Dodaj do ulubionych

Przepraszam

11.04.05, 20:56
Ogladałam własnie odcinek pogladowego serialuo zdradzie i przebaczaniu. Na
motywach tegoz serialu mam pytanko do zdradzonych - czy uslyszeliscie chociaz
raz szczere "przepraszam"? I do tych ktorzy zdradzioli - powiedzieliscie
szczerze "przepraszam"? Z pelna swiadomoscia, ze wyrzadziliscie tej druguej
osobie zdrada wielka krzywde? Nie myslac "ja taki bidny/a nieszczesliwy/a
tylko sie pocieszelem/am, a ona/on nic nie rozumie i jeszcze cos ode,mnie
chce"
Obserwuj wątek
    • kruszynka301 Re: Przepraszam 11.04.05, 21:08
      Nigdy nie usłyszałam, i podejrzewam, że eks byłby zdziwiony - za co miałby przepraszać? Ciągle mi powtarzał, jaka to wielka miłość go spotkała. Za wypowiedzi w podobnym tonie na sprawie rozwodowej doprowadził sędzinę do białej gorączki, no i wlepiła mu 3.000 kosztów - sprawiedliwośc istniejewink.

      Już większą empatią wykazała się jego kochanka, w zamian za to lojalnie ją ostrzegłam - nie skorzystaławink.
      • czekolada72 Re: Przepraszam 11.04.05, 21:36
        A propos kochanki - moj ex swego czasu poinformowal mnie, ze da jej nr mojej
        kom, zebysmy sobie porozmawialy... Ale nie odpowiedzial mi o czy niby to
        mialybysmy pogawedzic wink)))))))))
        • india8 Re: Przepraszam 11.04.05, 21:43
          moja nie miała ochoty zamienić ze mną kilku słów


          zamieniła sobie ze mną tylko brak faceta na faceta


          a miało być tak pięęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęeknie.............
          • czekolada72 Re: Przepraszam 11.04.05, 21:47
            ja nie wiem czy pomysl rozmowy byl panienki czy exa.

            U mnie panienka wymienila meza i kochanka na kochanka ktorego teraz pragnie
            zmienic na mezula

            ce la vie
    • india8 Re: Przepraszam 11.04.05, 21:24
      ja znów muszę się przyznać, że nie mam tak źle

      o "przepraszam" musiałam się wprawdzie upomnieć, ale usłyszałam je - bardzo to
      było smutne "przepraszam"

      o krzywdzie, jaką mi wyrządził usłyszałam od niego kilka razy - że wie, że mu
      przykro, że stara się teraz, żeby w tej sytuacji jakoś to było - no fakt -
      stara się - tylko co z tego?

      ale usłyszałam też: - a co, ty byś chciała, żebym ja teraz przyszedł na
      kolanach błagać cię o wybaczenie?
      i tu się mylił...


      na kolanach to by było za wysoko
      • scrivo Re: Przepraszam 11.04.05, 21:55
        przepraszam??? co wy, drogie panie, jakie przepraszam!
        ja usłyszałam, że zrobił to dla mnie, bym się przebudziła, doceniła, stanęła do walki o samca.
        "co ja ci takiego zrobiłem? no przecież jestem z tobą!"
        i cóż był zrobić? starałam się zrozumieć.
        a trzeba był za kudły i za drzwi.
        mnie niestey zachciało się jeszcze z eksem mieszkanie kupować bo jakaś malutka iskiereczka nadziei się tliła.
        no i się zrobił pożar, bo sytuacja się powtórzyła a majątek dorobkowy wspólny już był. i teraz, wio, koniku, latam po sądach z podziałem majątku bo mu się należy a zgodzić się na polubowny podział nie ma zamiaru.
        moje rogi to jest dopiero rozmiar!!! do tego kawał głupoty.
        fuj, jak niefajnie jest tak źle o sobie mysleć.
    • tricolour Szkoda... 11.04.05, 22:03
      ... ża panowie się jakoś nie wypowiadają. Zawsze ich pełno... a tutaj niet.
      • czekolada72 Re: Szkoda... 11.04.05, 22:40
        czyzby "uderz w stol, a nozyce... zamilkna"? smile))
        • tricolour Niestety... 11.04.05, 22:46
          ... tak wygląda... sad(
          • bezecnymen Re: Niestety... 11.04.05, 23:38
            sorry za spóźnienie dopiero wlazlem....a co komu po tych przeprosinach..ja nie
            przepraszalem ex ona mnie tez i wcale mi tego nie brak...ani dla jakiejs
            dziwnej satysfakcji ani dla spokoju!!! sumienia
            • tricolour Moim zdaniem... 11.04.05, 23:44
              ... nie masz racji.
              Nie chodzi o spokój sumienia, satysfakcję. Chodzi o PRZYZWOITOŚĆ !!!

              Chodzi też o sprawiedliwość. Jak się zawini, to sie przeprasza. Proste.
    • pan_niemota wywołany do tablicy 11.04.05, 23:49
      historia z perspektywy czasu:
      był moment, kiedy mocno nadwyrężyłem czyjeś zaufanie. spotkanie z kimś z netu.
      kawa, w knajpce przydworcowej.
      ale chciałem być wielki chłop, co to "zawsze może". oczywiście połówka (nie
      wiem skąd?) wiedziała że się spotkałem. no to zamiast powiedzieć "przepraszam"
      zostawiałem niedopowiedzenia. wprawdzie powiedziałem że nie skończyło się to w
      łózku, ale nie było z mojej strony wyraźnej deklaracji przeprosin. Przez bardzo
      długi okres czasu moja miała różne w związku z tym myśli (czego oczywiście nie
      dostrzegałem, ja wielki men który moze wszystko i zawsze i bez gadania mi tam)
      nie potrafiłem przeprosić.

      Po jakimś czasie, gdy stosunki miedzy nami były juz na prawdę złe się
      rostaliśmy. a przed samym rozstaniem było na prawdę gorąco. i nie z tej strony
      co trzeba.
      krótko mówiąc - widzieliśmy się średnio raz, czasem dwa na miesiąc. niby się
      dogadywaliśmy, ale ciągle tryby nie mogły zaskoczyć. Przyszedł moment, że było
      dużo zazdrości, duża odległość, mało kontaktu. Jak łatwo się domyśleć, był to
      ostateczny moment na to żeby cokolwiek z tym zrobić. zaczęło nam się coraz
      lepiej układać, tzn zaczeliśmy więcej rozmawiać i coraz bliżej być. na prawdę
      zaczęło się lepiej układać.
      specjalnie piszę jak najszerzej, zeby każdy mógł wyobić sobie obiektywnie
      zdanie a nie mieć tylko moją subiektywną ocenę
      praktycznie z końcem "zimniejszego" okresu rozstania połówka mocniej
      zastanawiając się nad dalszym życiem zaczęła się rozglądać. wpadło jej do
      głowy, że najlepiej zacząć od seksu z kimś "przygodnie spotkanym". Nie
      wiedziała, jak się ze mną ułoży. drążyła temat "internetowo", chociaż nie
      wykorzystywała okazji.
      Zaczęło między nami być na prawdę dobrze. Wrócił spokój. Wróciły tematy
      powrotu, wspólnego dalej bycia, zostały podjęte decyzje w związku z naszym
      byciem razem.
      W którymś z kolei spotkaniu powiedziała mi że podczas naszego "bycia-nie bycia"
      spotkała się z kimś traktując sprawę "po męsku" (czyt. raz i po sprawie). Padło
      słowo "przepraszam". oczywiscie, że mnie to zdenerwowało. dowiedziałem się o
      tym na neutralnym gruncie, gdzieś w kafejce. musiałem z niej wyjść. nie było
      mnie może z 5 minut, przez ten czas wypaliłem automatycznie jeden od drugiego 3
      papierosy. Wróciłem i powiedziałem: ok, wystarczy. cieszę się że chcesz być ze
      mną. trochę pogadaliśmy na ten temat, i wyszliśmy z knajpy objęci i
      obcałowujący się. Wiedziałęm, że był moment kiedy ja postąpiłem źle. wtedy już
      wiedziałem jakie uczucia nią targały ten kawał czasu wcześniej, co jej się w
      głowie kotłowało. Potrafiłem powiedzieć w tym momencie "ok, chodźmy dalej, są
      sprawy ważniejsze niż moje męskie ego"
      za jakiś czas dowiedziałem się, że ten moment "męski" zaczął się kilkanaście a
      skończył kilka godzin przed tym naszym spotkaniem. że "przygotowanie", tzn
      rozmowa (nie wiem która) telefoniczna miała miejsce w momencie jak z córą
      jeżdziłem na łyżwach, a ona siedziała w kawiarence obok. tydzień czy dwa
      przed "właściwym" momentem, gdzie po wyjściu z lodowiska przezyliśmy na prawdę
      mocno uniesione chwile (nie lubię banalności w łóżku, ale to zupełnie na
      marginesie).

      dość opowiadać. jest pytanie, czy lepiej nie powiedzieć "przepraszam", czy
      lepiej powiedzieć to słowo nie będąc szczerym?
      • tricolour Aleś nakręcił... 11.04.05, 23:57
        Po co te dyskusje?

        Jak sie narozrabia, to sie przeprasza. Nad czym sie zastanawiać???
        • czekolada72 Re: Aleś nakręcił... 12.04.05, 00:20
          Ja zadałam pytanko - ja powinnam zapewne skomentowac, ale poki co - nie miejcie
          mi za zle - odmeldowuje sie do spanka.
          Milych Polakow rozmowek nocnych smile
        • pan_niemota Re: Aleś nakręcił... 12.04.05, 00:27
          teoria, teoria.
          w praktyce to różnie wychodzi. jak przytoczyłem powyżej. nie zawsze
          przeproszenie jest szczere a tym samym czy można powiedzieć że było to
          przeproszenie?
          sam fakt zdrady wg. mnie nie jest tak zły jak to że się nie potrafi szczerze za
          to przeprosić
          • india8 Re: Aleś nakręcił... 12.04.05, 00:31
            sam fakt zdrady wg. mnie nie jest tak zły jak to że się nie potrafi szczerze za
            to przeprosić

            to tak bardzo po katolicku - grzech i szczera skrucha

            tylko czy jakieś ograniczenia ilościowe bierze sie tu pod uwagę?

            ;DDDDD
            • pan_niemota Re: Aleś nakręcił... 12.04.05, 00:53
              tak, ograniczeniem jest 50 pchnięć i ani jednego wiecej smile

              a dużo poważniej - nie powiedziałbym że to akurat u mnie wynika z religii, bo w
              kościele po raz ostatni byłem (poza święceniami wielkanocnymi i, co dziwne w
              moim przypadku, 3 kwietnia 2 godziny klęczałem) pewnie na chrzcie córki (dziś
              ma prawie 6 lat). Po prostu uważam, że jak cos się stało to pozostaje to juz
              faktem historycznym. a życie toczy się dalej.
              a szczera skrucha.. szczerze trzeba powiedzieć "tak, zrobiłem źle". i na prawdę
              tego więcej nie robić, chyba że z założenia nie chce się być uczciwym, także
              wobec siebie
              • gosiaas25 Re: hmm 12.04.05, 14:06
                Ja usłyszałam przepraszam kilka- kilkanaście razy?
                szczerze - chyba ani razu
                wydaje mi sie ze on nie żałował zdrady, tylko faktu, że go na niej przyłapano
                niestety smile
                a całkiem poważnie, wydaje mi się, że "przeproszeniem", chciał oczyścić sobie
                sumienie, tak samo jak wszystkimi słowami które raczył wypowiedzieć na mój
                temat i o sobie także.
                Na nic mi się przydały słowa, puste słowa...
              • kasiar74 Re: Aleś nakręcił... 13.04.05, 11:54
                hej niemotowink
                tzn. nie przepraszałes bo nie załowałes, czy tez ciebie przeproszono wg ciebie
                nieszczerze?
                • pan_niemota Re: Aleś nakręcił... 14.04.05, 00:30
                  tego się nie spodziewałem, same dobre pytania na tym forum. a juz myślałem że
                  tylko wpadnę, popiszę co mi na duszy siedzi i spadnę (z krzesła też)

                  nie przepraszałem, bo - być może mylnie - wydawało mi się że skoro nie
                  wykonałem "fałszywego" kroku, to nie jest to temat warty poświęcania uwagi, a
                  więc i tego że mogło to drugą stronę zaboleć. Nie wydawało mi się
                  prawdopodobne, żeby kawa w przelocie między pociągami (zeby nie było, jedna
                  kawa i nic więcej) miała mieć jakiekolwiek znaczenie. Ale zostało to
                  praktycznie w jej głowie do dziś, chociaż na prawde nie miało zupełnie żadnego
                  znaczenia.
                  a przeprosiny? w sumie szczere, bo się układa na prawdę coraz lepiej i się z
                  tego powodu cieszę, chociaż kilka drobiazgów które "umknęły" - głównie chodzi o
                  czas (nie kiedy było dużo niepewności tylko kiedy zaczęło już słońce poważnie
                  wychodzić zza chmur) i przez to w sumie gdzieś siedzi we mnie zadra. Bo nie
                  rozumiem mechanizmu, chyba że przyjąć że po prostu wcześniej gdzieś się
                  rozkręcało, i musiało się tak po prostu stać bo ona nie była już w stanie tego
                  wyhamować.
                  Nie to, żebym miał jej za złe, chcę z nią być i nie chodzi tu o wylewanie żali
                  czy coś. chciałem tylko pokazać że nie zawsze słowo "przepraszam" wystarczy.
                  Nie mogę przepraszać za coś, co w moim przekonaniu nie jest (było)
                  przewinieniem. Powinienem przeprosić za coś,co się zrodziło w jej głowie. Tylko
                  że niestety tego nie wiedziałem
    • bursztynowe Re: Przepraszam 15.04.05, 01:15
      To magiczne słowo nalezy się także w wielu innych, całkiem codziennych i
      zwyczajnych sytuacji. Deficyt owego zaklęcia, na dłuższą metę przeradza się w
      rozpad.


      Ale banały wypisuję, kurde. I tak, jak ktos się za młodu nie nauczył skruchy,
      tylko wpojono mu że wszyscy inni wkoło są "be", nigdy się nie zdobędzie na takie
      słowo.

      Tylko w "Love story" nie trzeba było mówić 'przepraszam'
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka