Dodaj do ulubionych

dręczę go pytaniami....

26.07.06, 00:53
Mąż przyznał się do uczucia do innej kobiety. Pisałam kiedys o tym. Teraz
twierdzi,że ja jestem najważniejsza w jego życiu i " tamto" skończone.Ale nie
potrafię zaufać? Dręczę go ciągle pytaniami o nią. Nie wierzę w jego
gesty...wiem,że to głupie co piszę, ale nie potrafię. Może ja jestem jakaś
nienormalna. Może trzeba zaufać? Przebaczyć? Zapomnieć? Czy jest mozliwe, że
jeśli ktoś raz zdradzi już więcej tego nie zrobi?
Obserwuj wątek
    • mirlen Re: dręczę go pytaniami.... 26.07.06, 08:23
      Każda historia jest inna i nie da się odpowiedzieć na Twoje pytania. Mogę Ci
      tylko powiedzieć jak to sie skończyło w moim przypadku. Też najpierw było
      uczucie, później zapewnienia, że tamto już skończone. Ale ja czułam przez
      skórę, albo może intuicyjnie, że to nie jest prawda. Chociaż przebaczyłam i
      starałam się zapomnieć, happy endu nie było. W tej chwili jesteśmy po
      rozwodzie, a on z nią mieszka...
      • gotyma Re: dręczę go pytaniami.... 26.07.06, 08:34
        mirlen ma racje.
        w moim przypadku bylo podobnie.
        dzis uwazam, ze danie szansy ex to byla tylko strata czasu i nerwow.
    • 666jola Re: dręczę go pytaniami.... 26.07.06, 08:33
      nie uwierzę, że ktoś kto zdradził raz więcej tego nie zrobi. Za drugim razem
      jest tylko bardziej ostrożny. Mojemu ex dawałam szansę wiele razy: pił,
      oszukiwał, zdradzał, obiecywał że to ostatni raz, potem od nowa to samo. Obłęd
      trwał kilka lat. Nigdy nie przebaczę a i zapomnieć jest bardzo trudno. Ale Ty
      spróbuj jeszcze walczyć o związek, może Wam się uda
    • kurka_wodna2 Re: dręczę go pytaniami.... 26.07.06, 08:37
      Witaj,Selenetko.
      Dla mnie zdrada jest jednoznacznym nazwaniem stanu,że tego związku już nie ma,że
      uczucie wygasło,że nie ma już niczego do poprawiania,wspominania,wybaczania.

      Ale każdy z nas inaczej odbiera taki związek-dostrzegłam to na forum niedawno.
      A szkoda,bo forumowicze zapewne kilka lat temu wyjaśniliby mi,jak wyciągnąc na
      światło dzienne oszustwa i krętactwa.
      I przejść do stanu normalności po wykopaniu z życia zdradzacza i kilkulicowca.

      Jeśli postanowiłaś zostać w tym związku-to na zadane pytania -wszystkie -musi
      odpowiedzieć Ci Twój amator cudzych jabłuszek...
      A my będziemy Ci pomagać odkryć wartość Waszego związku.
      Ale nie licz zanadto na to,że zdradzający nie będzie się ślinił za następną-ten
      typ tak ma...
      Dopóki czegoś nie złowi,to będzie się trzymał domu,plótł o rodzinie,ciepłym
      piecu i wartościach.
      Dopóki nie złowi.
      A Ty rób tak dalej-tylko tak możesz mu zapłacić,wbijaj mu poczucie winy, wyśmiej
      kopniaka od kochanki,szydź z jego zalotów,wykpij jego umizgi i zachowania przy
      tokowaniu,pokazuj ile jest wart bez upranych i uprasowanych koszulek,spodni.

      Dlaczego tak piszę-bo byłam przez kilka lat niemym świadkiem takiego powrotu do
      siebie.Przez ścianę od sąsiadów słyszałam wrzaski zdradzonej żony,wyzwiska
      ,dzikie awantury ,rzucanie przedmiotami po scianach...

      I wiesz co? Są razem juz chyba z 10 lat,on pokornie ciąga zakupy,dba o dom,
      wyprowadza jej codziennie z garażu auto ,urodziło im się potem jeszcze jedno
      dziecko.Zastosowała metodę mojej mamy na koteczka,który próbował robić w
      doniczki-wytarła mu nos w tym...Zapewne było dla koteczka i sąsiada taka
      przygoda-że zaden już więcej nie spróbował smile)
    • milena2006 Re: dręczę go pytaniami.... 26.07.06, 09:49
      Ja tez drecze Go pytaniami, ale jestem po tej drugiej stronie. Jestem byla, hm -
      kochanka (strasznie to brzmi). Oboje jestesmy po rozwodach juz, kiedys nie
      mogl podjac tej decyzji bo nie chcial, nie dorosl, nie wiem. Ja uwazam ze mnie
      wystarczajaco nie kochal. Teraz kiedy nagle zapalal wielka miloscia do mnie
      ponownie ja nie potrafie zaufac. Choc facet sie zmienil, to jednak boje sie
      znow porzucenia.
      • phokara Re: dręczę go pytaniami.... 26.07.06, 19:07
        Decydujac sie dac drugiej stronie szanse trzeba sie zastanowic czy mamy na to
        sile i potrafimy to zrobic MADRZE. Szansa na zasadzie 'gestu' jest szansa
        stracona i strata czasu. Konsekwencje ponosza obie strony - kazda jest
        wyczulona na calkiem inne sprawy i kazda jest poraniona w zupelnie inny sposob.
        Dlatego tak malo zwiazkow potrafi wyjsc z tej proby zwyciesko. Bo trzeba w
        znaczacy sposob przemodelowac swoje zycie, wypracowac nowy model porozumienia i
        bycia razem. Nigdy nie bedzie juz tak, jak bylo - jak ktos tak mysli, to znaczy
        ze jest frajerem. Ale nie musi byc wcale gorzej, po prostu bedzie inaczej -
        czasem nawet 'pelniej'.

        Pomylka jest myslec, ze jak daje komus szanse to juz jest max moich mozliwosci
        i niech sie duren cieszy, ze ja dostal i niech sie stara. Zeby sie staral to
        trzeba mu uswiadomic wage takiej szansy. Ale raczej nie przez wieczne
        wypominanie winy... to jest niestety kanal i droga do nikad. Ale jak zalatac
        dziure po straconym zaufaniu to nie wiem. Mialam z tym potezny problem i to
        rzutowalo na wzajemne relacje w sposob podswiadomy.
        Zawsze powtarzam, ze na jedna szanse zasluguje kazdy (patologie pomijam) bo do
        diabla jestesmy ludzmi i popelnianie bledow lezy w naszej naturze. Ale szanse
        trzeba umiec dawac i trzeba umiec brac. To duzo wieksza sztuka niz kop w tylek
        i walizka na droge.

        I tak sobie jeszcze mysle, ze szansa to HEROIZM tego, kto ja daje. To on
        powinien zdecydowac, czy ma sile na taki gest.
        • maggie11 Re: Phokara 28.07.06, 10:43
          Bardzo madra wypowiedz. Nie pierwszy raz zreszta.
          Ja dalam szanse. Odszedl do innej, wrocil (zakonczenie romansu - jego decyzja
          wbrew zyczeniom tamtej). Sam z siebie, bez moich prosb, po tym, jak mi sie
          zycie bez niego zaczelo ukladac. I stara sie, nie moge narzekac ale w mojej
          glowie nie dzieje sie dobrze. To dopiero kilka miesiecy odkad wrocil, moze
          potrzebuje wiecej czasu? Nie wiem co robic. Potrafie wybaczyc, nie potrafie
          zapomniec, ponownie zaufac mimo przemodelowania zycia i wypracowania nowego
          modelu porozumienia.
          • phokara Re: Phokara 28.07.06, 11:29
            Byc moze tego sie nie da zapomniec i paradoksalnie jest w tym jakis wiekszy sens. Nie wiem.
            Ale wierze, ze jak obie strony potrafia docenic taka szanse, to pomimo cholernego
            rozczarowania i mysli klebiacych sie w glowie zbuduja ten zwiazek z jakas nowa sila. Ta sila
            bedzie rekompensata za rozpieprzony idealizm i pozbycie sie zludzen, ktore tak naprawde sa
            nam wszystkim bardzo potrzebne do zycia.
            Daj sobie czas i prawo do schizow. To normalny, zdrowy objaw. Terapia emocji jest dluga. I tak
            Cie podziwiam - wiem, ile to kosztuje. I wiem tez, ze ta cene zaplacisz Ty, bo nie mozna jej
            rozlozyc na dwoje.
            • maggie11 Re: Phokara 28.07.06, 11:46
              Schizy... wlasnie tak to okreslam. Co raz dzwonie do przyjaciolki, zeby omowic
              kolejna. Za duzo wiem o tym jego romansie i to schizy poteguje niestety. Z
              emocjami pomaga mi sie uporac terapeutka, niestety nie ma jej w Polsce od
              kilku miesiecy.
              Wiem, ze gdyby podjechal teraz ksiaze na bialym koniu to odjechalabym z nim bez
              namyslu.
              Strasznie zaluje, ze nie moglam byc forumowym spotkaniu - chcialam poznac
              Ciebie, brzoze i kas.
              • phokara Re: Phokara 28.07.06, 12:29
                Rozmyslanie o tym jego romansie to jest bezsensowny kanal, w ktory sama sie wpuszczasz.
                Piszesz, ze 'za duzo o nim wiesz' a postepujesz tak, jakbys wiedziala i tak za malo. Po co Ci ta
                wiedza? Ona Cie tylko idiotycznie nakreci i unieszczesliwi. Zreszta to tylko wyobraznia Ci
                bedzie pracowac - ona wszystko wyolbrzymia. To bez sensu.
                Facet sam zdecydowal, ze wraca. Podjal decyzje. Dokonal wyboru. To jest teraz wazniejsze niz
                analizowanie, czemu zrobil to co zrobil. To wszystko to juz jest czas przeszly DOKONANY.
                Szansa, ktora mu dalas dotyczny przyszlosci - nie dziala wstecz.
                I staraj sie widziec w tym szanse przede wszystkim dla siebie. To bardzo wazne. Niech te
                schizy nie dotycza tylko zwiazku i relacji miedzy Wami. Mysl o sobie - to cholernie wazne z
                dwoch powodow. Po pierwsze nie bedziesz sie koncentrowac na tej zdradzie (co i facetowi
                dobrze zrobi i przewietrzy troche atmosfere), po drugie - to jest TWOJE zycie, ktore nie polega
                wcale na tym, ze pelnisz FUNKCJE ZONY, bo to tylko maly fragment Twojego swiata. Zreszta,
                sama wiesz, ze mozesz zyc bez tego faceta i swiat sie nie wali. Bo sie nie wali.
                Badz teraz dla siebie najwazniejsza. W koncu do cholery, to Twoj M. dal dupy, wiec musi
                wyciagnac z tego wnioski. A Ty - im bardziej bedziesz silna sama w sobie, im wiecej
                dostrzezesz autonomicznych aspektow swojego swiata - tym bardziej atrakcyjna partnerka
                bedziesz dla niego. Tak to dziala...

                A ksiaze na bialym koniu..? haha... jak kiedys po Ciebie przyjedzie, to z miejsca pytaj czy ma
                brata i dawaj mi znac.
                Do tego czasu mysl przede wszystkim o tym, ze sama jestes fajna ksiezniczka.

                ps.
                forumowe spotkania bedziemy urzadzac cykliczne, wiec nic straconego. Tylko z gory
                uprzedzam, ze my tam straaaaasznie placzemy. Ze smiechu.
                • maggie11 Re: Phokara 28.07.06, 13:04
                  He, he mowisz zupelnie jak moja terapeutka. Wiem, ze to dziala, ostatnio
                  zajmuje sie przede wszystkim soba np. dzieciak pod pache i na piwo ze
                  znajomymi, wypad do kolezanki. A M. zaniepokojony i tylko smsy sle cobym juz
                  wracala.
                  I tylko czasem sie zastanawiam, czy chce i moge sobie poradzic z tym, ze w
                  trakcje trwania naszego malzenstwa on mowil "kocham" innej kobiecie.
                  Zastanawiam sie czy jeszcze za nia teskni, czy utrzymuja kontakty. A przeciez
                  go o to nie zapytam... Wierze, ze czas dziala na moja korzysc.

                  Musze Cie poznac!!! Nawet jezeli mialoby sie to skonczyc placzem wink
                  • phokara Re: Phokara 28.07.06, 14:02
                    ... he, he a ile Twoja terapeutka bierze za godzine???

                    Nie kombinuj, co tam gadal maz innej kobiecie. Faceci nie do konca zawsze wiedza, co mowia,
                    szkoda pradu na analizy. A tak serio - gdyby byla tego warta - to by odszedl. Nawet poczucie
                    obowiazku by go nie powstrzymalo, ten gatunek nie lubi sie meczyc. Ale zdecydowal, ze wraca -
                    dokonal wyboru i Ty mu pozwolilas na ciag dalszy. Jak to ktos madry kiedys napisal "z
                    przeszloscia nalezy sie pozegnac, nie dlatego, ze jest zla czy dobra, lecz dlatego ze jest
                    MARTWA" czy jakos tak.
                    A zupelnie inna sprawa jest czy dasz sobie z tym rade (a mysle, ze dasz) czy CHCESZ
                    /bedziesz chciala w tym zwiazku byc. To sie okaze.
                    Ja nie dalam rady, nie dlatego, ze nie mialam na to sily, lecz dlatego, ze wizja mojej osoby u
                    boku Exa w ogole mi sie nie podobala.

                    ps.
                    Poznanie mnie nie konczy sie placzem... jest gorzej - konczy sie totalnym skretynieniem.
                    Wystarczy poczytac co wypisuja na tym forum laski, ktore znam z reala. Wlasciwie to jesli mam
                    tak zgubny wplyw na ludzi, to nie ma co sie dziwic, ze moj Ex okazal sie takim idiota. Po
                    siedmiu latach ze mna to i Sokrates by zglupial.
    • tricolour Taaaak.... umieć dać szansę. 26.07.06, 19:24
      Ma to głęboki sens choć nie wiem czy umiałbym dać szansę po zdradzie...

      I tak sobie wyobrażam, że dając taką szansę, daleko przekroczyłbym granice
      szacunku, szyderstwa itp.
      Niech robi zakupy i wyprowadza rano samochód, robi śniadania, zmywa talerze i
      pierze brudne gacie. Bo to NIE JA zawiniłem zdradzając i NIE MNIE ma tak zależeć
      żeby spierać gówno z majtek. Bo to MNIE poniżono zdradą i podeptano całą rodzinę.

      Niech się stara... a jak się postara, to podejmę decyzję czy zostajemy dalej we
      dwoje. Muszę mieć podstawy do podjęcia decyzji więc najpierw musi się wystarać...
      • agash4 Re: Taaaak.... umieć dać szansę. 26.07.06, 19:46
        dzieki tricolour .. masz zdrowe podejscie do zycia i przywracasz mi wiare, ze
        sa ludzie, ktorzy potrafia logicznie myslec. Popieram Twoje stanowisko.
      • daleko_do_siebie Re: Taaaak.... umieć dać szansę. 26.07.06, 20:43
        Są szanse i szanse. Jedni/jedne dają szansę tak naprawdę sobie - żeby on
        przypadkiem nie odszedł. Książę powrocił. Nic dziwnego, że się nie udaje. Inni
        dają szansę przede wszystkim swojemu żalowi - wrócił, ja mu teraz pokażę. Też
        trudno zakończyć z sukcesem. Jak dać szansę obojgu?
        • phokara Re: Taaaak.... umiec´ dac´ szanse˛. 27.07.06, 10:39
          > Sa˛ szanse i szanse. Jedni/jedne daja˛ szanse˛ tak naprawde˛ sobie - z˙eby on
          > przypadkiem nie odszed?. Ksia˛z˙e˛ powroci?.

          Dawanie szansy 'ze strachu' to jest calkiem inna bajka, ocierajaca sie bardziej o wymuszenie niz
          naprawe relacji. Pisalam o 'szansie' w kategoriach emocji - nie szansie, bo 'dzieci musza miec
          ojca' czy 'moj piekny szklany zamek sie rozsypie'. To mnie w ogole nie interesuje.
          To nie ma byc szansa na dotelepanie sie do konca drogi na wozie bez kolek, byle sie toczylo...
          byle jak, byle razem tylko szansa dla uczucia.
          • sansej11 Re: Taaaak.... umiec´ dac´ szanse˛. 27.07.06, 12:20

            Wiesz co bardzo mi się spodobało to Twoje jak minemam określenie co dalej...aby
            cytuje To nie ma byc szansa na dotelepanie sie do konca drogi na wozie bez
            kolek, byle sie toczylo...
            byle jak, byle razem tylko szansa dla uczucia.


          • 13monique_n Re: Taaaak.... umiec´ dac´ szanse˛. 27.07.06, 12:35
            > Dawanie szansy 'ze strachu' to jest calkiem inna bajka,
            Ja nie wiem, czy to wtedy jest dawanie szansy, czy "żebranie", albo wlasnie
            wymuszanie litosci (brrrrrr, myslec o zwiazku z kims, o byciu razem w
            kategoriach litosci....?!!!)
            ocierajaca sie bardziej
            >bo 'dzieci musza miec ojca'
            Taaaaaaa, jaki cudny pretekst, zeby nic nie robic jeczac do konca zycia, ze jest
            wszystko do d...y.
            Zgadzam sie, Pho, warto sprobowac dac szanse dla uczucia. nawet, jesli sie nie
            uda, to warto. Wie sie wtedy, ze wiecej zrobic sie nie dalo. I wiele przy okazji
            mozna sie o sobie dowiedziec. Tylko nie zawsze mamy ochote zmierzyc sie z ta
            wiedza...

            Agora SA informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie
            ingeruje w treść wątków i komentarzy u
    • der1974 Re: dręczę go pytaniami.... 26.07.06, 20:46
      Nie da się odpowiedzieć komuś czy dać szansę? Jedni nie dają żadnej inni kilka.
      Dla mnie podstawą do tego musiałoby być przyznanie się i zmiana postawy
      życiowej poparta faktami, które pozwolą odbudować stracone zaufanie. I
      oczywiście decyzja osoby oszukanej, że da radę wybaczyć, bo to też proste nie
      jest. A osobiście uważam, że nie warto. Szkoda czasu. Ale też dałem szansę,
      chyba niejedną smile Więc proste to nie jest.
      • sansej11 Re: dręczę go pytaniami.... 27.07.06, 12:24

        • phokara Re: dre˛cze˛ go pytaniami.... 27.07.06, 12:49
          Twoj maz tylko potwierdza regule - faceci nie potrafia byc sami. Brak nianki w postaci kochanki
          lub zony kompletnie ich rozwala. Tu w ogole trudno gadac o jakiejs 'szansie' bo to nie ten poziom
          dyskusji. Nie wystarczy sie wysilic na heroizm i 'dac szanse'. Bo trzeba ja dac KOMUS.
          Pierdola bez lba i bez jaj takiej szansy nie zlapie.
          I nie daj sie wpuscic w kanal 'Twojej winy". Takie teksty tylko potwierdzaja, ze Twoj maz jest
          totalnym cieniasem. Niech sie z nim buja inna lady.
    • 1234ola Re: dręczę go pytaniami.... 28.07.06, 08:45
      jest mozliwe ze zrobi raczej zrobi jesli ma ku temu sklonnosci to powtorzy to
      chyba ze okazja sie nie nadarzy ja tez nie wierze zawsze zostaje zadra po czym
      takim
      • ak70 Selenet... 28.07.06, 12:15
        ...zastanawialam sie co u Ciebie bo mamy podobny problem...
        Nie dręcz się pytaniami o szczegóły, chociaż powiem Ci, że każdy ma swój sposób
        uporania sie z bólem. Ze swoich doświadczeń powiem Ci, że ja przestałam pytac o
        szczegóły kiedy zauważyłam, że podczas zbliżeń myślę jak on dotykał ją i...
        trace ochotę i rozpęd.
        Przestałam... i choć czasem jeszcze ta chęć wraca - już nie pytam.
        Trzymaj się!! Pomyśl o sobie, uporządkuj siebie, zobacz w lustrze szczęśliwą
        młoda kobietę.
    • selenet Re: dręczę go pytaniami.... 28.07.06, 14:40
      Nawet nie wiecie, jaką ogromną siłę dajecie mi poprzez swoje komentarze. To
      forum to strzał w dziesiątkę. Czytając WAs wyciągam wnioski i staram się nie
      popełniać błedów.
      • maggie11 Re: dręczę go pytaniami.... 28.07.06, 15:04
        Czytaj Phokare, dobrze gada. Mam taki sam dylemat jak Ty. Trzymaj sie.
    • 1234ola Re: dręczę go pytaniami.... 29.07.06, 10:53
      tez kiedys bylam w takiej sytuacji i tez pytaniami dreczylam to zupelnie
      normalne jak raz stracisz zaufanie to juz kaplica caly czas to za toba chodzi
      czasem ciezko zyc z tym niektorym jest trudno zapomniec czasem to wrecz
      niemozliwe wtedy zostaje tylko rozstac sie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka