hela74
16.09.05, 20:02
teraz, że moja sprawa rozwodowa trwała ok 20 minut, tzn. 10 minut pytań
zadawanych wszystkim zainteresowanym:
świadkowi w sprawie dziecka (mojemu tacie), mi i mężowi. Wszystkim
życzyłabym takiej Sędzi-była bardzo delikatna i nie zadawała dociekliwych
pytań, rozwód był bez orzekania o winie, po podziale majątku i rozdzielności.
Kwestię alimentów i kontaktów z dzieckiem też mieliśmy ustalona dużo
wcześniej, bez rozpraw sądowych i zyliśmy według tych ustaleń ponad rok.
Pozostałe 10 minut to czekanie na korytarzu, w którym to protokolantka miała
czas na napisanie wszystkiego.
Po ogłoszeniu rozwodu Pani Sędzia ku zaskoczeniu wszystkich powiedziała, że
chciałaby coś dodać od siebie. Usłyszeliśmy, ze Sąd obdarzył nas (mnie i już
eksa) dużą sympatią ze względu na przyjazną atmosferę i wysoki poziom
wzajemnego szacunku, jaki prezentowaliśmy w trakcie rozwodu, że w jej
wieloletniej praktyce sędziowskiej bardzo rzadko miała do czynienia z tak
kulturalnie przeprowadzonymi rozwodami i to niewątpliwie przyczyni się do
tego, ze na długo zachowa nas w pamięci.
To, co opisałam powyżej to nie jest ani ubolewanie ani chwalenie się. Ja
przed rozwodem byłam bardzo spokojna, tylko jakoś na 30 minut przed wyjściem
dopadł mnie taki stres, że jak wiecie nawet na tym forum prosiłam o pomoc,
ale zaraz potem wyłaczyłam kompa, wyszłam na balkon, głęboko pooddychałam i
po 20 minutach wszystko wróciło do względnego spokoju. Idąc do rodziców,
bedąc u nich, w drodze do Sądu, w sądzie byłam spokojna. Po rozprawie
porozmawialiśmy chwilę z mężem, potem mnie tata przywiózł do domu (mojego
męza też chciał zawieźć, ale on wolał pobyć jeszcze trochę sam). Całe
popołudnie później przeleżałam na łożku i jak się czułam, a właściwie fakt,
że nic nie czułam, juz wam opisałam. O pytaniach, jakie Sąd zadawał nie
piszę, bo to pewnie nikogo nie interesuje.
Tym co jeszcze przed mówię, że strasznie to boli, ale można przeżyć i że
jeżeli nie będziecie "skakać sobie do oczu", wtedy zachowacie jakieś resztki
godności osobistej i trochę szacunku do partnera, czego wszystkim rozowdzącym
się życzę
Dziękuję za słowa otuchy i wsparcia, które przeczytałąm później