" rozmów o tym, jak spędzimy święta, co wczoraj zrobiła Dasia i
            jaki prezent kupić Ani. Ale gdybym tylko mogła, wycofałabym się z tego
            natychmiast. Wiem, jaką cenę za to płacę.

            I tak sobie myślę, że część z tych wrednych suk, co tylko kasę doją, po prostu
            nie umie się zdobyć na cywilizowane kontakty z kimś, kogo naprawde chciałyby
            wykreslić ze swojego życia, a nie mogą. Ładne to nie jest, pewnie, ale ja
            pomyślę, zanim rzucę kamieniem...

            -----------------------
            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • julka1800 Re: Pewnie możliwe... 07.03.05, 10:23
        Tricolour
        z tego co napisałeś rozumiem ze płacisz alimenty na żonę nie na dzieci tak????
        • clio11 Re: Pewnie możliwe... 07.03.05, 11:06
          "Pieniądze, ach, pieniądze..."-śpiewa Staszek Sojka. Cóż, te "niezdrowe żądze"
          pojawiają się w kobietach ze zdwojoną siłą po rozwodzie. Kiedy musisz SAM
          planować, liczyć, gospodarować i rozporządzać budżetem, którym do tej pory
          zarządzaliście oboje-nie jest łatwo. Stąd takie podejście. Nie będę
          generalizować, ale przecież wielu chce mieć pewność i płynność finansową. Mogę
          mówić tylko za siebie. Więc mówię: czuję się dobrze, gdy wiem, że stać mnie
          wysłać dziecko na wycieczkę, kupić ciuch czy modny gadżet. Zainwestować w nie.
          Bez przesadyzmu, mądrze i rozsądnie. Bo to jest pewnego rodzaju inwestycja. W
          to, by się dobrze rozwijało, by docelowo wyrósł z niego ktoś wartościowy.
          Nie wstydzę się tego, że mam nadzieję, iż kwota alimentów wzrośnie. Mój ex
          zapewniał w sądzie, że jeśli tylko będzie to możliwe-sam będzie płacił więcej
          (obecnie 200 na dziecko). Obecnie jest za granicą i jakoś nie widzę, żeby jego
          zapewnienia miały pokrycie w rzeczywistości. Póki co daję sobie radę,
          wysłuchując entuzjastycznych relacji dzieci z poczynań taty na obczyźnie. Nie
          neguję tego, że je kocha, ale wnioski będę wyciągać za jakiś czas. Poczekam, aż
          się urządzi. Niech się "odkuje". Potem zobaczymy. Z pewnością nie będę
          tolerować sytuacji, gdy przez cały rok dzieci są ze mną na polskim chlebku (nie
          zawsze z wędliną), a na wakacje jadą do taty za granicę(coś córka ostatnio
          wspominała) i wtedy full exclusiv.
          Wiedziałam, na co się decyduję, wnioskując o rozwód. Nie proszę, nie sms-uję,
          nie rozmawiam nawet (ex uznał, że nie mamy o czym, dzwoni do dzieci na ich
          komórki). Ten rozdział powinnam zamknąć właściwie. Jeszcze parę formalności
          (formalna finalizacja sprzedaży domu-pieniadze mam przelać na jego k-to) i nic
          nas nie będzie łączyło. NIC. On tak uważa. Niech tak sobie myśli. Ja nie będę
          go zmuszać do kontaktów ze mną. Myślę, że traci na tym tylko on, bo od dzieci
          nie dowie się jakie teraz przeżywają rozterki, jakie mają plany, marzenia, bo
          czego mozna się dowiedzieć przez kilka minut rozmowy na tydzień lub dwa.
          Kiedyś uważałam, że są możliwe tzw eleganckie, kulturalne rozstania. Teraz?
          Myślę, że są możliwe,gdy rozstają się mądrzy ludzie, szanujący się, szanujący
          swoje dzieci i rodziny.
          Chyba się zapędziłam!
          Przecież tacy ludzie się nie rozstają.

      • julka1800 Re: Pewnie możliwe... 07.03.05, 10:40
        tricolour napisał:

        > ... że po rozwodzie ludzie się przyjaźnią. To zależy czego chcą od nowej
        > sytuacji i czy w jakimś stopniu są sobie potrzebni.
        > Moja ex "zerwała" ze mną wszelki kontakt. Nie przypominam sobie, by choć
        > zadzwoniła w ostatnich kilku latach, ale pieniądze bierze chętnie. Taka
        > dwoistość jest dla mnie i śmieszna, i żenująca. Kiedy powiedziałem, że to, co
        > płacę, to chyba trochę za mało i mógłbym więcej, to byście zobaczyli jej
        > świecące oczy!!
        > Ja jej potrzebny nie jestem, ale pieniądze i owszem. W takiej sytuacji o
        > przyjaźni, ani innych bliższych relacjach mowy nie będzie.

        Moj poprzedni post jest nieaktualny, już doczytalam , masz corke i na nią
        placisz alimenty, nie na zonę!!
        A piszesz ...pieniadze bierze chetnie.." to nie pieniadze dla niej, kolego,
        tylko dla Twojego dziecka!! Jesli nie ma ono 18 lat to placisz zonie, to chyba
        oczywiste.
        Wkurzam się gdy słysze ze jakis tatuś placi alimenty zonie , do cholery płaci
        do jej rąk ale to nie sa pieniadze dla niej, tylko na potrzeby dziecka!
        I wkurzam sie na tatusia ktory twierdzi ze jego byla zona kupila sobie np auto
        za JEGO alimenty, tak jakby ona nie pracowala - takiego znam osobiscie.
        Czy to że wlasnie kupilam wieksze mieszkamnie oznacza ze kupilam je za alimenty
        ktore palci mi mąż na dzieci?
        I jeszcze cos, Tricolour, po co Twoja Ex ma do Ciebie dwonić - spytac jak Ci
        się wiedzie - a czy Ty zadzwoniłeś i spytałes sie czy sobie radzi? Przecież to
        ona została z dzieckiem. Tak łatwo jest wymagac.
        I to jest dla Ciebie smieszne i żeniujące, ze bierze pieniądze dla dziecka?
        Wybacz ale kto tu jest zenujący...

        A jesli chcesz płacić wiecej to plac bez gadania, nikt kłaniac Ci sie w pas nie
        bedzie.



        • gotyma Re: Pewnie możliwe... 07.03.05, 12:06
          jarkoni, czy to ty podjales ten drazliwy (jak widac) dla wszystkich temat?
          czy moze ktos podszyl sie pod twoja osobe?
          zaraz dojdzie tu do wirtualnej bojki smile niektorzy beda zadowoleni.
          • jarkoni Re: Pewnie możliwe... 07.03.05, 17:03
            Gotyma, zauważ, że temat wątku był czy można zachować poprawne a nawet
            przyjacielskie stosunki z ex....A zeszło jakoś samoistnie na temat kasy i
            alimentów...Co też jest ważnym tematem..A odnośnie bójki to najlepiej damsko-
            damska, może jakiś kisiel wink))))))))
        • clio11 Re: Pewnie możliwe... 07.03.05, 12:15
          Słowo się rzekło-kobyłka u płota.
          Własnie dowiedziałam się z wiarygodnego źródła, że ex dzwonił do swojego
          przyjaciela i chwalił się, że tak mu dobrze i że sporo zarabia. Znaczy się-
          korzystnie się odnalazł w nowych realiach. Ale przekazy przychodzą nadal w
          niezmienionej kwocie. I niech kto gada jak chce-nie mam ochoty na przyjaźń z
          facetem, który twierdzi, że coś mu się od życia w końcu należy i
          nadrabia "stracone lata niewoli". Ja jestem teraz synonimem zła i straconych
          lat; dzieci-jedyną dobrą stroną tej gehenny (tak się biedaczek poświęcał),
          przez którą musiał przejść.
          Teoretycznie to on je bardzo kocha.
          A ja dziś na obiad mam kluski śląskie i (wybaczcie bezposredniość) w dupie
          faceta, który w portowej tawernie opowiada podchmielonym kompanom oraz tym, co
          chcą i nie, o swem życiu złamanem.
          Tak, proszę państwa, z takim gościem będę rozmawiać tylko o pieniądzach. Nie
          mamy więcej o czym.
          • clio11 Re: Pewnie możliwe... 07.03.05, 12:19
            Gotyma ma rację. Idę sobie poodśnieżam służbowy parking albo co. A wieczorem
            przebieżka 2 km w jedna i 2 w drugą. Potem basen. Po drodze może nawinie się
            jaki osiłek to mu sypnę na odlew raz albo dwa. No i może mi przejdzie ta
            bezsilna złość. Nie powinnam brać tematu do siebie a wzięłam."Uderz w stół a
            nożyce się odezwą". Chlipnę sobie kawę, zanim któryś z kolegów pokaże mi gdzie
            raki zimują.
            • bezecnymen Re: Pewnie możliwe... 07.03.05, 15:49
              moje miłe panie i niewątpliwie przystojni panowie
              osmielam się stwierdzic, że albo jarkoni nie wiedział co czyni, albo świadomie
              poruszył lawinę zadając na pozór zupełnie bezpieczne pytanko o przyjaźń z ex...
              ale jesli juz lawina pooooszła to może by tu jakis porządek zrobić
              przyjaźń z ex jest praktycznie niemozliwa, wyjątki nieliczne potwierdzaja tylko
              generalna tezę
              przyczyny:
              nie mozna przyjażnic sie z kims, kto nas oszukał, sponiewierał, zawiódł
              zaufanie itp.
              nie mozna przyjażnic się z kims, kto nam ''wyrabia'' opinie w środowisku,
              wymiguje się od platności, unika kontaktów z dziecmi, bądź ustawia przeciwko
              drugiemu rodzicowi
              pomijając inne opcje, to chyba wystarczy jako uzasadnienie
              a teraz skupie się na nieoficjalnym meritum topiku..
              opisujecie swoje przypadki, i słusznie, przynajmniej nie używamy argumentów z
              powietrza, ale wsiadłyście na nas (głównie na tricoloura) jakbysmy to MY
              płacili nędzne ochłapy w postaci 200zł na dziecko, utrzymywali dorywcze
              kontakty z dzieckiem by pokazać co straciły będąc z mamą gdy tata taki dobry bo
              kupuje prezenty...czy mam cytowac samego siebie z poprzednich postów, by
              wykazać, że daje więcej niz sąd orzekł? i ze nie jest to 5 zl na cukierki na
              Mikołaja, jako extra prezent do tych 200zlotych, czy mam dołączyc ksero dowodu
              wpłaty z dowolnego miesiąca, by po dacie mozna bylo wykazać że wpłat dokonuję
              najpóźniej 5 mimo że orzeczenie mówi o 10 każdego miesiąca(ach! zapomnialem
              napisac że nie potrącam z kwoty alimentów kosztu przekazu, choc moge to zrobić
              bo exia nie zechciala podac mi numeru konta a to jest 14 złtongue_out))
              nie mam ochoty sie tu wybielać, i snuc nad głowa aureoli świętego Marka(był
              taki nieprawdaż?)ale nadal twierdze, że MOJA EXIA NIE WYDAJE ALIMENTÓW TYLKO NA
              POTRZEBY SYNA!!na co wydaje, jesli nie na siebie? nic mi nie wiadomo o jakichs
              lokatach terminowych, odkladaniu na studia czy czyms podobnym,a chętnie bym się
              dołozył do takiej inwestycji jak choćby mieszkanie...
              przy okazji...nie mogąc sie w kwestiach finansowych porozumieć z exią założyłem
              fundusz ubezpieczeniowy dla syna, by w razie mojej smierci ( ku radości pewnego
              marabuta) dostal jakies pieniązki po raz ostatni od ojca ... aktualna skladka
              wynosi 115 zl miesięcznie i tego ofkoz nie odliczam z alimentów
              • julka1800 Re: Pewnie możliwe... 07.03.05, 16:26
                Spróbuje spokojnie i rzeczowo dodać coś /odpowiedzieć Ci/ od siebie, bo również
                ja zabierałam tu głos.
                Co do przyjaźni:
                jest możliwa, gdy para rozchodzi sie i oboje tego chcą, próbują tak i siak, ale
                niestety nie wychodzi, wtedy tak, przyjazn jest możliwa. I obojętne czy mają
                kogoś oboje czy jedno z nich czy żadne. Ważne: odpowiedzialnosc za losy dziecka.
                Znam taką pare: odpczywali od siebie ponad rok, najpierw ona wyjechała na pol
                roku do Niemiec, wrociła, znowu było nie tak, potem on wyjechal, wrócił i
                podjęli decyzje rozstajemy się, nie sa razem, nie mają oficjalnego rozwodu,
                przyjaznia sie.
                Przyjazn nie jest mozliwa gdy decyzja o rozstaniu zapada jednostronnie, i nie
                wydaje mi się ze to kwestia czasu, zagojenia ran drugiej pokrzywdzonej strony,
                ona zawsze pozostaje, jedynie sie zabliznia, na moment /chciałabym sie mylic,
                ale mowimy o przyjazni, a to duze słowo/. Mozna sie oczywiscie pokusic o grunt
                neutralny, pozostanie w obojętnych lub nawet ciepłych stosunkach, ale to
                przeciez nie przyjazn.

                Teraz kwestia, którą Bezecny poruszył, a dotycząca jego osobiście. Mam pytanie:
                skoro Sąd zadądził w Twoim przypadku alimenty w kwocie X zł, sam z siebie
                dodajesz Y zł, twierdzisz ze X+Y to za dużo na prawie 18-telniego syna, to po
                co dajesz i jednoczesnie wypominasz owe Y zł? Bo to jest jakby sprzeczne :
                dawac i wypominac ...
                • bezecnymen Re: Pewnie możliwe... 07.03.05, 16:39
                  booże ty moj jedyny...a gdzie ja gotymo napisałem, że to za dużo???ja dam
                  więcej ale niech wiem na co! nie podawalem kwot by sie chwalic. podkreslilem to
                  zresztą, i nie wypominam bo przeciez nie Wam tutaj
                  • julka1800 Re: Pewnie możliwe... 08.03.05, 09:36
                    odpowidam:
                    napisałes ze dajesz wiecej niz przyznana sądownie kwota alimentów
                    na dziecko, tak? napisałes tez ze Twoim zdaniem czesc tychze nie jest
                    przeznaczana na potrzeby dziecka tylko matki, tak? to w takim razie po co
                    dajesz wiecej - sam z siebie - i tu na forum czy gdziekolwiek mówisz nam o
                    tym. Jesli nasz ochote to płac ile chcesz i nie wyliczaj czy te pieniadze idą
                    na dziecko czy ..obok, a jesli nie to płac tyle ile przyznał Sąd /bo chyba na
                    podstawie potrze dziecka Sąd te alimenty wyliczył/
                    • bezecnymen Re: Pewnie możliwe... 08.03.05, 15:37
                      rozumiem że zamiast pisac co o tym sądzę,powinienem zamknąć paszcze a synowi
                      powiedziec to co niektórzy z tutejszych ex...place alimenty więc niech ci forse
                      da matka???
                      • akacjax Re: Pewnie możliwe... 08.03.05, 20:31
                        czy nie możesz żonie wysyłac tyle ile trzeba, a synowi dawać to co ponad?
                        Chłopak prawie dorosły, może sam kupić sobie to, czy tamto.
                        • bezecnymen Re: Pewnie możliwe... 08.03.05, 20:43
                          co to znaczy..tyle ile trzeba??? ile to jest?? wiem, że zawsze będzie za malo...
                          przekaz jest zawsze na sume orzeczona przez sąd, kiedy syn byl mlodszy
                          umawialismy sie na wspolne zakupy, teraz faktycznie kupuje sobie sam,
                          sprawdzam, czy kupil to o czym mowil
                          • julka1800 Re: Pewnie możliwe... 09.03.05, 11:08
                            Bezecny to ja już nic nie rozumiem, to dajesz więcej czy nie, były topiki w
                            ktorych pisałeś ze dajesz więcej, teraz piszesz że wysyłasz przekaz na tyle ile
                            zasądził sąd .
                            To dajesz wiecej czy nie?

                            Czy do tego więcej po prostu dopliczałes kieszonkowe dla syna?

                            Zresztą , czy to ma znaczenie, myślę ze w kwestii pieniędzy moznaby pisać i
                            pisać, jednej stronie bedzie mało, druga bedzie narzekała ze płaci za duzo. Nie
                            biorę tu oczywiscie przypadków kiedy alimenty placone są w porządnej wysokości,
                            na miare wieku dziecka, zarobkow obojga rodzicow i rejonu Polski w ktorym zyją.
                            Ale ile jest takich przypadkow, niewiele, co?
                • bezecnymen Re: Pewnie możliwe... 07.03.05, 16:41
                  sorry gotymo, nie wiedziec czemu pisząc odp. napisalem do ciebie zamiast
                  autorki posta czyli julkitongue_out
                  • kasiar74 Re: Pewnie możliwe... 07.03.05, 18:42
                    w sumie zrobiła się niezła aferka
                    widać po jeden i drugiej stronie emocje
                    może trzeba spróbowac zrozumiec druga strone?
                    kobieta chce po prostu miec warunki do wychowyania dzieci i tu sa potrzebne
                    pieniadze
                    a były mąż to nie tylko portfel
                    smutne to wszystko eeeh
                    ale od miłosci do nienawisci widac daleko
                    u jak tu w takich waruynkach mowic o przyjaźni???
                    mysle ze polityczna poprawnosc obsmiana przez jarkoniego to szczyt marzeń


                    • jarkoni Re: Pewnie możliwe... 07.03.05, 19:13
                      Kasiar, a gdyby tak to mąż chciał prawnie zostać z dzieckiem, nawet jeśli to
                      zona jest winna rozpadowi małżeństwa, to jak myślisz, jakie miałby szanse?
                      Tylko szczerze...Oczywiście praktycznie zerowe..Mąż ma dawać kasę i się nie
                      wtrącać, bo co z tego `ze ma prawo widywać dziecko nawet raz w tygodniu..A ona
                      jest z dzieckiem na codzień i może włożyć w małą główkę co tylko chce ( nie
                      mówię o obgadywaniu ojca, ale ogólnie o wychowanie, gdzie mógłbym mieć inne niż
                      ona zdanie)..To jest sprawiedliwe? Nie mam telefonów od ex, że np córka chora,
                      ale mam tylko smsy pt "gdzie są pieniądze"..
                      • india8 druga strona 07.03.05, 19:49
                        wiesz co, jarkoni, ja jeszcze nie wiem jak to u mnie będzie, ale już teraz
                        zauważam, że staram się dzwonić do niego jak najrzadziej i tylko w kwestiach
                        formalnych (takimi na pewno będą kiedyś też kwestie finansowe)

                        uznałam też, że jeśli interesuje się dziećmi, to sam powinien się o taki
                        kontakt postarać (co też czyni, a ja mu tego nie utrudniam), a poza tym - jako
                        że chłopak sam zdecydował, że sobie od nas idzie - nie chcę mu się wcinać w
                        jego nowe życie, jakie by ono nie było, więc o kontakt nie zabiegam (chociaż
                        przyznaję, że czasami bardzo bym chciała, niestety)

                        więc może to nie chodzi o to, że one są takie złe



                        • jarkoni Re: druga strona 07.03.05, 21:09
                          Pewnie ONE nie są złe, przynajmniej nie wszystkie..Nie wymagam, zeby ex
                          zapraszała mnie na kawę ( zresztą nawet na święta nie uznała za stosowne mnie
                          zaprosić, nawet na chwilę), ale jeśli coś się zdarzyło z dzieckiem to byłoby
                          miło gdybym o tym wiedział, szczególnie, ze ja płacę za jej komórkę i jakos nie
                          przeszkadza jej to i nie unosi się honorem...Ale o kasę pyta zawsze...
                          • akacjax Re: druga strona 07.03.05, 23:21
                            A co stałoby się gdybyś za komórke przestał płacić(w sensie zlikwidował numer,
                            czy coś takiego)?
                            Bo coś komuś dać to uznać własność drugiej strony, a nie pożyczyć(wtedy
                            własność twoja zostaje).
                            Było źle w Waszym związku, ale dołożyłeś do ognia-zdradziłeś, a teraz widzisz
                            wszystko złe u exy.
                          • gracjanna1 Re: druga strona 08.03.05, 01:10
                            jejku...znowu musze uwazac na ozor...Nie znam Jarkoni Twej zony, ale niech
                            wreszcie do Ciebie dotrze, ze to Ona wychowuje Wasze corki czlowieku...ponoc
                            pieniadze szczescia nie daja, ale za cos zyc trzeba...Dales zycie Swoim Cudnym
                            Corom...masz obowiazek zapewnic im w miare swych mozliwosci/ znanych nam
                            calkiem calkiem/ zapewnic dostatek...zatem nie pyskuj, jak baba, a badz
                            odpowiedzialny...
                          • julka1800 Re: druga strona 08.03.05, 09:44
                            Nie nie wszystkie,
                            dla odmiany, to ja proponuje M kawe czy herbate, gdy jest u dzieci z wizytą. On
                            zawsze odmawia.
                            I nie pytam o kase, nigdy , czekam az przyjdzie....
                      • gracjanna1 Re: Pewnie możliwe... 08.03.05, 01:13
                        i jeszcze cos...skoro sa smsy pt."Gdzie sa pieniadze", wynika, ze nie do konca
                        wypelniasz swe powinnosci...pomysl nad tym...
                        • vereesa Re: Pewnie możliwe... 08.03.05, 10:35
                          właśnie, może wystarczy przelewik na konto w określonym, stałym terminie i
                          problem przykrych sms-ów zniknie...
                        • jarkoni Re: Pewnie możliwe... 08.03.05, 18:29
                          Wypełniam swoje powinności ( no tak, powinności, po coś w końcu jeszcze jestem
                          potrzebny), ale rachunki za komórkę żony nie wkurzają, bardziej to, ze tylko
                          czasem sms " gdzie kasa"...A ja już mam w domyśle inwektywy...A dzwoni gdzie?
                          Pewnie po szpitalach kiedy dziecko chore? A może po koleżankach kiedy impreza?
                          Zlikwiduję jednak chyba jej numer...Ale wtedy powie, że nie mogła poinformować
                          bo nie miała nic na karcie heh...Ale znad morza wydzwoniła parę setek złotych,
                          na pogotowie, do lekarzy, bo dziecko chore?Nie było chore...Ot i damska logika
                          • jarkoni Re: Pewnie możliwe... 08.03.05, 18:40
                            PS Poza tym powtarzam, że od półtora roku płacę sam, bez kwitów i
                            sądu...Ciekawe czy powie przed sądem, że nie płaciłem nic...Obstawiamy?
                            • jarkoni Re: Pewnie możliwe... 08.03.05, 18:44
                              PS 2 Mój adwokat twierdzi, że jestem idiotą, że płacę bez kwitów...I że na 100%
                              usłyszę, że nic nie płaciłem od półtora roku, zaniedbałem dzieci i jestem
                              ostatni...Bo jeśli płacił to niech to udowodni...Co gorsza zaczynam wierzyć, że
                              tak bedzie.....Kasa jednak zabija myslenie i uczucia, jakiekolwiek by nie
                              były...
                              • vereesa Re: Pewnie możliwe... 09.03.05, 11:14
                                to jeszcze raz... płać na konto żony, a jeżeli komórka jest twoja a używa jej
                                ona a jesteś to w stanie udowodnić to te niebotyczne rachunki też bedą
                                stanowiły dowód, że żona korzysta z twoich pieniędzy. Rozwodzicie się z
                                orzekaniem o winie? Jeżeli tak to, to przestań sie podkładać.
                      • julka1800 Re: Pewnie możliwe... 08.03.05, 09:42
                        Jarkoni , czy zaopiekował byś sie dzieckiem gdybyś wiedział że choruje,
                        wziąłbys wolne w pracy żeby była zona nie musiała brać opieki/urlopu czy
                        czegokolwiek by opiekować sie chorym dzieciem?
                        Jesli tak, to super.
                        Niestety nie wszyscy ojcowie by zrobili.
                        M nawet nie pofatygował sie do szpitala, kiedy musialam zostawic tam syna , bo
                        po wielu infekcjach i kolejnej tak sie odwodnil ze przychodnia rejonowa nie
                        była mu w stanie pomóc. Miał wtedy 3,5 roku, ja byłam po zwolnieniu lekarskim
                        na corke, i nie moglam zostac razem z nim. Wyslalam M SMSa ze syn choruje i
                        jest w szpitalu, i namiary. Nie pojawil sie. Rozumiesz to? Bo ja nie.....
                        • jarkoni Re: Pewnie możliwe... 08.03.05, 19:13
                          To kwestia odpowiedzialności...Swego czasu bylismy z kilkumiesieczną córką w
                          szpitalu, odesłali nas do domu z receptami,był srodek dnia, odwiozłem je do
                          domu, wracałem do pracy, żona zadzwoniła, że dziecko traci przytomność, leci
                          przez ręce, wezwała pogotowie...Ja dojeżdzałem do biura..Jeśli ktoś zna Łódź,
                          to w szczycie dojazd od centrum, czyli ca Kopcińskiego na głeboką Retkinię
                          zajęło mi 7,5 minuty...Bez kogutów..Ale łącznie z chodnikami i moment po
                          szynach tramwajowych..A potem bieganie wokół bloku bo kierowca pogotowia się
                          zgubił..Widziałem jak mnie mija i jedzie dalej..Takiego swojego sprintu w życiu
                          nie pamiętam...A potem wyciagałem walizki z R-ki i pchałem po schodach (
                          dosłownie) tyłek pediatry, bo za wolno wchodzi...Aż się darł "co pan
                          wyprawia"..A potem na zmianę spędzałem z żoną noce w szpitalu przy dziecku, na
                          krzesełku przy łóżku...I jeszcze szpital kazał nam za to płacić jak za dobę
                          hotelową...A tak przy okazji, robiłem zastrzyki domięśniowe kilkumiesiecznemu
                          maleństwu, dzień po dniu...Jeśli ktoś wie co to znaczy zaaspirować żeby nie
                          trafić w naczynie, albo nie trafić w nerw kulszowy kiedy pupcia jest mniejsza
                          niż pięść to zrozumie..Pamiętajcie młode mamy, kiedy dziecko ma ogromną
                          gorączkę i trzęsawkę i traci przytomność to zimny okład i to głównie na
                          podbrzusze..Ależ się rozpisałem...
                          Rozwód..i co dalej?
                      • vereesa Re: Pewnie możliwe... 08.03.05, 10:25
                        Hmmm, jeżeli mąż jest w stanien zapewnić dziecku odpowiednie warunki materialne
                        bo jest lepiej sytuowany od żony a ponadto ma silą więź emocjonalną z dziećmi i
                        opiekuje sie nimi tam samo jak matka albo i lepiej bo ona np. robi karierę i
                        zaniedbuje dzieci, przedkłada swoje potrzeby nad ich, itp. itd to pewnie tatuś
                        ma szanse zawalczyć w sądzie o opiekę nad dziećmi i wygrać. Pisłaeś poprzednio
                        coś o Lindzie i filmie Tato to oczywiście sytuacja skrajna i przerysowana ale
                        Pazurze z tego co wiem z "kolorowych pism" udało się wywalczyć opieke na córką.
                        Chcesz opieki nad dziećmi? Użalasz się, że żona chce kasy a nie pomocy w opiece
                        nad dziećmi a gdzieś w innym topiku napisałeś, że za mało czasu poświęcasz
                        dzieciom, i że twoja wielka wina... To o co chodzi? Skąd to użalanie się na
                        brak sprawiedliwości. Gdybyś dostał sms pt. córka chora to wziąłbyś zwolnienie
                        i zaopiekował się dzieckiem? Być może twoja żona została przyzwyczajona do
                        tego, że dostaje kasę (tak było np. w waszym małżeństwie) i na tym twoja
                        aktywność rodzicielska się kończy. Już pytałam o to i zapytam jeszcze raz czy
                        twoja żona ogrznicza ci kontakty z dziećmi? Pozdrawiam
                        • jarkoni Re: Pewnie możliwe... 08.03.05, 19:19
                          nie ogranicza...Czuję niechęć wjeżdzając już na osiedle to, na którym
                          mieszkałem...Bardziej spowodowane złymi wspomnieniami niż dziećmi...Bo dzieci
                          są moje i bedę je kochał zawsze...
                          • akacjax Re: Pewnie możliwe... 08.03.05, 20:42
                            Krótko mówiąc: są kobiety, które nie moga pogodzić się z rozstaniem, zdradą
                            itp. Ciebie to trafiło. Też powiedziałabym, że jesteś w takim przypadku idiotą,
                            że nie masz kwitów, ale nie stracisz wiele, alimenty tylko 3 miesiące w tył
                            wyrównują(jak sie dobry sędzia trafi)-moja sędzina to na to nie wpadła, a do
                            tego przesuwała termin płacenia alimentów w stosunku do tego jak ja napisałam,
                            dopiero moje spojrzenie wypośrodkowało ją między tym, co chciała a ja
                            napisałam. Do tego nie umiała sobie policzyć ile to jest netto od podanego
                            brutta, bo jakims sposobem na pozwie męża nie było, że ma być brutto i netto. A
                            mąż na pytanie , no to ile pan bierze na rękę- walnął zaniżoną kwotę.
                            A poza tym chyba bez sensu byłoby mieszkać z córkami. Masz być ojcem, tym,
                            który pokazuje jaki ma byc facet, bo takiego męża sobie wybiorą(albo dokładnie
                            odwrotnie). Nie rób z nich księżniczek, ale bądź ich rycerzem.
                          • vereesa Re: Pewnie możliwe... 09.03.05, 10:53
                            to może postaraj się przezwyciężyć niechęć, a dzieci zabieraj gdzieś dalejsmile
                            Łódź to chyba duże miasto nie? Są pewnie miejsca gdzie mozna pójś z kilkulatką
                            i nastolatką? Kino, lody pizza? Nawet zakupy se starszą córką, która pewnie to
                            uwielbia. Piszesz, że żona jest dobra matką i ma dobry kontak z dziećmi to
                            super ale ty zadbaj o to żeby dzieci i ciebie postrzegały jako dobregoo tatusia
                            a nie takiego co je zostawił i dzwoni od czasu do czasu. Musisz im okazywać i
                            mówić, że je kochasz bo inaczej skąd będą to wiedziały? Powodzenia i
                            przepraszam, rusz dupę, bo nikt tego za ciebie nie załatwi. Szkoda czasu.smile)
                            • jarkoni Re: Pewnie możliwe... 10.03.05, 00:44
                              masz dużo racji vereesa...wiem co robię źle, ale poprawiam się..
        • tricolour Do Julki1800 07.03.05, 21:43
          Droga Julko,

          Zapewniam Cię, że dzwonie regularnie, ale dość rzadko i pytam, co słychac u
          mojej eksii. W odpowiedzi mam tak zdawkową wypowiedź, że mi sie odechciewa
          pytać o cokolwiek przez nastepne 30 dni... Prośba, by traktować mnie jak
          człowieka, który cos tam czuje, jest bezcelowa. Wielokrotnie SŁYSZAŁEM, że
          jestem niemile widziany, że najlepiej gdybym nie dzwonił i nie przychodził...
          Nie chcę sie powtarzać i jest mi to niemiłe, więc dam spokój temu tematowi.

          A żenujące jest nie to, że eksia bierze pieniądze na dziecko - przecież z
          czegos żyć muszą. Żenujące jest to, że TYLKO NA TO ją stać po rozwodzie. Mam
          też wrażenie, że jest to celowa niechęć - dowodów rzecz jasna nie mam, ale
          podpieram się intuicją.

          Tyle moich zdań w kwestii "relacji po rozwodzie". Lipa.
          • julka1800 Re: Do Julki1800 08.03.05, 09:57
            Nie znam Waszej historii Tricolour, ale wkurzam sie gdy ktos pisze, mowi: daje
            pieniasze żonie.
            Nie dajecie tych pieniedzy Waszym zonom tylko na dzieci do rąk żon.
            Ja nie chce złamanego grosza od M, stac mnie by utrzymac sie sama, mam 2 rece i
            prace /jeszcze/
            I o to mi chodziło.

            A to o czym piszesz: o zdawkowych odpowiedziach , niecheci itd, Moze ona nie
            chce kontaktow z Tobą. Po prostu. Nie wiem kto od kogo odchodził, ale jesli
            wyraznie mowi Ci ze niemile jej są telefony , wizyty, to ja bym to uszanowała.
            Do min ograniczyłabym kontakty, a jesli dzieci sa duze to ułatwia sprawe,
            wizyty moga odbywać sie poza ich domem,
          • akacjax tricolour! 08.03.05, 10:44
            Czy Ty nie zauważyłeś, że jesteście po rozwodzie? smile
            W zasadzie uzyskuje się go, po całkowitym rozpadzie wszelkich więzi.
            Coś Ci się nie rozpadło do końca?
            Tęsknisz? Chciałbyś z tą "niedobrą", niechcianą kobietą mieć więcej kontaktów?
            A może żal Ci, że nie reaguje na Twoje podrywy, bo po prostu chciałbyś wrócić?

            O co chodzi?
            • tricolour Re: tricolour! 08.03.05, 16:50
              Oczywiście, że się NIE rozpadło do końca. Nawet sprzeciwiłem się decyzji sądu o
              rozwodzie, ale nie dało to żadnego efektu. Mam to na piśmie...
              • hela74 Re: tricolour! 08.03.05, 19:59
                Czytając Twoje wypowiedzi, juz od dawna odnosiłam wrażenie, że jesteś
                przeciwnikiem rozwodów, że swojego nie chciałeś, no i sie potwierdziło.
                Cały czas masz pretensje do żony o to , ze się z Tobą rozwiodła?
                Przecież musiała mieć jakiś istotny powód, dla grymasu ludzie sie nie
                rozwodzą...
                • bezecnymen Re: tricolour! 08.03.05, 20:28
                  masz racje Helu..rownie istotne powody maja meżowie żadający rozwoduuncertain
                  • hela74 Re: tricolour! 08.03.05, 20:42
                    ja nie twierdzę, ze jest inaczej
              • akacjax Re: tricolour! 08.03.05, 20:43
                A jednak rozwód się odbył, czyli udowodniono Ci winę?
                • tricolour Wina... 08.03.05, 23:41
                  Nie, nie udowodniono mi winy. Udowadnianie komuś winy jest sporym uproszczeniem
                  i rodzi niebezpieczeństwa, bo zazwyczaj winni są oboje małżonkowie. Pomijam
                  jakies skrajne przypadki - rzecz jasna.
                  Ogólnie rzecz ujmując zyski i straty związane z rozwodem dziwnie się (u mnie!)
                  bilansują i zauważam, że pojawiły się nowe, nierozwiązane problemy.

                  Cały pomysł Jarkoniego na temat "Co dalej" jest wyrazem tego problemu.
                  • akacjax Re: Wina... 09.03.05, 08:47
                    A czy możesz powiedzieć na jaki rozwód ostatecznie przystałeś? Z orzeczeniem
                    winy jednej ze stron, czy bez orzekania?
          • jarkoni Re: Do Julki1800 08.03.05, 19:26
            Tricolour mam dokładnie taką samą niechęć kiedy rozmawiam z ex....Ja mam tylko
            dostarczać bilety (NBP), ale jednak kiedy bywam w starym domu to plusem jest,
            ze żona dba o dzieci i dobrze się z nimi rozumie ( oby nie przeciwko mnie, ale
            tego nie odczułem)..
    • gracjanna1 Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 08.03.05, 01:00
      Powiem tak...dopoki to swieze...raczej nie ma takiej mozliwosci...potem tez
      tego sobie nie wyobrazam...Nie mozna udawac nawet cienia sympatii do Kogos, Kto
      kiedys Cos Znaczyl...na dzien dzisiejszy nie wyciagne swej dloni do ojca
      dziewczynek, a przyszlych kontaktow sie boje, jak nie wiem co...Dzis pragne,
      zeby mi dal spokoj...
      • india8 Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 08.03.05, 10:35
        A ja myślę, że to se da. Na razie trochę się zmuszam - ze względu na dzieciaki.
        I tak dostaną tą sytuacją po pupkach, więc jakoś chcę im to ograniczyć.
        Ale i rozmawiać z nim mogę, i żartować czasem... Bo co innego mi zostało? Tak
        sobie myślę - im szybciej zacznę go traktować jak znajomego, tym szybciej dojdę
        do siebie. I na odwrót. Strasznie to pokręcone, ale jakoś tak działa.

        TYlko nie wiem czy to przyjaźnią kiedykolwiek będzie można nazwać. Gdybyśmy się
        po prostu rozstali - bez oszustwa i zdrady - pewnie przyjaźń byłaby możliwa.
        Ale tak?
        • gosiaas25 Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 08.03.05, 13:25
          na szacunek, dobre kontakty i przyjaźń trzeba sobie zasłużyć, zdobyc je i
          pielegnowac!
          to tak, jak wtedy gdy po prostu kogos poznajesz, zdobywa twoje zaufanie, jest
          miedzy wami nic sympatii,
          jesli ktos cie oszukał, zdradził, porzucil, zaniedbal itd. - gdyby byl
          przyjacielem po prostu zakonczona przyjazn
          jesli jest mężem - zakonczone małżenstwo
          nie widze mozliwosci, zadnej i nigdy na jakakolwiek przyjazn z czlowiekiem
          ktory wyrzadzila mi krzywde, psychiczna i fizyczna!
          poprawne kulturalne stosunki, to wszystko na co moge, ja osobiscie, sie
          zdobyc,i to dopiero po pewneym czasie. By nie szarpac sobie nerwów - brak
          kontaktow, jakichkolwiek.
          to moja osobista refleksja dotyczaca mojej osobistej sytuacji i mojego
          osobistego pojmowania slowa przyjazn.
          • tricolour Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 08.03.05, 16:53
            Taki radykalizm jest krótkowzroczny. W zasadzie odbiera możliwość życia z drugim
            człowiekiem w jakimkolwiek związku, bo za podłoże ma własną nieomylność...
            • gosiaas25 Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 08.03.05, 17:23
              smile
              rozbawiles mnie
              • tricolour Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 08.03.05, 18:50
                Cieszę się... smile)))
                Tym bardziej, że zdanko wyszło mocno nadęte, prawda. Hehe...
                • jarkoni Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 10.03.05, 01:16
                  Ahaaaaa, ja mam pierwszą sprawę 4 kwietnia, poniedziałek, godz 8:45....Już max
                  stres...Dostałem właśnie pismo z sądu...No cuś na odwagę poproszę...Dziwnie mi
    • janusz0704 Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 10.03.05, 09:50
      tak, to możliwe. Mieszkam z eks i naszymi dziećmi, jesteśmy 6 lat po
      rozwodzie, po roku zeszliśmy się na 4 lata, a po tym okresie dowiedziałem
      się, że znowu jestem "nie taki", i że od teraz nie będzie mi prać, gotować,
      sprzątać, i dawać d..( tak jakby to wcześniej robiła) w zasadzie bez podania
      przyczyny. Zostaliśmy przyjaciółmi z przymusu tzn. brak kasy, bo mógłbym się
      wyprowadzić np. pod most ale w mojej okolicy wszystkie są już zajęte. Być
      przyjacielem w takiej sytuacji to bardzo trudne ale do wykonania, zwłaszcza jak
      nie ma środków do zmiany obecnej sytuacji. I jeszcze kwestia dzieci - 13 letni
      syn niewątpliwie potrzebuje ojca na codzień a nie w weekend czy w terminie
      dostarczenia alimentów.
      • akacjax Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 10.03.05, 10:06
        I żadne z Was nie ma nikogo?
        • janusz0704 Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 10.03.05, 10:55
          akacjax napisała:

          > I żadne z Was nie ma nikogo?
          Ja nie mam, ona - teraz nie wiem, bo jeśli był to ktoś od niej z pracy
          • akacjax zastanawiam się -przeniesione 10.03.05, 11:18
            Czy gdybyście mogli się rozstać mieszkaniowo, też tak często chcielibyście
            się widywać?
            Czy osobno gotujecie? W jednej kuchni, pożyczacie sobie cukier?

            Tak sobie myślę, że ja dlatego tak długo trwałam w tym pustym związku, by
            sobie udowodnić, że nie ma sznas na nic.
            Gdy zamkną się drzwi za moim jeszcze-mężem, (wtedy to już będzie ex),
            niepredko zechcę dobrowolnie się z nim zobaczyć.


            • janusz0704 Re: zastanawiam się -przeniesione 10.03.05, 13:41
              Gdybyśmy rozstali się mieszkaniowo pewnie nie widywalibyśmy się częściej niż to
              potrzebne. Gotujemy (z mojej strony to za dużo powiedziane) osobno, oczywiście
              w jednej kuchni, staram się nic nie pożyczać od eks, część jest jeszcze wspólna
              chociaż z biegiem czasu coraz mniej takich rzeczy. Nie jesteśmy razem - to boli
              ale przeszedłem nad tym faktem do porządku dziennego i jakoś staram się
              istnieć.
      • julka1800 Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 10.03.05, 10:54
        nie wiem co powiedzieć, a raczej powiedziałabym dużo, ale zabraknie tu chetnych
        na czytanie

        jestem pod wrazeniem....
    • anja_pl Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 10.03.05, 15:30
      mozliwe wtedy, gdy juz nie ma miłości u żadnej ze stron. Ja mojego jeszcze męża
      nie chcę oglądać, boli mnie dźwięk jego głosu, zapach, widok. Najchętniej bym
      juz go nidy w życiu nie oglądała, ale mamy dzieci. Córka nie chce z nim spędzac
      czasu, syn jeszcze tak, miał nadzieję na powrót, ale tatuś pozbawił go złudzeń.
      Nie walczyłam o dzieci, bo pewnie bym walczyła, mąż się sam wyprowadził, nie
      zapytał nawet o nie. Dzieci są ok od poniedziałku do środy, po południu, potem
      nie ma czasu, bo do szmaty musi jechać. Długie weekendy? Tatuś ma inne plany.
      Tak jak mocno go kochałam, tak mocno go nienawidzę.
      Piszesz,że tylko kasa się liczy, mój sam sobie postanowił, ile będzie płacił na
      dzieci, bo tyle dostaje jego szmata od swojego byłego, a i tak ociąga się z
      regularnym płaceniem. Ani jedna złotówka z alimentów nie idzie na mnie. Sama
      potrafię się utrzymać z moich dochodów. Teraz jest kiepsko, bo musiałam kupić
      olej, ale w następnym miesiącu może sie uda już coś zaoszczędzić na wakacje i
      spłacić długi. Chodzę w płasczu 8 letnim, buty na zimę kupiłam sobie za 59 zł -
      gumowe śniegowce, troche się ze mnie w pracy nabijają, ale mówię, że ja prawie
      na wsi mieszkam i śniegu, błota (wybierz odpowiednie do pory roku) pod
      dostatkiem. Nieuczciwość mojego męża i jego egoizm to powody dla których
      przyjaźni być nie może. Podziwiam kobietę, która przekonuje dziecko,że tatuś je
      kocha, ja już na to nie mam siły. Mój mąż też mówi, że kocha dzieci, tylko mu
      czynów na udowodnienie brakuje. Tak to boli, że nie mam ochoty na zakładanie
      nowego związku. Podsumowując: mój mąz i ja byliśmy przyjaciółmi, teraz jest dla
      mnie największym wrogiem.
      • ulkar Re: Kocha dzieci ........ 11.03.05, 18:53
        Ktoś (nie ważne mężczyzna czy kobieta), kto rozwala dzieciom rodzinę, burzy ich
        spokój i poczucie bezpieczeństwa, przedkładając ponad dobro dzieci
        swoje "szczęście" (w cudzysłowie, bo najczęściej kończy się szybko - przykład
        jarkoniego mamy tu jak znalazł), nie powinien mówić, że kocha dzieci. Kocha tak
        naprawde tylko siebie... Njłatwiej i najgupiej (sorry za neologizm) jest
        burzyć, trudniej pielegnowac i budować ...
        • jarkoni Re: Kocha dzieci ........ 12.03.05, 00:23
          ulkar, mały wtręt, to moja żona chciała rozwodu....Chcesz spytać czemu? Dam Ci
          jej komórkę...Być może już zbudowałem to co miałem i mogę odejść...Smutne ale
          prawdziwe
          • akacjax Re: Kocha dzieci ........ 12.03.05, 07:52
            A co miała się cieszyć, że tatuś znalazł pocieszenie w innych ramionach?
            Śmieszy mnie mieszanie uczuć i kasy.
            Najpierw dajesz, a za chwilę narzekasz, że dałeś za dużo. Pamiętaj połowa
            majątku jest nadal Twoja.
            • tricolour Kasa 12.03.05, 10:13
              Ale Wy macie hopla na punkcie pieniędzy. Kiedy mi mówiono, że kobiety, to
              materialistki, to nie wierzyłem.
              Zostałem jednak oświecony i nawiedzony. Wracam do wiary smile)
              • akacjax hopla, hopla 12.03.05, 13:36
                A faceci mają hopla na punkcie: " tyle kasy dawałem, daję i dlaczego ona mnie
                nie kocha i nie jest taka jakbym chciał".

                • tricolour A ja nie chcę... 12.03.05, 14:34
                  ... się spierać. Miłego weekendu! smile
                • jarkoni Re: hopla, hopla 12.03.05, 14:56
                  Nie chcę żeby mnie kochała, ale ten wyścig do kasy mnie przeraża...Jestem
                  człowiekiem, a nie maszyną do robienia i oddawania pieniędzy...
                  • jarkoni Re: hopla, hopla 12.03.05, 15:02
                    PS daję i będę dawał tyle, zeby wystarczało, nawet jeśli sąd zasądzi mniej...Bo
                    to moje dzieci..
                    Mówiłem już wcześniej...Kobiety, chyba każdy z tych 3 facetów co tu pisze nie
                    jest wart agresji...Coś czuję, ze my własnie normalni i dbający o dzieci
                    jesteśmy...Może jakoś ściągnąć tu tych extremalnie złych...Niech coś napiszą,
                    niech się tłumaczą..Pewnie sam ich zaatakuję..
                    • bezecnymen Re: hopla, hopla 12.03.05, 15:17
                      a znasz takich, co sie sami podłożą pod bicie???smileco tam.... niech sie kobiety
                      wyżalą, na pewno maja gorzej niz mysmile
                      • jarkoni Re: hopla, hopla 12.03.05, 15:32
                        No ci źli sie nie odezwą..Co ciekawe, generalnie faceci jakoś unikają tego
                        forum..Czyżbym był jednym z nielicznych, którego porusza rozwód?
                    • akacjax nie zastanowiło Was, że ... 13.03.05, 11:12
                      Kobiety piszące tu uważają, że albo nadinterpretujecie postawę kobiet wobec
                      pieniędzy na dzieci od Was, albo dajecie z żalem, że tyle dajecie. Niby mówicie
                      jedno(może nawet tak czujecie), a piszecie co innego, a przynajmniej piszecie
                      tak, że my kobiety odbieramy to jako utyskiwanie.

                      Ktoś już zrobił kasę na twierdzeniu, że mówimy różnymi językami. Trudno się
                      dogadać, jeżeli nie wiemy jaką melodię słów słyszy odbiorca.
                      Trudno stale tłumaczyć, co się ma na mysli, ale trzeba. Sama borykam się z tym.
                      Mam taką barwę głosu(sposób emisji), że nie mając zamiaru wyrażać jakichkolwiek
                      pretensji do drugiej osoby, mogę tak być zrozumiana. Świadomość tego ułatwia mi
                      takie prowadzenie rozmów, że jasno przedstawiam swoje stanowisko.Ale musiałam
                      się tego nauczyć. Wy też możecie.

                      Może poza tym najwyższa pora pogodzić się z rozwodem. Nie czuć się urażonym, że
                      nie wyszło, przestać myśleć kategorią :"tak się starałem, a ty teraz mówisz -
                      nie!"

                      • bezecnymen Re: nie zastanowiło Was, że ... 13.03.05, 11:26
                        że często inaczej odbiorca rozumie nasze słowa, z tym sie musze zgodzić, sam
                        tez często się z tym spotykam
                        ale odnośnie nadinterpretacjismile
                        czy zauważyłaś, że nie tylko faceci tutejsi emocjonalnie reagują na pewne
                        sformułowania lub ogólniejsze wnioski?to tez skutek własnych przeżyć, pewne
                        skojarzenia z własną sytuacją czy doświadczeniamismile....mówic
                        jasno...jednoznacznie.. tez bym chciał, ale nie zawsze jest pod ręka
                        odpowiednie słowo, a w dodatku nasz język nader często posługuje sie pojeciami
                        wieloznacznymi, jeśli dołożymy subtelną ironię, złosliwość i tp podtexty to
                        mozna się pogubićsmile
                        ja mam między innymi wadami maniere mowienia półżartem nawet o sprawach
                        powaznych, wielu ludzi to denerwuje, wielu prowokuje, jeszcze inni się
                        obrażają...cóż juz taki jestem wrednytongue_out
                        • akacjax Re: nie zastanowiło Was, że ... 13.03.05, 11:46
                          Zapewne to może denerwować, zwłaszcza gdy zmusza do myślenia, poza tym trudno
                          jednoznacznie lub dwuznacznie pisać, rozmowa (żywa)zawiera przecież
                          intonację+dodatek mimiki i mowy ciała.

                          Mój jeszcze mąż też twierdzi, że ja tylko kasę chcę. Gdybym nie miała na
                          utrzymaniu dwóch chłopów, co i zjeść potrafią wiecej od ojca i ubrać chcą się
                          dobrze-taki wiek, to nie potrzebowałabym ani grosza od niego. A sama żyłabym na
                          niezłym poziomie, ale cóż nie kupisz dziecku butów, czy odmówisz lekcji jak
                          chce? Nie, odmawiam sobie i juz mi wsyd, bo rodzina jak widzi mnie non stop w
                          tych samych rzeczach, to myśli, że przymieramy głodem.
                          I tylko mąż tierdzi, że za dużo wydaję. A tak przydałoby się coś poremontować w
                          domu, a już nie ma z czego. A ja chcę od niego tylko alimentów-ja? moje dzieci.
                          Ja tylko ich reprezentuję. Mam ze starszym synem umowę, że gdy zda maturę, to
                          alimenty od ojca będę przelewać na jego konto, ale wtedy nie obchodzi mnie, czy
                          kupił bilet, czy ma na ubranie, czy przehulał. Ja dam mu wikt i opierunek.
                          Zobaczymy, jak sobie będzie radził.

                          Największe emocje występują w sprawach świeżych, gdy kobieta nagle odkryła
                          romans, albo mąż odszedł. Potem to wycisza się.
                          Emocje towarzyszą też podziałowi majatku. Dopóki tego nie załatwi się pozostaje
                          niesmak, niejasność,niepewność... wiecie o co chodzi, teraz brak mi właściwego
                          słowa.

                          W sumie jeżeli to trwa i trwa(ten podwyższony poziom emocji), to pokusiłabym
                          się o stwierdzenie, że ta osoba jest na najlepszej drodze do załamania
                          nerwowego, a to już może zaszkodzić również dzieciom.


      • tricolour Szmata. 11.03.05, 19:44
        To, że były mąż zachowuje się skandalicznie, to nie powód, aby jego kobietę
        nazywać szmatą. Może okazać sie całkiem sympatyczną osobą...
        A i Twoja wypowiedź wiele straciła na tych epitetach.
        • india8 Re: Szmata. 11.03.05, 19:57
          szmaty też bywają sympatyczne, zależy z czego je robią...
          np. takie flanelowe są całkiem całkiem

          a ja nie rozumiem tri, dlaczego sie kobiety czepiasz
          ma prawo do nazywania tamtej jak chce
          nikogo tym nie krzywdzi (no bo przecież nie szmatę), a może sobie ulży

          dali Jej to prawo na złotej tacy
          • tricolour Prawo 11.03.05, 20:13
            Od kiedy agresja jest uprawniona? Bo obrażanie, to forma agresji...
            • akacjax Re: Prawo 11.03.05, 20:21
              Jestem zdania, że gdyby facet nie chciał, nie szukał przygód, to "ta druga" nie
              miałaby szans.
              Nigdy nie powiem, że to tylko wina zewnętrznego ataku.
              A czy to tkwi w mężczyznach, czy zaczyna się w chwili słabości, czy z powodu
              kłopotów z komunikacją miedzy małżonkami....to juz inny temat.
              • india8 Re: Prawo 11.03.05, 20:38
                akacja, masz rację, tylko że czasem zdarzają się sytuacje, w których na
                człowieka z różnych stron zwala się tyle problemów, że staje się podatny na ...
                pewne wpływy
                dzieje sie tak, mimo że nie szuka przygód
                wtedy to jest wybór "tej drugiej"
            • india8 Re: Prawo 11.03.05, 20:34
              ja wiem, że teoretycznie żyjemy w państwie prawa, ale ludzie to ludzie, a nie
              cyborgi
              być może uznajesz to za niskie, ja jednak sądzę, że w pewnych sytuacjach
              człowiek nie tylko ma prawo się wściekać, ale i wyrażać swoje negatywne emocje
              (tutaj werbalnie, więc tym bardziej nie ma o co kruszyć kopii)
              • tricolour :)))) 11.03.05, 20:46
                OK. Niech bedzie wink)))
                • india8 Re: :)))) 11.03.05, 20:52
                  tak łatwo?
                  smile
                  • tricolour Re: :)))) 11.03.05, 20:53
                    Facet to dość prosta konstrukcja smile
                    • india8 Re: :)))) 11.03.05, 21:02
                      kilka lat temu też tak myślałam, ale nie dam sie nabrać po raz drugi
                      faceci to kosmici!!!
                      smile
                      • tricolour :P 11.03.05, 21:09
                        Z wdziękiem zbliżasz się do prawdy... ;P
                        • india8 Re: :P 11.03.05, 21:14
                          no dobrzewink
                          wyjaw mi te prawdę ...
                          • bezecnymen Re: :P 11.03.05, 21:20
                            tak za darmo??tongue_out
                          • tricolour Prawda? 11.03.05, 21:21
                            No... że z człowiekiem można wszystko, ale widelcem.
                            • india8 Re: Prawda? 11.03.05, 21:28
                              to Ty jednak faktycznie masochista jesteś, tri ...

                              opowiedz coś bliżej, bo ja na tym polu nie mam doświadczenia, a teraz, kiedy
                              człowiek już prawie wolny, należałoby poszerzać horyzonty
                              • jarkoni Re: Prawda? 12.03.05, 00:33
                                Nie ma sensu zabierać głosu...Ale gdyby wszystko było super to chyba żaden w
                                miarę normalny facet nawet nie myślałby o poznawaniu kogokolwiek innego... Tak
                                zwana odwieczna prawda i warto się z tym pogodzić...Znowu jestem be?
                                • india8 Re: Prawda? 12.03.05, 06:51
                                  jakie super, jarkoni, jakie super

                                  powtórzę - nikt nie jest cyborgiem; ludzie maja problemy, które trzeba
                                  rozwiązywać, a nie wypinać sie na nie i ładowac w nowe

                                  sielanka czasem się pojawia, czasem sie kończy, ale potem znowu pewnie przyjdzie

                                  jeśli się odpuszcza na pierwszym większym zakręcie,to - szkoda gadać
                                • vereesa Re: Prawda? 12.03.05, 14:41
                                • vereesa Re:super... 12.03.05, 14:50
                                  chyba nie znam zwiazku w ktorym wszystko i zawsze jest super...nawet tak zwane
                                  dobre malzenstwa maja kryzysy czasami glebokie jak row marianski...to nie tak
                                  jarkoni, ze ma byc super na to zeby bylo dobrze, milo, serdecznie,
                                  przyjacielsko itd juz trzeba ciezko zapracowac ale super? Ech, zejdz na ziemie.
                                  Powodzenia
                                  • jarkoni Re:super... 12.03.05, 15:24
                                    veressa, nie wiem ile razy Ty schodziłaś na ziemię...Ja miałem kryzysów bez
                                    liku..Nie chcę tu się spierać ile Ty kryzysów a ile ja, ile lat Twoje
                                    małżeństwo z kryzysami a ile moje..Już to wszystko pisałem wcześniej..Nie muszę
                                    mieć super, nikt tak chyba nie ma na dłuższą metę..Miłość taka gorąca i
                                    szaleńcza jakby przeradza się z czasem w przyjaźń, szacunek, przywiązanie,
                                    poczucie bezpieczeństwa, dbałość o dzieci...Na tym polega związek i
                                    rodzina..Może Ty czujesz to inaczej, ale ja własnie tak..Nie wiem co dla Ciebie
                                    jest kryzysem, trudno to zdefiniować..Ale u mnie było zbyt
                                    wiele "kryzysów"...Wierz mi wiele zwalczonych...Powtarzam, nigdy nie było
                                    awantur, jesteśmy inteligentni w miarę i dobrze wychowani..Nie wiem ile masz
                                    lat i jaki hmm staż małżeński, ale proszę tak prostych rad nie udzielaj...To
                                    rady typu: będzie dobrze, czas leczy rany itp...
                                    Ja już dawno zszedłem na ziemię...
                                    Powodzenia
                                    (w sumie nie wiem dlaczego mi życzyłaś powodzenia, czego to niby miało
                                    dotyczyć,powodzenia w sprawie rozwodowej? Dzięki wielkie...Czy powodzenia w
                                    schodzeniu na ziemię?)
                                    Pozdrawiam i Tobie też powodzenia
                                    • vereesa Re:super... 13.03.05, 10:31
                                      Ok. nie bede ci wiecej "udzielc rad" i nie taki byl moj cel, to raczej reakcja
                                      na uzywanie slowa "super" w kontekscie malzenstwa.
                                      A co do mnie to mam 37 lat a moje malzenstwo 16.
                                      A powodzenia zycze ci we wszystkich poczynaniach i nie wkurzaj sie tam na to co
                                      ci ludzie pisza bo szkoda zdrowia. Ja obiecuje nie przysparzac ci juz powodow
                                      do nerwow swoimi "radami"
                                      Czesc.
                                      • jarkoni Re:super... 13.03.05, 12:31
                                        vereesa, czy mówiąc cześć sugerujesz, że już się do mnie nie odezwiesz? Mam Cię
                                        przepraszać za to, że mam własne zdanie? Tak właściwie to nie odpowiedziałaś na
                                        moje argumenty, tylko się obraziłaś chyba, obiecałaś że już mi nie będziesz
                                        radzić i powiedziałaś "cześć"...Na pewno masz tyle lat ile napisałaś? Cześć
                                        • india8 Re:super... 13.03.05, 13:40
                                          nisko, jarkoni, niziutko
                                • neell5 Re: Prawda? 14.03.05, 11:25
                                  ja się z Tobą zgadzam
        • anja_pl Re: Szmata. 14.03.05, 09:23
          nie wiesz jak było, i czyjej inicjatywy zaczał się romans mojego męża, ja wiem,
          to uprawnia mnie do nazywania jej szmatą,
          gdyby była miła i sypmatyczna to nie musiałaby by szukać faceta, sam by się
          znalazł
          • bezecnymen Re: Szmata. 14.03.05, 10:00
            noooo fakttongue_out
            facet to nie grzyb, który trzeba znaleźć i sprawdzić czy korzeń ma zdrowysmile
            • india8 Re: Szmata. 14.03.05, 12:32
              bezecny, co Ty sie ostatnio taki grzybiarz zrobiłeś?
              • bezecnymen Re: Szmata. 14.03.05, 15:26
                proste skojarzenie..ja juz stary grzybsad
            • anja_pl Re: Szmata. 14.03.05, 13:12
              smile)))))00
              • neell5 Re: Szmata. 14.03.05, 13:37
                mój mi oświadczył ze się zakochał
                (i co z tą pannicą zrobić?)
          • tricolour Szmaty ciąg dalszy. 14.03.05, 17:49
            Znasz takie powiedzenie, że kto atakuje, ten godzi sie obrywać?
            Nie dziw się, kiedy pod Twoim adresem polecą epitety. A kiedy tak sie stanie
            (czego Ci nie życzę, bo nieprzyjemnie), to przypomnij sobie swoje zachowanie.
            Wtedy będzie sprawiedliwie. tongue_out
            • figur_ka Re: Szmaty ciąg dalszy. 14.03.05, 17:58
              tricolour napisał:
              > Znasz takie powiedzenie, że kto atakuje, ten godzi sie obrywać?
              > Nie dziw się, kiedy pod Twoim adresem polecą epitety. A kiedy tak sie stanie
              > (czego Ci nie życzę, bo nieprzyjemnie), to przypomnij sobie swoje zachowanie.
              > Wtedy będzie sprawiedliwie. tongue_out
              ----------------------------------------------------------------------
              sa w życiu pewne sytuacje, które usprawiedliwiaja
              zachowania "niekulturalne","niegrzeczne" trudno zachować szacunek do osoby,
              która robi nam krzywdę, szkodzi nam, choć my nic złego jej nie
              uczyniliśmy.....nazwanie kochanki męża "szmatą" i tak nie jest dostatecznym
              zadośćuczynieniem za to, ze ta pani jest przyczyną rozbicia naszego małżeństwa,
              rodziny.......
              • tricolour Mam inne zdanie. 14.03.05, 18:04
                Figur_ko! Mnie nie chodzi tylko o tą panią-szmatę. Szkoda mi autorki tej
                niefortunnej wypowiedzi, bo traci w moich (a może i nie tylko moich) oczach.


                • figur_ka Re: Mam inne zdanie. 14.03.05, 19:09
                  tricolour napisał:
                  > Figur_ko! Mnie nie chodzi tylko o tą panią-szmatę. Szkoda mi autorki tej
                  > niefortunnej wypowiedzi, bo traci w moich (a może i nie tylko moich) oczach.
                  ______________________________________________________________________
                  Tri, daj autorce prawo ( nawet, jak sie z tym nie zgadzasz ) do uzywania
                  pewnych określeń, epitetów, które najlepiej oddają jej stan emocjonalny......
                  Kiedy mamy w sobie i dobre i złe uczucia ...jesteśmy bardziej
                  ludzcy...autentyczni
                • anja_pl Re: Mam inne zdanie. 15.03.05, 09:51
                  trudno tri, stracę w twoich oczach ( a może i nie tylko Twoich), nie zależy
                  mi,... zależy mi jedynie na dzieciach
                  a przynajmniej jestem sobą, nie udaję, że wszystko jest ok, bo nie jest, mam
                  swoje uczucia i je wyrażam, nie chowam głowy w piasek i mówię,że przyjaźń jest
                  możliwa, bo dla mnie nie jest, za dużo filmów amerykańskich się naoglądaliście?
                  tam wszystko łatwo i przyjemnie, a dzieci nic a nic nie cierpią,
                  a ja codziennie widzę ich smutek, i musze byc wesoła, bo one doskonale
                  odczuwają moje nastroje i wtedy jest jeszcze gorzej,
                  nie jestem nieatrakcyjna, zup nie przesalam, mam mnóstwo kolegów, kilku
                  przyjaciół , nie za wiele koleżanek, i niech tak zostanie, nie chcę żadnego
                  nowego związku,


    • hondja Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 14.03.05, 14:14
      Jak kochając kogoś ponad dwadzieścia lat, dostajesz obuchem w głowę to gatka o
      przyjaźni jest już tylko nieprzyzwoita
      • neell5 Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 14.03.05, 14:37
        mój były próbował tej opcjii (nigdy w życiu)brakło mi wyrozumiałości
    • hondja Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 14.03.05, 14:23
      no to przyjaźnijmy się z kimś, kto przed chwilą całował, a teraz kopie
      elegancko- bo mu zależy już tylko na dobrym mniemaniu o sobie
      • india8 Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 14.03.05, 14:53
        jakże proste i jakże prawdziwe
        przerażająco
        • neell5 Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 14.03.05, 15:01
          nic mnie tak nie dobija jak, wymyślanie powodów dlaczego musiał tak zrobić
          • tricolour Może... 14.03.05, 17:46
            ...miał Cie dość.
            Znalazł sobie kogoś, z kim sie lepiej dogadywał i zaczęło się...
            • jarkoni Re: Może... 14.03.05, 17:52
              tri podpadasz kobietom...Nie mówisz tego, co chciałyby usłyszeć...Strzeż się
              • tricolour Re: Może... 14.03.05, 17:55
                Nie boję się... bardzo smile)))
                Mam przewrotny (czasem) punkt widzenia. Kiedy panie żalą się na złych mężów,
                którzy je zostawili, to zastanawiam się kiedy któraś napisze o swojej winie,
                wadach, zaniedbaniu, zaniechaniu...
                Powiem Ci, że jakoś nie czytam tutaj takich wypowiedzi... A przecież w czymś ta
                nowa jest lepsza od starej żony. Czyli stara żona jest w czymś gorsza... W czym?
                • jarkoni Re: Może... 14.03.05, 18:03
                  Ostrzegam Cię poraz kolejny...Dotykasz tematu, którego one nienawidzą i nie
                  dotkną...Albo rozszarpią Cię i zjedzą jeszcze pulsującego..Nie ma opcji
                  jakiejkolwiek winy żony, zrozum to w końcu smile)
                  • tricolour Jarkoni! 14.03.05, 18:05
                    Jak wróce do domu z pracy, to założe taki wątek. Właśnie mnie przekonałeś, bracie!
                • bezecnymen Re: Może... 14.03.05, 18:23
                  proste
                  jest stara
                  nieatrakcyjna
                  ciągle to samo w dzień i w nocy
                  znowu pomidorowa przesolona(ileż mozna udawac że jest mniamusna?)
                  • kasiar74 Re: panowie 14.03.05, 19:31
                    punkt widzenia zależy od punktu siedzenia
                    poza tym czemu te okropne zony niejednokrotnie odnajdują jeszcze kochających
                    partnerów?
                  • neell5 Re: Może... 15.03.05, 07:45
                    Ps. nie przesalam zup
                • neell5 Re: Może... 15.03.05, 07:33
                  masz rację moja wina polegała ze bałąm się zrobić to pierwsza ( bo dzieci , co
                  rodzina powie) teraz to czniam. Mojego (kochanego) byłego męża szlak trafia bo
                  doskonale radzę sobie sama (upss a myślał ze jest niezastąpiony),mało myślał ze
                  będę prosiła aby wrócił (znowu doznał szoku), bo jest mi zupełnie obojętny.
                  A tak na marginesie nie jestem stara i brzydka ( i nie mam problemu aby znaleść
                  sobie faceta)
                  • tricolour Facet 15.03.05, 14:12
                    Skoro nie masz problemu, by znaleźć sobie faceta, to skąd Ci przyszło do głowy,
                    by o tym pisać?
                  • jarkoni Re: Może... 15.03.05, 17:52
                    neell kiedy mówiłaś, że bałaś się zrobić to pierwsza, tzn bałaś się pierwsza
                    znaleźć sobie kogoś, zanim on sobie znajdzie? Taki atak uprzedzający działanie
                    drugiej strony?
                    • neell5 Re: Może... 16.03.05, 07:45
                      Czego miałam się bać? Nie bałąm się znaleść sobie kogoś ,ale jestem osobą
                      odpowiedzialną i nie boję sie ponosić konsekwencji ( a dzieci to -
                      odpowiedzialność). Z perspektywy cieszę się ze tak się stało. On
                      jest"szczęsliwy" a ja wolna
                • hondja Re: Może... 15.03.05, 13:59
                  Nowa jest lepsza, bo żar i ogień- tak usłyszałam.Był bardzo chory i
                  przepraszam, że szalałam z rozpaczy, co z nim będzie, zamiast myśleć stworzyć
                  ten żar.
                  • monami5 Możliwe jak najbardziej!! 30.11.05, 06:10
                    Jasne, ze to jest wykonalne: byc przyjaciolmi z exem. Ja tak mam i sie ciesze!..... spotykamy sie czasem,
                    pogadamy, wypijemy winka jak za dawnych czasow tylko juz nie jestesmy razem. Polecam kazdemu
                    takie rozwiazanie sprawy, jesli jest to oczywiscie mozliwe.
                    • brzoza75 każdy ma inaczej 30.11.05, 07:31
                      wow poczytałam tę goraca dyskusję...
                      w kwestii alimentów, każda z nas i każdy z nas ma inną sytuację, nawet miejsce
                      zamieszkania ma swoje plusy i minusy w kwestii wydatków, moja mała ma 5 lat, we
                      wrześniu zaczełyśmy 3 grupe w przedszkolu koszt samego września wyniósł mnie
                      500 złotych, składki , przybory rysunkowe, ubezpieczenie, teraz 347 miesięcznie
                      i tak udało mi się wynegocjować że na pewne zajęcia nie będzie chodzić bo nie
                      mam na to pieniędzy, mój mąż był wtedy przy rozmowie mojej z jedną z mam z
                      przedszkola, widziałam jak się poczuł ale nic nie zrobił, owszem kiedy zabrał
                      Olę na weekend dostała lalkę Barbie....a ma ich już sporo , nie ważne, każda
                      jesień i zima to wydatki dla malucha, wyrasta z butów, rękawiczek, kombinezonu,
                      czapki,bluzek, spodni, dzieci rosną..., poza tym zostawił mnie z kredytem, 400
                      miesiecznie do 2008 roku, sprzedał samochód i kasę wziął dla siebie, za nim ja
                      cokolwiek odzyskam minie dużo czasu..., stać mnie na wiele, ale czułam się tak
                      upokorzona kiedy zabrakło mi na leki dla małej i wysłałam smsa z prośba o
                      pożyczkę i nie otrzymałam odpowiedzi że nawet nie pytajcie...poszłam do banku i
                      wzięłam 500 kredytu.Na razie nie wyobrażam sobie przyjaźni, jak pisałam
                      wyciągałam rękę, poza tym my przed sprawą, z jego winy, będę walczyć o siebie i
                      swój spokój, za długo żyłam z myślą że prowokuję jego agresję i to moja wina że
                      uderzył.Są różne aspekty rozstań, alimentów, nauczyłam się tu jednego, z
                      czasem , długim czasem wszystko się układa, może kiedyś i u mnie.
    • berek_76 Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 01.12.05, 22:22
      > Czy to możliwe? W kobiecych pismach czytałem, że możliwe a nawet wskazane,
      > szczególnie jeśli macie dzieci...

      Na pewno zależy od tego jak się rozstaliście. ja nie wyobrażam sobie
      przyjacielskich kontaktów z moim mężem, niestety. Bo on nie jest moim
      przyjacielem. Jest osobą, która zawiodła moje zaufanie, zraniła mnie do żywego i
      tego nic nie zmieni.

      Czy wskazane? To zależy ( wink ). jesli nie ma dzieci, to ja osobiście nie widzę
      w ogóle sensu ani potrzeby, ale co kto lubi. Jesli są dzieci, to co innego. Na
      pewno wskazane jest, aby istniał uczciwy przepływ informacji między rodzicami
      dzieci. jesli to tylko możliwe, pewnie byłoby nieźle, gdyby rodzice mogli
      wspólnie urządzać dziecku urodziny czy bywać na imprezach w przedszkolu.

      Ale...! Bo jest ale. Otóż wcale nie jestem przekonana, że im większa przyjaźń,
      tym lepiej. Z kilku powodów.

      1) Jeśli jedna strona zachowała się w sposób naganny (zdradziła, porzuciła czy
      też popełniła coś innego karygodnego), to utrzymywanie przyjacielskich kontaktów
      może zostać odebrane przez dziecko jako akceptacja dla tych czynów. jako sygnał
      "nie ma nic złego w zdradzie", skoro rodzice nadal razem kawkę piją i opowiadają
      sobie dowcipy. W takiej sytuacji ja byłabym jednak zwolenniczką uprzejmego
      chłodu. Trudno, c'est la vie, miło pomarzyć, ale nie da się mieć wszystkiego.

      2) Nie wiem, czy sytuacja, w której tworza się wielopiętrowe rodziny (tatuś,
      mamusia, nowy mąż mamusi, nowa żona tatusia, nowy synek tatusia, synek nowej
      żony tatusia... uncertain ) pozwala dziecku na poczucie stabilizacji. Wydaje mi się,
      że jednak kiedy rodzice się rozchodzą, nieco sztuczne jest utrzymywanie
      wrażenia, że nic się nie zmieniło. raczej wydaje mi się, że trzeba dziecko
      przyzwyczaić do tego, że niestety zmieniło się wszystko i musimy żyć inaczej.

      Więć jeśli "rozstani" odczuwają potrzebę pozostawania w przyjaźni, to tylko
      cześć i chwała im za to. Ale na pewno nie jest tak, że w jakichś sytuacjach jest
      to za wszelką cenę i na pewno niezbędne. Wymuszone pozory przyjaźni to nie jest
      przyjaźń i dobro dziecka na tym bardziej ucierpi niz zyska.

      IMHO suspicious

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • porucznikk Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 02.12.05, 10:13
        berek_76 napisała:

        > Jesli są dzieci, to co innego. Na
        > pewno wskazane jest, aby istniał uczciwy przepływ informacji między rodzicami
        > dzieci. jesli to tylko możliwe, pewnie byłoby nieźle, gdyby rodzice mogli
        > wspólnie urządzać dziecku urodziny czy bywać na imprezach w przedszkolu.
        To zależy od obopólnej dobrej woli i myśleniu, że na pierwszym miejscu lokuje
        się dobro dziecka. Z moich obserwacji wynika, że najczęściej z dzieciaka robi
        się piłeczkę do ping ponga.
        >
        > Ale...! Bo jest ale. Otóż wcale nie jestem przekonana, że im większa przyjaźń,
        > tym lepiej. Z kilku powodów.
        > to utrzymywanie przyjacielskich kontaktó
        > w
        > może zostać odebrane przez dziecko jako akceptacja dla tych czynów. jako
        sygnał
        > "nie ma nic złego w zdradzie", skoro rodzice nadal razem kawkę piją i
        opowiadaj
        > ą
        > sobie dowcipy. W takiej sytuacji ja byłabym jednak zwolenniczką uprzejmego
        > chłodu. Trudno, c'est la vie, miło pomarzyć, ale nie da się mieć wszystkiego.
        Prawda, też o tym myślałem. Znów trzeba wybierać mniejsze zło.
        > wydaje mi się, że trzeba dziecko
        > przyzwyczaić do tego, że niestety zmieniło się wszystko i musimy żyć inaczej.
        Prawda. Należy to komunikować jasno i konsekwentnie.
        > Więć jeśli "rozstani" odczuwają potrzebę pozostawania w przyjaźni, to tylko
        > cześć i chwała im za to. Ale na pewno nie jest tak, że w jakichś sytuacjach
        jes
        > t
        > to za wszelką cenę i na pewno niezbędne. Wymuszone pozory przyjaźni to nie
        jest
        > przyjaźń i dobro dziecka na tym bardziej ucierpi niz zyska.
        Gdyby istniała przyjaźń, skąd wziąłby się rozwód?
        • nangaparbat3 Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 02.12.05, 23:16
          Zmusić nikogo do przyjaxni nie mozna, nawet samego siebie.
          Ale z drugiej strony, czlowiek nie jest konsekwentny, wspołistnieją w nas rózne
          emocje i można do pewnego stopnia regulować proporcje. Wydaje mi sie, że gniew
          czy nawet nienawiść, żal i poczucie bycia zranionym bardzo łatwo się nakręcają -
          i najgorsze - mają z reguły wparcie z zewnątrz. Kiedy sie rozstawałam z mężem
          doświadczałam czegoś, na co najlepszym określeniem jest "szczucie". Mysmy sie
          rozstawali w zgodzie, z poczuciem ulgi, ze juz nie musimy mieszkać razem i
          dręczyc sie nawzajem, ale też z resztkami dobrych uczuć do siebie. Staralismy
          się, zeby to rozstanie było jak najłatwiejsze dla dziecka, ale też staralismy
          sie zadbać o siebie nawzajem. Tymczasem nasi bliscy - rodzina i przyjaciele -
          koniecznie chcieli, by to drugie było tym winnym, ba, wiedzieli, ze tak jest,
          choc my sami tak nie myślelismy.
          Ale z drugiej strony wydaje mi się, że gdybysmy przedłuzali nasze zycie razem
          (a tak naprawdę jakze bolesnie osobno), doszłoby w końcu i u nas do awantur,
          może nawet zdrady czy bicia. Też byśmy sie rozstali, za to poranieni o wiele
          bardziej i bez szansy na przyjaźń.
          Teraz jest tak, ze bardziej mogę na exa liczyć niz gdy był moim mężem. On moze
          liczyć na mnie. Bez wątpienia dla dziecka tak jest dobrze. Ale zmusić się do
          czegoś takiego nie można.
    • burza4 Re: Przyjaciel..dla ex?Możliwe? 10.12.05, 16:26
      przyjaciel ... to może za dużo powiedziane, ale dobry znajomy - z pewnością
      tak. Na tyle dobry, że zwierza mi się z problemów, zresztą pomagam mu w miarę
      mozliwości je rozwiązywać. Układ z eksem jest na tyle poprawny, że mogę mu bez
      ogródek powiedzieć "ale ty głupi jesteś" - i się nie obrazismile

      Tyle że do takich układów trzeba dojrzeć, nam doprowadzenie do takiego statusu
      zajęło znacznie dłużej niż trwało małżeństwo... Nawiasem mówiąc - właśnie
      ustaliłam gdzie najpierw będzie wigilia, i jak spędzamy resztę świąt...
      zresztą - do niedawna bywałam razem z córką na wiligiach u byłych teściów
      (teraz nie mogę bo robię za gospodynię, ale była tesciowa po cichu pomaga mi
      przygotować przystawkismile, moi rodzice i byli teściowie dzwonią do siebie z
      życzeniami...

      dla jasności - oboje jesteśmy w nowych związkach, powodów do zadrażnień
      znalzałoby się tysiące (choćby to, że od kilku lat nie płaci alimentów), ale co
      tam. Raz się żyje i szkoda tego życia na użeranie się. Kiedyś dojrzałam do
      tego, żeby odpuścić. Uświadomiłam sobie bowiem, że po 2 latach od rozwodu nadal
      analizuję jego słowa, wściekam się w myślach na to co zrobił... a przecież
      rozwodziłam się po to, żeby nie musieć się przejmować tym co robi i mówi!!!
      Wrzuciłam na luz, ustawiłam się z boku, córka nadaje ton ich kontaktom, ja się
      nie mieszam. Tzn. mieszam się sporadycznie - kiedy np. obiecuje coś młodej i
      nie dotrzymuje słowa - może liczyć na to że go opieprzę. Na szczęście teraz już
      moje słowa docierają, nie odbiera tego na zasadzie że gadam byle mu dokopać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka