Dodaj do ulubionych

Wiele tu padło słów i zdań...

27.04.05, 15:00
... dotyczących nowych związków, alternatywnych (względem małżeństwa które
się rozpada bądź rozpadło) sposobów układania sobie życia.
Jakoś tak mnie naszło, żeby napisać co ja o tym myślę... .

Mój stopień zaufania do żony, moja wiara w jej słowa górowała nad tym co
widziałem, nad tym co czułem, mówiąc ktrótko - znacznie górowała nad zdrowym
rozsądkiem. Ale i to się kiedyś skończyło, musiało skończyć.
Tak się obawiam, że już nigdy nie będę w stanie "wykrzesać" z siebie
wystarczającej wiary w drugą osobę, nie będę w stanie zaufać na tyle aby
tworzyć normalny związek, aby ponownie się ożenić.
Powstał jakiś emocjonalny pancerz we mnie... . Mam znajomych, przyjaciół,
częściej niż kiedykolwiek spotykam się z ludźmi... . Ale uważam, że
najbezpieczniej budować relacje w taki sposób, aby nie cierpieć jak ktoś
zniknie z mojego życia, jak ktoś zawiedzie pokładane nadzieje... .

Nie chciałbym drugi raz przeżywać takiej traumy jak rok temu...
Nie wiem czy chciałbym aby moje dzisiejsze spojrzenie na te sprawy
zdeterminowało moje życie... .
Ech, w tym wieku tyle pytań... .

Obserwuj wątek
    • bezecnymen pancerz 27.04.05, 15:08
      jest naturalnym sposobem zabezpieczenia duszy przed kolejnym
      rozczarowaniem...wcale sie nie dziwie, że się tak czujesz...zaliczyłem znacznie
      dłuższy niż rok okres dźwigania zbroi
      oczywiście głębokość zadanych przez exie ran jest bardo subiektywna i długośc
      gojenia oraz noszenia pancerza jest wysoce indywidualną sprawą, ale...smile
      nie wątpię, że przyjdzie i dla Ciebie czas, że poczujesz, że możesz, a nawet
      chcesz znowu komuś zaufać i niech się dzieje, co ma się stać...smile
      • julka1800 Re: podpisuje sie obiema rekami pod Bezecnym 27.04.05, 15:57
        i dodam jeszcze pytanie, na ktore powinienes Vertigo odpowiedziec sobie sam:

        czy chcesz za 10 -15 lat usiąść na kanapie sam i powiedzieć sobie:
        " świetnie mi się zyje, jestem zdrowy, mam pracę, dach nad glową, mam dorosłe
        prawie dziecko, i mam ....pancerz, tak szczelny ze nie pozwalał i nie pozwala
        sie nikomu do mnie zblizyc i jest mi tak dobrze samemu"

        tego chcesz?

        czas mija, leczy rany, uwierz mi

        czy intencją Stwórcy było stworzenie człowieka - samotnika?
        • vertigo5 Re: podpisuje sie obiema rekami pod Bezecnym 27.04.05, 20:01
          ja nie wiem czy chciałbym aby tak było zawsze, ale teraz moja postawa wydaje mi
          się najlepsza z możliwych. Z dzisiejszej perspektywy życie za 10 - 15 lat może
          wygladać tak: mam znajomych, mam przyjaciół z którymi spotykam się ilekroć mam
          ochotę, sam sobie jestem sterem, mam córkę która studiuje i jej studia i
          relacje z ludźmi mocno przeżywam, choć jej oczywiście zanadto tego nie
          okazuję... .
          Mieszkam sam, nikt mi nie zabrania oglądać meczów w TV, nikt mnie nie zmusza
          do codziennego odkurzania, oddaję się kilku swoim pasjom których moja żona nie
          akceptowała...
          Nie muszę być o nikogo zazdrosny, nie muszę się zastanawiać co oznacza gorszy
          humor żony czy partnerki życiowej, jej późny powrót do domu, jej częste
          spotkania z koleżankami i brak czasu dla mnie. Cholera, za dużo bym miał
          skojarzeń z tym co przeszedłem... .

          Ale... powtarzam - tak myślę dzisiaj; tyle rzeczy mnie w ciągu ostatnich dwóch
          lat zaskoczyło, że wiem, że pewników na tym świecie nie ma. Żadnych.
          • india8 Vertigo 27.04.05, 20:04
            a szczęśliwy jesteś?
            • vertigo5 Re: Vertigo 27.04.05, 20:38
              nie jestem szczęśliwy i nigdy nie będę, przynajmniej w taki sposób w jaki sobie
              to szczęście zawsze wyobrażałem. Bo nie będę tworzył rodziny z (jeszcze) żoną i
              (zawsze) córką...
              • india8 Re: Vertigo 28.04.05, 11:44
                wiesz, tak spytałam, bo chociaz rozumiem co piszesz i staram się zrozumieć, jak
                myślisz, to jakoś mam wrażenie że wybrałes sobie taką wersję "na przeczekanie"

                ciężko mi uwierzyć w to, że ktoś świadomie podejmuje Decyzję, że nawet nie
                będzie próbował zawalczyc o siebie

                i nie mów mi, ze spokojne ogladanie meczu w tv jest dla Ciebie wazniejsze
                niż ... różne inne rzeczy smile

                tak czy owak życzę płynnego przejścia ze stanu "śpiocha" do pełnej aktywności
                życiowej big_grin

          • julka1800 Re: podpisuje sie obiema rekami pod Bezecnym 29.04.05, 13:23
            idąc tym tokiem myślenia ja tez mogłabym:
            za 10-15 lat cieszyć sie obecnością znajomych i przyjaciół ilekroc bede miała
            ochote, cieszyć sie z sukcesów dzieci i wspierac ich gdy bedą tego
            potrzebowały, mieć pasje i czas na ich realizacje
            mieszkać sama, oglądać telenowele, romantyczne koniecznie, zamiast meczów które
            srednio znosze, myć zeby przed czystym lustrem w lazience i nie potykać sie o
            meskie kapcie, /skarpety/ , puszki po piwie, i niedoczytane gazety rzucome byle
            gdzie
            i nie prosić sie 3 razy o wyniesienie smieci

            ale wiesz co

            jednak wolałabym robić sniadania na 2 osoby, kłocić sie od czasu do czasu z tym
            kimś /a pożniej godzić czule rzecz jasna/, sprzatac po nim skarpety, gazety i
            czytaj powyżej, szukać kompromisu w temacie np co oglądamy dziś wiedziorem...

      • perla01 Re: pancerz 29.04.05, 14:45
        bezecnymen napisał:

        >...zaliczyłem znacznie dłuższy niż rok okres dźwigania zbroi

        Ja już 6 lat taką zbroję dźwigam ...
    • anja_pl Re: Wiele tu padło słów i zdań... 27.04.05, 15:15
      tak się zastanawiam nad tym co napisałeś,
      też nie myśle o zakładaniu nowego związku,
      ale spróbowałabym zaufać mężowi, gdyby o to poprosił

      jak otoczysz się pancerzem, to życie Ci obok przeleci, nic nie będziesz mocnego
      przeżywał, jak nic nie czujesz, to tak naprawde (wg mnie) nie zyjesz, nasze
      życie związane jest ze szczęściem i cierpieniem, co nas nie zabije, to nas
      wzmocni, tak powiadaja "starzy górale",

      ja wolę kochać i potem nawet cierpieć , niż nie czuć nic,
      jak cierpimy, to dostrzegamy ile szczęścia mieliśmy,
      ja byłam szczęśliwa 16 lat, inni nawet tyle nie są,

      znajomi, a nawet przyjaciele są i odchodzą, takie życie, na miejsce starych
      pojawiają się nowi,
      a Ty tak ciągle chcesz być w pancerzu?

      mam nadzieję,że tą blachę prędzej czy później cos zeżre ;P
      • czekolada72 Re: Wiele tu padło słów i zdań... 27.04.05, 15:51
        Moze nie jestem w pancerzu, ale w swoitej bance z przezroczystego extratrwalego
        tworzywa wink

        Tez kiedys uwazalam, ze warto przezyc, a potem swoje odcierpiec

        Zmienilam zdanie. Za bardzo ex mnie zranil, zebym kiedykolwiek jeszcze
        zaryzykowala. Trudno, wole letnie zycie, w miare bezpieczne, bez wzlotow i
        upadkow, bez zranien.

        A do szalenstwa - pies, samochod, narty, gory, woda
        • gotyma Re: Wiele tu padło słów i zdań... 27.04.05, 16:19
          niezaleznie od tego jak dawno temu pozegnalismy sie z exami, kazdy z nas chowa
          w glebi duszy jakis rodzaj urazy. kazdy z nas boi sie byc ponownie zranionym i
          cierpiec. zastanawiamy sie, analizujemy, podsumowujemy... myslimy o
          przyszlosci, myslimy o naszych zachowaniach, o tym by nie popelniac tych samych
          bledow..
          zapewniam was, ze jak ktos z nas spotka ta wlasciwa polowke, cale to myslenie
          pojdzie w diably! patrze na moja 54-letnia matke, ktora za miesiac bierze slub.
          boi sie potwornie, ale podejmuje to ryzyko. dlaczego? bo kocha!
          zycze kazdemu takiej milosci jaka ona teraz przezywa! swieci na odleglosc
          szczesciem!
          • bursztynowe Re: Wiele tu padło słów i zdań... 27.04.05, 20:09
            I to chyba jest najlepsze podsumowanie...

            Można żyć dla siebie, wyłącznie, tak by było wygodnie, choć płasko i
            egocentrycznie. Można przy tym się fantastycznie szukiwać, że to z własnego
            wyboru, że to instynkt samozachowawczy itepe

            Jednak tak naprawdę trzeba pozwolić temu byłemu partnerowi odejść. W przeciwnym
            razie będziemy kultywować i pielęgnować w sobie krzywdę. I cieprpienie będzie
            trwało, w nas, gdzieś głeboko. A wystarczyłoby je po prostu wyrzucić... Pogodzić
            się, zaakceptować...
            I wybaczyć.
            Wybaczyć partnerowi, ale także wybaczyć sobie

            W przeciwnym razie za jakiś czas skonstatujemy, że życie przeciekło między
            palcami, że to co mogliśmy dać z siebie innym, bezpowrotne odeszło...
      • vertigo5 Re: Wiele tu padło słów i zdań... 27.04.05, 20:07
        Hmmm, tyle "mocnych wrażeń" miałem w ciągu ostatnich dwóch lat, że wystarczy mi
        na całe zycie... .
        Rozpad mojego małżeństwa - pomijając już spektakularne i iście "serialowe"
        okoliczności - odbył się w taki sposób, usłyszałem takie rzeczy, że nic nie
        ocalało; mojej żonie udało się nawet zniszczyć pamięć o dobrych latach... .
        Ja się naprawdę dobrze czuję w tym pancerzu... .
        Czsaem może uwiera trochę ale da się z tym żyć... .


        • bezecnymen Re: Wiele tu padło słów i zdań... 27.04.05, 20:14
          ale rdza w końcu zeżre nawet najlepsze żelastwo...
          a nie jest nieprawdopodobnym, że spotkasz osobę, która zacznie Ci ten pancerz
          czyścić, smarować zawiasy...i nawet się nie obejrzysz, gdy okaże się, że jest
          niezbędnasmile
          • vertigo5 Re: Wiele tu padło słów i zdań... 27.04.05, 20:34
            jakaś osoba może się okazać niezbędna ???
            Ty mnie tu Stary nie strasz !!!
            • bezecnymen Re: Wiele tu padło słów i zdań... 27.04.05, 21:45
              widać że się boisz..tez to miałem...minie big_grinDDDD
              • jarkoni Re: Wiele tu padło słów i zdań... 28.04.05, 00:09
                Ja nawet nie mam słów ani argumentów...Bardziej płakać się chce...Mam już
                gdzieś pusty dom, brak znajomych i gadanie do ścian...Robię błąd, ale tylko
                dlatego, że temat mnie ruszył...Pozdrawiam wszystkich
                • india8 Jarkoni 28.04.05, 00:13
                  Co sie z Tobą dzieje?
                  • gotyma Re: Jarkoni 28.04.05, 09:26
                    oooo, na niektorych wiosna dziala jak depresja...
                    trzeba jarkoniego dorwac, zloic mu dupsko i wytlumaczyc, ze nawyzszy czas cos
                    ze soba zrobic! india, musimy jechac do lodzi!!!!!!
                    • india8 Gotyma 28.04.05, 09:42
                      myślę, że to raczej łódź powinna sie ruszyć i podpłynąć
                      może jej po drodze jakieś wietrzysko depresyjne stany z głowy wywieje
                      • bezecnymen Re: Gotyma 28.04.05, 10:20
                        dokładnie to samo chciałem napisać tongue_out
                • akacjax Re: Wiele tu padło słów i zdań... 28.04.05, 00:46
                  Jarkoni-nowi znajomi pewnie czekają na odkrycie. Po co ci tacy, którzy zawiedli?
                  Przecież życie z exią też Cię nie satysfakcjonowało.
                  Ludzie przez to przechodzą i zaczynaja nowe życie.
                  Nie po to wychodziłam za mąż by być samą z wszystkimi problemami(dzieci też),
                  ale stało się. Nie pójdę na łatwiznę i nie powiem, że mnie nie obchodzą,
                  każdego dnia biore ten wózek i pcham smile
                  Teraz nie myślę, że mogłabym się z kimś związać, nie dlatego, że nie
                  zaufałabym, bo chyba są odpowiedzialni faceci na tym świecie. Ale ja sobie tego
                  jeszcze nawet nie umiem wyobrazić.
                  Niebezpieczny temat, może lepiej pójdę popracowaćsmile
                  • gosiaas25 Re: Jarkoni 28.04.05, 13:27
                    a ja jade do Łodzi na weekend, do moich przyjaciół...
    • perla01 Re: Wiele tu padło słów i zdań... 29.04.05, 14:43
      vertigo5 napisał:

      > ... dotyczących nowych związków, alternatywnych (względem małżeństwa które
      > się rozpada bądź rozpadło) sposobów układania sobie życia.
      > Jakoś tak mnie naszło, żeby napisać co ja o tym myślę... .
      >
      > Mój stopień zaufania do żony, moja wiara w jej słowa górowała nad tym co
      > widziałem, nad tym co czułem, mówiąc ktrótko - znacznie górowała nad zdrowym
      > rozsądkiem. Ale i to się kiedyś skończyło, musiało skończyć.
      > Tak się obawiam, że już nigdy nie będę w stanie "wykrzesać" z siebie
      > wystarczającej wiary w drugą osobę, nie będę w stanie zaufać na tyle aby
      > tworzyć normalny związek, aby ponownie się ożenić.
      > Powstał jakiś emocjonalny pancerz we mnie... . Mam znajomych, przyjaciół,
      > częściej niż kiedykolwiek spotykam się z ludźmi... . Ale uważam, że
      > najbezpieczniej budować relacje w taki sposób, aby nie cierpieć jak ktoś
      > zniknie z mojego życia, jak ktoś zawiedzie pokładane nadzieje... .
      >
      > Nie chciałbym drugi raz przeżywać takiej traumy jak rok temu...
      > Nie wiem czy chciałbym aby moje dzisiejsze spojrzenie na te sprawy
      > zdeterminowało moje życie... .
      > Ech, w tym wieku tyle pytań... .
      >

      Vertigo5 - to co napisałeś w 100% oddaje to co i ja myślę (oczywiście
      odpowiednio zamieniając rodzaje smile ).

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka