Dodaj do ulubionych

słodka zemsta

01.06.06, 15:03
Wielka milosc, wpadka, rozterki mojego chlopaka, wreszcie decyzja
slub.Calkiem nieźle zaczelo nam sie wieść we trojkę.On duzo pracowal, ja
siedzialam z synkiem w domu.Wszystko byloby ok gdyby nie jego despotyczny
charakter.On pan karmiciel-ja domowa slużąca i kochanka.nie powiem dzieckiem
zajmowal sie dobrze, ale te jego wypady z kolegami na popijawki, wracanie o
której mu sie podobalo bez zadnej informacji...Pozniej to ustalo, pojawilo
sie drugie dziecko, nowe mieszkanie i samochod i zylo nam sie naprawde
sielankowo.Czekalam kazdego dnia w oknie na jego powrót do domu.A pozniej
nowi znajomi, zachlysniecie sie z naszej strony roznego rodzaju imprezami-
albo on wychodzil , albo ja, czasami razem i bylo nam tak dobrze ,
akceptowalismy to.Pozniej znow zwrot akcji i maz zaczal swoje wychodzenie bez
mowienia gdzie i jak, zaczal wyjezdzac na jakies balety.Ale ja to
akceptowalam bo-no wlasnie lozyl na dom na dzieci , ja nigdy nie pracowalam
zreszta na jego zyczenie, zeby dzieci mialy jak najlepsza opieke i on obiadek
na czas i koszulki poprasowane i ulozone alfabetycznie.Poczulam znuzenie ta
sytuacja , on nie widzial w tym zadnego problemu i mowil ze sie czepiam o
nic.Nawiazalam romans (glupia sprawa internetowy) przerodzila sie w
rzeczywistosc.Zakochalam sie na zaboj, chcialam odejsc.Z meza strony placz i
zgrzytanie zebow.W koncu zostalam z nim pogodzilismy sie i wszystko
wydawaloby sie ze jest ok , ale nie bylo.Konsekwencje mojego romansu ciagnely
sie jeszcze jakis czas( kochanek dzwonil, mailowal )nie powiem czytalam to ,
odpisywalam ze to koniec i "czyscilam" kompa.A moj maz sprawnie zabiawial sie
w detektywa, chyba jakis informatyk mu w tym pomagal , zebral cala kupe
dowodów i mimo ze wczesniej wybaczyl, teraz żąda rozwodu bo nie moze mi
wybaczyc i nic juz do mnie nie czuje.A ja coz czuje sie troche skolowana bo
na h** prosil bym zostala ,ja zerwalam z kochankiem dla niego , a on
najwyraźniej od samego poczatku snul plany "slodkiej zemsty".Rozwalic jej
rozmas a potem porzucic .Troche go rozumiem , ale ....No wlasnie dowiedzialam
sie ze chce rozwodu 2 dni temu i nie umiem sobie z tym poradzic .Nawet nie
wiem co czuje raz mysle ze go kocham , raz ze nie...Q....co ja mam robic ,
jak zaczac zyc samodzielnie w gównianym mieście gdzie nie ma pracy
Pewnie dostane niezle zjeby od Misia
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • phokara Re: s?odka zemsta 01.06.06, 15:18
      Wlasciwie to przeczytalam Twoj wpis dwa razy, bo nie bardzo wiem, jakie bylo pytanie. I chyba
      w tym jest problem - mysle, ze sama nie wiesz. Masz w myslach totalny chaos i natlok
      sprzecznosci, co jest w sumie zrozumiale, ale musisz to jakos uporzadkowac zeby sie
      zastanowic co dalej. Najpierw sprecyzuj pytanie.
      Jesli nie potrafisz, podpowiem jedno, od ktorego trzeba zaczac: czego chcesz?

      To nie jest zadna zlosliwosc ani, jak to okreslilas 'zjeba'. To jedyny sensowny komentarz, jaki mi
      przychodzi do glowy.
    • misbaskerwill Re: zamiast z*eba 01.06.06, 16:29
      Nie, nie dostaniesz zjebasmile).
      Jak zaczął wyjeżdżać na balety, to już chyba był najwyższy czas by działać -
      albo ratować małżeństwo, albo postawić sprawę jasno - czy to ma być wolny
      związek, czy może separacja... Bo ja jestem za demokracją i równouprawnieniem,
      mimo, że nie cierpię zdrady... Ale facetów "balujących" jak jest małe dziecko
      też nie lubię.

      Załatwiłaś to jednak po swojemu, to teraz cierpisz. Odpisywanie na jego maile
      było największą głupotą... nieważne co pisałaś. A głupota kosztuje najwięcej.
      Trzeba było pokazać maile mężowi - dać mu szanse, niech się wykaże i załatwi to
      "po męsku". A skoro "czyściłaś" komputer - to wniosek nasuwa się sam - miałaś
      coś do ukrycia (wierzę Ci, ale mówię szczerze jak to beznadziejnie wygląda)...

      Moja żona też twierdzi, że nie chciała mi mówić o romansie, "by mnie nie
      martwić". "Bo tyle ważnych spraw miałem akurat w tym roku na głowie"...
      To jest po prostu tragikomiczne. Wybacz, ale z moją żoną to chyba w jednym
      sklepie mózg kupiłyście...

      Tyle, że Twój mąż trochę bardziej się dołożył do rozkładu małżeństwa...
      Nigdy nie kazałem siedzieć żonie w domu - robi doktorat w trybie dziennym
      (dzięki temu może z kochankami spotykać się w czasie "pracy"). Mamy fajną
      opiekunkę, od września dzieciak już idzie do przedszkola (myślę, że da radę,
      mimo że będzie miał 2,5 roku, ostatnio strasznie szybko się rozwija intelektualnie).
      Ja nie "opiłem" nawet narodzin syna - byłem zbyt przejęty przygotowaniami w
      domu, przez pierwsze kilka miesięcy nie odchodziłem na krok od żony i syna (z
      domu wychodziłem tylko po zakupy lub na spacer z dzidziusiem). Później, mimo
      zatrudnienia w nowej pracy, też zawsze przyjeżdżałem do domu tak szybko, jak
      tylko było to możliwe. Może za szybkosmile)) Może byłem zbyt nudny, bo za mało
      balowałem...
      Wybacz, rozpisałem się. O wszystkim i o niczym - dokładnie jak Tysmile))
      • phokara Re: zamiast z*eba 01.06.06, 17:29
        > Tyle, z˙e Twój ma˛z˙ troche˛ bardziej sie˛ do?oz˙y? do rozk?adu ma?z˙en´stwa...

        Wiesz co, Misbaskerwill, mysle ze zbytnio targaja Toba osobiste emocje i brak Ci zupelnie
        dystansu wiec wyciagasz pochopne (i srednio madre) wnioski.
        Po pierwsze - znamy relacje tylko jednej strony. Ok, na tym forum zawsze tak jest. Ale akurat w
        tym przypadku ta strona jest kobieta, ktora sama dosc mocno namieszala sobie (i nie tylko) w
        zyciu czego ponosi (poniesie) konsekwencje. Nie znalazlam w jej wypowiedzi nic, co by
        wskazywalo na jakas glebsza refleksje nad soba - jest za to tona pretensji i zalow do meza
        zmiksowana z panicznym strachem co teraz bedzie (no bo brak pracy, brak kochanka, a maz
        chce ja zostawic). Ja nie znam sytuacji i nie bede dociekac tu zadnej prawdy, kto, co i po co.
        Tylko mam wrazenie, ze moglibysmy przeczytac rownie dobrze na tym forum historie, jak to
        maz mial cudowna zone i dzieci, utrzymywal dom dlugie lata, a zona sobie znalazla kochanka i
        ciag dalszy znamy.
        W ogole kryterium 'wyjezdzac na balety' czy nie wydaje mi sie mocno smieszne w tej calej
        historii i nie o to tak naprawde chodzi. O co chodzi tez nie wiem, dlatego zapytalam czego chce
        ta dziewczyna? Jak sie dowiemy czego, to sie bedziemy zastanawiac czy to jest w ogole do
        zrobienia.

        ps.
        Acha... Calkiem szczerze - moj prywatny Nobel za ponizszy tekst:

        >Bo ja jestem za demokracja˛ i równouprawnieniem, mimo, z˙e nie cierpie˛ zdrady...

        nie wiem czemu, ale splakalam sie ze smiechu. I chyba sobie walne taki transparent.

        • misbaskerwill Re: :-))))))))))))))))))))))))))))))) )))))))))) 01.06.06, 17:37
          z pokorą Nobla przyjmujęsmile)))
          czas iść na świeże powietrze, może sobie z WszechMłodzieżą pobiegamsmile W końcu
          dziś ich święto.
          • phokara Re: :-))))))))))))))))))))))))))))))) )))))))))) 01.06.06, 17:46

            Do WszechMlodziezy bez transparentu nie podchodz...
    • kasiar74 Re: słodka zemsta 01.06.06, 19:43
      wiesz raz można wybaczyc i iść dalej ale dwa razy to se ne da
      mam podobną sytację, byłam z mężem w separacji potem wrócilismy do siebie, on
      był w tym czasie podbujany w jedenj pani a ja tez kogos mialam. Zostawilisymy
      przeszlosc i szlismy razem dalej. Ostatnio dowiedziałam się że mąż był u tej
      pani z kwaitami i niestety nie jestem w stanie drugi raz wybaczyc, całkowicie
      straciłam nadzieję że to się zmieni. Przypuszczam ze za rok czy dwa wszystko
      byłoby powtórką z rozrywki. Jak sie na cos decyzuje to trzeba byc konsekwentnym
      • sconosciuta Re: słodka zemsta 02.06.06, 08:18
        wiem , ze jestem winna.I glupio mi teraz ze taka madra po szkodzie i teraz
        wszystkiego zaluje.Pisze do was narazie zeby komus po prostu sie wygadac, nie
        po porade bo nawet nie wiem w czym moglibyscie radzic jak nie mam pojecia sama
        o co mi w tym wszystkim chodzi.Najgorsze wydaje mi sie to ,ze dzieci zawsze
        chronilam i ja i on od calego tego syfu i nie zabardzo sa one zorientowane , ze
        dzieje sie naprawde źle.Martwi mnie jak to bedzie gdy sie dowiedza.
        nie przeczytalam na tym forum wszystkich postów , ale wiele .Tym bardziej
        ciezko do was pisac bo w większosci przypadkow jestescie wy skrzywdzeni, a ja
        pisze tu jako czarna owca -winowajca.
        Moze nie powinnamsad
        Znow napisalam o niczym , jesli uwazacie ze zasmiecam forum.Adminie -wiesz co
        zrobic z takimi postami.
        Ech przez 2 dni gdzies poszlo sobie 4,5 kg
        • phokara Sconosciuta, 02.06.06, 10:23
          sluchaj dziewczyno, madrych po szkodzie to jest wielu (ja sama tez) wiec to zadna szczegolna
          anomalia. Poczucie winy pewnie bedzie Cie dreczylo jeszcze dlugo, to jest cena jaka sie placi
          za dokonanie jakiegos blednego wyboru. Natomiast fakt, ze teraz wszystkiego zalujesz niestety
          nie rozwiaze sytuacji jako takiej. Jesli zdecydujesz sie walczyc o ten zwiazek, bedziesz
          potrzebowala cholernie duzo sily i stabilnej postawy, ktora Ci pozwoli konsekwentnie dzialac.
          Rozchwianie emocjonalne i totalny chaos myslowy beda Ci bardzo utrudniac jakas (w miare)
          obiektywna ocene sytuacji.
          Tak sobie jeszcze mysle, ze istotne sa powody, dla ktorych chcesz ratowac ten zwiazek.
          Mysle, ze 'strach' (brak pracy i perspektyw) to za malo... powiem wiecej - mysle, ze 'dobro
          dzieci' to tez moze byc ciut malo, zwlaszcza dla Twojego meza. Tak naprawde w tym momencie
          to jest rozgrywka pomiedzy Wami. Nie wiem, jak do tego podejsc, bo to sa bardzo indywidualne
          kwestie - wiec nie bede sie wymadrzac. Ale tak sobie pomyslalam - skoro na tym forum jest
          mnostwo kobiet, ktore daly druga szanse, to moze faceci tez sa do tego zdolni i Twoj maz
          podejmie to wyzwanie. A czy to znaczy, ze sie Wam uda... hmmm ... ale wiesz - jak nie
          sprobujesz to sie nie dowiesz i pewnie dluuuuugo bedzie Cie to meczylo.

          pozdrawiam czarna owco
          glupia owca
          (co miala meza barana)
      • phokara Re: s?odka zemsta 02.06.06, 10:03
        Cholera Kasiar - u mnie bylo dokladnie tak samo... I masz swieta racje - jak sie podejmuje
        decyzje to potem nie mozna sie bujac w prawo i w lewo. Bo to jak choroba morska przez cale
        zycie.
      • maheda to samo 02.06.06, 10:12
        I też chyba czas z tym skończyć, znowu chłop ma wahnięcie na "nie".
        Nie mam zamiaru przez to przechodzić kolejny raz.
        Trzeba się będzie przyzwyczaić do życia bez faceta, w ewentualnym oczekiwaniu na
        mężczyznę.
        smile
        • phokara Re: to samo 02.06.06, 10:27
          Wiesz Maheda - on ma teraz wahniecie na 'nie' - wiec za moment bedzie mial na 'tak', a potem
          wahadlo mu utknie w pozycji 'nie wiem', hahaha....

          ps.
          Jak oczekujac ewentualnie na mezczyzne - ewentualnie sie go doczekasz, to czy nie moglabyc
          ewentualnie go zapytac czy ma brata? Pls...
          • kasiar74 Re: to samo 02.06.06, 10:31
            no to cyrk z tymi chłopami, chciałby ale się boi czy cowink)
          • kasiar74 Re: to samo 02.06.06, 10:35
            ja przez klika tygodni prawie zero snu i paczka papierosow dziennie, a
            normalnei nie pale a wczoraj nastapiło objawinie, przecież ja dalej zyję,
            przecież zycie toczy sie dalej, teraz przynajmniej nie wyrczymy na siebie a
            moze uda sie nawet zachowac przyajcielskie stosunki. Ogarnał mnie spokoj
            wewnętrzny i wiem że przechodza to ostatni raz to tez pocieszajace
            • phokara Re: to samo 02.06.06, 10:48
              Wiesz, ja najgorsza traume mialam za pierwszym razem. Jak pan sie pakowal (na moja
              uprzejma prosbe) drugi raz - to tez mnie naszlo jakies dziwne uczucie ulgi, bo wiedzialam, ze to
              juz koniec, bo wiecej szans mu nie dam. Zycie toczy sie dalej, wlasciwie calkiem przyjemnie,
              choc on sie teraz wprawil w owy ruch wahadlowy i zaklinowal w pozycji 'wracam do domu'. On
              chyba nie zalapal, ze ja w tym domu mieszkam, a moze zalapal i mu to jakos nie przeszkadza
              albo sobie wyliczyl metrazowo, ze spokojnie starczy miejsca dla nas i jeszcze jego nowej
              kobiety, z ktora jest - wiec jak rozumiem - z nia wroci do domu. Sielanka, nie zycie.
              • kasiar74 Re: to samo 02.06.06, 11:21
                ja nie sądziłam że mnie tak dotknie kilka tygodni wyciętych z życiorysu, w
                sumie bylismy po powrocie poltorej roku znowu razem, gdybym zakłdała ze znowu
                to zrobi to bym nie wróciła więc wiadomo że przeycie jest, ale fakt że teraz
                jakby juz jasniej widze pewne sprawy.
                • phokara Re: to samo 02.06.06, 11:30
                  No wiesz, tylko jak sie chce wrocic i dac szanse to NIE MOZNA zakladac, ze bedzie replay. To
                  naturalne... U mnie bylo o tyle lepiej (smieszniej raczej), ze powtorka z rozrywki nastapila po
                  miesiacu!!! Ale to oczywiscie moja wina, bo zamiast sie cieszyc, ze pan wrocil i go odpowiednio
                  rozpieszczac ... jakas taka dziwna bylam, milczaca i zamyslona. No to trudno sie chyba dziwic,
                  ze uciekl.
                  Dzisiaj jak o tym pisze to sie smieje, bo to naprawde brzmi jak kiepski zart.
                  • kasiar74 Re: to samo 02.06.06, 11:36
                    ja jestem ta zła bo nie byłam zachwycona tym że mąż ma pemanentne kłopoty z
                    praca, on caly czas twierdzi ze nigdy mnie nie zdradzil bo dla niego zdrada
                    jest tożsama ze zdrada fizyczna. Podbujanie i bieganie do mieszkania do pani z
                    kwiatami sie w tej kategorii nie miesci, tez mnie smiech ogarnia.
                    • phokara Re: to samo 02.06.06, 11:58
                      Pewnie, ze bieganie z kwiatami do pani nie podlega pod zadna zdrade. Bardziej pod cwiczenia
                      fizyczne pt 'bieg przez plotki z kwiatami' czy jakos tak. Jesli chodzi o mojego Exa to nawet
                      sypianie z kochanka nie podlega pod zadna zdrade, tylko pod 'regeneracje organizmu' czy
                      'trening kondycyjny'. Moj Ex w przeciwienstwie do Twojego mial odwrotna teorie - nie zdradzil
                      mnie bo dla niego zdrada jest tozsama ze zdrada psychiczna. haha... Ja to zawsze powtarzam,
                      ze do wszystkiego da sie dorobic jakas teorie.
                      • kasiar74 Re: to samo 02.06.06, 12:13
                        no trzeba dbac o zdrowie wink)) jakich wspanialych miałysmy mężczyzn o my niegodne
                        • misbaskerwill Re: to samo 02.06.06, 12:39
                          u mnie była i psychiczna i fizyczna, ale i tak "przez cały ten czas bardzo mnie
                          kochała"smile))
                          • phokara Re: to samo 02.06.06, 12:49
                            > u mnie by?a i psychiczna i fizyczna, ale i tak "przez ca?y ten czas bardzo mnie
                            > kocha?a"smile))


                            Nooooo... milosc najwazniejsza!
                          • kasiar74 Re: to samo 02.06.06, 13:28
                            o ty niedobry niedoceniasz tego, jej miłości dozgonnej
                            • der1974 Re: to samo 03.06.06, 18:05
                              Moja się tylko przytulała smileJak twierdzi nigdy mnie nie zdradziła smile
                              • kasiar74 Re: to samo 04.06.06, 19:19
                                oj twoja też cię nigdy nie zdradziła, to zupełnie tak jak mój mąż
                                • misbaskerwill Re: to samo 04.06.06, 19:43
                                  > oj twoja też cię nigdy nie zdradziła, to zupełnie tak jak mój mąż

                                  wiedzieć "za dużo" - z jednej strony boli (bo czasem wracają "gorące" szczegóły
                                  w pamięci), z drugiej - przynajmniej nie ma się głupich złudzeń.
                                  Zwłaszcza, że moja jeszcze-nie-ex tak potrafi "modelować rzeczywistość", że
                                  mogła każdemu wmówić, że jest dziewicąsmile A tak ją przynajmniej mogę szybko
                                  stopować...
            • nicky7 Re: to samo 02.06.06, 10:54
              moj maz wahal sie tak przez poltora roku, ja dawalam z siebie wszystko - mimo,
              ze to on mnie zdradzil (sic!) a on... przeprowadzal na mnie operacje bez
              znieczulenia. Wyprowadzka - mysle, ze szybko do ciebie wroce... powrot, telefon
              - wiesz ja tak nie moge, rozmowa o rozwodzie - moze jednak sprobujmy... w koncu
              ja musialam poprosic, zeby zlozyl pozew. I chyba mu sie lzej na sercu zrobilo,
              ze ktos za niego podjal decyzje?

              dodam od razu - wiem, sama jestem sobie winna. pozwalalam na to wszystko z
              naiwna wiara, w cud?

              wiem, ze najgorsze takie rozchwianie. ale na razie jeszcze musze sie
              powstrzymywac, zeby nie krzyknac - wroc do mnie...
              • bellima Re: to samo 02.06.06, 11:01
                to chyba czesta metoda, hustac tak dlugo, zeby.. to byla "twoja wina i twoja
                decyzja"
              • phokara Re: to samo 02.06.06, 11:18
                Rety... a ja myslalam, ze to tylko ja odwalilam taki brazylijski scenariusz. A to po prostu
                wszystko zgodnie z wzorem.
                No nic, wedlug mnie nie ma nic glupszego niz bujanie sie z takim panem cale zycie, bo juz nie
                mam zludzen, ze ktos taki sie moze zmienic. Tej naiwnosci sie pozbylam i to jest jeden z
                wiekszych pozytywow calej historii. Najbardziej mnie rozwalal wlasnie stan zawieszenia i
                niepewnosci - ktory z moim Ex trwalby w nieskonczonosc...
                Powiem brutalnie - istnieje typ facetow, ktorzy nigdy w zyciu nie podejma zadnej decyzji,
                zapewne nie chcac sie szamotac potem z konsekwencjami. Tacy faceci beda czekac az ktos
                zdecyduje za nich albo ze ich rozwiedzie zona vel kochanka, bo oni sami biedni nie potrafia.
            • bellima Re: to samo 02.06.06, 10:59
              kasiar74 napisała:

              > moze uda sie nawet zachowac przyjacielskie stosunki.


              ..tylko... niezbyt doslownie.. radze wink
              • kasiar74 Re: to samo 02.06.06, 11:14
                hehe spokojniewink
                a z tym huśtaniem to prawda, oni po prostu są zby tchorzliwi żeby po prostu
                odejsc, kołuja i lawiruja az kobieta sama odpadnie
                ja sie dowiedzialam ze jestem małostkowa i że nie rozumiem że on chce pogadac
                sobie z drugim czlwiekiem a kwaity nic nie znaczą i ze mam chore podejrzenia
                • sconosciuta owca jeszcze bardziej czarna 02.06.06, 11:35
                  wydaje mi sie ze kocham go.oczywiscie nie jest to milosc taka jak byla na
                  poczatku, ale czuje sie z nim dobrze, lubie jego towarzystwo, sex jest naprawde
                  rewelacyjny,w krytycznych sytuacjach moglam na niego liczyc.ale on mowi ze nc
                  juz do mnie nie czuje, ze patrzac na mnie nie ma nic, tylko pustka.Juz nie
                  potrafi tęsknic, nie ma za grosz zaufania do mnie.Późniejpowiedział, ze jest
                  zaskoczony moja reakcja , ze ja chce jeszcze cos ratowac.Jego slowa"Nie
                  spodziewałem sie takiej reakcji, myslałem , że powiesz ok-idz sobie"
                  Nie mam pojecia jak podjac walke , kiedy on jest na takiej pozycji, chyba nie
                  mam szans sadsad
                  • kasiar74 Re: owca jeszcze bardziej czarna 02.06.06, 11:37
                    niestety bardzo możliwe że maż juz nie widzi szans i w sumie chyba robi dobrze
                    bo przeciez ty sama nei wiesz czego chcesz i nie jestes do niczego przekonana
                  • phokara Re: owca jeszcze bardziej czarna 02.06.06, 11:50
                    Daj mu ochlonac... nie rob zadnych gwaltownych ruchow. Sama jestes w rozsypce - on jest
                    zapewne w takiej samej, a w dodatku zranione meskie ego wyje osiagajac rejony gornego c.
                    Niestety teraz musisz sie przygotowac na ciosy z drugiej strony. Malo kto jest w stanie
                    spokojnie reagowac na zdrade. Moim zdaniem jakby spokojnie reagowal to bylby dowod, ze ma
                    Cie gleboko gdzies i to po nim splywa. Byc moze tak w istocie jest, ale tego nie wiemy. Ze nie
                    ma do Ciebie za grosz zaufania to mnie wcale nie dziwi - sama mialam tak samo w stosunku do
                    Exa. Mi byl bardzo potrzebny czas dla samej siebie - musialam sie otrzasnac z pierwszego
                    szoku zeby w ogole zaczac myslec czy chce jeszcze raz sprobowac czy nie.
                  • misbaskerwill Re: udowodnij.... 02.06.06, 12:11
                    ...że go kochasz.
                    Moja żona słusznie mi mówi: "Gdybym Cię naprawdę kochała, pozwoliłabym Ci odejść
                    w spokoju po tym wszystkim".

                    Sądząc po tym, co napisałaś - Twój stan psychiczny jest bardzo kiepski... Skoro
                    było z mężem tak super, to teraz żałuj...
                    JUŻ NIGDY NIE BĘDZIE TAK SAMO!!!

                    Być może Ci wybaczy, cuda się zdarzają. Ale musisz mu hmmm. "UDOWODNIĆ", że go
                    naprawdę kochasz i że to się nie powtórzy.
                    Ja bym Cię wysłał na psychoterapię po tym co napisałaś - musisz nauczyć bronić
                    Siebie i najbliższych przed... samą Sobą. By takie nieprzemyślane cuda się
                    więcej nie zdarzały.

                    Powtarzam swojej żonie - "Jesteś od wielu lat osobą dorosłą, pełnoletnią.
                    Odpowiadzasz za siebie, co gorsza za dziecko też. Jesteś/ musisz być świadoma
                    swoich decyzji i brać za nie odpowiedzialność".

                    A po tym co napisałaś Twój poziom inteligencji emocjonalnej wygląda tak: "Mamo,
                    urwałam misiowi głowę - fajnie było urywać, ale teraz żałuję. Przyszyjesz i
                    będzie po staremu - prawda?"
                    Tyle, że sama musisz przyszyć. A na twałe bez maszyny to proste nie jest - i tak
                    będzie pewnie odpadaćsad((
                    • sconosciuta Re: udowodnij.... 02.06.06, 13:42
                      i sama prawda, on juz nie chce dowodów.Zostaje mi tylko odejsc z resztką
                      szacunku jakim siebie darzymy.To chyba najlepsze wyjscie.Piszesz z pozycji
                      mężczyzny i warto tego posluchac-poczytac, mysle , ze nigdy nie uda mi sie
                      znaleźć ani maszyny , ani tak dobrych nici bo on wie ze nie jestem krawcową i
                      nie uwierzy że mogę nią byc.
                      Dzięki za wszystkie odpowiedzi
                      Troche widze to jaśniej co nie znaczy ze łatwiej bedzie.
                      Pozdrawiam
                      • phokara Re: udowodnij.... 02.06.06, 13:51
                        Ja tylko chcialam zauwazyc, ze tutaj pisza ludzie sami wewnetrznie 'rozchwiani' i po
                        przejsciach, a w niektorych przypadkach emocje sa bardzo swieze. Zbyt swieze.
                        Nie wolno Ci traktowac tego forum jako wyroczni, to glupota. To troche tak jakbyc poszla do
                        sasiadki z za plota i sie jej radzila, czy Wam wyjdzie czy nie.
                        Z pelna odpowiedzialnoscia napisze Ci jedno: NIE MA zadnych regul. Zadnych 100%
                        sprawdzalnych schematow i wzorcow.
                        Natomiast jesli z gory zakladasz, ze 'nigdy ci sie nie uda' to zapewne Ci sie faktycznie nie uda.
                        Z takim podejsciem to nie ma sily zeby sie udalo.



                        sconosciuta napisa?a:

                        > i sama prawda, on juz nie chce dowodów.Zostaje mi tylko odejsc z resztka˛
                        > szacunku jakim siebie darzymy.To chyba najlepsze wyjscie.Piszesz z pozycji
                        > me˛z˙czyzny i warto tego posluchac-poczytac, mysle , ze nigdy nie uda mi sie
                        > znalez´c´ ani maszyny , ani tak dobrych nici bo on wie ze nie jestem krawcowa˛ i
                        > nie uwierzy z˙e moge˛ nia˛ byc.
                        > Dzie˛ki za wszystkie odpowiedzi
                        > Troche widze to jas´niej co nie znaczy ze ?atwiej bedzie.
                        • sconosciuta Re: udowodnij.... 02.06.06, 14:14
                          nie chodzi o to ze traktuje to jako wyrocznie.Moj mąz jest bardzo zamknietym w
                          sobie czlowiekiem, nie chce rozmawiac o uczuciach , generalnie nie uzywa
                          zadnych argumentów w zadnych dyskusjach.Mowi bo tak i tyle.Tutaj czytam o tym
                          jak widza i czuja takie rzeczy osoby skrzywdzone i moge chociaz po czesci
                          naswietlic co w sobie on nosi.Wiem tez , ze wcale nie musi sie to dokladnie
                          pokrywac z jego przypadkiem, ale jako taką orientację mam.Zwłaszcza pomocna
                          jest ocena bądz wypowiedzi męskiej strony.bo wiadomo nie od dzis , ze nie z tej
                          samej gliny lepieni jesteśmy.Moze faktycznie lepiej teraz wziąc za wszystko
                          odpowiedzialnosc , nie krzywdzic go obietnicami ze bedzie dobrze bo nie wiem
                          tego, moge zakładac ze tak bedzie , ale to musi byc decyzja i z jego strony ,
                          ze chce.On nie chce a z niewolnika nie ma pracownika.Perspektywa , ze ja bede
                          sie starala jak moge a on dalej bedzie widzial we mnie"aktoreczkę i
                          naciągaczke"odbiera cheć do działania.I moze wlasnie trzeba mi tak trudnej
                          lekcji, zeby w koncu poczuc ze juz nie jestem malutka dziewuszka tylko coraz
                          bardziej stara baba i czas ponosic konsekwencje swoich dzialan.
                          Troche to chaotyczne , ale jak mysle co napisac to zamykam te strone i ide.
                          • phokara Re: udowodnij.... 02.06.06, 14:33
                            Mysle, ze oboje potrzebujecie teraz czasu. To nie jest moment na zadne deklaracje. To nie jest
                            moment, na obietnice 'ze bedzie dobrze'. Jedyne, co mu mozesz obiecac to, ze bedzie trudno,
                            jak cholera. Srednio mila obietnica ale SZCZERA. I tak naprawde jedyne, na co mozesz teraz
                            postawic to absolutna szczerosc wobec siebie i meza. Czy on w nia uwierzy - to juz calkiem
                            inna sprawa. Ale oboje jestescie dorosli i mozecie podejmowac decyzje w swoim imieniu.

                            Nie zakladaj z gory scenariusza, ze bedziesz postrzegana jak 'aktoreczka i naciagaczka', bo to
                            faktycznie odbiera chec do dzialania i nie wiem czemu ma sluzyc. Osobiscie, gdybym byla w
                            takiej sytuacji - sprobowalabym gdzies wyjechac na pare tygodni - zniknac mezowi z pola
                            widzenia i tym samym rowniez jemu zostawic pusta przestrzen zeby mogl troche ochlonac. Tak,
                            zeby troszke schlodzic ten emocjonalny wrzatek, ktory teraz w Was kipi. Potem sprobowalabym
                            szczerze pogadac. I tyle.
                • afryka75 Re: to samo 02.06.06, 12:48
                  kasiar 74 napisała:

                  > hehe spokojniewink
                  > a z tym huśtaniem to prawda, oni po prostu są zby tchorzliwi żeby po prostu
                  > odejsc, kołuja i lawiruja az kobieta sama odpadnie
                  > ja sie dowiedzialam ze jestem małostkowa i że nie rozumiem że on chce pogadac
                  > sobie z drugim czlwiekiem a kwaity nic nie znaczą i ze mam chore podejrzenia

                  No przeciez to jest megaschematyczne. Zupełnie, jakbym slyszla swego exa- on
                  chodzil na spacerki ze swoimi przyjaciolkami, jezdzil do nich w odwiedzinki do
                  innego miasta, wisial na gg godzinami dziennie zwierzajac sie z tego, jaka to
                  jego zona jest niedobra, pocieszal je, przytulal, chodzil z nimi po miescie pod
                  reke (!) ,- i to wszystko to byla zwyczajna potrzeba przyjazni, kontaktu z
                  drugim czlowiekiem, porozmawiania, a ja bylam wariatka, ze nie rozumiem jego
                  potrzeb.

                  Zobaczcie dziewczyny- to tak zawsze jest- wszystko identycznie. U kazdego.
                  U mnie tez byly jego powroty, i ciagly z mojej strony niepokoj, bo on nie mial
                  zamiaru rezygnowac z tych zazylych "przyjaxni", i tez ta ulga, kiedy wyprosilam
                  go z domu w marcu, po jego kolejnej deklaracji, ze jednak znow mnie nie kocha.
                  Omajgod, co za banal.
                  • kasiar74 Re: to samo 02.06.06, 13:26
                    tak jakby żona nie potrzebowała tez kontatku z drugim człowiekiem, ale w sumie
                    ja nie mam zamairu już się zastanwiać po co, czemu, dlaczego nie ja, niech
                    sobie idzie niech będzie szczesliwy, ja tez w koncu znajde sowje szczescie i
                    juz
          • maheda jednak nie to samo 02.06.06, 13:04
            A ja zaczynam mieć wszystkiego dość... jak uwierzyć potem komuś?
            Wszystko jest tak powtarzalne, że boli.
            Nie, u nas nie było przyjaciółek - był czas spędzany wspólnie, w domu, poza
            domem, wyglądało, że wszystko jest OK.
            A tutaj nagle - grom z jasnego nieba.
            • phokara Re: jednak nie to samo 02.06.06, 13:32
              U mnie tez nagle grom.
              A potem drugi.
              Na trzeci juz mi sie nie chcialo czekac bo sie balam, ze mnie jasny szlag na miejscu trafi.
              Ale tez mnie przeraza pewna powtarzalnosc... boje sie, ze sie zrobie tchorzem i nie bede umiala
              (chciala?) juz sie w takie cos ladowac.
              • kasiar74 Re: jednak nie to samo 02.06.06, 13:35
                w takie cos juz lepiej sie juz nie ładować, lebiej pobyc samemu i poczekac na
                kogos wartosciowego a ja wierze ze spotkam kogos takeigo i nie bede sie dołować
                tylko dlaetego że trafiłam na takiego typka
                • phokara Re: jednak nie to samo 02.06.06, 13:42
                  Wiesz, tylko paradoks polega na tym, ze jak spotkalam Exa to bylam swiecie przekonana, ze
                  on jest wartosciowym facetem. Naprawde.
                  • maheda Re: jednak nie to samo 02.06.06, 13:44
                    Żeby było śmieszniej, ja dalej tak o swoim myślę.
                    Każdy ma wady...
                  • kasiar74 Re: jednak nie to samo 02.06.06, 13:48
                    wartościowy facet to dla mnie tez taki ktory ma zasady czyli konczy zwiazek i
                    zaczyna nastepny a nie zapomin ao kolejnosci chocby z szacunku dla spędzonych
                    wspolnie lat
                    • phokara Re: jednak nie to samo 02.06.06, 13:57
                      Jestem w pelni za.
                      Tylko realia sa brutalne - osobiscie znam JEDEN taki przypadek rodzaju meskiego. I boje sie, ze
                      stanowi swoista anomalie gatunku.
                    • maheda Re: jednak nie to samo 02.06.06, 14:03
                      Toteż mój nie zaczął nowego i pewnie przez dłuższy czas nie zacznie.
                      Ale co z tego, boli bardzo.
                      • phokara Re: jednak nie to samo 02.06.06, 14:10
                        Maheda,
                        ja bym sobie rok temu lapy dala uciac, ze moj Ex 'nie zaczal nowego i przez dluzszy czas nie
                        zacznie'.
                        I wiesz co?
                        Bylabym dzisiaj baba bez lap!
                        Moge zapytac, co sie dzieje z Twoim mezczyzna? Bo moj cyt: "mial ze soba problem".
                        • maheda Re: jednak nie to samo 02.06.06, 14:43
                          Mój naprawdę nie miałby kiedy...
                          A co do rozpoczęcia nowego - mieliśmy już podobny wypadek ponad półtora roku
                          temu - była kłótnia, potem rozejście się każdego w osobną stronę, i był powrót.
                          Wniosek był jeden dla obydwu stron - trzeba się przyznawać do tego, co jest +
                          trzeba najpierw porządnie skończyć jedno, żeby zaczynać drugie.
                          Nie okłamywałby mnie z tego prostego powodu, że sam czułby się źle, a lubi mieć
                          wysokie zdanie na swój temat. Powód może banalny, ale właśnie dlatego wiem, że
                          nie kłamie.
                          • phokara Re: jednak nie to samo 02.06.06, 15:07
                            > Nie ok?amywa?by mnie z tego prostego powodu, z˙e sam czu?by sie˛ z´le, a lubi miec´
                            > wysokie zdanie na swój temat.

                            Siedzialam dobry kwadrans i dumalam nad tym, czy znam faceta, ktory nie lubi miec o sobie
                            wysokiego zdania. Odpowiedz brzmi: nie. Dziwne.
                            No nic, to taka refleksja na temat...

                            A teraz serio. Wiesz, zastanawia mnie Twoj przypadek, bo pamietam Twoje wpisy na forum,
                            choc tak naprawde to sie tutaj 'minelysmy' w czasie. Zawsze mialam wrazenie, ze sensownie
                            gadasz i fajnie sie odnalazlas w nowym zwiazku po rozwodzie. Rozumiesz - poniekad karmilas
                            moja wiare 'ze mozna'. I jakos nieswojo sie teraz czuje czytajac o koncu tej historii. Po prostu.
                            Dlatego pytam, o co chodzi - akurat tak mam ze lubie pytac i sie zastanawiac, choc tak
                            naprawde to wnioskow raczej nie umiem wyciagac. No ale pracuje nad tym.


                      • kasiar74 Re: jednak nie to samo 02.06.06, 14:11
                        maheda czas tylko czas, pozwol sobie na cierpienie odżałuj związek i idź
                        dalej, dalej tez jest świat i też sa ludzie
                        • maheda Re: jednak nie to samo 02.06.06, 14:44
                          Tia, ja wiem, że to, co mówisz, ma sens, bo ja już jestem osobą po rozwodzie.
                          Tylko tak strasznie mi żal, że szuka facet ideałów, których... nie ma, bo trzeba
                          sobie na nie zapracować sad
                          • 13monique_n Zycie z idealem..... 02.06.06, 15:25
                            .... byloby nie do zniesienia. Dla nikogo, wliczajac w to sam ideal.
                            To moje wnioski z obserwacji nie tylko siebie, ale i znajomych.
                            • phokara Re: Zycie z idealem..... 02.06.06, 15:33
                              > To moje wnioski z obserwacji nie tylko siebie, ale i znajomych.

                              Z ktorych oczywiscie ja jestem wyjatkiem!
                              • 13monique_n Re: Zycie z idealem..... 02.06.06, 15:41
                                Oczywiscie, Pho!!!! Ty jestes absolutnie wyjatkowym idealem i dlatego....
                                (hahaha, pamietasz, co mowilas? wink )
                                • phokara Re: Zycie z idealem..... 02.06.06, 15:43
                                  Oczywiscie, ze nie pamietam.
                                  Jak ja bym chciala pamietac wszystko co mowie to bym musiala miec ze 4 glowy. A mam tylko
                                  dwie lewe lapy. Co oczywiscie nie przeszkadza mi (i pewnie tylko mi) byc idealem.
                                  • 13monique_n To inaczej .... 02.06.06, 15:47
                                    big_grinDDDD jestes idealem, przynajmniej dla mnie. Niedoscignionym smile
                                  • scriptus Re: Zycie z idealem..... 04.06.06, 18:06
                                    Witaj Pho...
                                    Gdybyś miała 4 głowy, na pewno byłoby Ci daleko do ideału. Jakoś mi te cztery
                                    głowy nie pasują do kanonu kobiecego piękna. Rękami się nie przejmuj, na to
                                    zwraca uwage mało który facet. Zatem, oczywiście, w moim przekonaniu jesteś
                                    ideałem smile)))
                                    • phokara Re: Zycie z idealem..... 05.06.06, 10:31
                                      Scriptusie,
                                      wzruszylam sie...
                                      Jednakoz szczerze i lojalnie musze napisac, ze nie tylko mam 4 glowy, ale w dodatku w zadnej
                                      z nich nic nie mam!!!
                                      haha... no jakby nie patrzec - ideal.
    • marcepanna Re: słodka zemsta 02.06.06, 23:40
      nie martw sie, zylas cos jak mandaryna a jesli ona sie podniosla po
      swoim "malzonku" i zyciu z nim to i ty potrafisz
      popatrz na mandaryne! ona tez nic nie umie a jak swietnie sobie radzi )))
    • der1974 Re: słodka zemsta 03.06.06, 18:15
      Czytam i czytam i też się dziwię, jakie to wszystko banalne jest i schematyczne. Mi się wydaje, że akurat płeć nie ma znaczenia. Albo ktoś lubi pomanipulować partnerem i czerpie z tego satysfakcję i energię życiową albo tego nie robi. Nie wydaje mi się, że warto dawać jakieś szanse, aczkolwiek to już decyzja osobista każdego. Ludzie się po prostu zasadniczo nie zmieniają. Takie mam wnioski ze swojego małżeństwa. W ogóle to trudne jest. Zdradzający jeśli chce wrócić musiałby się zgodzić na powrót na jakichś okropnych dla siebie warunkach, bo tego będzie oczekiwał zdradzany. I taka sytuacja nie wróży trwałości takiego związku. Ja najpierw myślałem, że jak żona padnie na kolana to podyktuję jej jakieś straszne oczekiwania. Ale po co? Ani ja nie będę zadowolony, bo i tak jej nie ufam po dwóch wpadkach, ani ona bo będzie jej źle. I wszystko wróci do normy prędzej czy później. Czyli znowu będą zdrady. Nie da się tak powiedzieć: zapomnijmy i ułóżmy sobie to na nowo a na pewno będzie dobrze. No w każdym razie trudne to jest.
      • sconosciuta Re: słodka zemsta 03.06.06, 18:36
        tak wiem , ze to beznadziejne.Nie zakładam ponownej zdrady, najadłam sie juz
        tego miodu w dodatku wyszlo po czasie ze wcale nie byla to taka big love, skoro
        udalo mi sie go bardzo szybko wyrzucic z zycia.Ale cóz , zycie tocy sie
        dalej.Juz postanowilam nie bede robic nic na silę.
        Po przeczytaniu wielu postów na tym forum wiem , ze moze byc jeszcze dobrze a
        moze i lepiej w "nowym życiu" chociaz zdaje sobie sprawe jak bedzie nam
        wszystkim cieżko i jak długo moze to trwać, lub moze wogóle nic sie nie zdarzyc.
        Narazie w domu jakies dziwne zawieszenie , ucichly rozmowy na wiadomy temat.I
        dobrze mam wiecej spokojnego czasu na przemyslenia.Nawet juz nie palcze od
        dwoch dni.
        • misbaskerwill Re: słodka zemsta 04.06.06, 16:33
          Przykro mi Ci to mówić, ale "to" będzie wracać do Twojego męża....
          Będzie miał górki i doły... będą ciche i głośne dni...
          Czasami będziesz miała wrażenie, że wręcz "przebaczył", a potem nagle dostaniesz
          po głowie.
          Takie jest często działanie osób zranionych, "rozchwianych".
          Najlepiej by było wyprowadzić się, by wszystko trochę "ucichło". Szkoda, że to
          nie jest proste - zwłaszcza gdy są dzieci...
          Może za kilka miesięcy/lat Twój mąż przemyśli sprawę. Może się jednak zejdziecie
          (hehe, może po rozwodzie). Ale na pewno nie stanie się to szybko i cokolwiek byś
          nie robiła, faktycznie - dla niego będziesz "aktoreczką", która zrozumiała ile
          ma do stracenia...
          Dopiero jak staniesz na nogi, pokażesz, że sama potrafisz żyć, mąż może
          popatrzeć na Ciebie inaczej, jeszcze raz przemyśleć pewne sprawy... Ale może też
          nie zechcieć już "ryzykować"sad((

          Podsumowując: nie rób nic na siłę - szybko mu nie przejdzie. I długo jeszcze
          będzie dla Ciebie "okropny". Lepiej spróbuj jakoś tego unikać - nawet kosztem
          szybkiego rozstania.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka