06.07.06, 13:42
chcę sie rozwieść, nie wiem czy dobrze robię bo boję sie samotności, ale
chyba dobrze biorąc pod uwagę to w jaki sposób traktuje mnie mój mąż (jest
agresywny, ubliża mi, nie panuje nad tym co robi i mówi), nie wiem jak sie za
to zabrać ponieważ boję sie jego reakcji i tego co może zrobic jak już się
dowie, na początek idę do psychologa -może on mi jakoś pomoże, bo mój mąż
uważa że nie mamy żadnych problemów a to że sie kllócimy jest rzeczą normalną
i twierdzi że bardzo mnie kocha, zawsze mi mówi że to co robi i mówi w
złości - nie powinnam tego traktować poważnie, ale dalej już tak nie mogę,
ciągłe przeprosiny za to samo, ile można, nie wiem co robić
Obserwuj wątek
    • brzoza75 Re: rozwód 06.07.06, 13:43
      ja tylko napiszę, że to moja historia...
      • 374.4w Re: rozwód 06.07.06, 13:47
        mój bił, a zaraz po tym mówił, że kocha...
        • bozka28 Re: rozwód 06.07.06, 14:04
          jak sobie z tym poradziłaś?
      • bozka28 Re: rozwód 06.07.06, 13:52
        opowiesz mi o tym prosze
        • 374.4w Re: rozwód 06.07.06, 14:03
          oj nie, to nie temat na opowieści. Rozwiodłam sie z nim, bo to jedyne co mozna w
          takiej sytuacji zrobić. Nie ma niczego, ale to absolutnie niczego co mogłoby
          tłumaczyc takie zachowanie. Nie znam tez, ani ćwierc argumentu przemawiajacego
          za tym, aby kobieta miała tkwić z takim ....
      • bozka28 Re: rozwód 06.07.06, 14:02
        ja powiem tobie że boję sie tego że będzie mnie bił, i że nie pozwoli mi
        odejść, czasem jak grożże rozwodem czy separacją to słyszę że jak to zrobię to
        mnie zniszczy, rozwali wszystko co mamy i wszystko mi zabierze, nie raz już
        chodziłam z posiniaczonymi rękoma czy szyją, nigdy mnie nie uderzył w twarz-i
        dlatego uważa że mnie nie bije, a to co robi innego to jego zdaniem jest
        normalne (to że mnie pcha, świga ścierkami, poduszkami, itd. to nie jest
        bicie), boję sieże wszyscy sie ode mnie odwrócą i zostanę sama, że zrobi mi
        wstyd w pracy, że będzie mnie śledził, kiedyś coś podobnego mi zrobił i boję
        sie że to powtórzy ze zdwojoną siłą, bardzo sie boje tego co mnie czeka
        • brzoza75 Re: rozwód 06.07.06, 14:07
          kilka punktów:
          psycholog
          Nibieska linia
          dzielnicowy
          komenda
          niebieska karta
          doniesienie na prokuraturę
          lekarz pierwszego kontaktu aby zobaczył te siniaki

          ale najważniejszy psycholog , ja też nie chcę o tym mówić, natomiast wiem bo
          miałam to samo, to minie, nie powiem Ci kiedy ale w końcu zda sobie sprawę, że
          straszyć już nie ma kogo.

          • 374.4w Re: rozwód 06.07.06, 14:12
            jw + uciekać, mimo strachu
            • 374.4w Re: rozwód 06.07.06, 14:13
              doprecyzuję:
              uciekać, ale tak na stałe, na zawsze. nie jednorazowo do sąsiadki.

              • egretta_alba Re: rozwód 06.07.06, 17:11

                Dziwewczyno - to co masz to JEST FIZYCZNA i PSYCHICZNA PRZEMOC W RODZINIE.
                Popychanie, przytrzymywanie uitd - to podpada pod przemoc fizyczna, a
                bluzganie, grożenie , poniżanie, pod psychiczną. Do tych wszystkich zachowań -
                możesz i powinnaś wzywać policje.
                1) Zgłoś sie do ośrodka psychologicznego zajmującego się przemocą w rodzinie.
                Jeśli jesteś z Wa-wy - bardzo dobry jest oŚrodek na belgijjskiej.
                2) Niech jak najwięcej osób wie co się dzieje - nie ukrywaj tego, niech
                wiedzĄ,że możesz potrzebować pomocy- to ci rozwiąże ręce w razie
                np.konieczności szybkiej ucieczki, prośby o pomoc, niezidentyfikowanych hałasów
                z waszego mieszkania itp... I tu wazne zastrzeżenie: to nie ty masz problem/cos
                z tobą nie tak bo mąż cie bije . To on ma problem z panowaniem nad sobą, on
                jest "chory": (co go absolutnie nie usprawiedliwia) Może to dobry tekst do
                mówienia innym o tym: "Mój maz ma niestety problem z panowaniem nad sobą, wpada
                w furie, jest agresywny fizycznie- toteż ja...."
                3) Zabezpiecz sobie tyły - to co wyżej + gdzie wrazie czego możesz uciec, czy
                możesz liczyć na rodziców, sprawdź nawet dom samotnej matki,i ośrodek pomocy
                rodzinie.
                4) Pogadaj ze swoim komisariatem -niech wiedzą co się dzieje i powiedza co
                robić.
                Pogadaj ze swoim ośrodkiem pomocy społecznej - to samo, plus moze np.
                przychodzić pracownik od nich.
                Jak już wezwiesz policje/złożysz skargę to NIGDY jej nie wycofuj (wycofanie =
                niekonsekwencja = mogę z nią postępowac tak dalej + ze strony policji wkurzenie
                i wycofanie wsparcia). Zgłoszenia na policje - służą potem jako dowód w sprawie
                karnej o znecanie, wzglednie rozwodowej.
                5) To że bije ale przecież kocha - to standard, tak jak alkocholik pije ale
                kocha itd,dziwkarz na dziwki chodzi, ale żone kocha itp... To żaden argument.
                Jeśli się kocha naprawde, to sie stara coś zrobić z zachowaniami raniącymi
                partnera. Jesli sie tego nie robi - to jest taka wygodna miłość, dopóki nie
                trzeba podjąc jakiegoś wysiłku. NIe daj się nabierać na "róże na kołdrze".
                Facet jeśli chce się przestać wściekac - musi przejść terapie. A najpierw: musi
                przynać że ma problem. Obie rzeczy po jego stronie nie twojej . Chce przez to
                powiedzieć,że nie do ciebie nalezy wleczenie go do psychologa, uświadamianiae
                itp. Ty powinnaś zadbać o siebie nie o niego. Wszeklkie próby "uratowania go",
                wkręcą cie tylko jeszcze bardziej.
                5) Bardziej profesjonalnei i pewnie więcej na stronie niebieskiej linii
                www.niebieskalinia.pl/index.php?w=1280.tam jest też forum (lista
                dyskusyjna) i adresy osrodków pomocy w różnych miastach.


                Tzzymaj się mocno (siebie i swoich potrzeb)
        • kodkodak Re: rozwód 30.08.06, 09:28
          To katastrofa być z kimś ze strachu przed nim, przed tym, co może zrobić. Twoje
          życie jest silnie zatrute. Sądzę, że znacznie lepiej jest szybko sie od tego
          wszystkiego uwolnić. A współpracowników czy rodzinę po prostu przygotować na
          destrukcyjne działania człowieka, który dawno już przestał być Twoim partneren
          życiowym. Lepiej jest niczym nie grozić. Lepiej jest mówić ze spokojem o swoich
          odczuciach i ze spokojem realizować swoje zamiary. Realizować swoje życie tak,
          by było ono godne, by spotykać się z ludźmi, którzy godni są spotykać sie z
          Tobą. Każda zmiana w życiu związana jest z jakąś niewiadomą, z jakimś mniejszym
          czy większym strachem. Ale niechaj zmiana w Twoim życiu związana będzie z
          nadzieją na godne życie w przyszłości. Serdecznie życzę Ci tego, by ono właśnie
          takim się stało.
    • scriptus Re: rozwód 06.07.06, 20:18
      Bozka, nic nie usprawiedliwia przemocy.
      Skorzystaj z pomocy fachowców, rad koleżanek z forum, najgorsze, co możesz
      zrobić, to bezczynność.
      Z tego, co wiem, to m. in. Brzoza miała podobną sytuację do Twojej i pewien
      jestem, że Ci z serca doradzi, a wybitnym znawcą problematyki jest Tricolour, w
      skrócie Tri, jednak do 27 lipca na urlopie.
      • brzoza75 Re: rozwód 06.07.06, 20:22
        Tri jest znawca problematyki naszej...dlaczego?
        • scriptus Re: rozwód 06.07.06, 20:48
          Sądzę, że Tri wykazuje dość dobrą znajomość prawa i spraw okołorozwodowych, na
          biciu, jak sądzę sie nie zna, podobnie, jak ja, i ma do bicia podobny, jak ja,
          stosunek. Może jednak doradzić, a to nieraz dużo. Nieraz tu na tym forum gadał
          dość rozsądnie.
          • brzoza75 Re: rozwód 06.07.06, 20:53
            Scri wiem że nie mowisz o biciu jako takimsmile
            ok nie wiedziałam
      • tricolour Bracie nie przesadzaj.... 07.07.06, 09:38
        ... nie jestem żadnym wybitnym znawcą problematyki. W ogóle dobrze znam sie na
        niewielu rzeczach...

        smile))

        Ale pisz, pisz... słodziutko.

    • bozka28 Re: rozwód 07.07.06, 09:02
      dziękuję wszystkim i mam nadzieję że uda mie się przejść przez to wszystko smile
      jak na razie ON o niczym nie wie, ale coś czuje chyba bo ciągle włazi mi w
      tyłek wink najgorsze jest to że ciąle mieszkamy razem, a w przyszłym tygodniu
      mamy 1 rocznicę ślubu...... głupia byłam i tyle ale teraz nabrałam rozumu do
      głowy - oby mi go nie zabrakło, jak na razie czekam na wizytę u psychologa,
      jestem umówiona na 25 lipca i cieszę się z tego bardzo - trzymajcie za mnie
      kciuki, bo wiem że bardzo trudno jest przez coś takiego przejśc - moja mama
      przerabiała coś podobnego co obecnie przechodzę ja-COŚ OKROPNEGO- a teraz
      zabieram sie do pracy- w końcu za coś mi tu płacą, no nie smile
      • brzoza75 Re: rozwód 07.07.06, 09:06
        włazenie w tyłek przy takich zachowaniach fachowo się nazwywa okresem miesiąca
        miodowegosmile
      • brzoza75 Re: rozwód 07.07.06, 09:07
        wiesz ja naprawdę wiem jak trudno przez to przejść, ciesze się że brzmisz już
        lepiej , ale pamiętaj do 25.07 daleko zawsze możesz zapukac do nas.
        • bozka28 Re: rozwód 07.07.06, 09:12
          dzieki, będę pamiętać, musze sie wziąść za swoje życie - w końcu mam dopiero 27
          lat, dobrze że dzieci nie mamy - będzie łatwiej
      • bszalacha Re: rozwód 26.08.06, 03:08
        A swoją drogą,skoro piszesz,że i mama przez to przechodziła,to postaraj się
        przepracować "rodzinne schematy",żeby móc wejść w nowy-dobry związek z
        mezczyzną.Niewiem,czy masz syna,ale dla niego moze to być też bardzo ważne,żeby
        jako mężczyzna mial szanse czuć się bezpiecznie z kobietami.Pozdrawiam
        • a.niech.to Re: rozwód 26.08.06, 09:36
          bszalacha napisała:

          > postaraj się
          > przepracować "rodzinne schematy"
          >[...]
          Niewiem,czy masz syna,ale dla niego moze to być też bardzo ważne,żeby
          >
          > jako mężczyzna mial szanse czuć się bezpiecznie z kobietami.
          Matka ma nominować syna na mężczyznę? Wiem, że to idiotycznie brzmi, ale zdaje
          mi się wykonalne. Sama nie wiem.
    • tricolour Witam na chwilę... 07.07.06, 09:35
      Z psychologiem dobry pomysł, poproś go o adres (siedzibę) ludzi którzy zajmują
      sie przemocą w rodzinie. Nie powinnaś być sama z facetem który Cię męczy.
      Zastanów się nad pomocą Policji, co zawsze przydaje się w sprawie rozwodowej, a
      na dzisiaj może ochłodzi zapędy boksera.

      W każdym razie proś psychologa o konkretną POMOC.
      • brzoza75 Re: Witam na chwilę... 07.07.06, 09:43
        mojego policja nie ochłodziła, dopiero prokuratura...
        • 374.4w Re: Witam na chwilę... 07.07.06, 11:18
          Brzoza, możemy sobie podać ręce!

          mojego policja tez nie była w stanie ochłodzic, po wizycie policji dopiero sie
          działo, agresja wzrastała w tempie lawinowym do kwadratu; a w trakcie "wizyty"
          policji albo grzecznie lezał na łózku i pytał czego oni chcą, ona(ja) chce go
          wrobic; albo wychodził gdy słyszał, że dzwoniłam po policje;kilka razy wzieli go
          jednak na izbe wytrzeźwień, raz nawet w kajdankach
          dla sądu fakt kartoteki na policji, posiadania niebieskiej karty nie miał
          zadnego znaczenia;
          bardziej robiłam to dla siebie, żeby udowodnic sobie, że jestem w stanie

          i ja to przezyłam. jestem dzielną kobietąwink
          • brzoza75 Re: Witam na chwilę... 07.07.06, 11:24
            u mnie dość szczegółowo zbierają te informacje nadal smile

            co do policji i wzywania nie było aż tak, po prostu wyrywał telefon,zamykał
            mnie w pokoju etc., albo robił za anioła

            oczywiscie, że robiłyśmy to wszystko dla siebiesmile
            agresja wzrasta zawsze i opada jak sinusoida....sad
            ja tez to przeżyłam i wiele osób mówi mi, że mimo to jestem silną kobietą!
            • crazysoma Re: Witam na chwilę... 07.07.06, 11:32
              o mamo...
              powiedzcie mi, jesli mozecie, czy kiedy poznawalyscie tych panow byli zupelnie
              inni, kamuflowali sie, nagle zachorowali na depresje dwubiegunowa i zaczeli
              gnebic otoczenie? Pytam bo zastanawiam sie czy mozna cokolwiek przewidziec i
              pytam bo mam znajoma, ktorej facet - mowiac najprosciej, polozyl sie spac
              zdrowy a obudzil chory i wtedy zaczal sie koszmar...

              pozdrawiam
              • bozka28 rozwód 07.07.06, 12:31
                ja poznałam mojego obecnego męża mając 16 lat on jest starszy o 5 lat, na
                początku było ok, potem zaczęły się schody, wydawało mi się to normalne-kłótnie
                otd. bo był moim pierwszym facetem, nie miałam porównania i wydawało mi się że
                tak jak jest między nami jest ok, a że pochodze z rozbitej rodziny-ojciec
                alkoholi-bił matkę jak tylko miał ochotę, pamiętam jej złamany nos, podbite
                oczy, to że musiała iść do pracy żeby było co do garnka włożyć i to że gdyby
                nie opieka społeczna to by kiepsko było, wizyty policji-prawie codzienność, też
                zazwyczaj udawał aniołka albo poprostu uciekał-jak odjeżdżali to dopiero
                pokazywał co potrafi, no chyba że go zabierali na izbę wytrzeźwień to dopiero
                na drugi dzień dawał nam popalić i jeszcze rachunek na nocleg
                przywoził,pamietam też jak wywalał nam obiad na podłogę - bo skoro dla niego
                nie było to dla nas jego dzieci też nie będzie, zatem to co działo siew moim
                związku było czymś "normalnym " dla mnie, i tak sie to ciągneło z dnia na dzień
                aż w końcu zamieszkaliśmy razem - myślałam że będzie mi lepiej, i tak mijały
                kolejne lata, aż jakiś ponad rok temu zrobiłam największe głupstwo w życiu-
                zaczęliśmy przygotowania do slubu i stało sie 16-07-2005 wypowiedziałam
                sakramentalne TAK, chciałam mięc dom, rodzinę, dzieci-wszystko to czego nie
                miałam za dzieciaka, ale.... ale zapomniałąm o miłości, wydawało mi sie że
                skoro jesteśmy ze sobą 10 lat już to tak już zostanie, nie raz próbowałam od
                niego odejść ale mi sieto nie udawało - zawsze był górą, zawsze postawił na
                swoim, ale teraz coś we mnie pękło, mam dość, i chcę normalnie żyć, a
                uświadomiłam sobie to dopiero po tym jak jak go zdradziłam - i wcale tego nie
                żałuje, wręcz przeciwnie, to co zrobiłam i robię nadal - życie na boku- daje mi
                do myslenia, to że mężczynza moze być inny, że może sznować kobietę i sprawiać
                że czuje sie potrzebna, a tak właściwie to nie traktuję tego co robię jako
                zdradę bo.... bo ja go juz nie kocham -to jest już nienawiść, patrzę na mojego
                męża i tak bardzo go nienawidzę za to co robi, i sam sobie jest winien że
                szukam na boku tego co powinnam znaleść w małżeństwie, NIC NIE BOLI TAK JAK
                ŻYCIE
                • scriptus Re: rozwód 09.07.06, 19:23
                  > tak jak jest między nami jest ok, a że pochodze z rozbitej rodziny-ojciec
                  > alkoholi-bił matkę jak tylko miał ochotę, pamiętam jej złamany nos, podbite
                  > oczy, to że musiała iść do pracy żeby było co do garnka włożyć i to że gdyby
                  > nie opieka społeczna to by kiepsko było, wizyty policji-prawie codzienność, też
                  >
                  > zazwyczaj udawał aniołka albo poprostu uciekał-jak odjeżdżali to dopiero
                  > pokazywał co potrafi, no chyba że go zabierali na izbę wytrzeźwień to dopiero
                  > na drugi dzień dawał nam popalić i jeszcze rachunek na nocleg
                  > przywoził,pamietam też jak wywalał nam obiad na podłogę - bo skoro dla niego
                  > nie było to dla nas jego dzieci też nie będzie, zatem to co działo siew moim
                  > związku było czymś "normalnym " dla mnie, i tak sie to ciągneło z dnia na dzień

                  Z tego, co piszesz o swojej rodzinie, mogę zrozumieć, że potraktowałaś jako
                  normalne ekscesy Twojego męża, choć nie do końca, bo chyba koleżanki i koledzy
                  mieli normalne rodziny. W tym wszystkim nie rozumiem tylko tego następstwa, że
                  kobiety z patologocznych rodzin znajdują patologicznych facetów i nie
                  rozpoznają, że to patologiczny facet. Przecież wiedzą , jak to wygląda i powinny
                  tego unikać. Rozumiem, kobieta z normalnego domu trafia na patologicznego
                  faceta, z początku sie maskował, ona nie ma takiego doświadczenia i nie
                  rozpoznała symptomów... ale, kiedy młody mąż zachowuje się podobnie, jak niezbyt
                  wydarzony tatuś, to powinien jakiś alarmowy dzwonek w głowie zadzwonić. A w
                  ogóle, to skąd się, cholera, biorą tacy faceci??... Ani system edukacji, ani
                  społeczeństwo nie wspiera kształtowania takich postaw, a tacy idioci kształtują
                  stereotyp rozciągający sie nieraz na całą pozostałą większość mężczyzn. To chyba
                  z tego powstaje stereotyp, że skoro kobieta się chce rozwieść, to musisz być
                  awanturnik, pijak, babiarz i nikt Ci dzieci nie powierzy w opiekę. Chyba, że
                  udowodnisz, żeś nie wielbłąd.
                  • bozka28 Re: rozwód 10.07.06, 10:19
                    "miesiąc miodowy" zakończył sie w sobotę około godziny 23 - potem było piekło,
                    nie chce mi się żyć... ale będę bo chcę zakończyć to czego nie powinnam nigdy
                    zaczynać, nawet nie jestem w stanie zainteresować sie problemami innych osób na
                    formu bo to co dzieje sie w moim życiu za bardzo daje mi w kość
                    • brzoza75 Re: rozwód 10.07.06, 10:41
                      wiem co czujesz kurcze prosze Cię poszukaj pomocy naprawdę!
                • dorotek72 Re: rozwód 16.07.06, 11:41
                  mmmm..troche to podobne....zyje z meżem alkoholikiem...wyzwiska,przeprosiny ,itd.itp...aż poznalam fajnego faceta.Zdradziłam męża ,chociaz tez nie uważam tego za zdradę,bo zeby była zdrada musi być miłość..przy tamtym poczułam sie znowu kobietą...obudziłam sie..znowu poczułam co to pragnąć kogoś...ale nie wiem ,czy dobrze zrobiłam..bo chyba byłam dla Niego tylko na chwilę...a ja chyba sie zakochałam...i znowu ból..tylko taki inny..ale dzieki niemu uwierzyłam ,ze moze byc inaczej....tylko dlaczego na chwile?????
                • bszalacha Re: rozwód 26.08.06, 03:28
                  Normalne,że jak ojciec,od którego w końcu masz najmocniejsze wzory męzczyzny-
                  taki wzórCi pokazał,to wybór musiał być wg.tego wzoru,albo jego
                  zaprzeczeniem.Wszyscy tak wybieramy.Psycholog może pomóc Ci w przekroczeniu
                  własnych nawyków.Skorzystaj,bo sama tego nie dokonasz.Nie da się
          • julinekk Re: Witam na chwilę... 09.07.06, 17:09
            kiedy czytam o takich sytuacjach wcale sie nie dziwie ze tak wiele kobiet w
            Polsce boi sie zglaszac na policje incydenty przemocy domowej. zapewne gdybym
            mieszkala w Polsce tez bym tego nie zrobila.
            moj maz tez nalezy do tych nieopanowany i po ktoryms tam razie wkurzylam sie i
            poszlam na policje. byla godz. 12.00. przed 14.00 zabralo go dwoch milych panow
            do aresztu. przesiedzial tam cala noc, a nad ranem otrzymal zakaz zblizania sie
            do mnie i przebywania w miejscu mojego zamieszkania na okres 1,5 m-ca. do czasu
            wyjasnienia sprawy. dodam ze nie bylo to pobicie z ciezkim uszkodzeniem -
            jedynie szarpanina. przykro mi ze polskie sluzby tak nie dzialaja, ale mam
            nadzieje ze to sie kiedys zmieni. poki co zycze wszystkim dreczonym zonom
            powodzenia
    • iva2 Re: rozwód 07.07.06, 11:30
      jeśli chciałabys konkretnych porad dotyczacych przemocy, wsparcia od osób które
      znaja, rozumieją i przechodzą przez to samo spróbuj skontaktowac się z
      dziewczynami prowadzącymi forum:"przemoc w rodzinie"
      forum zamknięte ze względu na bezpieczeństwo kobiet tam zgromadzonych, ale
      otwarte na nowe dziewczyny potrzebujące wsparcia. atmosfera forum jest bardzo
      przyjazna, sa tam prawniczki, dziewczyny które juz wyszły z przemocy. duzo tam
      wiadomości, porad, wzorów pism, etc.
      polecam to forum. mnie równiez tam znajdziesz.
      • brzoza75 Re: rozwód 07.07.06, 14:25
        hmmm, po czasie myślę że widziałam smymptomy, ale byłam zakochana i wierzyłam
        że on sie zmieni, młody był jeszcze, a ja chciałam mieć rodzinę i kochałam
        mocno,potem było już tylko gorzej , papier mnie ubezwłasnowolnił mówię o ślubie,
        reszta pozostała wspomnieniem i koszmarem,nie byłam w stanie przewidzieć
        zachowań w stosunku do mnie .
        • bozka28 Re: rozwód 07.07.06, 14:37
          ja wiedziałam że źle robię wychodząc za niego, i w dniu ślubu - choć miło ten
          dzień wsponinam- wiedziałam że nasze małżeństwo długo nie przetrwa choć
          chciałam aby było inaczej,widziałam a momo tego zrobiłam to, przez śluben już
          nie raz przez niego wiele łez wylalam i wiele przeszłam.... ciągle wierzyłam że
          będzie ok - ale człowiek uczy sie na błędach.... a przede mną wekend-oby był
          spokojny, nie boję sie tego że będzie na mnie sie wydzierał czy ubliżał - jak
          to powiedziałaś przeżywamy teraz " miesiąc miodowy"-okres włażenia mi w tyłek,
          ale tego że musze go spędzić w jego towarzystwie a jego zdaniem jest miedzy
          nami teraz ok, i się boję tego że będzie sie chciała kochać ze mną - a to z
          pewnością doprowadzi do kłótni-ponieważ ja nie mam ochoty na sex z tym panem ;-
          )
          • bozka28 Re: rozwód 07.07.06, 14:41
            a teraz to bym sobie loda zjadła bo jest gorąco jak diabli, a w biurze sauna,
            nawet papiery sie pocą, pozdrawiam wszystkich spoconych i "zapracowanych" jak
            ja (od dwóch godzin nic już nie robię bo za gorąco) wink
          • iva2 Re: rozwód 07.07.06, 14:54
            och.. jak ja to znam, wiele by mozna tu radzić, wymadrzac się, zwłaszcza jak
            już sie po tej drugiej stronie.
            wydaje mi sie jednak, że KONIECZNIE musisz cos zrobic dla siebie, jakas grupa
            wsparcia. nie możesz zyc od humoru do humoru Twojego męża (choc wiem, że można,
            bo sama tak robiłam). masz prawo do zycia w godności i to nie tylko pusty
            frazes... to początek do wolności swojego ja.
            jesli chcesz więcej pogadac na ten temat zapraszam raz jeszcze na forum, bądź
            na maila gazetowego, teraz niestety uciekam do domku. papa
          • dorotek72 Re: rozwód 16.07.06, 11:54
            też wiedziałam ,ze źle robie..ale ...jeśli idzie o sex..powiedz wprost..bo tacy jak oni nie rozumieją aluzji....kiedys zmusilam siebie do sexu....płakałam ,a on nawet tego nie zauwazył...wiecej tego nie zrobie...oczywiscie wracal do tego ..uzywająć słow"jak sie kochalismy"..powiedzialam wtedy ,ze to był tylko sex ,bo o n nie wie co to miłośc...wczoraj stanoł w drzwiach i powiedział..'kochaj sie ze mną."o malo nie spadłam z krzesła....mowisz wprost ,a o n i tak nie słyszy...niczego nie pragne jak byc jak najdalej od niego....
        • iva2 Re: rozwód 07.07.06, 14:43
          brzozo, doskonale to rozumię. 7 lat walczyłam, potem wydawało mi się , że
          poddałam się, wyladowałam na terapii i dopiero otworzyłam oczy!! to był
          prawdziwy szok dla mnie. dis ludzie, którzy mnie znali z okrsu małżeństwa,
          pytają: co się z Toba stało, to napewno TY? taka usmiechnieta, wesoła.

          pozdarwiam
          • brzoza75 Re: rozwód 07.07.06, 14:46
            mi tez zarówno grupa wsparcia jaki i psycholog dużo pomógłsmile
    • letnia_mgielka Re: rozwód 12.07.06, 23:34
      Co znaczy,ze ktos mowi,ze w sierpniu bedzie mial orzeczony rozwod.To znaczy,ze
      bedzie wolny?
      • letnia_mgielka Re: rozwód 14.07.06, 22:47
        ??
        • lena_lenka Re: rozwód 14.07.06, 23:13
          Czytam to wszystko od poczatku i placze jak glupia...mialam prawie identyczna
          sytuacje,tylko ze razem z mezem chodzilismy do psychologa ale niestety nic nie
          dalo.zyc mi sie nie chcialo.policja przyjezdzala bo wzywalam jak wbijal noz w
          lozko,dusil mnie szarpal,popychal ,ale nadal uwaza ze on mnie nie bije ..bo
          jak napisala autorka nie uderzyl mnie nigdy w twarz-faceci sa poprostu the
          best!! Ale wiecie co.......... po 3 latach odwazylam sie odejsc i to juz na
          stale nie mieszkamy razem 9 miesiecy-nachodzi mnie przesladuje grozi ze mi
          rewce i nogi polamie ze gbede jezdzila na wozku inwalidzkim ze mnie potnie.ze
          ja w odroznieniu od narkotykow jestem nieuleczalna itp ...Ostatnio na klanach
          blagal i nawet plakal zebym wrocila ze sie zmienil ,ale gown prawda nie wierze
          i nie uwierze w ani jedno slowo jego bo to desperacja jest a nie chcec zmainy
          i naprawienia siebie.Otworzylam oczy juz dawno ,wiedzialam,ze nie bedziemy
          razem ale nie mialam odwagi odejsc .teraz...na poczatku czerwca zlozylam pozew
          o rowzwod a 28 lipca mam pierwsza sprawe!!!!!!!!!!Jestem szczesliwa ,ze tak
          szybko,boje sie cholernie ,bo u mnie nikt nie bral rozwodu i nie wiem jak to
          jest o co sad pyta i w ogole,ale przezylam zycie z takim sadysta to rozwod
          bedzie przyjemnoscia...
          P.S. jestem niezadowolona tylko z tego ze rozwod polubownie ale sama chcialam i
          dazylam do tego zeby sie rozwoesc polubownie-bo szybko.a teraz mi policjant
          powiedzial ze lepiej dlugo i pozadnie ,niz szybko i do dupy......ale juz za
          pozno chce byc jak najszybciej wolna i zyc w spokoju,ktorego mi najbardziej
          brakujePozdrawiam i badzcie twarde kobietki i nie poddawajcie sie ,nie ma co
          zyc w takim stresie.
          Ps jeszcze jeden fajny przyklad dla ktoego warto sie rozwiesc...
          Lepiej chleb ze smalcem niz z najlepsza szynka w nerwach.....
          • lena_lenka Re: rozwód 14.07.06, 23:16
            oj widze ,ze strasznie pogubilam literki,ale naprawde ciezko mi sie pisalo ze
            lzami w oczach...-wpomnienia..
            mialo byc lepiej zjesc chleb ze smalcem niz z najlepsza szynka w nerwachsmile
            Pozdrawiamsmile
          • anja_pl Re: rozwód 17.07.06, 12:42
            w czasie rozprawy możesz powiedzieć, że chcesz zmienić zdanie i chcesz rozwodu
            z orzekaniem o jego winie, dopóki rozwód sie nie uprawomocni masz czas na
            zmianę decyzji
    • kangur241 Re: rozwód 16.07.06, 16:11
      Trzymam za Ciebie kciuki bozka28.
      U mnie fizycznej przemocy nie bylo,za to byla psychiczna,ciezko mi to bylo
      zauwazyc bomieszkalismy za granica gdzie bylam daleko od rodziny i
      bliskich,tylko z nim i poza nim nie mialam praktycznie nikogo.Popadlam powoli w
      depresje a on mnie za to jeszcze bardziej meczyl.Wydaje mi sie ze tego
      nieswiadom,wiem ze chcial dla nas jak najlepiej,ale pochodzil z dziwnej rodziny
      a ja go przez to tlumaczylam.Rodzina przestala mnie poznawac w rozmowach
      telefonicznych ,ani na web kamerce.W koncu polecialam do domu na pare
      tygodni.Juz przed wyjazdem straszyl czego on mi nie zrobi,ze sie rozwiedzie i i
      zycie zniszczy,ze jak ja moge pojechac odwiedzic rodzine itd...Nie mialam
      wlasnych pieniedzy bo mnie ubezwlasnowolnil.Rodzin kupila mi bilet.Poniewaz
      mialam kontuzje,pod tym pretekstem polecialam,ze w Polsce taniej leczyc itd.W
      domu kilkanascie telefonow od niego dziennie.Gdzie jestem,co robie,z kim i
      gdzie.Powiedzialam rodzinie prawde i kilku bliskim osobom i nikt nie chcial
      mnie spowrotem do niego puscic.Ja przez chwile nawet mialam nadzieje ze moze
      sie cos poprawi,az w koncu zdecydowalam ze pojade po swoje rzeczy i zalatwienie
      formalnosci.Wysiadlam z samolotu a on z rozyczka w reku"witaj kochanie" a dwa
      dni wczesniej znowu przez telefon chcial mi zycie niszczyc,wyzywal-nie wracaj...
      w domu powiedzialam mu na spokojnie ze odchodze,znalam jedn osobe w tym kraju
      ktora mnie na chwile przygarnela,wzielam walize,wyslalam kilka paczekz
      wazniejszymi rzeczami i odeszlam gdy on pojechal do pracy.Wiedzial ze tak
      zrobie,nie zareagowal,troche mnie potem telefonicznie meczyl,ale pozbylamsie
      komorki.Znalazlam prace,w koncu naprawde oddycham,jestem szczesliwa i wierze ze
      bedzie tylko lepiej.W kontakcie jestesmy sporadycznm przez maila,o sprawach
      rozwodowych itd,jeszcze sie za to nie zabralam,ale wkrotce.Chce o orzeczeniu
      bez winy,polubownie...nie zalezy mi by go krzywdzic,zostawilam mu wszystko,od
      amochodu poczawszy po sprzetach,meblach konczac.Nie zalezy mi na tm,zalezy mi
      na wlasnej wolnosci.Pamietaj bozka82,to trudne decyzje a jeszcze trudniejsze
      ich wykonanie,ale zobaczysz jak swieze wyda Ci sie powietrze gdy w koncu sie
      uwolnisz.Mysl tylko o sobie teraz.Ja uwazam ze uratowalam sobie zycie.zrob to
      samo.Jeszcze raz-trzymam kciuki.
      • bozka28 Re: rozwód 17.07.06, 11:43
        przede mną chyba najgorsze - tydzień (oby tylko tydzień) urlopu z moim meżem,
        ale w tym czasie idę do psychologa i to mnie cieszy, wczoraj miałąm pierwszą
        rocznicę slubu.... dzień wcześniej przeżyłam małą kłótnię, obyło sie
        bez "popychania" poszłam spać on też-ale wcześniej usłyszałam że nie mam na co
        liczyć odnośnie rocznicy ślubu (kwiaty itd.)-ale wiedziaąłm to już wcześniej
        ("kobieca intuicja"), obudziłam sie wczoraj i pierwsze co zobaczyła to jego
        obrażona mina,potem awantura, moje nerwy, popłakałam się, zrobiłam obiad, a
        potem poszłam sama spalić swój bukiet ślubny (ponoć po roku sie pali), potem
        łaskawie był miły, dostałam nawet te pierdolone kwiaty bo ponoć trzeba i tak
        wypada, a potem nawet złużyłam sobie na prezent..... mimo iż dzien wcześniej
        usłyszałam że nie mam na co liczyć, dla świętego spokoju nie wylkłócałam sie,
        zaliczyliśmy nawet spacer i desery, o naszej rocznicy pametałą tylko moja
        rodzina, jego nas olała- tak w łaściwie to w dupie ich wszystkich mam wink, jak
        poszedł spać obejrzałam sobie nasze zdjęcia slubne - miałąm ochotę.... i wiecie
        co: nic do niego nie czuję oprócz złości, nienawiści i żalu, no i żalu też do
        samej siebie - że byłam głupia jak typowa blondi wink boję się tylko że może mi
        zabraknąć odwagi na to wszystko bo czuje że nie mam w nikim wsparcia, no prawie
        w nikim.... smile))) i dzięki temu komuś potrafiłam wziąść swoje życie w ręcę i
        coś z nim pożytecznego zacząć robić, tylko obawiam się że dzięki
        mojej "zranionej psychice" mogę tego kogoś do siebie zniechęcić... trzymajcie
        sie wszyscy cieplutko - boźka 28
        • brzoza75 Re: rozwód 17.07.06, 13:45
          Bożka, ja przeżyłam kiedyś palenie zdjęć na jego żądanie moich dawnych
          znajomych chłopaków, potem darcie ślubnych zdjęć, na moich oczach zniszczył
          obrączkę (w ten sam sposób co jego mamusiawink ), fruwające przedmioty
          najcześciej piloty i moja komórka,tego co się stało ni emożna przewidzeć w 100%
          nawet po symptomach niestety, odwagi kadżej z nas czasem brakuje najważniejszy
          pierwszy krok, Twoj aosoba która Cie wspiera da radę tylko nie śpiesz się
          nigdzie powoli smile trzymaj się
    • letnia_mgielka Re: rozwód 20.07.06, 21:00
      Czy ktos moglby mi odpowiedziec?
      Czy jak ktos mowie,ze za miesiac bedzie mial orzeczony rozwod(na drugiej
      rozprawie)to znaczy,ze bedzie juz wolny???
      I to chyba z orzeczeniem o winie?
      • majkel01 Re: rozwód 22.07.06, 10:14
        "Wolnym" stanie sie wowczas gdy sie wyrok rozwodowy uprawomocni. Z chwila
        uprawomocnienia powstaje rozdzielnosc majatkowa, mozna zawrzec nowy zwiazek itd.
        Wyrok uprawomacnia sie 21 dni od dnia orzeczenia, no chyba ze ktos zlozy w ciagu
        7 dni wniosek o sporzadzenie uzasadnienia lub zlozy apelacje badz to
        bezposrednio badz w terminie 14 dni od dnia otrzymania odpisu wyroku z
        uzasadnieniem. Prawomocnosc wowczas moze sie przeciagnac w czasie.

        To czy wyrok bedzie za miesiac to nic pewnego. Zawsze druga strona moze zrobic
        psikusa i zglosic nowe wnioski dowodowe albo Sad dopusci jakis dowod z urzedu
        (np. opinia RODK na okolicznosc sytuacji dzieci).
        • bozka28 Re: rozwód 24.08.06, 13:42
          dawno mnie nie było - wakacje itd. smile jakis czas temu byłam u psychologa, zaraz
          po wyjściu od niego miałąm wrażenie że to ja jestem winna wszystkiemu-
          dowiedziałam sie że jestem stroną dominującą w moim związku, że mąż czuję sie
          gorszy od mnie i to że traktuje mnie w taki a nie inny sposób - to tak jakby
          chciał tym pokazać że też ma coś do powiedzenia-tak powiedziała mi pani
          psycholog. Jakoś źle mi z tym było.... nie tak to sobie wyobrażałam, nastęnie
          nadszedł czas na wizytę u pani psych. mojego męża, długo go przekonywałam i
          prosiłam żeby poszedł, raz mówił że pójdzie raz że nie, że ma to gdzieś itd.-
          poszedł bo powiedziałam że albo idzie albo koniec z nami, od tego czasu coś sie
          w moim związku zmieniło, nie kłócimy się, widzę po nim i po tym jak ze mną
          rozmawia, jak reaguję na moje słowa (czasem celowo zachowuję sie w stosunku do
          niego niegrzecznie i celowo wywołuję kłótnie-w ten sposób chcę sprawdzić jak
          zareaguje i czy będzie jak było wcześnie)że coś mu ta wizyta u psychologa dała-
          zmienił się nieco, tylko ciągle zastanawia mnie to jak długo tak będzie???? na
          jak długo sie zmienił? miesiąć , dwa a może na rok???? moze kiedyś nie
          wytrzymie i przy pierweszej lepszej kłótni wróci to samo??? a moze będzie
          jeszcze gorzej?? widzę że mu zależy żeby to wszystko zmienić na lepsze, tylko
          czy mogę mu wierzyć? a jeśli tak, to kiedy uwierzę??? jak już przeprowadzę na
          nim wszystkie swoje możliwe testy ??? a czas ucieka, latka lecą a ja chciałabym
          mieć w końcu normalną rodzinę, dom , DZIECKO-tylko czy z nim .... przed nami
          kolejna wspólna tym razem wizyta u psychologa, tak bardzo bym chciała żeby było
          dobrze..... tylko ciągle mi chodzi po głowie i mówię sama do siebie" po co to
          robisz boźka? po co? dla siebie czy dla niego? zobaczysz żę będziesz za jakiś
          czas znów przez niego płakać, zobaczysz!!!" i sama nie wiem czy dla siebie czy
          dla niego sad chyba po to żeby potem nie pluć sobie samej w twarz że nie
          próbowałam ratować swojego związku, no i żeby przy ewentualnym rozwodzie mieć
          jakieś argumenty że jednak sie starałam, coś robiłam.... a jednak nie wyszło, i
          chyba też dla niego, on jest strasznie słaby psychicznie i wiem że nie
          poradziłby sobie gdybym odeszła.... boję się też że mógłby zrobić coś
          głupiego.... i wtedy byłaby to tylko i wyłącznie moja wina!!!! MOJA!!! Jak na
          razie jest dobrze w moim domu, tylko tak trudno mi uwierzyć w to że tak już
          zostanie....
          • a.niech.to Re: rozwód 24.08.06, 20:10
            bozka28 napisała:

            > zmienił się nieco, tylko ciągle zastanawia mnie to jak długo tak będzie????
            na
            > jak długo sie zmienił? miesiąć , dwa a może na rok???? moze kiedyś nie
            > wytrzymie i przy pierweszej lepszej kłótni wróci to samo??? a moze będzie
            > jeszcze gorzej??
            Zmienił się, zmienił baaardzo...do najbliższej okazji.
            > widzę że mu zależy żeby to wszystko zmienić na lepsze, tylko
            > czy mogę mu wierzyć? a jeśli tak, to kiedy uwierzę??? jak już przeprowadzę na
            > nim wszystkie swoje możliwe testy ???
            Nigdy mu nie uwierzysz. Zawsze już będziesz czekać na to, co nieuchronne -
            kolejny wybryk PM (pana męża. Nastąpi, nastąpi.
            > a czas ucieka, latka lecą a ja chciałabym
            >
            > mieć w końcu normalną rodzinę, dom , DZIECKO-tylko czy z nim ....
            Będziesz się czaić, aż się zestarzejesz. Dziecka z nim nie polecam. Ojciec
            powinien być prawym, porządnym człowiekiem, aby mógł się wywiązać z
            rodzicielskiej roli. Zostaniesz matką i ojcem w jednym - gorzej - mąż będzie Ci
            plątał szyki, przeszkadzał, podważal decyzje. Latka miną, zobaczysz, kogo
            wychowałaś przy aktywnym udziale PM. Ryzykuję, że wolałabyś, aby go nie było.
            przed nami
            > kolejna wspólna tym razem wizyta u psychologa, tak bardzo bym chciała żeby
            było
            >
            > dobrze..... tylko ciągle mi chodzi po głowie i mówię sama do siebie" po co to
            > robisz boźka? po co? dla siebie czy dla niego? zobaczysz żę będziesz za jakiś
            > czas znów przez niego płakać, zobaczysz!!!" i sama nie wiem czy dla siebie
            czy
            > dla niego sad chyba po to żeby potem nie pluć sobie samej w twarz że nie
            > próbowałam ratować swojego związku, no i żeby przy ewentualnym rozwodzie mieć
            > jakieś argumenty że jednak sie starałam, coś robiłam.... a jednak nie wyszło,
            i
            Chcesz jego ratować i związek prześladowca - ofiara. Naturalnie wiesz, kim
            jesteś w Waszym malżeństwie. Narzucił/wymusił na Tobie rolę chłopca do bicia.
            > chyba też dla niego, on jest strasznie słaby psychicznie i wiem że nie
            > poradziłby sobie gdybym odeszła.... boję się też że mógłby zrobić coś
            > głupiego.... i wtedy byłaby to tylko i wyłącznie moja wina!!!! MOJA!!!
            Każdy sam odpowiada za swoje wybory. Jeśli _zrobi coś głupiego_ to już jego
            suwerenna decyzja, Tobie nic do tego, najwyżej podziękować za grzeczność, którą
            Ci wyrządził.
            >Jak na
            > razie jest dobrze w moim domu, tylko tak trudno mi uwierzyć w to że tak już
            > zostanie....
            Złudzenia są piękne, mają ten mankament, że trwają krótko. Sama o tym wiesz i
            doskonale to czujesz, jednak nie chcesz tej prawdy do siebie dopuścić. Chcesz
            wierzyć, że będzie tak, jak sobie marzysz. Oby przebudzenie nastąpiło prędko.
            • delika1 Re: rozwód 25.08.06, 12:35
              witajcie.
              mam taką samą sytuację.Napisałam maila do "niebieskiej" na
              prawnicy@niebieskalinia.pl
              Czy mogę liczyć na pomoc?na czym polega pomoc "niebieskiej"?
              Ktoś ma to doświadczenie za sobą?
              • bszalacha Re: rozwód 26.08.06, 04:11
                Witaj.Mam tu parę dzisiejszych postów,bo dopiero dzisiaj weszłam na to
                forum.Jestem psychologiem a równoczesnie rozwiedziona kobietą i matką dwóch
                synów.Osobiscie chciałabym pomagać ludziom w podobnych sprawach ale robię to
                dopiero od momentu,gdy uporałam się z własnymi problemami związanymi z
                rozwodem.Co do niebieskiej Linii,myślę,że mogą polecić Ci jakiś osrodek w
                Twoim rejonie/chyba,że jesteś w W-wie/.Poradnie zajmujace się sprawami rodzin
                potrafią nie tylko dac dorazne wsparcie ale i popracujesz nad sobą,żeby umieć w
                przyszlosci nawiazywać dobre kontakty z męzczyznami/nie tylko/i nie bać się
                ludzi ani siebie.Pozdrawiam.
                • bozka28 rozwód - zapytanie do bszalacha 28.08.06, 08:10
                  mam pytanko, czy jest możliwe aby takie wizyty u psychologa były w stanie coś
                  zmienić w moim meżu? czy dzięki nim będzie potrafił zrozumieć "co dobre a co
                  złe", że zrozumie na czym polega małżeństwo-tak na zawsze???? dodam też że to
                  nie jest tak że codziennie mamy kłótnie w domu, jakieś 3/4 tygodnie temu
                  polepszyło się (po wizycie u psychologa) wcześniej było źle-ciągłe kłótnie,
                  ciągnęło się to przez jakieś 2 miesiące, a standardowo jest tak- że takie
                  sytuacje kryzysowe i ciężkie do zniesienia chwile zdażały sie raz na jakis czas
                  (raz na dwa, trzy miesiace)i to nie jest tak że tylko mąż potrafił mi dopiec,
                  ja też sobie nie żałowałam.... tylko on silniejszy zawsze był więc wiadomo -
                  wycofywałam sie, i często powodem do kłlotni były "bzdury" i nasze rodziny....
                  ach już sama nie wiem co robić, może faktycznie żyję w jakimś złudzeniu, a on
                  jest inny bo czuje nad sobą "bata" w postaci wizyt u psychologa-wielkie dzięki
                  dla wszystkich za odpowiedzi smile
                  • a.niech.to Re: rozwód - zapytanie do bszalacha 28.08.06, 08:29
                    bozka28 napisała:

                    > może faktycznie żyję w jakimś złudzeniu, a on
                    > jest inny bo czuje nad sobą "bata" w postaci wizyt u psychologa
                    Twierdziłabym, że dokładnie jest tak, jak piszesz. Wyobrażasz sobie dalsze
                    życie przy boku faceta, którego należy trzymać pod batem? A jeśli tego
                    narzędzia zabraknie? Nie łudź się, kobieto.
                  • akacjax Bożka 28.08.06, 09:07
                    A dlaczego nie chcesz pomyśleć o sobie, zamiast o nim?
                    Zmiana siebie nie jest łatwa, ale jest możliwa, innej osoby nie możemy zmienić.
                    Nikt nie może zmienić innej osoby.
                    Pozostaje Ci praca nad sobą.

                    Nawet teoretyczne przygotowanie na czym polega małżeństwo nie jest gwarantem stosowania tych zasad. Bo my to cos więcej niż teorie, wiedza.
                    Bo my to cały splot zdarzeń nawet przed naszym poczęciem, historia naszej rodziny, tradycje, dom rodzinny, nasza w nim rola i pozycja.

                    Musisz najpierw prześwietlić siebie-sprawdzić czy możesz spojrzeć na sytuację z dystansu, jakby z zewnątrz. Na chłodno, ale w takiej prawdziwej, a nie złudno-skrzywionej-zdarzeniami perspektywie.

                    • a.niech.to Re: Bożka 28.08.06, 09:20
                      akacjax napisała:

                      > Musisz najpierw prześwietlić siebie-sprawdzić czy możesz spojrzeć na sytuację
                      z
                      > dystansu, jakby z zewnątrz. Na chłodno, ale w takiej prawdziwej, a nie
                      złudno-
                      > skrzywionej-zdarzeniami perspektywie.
                      Określić kapitał początkowy, obliczyć saldo, prześledzić historię rachunku -
                      zyskasz miarodajną odpowiedź na pytanie, które Cię dręczy.
                      Mądry, mądry post... Pozwoliłam sobie ukonkretnić.
                    • a.niech.to Re: Bożka 28.08.06, 09:23
                      akacjax napisała:

                      > A dlaczego nie chcesz pomyśleć o sobie, zamiast o nim?
                      Ja właśnie tak zdecydowałam i nie powiem, żeby mi było do śmiechu, ale czego
                      się nie da zrobić, jeśli się nie ma wyboru? Lepiej lub gorzej, ale jakoś jest
                      zawsze, dopóki się żyje.
                      • akacjax a.niech.to 28.08.06, 09:35
                        Co zdecydowałaś?
                        Nie chcesz myśleć o sobie?
                        Czy chcesz?
                        Czy jednak wolisz myśleć troszczyć się o niego?
                        • a.niech.to Re: a.niech.to 28.08.06, 10:43
                          akacjax napisała:

                          > Co zdecydowałaś?
                          [...]
                          Żeby przeżyć, muszę zostać sama. Nie dał mi żadnego wyboru, nieraz próbowałam,
                          nawet nie zauważał.
                          > Czy jednak wolisz myśleć troszczyć się o niego?
                          Idzie jesień; zeszyty i książki... Trudno to pominąć. Przeważyłam te racje i
                          bardziej idealistyczne. Nie umiem się jednak rozgrzeszyć z dokonanego wyboru,
                          choć uzyskałam akceptację z rąk najważniejszego. Zdaję sobie sprawę, że wpadam
                          w panikę. W końcu nie każdy facet to nasz Tri. Wypada zachować trochę wiary i
                          nie bać się na zapas. Eh...rozwodowe piekło. Wysiadają nerwy.Muszę wdrożyć
                          autoterapię, nie jestem przecież sama.
                          ----------------------------------------
                          Człowiek ma tyle siły, ile potrzebuje. Sprawdzimy, sprawdzimy...
              • akacjax pomoc 26.08.06, 06:48
                Polecam szukanie Ośrodków Interwencji Kryzysowej. Niebieska linia jest pomocą "na odległość"=telefon, mail, forum itp.
                OIK to instytucje, które są w wielu miastach, tam pracuja psycholodzy, bywają darmowi prawnicy. (Równiez przy centrach praw kobiet).
                Szukajcie adresów w necie.

                A podstwowa zasada samopomocy- Należy zająć się sobą, nie nim!
                Poczytajcie posty i wyszukajcie ile w nich troski i myślenia o przemocowcu, wiem, że część z tego podszyta strachem, ale bywa i tak, że zaczynamy działać, a przemocowiec zaczyna sie kurczyć. Bo to są słabi ludzie, często mają dysfunkcje wyniesione z domu.
                Ale jakakolwiek byłaby to przyczyna przemocy nic nie uspraiwdliwia.
                Ofiara nie ma obowiązku "naprawiania" jego osobowości, musi szukać swojej mocy, do zajęcia się sobą!
                Kolejność jest zawsze podobna

                -mam być bezpieczna!

                (przebywanie czasem o minutę za długo razem z przemocowcem może skończyć się tragicznie-nawet gdy nie ma do tego objawów)
                (czyli wyprowadzam się, szukam miejsca ucieczki w razie zagrożenia itd.)

                -zdobywam wiedzę na ten temat

                (o nękaniu, o zespołach uzależnień itd.-często tylko wydaje nam się, że coś wiemy)

                - szukam pomocy w instytucjach odpowiedzialnych za pomoc

                (adresy przez niebieską linię, net, MOPS, policja, prokuratura, Ośr. Int. KR., przydiecezjalne ośrodki pomocy rodzinie,terapia dla ofiar przemocy, psycholog, grupy wsparcia, terapia dla współuzależnionych itd.)

                -mówię bliskim o swojej sytuacji!!!!!

                • a.niech.to Re: pomoc 26.08.06, 09:47
                  akacjax napisała:

                  > A podstwowa zasada samopomocy- Należy zająć się sobą, nie nim!
                  Jak ocalić ojca DLA dzieci? Kobieta sobie zawsze poradzi.
                  Jak sprawić, aby nie rozniósł reszty rodziny?
                  Musialby się zmienić, wiem, że to w większości przypadkow nierealne, więc co?
                  > -mówię bliskim o swojej sytuacji!!!!!
                  Warte podkreślenia, że bezwzględnie należy pomagać w uzewnętrznieniu swoich
                  uczuć najsłabszym - dzieciom. One są ofiarami i im przysługuje nawet z urzędu
                  najwięcej troski i uwagi. Był wybór, są i konsekwencje.
                  • akacjax Re: pomoc(Bożka wybacz, trochę wątek skręca:) 28.08.06, 09:32
                    a.niech.to napisała:


                    > Jak ocalić ojca DLA dzieci? Kobieta sobie zawsze poradzi.
                    > Jak sprawić, aby nie rozniósł reszty rodziny?
                    > Musialby się zmienić, wiem, że to w większości przypadkow nierealne, więc co?

                    W publikacjach o nieobecnym ojcy często zwraca się uwagę, że mężczyźni nie wyrztymują presji i modelu współczesnego świata, w którym kobieta bierze aktywny udział w utrzymaniu rodziny, przechodząc od zadań-matki do zadań od wieków przypisywanych ojcu-głowie rodziny. Sugeruje się, że ten proces zaczął się we Francji od czasów Oświecenia. Nie feministki winnesmile

                    Mężczyzna w takiej konfrontacji staje się kolejnym dzieckiem w domu-szuka w ten sposób bliższego kontaktu z żoną-matką. To wyklucza pełnienie roli ojca w sposób prawidłowy. Dodajmy do tego brak wzorców w swoich rodzinach i już mamy obraz słabnącego taty.
                    A dziecko wychowywane bez ojca nie może być w pełni szczęśliwe, nie może osiągnąć pełni rozwoju.
                    Nie można namówić taty, by był prawdziwym ojcem dla dziecka, gdy on sam nie miał ojca i sam potrzebuje ojca.
                    I pojawia się pokusa, podświadoma chęć-zastąpienia taty przez mamę-a to już jest zupełne rozdwojenia jaźni dla dziecka. Bo nie można być równocześnie i mamą i tatą.


                    Czasu nie cofniemy, ale co zrobić teraz-my matki z nieobecnym lub obecnym byle jak ojcem.
                    Należy pokazywać wzorce(może brat, wujek, znajomy, sąsiad).
                    Trzeba wierzyć, że nawet zły ojciec, da dziecku jakiekolwiek wyobrażenie dobrego ojca. (Piszę to z mieszanymi uczuciami, gdyż uważam, że niszczące wpływy ojca-przemocowca-uzależnionego-itp. mogą wywołać gorsze skutki, niż brak tego ojca).

                    No i dzieci-co nam powiedzą za kilka lat?
                    Czy będa boleć, zarzucać nam, że tkwiłyśmy głupio w traumie? Że niby chroniłyśmy dzieci, a tak naprawdę przyzwalałyśmy na niszczenie ich?



                    • a.niech.to Re: pomoc(Bożka wybacz, trochę wątek skręca:) 28.08.06, 11:00
                      akacjax napisała:


                      > Że niby chroniłyśm
                      > y dzieci, a tak naprawdę przyzwalałyśmy na niszczenie ich?
                      Blokowanie procesu dojrzewania zdarza się nawet tam, gdzie rodzice mają
                      najlepsze intencje.
                      Też przepraszam Bożkę za rozgrzebywanie wątku, choć tematyka nie wydaje mi się
                      być tak bardzo odległa.

                      ------------------------------------------------
                      Patrz od lepszej strony.
                      • akacjax Re: pomoc(Bożka wybacz, trochę wątek skręca:) 28.08.06, 11:12
                        Intencje nie wystarczą, gdy ma się słabe zaplecze własnej przeszłości, dzieciństwa.

                        Mnie jednak po poznaniu pewnych zasad, przyczyn, powodów itd. nurtuje pytanie-i co dalej...by już nie pogorszyć, a raczej poprawić.

                        • a.niech.to Re: pomoc(Bożka wybacz, trochę wątek skręca:) 28.08.06, 21:52
                          akacjax napisała:

                          > Mnie jednak po poznaniu pewnych zasad, przyczyn, powodów itd. nurtuje pytanie-
                          i
                          > co dalej...by już nie pogorszyć, a raczej poprawić.
                          Gdy już znajdziesz odpowiedź albo chociaż jej zarys, załóż nowy wątek. Bardzo
                          jestem ciekawa.
    • scriptus Re: rozwód 28.08.06, 15:32
      Z przerażeniem czytam ten wątek, w którym tak wiele jest o bestialstwie i
      przemocy. Choć się to wydaje strasznie egzotyczne, to nie film, że to się
      niestety dzieje naprawdę. W równym stopniu nie rozumiem, co się dzieje z tymi
      ludźmi, którzy się tego dopuszczają, jak nie rozumiem, dlaczego się niektórzy
      dopuszczają bezsensownych aktów terroru. O ile jestem w stanie pojąć motywy
      kogoś, kto dokonuje przemocą napadu na bank, rabunku, to nie pojmuję sensu bicia
      i krzywdzenia współmałżonka. Jak można krzywdzić kogoś, z kim się chciało iść
      przez życie, komu się ufało, kogo się kochało, to dla mnie niewyobrażalne.
      Ponieważ nie potrafię zrozumieć sposobu myślenia owego "kata", nie potrafię też
      doradzić, jak z kimś takim postępować. Jedyne, co mi się nasuwa, to współczucie
      i brak pomysłów na racjonalne postępowanie. Jedyne, co wymyśliłem, to -
      uciekać, uciekajcie jak najprędzej... byle nie z deszczu pod rynnę. Ratujcie
      siebie i swoje dzieci.
      Przytulam wirtualnie, nie dajcie się krzywdzić.
      • a.niech.to Re: rozwód 28.08.06, 22:00
        scriptus napisał:

        > Jedyne, co wymyśliłem, to -
        > uciekać, uciekajcie jak najprędzej...
        Paniczna ucieczka ma wiele wad, lecz jedną wielką zaletę: ratuje, co jest do
        uratowania w momencie trzaśnięcia drzwiami.
        > byle nie z deszczu pod rynnę.
        Oczywistość jest ponoć banalna. Na pewno.
        > Ratujcie
        > siebie i swoje dzieci.
        Jeśli chodzi o dzieci to akcja ratunkowa nie jest już tak prosta, pożądana i
        jednoznaczna moralnie.
        > Przytulam wirtualnie, nie dajcie się krzywdzić.
        Albo odzywa się moja fobia, albo w Tonie Twojego postu jest coś niepokojąco
        nieszczerego. Zadęcie? Przepraszam, to nawet nie podejrzenie. Tak tylko, pewno
        specyfika odczytania textu w necie.
        • phokara Do a.niech.to 28.08.06, 22:12
          Wiesz, Ty to dopiero specyficznie piszesz. Tak czytam i czytam i nadziwic sie
          nie moge. Urzeka mnie po calosci styl wypowiedzi - a ja mam fiksa bo w ogole
          zajmuje sie pisaniem.
          I to komplement jest, kobieto - zebys jakos inaczej nie odczytala tego tekstu w
          necie. Absolutna fascynacja.
          • a.niech.to Re: Do a.niech.to 28.08.06, 22:40
            Lecę na skróty. Kto ma mnie zrozumieć, i tak zrobi to lepiej ode mnie. Jestem
            prostą kobietą, niewykształconą, zmęczoną życiem, z lekką umysłową
            ociężałością. Dążyłam niegdyś do minimalizacji słów, ale trochę mnie puściło,
            odkąd zauważyłam, że to albo powielanie, albo opozycja - wszystko - tylko nie
            ja. Tu trafił mnie stosowny szlag. Teraz tak sobie trzepię jak gra mi muzyka,
            to jest w zależności od humoru.
            Co do komplementowania mojej osoby - niewzruszenie wiem swoje. To miłe, że
            podziwiasz moje pisarstwo. To zawsze miłe, bez względu na fakty.
            • phokara Re: Do a.niech.to 28.08.06, 22:52
              Fakty nie istnieja - istnieja jedynie interpretacje.
              To cytat - ale w pelni sie z nim zgadzam.

              Co do lecenia na skroty to nie wiem. Po prostu lubie czytac Twoje wpisy. Sa
              bardzo okreslone, wiec mysle, ze musisz miec silna osobowosc. Bardzo cenie
              takie rzeczy niezaleznie od tego jakimi atrybutami sie dana osoba otacza i kim
              jest w rzeczywistosci. Lekka umyslowa ociezalosc jest chyba dowodem ironii i
              dystansu do siebie - to cenie jeszcze bardziej. Humory tez sobie cenie i sama
              przyznaje sobie do nich swiete prawo.
              Minimalizacji slow nigdy nie udalo mi sie osiagnac (to widac) ale widac taka
              moja natura i nie zamierzam z nia walczyc.
              Komplementowanie bylo szczere i zgadzam sie - to zawsze jest mile, zreszta w
              tym wypadku bezinteresowne, wiec tym cenniejsze. A ze i tak niewzruszenie wiesz
              swoje to swietnie. Tak wlasnie powinno byc.
              pozdrawiam cieplo, fajnie, ze trafilas na forum. Naprawde.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka