marta.sama
30.04.05, 23:23
pomiedzy skloconymi rodzicami...
Dzis pewnie nikt tu nie zajrzy, ale sobie popisze - bo mi smutno i ciagle
mysle jak postepowac, zeby dodatkowo nie ranic i tak koszmarnie skrzywdzonych
dzieci.
Nie ingeruje w kontakty dzieci z tata, ciesze sie, gdy chca i moga sie z nim
spotkac. Dwoje starszych ma swoje telefony, wiec kontakt jest latwy. Chce
tylko byc informowana o tym, kiedy, dokad i na jak dlugo jest zabierane
dziecko. Czy to za duze wymagania?
15-letni syn, i 3-letnia córka jakos sobie radza (oczywiscie kazde na innych
zasadach), ale 11-letnia corka ma coraz wiekszy problem z cala ta sytuacja.
Zawsze byla z tata bardzo zwiazana, spotyka sie z nim czesto - sama dzwoni
i "wymusza" spotkania. Bylo dobrze do czasu, kiedy w spotkaniach nie zaczela
uczestniczyc "ciocia" - znana z przeszlosci. Teraz widac "rozdarcie" dziecka.
Spotyka sie z tata, nawet sama jezdzi do niego (tatus ma kotka i pieska) -
wraca i po pol godzinie zamyka sie w pokoju, placze, potem przytula sie do
mnie i nie chce mnie wypuscic nawet do lazienki.
Nie wiem co robic, poki co zamykam morde, choc slowa same cisna sie na usta.
Mowie tylko jakies frazesy, zeby wyciagnac ja z dolka, ale tak naprawde nie
wiem jak powinnam postepowac. Najgorzej jest ze swiadomoscia, ze znam dobrze
tamta kobiete i wiem, ze jej cele sa najwazniejsze (typu: Machiavelli) -
zostawila swoja corke, a teraz urzadza calkiem nowe zycie, m.in. "przyda sie
dziewczynka, ktora tu sie placze - ten facet najwyrazniej jest z nia
zwiazany, no wiec ulatwie mu poprawienie samopoczucia".
Jak gdzies napisano: "to moja prawda - tak to widze"
Ale sobie popisalam... - tylko, ze naprawde nie wiem jak postepowac w
sytuacji, gdy dobro dzieci uwazam za najwazniejsze, ale nie mam kontaktu z
druga strona.
Moze mediacja rodzinna?
Jak ktos z Was mial doswiadczenia tego typu, albo nawet kontakt z Polskim
Centrum Mediacji - opiszcie swoje wrazenia.