Dodaj do ulubionych

Do Scriptus

09.05.05, 18:05
Wiem, wiem, powinno byc na priva takie pytanie, ale niech
tam,pytam...Przeczytałam w którymś z wątków, że macie zamiar pobyc z żoną
jeszcze jakies 5 lat, by dziecko nie odczuło za bardzo
rozwodu...Hmmm...zastanawiam sie ile Twoja pociecha moze miec lat w takim
razie. Ja własnie decyzje o rozwodzie podejmuje teraz ze względu na to, że
dzieci sa jeszcze male (5 i 2 lata). Nie wyobrazam sobie zebym miała zrobic
im to własnie za jakies 5 czy 7 lat. To jest chyba wtedy najgorszy moment tak
myśle. Dzieci w tym wieku przyjmują strasznie wszystko do siebie, mogłyby
pomyślec ze to ich wina (wiem, że często tak sie dzieje). Wiem, że dla nich
to pewniebyłoby lepiej rozwodzic sie za 10 czy 15 lat. Problem w tym, że ja
nie mogę juz czekac nawet 5 lat. Nie mogę nawet roku. Zwariuje
inaczej....Powiem tak: moje dzieci są dla mnie wszystkim. Duszę sie cholernie
w tym układzie w którym jestem, ale dla nich jestem w stanie poświecic wiele,
samą siebie tez....
Obserwuj wątek
    • india8 Re: Do Scriptus 09.05.05, 18:51
      nie_ma_nic, nie jestem pewna czy dobrze Cię zrozumiałam - zamierzasz zatem
      zostać z mężem czy od niego odejść
      • nie_ma_nic Re: Do Scriptus 09.05.05, 19:06
        Straszny mam mętlik w głowie jednak..Bardzo chce odejsc, ale dzieci są wazne.
        Czytam rózne wątki, fora. Natykam sie na informacje, ze Sąd kieruje sie dobrem
        dzieci...czy będzie sie kierował tym, że żle mi, cholernie żle z tym
        człowiekiem, że czuje sie poniżana, nieszanowana, niekochana.... Czy to
        wystarczy? A co jezeli wezmą mnie za wariatke, której po prostu znudził sie
        taki układ? A co jezeli trafie na jakiegos skostniałego sędziego dla którego
        dobro rodziny będzie ważniejsze niz moje uczucia? Przeciez nie mam dowodów,
        obdukcji...nie wiem nawet co mogę w tym cholernym sądzie powiedziec a co
        nie..nic juz nie wiem..moze za duzo siedze w necie
        nie wiem czy cos z tego rozumiecie w ogole, niewazne
        M. jutro wraca z ciepłcyh krajów, stresa załapuje i psycha mi siada po prostusad
        ehhh, wiecie czego sie boje najbardziej chyba? ze Sąd mi nie da rozwodu....tak
        po prostu
    • scriptus Re: Do Scriptus 09.05.05, 20:05
      Odpowiem Ci wprost. Prawdopodobnie żadnego rozwodu u nas nie będzie, chociaz
      małżeństwo z nas żadne. Układ mocno niesymetryczny, to znaczy, ja kocham moją
      żonę, choć mam wiele wad, a na dodatek jestem człowiekiem konserwatywnym,
      przeciwnikiem takich wynalazków cywilizacji nowoczesnej, rewolucji francuskich i
      innych, jak rozwody, aborcje, eutanazje, rozbijanie rodziny, przemoc w rodzinie
      itd, chociaz z tych nowoczesnych rzeczy, uwielbiam urozmaicony, intensywny, acz
      zdecydowanie monogamiczny seks.
      Żona moja natomiast ma niespełnione oczekiwania w naszym małżeństwie, w związku
      z czym ma powracające ciągle okresy, w których mnie nie kocha i chce sie
      rozejść. Jednak jej rozwodzenie polega na tym, że stwierdza, że sie chce
      rozejść, a ja mam to iść załatwić, najlepiej ze swojej winy i tak, żeby Ona tam
      nie musiała chodzić, bo nie ma ochoty, ani czasu, a w końcu to ja jestem w
      naszej rodzinie od załatwiania spraw urzędowych. W porządku, ale to nie ja
      chcę się rozwodzić, skoro tak, niech ona załatwia. Na to Ona stwierdza, że nie
      ma czasu, ale to nie ma znaczenia, powinienem się wyprowadzić. W porządku, ale
      od powrotu z pracy do momentu jak pójdzie syn spać jestem w domu z synem, w
      końcu to mój syn. Wszystko jest dobrze do momentu, kiedy już mam wyjść, bowiem
      syn oświadcza, że ma to wszystko gdzieś i będzie mieszkać z tatą. Nie rozmawiamy
      o tych sprawach przy dziecku, ale ono dobrze wie, gdzie raki zimują i jest czujne.
      Żeby nie stresować biednego dzieciaka, moja małżonka odpuszcza sobie, ale
      oświadcza, że i tak sie rozwiedziemy, jak dzieciak będzie na tyle duży, że to
      nie będzie miało znaczenia, czyli, powiedzmy jak będzie miał 17 - 18 lat

      Nasz syn ma 12 lat. Jest dzieckiem wrażliwym, uczuciowym, kocha nas oboje i
      oboje jesteśmy mu potrzebni. 17 - 18 lat będzie miał za 5 lat i stąd termin
      rozwodu wink)))))

      Potem moja małżonka pochodzi przez miesiąc czy dwa nabzdyczona i nie będzie za
      mną w ogóle rozmawiać. Potem zwycięży biologia i będzie mnie przez dwa miesiące
      bardzo kochać, potem znowu jej przejdzie i prawdopodobnie znowu zacznie mówić o
      rozwodzie.
      Takich cykli już było kilka, zatem mogę sobie pozwolić na taką predykcję zdarzeń
      przyszłych. Oczywiście, oboje kwalifikujemy się do psychiatryka, ale to też
      odłożę na za lat kilka, na razie muszę wychować mojego dzieciaczka, który jest
      dla mnie najważniejszy na świecie. Oboje go kochamy, nie krzyczymy na niego,
      żadne z nas go nigdy nie skarciło fizycznie, ma wszystko, co tylko takie dziecko
      potrzebuje, z wyjątkiem mądrych rodziców i zdrowej atmosfery w domu. Próbowałem
      juz zasięgać porady specjalistów od spraw rodzinnych, ale ponieważ u nas nie ma
      jakiejś patologii rodzinnej w postaci alkoholizmu, przemocy, itd, niewiele mi
      doradzili. Zatem po prostu muszę być cierpliwy i raczej nie oczekiwać, że będę
      szczęśliwy. Zapewne kieruje mną podobna motywacja, jak Tobą...
      • nie_ma_nic Re: Do Scriptus 09.05.05, 20:24
        Dzięki za odpowiedzsmileHmmm...moze i podobna motywacja ale altruzim zdecydowanie
        u mnie mniejszy....Nie sądzisz, ze mimo tego ze dajecie dziecku z siebie
        wszystkie najlepsze zachowania i cechy dajecie mu jednak je kazde z osobna a
        nie razem?(nie wiem czy zrozumiesz tok mojego myślenia, ale ja zyje ze tak
        powiem z pisania i pod koniec dnia to mi sie juz myślec nie chce, sorki) Mysle
        ze taki 12 letni chłopak to kuma bardziej niz sie nam wydaje... tego chyba
        chce/ chciałabym oszczędzic swoim dzieciom. Wole jak będą sie wychowywac z
        dochodzącym ojcem ( w sumie, to on taki cały czas dochodzący jest, często
        przychodzi wieczorem jak juz spią, rano na nie wrzeszczy, bo on sie chce
        wyspac, albo teraz: nie ma go od tygodnia i dzieci słowem o nim nie wspomniały)
        niz fundowac im taki emocjonalnie-popaprany chłód jaki panuje do tej pory w
        moim domu...Az strach pomyślec co z nich moze wyrosnąc? Jak oni będą traktowac
        swoich partnerów ja dorosną, zwłaszcza syn, boje sie ze powieli model mojego
        M., ze będzie taką zimą oślizgłą rybą w przyszłosci...Tylko z tego co piszesz,
        to Wy sie chyba jednak kochacie, prawda? Moze i kryzysy częstsze niz w
        normalnej (tia, tylko co to jest normalnośc)rodzinie, ale generalnie chyba da
        sie zyc?
        • nie_ma_nic Re: Do Scriptus 09.05.05, 20:41
          I tak jeszcze sobie pomyślałam... Ja chyba nie porafię oddzielic normy od
          patologii. Nie wiem za bardzo co jest normalnością, dlatego na wiele rzeczy
          przymykałam oko, bo myślałam ze tak ma byc, ze wszyscy tak zyją. Gdzies tam
          podświadomie sie buntowałam, ale nie umiałam nic z tym zrobic. Jestem DDA, mój
          mąz tez. Kompilacja takich dwóch jednostek nie moze przyniesc chyba nic
          dobrego...teraz mamy tego efektsad Szkoda tylko ze o tym ze on jest DDA
          dowiedziałam sie juz po ślubie, mimo ze byłam z nim juz wtedy od czterech
          lat....
          • scriptus Re: Do Scriptus 09.05.05, 21:37
            Nie wiem, co to DDA
        • scriptus Re: Do Scriptus 09.05.05, 22:02
          Nie masz racji, sytuacja jest u nas chora i bardzo źle wpływa na dziecko. Uczy
          się między innymi takiego życiowego cwaniactwa, rozgrywania swoich interesów na
          różnicach między nami. Nie uda mi sie go nauczyć normalnej rodziny, choć oboje z
          żoną pochodzimy z normalnych, a nie patologicznych domów. Mam nadzieję, że
          chociaż będzie umiał kochać, i znajdzie sobie taką ciepłą i kochającą żoną,
          jakiej ja obecnie zadroszczę moim znajomym. Bardzo pragnę takiego serdecznego
          uśmiechu i przytulenia, a kiedy już na tę moją kobietę przyjdzie fala czułości,
          to oczywiście, uczestniczę w tym całym sobą, ale patrzę podejrzliwie, kiedy się
          to skończy. Możesz się śmiać ze mnie, ale ciągle noszę w telefonie (i go nie
          kasuję) SMS od mojej żony z 2002 roku "Kocham Cię", od tamtej pory to wyznanie
          usłyszałem jeszcze tylko jeden raz, pod koniec zimy w tym roku crying. To mi pewnie
          znowu musi wystarczyć na conajmniej pół roku...

          Tak się tutaj pożaliłem, publicznie niemal, ale nie czuję się szczęśliwy...
          Wiem, że głupota należy do przypadłości nieuleczalnych, zatem sam jestem sobie
          winien.

          A te 5 - 6 lat to termin, w którym może się wydarzyć co następuje: Dziecię
          pójdzie na studia, usamodzielni się i założy rodzinę, a we mnie, wobec braku
          innych czynników stabilizujących rodzinę może zwyciężyć wygodnictwo, potrzeba
          świętego spokoju, nad lękiem przed samotnością i potrzebą towarzystwa. I nie
          potrzeba do tego rozwodu. Wystarczy, że będę miał za dużo pracy, żeby ja
          skończyć przed północą, prześpię w pracowni, bo przeciez na te kilka godzin nie
          opłaca się jechac do domu. A wtedy to może???? ona zacznie do mnie przyjeżdżać z
          kanapkami wink)). Mam takich znajomych we Francji, 10 lat starszych od nas, ale
          tak, jak bym widział naszą rodzinę, 10 lat później...
          • nie_ma_nic Re: Do Scriptus 09.05.05, 22:26
            DDA-Dorosłe Dziecko Alkoholika
            • scriptus Re: Do Scriptus 09.05.05, 22:44
              Aha...
              Cóż, wiem, że bycie dzieckiem alkoholika ma traumatyczne następstwa, zatem,
              współczuję. Jednak o alkoholu wiem (z autopsji) tylko tyle, że jak się go za
              dużo wypije, to potem boli głowa, a o alkoholiźmie - że alkoholik wypija za dużo
              stanowczo za często, a potem zachowuje się nieodpowiedzialnie. Z kolei
              nieodpowiedzialne zachowanie często bywa przyczyną rozwodów i tragedii dzieci.
              Niestety, nic użytecznego z tej mojej stereotypowej wiedzy nie wynika sad
              Trzymaj się zatem i życzę, żeby udało Ci się uniknąć podobnych błędów w
              wychowaniu Twoich dzieci.
            • anybody1 Re: Do Scriptus 16.05.05, 15:49
              to może nie jest pytanie na to forum, ale skoro już mowa o DDA, czy byłaś może
              kiedyś na spotkaniu DDA?
          • nie_ma_nic Re: Do Scriptus 09.05.05, 22:40
            Wiesz co? Mysle ze kiedys byłam bardzo podobnie nastawiona do odbierania i
            dawnia miłosci drugiej stronie. Tylko, ze im wczesniej zdasz sobie sprawe ze
            nie mozna zmusic drugiej strony do miłosci, tym łatwiej podejmuje sie pewne
            decyzje. Szczęściasz z Ciebie mimo wszystko (chodzi mi o ten 2002smilei wcale nie
            mam zamiaru sie z Ciebie smiac. Zawsze zazdrosciłam kobietom takich
            romantycznych facetówsmile
            • scriptus Re: Do Scriptus 09.05.05, 22:49
              Zdaje sobie sprawę i nie próbuję zmuszać. Ja tego tylko mogę pragnąć i na to
              czekać. Być może się nie doczekam, ale jak przestanę, to się na pewno nie doczekam.
              • anja_pl Re: Do Scriptus 09.05.05, 22:56
                a jednak jesteś szczęściarz
                • scriptus Re: Do Scriptus 09.05.05, 23:07
                  anja_pl napisała:

                  > a jednak jesteś szczęściarz

                  To, to ja wiem, tylko czemu mi tak źle i smutno? crying
                  • anja_pl Re: Do Scriptus 09.05.05, 23:15
                    masz Ją obok, w każdej chwili może powiedzieć, że Cię kocha...
                    a Ja mogę usłyszeć zdalnie, nie kocham...
                    palec mi napuchł i obrączki nie mogę zdjąć, noszę ją, ale właściwie nie wiem po
                    co,
                    idę spać, jak wypiję herbatkę, bo mi się smutno robi i jeszcze w dołek wpadnę
                    dobranoc
                    • scriptus Re: Do Scriptus 10.05.05, 00:00
                      Może masz rację, może nie. Poszła do sąsiedniego pokoju i wiem, że na pewno się
                      już do mnie dzisiaj nie odezwie, nie mam złudzeń, bo przed chwilą Ją widziałem.
                      Jak byłem przed tygodniem w Wiedniu, wyobrażałem sobie, że gdyby była blisko, to
                      bym ją przytulił. Zadzwoniłem... i po kilkunastu sekundach przeszło mi zupełnie,
                      zimna, jak ciekły azot. Poszedłem na piwo i nawet piwo już mi nie smakowało.
    • akacjax Re: Do Scriptus 09.05.05, 23:32
      Lepiej już teraz pomyślcie o terapii dla siebie. Za te kilka lat (kilka takich
      huśtających cykli)zjedziedzie dziecku psychikę.
      Im dziecko starsze, tym trudniej nie wciagnąć go w rozwód. Poza tym cały czas i
      tak tkwi w tym. A to jest gorsze niż rozwód. A na pozór nic nie widać.
      Wiem, co mówię, bo popełniłam taki błąd.sad
      • scriptus Re: Do Scriptus 10.05.05, 00:07
        Masz rację
        Już chodziłem do terapeutki, niewiele pomogło
        Chyba prędzej załatwię zezwolenie na budowę elektrowni atomowej w środku
        rezerwatu, niż naprawię tę naszą pokręconą rodzinę crying
        • bursztynowe Re: Do Scriptus i inyych 10.05.05, 00:47
          Dzieci chcą mieć szczęśliwych rodziców!
          A jeśli tak się nie da, to przynajmniej nie takich co to naśladują Chrystusa w
          imię nie wiadomo jakich złudzeń i bredni. Masochizm nie jest najlepszą metoda
          wychowawczą i choćby nie wiem jak byśćie sie chowali, dzieci i tak widzą
          wszystko. Wasz dramat. Nawet jeśli o tym nie mówią...

          Życzę wszystkim tym, którym pisane jest się rozwieść, by stało sie to jak
          najszybciej, a pozostałym... by nie dali się zjeść codzienności i kochali
          swojego partnera ze wszystkich sił...


          Buziaki, kochani
          • scriptus Re: Do Scriptus i inyych 10.05.05, 00:58
            Cóż, trudno nie przyznac racji, but... what action is needed??? Co mam wpisać na
            "todolist"? Zaraz z rana do sądu z wnioskiem, czy też dosypać dużo jakiegoś
            proszku z sexshopu do porannej kawy żonie?
            • bursztynowe Re: Do Scriptus i inyych 10.05.05, 01:41
              a z jakiej racji to uczestnicy jakiegoś internetowego forum mają decydować o
              Twoim życiu????
              • scriptus Re: Do Scriptus i inyych 10.05.05, 08:17
                bursztynowe napisał:

                > a z jakiej racji to uczestnicy jakiegoś internetowego forum mają decydować o
                > Twoim życiu????
                >

                To absolutnie niemożliwe, nikt nie będzie decydował o moim życiu, poza mną. Nie
                wiem, czy zauważyłeś, ale ja ciągle wierzę w to co powiedziałem kiedyś, że w
                żadnych okolicznościach nie opuszczę Jej aż do śmierci, i że niezaleznie od
                tego, co się stanie, choroba, inne zdarzenia, pozostanie moją żoną. A ja,
                niezależnie od wsystkiego powinienem Ją wspierać i opiekować się Nią. Nawet,
                jeśli Ona nie chce, lub nie może obdarzyć mnie wzajemnością. Nie jest tak, że w
                ogóle nie mogę na nią liczyć, w sytuacjach bardzo trudnych (np poważna choroba)
                zajęłaby się mną na pewno bardziej, niż człowiek obcy, i nie mniej, niż żona
                powinna. Myślę, że mnie nie zdradza z innymi mężczyznami. Jednak mi brak takiego
                codziennego "cześć misiu, jak tam dzisiaj było..." buziaczek, czy jakaś inna
                czułość, oczywista u małżonków. Inicjatorem czegokolwiek bywam tylko ja, przy
                czym mogę być zaakceptowany, lub, co zawsze boli - odtrącony.

                Wiem, że na żadnym forum nikt mi nie pomoże, ale mam potrzebę rozmowy o tym, co
                mnie boli i na tym forum jest kilka osób, które mnie chociaż rozumieją, jeżeli
                nawet się nie zgadzają z moim postępowaniem i postąpiłyby inaczej.

                I chociaż nie chcę rozwodu, stale poruszam się w tej sferze, mam poczucie, że mi
                zagraża, szukam recepty na samotność u ludzi, którzy tego doświadczają. Nie
                szukam jednak pary, partnerki, przynajmniej, dopóki nie przydarzył się rozwód, a
                obecnie wydaje mi się, że potem również nie. Na forum znalazłem ludzi, którzy, z
                racji tego, że mieli, lub mają podobne przeżycia, rozumieją moje odczucia i
                odnoszą się życzliwie. To wszystko.
                • tricolour Jesteś pewien? 10.05.05, 08:58
                  ...że to, co robisz, to jakiekolwiek decyzje? Że decydujesz o swoim życiu?

                  Mam wrażenie, że cały czas uciekasz od decyzji, znajdujesz dziwne wytłumaczenia,
                  usprawiedliwienia byle tylko ich nie podjąć i nie mieć żadnych konsekwencji.
                  Toksyczny związek dalej trwa, a w nim dziecko... które nauczy się
                  niepodejmowania decyzji. Przez nasladownicwto - tak głownie uczą się dzieci.

                  Pozdrawiam.
                • nie_ma_nic Re: Do Scriptus i inyych 10.05.05, 09:04
                  Nie sądziłam ze ten wątek tak się rozwiniesmile Scriptus, a czy Ty się
                  najzwyczajniej w swiecie nie boisz tego ze ona naprawde kiedys Cie zostawi? Czy
                  przyjmujesz to w ogole do wiadomosci? Powiedzmy odejdzie za te 5 czy 10 lat?
                  Tak jak to pisałam juz, nie zmusisz nikogo do kochania...Jakos tak sie składa
                  ze w moim najbliższym otoczeniu jest para w której mąż zostawił zonę po 39
                  latach małzenstwa! Troche mi przypominasz mojego M. Tez wiecznie tylko o tym
                  gadałam, nic nie robiłam w tej sprawie. Do teraz. No tak, tylko ze Ty kochasz
                  swoją zonę...Ciezka sprawa..Ale myśle, ze zawsze przy rozstaniu jedna ze stron
                  cierpi bardziej...Niewątpliwie dziecka żal najbardziej, dlatego tak jak w
                  poście w którym zaczynałam ten wątek, ja chce rozwodu teraz, kiedy dzieci są
                  jeszcze małe i niewiele z tego wszystkiego kumają....
                  • anja_pl dzieci kumaja 10.05.05, 13:30
                    i to więcej niż nam dorosłym sie wydaje, bez względu na to ile maja lat, to że
                    nic nie mówią, to może być problem z nazwaniem swoich uczuć, odczuć, i w koncu
                    strachu
                    i myślę, że przez to im jest jeszcze gorzej,

                    Scriptusie idź razem ze swoja żona na terapię małżeńską, bo to ma sens jeśli
                    obie strony chcą być razem, tylko wtedy uda się Wam poskładać Wasze małżenstwo,
                    jedna osoba nie jest w stanie wszystkiego ułożyc, to życie we dwójkę i trzeba
                    we dwójkę się przyłożyć,
                    tak troszkę zazdroszczę Twojej żonie Twojej miłości,
                • kasiar74 Re: Do Scriptus i inyych 10.05.05, 18:13
                  Scriptus a może do tego jestes przystojny, pomagasz w codziennych obwiązkac i
                  nieźle zarabiasz?wink
                  • nie_ma_nic Re: Do Scriptus i inyych 10.05.05, 18:20
                    Kurde, tez chciałam o to zapytac juz wczesniej, ale w innym wątku (a moze w
                    tym?) Scriptus jakos tak zbył mnie po prostuwink Ech...niektóre babki to mają
                    jednak fajnie (patrz: zona ScriptusasmileNie! Teraz sobie przypominam, on po
                    prostu od razu przywalił tekstem, że nikogo nie szuka, bo zonę kocha z całego
                    serca. Pierdoły jakies wypisuje, wybaczcie, stres mnie puścił po rozmowie
                    kwalifikacyjnej. Ale headhunterka dosyc zadowoloną minę miała. Kto wie..moze
                    zmiana pracy będzie?smile
                  • scriptus Re: Do Scriptus i inyych 10.05.05, 19:04
                    Czy ja wiem, zarabiać z pewnościa wolałbym więcej, prawie zawsze robię śniadanka
                    i kolacyjki, za to nie piorę, nie prasuję, czasem trochę sprzątam. Z pewnością
                    nie odbiegam od męskiej przeciętnej, jeśli chodzi o robienie zamieszania w domu
                    wink)))).
                    • viillemo Re: Do Scriptus i inyych 13.05.05, 16:06
                      Scriptus, pamiętaj o jednym... każdy ma wady, każdy, ale Ty do tych swoich wad
                      na dodatek jesteś na prawdę kochany..., kiedyś Ci to napisałam i nadal
                      podtrzymujęwink
                      • scriptus Re: Do Scriptus i inyych 13.05.05, 16:11
                        viillemo smile, lezka w oku,

                        wiesz, juz mi bylo lepiej, i znowu jest zle...
                        moze to tak musibyc periodycznie????

                        • jarkoni Re: Do Scriptus i inyych 13.05.05, 16:24
                          Scriptus ale dajesz sobie kadzić i słodzić tym wyrachowanym płci innej smile
                          Pamiętaj, że to ja najbardziej spontanicznie się ucieszyłem, że się znów
                          pojawiłeś....
                          Ja tam mam swoją koncepcję: może powinno wydarzyć się COŚ, oczywiście nic
                          tragicznego, ale coś co pozwoli Twojej żonie na zrozumienie jakiego faceta ma
                          przy boku...Doceni wtedy..
                          • scriptus Re: Do Scriptus i inyych 13.05.05, 22:46
                            Pamiętam, że się cieszyłeś,
                            Ale Viillemo mówiąc coś ciepłego tak mnie zaraz odmroziła. Ciepło mi się
                            zrobiło, cóż , łasuch na słodkie jestem wink)))
                            Takich rzeczy mi brak w domu.... crying
                            Co by nie powiedzieć, uwielbiam kobiety, lubię ich towarzystwo, ale wierny
                            jestem jednej wink)))), może mądre i wyrachowane to nie jest, ale czy każdy musi
                            być zaraz mądry??? ;DDDDDD
                            • kasiar74 Re: Do Scriptus i inyych 13.05.05, 22:52
                              wlasnie za to cię lubimy
                              • scriptus Re: Do Scriptus i inyych 14.05.05, 00:14
                                Miło mi niezmiernie, ja Was też lubię.. wink
                            • marta.sama Re: Do Scriptus i inyych 14.05.05, 00:19
                              Możesz być mądry swoją własną mądrością, inni ocenią to jako "nie-mądrość" (a
                              co Cię inni obchodzą) ale nie bądź wyrachowany.

                        • viillemo Re: Do Scriptus i inyych 16.05.05, 15:32
                          Scriptusku, wiesz, ze na mnie zawsze możesz liczyćsmile), tylko bardzo mi przykro,
                          ze nic się nie zmieniło w Twoim małżeństwiesad( Mówiac szczerze po cichu
                          liczyłam, że jest już ok., echhhhh taka ze mnie cholerna optymistkasad( Jarkoni
                          ma rację (o Jarkoni czyżbyśmy znowu się zgadzali? smile), ona nie wie co ma i mam
                          nadzieję, ze kiedyś do cholery zacznie widzieć!!!!
                          • scriptus Re: Do Scriptus i inyych 16.05.05, 19:32
                            Dzięki Ci Viillemo za słowa otuchy wink

                            Cóż, jako technik o sporym zacięciu do fizyki mam tendencję do przypisywania
                            obserwowanym zjawiskom natury znanej mi z matematyki i fizyki, w tym wypadku
                            falowej. Ponieważ było lepiej, potem gorzej, potem znowu lepiej, etc, mogę być
                            optymistą (będzie lepiej) i pesymistą (potem znowu będzie gorzej). Co więcej,
                            zjawiska falowe w fizyce zwykle mają tendencję do wygasania. To jest niezbyt
                            optymistyczne, bowiem poziom stabilizacji leży zwykle pośrodku. Ciekawe zatem,
                            czy ten "pośrodek" będzie dla mnie zadowalający...
                            To taka , nieco ironiczna dygresja, niestety wzajemny stosunek między dwojgiem
                            ludzi nie jest zjawiskiem fizycznym, stosowanie praw fizyki nic tu nie daje.
                            Chociaż, bardzo mi pomaga wywiedziony z tego doświadczenia myślowego optymizm.
                            Coś tak, jak analiza techniczna kursów giełdowych, może być tylko pomocniczym
                            narzędziem, wspierającym analizę fundamentalną, niemniej jednak i tak nie ma
                            mądrych na giełdy, które zawsze zrobią, zgodnie z prawem Mc Murphyego największy
                            krach wtedy, gdy przyniesie to największa szkode inwestorom ... wink))))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka