vertigo5
27.04.05, 15:00
... dotyczących nowych związków, alternatywnych (względem małżeństwa które
się rozpada bądź rozpadło) sposobów układania sobie życia.
Jakoś tak mnie naszło, żeby napisać co ja o tym myślę... .
Mój stopień zaufania do żony, moja wiara w jej słowa górowała nad tym co
widziałem, nad tym co czułem, mówiąc ktrótko - znacznie górowała nad zdrowym
rozsądkiem. Ale i to się kiedyś skończyło, musiało skończyć.
Tak się obawiam, że już nigdy nie będę w stanie "wykrzesać" z siebie
wystarczającej wiary w drugą osobę, nie będę w stanie zaufać na tyle aby
tworzyć normalny związek, aby ponownie się ożenić.
Powstał jakiś emocjonalny pancerz we mnie... . Mam znajomych, przyjaciół,
częściej niż kiedykolwiek spotykam się z ludźmi... . Ale uważam, że
najbezpieczniej budować relacje w taki sposób, aby nie cierpieć jak ktoś
zniknie z mojego życia, jak ktoś zawiedzie pokładane nadzieje... .
Nie chciałbym drugi raz przeżywać takiej traumy jak rok temu...
Nie wiem czy chciałbym aby moje dzisiejsze spojrzenie na te sprawy
zdeterminowało moje życie... .
Ech, w tym wieku tyle pytań... .