Dodaj do ulubionych

Witajta Braty i Siory!

16.06.05, 21:58
Witajta Brata i Siory
w rozwodowej!
niedoli...

Dalej tak pójdzie jak idzie uncertain a dołączę do szacownego grona jako
pełnoprawny uczestnik...
No tak, ale cóż bym tu robił od tego jakiegoś czasu, gdybym miał udane
małżeństwo?
Pewnie niektóre cieszą się moim wyznaniem: ma skurw... na co zasłużył.
Czy zasłużyłem to nie wiem czy tak do końca. Ale jest jak jest. Źle. I tym
razem uważam, że moja wina (nigdy nie twierdzę, żem bez winy jakiejkolwiek)
jest niewielka.
A więc o co chodzi? Jak nie wiadomo, to wiadomo: o kasę.
Teraz może niektóre rozumieją moją drażliwość. Moja kochana też taka się
okazała. Oczywiście szuka dziury w całym, ale to czego nigdy jej nie wybaczę
to próba nastawiania przeciw mnie moich córek, czynienie mnie kimś, kim nie
jestem. Ma ona problem: nie piję, nie biję, córki, zwłaszcza starsza, szaleje
za mną, a nie za nią, kochana mamusią, kobietą, a więc jakby dla niej
naturalną rzeczą córka ją powinna bardziej kochać! Brzmi to żałośnie. Ale to
jej słowa: one ciebie bardziej kochają niz mnie, chociaż ja na to bardziej
zasługuję. One mnie nienawidzą.
Muszę to zniszczyć, i zniszczę - to widzę w jej oczach, słyszę w jej syku,
widzę w czynach.
To takie banalne, ale gdyby nie dzieci, odpuściłbym sobie. Gdybym miał
jeszcze jakieś lokum (mamy wspólny dom) odszedłbym w ciągu paru dni. Sprawy
rozwodowe, majątkowe - w sądzie, przez adwokata. Byle jej nie widzieć.
A mimo to kocham ją. Nie wiem, może to przyzwyczajenie, może co innego.
Zawsze myślałem, że razem się zestarzejemy, a tu masz!
Krew mnie zalewa. Ona wie, że w Polsce jestem na przegranej pozycji. Jako
ojciec. Oczywiście zasłania się dobrem dzieci itd. Ciągnie je do swoich
rodziców - umierają tam z nudów i drżą od nienawiści krytej pod płasczykiem
wielkiej miłości. Ale pranie mózgów czyni cuda. Nie dziś, nie jutro.
Pomyśleć, że żyję w takim kraju, gdzie kobieta może zabić moje dziecko
(aborcja - choćby potajemna), może dzieci po prostu wziąć gdziekolwiek i mi
gówno do tego - a wszystko w majestacie prawa. Ona może po prostu je ubrać i
wyjść. Gdybym ja tak zrobił - okazałoby się, że je porwałem. Może je
przetrzymywać wbrew ich woli w miejscu, w którym one nie chcą być. Jej wola.
Jest matką.
A wy kobiety piszecie jak macie przerąbane!
Obserwuj wątek
    • jarkoni Re: Witajta Braty i Siory! 16.06.05, 22:19
      plathess wreszcie opowiedziałeś co u Ciebie, nie wiem co kobiety na to, ja
      zacytuję tylko swoją żonę z wakacji 2003, przed rozwodem: "zależy mi już tylko
      na twoich pieniądzach"...Baaardzo zabolało...Nie mam zasądzonych alimentów
      jeszcze, płacę z własnej woli i nawet nie biorę pokwitowań, przecież to moje
      dzieci..A i tak dostaję czasem od exi smsa pt: pieniądze!! No comments..
      Z drugiej strony nie chcę podpadać forumowiczkom, ale jak często słyszę o
      pielęgnowaniu ogródka, paleniu w kominku, koszeniu trawki przed domem...
      • anja_pl Re: Witajta Braty i Siory! 16.06.05, 22:44
        jarkoni napisał:
        > Z drugiej strony nie chcę podpadać forumowiczkom, ale jak często słyszę o
        > pielęgnowaniu ogródka, paleniu w kominku, koszeniu trawki przed domem...
        >

        do mnie pijesz?
        nie ma mnie w domu prawie 12 godzin, haruję, by byc niezależną, nie chcę
        dzwonić do męża mówiąc a alimenty?
        właśnie dopiero wróciłam do domu,
        czego mi żałujesz?
        tego, że po przyjściu z pracy ok, 18:00 robię szybki obiad dla naszej trójki,
        a zaraz potem koszę trawnik, który posiał mój mąż, bo uwielbiał trawniki?
        a nie mogę mieć trawy po kolana, bo to nie "wygląda", zwłąszcza przed domem ,
        gdzie sąsiedzi od razu na języki biorą,
        czy odpocznku chwili spędzonej na pieleniu ogródka, podziwiamiu piękna
        otaczającej nas przyrody - na to mam czas teraz między 21:30 - dzieci w
        łóżkach, a 5:45, kiedy muszę wstać i rozpocząć kolejny dzień,
        palenie w kominku - fajna sprawa, tylko przed tym nalezy drewno porąbać,
        drobiazg, i palę w zimie, kiedy nie ma ogródka i trawy,

        żałujesz mi tych chwil, które spędzam samotnie z odrobiną ciężko wypracowanej
        przyjemności?

        mam swoja pasję, która zapewia mi szybkość zasypiania, spracowane ręce tak, że
        nie mogę żadnej biżuterii na palce włożyć, i wspaniałe chwile, kiedy wreszcie
        moge usiąść i cieszyć się drobiazgami,

        moje dzieciaki, bardzo mi pomagają, ale to przecież dzieci, nie skoszą trawy,
        nie porąbią drewna, mogą pielić, ale im nie każę, to ma byc przyjemność, a nie
        niechciany obowiązek,

        krzyczycie kasa a ja na uropnnie pojadę, będę się wreszcie mogła nacieszyć
        domem, dziećmi i może się wyśpię

        pozdrawiam jarkoni
      • akacjax są dwa światy... 16.06.05, 22:59
        Mój jeszcze-m. jak ogólnie wiadomo żyje na mój koszt. Ogranicza się do
        alimentów zasądzonych. Nawet przez myśl mi nie przechodzi krzyczeć: kasa!-bo to
        próżne słowa w tym wypadku.
        Zapytam (może mało solidarnie z kobietami) czy Wasze kobiety takie były? czy Wy
        je tak ukształtowaliście?
        A może to jedyna droga do wyżycia się na Was, za krzywdy doznane, a
        niewypowiedziane?
    • bezecnymen Re: Witajta Braty i Siory! 17.06.05, 04:52
      nooooooooooooo
      prędzej bym sie spodziewał nagrody Nobla niz tego wątkutongue_out
      wreszcie wiem, o co chodzi z Tobą kolego
      witaj w klubiesmile
    • mindsailor Re: Witajta Braty i Siory! 17.06.05, 08:22
      Cześć,
      mimo, że znielubiłam Cię od początku mam teraz ochotę ścisnąć Cię mocno i
      powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, że znajdziesz kogoś innego, że ułozysz
      sobie życie, że ..., że musi się udać, do cholery!!!!
    • akacjax Re: Witajta Braty i Siory! 17.06.05, 08:31
      A może napisz od czego to sie zaczęło, przecież kiedyś na pewno było inaczej.
      Wylewasz swój ból, ja my wszyscy, ale dlaczego generalizowałeś, że wszystkie
      kobiety takie same?
      W jakim wieku macie dzieci?
    • tricolour Wczoraj (nomen omen) 17.06.05, 08:57
      ... zajrzałem na forum "Rozwódki", zanim jeszcze napisałem swój watek.
      Zajrzałem z ciekawości, a także dlatego, że pisałeś kiedyś, że Cie stamtąd
      wyrzucają.

      Zajrzałem i zdębiałem. Jaszcze nie spotkałem sie NIGDY z większą nienawiścią niż
      tam...

      Witaj w klubie smile)
    • anybody1 Re: Witajta Braty i Siory! 17.06.05, 12:02
      bardzo się cieszę że to widzę smile witam Cię serdecznie smile

      tylko nie generalizuj tak bardzo. my kobiety, wy mężczyźni, wszyscy jesteśmy
      ludźmi i popełniamy błędy. chociaż podobno genotyp człowieka jest bardziej
      podobny do genotypu małpy niż genotyp kobiety do genotypu mężczyzny smile
      • julka1800 Re: Witajta Braty i Siory! 17.06.05, 12:21
        i dodam jeszcze:
        nic nie jest tylko biale lub tylko czarne

        tak i my ludzie nie jesteśmy ani czysto kryształowi ani jak przysłowiowa czarna
        owca
    • plathess Zaczęło się... 17.06.05, 15:10
      Zaczęło się. Na dobre.
      Dziś, wyrachowanie, porwała dzieci i uciekła do rodziców. Choć porwała, to...
      brzmi jakoś gangstersko, ale zrobiła to. Tylko że wyglądało to ładnie: moje
      uściski z jedną córką, z drugą córką - takie kumplowskie obijanie gnatów (trochę
      jak robili to towarzysze radzieccy, taki nasz żart smile, całus od żony,
      informacja, że będzie dzwonić po 17.00. W nocy leżała koło mnie, przytulona a ja
      szczęśliwy, że jakoś się układa, że kryzys przechodzimy obronną ręką... A tu coś
      takiego!
      Ledwo wyszła telefon dzwnoni od mojej mamy zszokowanej: właśnie ona dzwoniła,
      krzyczała, że jestem wariat, maltretuję ją, dzieci też, że była w szkole, w
      opiece społecznej (oglądała wczoraj film na TVN o niesłusznie posądzonych
      rodzicach o maltretowanie swoich dzieci, gdzie opieka grała rolę kata).
      Moja mama ma brać mnie do siebie, albo ona mnie załatwi, policja, eksmisja itd.
      - że jestem taki groźny.
      To jej sposób na rozwiązanie kwestii mieszkaniowej - mamy wspólnotę majątkową,
      dom na pół. Taka... podła.
      Powiedzmy sobie szczerze: trwa to już kilka miesięcy, z przerwami, chyba
      dorosłem do myśli, że nie będziemy do końca i że stąd się wyprowadzę po jakimś
      czasie, choć myśl, że nagle moje cale życie tak pieprzło... że nie będę
      codziennie oglądał ocen córek i podpisywał się pod ich piątkami i szóstkami -
      tylko takie przynoszą, że nie będę wysłuchiwał opowieści, co w ich życiu
      szkolnym i ogólnokoleżeńskim...
      I dlaczego to? Dlatego że jej tak się zachciało? Że to sposób na życie na cudzy
      koszt?
      Nie powiem, że nie obawiałem się tego, że dziś to zrobi. Ale co miałem robić?
      Siłą trzymać? Cudownie! Wtedy by było. Wzięła rachunek, wysoki, do opłacenia.
      Zawsze ja je trzymam: jestem skrupulatny. Ale po powrocie nie chciała mi go
      pokazać, opłaconego świstka! Zagarnęła pieniądze na dobry początek. Postanowiłem
      nie naciskać, nie chciałem się awanturować, bo co by to dało?...
      Córka jedna i druga nie chciały przez ostatnie dni z kolan mi schodzić, jakby
      juz wiedziały, że to nadchodzi... Kurna!
      • kasia9873 Re: Zaczęło się... 17.06.05, 15:34
        Z góry zastrzegam, że nie mam zamiaru bronić Twojej żony. Mam jedną watpliwość,
        czy zadałeś sobie pytanie "Ile w tym wszystkim jest mojej winy, na ile
        przyczyniłem się do tego co się stało ?"
        • bezecnymen Re: Zaczęło się... 17.06.05, 15:49
          a ja sie o to nie zapytam..teraz to jest nieistotne, wazne za to w jaki sposób
          zamierzaja sie rozstac...u mnie nie było tak drastycznych scen, ale dręczenie
          moich rodziców, znikanie pieniędzy na opłaty, wywożenie syna do teściów
          itp....ooooooo jak ja to dobrze pamiętam
          • kasia9873 Re: Zaczęło się... 17.06.05, 16:11
            Ja nawet nie będę mówić co mi zrobił mój były mąż, bo uzalibyście, że opowiadam
            widziany w kinie film kryminalny.
            Najważniejsze jest jednak to, że potrafiłam przez to przebrnąć, że osiagnęłam
            wewnętrzny spokój, że mogę już bez emocji (płaczu) mysleć i rozmawiać o tym co
            się stało, że już mnie to nie boli.
            W takich sytuacjach jaką ma plathess trzeba się przede wszystkim wewnętrznie
            uspokoić, ochłonąć, i dopiero wtedy pomyslec co dalej. Przygotowac argumenty do
            rozmowy z żoną.
        • plathess Re: Zaczęło się... 18.06.05, 08:21
          kasia9873 napisała:

          > Z góry zastrzegam, że nie mam zamiaru bronić Twojej żony. Mam jedną watpliwość,
          >
          > czy zadałeś sobie pytanie "Ile w tym wszystkim jest mojej winy, na ile
          > przyczyniłem się do tego co się stało ?"



          Jeśliś z tych, co uważają, że facet jest winien, gdy nie daje babie tyle, ile
          ona chciałaby, to jestem winny. Ale do winy się nie poczuwam.



          • kasia9873 Re: Zaczęło się... 20.06.05, 10:28
            Wasz związek rozpada się tylko przez pieniądze? Aż trudno uwierzyć. A co z
            uczuciem ? Kochacie się ? Bo jeśli tak to warto walczyć.
            • anybody1 Re: Zaczęło się... 20.06.05, 10:37
              hm... warto?
              po akcji pt. "on się znęca nade mną i nad dziećmi"? mogłabyś być z kimś kto
              robi takie rzeczy dla pieniędzy?
            • bezecnymen Re: Zaczęło się... 20.06.05, 10:38
              gdy obie strony liczą pieniążki to raczej o miłości już mowy nie ma... może jej
              wspomnienie, żal za utraconym rajem...ale nie przy kasie sad
            • plathess Re: Zaczęło się... 20.06.05, 22:15
              kasia9873 napisała:

              > Wasz związek rozpada się tylko przez pieniądze? Aż trudno uwierzyć. A co z
              > uczuciem ? Kochacie się ? Bo jeśli tak to warto walczyć.

              Ja ją kocham jak ten głupi pies, mimo że opowiada na mnie różne rzeczy. W
              twarz, gdy pytam to i to, dlaczego - nie ma smiałości powiedzieć.
              Kocham ją i swoje córeczki i chce zrobić wszystko byśmy byli razem.
              Jak to zrobić? Ona mówi, że nie wie, czy mnie kocha. I dowiaduje się o separacje
              alimenty rozwód... Uciekła z dziećmi, wyłaczyła komórkę. Ja zgodnie z radą
              reaguję bardzo spokojnie chociaż rozsadzają mną uczucia.
              Jak to zrobić, by wróćiła, by nie składała wniosku o te wszystkie gówna?
              Jak????!!!!!
              • scriptus Re: Zaczęło się... 21.06.05, 20:48
                Na to nie ma sposobu.
                Jednak nie bijesz, nie pijesz, nie awanturujesz się, trudno ci przypisać winę.
                Trzymam za Ciebie kciuki, żeby Ci się udało.

                Moja żona też złożyła jakiś wniosek w sądzie (przynajmniej tak mówiła). Potem
                się wycofała. Z miesiąc było fajnie. Potem znów jej coś się stało, tak że trudno
                to wytrzymać.
      • anybody1 Re: Zaczęło się... 17.06.05, 16:08
        ale myślisz że ona serio tak z tym maltretowaniem i opieką? i na prawdę była w
        szkole??? to jakichś świadków chyba mieć trzeba żeby o cos takiego oskarżyć??
        cholera. a dzieci? sieczka z mózgu chyba...
        • akacjax Jak to jest? 20.06.05, 16:40
          Te, u których niby maltretowania nie było-krzyczą o tym głośno, ze sprawa
          rozwodowa włącznie. Te, u których było-zahukane cicho siedzą. Czy te sądy takie
          głupie, że nie odróżniają?
        • plathess Re: Zaczęło się... 20.06.05, 22:18
          anybody1 napisała:

          > ale myślisz że ona serio tak z tym maltretowaniem i opieką? i na prawdę była w
          > szkole??? to jakichś świadków chyba mieć trzeba żeby o cos takiego oskarżyć??
          > cholera. a dzieci? sieczka z mózgu chyba...




          Dzieci płaczą... są przerażone i poddawane presji, są tłamszone przez nią i jej
          rodziców. Powidzieła mi, że teraz dzieci nie są naj, teraz ona. Jak mogę ratować
          moje dzieci? Są tak samo moje jak i jej? Dlaczego nic????? nie mogę zrobić, gdy
          ona WBREW ICH WOLI przetrzymuje ich w obcym (jej rodziców) mieszkaniu????
      • polna_skrzatka Re: Zaczęło się... 20.06.05, 22:23
        > Ledwo wyszła telefon dzwnoni od mojej mamy zszokowanej: właśnie ona dzwoniła,
        > krzyczała, że jestem wariat, maltretuję ją, dzieci też, że była w szkole, w
        > opiece społecznej (oglądała wczoraj film na TVN o niesłusznie posądzonych
        > rodzicach o maltretowanie swoich dzieci, gdzie opieka grała rolę kata).
        > Moja mama ma brać mnie do siebie, albo ona mnie załatwi, policja, eksmisja itd

        Jak to czytam, to natychmiast mi przychodzi skojarzenie w filmem "Tato". Wydaje
        mi sie niemozliwe, zeby normalna kobieta, posiadajaca dzieci, bez waznego
        powodu, zachowywala sie w ten sposob. No bo po co???

        Moze, jesli uwazasz, ze jestes w porzadku, powinienes porozmawiac z psychiatra
        o jej zachowaniu? Moze ona ma jakas manie przesladowcza, i wydaje jej sie ze na
        nia czyhasz, stad taka pelna konspiracja... po prostu ze strachu?
        • bezecnymen Re: Zaczęło się... 21.06.05, 00:12
          żadna konspiracja...zwykła nienawiść i chęć wykończenia osobnika, który, jak to
          się mówi, zabrał jej najlepsze lata życia...
          Plat... nie licz na drapane, skoro ona chce odejść i nie liczy się z faktem że
          córki potrzebują ojca, to lepiej spójrz prawdzie w twarz...
          pozdrawiam
          • plathess Re: Zaczęło się... 21.06.05, 00:56
            bezecnymen napisał:

            > żadna konspiracja...zwykła nienawiść i chęć wykończenia osobnika, który, jak to
            >
            > się mówi, zabrał jej najlepsze lata życia...
            > Plat... nie licz na drapane, skoro ona chce odejść i nie liczy się z faktem że
            > córki potrzebują ojca, to lepiej spójrz prawdzie w twarz...
            > pozdrawiam



            NIe potrafię i nie chcę. Sama myśl tego przeraża mnie. Jest nie do uwierzenia
            dla mnie, że ona mi to robi. Mówi, że chce rozmawiać przez mediatora (poradnia
            małżeńska) a jednocześnie trzyma się tego, że chce złozyć wniosek o separację.
            Ja jej na to: daj sobie, mnie, dzieciom szansę. Papier zawsze zdążysz złożyć
            (choć ta myśl jest bolesna kurew..)Porozmawiajmy, pobróbujmy, dojdźmy, próbujmy
            dojść do jakiegoś ładu. Nie...
            Jak sądzicie, gdy już złozy ten wniosek o separację, a między nami będzie jako
            tako, będzie szło ku lepszemu, wycofa ją? Właśnie, jak to wygląda: można to
            świństwo wycofać? Przed rozprawą czy tylko w trakcie się wycofać?
            I ile trwa czekanie na I rozprawę?
            • polna_skrzatka Re: Zaczęło się... 21.06.05, 10:13
              im bardziej bedziesz sie zapieral i blagal, tym bardziej ona sie bedzie bronic,
              bo dajesz jej w ten sposob komfortowa sytucje... cokolwiek by nie zrobila, wie
              ze moze sie wycofac, ze zadne zachowanie jej nie przekresla. Sila jej nie
              zatrzymasz.

              Co do formalnosci... kazda sprawe rozwodawa czy separacje mozna przerwac w
              dowolnym momencie. Nastepuje wowczas nawet zwrot oplaty sadowej. Mozna wycofac
              sie rpzed rozprawa, w trakcie, a nawet po przed uprawomocnieniem wyroku. Poza
              tym separacja to nie koniec swiata! Jesli w jakimkolwiek momencie zycia zacznie
              sie Wam ukladac, to nawet drugi slub mozna wziac smile

              Lepiej wiec nie ciagnac bardzo chorego ukladu na sile, bo robisz krzywde sobie,
              jej , a przede wszystkim dzieciom sad Pomysl glownie o nich, o tym jak zalatwic
              caly problem tak, aby one najmniej ucierpialy.

              pzdr.
              • plathess Re: Zaczęło się... 21.06.05, 10:40
                polna_skrzatka napisała:

                > im bardziej bedziesz sie zapieral i blagal, tym bardziej ona sie bedzie bronic,
                >
                > bo dajesz jej w ten sposob komfortowa sytucje... cokolwiek by nie zrobila, wie
                > ze moze sie wycofac, ze zadne zachowanie jej nie przekresla. Sila jej nie
                > zatrzymasz.
                >
                > Co do formalnosci... kazda sprawe rozwodawa czy separacje mozna przerwac w
                > dowolnym momencie. Nastepuje wowczas nawet zwrot oplaty sadowej. Mozna wycofac
                > sie rpzed rozprawa, w trakcie, a nawet po przed uprawomocnieniem wyroku. Poza
                > tym separacja to nie koniec swiata! Jesli w jakimkolwiek momencie zycia zacznie
                >
                > sie Wam ukladac, to nawet drugi slub mozna wziac smile
                >
                > Lepiej wiec nie ciagnac bardzo chorego ukladu na sile, bo robisz krzywde sobie,
                >
                > jej , a przede wszystkim dzieciom sad Pomysl glownie o nich, o tym jak zalatwic
                > caly problem tak, aby one najmniej ucierpialy.
                >
                > pzdr.






                Rzecz w tym, że ja uważam, że to ona robi krzywdę naszym dziciom siłą
                przetrzymując je w miejscu wśród ludzi, których nie lubią, którzy z kolei też
                nie kochają moich dzieci. Jest to bolesne dla żony, że jej rodzice nie są
                kochanymi dziadkami, ale czy to ich, moich dzieci, wina?
                Kontaktów utrudniach nie miały z nimi NIGDY. Kilka lat temu był nawet okres (ze
                względu na szkołę starszej córki i pracę mojej żony), że przebywała u nich od
                rana do wieczora - okrągły rok. Wspomnina to jak koszmar: zero zainteresowania
                nią, napięta sytacja, wyliczanie jedzenia. W tym czasie oboje dziadkowie byli
                już na emeryturach , własne dzieci dorosłe a mimo to....
                Teraz są tam, płaczą. I tam będą. Beze mnie. Choć chcą być ze mną.
                To co powiem jest głupie, ale wolałbym (już załuję tego co powiem!), by mnie nie
                kochały i zebym ja ich nie kochał. O ileż wtedy byłoby wszystko łatwiejsze!!!
                Zostaly by tylko sprawy techniczne rozejścia............
                ALE JA JE KOCHAM. I Ją też...
                Piszecie, by nie naciskać. To co robić? Czy nie staranie się nie będzie oznaczać
                braku woli walki o ten związek??!! Zresztą nie wiem, czy bym umiał. Gdy robię
                cokolwiek dla naszej rodziny, by była dalej cała, czuję, że żyję! Wierzę, że to
                coś da, że uda się. W nocy już tak nie myślę, same czarne myśli....
                • anybody1 Re: Zaczęło się... 21.06.05, 11:41
                  mój mąż przyjął postawę roszczeniową: on spieprzył, ale on jest najwspanialszym
                  facetem na świecie, więc ja mam na niego czekać. gdyby wykazał wolę ratowania
                  tego małżeństwa... nie wiem czy dziś nie byłoby inaczej, na pewno przynajmniej
                  zastanowiłabym się czy nie dać mu szansy.

                  nie uważam za dobry pomysł "nie staranie się". to jest za poważna sprawa żeby
                  bawić się w gierki i stategie, bo za dużo można przegrać.
                  • akacjax Re: Zaczęło się... 21.06.05, 16:26
                    1. Jeżeli utrudnia Ci widywanie z dziećmi, to najlepsze porady dostaniesz na
                    stronie dla tak traktowanych ojców.
                    2. Twoja żona nagle zdecydowała, że odchodzi, rozstajecie się, nie było
                    wcześniejszych sygnałów z jej strony? Dokładnie przeanalizuj zdarzenia.
                    3. Seperacja tym różni się od rozwodu, że po jej uzyskaniu do jej odwrócenia
                    wystarczy wniosek do sądu(nie trzeba brać ponownego ślubu).
                    4. A może to jest tak-coś dojrzewało w niej i nagle przelała się czara goryczy.
                    Chcesz ją zmusić, by Cię ponownie pokochała, by z Tobą była dla dobra dzieci?
                    To głupie, dzieci dorosną, pójdą w świat, a Wy co-dwoje samotnych, nielubiących
                    się pod jednym dachem?

                    Pomysł z mediatorem jest dobry, zacznij od tego, jeżeli naprawdę szukasz drogi
                    do zgody, próbujesz ratować.
                • scriptus Re: Zaczęło się... 21.06.05, 21:16
                  Plathess, cholera, rozumiem, co się u Was dzieje, tego bym się najbardziej
                  obawiał. Myślę, że moje małżeństwo jednak nie jest aż tak chore, jak Twoje, moja
                  żona aż takich ekstremów nie odwinie.
                  Ty MUSISZ skorzystać z pomocy fachowców, terapeutów. Sam sobie z tym bajzlem nie
                  poradzisz, to grząskie błoto. Masz o co walczyć, kasa nie jest ważna. Jak by mi
                  ktokolwiek zabrał dzieci, ryczałbym, jak ranny tygrys. Ale wśród ludzi
                  desperacja nie pomaga, najlepiej walczyć rozumem. Życzę Ci zachowania spokoju i
                  rozwagi, precyzyjnego działania. I choć ją kochasz, w tej chwili jest Twoim
                  przeciwnikiem. Zdefiniuj sobie jasno cel (w moim przypadku byłaby to niczym
                  nieograniczona możliwość kontaktu z dziećmi i to niezależnie od statusu prawnego
                  naszego związku). Utrzymywać dzieci i tak powinieneś, nieważne zatem, czy to
                  przybierze formę alimentów, czy bezpośredniego zaopatrzenia w środki do życia.
                  Ale, uważam, że masz prawo do kontaktu z dziećmi w wymiarze nie mniejszym, niż
                  przed zaistnieniem jakiejś nowej sytuacji typu separacja, rozwód. Jeżeli dzieci
                  tego też chcą, masz naprawdę o co walczyć. A stosunki z Nią, cóż, albo Ci się
                  ułożą, albo nie. To dorosła osoba, jak nie będzie chciała, nic nie zrobisz.
                  Potraktuj ją jak chorego członka rodziny, wymagającego wsparcia i opieki. Może
                  Ci to mentalnie pomoże. Są gorsze nieszczęścia, niż małżonka, której trochę
                  "odwaliło". Ludzie opiekują się małżonkami ciężko, nieraz obłożnie chorymi,
                  wymagającymi stałej opieki, umysłowo chorymi, alkoholikami, itp. Przy takim
                  nieszczęściu, nasze, lekko zbzikowane żony, to mały przyszczyk na nosie, choć
                  szczęśliwi z nimi nie jesteśmy...

    • demoniczna27 Re: Witajta Braty i Siory! 20.06.05, 14:01
      hmm to wiele tłumaczy
      skąd u ciebie tyle nienawiści i jadu
      wyrzuc to z sibie bo jeszcze sam siebe ukąsisz
    • scriptus Re: Witajta Braty i Siory! 21.06.05, 16:44
      To jednak nam bliżej do siebie, niż myślałem :o(, nie zawsze mi się podobają
      różne rzeczy, które piszesz, ale na wiele spraw mamy podobne spojrzenie. Mi też
      się nie podoba np. uprzywilejowanie kobiet w stosunku do dzieci, uważam, że
      zarówno ojciec, jak i matka powinni mieć jednakowe prawa do swoich dzieci.

      Piszesz, że jednak ją kochasz... dlatego teraz bardziej rozumiem, co czujesz.

      Kasa nie jest w życiu najważniejsza, dzieci tak. Trzymaj się, wierz mi, nie
      wszystkie kobiety są "takie", znam co najmniej kilka baaardzo miłych i oddanych
      swoim mężczyznom. Może, gdybym nie znał, byłoby mi lepiej, uznałbym po prostu
      moje pragnienia za fanaberię...
      • akacjax Re: Witajta Braty i Siory! 21.06.05, 17:00
        Znam dwóch ojców, którzy zostali po rozwodzie z dziećmi. Jeden dba o dzieci,
        drugi się dziećmi wysługuje.
        Udowodnione, że mniejszym dzieciom niezbędna jest matka ze względu na jej
        bezwarunkową miłość(oczywiście pomijam extrema, bo tu nie o tym). Starszym może
        i lepiej byłoby z tatą, ale większość mężczyzn słabo się stara.(Oczywiście sądy
        idą na łatwiznę i nie doszukują się dogłębnie jak byłoby lepiej i dają dzieci
        mamie częściej niż powinny)
        Jest też cała masa tausiów, którzy szybko starają się o nowe dziecko i
        zaspakajają w całości ojcowskie instynkty. Albo spotykają się z dziećmi w
        weekendy, w święta, wakacje, a codzienność zostaje mamie.
        Nie mówię też o przypadkach jak mój-jeszcze-m. nie rozmawia w ogóle z jednym z
        synów, z drugim sporadycznie, a ma ich na codzień.(No cóż rozwód z mamą i
        dziećmi-taki casus).
    • plathess Re: Witajta Braty i Siory! 21.06.05, 19:09
      No to już wiem, że złożyła wniosek o separację - powiedziała mi to przez telefon
      gdy nalegałem, by nie odkładała tego do jutra. Ugięły mi się nogi. Choć byłem
      tego prawie pewny, to jednak liczyłem jak chory na białaczkę, że się powstrzyma,
      liczyłem na jakiś cud, choć po jej zachowaniu (wyłączony telefon, by nie miał z
      nią kontaktu ani z dziećmi), jej chłód, gdy wsiadała do pociągu (odprowadziłem
      ją niosąc torbę - prawie na siłę, by być z nią, by jeszcze rozmawiać).
      Akurat byłem w drodze do jej koleżanki (jej pomysł, który podchwyciłem jak
      każdy dający jakiś cień nadziei) by z nią porozmawiac o sprawie, by powiedziała
      o odczuciach mojej żony, żebym spróbował ją lepiej zrozumieć.
      Jutro mam się widzieć ze starszą córką, będzie odbierać nagrody (wygrała w ciągu
      roku kilka szkolnych, gminnych i powiatowych konkursów: od Unii Europejskiej,
      przez matematykę, po polski i plastykę, taka zdolna smile Na ten dzien czeka jak
      szalona od wielu miesięcy, ale teraz nawet to może nie dojść do skutku - z tego,
      co mówiła żona wnioskuję, że nie pozwoli jej wziąc udziału w święcie jej
      poświęconym (w okreslonym stopniu jako laureatce)!!! Mimo że wie, jak córa
      pragnie tego...
      Mam jechac do siostry na urodziny ich 3letniego kuzyna, ale druga córka
      'cudownym sposobem' zachorowała; jest jeszcze parę dni, wierzę, że zmieni zdanie
      choćby ze względu na nie.
      Rozmawiam z kim się da, z tymi, którzy tego chcą - tj. nie mówią z góry NIE, jak
      jej rodzice, którzy zastrzegli sobie 'nietykalność informacyjną' z mej strony.
      Mógłbym na chama, ale robić drakę? Nie. I tak cokolwiek by im powiedział to nie
      ma sensu.
      Staram się pogodzić z myślą, że jest złożony ten wniosek. Wierzę, że nie dojdzie
      nawet do rozprawy; szczerze mówiąc już teraz wiem, że tylko się łudzę. Ona w tej
      sprawie jest jak dotąd wyjątkowo konsekwentna, brnie do wyznaczonego celu,
      którym jest rozstanie usankcjonowane!
      • tricolour Jak u mnie... 21.06.05, 19:25
        ... też sobie przypominam jak teściowa mi powiedziała, że ich obowiązkiem jest
        dbanie o dobro dziecka - czyli mojej żony. Dletego nic się nie liczyło - tylko
        rozwód.
        Pamiętam też moje waciane nogi... i współczuję Ci.

        Nic to... gdy się pozbierasz i odbudujesz życie, to bedziesz wrogiem publicznym
        numer jeden. Każdy Twój sukces pewnie bedzie odbierany jako porażka eksi, że
        Tobie los sprzyja...

        Może też być inaczej. Poczekamy zobaczymy smile
        • jarkoni Re: Jak u mnie... 21.06.05, 20:07
          Tri, plathess mam dokładnie to samo...poczucie osaczenia, żadnych rozmów,
          wyjasnień...Tylko jakbym czuł obławę...Uspokoi nas tylko Twoja
          krew..Irracjonalne ale tak jest..I boję się, momentami zwięrzęcy strach przed
          drugą rozprawą..I poważnie myslę o ucieczce stąd, fizycznej ucieczce..
        • akacjax Hmm.. 21.06.05, 20:11
          Wydaje mi się, że jak ktoś sie uprze, to różnie może być.
          Jeżeli zależy Ci na dzieciach to idź do adwokata, porozmawiaj. To wszystko
          jest pewnie "normalne" jak na rozwody, ale dla mnie wciąż nienormalne.
          Żona wystepuje o separację, nie o rozwód jak myślisz dlaczego?
          • plathess Re: Hmm.. 21.06.05, 20:25
            Chcę mieć nadzieję, że dlatego separacja, że jeszcze nie jest pewna. Powiedziała
            mi, że jedno co może szczerze powiedzieć to to, że nie wie, czy mnie jeszcze kocha.
            Może też dlatego, że dla jej matki (codziennie w kościele) separacja jest lepiej
            strawna niż rozwód.
            Po jakim czasie dostaje się wezwanie? Jest rozprawa pojednawcza? Czytałem, że do
            sepy może nie dojść gdy zachodzi możliwość uderzenia w dzieci albo fakt ten może
            mieć negatywny wpływ na współmałżonka - jak to wygląda?
            Istnieje możliwość sepy bez mieszania w to dzieci - pełny dostęp zamiast
            przysłowiowych 2 godzin tygodniowo.
            A jak z mieszkaniem? Czy może być tak, że oboje będzimy mieszkać we wspólnym
            mieszkaniu?
            I co oznacza - poza nieuprawianiem seksu - ustanie związków między małżonkami?
            Chodzi mi konkrety, jak to u was wyglądało względnie u znajomych?

            PS. Jestem na niezaplanowanej diecie: w ciągu miesiącu schudłem 9 kg, przy czym
            od tygodnia tracę kilo na dwa dni, więc może nie dojdzie do sepy, zniknę...
            • scriptus Re: Hmm.. 21.06.05, 21:41
              Walcz o pełny dostęp do dzieci, niech zostaną w Waszym mieszkaniu, tam mają
              swoje rzeczy, pokoje, swoje przyzwyczajenia, w końcu wcale chyba nie musisz tam
              spać. Normalnie po powrocie z pracy przychodzisz do domu, przebywasz z dziećmi
              do 22, czy 23, kiedy idą spać, wychodzisz gdzieś się przespać, rano do pracy. Na
              pewno nie jest to komfortowe dla Ciebie, ale Twojej żonie przecież nie o to na
              pewno chodzi, początkowo poczuje smak zwycięstwa nad Tobą, jednak po jakimś
              czasie zorientuje się, że nic się za bardzo nie zmieniło. Jeżeli zatem nie
              będzie mogła uzyskać więcej, bo litera prawa zostanie dotrzymana (nie śpisz, nie
              mieszkasz) to masz zatem szansę, że za jakiś czas zmądrzeje i przestanie robić
              cyrki.

              A jeżeli za tym jej parciem do rozstania kryje się ktoś trzeci... niewiele
              tracisz w porównaniu z obecną sytuacją, i tak będzie musiała wychodzić,
              przynajmniej nie będzie demoralizować i gorszyć dzieci.

              Marna klita do przespania z jakimś dostępem do łazienki to wydatek nawet w
              Warszawie nie więcej niż 100 - 200 zł na miesiąc.

              Mam znajomego, który co jakiś czas poprztyka się z żoną niemal na noże,
              wyprowadza się wtedy na miesiąc, dwa i potem wraca, godzą się. Z tym, że już
              mają dorosłe dzieci, więc nie ma tam tego problemu.
            • akacjax w separacji 21.06.05, 21:42
              jest wszystko jak w rozwodzie, nie ma obowiazku wierności smile
              Ale nie można zawrzeć kolejnego związku małżeńskiego.
              Jest sprawa pojednawcza, a za ile czasu? nie wiem. Kiedy złożyła wniosek? Ile
              czasu niesypiacie razem? Jeżeli miesiąc, dwa, trzy, to sąd może to wysmiać. sąd
              zadecyduje o korzystaniu z mieszkania, w sprawach nieuzgodnionych, należałoby
              osobna sprawę o podział majątku założyć. Podstawą do sep. jest tak jak do
              rozwodu trwała rozdzielczość: gospodarcza, uczuciowa, fizyczna.
              • plathess Re: w separacji 21.06.05, 22:02
                akacjax napisała:

                > jest wszystko jak w rozwodzie, nie ma obowiazku wierności smile
                > Ale nie można zawrzeć kolejnego związku małżeńskiego.
                > Jest sprawa pojednawcza, a za ile czasu? nie wiem. Kiedy złożyła wniosek? Ile
                > czasu niesypiacie razem? Jeżeli miesiąc, dwa, trzy, to sąd może to wysmiać. sąd
                >
                > zadecyduje o korzystaniu z mieszkania, w sprawach nieuzgodnionych, należałoby
                > osobna sprawę o podział majątku założyć. Podstawą do sep. jest tak jak do
                > rozwodu trwała rozdzielczość: gospodarcza, uczuciowa, fizyczna.







                Stosunków :-0 bo o takie sypianie chodzi, to nie mamy od miesiąca, coś z
                okładem. W jednym łożu, przytuleni, spaliśmy jeszcze w ostatni piątek, tj. z
                czwartku na piątek.
                Ja uczuciowo nie jestem oddzielony od niej, bo ją kocham (ale w sądzie może
                powiedzieć, że nienawidzę - bo jak to sprawdzić?), a ona...
                Kasa i wszelkie wydatki są wspólne, część rachunków imiennie na nią, część na mnie.
                A co z tym mieszkaniem? Ja nie mam dokąd pójść. Przecież nie do matki! Zresztą
                łatwo wykazałbym, że nie ma tam warunków. Ona też nie ma dokąd pójść - sprawa z
                mieszkaniem u rodziców podobnie jak u mnie. Na kupienie, wynajęcie lokum ani jej
                ani mnie nie stać.
                Czego to człowiek się nie czepia... Wynika z tego, że podstawą do nie orzeczenia
                separcji miałyby być...trudne warunki po separcji... uncertain
                • akacjax Re: w separacji 21.06.05, 22:17
                  Ogólnie ogarnął mnie śmiech.
                  Mąż mojej koleżanki wyprowadził się w listopadzie do kochanki, wcześniej
                  założył sprawę o rozwód. W styczniu sędzina mówi:dwa miesiące pan nie mieszka i
                  rozwodu chce?
                  Pewnie po poradę była, jak nie ma powodu, to krzyczy:pije, bije, itd.

                  a sąd zapyta-dlaczego się wyprowadziłą od męża?
                  (ja szykuję się na pytanie-dlaczego przestała powódka wyniosła się ze wspólnej
                  sypialni?-ktos powie-moja wina...smile

                  A w ogóle to wszystko jest takie trudne, nasze gdybanie, oswajanie
                  tematu...brrr, a zycie swoje...
                  kawał mi się przypomniał:
                  Przychodzi baba do adwokata w sprawie rozwodu. - Potrzebny
                  jest jakiś powód - mówi adwokat - mąż pije? - Ha, mam głowę
                  trzy razy mocniejszą od niego! - Może pieniędzy nie daje? - Tylko by spróbował
                  grosz sobie zatrzymać! - Bije panią? - Niechby mnie tknął, to by oknem wyfrunął!
                  - A jak tam z wiernością małżeńską? - O, tu go mamy, panie
                  mecenasie! >>> > Drugie dziecko nie jest jego



    • plathess Do boju 22.06.05, 04:57
      4.44 a ja nie śpię tylko łażę po domu przysiadając do komputera i czytając
      między innymi to co piszą na w stronę ojca. Piękne statystyki. Przerażające.
      Bardzo wciągające teksty - tych co siedzą w temacie. Tych, których rzecz dotyczy...
      Nie przypadkiem najlepsza koleżanka żony jest rozwódką, siostra koleżanki też,
      podobnie jak ich matka i trzy ciotki: dziewczyny wychowywane BEZ ojca 92%
      częściej rozwodzą się i 164% częsciej stają się samotnymi matkami (podaję za
      wyzej wspomnianą stroną).
      Wydrukowałem ciekawy artykuł o tym (bez żadnych napaści względem kobiet, jedynie
      opinie, anlizy, statystyki) skutków wychowywania dzieci bez ojców.
      Dorzucam to 54-stronicowego listu do żony, pisanego od niedzieli.
      Nie ma tam złego słowa na nią, żadnych oskarżeń. List pisałem, bo pomagało mi to
      i jeszcze wierzę, że uwierzy, że warto, że dla tych paru nędznych groszy nie
      warto wszystko niszczyć, rujnować życie dzieciom, mnie, bez gwarancji, że ona
      choć ciut na tym skorzysta.
      Walczę z napadami płaczu. Ktoś tu mówi: jak baba?! To pieprzony stereotyp, ze
      baby takie wrażliwe a chłopy bezuczuciowe automaty. Ale nawet ja zostałem tak
      wychowany, że nie wypada płakać. I będąc sam w domu (nie licząc psa smile tłumię
      te wybuchy, bo mi wstyd przed samym sobą!
      Come on, dads!
      Oś... ku...wa...
      • scriptus Re: Do boju 22.06.05, 08:35
        Rozumiem w pełni, co przeżywasz, sam też to miewam. I też staram się stłumić łzy...
        Osobiście wątpię, czy żona przeczyta list 54 strony, ale jeżeli pierwsze trzy
        strony ją zaciekawią, warto Jej ten list przekazać.
        • plathess Re: Do boju 22.06.05, 15:21
          Przeczytała. Tak sądzę. Jestem prawie pewien. Obecnie jest tak, że wróciła, ale
          nie tyle do mnie, tylko do mieszkania - papier separacyjny leży i zapewne jak
          przyjdzie czas to tam się spotkamy... Swoją drogą, jeśli razem będziemy
          mieszkać, wydawać wspólne pieniadze, razem wychowywać dzieci, ale nie współżyć,
          to separacja zostanie orzeczona?
          Bardzo, bardzo złą rolę odgrywają jej rodzice (ci co sie nie mieszają). NIe była
          zdecydowana składać papier, ale tyle jątrzył, tak zachęcał ją jej ojciec, iż
          uczyniła to. Wiem oczywiście, że ona to zrobiła, dawno jest pełnoletnia, sama
          pojechała do sądu itd. I sama może z niej zrezygnować. Ale taki jad może zrobić
          swoje, zwłaszcza gdy oszukuje siebie (a może nie?), że jej rodzice są jej i
          moich dzieci przyjaciółmi a nie tylko moimi wrogami...
          Przez ten czas owi szacowni nie wtrącający się teściowie próbowali przkonać moją
          starszą córkę o mojej chorobie psychicznej, podłości. Robiła to też teściowa, i
          ... żona...
          Nie udało się. Moja córa jest mądra i sama obserwuję. Ja niczego staram się jej
          nie narzucać. Mówię: masz oczy i uszy, widzisz mój stosunek do ciebie na co
          dzień od lat - sama oceń, czy cię kocham, czy jestem chory, czy oni są tymi
          dobrymi. Wydaje mi się ze tak powinienem postępować. Przecież nie mogę milczeć!
          Nie ja ją wmieszałem w to bagno.
          Prawdopodobnie, oprocz papieru o separację, żona jeszcze coś złożyła przeciw
          mnie - w sądzie rejonowym. Nie wiem tylko co by to mogło być. Boję się jej
          nienawiści. Tymczasem próbuję, by ujrzała mnie takim, jakim widziała kiedyś.
          Ale każda jej jazda tam to jak nawrót choroby, wszystko wraca!
          Co robić, by ona postrzegała ich nie jako chcących jej dobra, ale mojej zguby?
          Jej starzy od początku byli przeciw mnie.
          Za jaki czas dostanę papier w sprawie separacji?
          Czy oboje będziemy tam musieli pojechać i - mam nadzieję - powiedzieć, że się z
          tego wycofujemy (tj. ona), czy da się uniknąć jakiejś tam sędziny....?
          Uczyniła ten pierwszy krok i obawiam się, ze nawet jak teraz się wycofa, to pod
          byle pretekstem znowu to uczyni; to jak pierwsza zbrodnia,potem idzie łatwiej...
          • akacjax Re: Do boju 22.06.05, 16:41
            W rejonie może o alimenty?
            A wezwanie na termin sprawy może przyjść nieprędko.
            Dopóki separacja nie zostanie orzeczona ona sama może w każdej chwili się z
            tego wycofać(sama, za Twoja zgodą, gdy juz w sądzie będziecie). Sąd po złożeniu
            pozwu przysyła do domu wezwanie do opłaty, niewniesienie jej powoduje, że sąd
            nie "widzi" pozwu. Takie zawieszenie. Pełna opłata za separację wynosi 500zł.
            Skoro mieszkacie razem, wspólnie gospodarujecie, to nie podstaw (no chyba, że
            coś extra wymysliła) do separacji. Poza tym rozdzielność od łoża musi być
            wielomiesięczna.
            Przyznaj się, co masz na sumienu, czym może Cię załatwić.
            • plathess Re: Do boju 22.06.05, 18:11
              akacjax napisała:

              > W rejonie może o alimenty?
              > A wezwanie na termin sprawy może przyjść nieprędko.
              > Dopóki separacja nie zostanie orzeczona ona sama może w każdej chwili się z
              > tego wycofać(sama, za Twoja zgodą, gdy juz w sądzie będziecie). Sąd po złożeniu
              >
              > pozwu przysyła do domu wezwanie do opłaty, niewniesienie jej powoduje, że sąd
              > nie "widzi" pozwu. Takie zawieszenie. Pełna opłata za separację wynosi 500zł.
              > Skoro mieszkacie razem, wspólnie gospodarujecie, to nie podstaw (no chyba, że
              > coś extra wymysliła) do separacji. Poza tym rozdzielność od łoża musi być
              > wielomiesięczna.
              > Przyznaj się, co masz na sumienu, czym może Cię załatwić.




              Czym? Moją bezradnością.
              Oczekuje się ode mnie rzeczy, które wydają się niesiągalne dla mnie.
              I piszę to bez jaj, rozmyślam i nad tym ostatecznym rozwiązaniem.
              • plathess Re: Do boju 22.06.05, 18:18
                Jestem totalnie załamany i nie wiem, co ze sobą zrobić. Wygląda to mi na
                początki depresji - takiej prawdziwej a nie papierkwoej do osiągnięcia czegoś.
                Czuję, że jestem sam. Osoby, do których się zwracałem, które - zdawało mi się -
                rozumieją mój punkt widzenia, ale od ktorych nie oczekiwałem potępienia żony -
                te osoby po początkowo przychylnym spojrzeniu na mnie - zaczynają czuć do mnie
                nienawiść, niechęć.
                To źle czuć się ofiarą sytacji, ja się czuję. Jeszcze gorzej gdy ludzie wkoło
                sprzyjają drugiej stronie, która zaatakowała. Czuję się jak obrany ze skóry,
                wystawiony na słońce. Albo sam powstanę, będę tańczył jak mi zagarają, albo
                zginę ku radości wszystkich. To żałosne. Żałosne. Wiem, powiecie, że rozczulam
                się nad sobą, niech będzie, ale całe moje życie, jakieś jego wyobrażenie zostało
                zniszczone a ja jestem poddawany totalnemu atakowi. Tak to czuję. I tak jest.
                • scriptus Re: Do boju 22.06.05, 19:41
                  Plathess, nie załamuj się, po prostu musisz zrobić sobie inwentaryzację mocnych
                  i słabych stron, swoich i jej, bez emocji. Określić cele, realne do osiągnięcia,
                  linie oporu. Listę zadań. Jeżeli jest tak, jak piszesz, Twoja żona prowokuje Cię
                  do błędnego ruchu. Jeżeli tak jest, znaczy, że bez Twojego błędnego ruchu nie
                  może wygrać. Sam fakt, że cię prowokuje jest już błędnym ruchem z jej strony.
                  Nie licz na sądy i sprawiedliwość. Twoim pierwszym punktem oporu jest status
                  quo. Od Ciebie zależy, czy pójdziesz do przodu, czy się cofniesz.

                  Kochaj, miej emocje, ale działaj na zimno. Nie rób tego, czego się spodziewają,
                  lepiej nie zrobić nic, niż się pogrążać. Jeżeli jesteś nerwus, opanuj się i bądź
                  spokojny. Odpuść sobie to, czego nie da się osiągnąć, choć Ci na tym zależy. Nie
                  miotaj się.

                  Do boju. Uda Ci się. Jeżeli chcesz wychowywać swoje dzieci, nie chcesz nic
                  złego. Jeżeli chcesz ocalić swoją rodzinę przed degradacją, również nie chcesz
                  nic złego. Tego Ci nikt nie powinien odbierać Czy ma prawo, to zupełnie inna
                  sprawa, nie jestem prawnikiem, ale myślę, że jest w prawie na pewno coś, co
                  chroni choć trochę porządnych ludzi. Ty to MUSISZ znaleźć i wykorzystać. A
                  ponieważ to walka, musisz sam wystrzegać się błędów i starannie wykorzystać
                  wszystkie błędy przeciwnika. Nie zapomnij jednak, że jesteś człowiekiem godnym i
                  nie popełnij niczego, czego byś potem żałował, nawet na wojnie nie wszystko jest
                  dozwolone.

                  Trzymam kciuki, bądź mężczyzną z jajami, wierzę, że Ci się uda.

                  • plathess Re: Do boju 23.06.05, 05:24
                    Dzięki scriptus i wszystkim za wsparcie.
                    Przed sobą mamy terapię małżeńską (ja działam przy jej pełnym poparciu), no ale
                    przede wszystkim czyny: że zależy nam na tym wszystkim. Teraz ja muszę coś
                    udowodnić - choć za cholerę nie lubię być stawiany w takiej sytuacji szantażu,
                    choć to już nie szantaż a uzasadnione oczekiwania jej względem mnie.
                    Czy się uda czy nie?...
                    Tymczasem piszemy do siebie listy smile Taki był nasz pierwszy i długo jedyny
                    kontakt, w ten sposób ja i ona otwarciej mówimy sobie pewne rzeczy.
                    Zaczynam brać się za sprawy odłożone het temu na wysoką półkę i mam nadzieję, że
                    moje starania powiodą się i że się okaże, że było warto.
                    • scriptus Re: Do boju 26.06.05, 02:36
                      Próba została podjęta, trzymam kciuki. Na pewno sie uda.
          • magda_0609 Re: Do boju 23.06.05, 18:18
            No, musze powiedzieć, że po raz pierwszy (rozpoczynając ten wątek) zrobiłeś na
            mnie wrażenie. I to niesamowite. Mało który facet potrafi przyznać się tak
            otwarcie do swoich słabości i chwil zwątpienia.

            Współczuję, Twoja żona zachowuje sie paskudnie, mieszając w to wszystko dzieci.
            Zachowania teściów nie komentuję, bo brak słów. Teraz wiemy, skąd u Ciebie był
            ten jad do naszego gatunku. Przyznaję, że na właśnym przykładzie boleśnie się w
            tym utwierdziłeś.

            Natomiast Twoje uczucia do żony i jej zachowanie w stosunku do Ciebie
            przypomina mi film "Dom" i stosunki między Basią Lawinąi Andrzejem Talarem.
            Wielbiciele tego serialu wiedzą, jak to małżeństwo sie zakonczyło - niestety.
      • tricolour Nie sądzę... 22.06.05, 18:18
        ... by Twoje listy dały cokolwiek. Może opóźnią decyzje, ale ich nie
        powstrzymają. Prawie na pewno nie spowodują wybuchu uczucia...

        Statystyki też niewiele zdziałają (jeżeli ich celem miało być ukazanie skutków
        rozwodu), bo odchodzące żony nie dbają o interesy dzieci, tylko o własne sprawy.
        Z dziećmi jakoś sie "ułoży", choć ja wolę raczej żyć, a nie żeby "mi się żyło".
        O tym jednak nie myśli się podczas rozstania...

        Przygotuj się, bracie, na definitywny koniec. Jak nie nastąpi, to dobrze...
        • clio11 Re: Nie sądzę... 23.06.05, 20:02
          Tri, nie generalizuj.
          Nie podobał mi się ten tekst o odchodzących żonach (są także odchodzący
          mężowie).
          Takie rozumowanie prowadzi do wniosku, że lepiej kisić się po wsze czasy w
          nieudanym związku dla szeroko pojętego dobra wspólnych dzieci.
          Nie, nie podoba mi się to i koniec.

          • tricolour A co KONKRETNIE... 23.06.05, 21:49
            ... Ci się w moim tekście nie podoba?

            Bo mnie sie własnie wydaje tak, jak napisałem. Że odchodzące żony (pomijając
            patologie) nie myślą o tym, jak sie będzie rozwijało dziecko bez ojca.
            Mam podejrzenie, że myślą, że "jakos to bedzie"...
            I nie chodzi mi o to, by na siłę "związek" niby-trwał, ale chodzi o to, że
            bardzo często sprawy dzieci nie są przedmiotem ustaleń.

            Takie mam doświadczenia własne i... rodzinne. Bo teść jest po rozwodzie, jego
            obie córki też.
            • in77 Re: A co KONKRETNIE... 23.06.05, 22:03
              "dzieci jako przedmiot ustaleń"...przedmiot? ustaleń?

              chcę, aby moje dziecko miało szczęśliwą matkę, a nie znerwicowaną babę z
              wiecznie zapuchniętymi od płaczu oczami. a moje dziecko nie będzie kartą
              przetargową i jestem w pełni świadoma faktu, że moje dziecko będzie wychowywane
              bez ojca.

              trzeba zrobić wszystko, aby naprawiać, rozmawiać, starać się, aby było lepiej,
              ale jeśli się nie da...?

              trzymam kciuki za siebie, za Ciebie i za wszystkich, tych odchodzących i tych
              zostawionych.
              • tricolour Odrobinę... 23.06.05, 22:19
                ... czepiasz się słówek. Przedmiotem ustaleń nie jest dziecko, tylko sposób
                wspólnego nim zajmowania się. WSPÓLNEGO.

                smile)))
            • samosia75 Re: A co KONKRETNIE... 23.06.05, 22:12
              Lepszy brak ojca niz zły ojciec.
              I nikogo konkretnego nie mam na mysli nawiazujac do tej dyskusji.
              Takie jest moje zdanie.
              • tricolour Z dzisiejszej prasy: 23.06.05, 22:20
                Psycholog dr. Zuzanna Toeplitz podkreślała, że nie do przecenienia dla
                prawidłowego rozwoju dziecka jest wychowywanie dziecka przez oboje rodziców.
                "Ojciec zawsze jest. Nawet jeżeli rodzice się rozstali i nie widują, to nie
                znaczy, że ten ojciec w sensie psychologicznym zniknął ze świadomości dziecka" -
                mówiła psycholog. Podkreśliła, że ważne jest, żeby "obraz ojca nie był ani
                skrzywiony, ani tworzony przez zranioną matkę, bo wówczas dziewczynki i chłopcy
                nabywają niechętnego stosunku do przeciwnej płci".

                Według danych przedstawionych na konferencji wynika, że w 2004 r. w 63,72 proc.
                przypadków po rozwodach opiekę nad małoletnimi dziećmi powierzono matkom, w 3,27
                proc. - ojcom, a w 31,14 proc. matkom i ojcom razem."

                Przyznam, że nie wiedziałem, że sądownie można uzyskać wspólna opiekę nad
                dzieckiem. To interesujące...
                • samosia75 Re: Z dzisiejszej prasy: 23.06.05, 22:27
                  Wszystko zależy od tego jaki ten ojciec jest. Osobowość, charakter.
                  Ja sie ciesze, że ojciec mojego dziecka sam się wykluczył z wychowywania małego.
                  Duzo szkody mógłby wyrządzić.
                  Wszystko zalezy od wielu okolicznosci.
                  Zdaje sobie sprawe z słów tego artykułu i jest mi przykro jak sobie pomysle...
                  ale czasem należy wybrać mniejsze zło.
                  • tricolour Nie mam żadnych wątpliwości... 23.06.05, 22:38
                    ... że jak facet szkodzi, to lepiej go odizolować, by nie szkodził.

                    Ale nie każdy szkodzi. Nie jestem nastawiony przeciw dziecku, a wręcz
                    przeciwnie. Natomiast moja żona jest w tej sprawie obojetna (co wydaje się byc
                    gorsze, bo decyzję zostawia dziecku, a dzieci maja problemy z podejmowaniem
                    decyzji - boją sie wybierać). Teściowe są nastawieni wrogo i otwarcie mówią,
                    żeby ze mną nie utrzymywać kontaktu.
                    Im u mnie lepiej, tym relacje gorsze.

                    Kiedyś mi to bardzo przeszkadzało, ale teraz mniej. Po prostu uświadomiłem
                    sobie, że nie zmienię całej tej sytuacji. Szkoda, że koszty poniesie dziecko i
                    pewnie bedzie miało problemy z własną rodziną... a może nie... zobaczymy.

                    To tyle. Idę na CPN po wodę mineralną z lodówki smile)))
                    • clio11 Re: Nie mam żadnych wątpliwości... 24.06.05, 11:41
                      Spieszę z odpowiedzią, co nie podobało mi się w Twojej wczorajszej wypowiedzi,
                      Tri. Otóż myślę, że powinieneś unikać uogólnień. I tyle. Dobro dziecka jest
                      bardzo szerokim pojęciem, w sytuacjach kryzysowych rodzice mają na nie
                      subiektywne, niestety skarajnie czasem odległe, zdanie.
                      Mój Ex był dobrym ojcem, kiedy mieszkalismy razem. Wierzę, że teraz też tak
                      jest. Ale nie był dobrym mężem, a ja nie mam w sobie cech cierpiętnicy i hasła
                      księdza, że "każdy niesie swój krzyż" działały na mnie średnio motywująco.

                      Wcale nie twierdzę, że moim dzieciom jest łatwo. Czasem muszą podjąć
                      samodzielnie decyzję, czy i kiedy spotakają się z tatą. Ja jestem wyłączana z
                      tych ustaleń. Zostałam swojego czasu poinformowana, że o tym, iż dzieci sa u
                      niego będę informowana kartką zostawioną przez nie na stole (twórczość radosna
                      Ex).

                      Czy mam, sugerując się swoimi doświadczeniami, mówić, że faceci PO rozwodzie
                      robią swoim byłym na złość? Nie broniłam dzieciom ani jemu nigdy żadnych
                      kontaktów. I śmiem twierdzic, że to Ex wykazywał skrajną niefrasobliwosć,
                      żądając od dzieci, by jechały do niego 70 km busem i z przesiadkami SAME, bo on
                      po nie nie wyjedzie. Przekładał spotkania na dogodne dla niego terminy
                      (niekoniecznie dla dzieci), kiedy jego sympatia pracowała.

                      Ej, nie sugerujmy się swoimi doświadczeniami, Tri...

                      • plathess Niestety nic 27.06.05, 15:36
                        Byłem poza domem. U rodziców ze starszą córką. Młodsza została z matką ze
                        względu na chorobę, ale powiedzmy sobie - nie tylko o to chodziło. Zona nie
                        chciała jechać do mojej matki, którą kilka dni wcześniej prawie nie pobiła. No
                        i, niestety, żeby zachować twarz przed swoimi rodzicami: skoro teściowie takie
                        potowory to dlaczego tam jeździsz? No i - trzeba zbierac 'podstawy' pod
                        orzeczenie o separację.
                        Miałem codzienny kontakt z żoną (ona raczej tego unikała) i z młodszą córką.
                        Gdy przyjechaliśmy ze starszą do domu, moja młodsza wskoczyła mi na kolana drżąc
                        i powiedziała coś co mnie w jej dziecięcych ustach zaskoczyło i zabolało z
                        powodu mej bezradności: 'Tatuś, już jesteś i mnie obronisz'...
                        Pomyślałem zaraz o sądzie, separacji, przyznaniu dzieci, o tym, że przed
                        rodzinnym wszystko co powie żona jest święte, wszystko co ja, facet, to
                        kłamstwo. I że nie mam szans naprawdę jej obronić.... I to mnie dobiło!...
                        Wkrótce żona wybiera się na rodzinną (z jej strony) imprezę, zostałem z niej
                        wykluczony. Obawiam się, że dzieci jak tam pojadą, że wszystko zacznie się od
                        nowa. Ale co mogę zrobić by nie zaszkodzić?
                        Mamy w lipcu wszyscy jechać na krótkie 'wakacje' (takie coroczne) do moich
                        rodziców. Ale czuję po reakcji żony, że nie dojedzie do tego. Ze do tego czasu...
                        Nie ulega wątpliwości, ze ją kocham. Żonę. Jeszcze tak ją mogę nazywać. Te dni
                        upewniły mnie w tym jeszcze bardziej.
                        Kupiłem jej biżuterię (skromne srebro, serduszka), pocztówkę z dedykacją o
                        najukochańszej osobie jaką znam. Przyjęła to, założyła. A przy tym była jak ta
                        lodowa królowa...
                        Po powrocie odkryłem, że przeszukała moje rzeczy (dokumenty w biurku). Zabolało
                        mnie jak diabli. Miałem, myślałem tak, przyjaciela, a teraz?.... Nic nie
                        znalazła, bo nic nie ukrywam przed nią. Sam fakt jest morderczy.
                        Patrząc na nią myślę: po co robisz? I - nie zabijaj tej miłości. Takie
                        sentymentalne... Ale po co jej to? Po co?
                        • akacjax Re: Niestety nic 27.06.05, 16:05
                          Chwilami myślę, że Twoja żona jest ostrzejszą odmianą żony scriptusa.

                          Tylko, czy Ty nie byłeś kiedyś dla swojej zbyt niemiły?

                          Mimo wszystko trzymam by Wasze puzle się nie rozleciały!
                          • bezecnymen Re: Niestety nic 27.06.05, 17:38
                            superglu albo kropelką??
                            ludzie! platnes i scriptus sa na zimno wykorzystywani i wykańczani psychicznie..
                            użalamy się nad paniami, którym ex kłamał w oczy ileś czasu gdy zdradzał, a tu
                            żony mowią wyraźnie, że nie widzą dalszej przyszłości, że nic nie czują może
                            poza nienawiścią,a wy próbujecie znaleźć jakieś sposoby na uratowanie związku,
                            którego już dawno nie ma???
                            panowie, bądźcie realistami wreszcie...żon już od dawna nie macie..to matki
                            waszych dzieci, ale nie wasze żony..czy to naprawdę tak trudno przyjąć do
                            wiadomości?
                            • tricolour Człowieku, uważaj !!! 27.06.05, 18:53
                              Za takie poglądy marnie skończysz!

                              Za chłodny racjonalizm większość forumowiczek klaszcze z radości, jak mnie
                              któraś z Pań ścignie, skrytykuje, dowali...

                              Sam sie prosisz... ale Ty jestes chyba mniej złośliwy ode mnie więc bedzie Ci
                              lepiej, choc ja nie narzekam...
                              • bezecnymen Re: Człowieku, uważaj !!! 27.06.05, 19:17
                                nie chodzi przecież o mnie...to co ewentualnie poczytam na temat mojej
                                inteligencji, wrażliwości itp to jest pikuś w porównaniu z tym co na codzień
                                SŁYSZĄ I WIDZĄ nasi dwaj panowie...
                                dodam nawiasem, że ja swoje usłyszałem swego czasu od exi tongue_out oj dobrze że już
                                jestem po smile
                            • anybody1 Re: Niestety nic 28.06.05, 09:31
                              cóż, jestem jedną z tych pań smile
                              ale przyznaję Ci rację, bo od dawna odnoszę wrażenie że obaj panowie walczą z
                              wiatrakami, kurczowo trzymaja się przeszłości i nie chcą spojrzeć prawdzie w
                              oczy. a fakty mówią same za siebie...
                          • scriptus ;DDDDDDDDD 28.06.05, 10:06
                            akacjax napisała:

                            > Chwilami myślę, że Twoja żona jest ostrzejszą odmianą żony scriptusa.
                            >
                            Jestem dzisiaj w dobrym nastroju, choć się w domu nic nie zmieniło. Akacjo, tak
                            mnie rozbawiło Twoje sformułowanie, że się uśmiałem niemal do łez.
                            Plathess, masz zatem żonę tego samego gatunku, odmiana rzadka, wrażliwa, wymaga
                            szczególnej troski, lecz bardziej pikantna, można stosować w mniejszej ilości.


                        • scriptus Re: Niestety nic 28.06.05, 09:44
                          Plathess, nie rezygnuj z dzieci, broń ich, nie zawiedź ich zaufania. Jesteś ich
                          tatusiem. Nie oglądaj się na sądy, choć ich orzeczenie jest ważne, nie jest
                          ostateczne. One mogą ci utrudnić, ale nie zabronić kontaktu z dziećmi. Nie
                          forsa, nie majątek, a dzieci są tym najważniejszym, co mamy. Dla dzieci warto
                          poświęcić wszystko. Często czytam na forum, że dzieci odejdą i zostaniesz sam.
                          To nieprawda. To rodzice pozostawiają dzieci samym sobie. Dzieci
                          usamodzielniają się, ale jeżeli nie były opuszczone przez rodziców, nie
                          odchodzą. Mogą mieszkać osobno, nawet daleko, ale zawsze z tobą będą. Kobiety
                          mogą odchodzić, mogą zdradzać, mogą nas opuścić, nawet jeżeli je kochamy.
                          Dzieci nas opuszczą tylko niekochane. Tak myślę.
                          • plathess kasa, kasa, jeszcze raz kasa 28.06.05, 23:52
                            Nie jest dla mnie odkryciem, że jej chodzi o kasę, o więcej kasy.
                            Byliśmy dzisiaj na spotkaniu: ja, żona, ta trzecia, tak jakby psychoterapeutka.
                            Najpier ogródkami, w końcu wprost: za mało pieniędzy, chcę więcej.
                            Separacja ma być tak ostrzem nade mną, dzieci jej zabezpieczeniem, moje uczucie
                            do niej, które mnie osłabia, jej dodatkową kartą - kartą, którą moża wykorzystać.
                            Chyba zaczynam dojrzewać do TEJ myśli: że nie będziemy razem. Psychicznie już
                            tak jest. Z każdym dniem coraz bardziej. Dojdzie do tego jeszcze ta proza życia:
                            osobne łóżko, kuchnia, życie, mieszkanie, radości.
                            Kolejny raz myślałem, że coś zaczyna się zmieniać, gdy wczoraj doszło do tego,
                            że po wielu dniach zaczęliśmy się kochać; było dobrze jak nigdy.
                            Następny dzień zweryfikował moje widzenie sytuacji. Niby nic. Dalej tylko chłód
                            i iskierki w jej oczach - zawsze takie, gdy coś intensywnie obyśla, knuje...

                            Nie wiem co i jak jej powiedzieć, by...
                            Ona naprawdę się zmieniła. Jej stosunek do mnie uległ przemianie. Wszystko
                            zdechło. Jak w przyrodzie.
    • marcepanna hej plathess 29.06.05, 11:26
      Oswiadczysz w sadzie ze kochasz zone i nie zgadzasz sie na rozwod ani separacje
      Do separacji chyba tez potrzebna jest twoja zgoda
      • plathess Re: hej plathess 29.06.05, 14:02
        marcepanna napisała:

        > Oswiadczysz w sadzie ze kochasz zone i nie zgadzasz sie na rozwod ani separacje
        > Do separacji chyba tez potrzebna jest twoja zgoda



        Z tego co wiem, to niekoniecznie. Zresztą, jaki sens miałoby trzymanie jej na
        siłę? Coraz bardziej dochodzę tego właśnie wniosku. Na dłuższą metę nie miałoby
        racji bytu takie postępowanie, sprawa przeciągnęłaby się na lata, my byśmy byli
        tylko na papierze małżeństwem. Ona, najpewniej coraz bardziej wściekła, że danie
        mi kopa nie jest takie proste jak sobie to wyobrażała, kopała by już nie dołki
        ale doły grobowe dla mnie. Widzi mi się to jak piekło.
        Takie 'rezygnacyjne' refleksje mnie nachodzą. Zaczynam tracić wiarę w sens walki
        o nią. Pozostają dzieci.
        • julka1800 Re: hej plathess 30.06.05, 09:01
          niestety plathess masz racje, nie ma sensu upierania się i niedawania rozwodu,
          skoro druga osoba tego chce i jest tego pewna.

          Sama tego doświadczyłam i zgodziłam sie na rozwód, bo coz by dało gdybym sie
          nie zgodzila? latami bysmy odwiedzali sądy, jego nienawisc rosłaby pionowo w
          gore... Po co?
    • plathess Zupełnie sam 30.06.05, 07:19
      Dawno nie czułem się tak sam jak teraz. Gdy jej nie było, czułem pustkę,
      rozdzierało mnie od wewnątrz. Ale teraz... Choć śpimy razem (z braku laku czyli
      dodatkowego łóżka), mijamy się codziennie, jemy to samo, nie mogę nic jej
      powiedzieć. Z niczego się zwierzyć. Nie mam z kim podzielić się swoimi lękami,
      obawami. Ona oczekuje czynów.
      Staję dziś przed wyzwaniem: albo pójdę do przodu albo. Albo będę zmuszony do
      czego innego. Albo topór separacyjny spadnie (w tym przypadku na pewno).
      Nie chce już używać zdrobnienia mojego imienia, bo to oznaka mej podrzędności.
      Niedorosłości. Mam wydorośleć w przyśpieszonym tempie. Inaczej po mnie. Mam być
      niemal duszą towarzystwa lękając się niekiedy zapytać o godzinę obcego na ulicy.
      Jestem jakiś nienormalny. I kurew...o zagubiony.
    • plathess Co za cisza! 05.07.05, 08:07

      • plathess Re: Co za cisza! 05.07.05, 08:13
        Co za cisza! Nad trumną małżeństwa Plathessa...
        Na weselu ludzi w bród, na pogrzebie tylko najwierniejsi.

        Ps. Sprawa się się rozwija. W obie strony.
        Wydaje się, z jej strony (bo ja nieustannie uncertain, że chce dalej próbować,
        potem... a potem wykonuje wrogie ruchy.
        Przyszło wezwanie z sądu do zapłaty kosztów.


        • bezecnymen Re: Co za cisza! 05.07.05, 08:43
          wezwanie do zapłaty??? a to już jesteś po sprawie???
          • plathess Re: Co za cisza! 05.07.05, 14:27
            bezecnymen napisał:

            > wezwanie do zapłaty??? a to już jesteś po sprawie???





            Jeszcze przed. Przyszło do niej: 500 na poczet procesu, 50 na korespondencję.
            Teraz się stara o umorzenie tej kwoty albo zmniejszenie - albo przerzucenie jej
            na mnie. Ciekawi mnie, czy o to umorzenie ona może teraz się starać czy podczas
            trwania (np. na pierwszej rozprawie)? Innymi słowy, na czym stoję uncertain
            Prawnie. Bo poza tym to ruchomych piaskach, emocjonalnie, uczuciowo.
            • bezecnymen Re: Co za cisza! 05.07.05, 14:31
              o ile pamiętam exia zakładając sprawe sama uiściła opłatę, a pozwany płaci
              koszta po orzeczeniu...fifty-fifty gdy bez orzekania, może jednak cos w tej
              kwestii uległo zmianie, bo moja znajomość rozwodowycvh podchodów jest lekko
              nieświeża
              ale nie wydaje mi się by pozwany miał płacić koszta procesu przed..... moga
              chyba rozłożyć na raty czy tp nie wydaje mi sie jednak by sąd raczył zająć się
              sprawa bez ehm uiszczenia gotówką tongue_out
              • plathess Re: Co za cisza! 05.07.05, 17:29
                Ciężko ci jak myślisz o niej? Kiedyś, jeszcze przed, musiało coś cię z nią
                łączyć dobrego, chyba?
                Ja nie mogę sobie wyobrazić tego. Widzę to jak jątrzącą się ranę, która będzie
                mi towarzyszyła nawet w chwilach szczęśliwych chwil. Odejmuje mi to siłę do
                życia, nie mówiąc o walce. Nie chcę widzieć w niej wroga!
                • bezecnymen Re: Co za cisza! 05.07.05, 18:01
                  współczuje ci stary, wiem że lekko ci teraz nie jest....
                  ale jak chcesz jako tako psychicznie wyjśc z tego w jednym kawałku, to uznaj
                  wreszcie, że ona JEST już twoim wrogiem.....
                  wiesz co moja ex powiedziała z tej okazji swojej przyjaciółce, która nie
                  omieszkała mi tego powtórzyć( bo rozmawiały tylko we dwie)?
                  obdarłabym gnoja ze skóry za te moje stracone lata.... od razu mi się lżej
                  zrobiło, gdy się dowiedziałem, jaki jest jej do mnie stosunek...
                  bolało? jak cholera, ale już nie bolismile
                  pozdrawiam
                  • plathess Re: Co za cisza! 05.07.05, 20:04
                    Złozyła w ostatnim czasie następujące wnioski w Sądzie Rejonowym:
                    1. o łożenie na dzieci (jakbym 100%!!!!!!!!!! nie dawał na ten pieprzony dom)
                    2. o współudział kosztów procesu separacyjnego
                    3. o rozdzielność majątkową,

                    Pytanie: PO CO skoro pozew o orzeczenie separacji zakłada to samo?
                    I co mogę zrobić w tej sprawie? 1. Łożę na dzieci, 2. non respond, 3. Gdy ona
                    chce a ja nie (jesteśmy małżeństwem bez orzeczonej separacji idt.) Na oko wydaje
                    się że nie działa to zyczenie jednej ze stron, ale może się mylę.








                    Poza tym rozmyślam nad ostatecznym rozwiązaniem kwestii swojego istnienia.
                    Nie mam przyjaciół. Od 13 lat JĄ uważałem za jedynego przyjaciela.
                    Gdy jej powiedziałem, jakie mam myśli, opowiedziała mi historię chłopaka, który
                    straciwszy pracę, tym samym kobietę, którą kochał, rzucił się z mostu...
                    To się rozumie.....
                    • bezecnymen Re: Co za cisza! 05.07.05, 20:12
                      rzekłbym że niezbyt wysublimowana aluzja...
                      nie jestem pewien, ale rozdzielnośc majątkową przeprowadza się u notariusza
                      przy zgodzie obu stron...jak to wygląda w sądzie nie mam pojęcia ale taniej nie
                      będzie
                      i daj sobie spokój z takimi mostowymi myślami...masz jeszcze dzieci
                      przecież!!! no chyba że uważasz że bez ciebie będzie im lepiej....
                      • plathess Re: Co za cisza! 05.07.05, 20:32
                        Dokładnie odwrotnie. Może im być tylko gorzej, czego doświadczyły wywiezione do
                        swoich 'kochanych dziadków' i tam steroryzowane przez nich i ich matkę...
    • plathess Czepiam się każdej myśli 06.07.05, 21:07
      Ktoś tu pisał, sorki za to, że nie wiem, kto, iż dopóki nie wpłaci się żądanej
      kwoty na poczet rozprawy to sąd "nie widzi" sprawy. Pytanie: jak długo nie widzi
      i czy po jakimś czasie, od nie uiszczenie żądanej kwoty, taki pozew nie traci
      swojej ważności? Przestaje istnieć. Czy taka sytaucja zachodzi, czy jeśli - bo
      rozumiem, że może to zrobić w każdej chwilii, żona pojedzie do sądu i odbierze
      złożone dokumnety - czy nie zachodzi?
      Nienawidzę życia w próżni. Choć wolę już ją od zdecydowanych działań
      separacyjnych mojej żony!
      Pewnie niezły frajer ze mnie wychodzi... smile Prawniczka, z którą rozmawiałem
      informacyjnie, co zrobić prawnie, by żona nie robiła tego głupstwa, słuchając
      tak mnie, patrząc, rzekła: musi pan jej pokazać, że ma jaja. Musi pan zacząć z
      nią walczyć. Tylko, kurna felek, ja nie chcę z nią walczyć! Tylko się z nią
      kochać smile co, wyznaję publicznie, czynimy smile)
      • bezecnymen Re: Czepiam się każdej myśli 06.07.05, 21:24
        pogubiłem się........to uprawiacie sex gdy złozono pozew o separację???
        sąd was wyrzuci z sali przy pierwszej o tym wzmiancesmile
        • anybody1 Re: Czepiam się każdej myśli 06.07.05, 21:36
          i jeszcze nieźle się przy tym uśmieje smile)
          adwokatka Ci tego nie powiedziała??
          • bezecnymen Re: Czepiam się każdej myśli 06.07.05, 21:42
            chyba że właśnie o to ci chodzi by przed sądem wykazać bezsens tego wniosku
            żony tongue_out
            • plathess Re: Czepiam się każdej myśli 06.07.05, 22:10
              Nie jestem aż tak wyrachowany. Nie gwałcę jej. Robię to z ogromną przyjemnością,
              ona... na pewno nie jest dla niej to tym, czym dla mnie. Obecnie ważniejszy dla
              mnie jest sam kontakt z nią niż ten fizyczny w trakcie. Nie mechanicznie jak z
              obcą, powiedzmy "zawodową", ale ten szczególny, gdy dzieje się z osobą, którą
              się kocha. No i skoro nie ucieka ode mnie, to chcę wierzyć, że wszystko da się
              naprawić. Jednak chwile zwątpienia, kiedy dostrzegam w jej oczach gwałtowność
              połączoną z intensywnym myśleniem 'nad czymś', powalają mnie, odbierają nadzieję!
              • anybody1 Re: Czepiam się każdej myśli 06.07.05, 22:14
                jedną z pierwszych rzeczy o jakie sąd zapyta, będzie od jak dawna nie ma
                pożycia. a jesli jest...
                • plathess Re: Czepiam się każdej myśli 06.07.05, 22:47
                  Siłą jej nie zatrzymam. Już jej nie mam takiej jaką była kiedyś.
                  Przykleiła się do mnie taka myśl: Jak nie wiesz co zrobić, to zrób to...
              • scriptus Re: Czepiam się każdej myśli 18.07.05, 09:23
                Plathess, bardzo mi się to podoba, w razie wniosku o separację jakoś spiję moją
                żonę, dodam jej coś do napoju, żeby się na mnie rzuciła, mogę w tym oczywiście
                czynnie uczestniczyć, ale nie gwałt wink))) Nie mogą to oczywiście być te
                dyskotekowe, po których się nie pamięta, o to chodzi, by pamiętała ;DDD. A
                potem, przed sądem, jak to nie ma współżycia, jest, i to jakie big_grinbig_grinbig_grin i nici z
                separacji. Ja mogę być wyrachowany ;D, tylko, co jej dać do napoju?

                Echch, mrzonki ;-(

                Plathess, jesteś , widzę taki sam wariat, jak ja ;-(
                • plathess Re: Czepiam się każdej myśli 18.07.05, 11:03
                  Taki charakter i uczucie - jedno nie pozwala na pewne rzeczy, drugie - odbiera
                  rozum...
      • tricolour Czytam, bracie... 06.07.05, 22:53
        ... co piszesz i się dziwię.
        Bo albo rozwód, albo kochanie, albo jaja sobie robisz z nas...

        Nic to, poczekamy - zobaczymy.
        • plathess Re: Czytam, bracie... 06.07.05, 23:03
          Wszystko bardziej jest skomplikowane niż bym chciał, niżby można sądzić. Jaj
          sobie nie robię.
          Sprawa wygląda tak: ona chce pewne rzeczy na mnie wymusić, zmienić co nieco,
          delikatnie mówiąc. Ja, ponieważ chcę z nią być, godzę się na to nie do końca
          będąc z tego powodu szczęśliwy; nie wiem też, czy wytrwam w tym.
          Ponad to obserwuję w niej walkę: chce spróbować być ze mną na swoich warunkach,
          z drugiej strony postanowiła postawić kropkę nad naszym związkiem i teraz waha
          się, zastanawia się, czy nie będzie żałowała, że gdy już była pewna, zaczęła od
          nowa.
          Tak to widzę. Że nie gra fair świadczą wszelakie papiery, które składa, które
          pobiera, by złożyć. Zabezpiecza się.
          A ja sam momentami już nie wiem, czego chcę. Gdy robie się lodowato między nami
          odczuwam ból i wiem, że pragnę z nią być; w chwilach spokojniejszych, tańcząć
          jak mi gra, rozmyślając nad moim 'nowym życiem' buntuję się, mówię: nie chce
          takiego życia. To jest niesprawiedliwe.
          Więc nie są to żadne jaja, tylko facet na rozstajach!
          • plathess Chyba już rezygnuję 07.07.05, 13:43
            Bo nie mogę, nie potrafię i nie chcę tak. Moje starania, od finansowych
            (których wynik nie może być natychmiastowy) po zabieganie o nią swoją drogą, a
            jej akcje swoją. Robi swoje. Ku...a! Żeby ona była w innych sprawach taka
            konsekwentna i prąca do przodu, to ani by jej pieniędzy ani innych rzeczy nie
            brakowało.
            Zwyczajnie zaczynam mieć wszysko w d.. Przestaję chcieć walczyć. Z drugiej
            strony rozum mi mówi, iż daję jej tym argumenty przeciw sobie w sądzie.
            No nie, zwyczajnie nie nadaję się do boju. Bo albo kocham, albo niszczę.
            Co byście zrobili, gdyby wasz parntner/ka tak postępowali - robił/a sobie
            zabezpieczenie frontu?....
            To skrajne nieuczciwe, podłe. Po prostu zaczynam żałować, że kiedyś tam została
            moją żoną. Czasami lepiej nic nie robić. Nic nie mieć. Ale też niczego nie tracić.
          • anybody1 Re: Czytam, bracie... 07.07.05, 13:54
            ja to widze tak:
            1. coś się spieprzyło.
            2. Twoja żona mówi: bedziemy razem jeśli się zmienisz.
            3. Ty, jako że świat Ci się wali i za wszelką cene chcesz zatrzymać to co było,
            godzisz sie na to.
            4. żyjecie sobie szcześliwie przez rok.
            5. zaczynasz sie dusić.
            6. trafia Cię szlag.
            7. patrz punkt pierwszy.
            • bezecnymen Re: Czytam, bracie... 07.07.05, 13:57
              i dookoła wojtek..niestety stary, niewiele chyba da się uratowaćsad
              • plathess Powinienem 25.07.05, 10:19
                - choćby zadzwonić do sądu rejonowego i zapytać się, czy już wyznaczono termin
                rozprawy, tej o ograniczenie mi praw rodzicielskich (za znęcanie się, o matko!)
                a nie robię nic. Tworzę jakieś niestworzone histrie, że moje telefony do sądu,
                wizyty w nim źle wpłyną na mój wizerunek przed sądem. A tak w ogóle to o sprawie
                bym zapomniał. Nie ma jej!
                Ale jest.
                Jest sens tam wydzwaniać, dopytywać się? Trochę się boję, iz pod moją
                nieobecność przyjdzie wezwanie do sądu, a ona je schowa... co jest
                prawdopodobne, nie absurdalne..
                • akacjax Re: Powinienem 25.07.05, 10:35
                  Otóż nie wiem, czy to co napiszę nie ułatwi komuś działań w złej wierze, ale
                  liczę, że nie.
                  Otóż nieodebranie wezwania do sądu, to coś innego niż odebranie osobiście i
                  niestawienie się.
                  Jeżeli chce się komus ograniczyć prawa, to trzeba mieć mocne dowody.
                  Poza tym jeżeli nie zgadzasz sie z postawą matki Twoich dzieci wobec Ciebie
                  jako ojca, najlepszą pomoc dostaniesz w organizacji ojców. Mają stronę www.
                  znasz ją chyba. ("w stronę ojca", czy coś podobnego).

                • kasiar74 Re: Powinienem 25.07.05, 19:36
                  staraj się nie dać wyprowadzić z równowagi bo przeciez tylko o to jej chodzi
                  o nerwowe ruchy
                  bo skoro jestes kochającym ojcem to nikt nie może ci nić zarzucić
                  wierzmy jednak że żyjemy w państwie prawa i prawda wyjdzie na wierzch wczesniej
                  czy później i to twoja żona będzie ponosić konsekwencje tych pozwów wyssanych z
                  palaca
                  • plathess Re: Powinienem 26.07.05, 18:21
                    Gdyby prawda i uczciwość zwyciężały to by świat inaczej wyglądał.
                    Dlatego ja nie mam złudzeń. Postaram się jedynie nie pójść na rzeź jak ten
                    baran, ale czy nie zostanę ścięty - to inna sprawa.
              • plathess Cisza 28.07.05, 21:17
                Cisza nastąpiła między nami. W dobrym znaczeniu. Nie to, że przestaliśmy ze sobą
                rozmawiać, po prostu tamte sprawy nie są tykane. No ale pewnie to przed burzą.
                Na jutro zapowiadają, to pewnie i przełoży się na relacje z moją.
                Nie, nie chcę krakać. Aby tak dalej, może wszystko się ułoży albo ja znowu taki
                głupi, a ona kombinuje...
                Zobaczymy.
                • bezecnymen Re: Cisza 28.07.05, 21:22
                  cisza przed kolejną burzą? a może się zmęczyła, albo dała odbój?
                  • plathess Re: Cisza 28.07.05, 21:28
                    Żebym to ja wiedział. Może przyszło uspokojenie? Albo zbiera siły. Nie chce tak
                    myśleć. Ale łapię się na tym, że rozmyślam nad jej kolejnymi możliwymi
                    nieprzyjaznymi ruchami. Zwyczajne jej wyjście może oznaczać drogę do sądu, na
                    policję. Paranoja? Paranoja potwierdzona chyba już nią nie jest uncertain
    • plathess I co dalej? 18.07.05, 08:50
      99% czasu, podświadomie w tym, myślę o jednym. Brakuje juz energii na
      cokolwiek. Za cholerę nie mogę jej ufać.
      Wracam z pracy, krawata jeszcze nie zrzuciłem, dzwonek. Ona w te pędy do drzwi.
      Jakaś kobieta. Cholernie przymilna dla niej, mnie traktująca jak gówno. Kurator
      sądowy. Okazuje się, że była na policji (następnego dnia, gdy doszliśmy, po paru
      godzinach, do jakiegoś konsensusu). Sprawa o ograniczenie praw rodzicielskich z
      powodu znęcania się nad dziećmi. Znęcanie miało polegac na tym, że JA ZABRANIAM
      CÓRKOM JEŚĆ WIĘCEJ NIŻ JEDEN POSIŁEK DZIENNIE!!!!!!! Siedziała młodsza obok mnie
      i mało powiedziec - szok w jej oczach. Najlepsze, że córki jedzą prawdopodobnie
      więcej niż powinny - chodzi głownie o ich ulubione chipsy i colę. Rano -
      śniadanie albo pieniądze na śniadanie w szkole, w szkole - 11.30 - dobry obiad,
      w domu - ZAWSZE drugi obiad dla nich, podwieczorek, kolacja, ogólna podżerka,
      kiedy chcą...
      Ciekawi, co moja na to? Kolejne kłamstwo. Ona tylko poszła wyżalić sie pani
      policjantce, a ta wszystko zmyśliła... Teraz wszystko wycofuje, co z własnej
      woli dała mi na piśmie do przedstawienia w sądzie (choć to pewnie g... warte:
      biedna kobieta została zastraszona przez potwora i mając noż na gardle, napisała
      co jej kazał... - czyż nie tak będzie w sądzie?)
      Ciekawa była reakcja kurtorki. Zero reakcji na atak mojej żony na policjantkę,
      ktora skłamała - wedlug żony. A na koniec - nic to, widze, że państwu na dobre
      wyszło to wszystko....
      Zwłaszcza mi....
      Oto równość w Polsce. Ciekawe co by było, gdybym ja złożył cos podobnego.
      Ciekawe, czy sprawa by ruszyła i jaki byłby jej wynik. Koniec końców, to ona
      wbrew woli córek porwała moje dzieci i przetrzymywała w miejscu, gdzie je
      zastraszano a ze mnie, człowieka którego kochają, na siłe, próbowano zrobić
      potwora, który chce je skrzywdzić. Przemoc fizyczna i psychiczna w jednym.
    • plathess Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 22.07.05, 15:17
      Przede mną rozprawa o ogranicznie praw rodzicielskich z powodu znęcania się nad
      dziećmi (głodzenie ich - chcielibyście mieć takie dorodne dziewczyny, nie grube,
      ale w sam raz, na pewno nie szkieletysmile
      Pewna kurator uświadomiła mi błąd, jaki popełniłem. Błąd nie reagowania i nie
      zbierania fantów na moją żonę. Zareagować powinieniem wtedy był, gdy ona porwała
      je w grudniu i potem w czerwcu. Ona się rozwija. Za pierwszym razem poza
      porwaniem nic więcej nie uczyniła. Ale dowiedziała się gdzie trzeba i tym razem
      polazła na policję (która na podstawie jej pierdół rzuciła mi do potrzymania
      100kilogramowe koło; jeśli nie utonę, znaczy - nie udowodniliśmy ci jeszcze
      winy). No i separka, która w porównaniu z tamtym wydaje mi się czymś w sumie
      błahym, cywilnym z założnenia, choć okropnym to jednak nie o kryminalnym
      zabarwieniu.
      Reakcja moja powinna była polegać na zgłoszeniu na policję faktu i razem z nią
      udaniu się do mieszkania jej starych w celu odbicia córek. Już widzę, jak by to
      wyglądało. Jest matką i jej sprawa, gdzie zabiera dzieci. Albo jeszcze
      odstawiłaby szopkę, jaka biedna. A kto by uwierzył, że dzieci płączą z powodu
      tego co robi im matka i z samego pobytu tam?! Starsza córka dopiero bliżej
      swojego domu, blisko mnie, rozpłakała się i otworzyła.
      Nie chciałem mieszać w to policji ani sądu. Jej, tej... na tym zależało i
      zależy. Wychodzi ze słusznego,niestety,wniosku, że to jej sędzina uwierzy,
      wysłuchawszy kuratorki, policjanktki, przedstawicielki opieki społecznej -
      zauważcie ile tu tego "ki"...
      Teraz zastanawiam się, co dalej. Na poważnie i od strony prawnej, by mnie nie
      pożarła i nie mlasnęła! Zastanawiam się na badaniem córek i nas w ośrodku
      diagnostycznym, ale boję się, że - trochę czytałem relacji ojców - tam to mnie
      dopiero chapną. Poza tym nie wiem, gdzie w tym czasie będą dziewczyny. Jeśli
      będą poddawane praniu mózgów, to strach się bać...
      • bezecnymen Re: Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 22.07.05, 15:34
        zaliczyłem takie przesłuchanie, u nas to sie chyba nazwya poradnia rodzinna
        albo jakoś tak...mam dośc dobre wspomnienia, mimo przesłuchiwania przez
        kobietysmile jesli sąd przed orzeczeniem skierował was do poradni to będziecie
        osobno badani ty, ona i dzieci... nie wiem jak badaja dzieci, ja wypelnilem
        kilka ankiet dotyczących mojego stosunku do ex i syna, niektore pytania nader
        intymne, potem panie sobie to poczytały i przygotowały pytania, na które
        musiałem odpowiedzieć.. zrób sobie mały rachunek sumienia przed tym badaniem i
        wal prosto z mostu całą prawdę, mam powody przypuszczać, że właśnie wynik badań
        poradni zmusił moja exie do zmiany pozwu na orzeczenie bez winy
        czym sie gruntu starysmile
      • anybody1 Re: Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 22.07.05, 16:00
        niesamowite!
        czy ona ma jakiekolwiek dowody???
        • plathess Re: Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 22.07.05, 16:12
          anybody1 napisała:

          > niesamowite!
          > czy ona ma jakiekolwiek dowody???

          Tylko to co mówi, ale raz mówi jedno, potem drugie. Choćby z tym głodzeniem -
          na policji, że pozwalam dzieciom na jeden posiłek dziennie, przed kuratorką u
          nas w domu wycofała się mówiąc, że to policjantka przekręciła jej słowa; mi na
          piśmie dała, że nigdy ani fizycznie ani psychicznie nie maltretowałem dzieci.
          Zrobiła to z własnej woli i pomysłu. Ale... co powie w sądzie? W otoczeniu
          bojowo do mnie nastawionej sędziny, przy policjantce gotowej bronić ją swą
          piersią? Oto jest pytanie?!
          Kolejną rzeczą jest to, że ograniczam jej wydatki. Wydajemy tyle, ile mamy, a
          wszystko co mamy pochodzi ode mnie.
          Jakie mogłaby miec dowody? Inaczej: jakie może spreparować? To mnie dręczy,
          przyznaję...
          • anybody1 Re: Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 22.07.05, 16:22
            no tak, to co mówi ona i to co powiedzą teściowie... z tego co o nich piszesz,
            może być nieciekawie...
            lepiej postaraj się o swoich świadków...
            • plathess Re: Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 22.07.05, 16:26
              anybody1 napisała:

              > no tak, to co mówi ona i to co powiedzą teściowie... z tego co o nich piszesz,
              > może być nieciekawie...
              > lepiej postaraj się o swoich świadków...





              To co, jeśli ja nie skołuję świadków (nie licząc mojej rodziny) to przegrałem w
              kapciach? Fakty tego rodzaju, że żyje ona, jakby nie patrzeć, z mojej pracy,
              dzieci uczą się rewelacyjnie, nie są głodne, kochają mnie (co mam nadzieje
              wyjdzie na badaniach)itd. to zero dla sądu? Trochę się boję, że tak. No ale
              chyba nie?!!!
              • anybody1 Re: Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 22.07.05, 16:50
                a konsultowałeś sie już z jakims prawnikiem?
                • plathess Re: Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 22.07.05, 17:25
                  anybody1 napisała:

                  > a konsultowałeś sie już z jakims prawnikiem?





                  Wstępnie tak, tyle że sprawę separacji, gdy wszystko wyglądało jeszcze niewinnie
                  - nie wiedziałem nic o innych oskarżeniach. Jest na urlopie. Dodam, że wszystko
                  załatwiam w ramach pomocy bezpłatnej, żadne tam kancelarie prawne - na tyle mnie
                  nie stać :-0 Ale mówiąc szczerze kobieta ów wydaje się mało konkretna. Poza tym
                  na samo pytanie, jakie mam szanse, bym to ja zajął się dziećmi, jakby to
                  powiedzieć... oburzyła się! Jak można myśleć dzieci zabierać matce! Mniej więcej
                  to wyrażała jej twarz, więc nie do końca jestem pewien, czy ona (nie on) to
                  dobry wybór.
                  • hela74 Re: Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 23.07.05, 14:24
                    plathess, jak chcesz mieć dobrego prawnika to musisz mu nieźle zapłacić sad
              • scriptus Re: Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 22.07.05, 17:02
                Plathess, z poczatku Twoje agresywne wobec kobiet wypowiedzi nie przekonaly
                mnie do Ciebie , ale odczuwam z Toba pewna solidarnosc, z racji tego, ze
                podobnie jak ja chcesz ocalic swoja rodzine. Trzymam kciuki i pozdrawiam.
              • bezecnymen Re: Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 22.07.05, 17:03
                badania to jedno a zeznania świadków to drugie, jesli ona uzyska zeznania
                obciązające ciebie winą, chcąc nie chcąc sąd musi je uwzględnić, o ile nie
                zechce wziąc pod uwage że to teściowie i nie sa obiektywni...postaraj się o
                swoich świadków naprawdę się moga przydać, a wydaje mi się że jesli ona sie
                dowie że masz świadków i to bardziej bezstronnych niz jej to zweksluje na
                boczne tory
                • plathess Re: Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 22.07.05, 17:16
                  Rzecz w tym że takowych nie mam. Poza rodziną. Tu gdzie mieszkamy to są jej
                  najbliższe strony i jeśli chodzi o sąsiadów, niechętnych raczej łażeniu po
                  sądach, to wezmą jej stronę. Naokoło mieszka niemało jej koleżanek ze szkoły -
                  część z nich to rozódki, ulubiony ich temat to "facet to ch..." i choć większość
                  z nich nigdy nie była w naszym domu, tak po babsku, jak podejrzewam z tego, co
                  słyszę od niej, gotowe są zeznać, co będzie pasowało koleżace, czyli mej żonie...
                  Fajnie, co?
                  Mylisz o innych świadkach?
                  Bo zaczynam się czuć jak gość oskarżony o morderstwo. Brakuje mu alibii, bo
                  taki z niego gość, że samotnie spędza wieczory i tym razem nie było inaczej....
                  • akacjax Re: Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 22.07.05, 23:02
                    Przedstawiasz swoją Ż. jak osobę co najmniej niespełną rozumu, czemu mam jakieś
                    obawy, co do intencji?
                  • hela74 Re: Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 23.07.05, 14:26
                    więc zaangażuj w to swoją rodzinę jako tych świadków, inaczej przegraszsad
                    • plathess Re: Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 23.07.05, 15:20
                      hela74 napisała:

                      > więc zaangażuj w to swoją rodzinę jako tych świadków, inaczej przegraszsad



                      Rodzina wchodzi w grę - zwłaszcza matka, która została poturbowana przez moją
                      żonę gdy chciała tylko porozmawiać. NIe pytaj, czy zgłosiła to na policję i czy
                      ma obdukcję - oczywiście, że nie. Jej słowo przeciw żonie, jej rodzicom (działo
                      to się w ich domu). I cała masa innych rzeczy. Ale najważniejsze dla mnie, że
                      zeznają, jak są chowane dzieci przeze mnie, czy są głodne, czy się mnie boją
                      itd. Dziewczyny regularnie od lat jeżdżą wakacyjnie do moich rodziców, my
                      jeździmy tam na święta itd.
                      Ale generalnie wszystko mi się nie podoba - to, że mam teraz szukać świadków na
                      swoją normalność i wredotę mojej żony.... uncertain
                      • bezecnymen Re: Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 23.07.05, 15:24
                        mam teraz szukać świadków na
                        > swoją normalność i wredotę mojej żony.... uncertain
                        dokładniesmile
                        chyba że chcesz sie podłożyć........
                      • hela74 Re: Rodzinny Ośrodek Diagnostyczny czy jak tam... 23.07.05, 15:45
                        life is brutal, choć to bardzo żałosne sad
                        • plathess Zniechęcenie oplata mnie 23.07.05, 17:33
                          Całe życie wyprarowało ze mnie. To nie to, że przed całą tą sprawą, tętniło.
                          Ogólnie nic mi się nie chce. Nawet pisać tego - choć to jeszcze mi się chce. Ale
                          coś poważniej już nie. Deprecha mnie ogrania, wola walki o małżeństwo, o dowody
                          dla sądu, zmaganie się z życiem - tym normalnym, nudnym, codziennym bez
                          fajerwerków i efektów doprawadzających mnie na granicę zawału. Kurna, nic mi się
                          nie chce. Po prostu. Jak znam siebie nie jest to stan przejściowy. Zdaje się, że
                          kolejny raz doszedłem do prawdy, że nie jestem osobą szaloną, waleczną, że
                          generalnie nie wiem, po co żyję. Ot, tak. Banał mnie dobija, ponad go nie
                          potrafię i nie chcę się wznieść.
                          • bezecnymen Re: Zniechęcenie oplata mnie 23.07.05, 20:03
                            ech stary cóz ja na taki stan poradzę? może gdybyś wczoraj przysiadł z nami na
                            kanapie miałbyś odrobinkę lepszy nastrój?
                            • hela74 Re: Zniechęcenie oplata mnie 23.07.05, 20:14
                              a było jeszcze wolne miejsce???
                              • bezecnymen Re: Zniechęcenie oplata mnie 23.07.05, 20:16
                                to była duuuuuuuuuuuuuża kanapasmile
                                • plathess Re: Zniechęcenie oplata mnie 23.07.05, 21:36
                                  A co to za kanapa? Wirtualna?
                                  • bezecnymen Re: Zniechęcenie oplata mnie 23.07.05, 22:03
                                    poczytaj ''bezecny zaprasza''
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka