Dodaj do ulubionych

Wciaz mysle o bylym mezu, sni mi sie

09.08.05, 14:19
Moj byly maz ostatnio ciagle mi sie sni.Sni mi sie, ze mamy dziecko, albo ze
on z inna kobieta ucieka przede mna, albo cos robimy wspolnie.Te sny
doprowadzily do tego, ze cale dnie o nim mysle. Wspominam.Dobre wspomnienia
mnie jeszcze bardziej doluja bo zaczynam tesknic i wyrzucac sobie, ze wiele
rzeczy schrzanilam, ze powinnam postapic inaczej, powiedziec inaczej albo cos
przemilczec. Im wiecej mysle tym wieksze mam poczucie winy.WIem, powinnam
odsuwac te mysli i nie nakrecac sie.Ale gdybym byla dobra zona to on nie
chcialby rozwodu.Proste.I z tym poczuciem,ze bylam beznadziejna jest mi
strasznie.Nawet wino wczoraj nie pomoglo.
Obserwuj wątek
    • bursztynowe Re: Wciaz mysle o bylym mezu, sni mi sie 09.08.05, 14:21
      Magnuna,

      Zrobiłaś co mogłaś.
      Rozważania, co by było "a gdybym powiedziała/niepowiedziała" itp do nieczego
      już nie prowadzą...
      Mleko się wylało...

      Nie upadaj na duchu
      • magnuna Re: Wciaz mysle o bylym mezu, sni mi sie 09.08.05, 14:35
        Bursztynowe,ja wracam do stanu sprzed kilku miesiecy, sprzed spotkan z
        psychologiem.Ona (ta psycholog) mowila, ze sie biczuje. Ale poczucie winy
        zaczyna mnie znowu tak strasznie meczyc, ze mam ochote usnac i juz nie wstawac,
        zeby nie zaczynac kolejengo dnia z mysla, ze narzekalam, gderalam, obrazalam
        sie, zle sprzatalam, narzekalam na miejsce gdzie mieszkalismy i na jego matke.
        On tego musial sluchac.Zakichane antyderesanty juz na mnie nie dzialaja.
        Obsesyjnie mysle o tym, ze inna kobieta jest z nim, sypia przy jego boku,sa razem.
        Podjelam nowa prace i niedlugo ludzie zaczna pytac czy kogos mam, a dlaczego
        nie?Mam klamac?Nie chce. Ale nie mam tez na tyle odwagi zeby powiedziec prawde,
        bo slysze jak inni mowia o swoich mezach, zonach.I ja wsrod nich- sama.
        Pewnie jestem najbardziej uzalajaca sie osoba na tym forum, ale gdzie mam
        powiedziec albo napisac ze mi zle bez przytulenia, bez wsparcia bliskiego
        mezczyzny?Ktos kto nie jest sam nie zrozumie.
        • bursztynowe Re: Wciaz mysle o bylym mezu, sni mi sie 09.08.05, 14:40
          Potrzebujesz terapii... zanim się ubiczujesz...
        • scriptus Re: Wciaz mysle o bylym mezu, sni mi sie 09.08.05, 14:41
          Magnunko, rozumiem, co przezywasz. Wspolczuje.
    • pchelka Re: Wciaz mysle o bylym mezu, sni mi sie 09.08.05, 14:48
      Współczuję bardzo.
      Psycholog ostrzegał mnie przed takimi właśnie skutkami rozstania.
      Nasz łepek robi nam niespodziankę podsuwając obrazy tego, co było w zwiazku
      dobre i zacierając to, co spowodowało, ze się rozstalismy.
      I wino wcale nie pomaga, juz lepsza nalewka wink
      Też mi się snił ex przez kilka ostatnich nocy wpędzając mnie w podły nastrój po
      obudzeniu.
      Ale mam parę "zelaznych kawałków" na przypominanie sobie, czego bym więcej nie
      chciała przeżywać...
      Spróbuj pomyśleć o sobie ciepło.....
      • magnuna Przyznam Wam sie... 09.08.05, 15:03
        ale chodzilam na terapie- ponad 3 miesiace. W czasie terapii bylo dobrze, poza
        poczatkiem,przed przelamaniem sie.
        Terapia sie skonczyla, ja sie wyprowadzilam do Wroclawia, blizej mojej rodziny.
        I wracam do punktu wyjscia. To prawda, mysle tylko o tym co co bylo dobre albo
        co ja robilam zle. Nikt za mnie sie nie pozbiera.Myslalam, ze po terapii to
        obwinianie sie nie wroci, ze potrafie podzielic wine, ze biore na siebie tylko
        odpowiedzialnosc za swoje bledy.I coz,znowu 2 kroki do tylu.Znowu biore wszystko
        na siebie.Ile czasu potrzeba na wyjscie z dolka?Powiedzcie, czy Wy tez
        czuliscie, ze to tylko Wasza wina?Jak sobie poradziliscie?
        • magnuna I jeszcze praca 09.08.05, 15:05
          I jeszcze nowa praca. Pracuje drugi tydzien, slysze jak inni mowia o swoich
          zonach, mezach, dzieciach i chlopakach. Ja nie mowie na ten temat nic.I boje
          sie, ze ktos zacznie drazyc, zadawac mi pytania. Nie chce klamac ale boje sie
          powiedziec prawde w obawie, ze nikt mnie nie zaakceptuje.
          • bursztynowe Re: I jeszcze praca 09.08.05, 15:11
            1. Teraz nie mów, nie musisz. Opowiesz temu komu zaufasz, jak będziesz
            wystarczająco silna
            2. A niech sobie mówią o swoich żonach mężach kochankach i bógwieczym...
            3. Ty bądź sobą, odnajdź wreszcie siebie!
            4 i 5. NIE JESTEŚ WINNA!

            Nie Tobie jedynej życie się nie układa jak w bajce. Chyba zresztą nikomu. Znam
            kilka małżeństw pozornie udanych i harmonijnych. I wiem co tam siedzi w
            środku... I wierzyć się nie chce jakie to dno i wodorosty...


            Masz doła, to naturalne, każdy z nas miał/ma/miewa, ja też. Ale weź się za
            siebie. Niech Tobie zależy na sobie. Tak na początek. A potem sie zobaczy...
        • bursztynowe Re: Przyznam Wam sie... 09.08.05, 15:05
          Terapia się nie skończyła...

          Czy sądzisz że można w trzy miesiące naprostować duszę wyginaną i tłamszoną
          przez 30 lat?

          Walcz o siebie!

          To polecenie służbowe!!
          • magnuna Re: Przyznam Wam sie... 09.08.05, 15:09
            Tak wlasnie naiwnie sadzilam, ze w 3 miesiace mozna uleczyc dusze.Ja na pozor
            wygladam na kogos kto doszedl do siebie, zadnych lez, usmiech w pracy nawet
            kiedy serce placze.Wyplakuje sie w nocy w poduszke albo tu na forum.
            • bursztynowe Re: Przyznam Wam sie... 09.08.05, 15:15
              powtórzę się, ale tym razem świadomie

              Ty, co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś
              - Już dość ! Już dość ! Już dość !
              Odpędź czarne myśli!
              Dość już twoich łez !
              Niech to wszystko przepadnie we mgle !
              Bo nowy dzień wstaje,
              Bo nowy dzień wstaje,
              Nowy dzień !
            • pchelka Re: Przyznam Wam sie... 09.08.05, 15:19
              Podobno pamiętamy to wszystko dłużej, żeby w przyszłosci wystrzegać się
              kolejnych związków do doopy smile))
              Zajrzyj na @
        • e.mes Mea maxima culpa! 09.08.05, 15:10
          magnuna napisała:

          > Powiedzcie, czy Wy tez czuliscie, ze to tylko Wasza wina?Jak sobie
          > poradziliscie?

          Widzisz, magnuna - ja mam podobnie. Myślałam tak:
          On biedny, pogubił się w życiu. Ja pewnie niewystarczająco dbałam o ognisko
          domowe; gdybym może była lepsza, dziś nadal bylibyśmy razem.
          Strasznie często łapię się na takim myśleniu i szalenie mi przeszkadza. Bo
          ciągle nie mogę uwierzyć, że go nie ma. Bo każdego faceta, jakiego spotykam,
          porównuję do byłego męża. Bo ciągle mi się śni. Bo kupując bluzkę, myślę, jak on
          by mnie ocenił. Bo gotując dla siebie obiad, ciągle robię za dużo...

          Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Ja czekam na wyciszenie. Mam nadzieję, że to
          będzie taka świeczka, która się wypali...
          • bursztynowe Przepraszam, że żyję, wybaczcie, że oddycham... 09.08.05, 15:13
            i co ? będziecie się tak wzajemnie podtrzymywać w tym poczuciu winy?
            aż się pomarszczycie?
            • magnuna Re: Przepraszam, że żyję, wybaczcie, że oddycham. 09.08.05, 15:21
              Bursztynowe powiedz jak polubic siebie?Znam swoje wady, wiem ze aniolkiem i
              wcielonym wzorem cnot nie jestem.To ze przestalam nienawidzic swoj wyglad, cialo
              to duzo. Zawsze uwazalam, ze skoro nie jestem sliczna jak Barbie to jestem
              szkarada. Lata mi zajelo zaakceptowanie swojej przecietnosci.Moj byly maz odkad
              sie poznalismy wciaz mowil, ze jestem atrakcyjna, ladna,seksowna i wiele jego
              zaslugi w tym, ze przepedzilam kompleksy.
            • e.mes Re: Przepraszam, że żyję, wybaczcie, że oddycham. 09.08.05, 15:47
              bursztynowe napisał:

              > i co ? będziecie się tak wzajemnie podtrzymywać w tym poczuciu winy?
              > aż się pomarszczycie?
              >

              A czy kto się prosi, aby nachodziły go czarne myśli. Oczywiście, potrzebujemy
              trochę czasu - ale to nie znaczy, żebyś był dla nas niemiły...
              • anybody1 Re: Przepraszam, że żyję, wybaczcie, że oddycham. 09.08.05, 15:51
                wydaje mi się że rozumiem o co chodzi bursztynowemu.
                ma już pewien etap za sobą i chciałaby potrząsnąć niektórymi, żeby przestali
                się użalać nad sobą. on chce dobrze, tyloko czasem traci cierpliwość.
                ja tak na przykład mam jak czytam scriptusa smile strasznie się denerwuję smile

                mam rację, bursztynowe??
                • e.mes Re: Przepraszam, że żyję, wybaczcie, że oddycham. 09.08.05, 15:54
                  anybody1 napisała:

                  > wydaje mi się że rozumiem o co chodzi bursztynowemu.
                  > ma już pewien etap za sobą i chciałaby potrząsnąć niektórymi, żeby przestali
                  > się użalać nad sobą. on chce dobrze, tyloko czasem traci cierpliwość.
                  > ja tak na przykład mam jak czytam scriptusa smile strasznie się denerwuję smile
                  >
                  > mam rację, bursztynowe??


                  A gdzie ja się mogę tak poużalać, jak nie tu? smile

                  I niech się wypowie Bursztynowe smile
                  • anybody1 Re: Przepraszam, że żyję, wybaczcie, że oddycham. 09.08.05, 16:00
                    jasne że tu smile
                    • bursztynowe Re: Przepraszam, że żyję, wybaczcie, że oddycham. 09.08.05, 16:06
                      Wyżal się do samego dna. I przestań. Po prostu.

                      Ani jednej łzy więcej. No chyba, że ze szczęścia smile
          • magnuna Re: Mea maxima culpa! 09.08.05, 15:17
            Ja tez bardzo chcialabym aby to wyciszenie przyszlo.Bo teraz to myslenie,
            analizowanie mnie zabija.Ja sie zastanawiam co on robi?Wiem, ze nie sam.Wiec
            mysle co on z nia teraz robi?Czy sie smieja idac pasazem handlowym?Czy wieczorem
            ogladaja razem fajny film?Co by powiedzial na to czy tamto.E.mes, jesli moge
            zapytac ile czasu minelo od rozstania/rozwodu?
            • e.mes Re: Mea maxima culpa! 09.08.05, 15:52
              magnuna napisała:

              > E.mes, jesli moge zapytac ile czasu minelo od rozstania/rozwodu?

              Rozstaliśmy się 8 miesięcy temu, rozwód nastąpił po rozstaniu.
              Mnie jest już trochę lżej, ale czasem nachodzą mnie dni, w których w każdej
              poduszcze, do której się przytulam, widzę jego wink
            • bursztynowe Re: Mea maxima culpa! 09.08.05, 15:55
              Zorganizuj sobie czas, tak aby nie mieć go na rozdrapywanie starych ran,
              analizowanie i generalnie dołowanie siebie...
              Wypełnij życie jakąś formą aktywności, w tym szczególnie takiej, w której Ty
              jesteś podmiotem, jest ona dla CIEBE wyłącznie, cokolwiek by to było, np. joga
              fitness, kino, kurs jezykowy...
              Rób to co lubisz...
              Lub siebie, chociaż troszeczkę
              • magnuna Re: Mea maxima culpa! 09.08.05, 19:32
                Ktos na innym forum napisal, ze nie można byc szczęśliwym z nikim nie potrafiąc
                być szczęśliwym ze sobą samym. Moze dlatego, ze nie lubimy siebie tak trudno nam
                teraz zyc samym bez mezczyzny?Bo ja siebie jakos specjalnie nie lubie, chociazby
                za ta slabosc, brak wiary we wlasne sily.
    • akacjax Żałoba po związku 09.08.05, 19:35
      Jest obowiązkowa. Trwa różnie. Generslnie mówi się, że po około roku mężczyźni,
      a po póltora(średnie statystyczne jakieś)kobieta przestają żyć starym życiem,
      zaczynają nowym. Cokolwiek to oznacza, może gotowość na nowe związki?
      Na pewno u osób, które stanęły nagle nad rozpadem związku wygląda to inaczej,
      inaczej u tych, którym związek wypalał się przez lata.

      Wiadomo, że samotni mężczyźni są bardziej narażeni na choroby od samotnych
      kobiet i żonatych mężczyzn.


      Magnuna-przeczytaj książkę o kobietach, które kochaja za bardzo. Czsem tak bywa.
      I niezależnie jaka byłabys dobra on by Cię niszczył.
      Ja mam poczucie winy wobec dzieci, że to za długo trwało.
      Ale wiem : z przeszłości wyciągnij wnioski i zostaw ją za sobą.Liczy się tu i
      teraz.
      • scrivo Re: Żałoba po związku 09.08.05, 20:01
        akacjo,podpisuję sie obiema łapami.i sercem.
        • buba77 Re: Żałoba po związku 09.08.05, 21:05
          Też się podpisuje pod Akacją. Wlaśnie czytam o kobietach, co kochaja za bardzo.
          Można tam odkryć sporo mechanizmów funkcjonujacych w zwiazkach. Zachęcam. Może
          pomóc. ja siegam do moich zapisków, aby sobie przypomniec jak źle było miedzy
          nami. Ale jest nadspodziewanie ciezko. Tez miałam taki sen. Od wczoraj nawet
          myśle, ze go nadal kocham. mam wrazenie, że uczucia mi robią na złość.
          POzdrawiam Cie gorąco, Magnuna.
      • tricolour Za bardzo? 09.08.05, 22:15
        To cos nowego.

        To w kolejnym związku bedziecie kochać na pół gwizdka? A jak sie "kontroluje"
        uczucia?
        • akacjax Re: Za bardzo? 09.08.05, 22:25
          Tu chodzi o przypadki mizogoni. To nie miłość to chore uczucia, to rzucanie sie
          pewnemu typowi mężczyzn na szyję, bez patrzenia na własny ból.

          Z drugiej strony, chyba sama tkwiłam w takim związku. Może stąd obawa przed
          kolejnym?

          Miłość jest chorobą-był taki artykuł...czasem, w pierwszych stadiach bywa
          uleczalnasmile
          • tricolour Nie czuje sie chory... 09.08.05, 22:34
            ... z miłości.

            Jak jestem chory, to leżę i jestem marudny, nic mi sie nie chce i wszystkich
            wokół drażnie zachciankami.
            A teraz jestem radosny, spokojny, życzliwy (na pewno???) itp.

            Widać nie jestem zakochany tongue_outPPPPPPPP
            • akacjax Re: Nie czuje sie chory... 09.08.05, 22:38
              A nie słyszałeś o chorobach, których objawem jest pobudzenie? smile
              Ty tylko o przeziębieniu myślisz....
              • tricolour Nie pomyslałem... 09.08.05, 22:42
                ... o pobudzeniu smile

                Mnie choroba zawsze kojarzyła sie z otępieniem.

                smile)))
                • scrivo Re: Nie pomyslałem... 09.08.05, 22:51

                  jesteś mężczyzną i znosisz wszelkie cierpienie a więc i chorobe inaczej niż kobieta.
              • akacjax Link do stosownego tekstu:) 09.08.05, 22:51
                kobieta.gazeta.pl/poradnik-domowy/1,57321,2547274.html
                • kocur.czarny Re: Link do stosownego tekstu:) 09.08.05, 23:28
                  Poprzedni wpis mial wpis z diabelska koncowka 666. Nie ulegajcie wplywowi
                  szatana i nie leczcie sie z milosci. Nieczesto ogladam telewizje ale
                  dzisiejszego Omenu nie potrafilem sobie odmowic.
    • e07 Re: Wciaz mysle o bylym mezu, sni mi sie 10.08.05, 14:05
      Cholera, tego sie właśnie boję najbardziej. I że dzieci też będą miały do mnie
      pretensje.
      Z drugiej strony wiem, ze ten, co nie widzi żadnej winy w sobie nie jest wiele
      wart. Tak sie pocieszam,
      • magnuna Re: Wciaz mysle o bylym mezu, sni mi sie 10.08.05, 19:25
        A moze to nie byla az tak wielka milosc tylko tak wielkie uzaleznienie od
        mojego meza, strach przed pozostaniem samej, samotnemu radzeniu sobie z
        problemami w zyciu, strach przed pustka w mieszkaniu, strach przed budzeniem
        sie rano?
        Pomimo tego, ze bylo mi zle to jednak on byl.Nie zawsze przeciez bylo zle.I
        mimo wszystko moj byly maz ma wiele zalet.Poza tym jest atrakcyjnym mezczyzna.
        • magnuna Re: Wciaz mysle o bylym mezu, sni mi sie 10.08.05, 19:31
          Tak jeszcze mysle, ze jego wady odsunelam i wlasciwie o nich teraz nie
          pamietam. Za to tesknie za zaletami, za pieknymi chwilami, kwiatku bez okazji,
          wspolnej kapieli, przytuleniu po trudnym dniu, itd.I zal, ze to co dobre teraz
          ma inna.On teraz staje sie coraz lepszy w moich wspomnieniach.Za to ja w sobie
          widze marude,upierdliwa i zla zone. I te zle mysli i samokrytyka rosnie we mnie
          tak samo jak wybielanie jego.
          • anja_pl Re: Wciaz mysle o bylym mezu, sni mi sie 10.08.05, 20:11
            do psychologa maaaaaaaaaarsz, że tak powiem jak kapral Gnida ;P
          • e07 Re: Wciaz mysle o bylym mezu, sni mi sie 11.08.05, 09:44
            Ja zaczynam wybielać przez te kilka godzin, kiedy jeszcze jest w pracy, jeszcze
            przed rozwodem...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka