Dodaj do ulubionych

I już da się żyć

30.07.06, 05:38
W końcu upał nieco się zmniejszył chyba. W nocy w końcu deszcz. Nad ranem na
dworze chłodny wiatr. Po 5 tygodniach tego skwaru ja mam dosyć i nie zgadzam
się na więcej. Ale teraz kiedy nieco zelżało chyba da się już żyć. A
wszystkim rozżalonym i złym jeszcze chcę dodać na marginesie, że dzisiaj mija
miesiąc jak moja ex. się wyprowadziła. I żyję, i jest mi dobrze i to był
niezły miesiąc. I każdy następny będzie lepszy. I gorszy już ten upał jest
niż samotność.
Obserwuj wątek
    • zwierciadlo0 Re: I już da się żyć 30.07.06, 07:12
      To nie tylko ja nie moge spac w niedzielny poranek? der1974 z kazdym miesiacem
      jest inaczej, lepiej, gorzej i nawet nie chodzi o tesknote za ex (bo ja
      konkretnie za nim nie tesknie juz), jest inaczej, ale ma to swoje zalety, ot
      zmiennosc zycia.
      Slonko u mnie juz swieci jak oszalale. Zrobie sobie kawe, bo muza juz sie saczy
      i poczytam...spokoj...spokoj...spokoj...
      • scriptus Re: Boję się... 30.07.06, 08:51
        Ja też jestem po kawce i śniadanku, jest mi dobrze. Nawet samotność mi nie
        dokucza, choć trwa już trzy tygodnie, upał nawet polubiłem i z niechęcią myślę,
        że w zimie będzie zimno. Chodzę sobie po domu, na luzie, w samych szortach, bez
        koszulki, popijam oranżadę z lodem (wieczorkiem popijam zimne piwko). Cieszę się
        bardzo, bo po trzech tygodniach wracają dzieci i jednocześnie boję, bo wraca
        żona. Przez cały czas nie odebrała telefonu ode mnie, po prostu boję się, że
        znowu coś wymyśli, coś, co mi zepsuje radość z ich powrotu i zepsuje kilka
        następnych dni. Nie trzeba mi tłumaczyć, że to jest chore i, że sam sobie to
        robię. Niestety, to jest chore, ale prawdziwe. Kilka dni temu obejrzałem na
        wideo film z naszych wczasów sprzed 14 lat. Jak wtedy było wspaniale, wzorcowa
        para (hehe, tam chyba "powstał" nasz syn). Nie potrafię pojąć, co się z nami
        stało. Co się stało z tą moją piękną uśmiechniętą i radosną żoną. Czy ona już
        się nie umie cieszyć z różnych codziennych drobnych przyjemności i zdarzeń?
        Wydarzenie, drobna wpadka (lody wpadły w dekolt), wtedy skończyła się śmiechem,
        buziakiem i zmianą sukienki i..., dziś skończyłaby się wrzaskiem i wymysłami. Ja
        też się zmieniłem. Nawet się wiele nie postarzałem, ale już nie jestem takim
        zadowolonym, uśmiechniętym człowiekiem.
        Wprawdzie chałupa już niemal wysprzątana na błysk, winko juz stoi w lodówce,
        kupię kwiatki, ciasto, wszystko, jak zawsze, cieszę się ,że przyjeżdżają, myślę
        o tym, jaka będzie droga, ale się boję. Boję się, co ona znowu wymyśli. Mam
        nadzieję, że wieczór będzie w miarę, ale co dalej? nie wiem.
        Może i jestem "psychiczny", ale ten mój lęk ma uzasadnienie i nie jest bez
        podstaw. Wmawiam sobie, że wypoczęła, bardzo chcę odrzucić w niepamięć złe
        wydarzenia z ostatnich miesięcy, lat, wierzyć, że wszystko będzie dobrze, ale
        wiem... wiem, że .... Optymista, to źle poinformowany pesymista. sad
        • libra22 Bywa... 30.07.06, 09:06
          Zamieszkanie oddzielnie to coś bardzo ważnego dla spokoju ducha.
          Ja cieszę się, że tegoroczne wakacje tak bardzo różnią się od zeszłorocznych,
          gdy jeszcze tak bolało.
          Teraz jest dobrze. Cieszę się drobiazgami. Nie mam pieniędzy na jakiś wyjazd,
          ale w domu jestem szczęśliwa. Dużo znajomych, syn....Życie bywa pięknesmile

          Ale spadkiem pogody się martwię, bo dziś syn jedzie z ojcem na dwa tygodnie i
          jak będzie padało, to może się mały zaziębić, a to ja umiem odróżniać kaszel
          przeziębieniowy od kaszlu zapalenia oskrzeli np. On od razu panikuje, bo nie
          się nie zna na tym (nigdy nie czuwał przy małym w chorobach).
          Jednak nie będę się tym truła - będzie problem, będzie się działać.

          Miłej i spokojnej niedzieli życzę Wamsmile
        • phokara Re: Boję się... 30.07.06, 10:22
          >Co się stało z tą moją piękną uśmiechniętą i radosną żoną. Czy ona już
          > się nie umie cieszyć z różnych codziennych drobnych przyjemności i zdarzeń?

          Moze umie. Ale z pewnoscia nie przy Tobie.
          • scriptus Re: Boję się... 30.07.06, 11:02
            Pho, jest dzisiaj piękna niedziela, nie dam się sprowokować.

            Na pohybel wszystkim kobietom, które uwazają, że tylko im wolno, upiekę ciasto z
            owocami !!! A co, mam posprzątane, wyprane, mam wolny czas na męskie
            przyjemności i hobby. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego te prace domowe kobietom
            zajmują tyle czasu i są potem tak strasznie zmęczone. A gadają, jak się
            napracowały, nawet, jak nic nie zrobią. Jeżeli sprzątanie po obiadku żonie
            zajmuje godzinę a mi 10 minut, to przez pozostałe 50 chyba mogę iść na jedno
            małe piwko do pubu ?? big_grinDDD Tak chyba zrobię dzisiaj. I tak mi nie ma kto
            wymyślić zajęć dodatkowych na te 50 minut smile)))
    • 1madzia Re: Tu głos moralny 30.07.06, 10:07
      No moi kochani, jak ktoś w niedzielę wstaje przed 9.00 i rusza do kompa, to -
      nie chcę Was martwić - ale normalne to nie jest. Tacy od razu powinni tracić
      prawo do wolnego dnia i w podskokach do pracy!

      No chyba, że jeszcze nie zdążyli się położyć. Dla takich cennych obywateli
      jeszcze poniedziałek wolny, aby rozwijać kreatywne podejście do życia.

      smile
      • 13monique_n Re: Tu głos moralny 30.07.06, 10:19
        big_grinDDDDDDDDDDDDD No, wiesz... troche empatii. Moze sa uzaleznieni i powoli
        wychodza z nalogow? ;DDD
        Albo juz nie moga pic? big_grinDDD MIlego, chlodniejszego (ooota, we Wroclawiu jest
        jakby chlodniej) wolnego dnia.
        • 1madzia Re: Trochę empatii... 30.07.06, 16:41
          Moze sa uzaleznieni i powoli
          > wychodza z nalogow?

          Monigue, a poczytałaś z jakich nałogów wychodzą? Sprzątanie, prasowanie,
          pieczenie ciasta...

          Trzeba uaktywnić jakiś program antywirusowy, żeby się nie zarazić takim
          bezeceństwem smile
          • 13monique_n Re: Trochę empatii... 30.07.06, 19:18
            madzia, no masz rację. Mnie nałóg dopadł w piatek i w efekcie do dzisiaj
            odgrzewam obiady (i mam duzy zapas), ale na szczescie nie prasuje i ciagle
            jeszcze mam ciuchy, ktore tego nie wymagajabig_grinDDD
            Ale co ja tam wiem, Pho mowi, ze ja mam patologiczne podejscie do ilosci potraw
            przygotowywanych dla gosci big_grinDDD (troszke ma racje wink)
      • scriptus Re: Tu głos moralny 30.07.06, 10:22
        Dla człowieka, który się w niedzielę rano budzi sam w łóżku i nie ma komu życzyć
        dobrego dnia, komputer z internetem, to środek zastępczy, mój drogi głosie
        umoralniający. Niemal zawsze się ktoś odezwie i rzadko ktoś nieżyczliwy.
        Zresztą byłem już na spacerze, poszedłem sobie do kościoła, zobaczyłem, jak
        budują nową drogę, przyjemnie popatrzeć, może wreszcie nie będzie korków tu u nas.
        Ciekawa obserwacja. Kobiety, to śpiochy. Ani na ulicy, ani w kościele na
        porannej mszy niemal nie było kobiet. To samo wieczorem, też byłem na spacerku,
        kilku panów z psami i to wszystko. W pubie, to samo. Stąd moje przypuszczenie,
        że statystyczna kobieta budzi sie koło 11, kończy swoja dzienną aktywność koło
        19. Ma ciężkie życie - śpi na dwie zmiany wink)))))))))
        • scriptus Zatem... 30.07.06, 10:24
          Życzę wszystkim, a szczególnie miłym zaspanym Paniom, miłego dnia, wypoczynku i
          radości z tak pięknej letniej niedzieli.
          • kruszynka301 Re: Zatem... 30.07.06, 11:08
            haha, ja zabieram się za górę prasowania, bo podczas tych upałów tylko leżałam przed laptopem z pucharkiem lodów w ręcewink))).

            wreszcie mogę normalnie funkcjonować - no więc ruszam do prac domowychwink))).
            • scriptus Re: Zatem... 30.07.06, 12:05
              Jej, prasowanie i rodzenie dzieci, tego nie umiem z prac domowych smile))) Mam
              powieszone całe pranie, już suche i nikogo, kto by je wyprasował.
              • libra22 Wykrakałam? 30.07.06, 16:02
                Szlag (żeby nie rzuca gorszym słowem) - mały dostał znienacka gorączki 38 i
                zostaje na razie ze mną w domu.

                Scriptusie - ja bym Cię baaardzo prosiła, abyś nie uogólniał na temat
                WSZYSTKICH kobiet na podstawie przykładu Twojej JEDNEJ, dobrze? smile
                • scriptus Re: Wykrakałam? 30.07.06, 16:32
                  Moje obserwacje z niedzielnego poranka, Libro, nie dotyczą mojej żony. Dotyczą
                  kobiet w ogólności. Bo przecież można uogólnic coś na podstawie obserwacji, że
                  na ulicy na 100 mężczyzn widać zaledwie jedną kobietę ??
                  A reszta, to trochę żart, nawiązujący do porzednich postów, gdzie Madzia oburza
                  się, że w niedzielę rano, zamiast pospać, siedzimy przy komputerze. Wiem, że
                  mało która kobieta śpi 16 godzin na dobę, zaświadczam, że moja żona też nie śpi
                  tyle czasu. A to, że kobiety lubią sobie pospać w niedzielę rano, to też
                  obserwacja ogólniejsza, zjawisko występuje u większości moich znajomych. Na
                  pewno i wśród mężczyzn są śpiochy, a ze zjawiska, że na ulicy są niemal sami
                  mężczyźni nie można jeszcze wyciągać wniosku, że kobiety śpią.

                  Współczuję choroby dziecka. szkoda , że w wakacje je choróbstwo dopadło.
    • kasiar74 Re: I już da się żyć 30.07.06, 16:05
      upał się zmiejszył, parę chmurek i normalnie tak dziwnie jakoś, nawet się
      zastanawiałam czy nad wode iść aby na pewno
      • buba77 Re: Też jakoś żyję 30.07.06, 18:07
        U mnie mija rok, rok minął od momentu decyzji o rozstaniu, za kilka tygodni
        będzie rok od wyprowadzki exa. I jak jest? Nie mogę uwierzyć, że to już rok.
        Wydaje się, że to wczoraj, a jednocześnie tyle się wydarzyło. Jest pewność, ze
        to była dobra decyzja, choć nie mija poczucie porażki. Jest smutek. Jakiś nowy.
        Poczucie samotności. Może dlatego, że nie ma dzieci? Wracają za tydzień – a
        kiedyś tak lubiłam być sama. Cieszył mnie spokój. Teraz go sie chyba bardziej
        boję. Niepewność. Często złość, irytacja. Ale czuję. Coraz więcej czuję.
        Coraz więcej wiem, poznaję, co lubię. Poświęcam sobie czas. Cieszy mnie
        prysznic. Mam ochotę na basen, fitnes – i idę. Samopoczucie super. Drzemka
        (kiedyś nie do pomyślenia). Szalejący pies. Podoba mi się upał, bo jak wspomnę
        zime... Słucham muzyki. Odkryłam radio Roxy – rock taki jak lubię. Lubię
        Myslovitz: Już teraz wiem że wszystko trwa gdy tego naprawdę chcesz. Gdyby
        jeszcze umilkł ten krytyk we mnie, wszystko kontestujący i wymuszający poczucie
        winy. To wszystko takie zwyczajne, a takie inne. Oby było tylko lepiej.
        • libra22 Re: Też jakoś żyję 30.07.06, 18:40
          Der i Buba- powodzeniasmile żeby samotność w domu była tą dobrą, wzbogacającąsmile

          Scri - dziękuję za wyjaśnieniesmile
          Od urodzenia dziecka do niedawna nie mogłam sobie pospać w żaden dzień ( i dziś
          jest to maksymalnie 9.00). Mały budził się w godzinach od 4 rano (latem) do 6 i
          ja musiałam być na nogach z nim. Jego ojciec nigdy nie wstawałsmile To tyle
          odnośnie tematu wstawania.

          Co do uzależnienia od netu, które zostało tu rzucone żartemsmile To raczej chęć
          kontaktu z ludźmi, gdy się jest samemu w domu.
          • buba77 Re: Też jakoś żyję 30.07.06, 19:03
            dzieki, libra, za dobre słowo.
            a tak a propos ludzi na ulicy, to moja obserwacja dotyczy małych miejscowości
            (dokładnie jura krakowsko-częstochowska), gdzie czasami bywam i tam wieczorami,
            świątek piątek kazdy spotkany facet byl... pijany (nawet chłopaczek ok. 15-
            letni). A raniutko, na przystankach autobusowych - same kobiety jadące, myśle,
            do pracy. To kobiety tam prowadzą domy wynajmujac je dla "letniaków"
            Oj ja myślę, że to kobiety tam trzymają wszystko w rękach, bo mają dzieci do
            wykarmienia.
            • gotyma a warszawie 30.07.06, 19:09
              wisza cimne chmury, od czasu do czsu wygllada slonce, wieje bardzo przyjemny wiatr smile
              moze spadnie deszcz, zmyje kurz i nasze troski?
            • scriptus Re: Też jakoś żyję 30.07.06, 19:56
              Faktycznie, moja obserwacja dotyczy Warszawy, tu tempo życia jest takie, ze nikt
              nie ma czasu na picie. Masz rację, że w małych miejscowościach "postagrarnych",
              czy "postpegeerowskich" mężczyźni piją, bo nie mają nic do roboty, a nie mają
              nic do roboty, bo piją, błędne koło. Mają jakieś renciny, oprócz tego sprzedają
              swoją ziemię "działkowcom" z miasta, i stąd mają pieniądze na picie. Ale oni nie
              mają kobiet, kobiety ze znanej mi takiej miejscowości pouciekały do miasta. Co
              za tym idzie, dzieci tez nie mają. Więc żyją sobie z dnia na dzień, wyprzedają
              ziemię, na której nic nie rośnie i piją, piją, piją. Umierają koło 50, jeśli
              przedtem gdzieś nie wpadli pod samochód, pociąg, lub jakaś maszyna im po
              pijanemu łba nie ucięła. Nieliczne pełne rodziny z dziećmi, to rodziny
              nauczycieli z miejscowej szkółki, sklepikarzy i właścicieli knajpek, właściciela
              skladu z mat. budowlanymi i stolarza / cieśli. Jak łatwo zuważyć, to są ci,
              którzy mają stałą i względnie pewną pracę. Roli się im nie opłaca uprawiać,
              pewnie jeszcze mają jakieś dopłaty za nieuprawianie roli. Totalna degeneracja.
    • mirlen Re: I już da się żyć 30.07.06, 19:12
      U mnie już mija 1,5 miesiąca od wyprowadzki ex-a. A niedługo 2 tygodnie od
      rozwodu... Nie wiem kiedy ten czas minął. Jestem non stop zajęta, wreszcie
      nadrabiam zaległości towarzyskie wink
      Tylko w ten weekend nagle zabrakło mi drugiej osoby. Nie mówię, że ex-a.
      Dostałam paskudnej wysypki i od 2 dni bujam się po pogotowiach i szpitalach. A
      skoro przyjeżdżam autkiem, to nie mogą mi podać pewnych leków. No i jak
      człowiek (również kobieta wink źle się czuje, potrzebuje kogoś, kto by pogłaskał
      po główce i podał zimne ręczniki...
      To taka mała wysypkowo-samotna dygresja.
      • 13monique_n I mirlen... 30.07.06, 19:24
        ... to jest jedyny slabszy punkt. Koniecznosc bujania sie po pogotowiach w
        pojedynke(niedomagania). Trzeba bylo zazwonic do jakiejs kumpeli, kumpla. Na
        pewno tacy sa wokol Ciebie. Sadze po sobie, bo ja nawet bardziej niz ktokolwiek
        jestem skazana na obcych ludzi, ktorzy sa bliscy z wyboru duszy, a nie z wiezow
        krwi (moja rodzina mieszka wiele tysiecy km stad). Trzymaj sie, zdrowo.
        • mirlen Re: I mirlen... 30.07.06, 19:31
          To nie chodzi o to, że ja nie mam rodziny i przyjaciół. Mam. Dziś na noc już
          chciały przyjść do mnie 3 osoby wink To chyba tylko ta głupia chęć udowodnienia,
          że dam sobie radę...
          • buba77 Re: a warszawie 30.07.06, 19:43
            ojej, a ja to się z tarasu wróciłam po coś z długim rękawem, no niesłychane,
            gdzie ja mam takie ubrania?
            Od razu się boję, ze to już jesień idzie i zaraz rajstopy trzeba będzie zakładać
            • scriptus Re: a warszawie 30.07.06, 19:57
              Nie kracz, Buba !! ;D big_grin big_grin big_grin
              • buba77 Re: będzie padać? 30.07.06, 21:06
                kto wie? Bo nie wiem czy podlewać
                • scriptus Re: będzie padać? 30.07.06, 22:32
                  myślę, że będzie padać, ale podlać nie zawadzi, bo te deszcze jakieś mało obfite są
                  • buba77 Re: będzie padać? 30.07.06, 22:38
                    no i miałes racje, trzeba było podlać
          • libra22 Re: I mirlen... 30.07.06, 19:45
            Kiedy czasem zachoruje mi syn i wpadam w myślenie, jak mi źle, bo "zostawił
            mnie i muszę sama borykać się z chorobą" to przypominam sobie, że jak był to i
            tak na ogół sama się borykałam, a świadomość, że jest w pokoju obok i mu się
            nie chce była jeszcze gorsza (choć żeby jednak oddać mu sprawiedliwość - na
            pogotowie jeździł jak trzeba).

            Mirlen - ludzie lubią czuć się komuś potrzebni - daj im szansęsmile
            • buba77 Re: I mirlen... 30.07.06, 20:25
              Libra, też tak miałam. Teraz moje dzieci duże, ale wcześniej. Z małymi chyba
              bym szukała wsparcia. Miałabym u rodziców, teściów, przyjaciół - także w innej
              kolejności. Ale ja zawsze mam mnóstwo wątpliwościwink nawet gdy wiem, że jestem
              mamą na piątkę z plusem. Bez fałszywej skromności.
              Jeśli się da, to angażowałabym maksymalnie eksa pomimo odległości. Dziecko jest
              wspólne. U mnie nasze rozstanie fantastycznie się przyczyniło do polepszenia
              kontaktów ojca z synami. ja bym wolała go nie widywać, ale co tam.
        • kasiar74 Re: I mirlen... 30.07.06, 20:42
          w zimie miałam okropną anginę, mąż owszem pojechał ze mną do lakarza ale w domu
          syf, nie kiwnął palcem, a prosiłam żeby choć naczynia pozmywał ( ja miałam
          kilka dni ponad 39 st), skończyło się karczemną awantura w środku nocy i moim
          płaczem, hmmm chyba wole juz w samotności niedomagać
          • buba77 Re: I mirlen... 30.07.06, 20:49
            Nie narzekaj. To bohaterstwo że się oderwał od zbawiania świata i pojechał z
            Tobą. Trzeba znac swoje miejsce w szeregu, jeszcze Cę życie nauczy. Młodaś
            widać.
            • kasiar74 Re: I mirlen... 30.07.06, 20:58
              znam swoje miejsce w szeregu, teraz jest pierwszewink
              • buba77 Re: I mirlen... 30.07.06, 21:05
                Na wszelki wypadek nie mów tego głośno. Chyba że nie planujesz w przyszłości
                żadnych bliższych zwiazków z płcia przeciwną.
                • kasiar74 Re: I mirlen... 30.07.06, 21:11
                  póki co nie planuje, a ajak będę to postaram sie o kogos niezakompleksionego
    • der1974 Re: I już da się żyć 31.07.06, 21:33
      Faktycznie ja takie wczesne poranki zaliczam prawie codziennie. I to nie jest
      normalne. A dlaczego tak się dzieje? Bo jak się budzę nad ranem i uświadamiam
      sobie, że jestem sam, to wpadam w taki rodzaj euforii, która nie pozwala mi
      spać. Dziwne. Czuję, że żyję. Niedzielny poranek spędziłem wyjątkowo
      intensywnie. Chciałem tylko żyć. Popatrzeć na niebo po 4 rano, wykąpać się,
      przejechać samochodem na krzyki w poszukiwaniu czteropiętrowych bloków i nie
      tylko smile a po 6 już byłem na rowerze. Żyć, cieszyć się, brać wszystko co się
      da, naraz, chłonąć, nie wegetować. I tak się tym zmęczyłem, że o 10 się
      położyłem spać smile.
      Każdy poranek może być taki. Ale pewnie w końcu się zmęczę i wrócę do jakiejś
      normy. W ciągu tego miesiąca jednak raz przydarzyło mi się spóźnić do pracy, a
      więc tragedii nie ma.
      • buba77 Re: I już da się żyć 01.08.06, 13:41
        Właściwie tylko pozazdrościć, że tak szybko doszedleś do siebie. Ciekawa
        jestem, czy to "kwestia płci" (mam swoją koncepcję, że kobiety się uzależniają
        od swoich partnerów - oczywiście nie zawsze, ale dość często), czy osobowości.
        Ja, choć nie żałuję swojej decyzji - nawet jeśli miałam jakieś wątpliwości, to
        po roku już ich nie ma - to trudno odnajduję się w nowej rzeczywistości. Mam
        oczywiście swoje życie, ale jakoś do radości to mi daleko.
        • 13monique_n Re: I już da się żyć 01.08.06, 14:05
          Buba77, jestem kobieta i radosc zycia odzyskalam niemal natyzmiast po rozstaniu
          sie z Exem. Wszystko odchorowalam jeszcze podczas "wspolnego" zycia, a teraz od
          wielu miesiecy slonce swieci (ostatnio nieco za mocno ;D), a zycie smakuje
          lepiej niz kiedykolwiek. big_grinDD
          • phokara Re: I juz˙ da sie˛ z˙yc´ 01.08.06, 14:23
            > i radosc zycia odzyskalam niemal natyzmiast po rozstaniu

            No nie do konca natychmiast, nie wypisuj tutaj takich rzeczy, bo ludzie uwierza, ze tak jest i sie
            totalnie pofrustruja.
            • 13monique_n Re: I juz˙ da sie˛ z˙yc´ 01.08.06, 14:56
              Wiesz dobrze, ze radosc zycia we mnie umierala wczesniej (pamietasz, bo sama
              mnie pocieszalas godzinami). I ja nigdy nie powiem, ze nie odplakalam swojej
              czesci. Ale odplakalam i dlatego po rozstaniu radosc zycia wracala z dnia na
              dzien, z kazdym oddechem i przekreceniem klucza w zamku. big_grin
        • nangaparbat3 Re: I już da się żyć 01.08.06, 15:05
          buba77 napisała:

          > Właściwie tylko pozazdrościć, że tak szybko doszedleś do siebie. Ciekawa
          > jestem, czy to "kwestia płci" (mam swoją koncepcję, że kobiety się
          uzależniają
          > od swoich partnerów - oczywiście nie zawsze, ale dość często), czy
          osobowości.
          >

          Chyba osobowosci, inaczej mogloby sie okazać, ze jestem meżczyzną. tez
          przezyłam euforię, jak sie mąż wtedy jeszcze wyprowadzil. Chociaz wciąż jeszcze
          go kochałam. Ale tamto poczucie wolnosci - nie zapomnę.
          • buba77 Re: I już da się żyć 01.08.06, 16:30
            no tak myślałam, niestetysad A właściwie, to wcale nie niestetysmile
            Muszę głęboko kopać: czego ja naprawdę chcę? Umiem już się czasami cieszyć
            drobiazgami, wiem, co mam, co osiągnęłam, ale tak naprawdę chodzi o tę stara
            śpiewkę, zeby polubić siebie - w tym sęk. I dla mnie problem. To duża różnica
            lubić w sobie różne rzeczy i ogólnie siebie akceptować. To długa droga do
            wykonania. Pomagają takie wątki jak ten.
            Obudzić w sobie dziecko - no chyba sie szykuje jakiś nowy wątek...
            • nangaparbat3 Re: I już da się żyć 01.08.06, 16:41
              Wiesz, ja przez jakiś czas chodzilam na zajecia taneczne do dobrej
              choreoterapeutki. Widzialam, jak kobiety tam się odmieniają, jak zaczynają
              siebie lubić, odblokowują się, właśnie to dziecko w sobie budzą. Takie troche
              czary mary.
              • buba77 Re: I już da się żyć 01.08.06, 17:02
                Dzięki nangaparbat, taka rzecz musi być super. Mnie by się też spodobało - tak
                lubię ruch. Bede szukać takich właśnie dróg, niech no tylko skończę jedną
                sprawe, która mnie bardzo absorbuje, jest ważna i niewiele czasu zostaje na co
                innego. A im bardziej chcę ja zakończyć, tym bardziej sie za to nie biorę i
                robię inne rzeczy - ach to forum... - kto tego nie zna? Jeszcze trochę
                wytrwałości i mam nadzieję otworzę się na nowe doświadczenia.
                • nangaparbat3 Re: I już da się żyć 01.08.06, 22:03
                  Jak ja to dobrze znam! I najgorsze, ze nie pomaga doswiadczenie, ze jak juz się
                  do tego wezmę, to:
                  1. Bedzie calkiem przyjemnie, a na pewno mniej nieprzyjemnie niz sobie to
                  wyobrażam, zajmowac sie tym.
                  2. Mniej energii zuzyje na zajecie sie i skończenie, niż na poczucie winy, ze
                  sie do tego nie zabieram, a powinnam.
                  BRRRRRRR
                  • nangaparbat3 PS 01.08.06, 22:16
                    Napisałam do Ciebie prive na buba77 gazeta. Pozdrawiam.
                  • buba77 Re: I już da się żyć 03.08.06, 09:52
                    Nangaparbat, odpisałam, wielkie dzięki, także za zrozumienie, dobrze wiedzieć,
                    ze inni "też tak mają". I doświadczenie zupełnie nie pomaga. Jakiś zupełnie
                    iracjonalny brak motywacji. Pewnie trochę zmęczenie, trochę inne sprawy. A
                    także lęk, że gdy skończę i już zamknę pewien etap w życiu, to... co dalej?
                    Jedyną metodę jaką sobie wypracowałam, to małymi kroczkami, zeby widzieć, ze
                    jednak posuwam się do przodu.
    • der1974 Re: I już da się żyć 01.08.06, 22:22
      Buba! To nie tak. Ja przepłakałem półtora roku. Ale byłem już samotny i smutny
      w czasie naszego wspólnego życia. Nie jest możliwe nagle w parę tygodni się
      odrodzić. Wszystko ma swoją cenę i ja też swoją zapłaciłem. Myślę, że wysoką.
      Ale wcześniej. I dlatego teraz jest łatwiej.
      • marcepanna Re: I już da się żyć 04.08.06, 00:08
        No prosze, jacy ci mezczyzni sa uczuciowi...nawet placza...
        • nangaparbat3 Re: I już da się żyć 04.08.06, 09:17
          marcepanna napisała:

          > No prosze, jacy ci mezczyzni sa uczuciowi...nawet placza...

          Kazdy inny, moze to przenosnia zresztą.
          Gdybym była mężczyzną, chciałabym byc Derem.
          • misbaskerwill Re: I już da się żyć 04.08.06, 12:52
            nangaparbat3 napisała:
            > Gdybym była mężczyzną, chciałabym byc Derem.
            >
            Raczej: "Gdybym był kobietą, chciałbym być z Deremsmile)))"

            Przynajmniej to brzmi mądrzejsmile
            Bo wątpie, czy naprawdę chciałabyś być na jego miejscu (w tej chwili).
            Szczerzy i uczciwi altruiści mają w życiu o wiele trudniej, od tych kłamliwych i
            samolubnych macho. Tak mi się w tej chwili wydaje.
            Osobiscie - gdybym był trochę bardziej samolubny, pewnie nie trafiłbym nawet na
            to forumsmile
            A tak - wiara w miłość, uczciwość, przyjaźń, ugodowość...a w zamian okazujesz
            się po wszystkim w najlepszym razie słodkim naiwniakiem...
            • nangaparbat3 Re: I już da się żyć 04.08.06, 15:42
              misbaskerwill napisał:


              > Szczerzy i uczciwi altruiści mają w życiu o wiele trudniej, od tych
              kłamliwych
              > i
              > samolubnych macho. Tak mi się w tej chwili wydaje.
              > Osobiscie - gdybym był trochę bardziej samolubny, pewnie nie trafiłbym nawet
              na
              > to forumsmile
              > A tak - wiara w miłość, uczciwość, przyjaźń, ugodowość...a w zamian okazujesz
              > się po wszystkim w najlepszym razie słodkim naiwniakiem...


              smile)
              Ale sie nie zgadzam. Żyłam przez parę lat z pewnym samolubem, moja nastepczyni
              porzucila go w najgorszym mozliwym stylu (wraca z pracy, w domu ani dzieci, ani
              żony, szafy puste, a rodzina u innego pana).
              Tak więc samolubstwo nie chroni.
              Co wiecej, czyny samoluba w końcu obracaja sie przeciwko niemu samemu, co jest
              zresztą oczywiste, bo samolub stad sie bierze, że siebie samego nie lubi. Bo,
              wierz mi, traktujemy innych dokladnie tak jak siebie samych, przykazanie
              milości - bedziesz milowal bliźniego swego jak siebie samego - jest po prostu
              stwierdzeniem faktu, a nie nakazem. To zresztą nie mój pomysł tylko Fromma, ale
              im dłuzej żyję, tym bardziej sie utwierdzam w tym,że ma rację.
    • der1974 Re: I już da się żyć 04.08.06, 21:17
      Dzisiaj dzieciaki do mnie przyjechały i mamy mnóstwo radości. Teraz je kąpie
      ale z mocnej obietnicy, że pójdą spać przed 22 będą nici bo mamy przed sobą
      wieczór muzyczny (tv nie działa na szczęście).

      Ja w pierwszej kolejności dam HEY którego kiedyś nie znosiłem. A teraz mi się
      bardzo podoba.
      • misbaskerwill Re: I już da się żyć 04.08.06, 22:26
        > Ja w pierwszej kolejności dam HEY którego kiedyś nie znosiłem. A teraz mi się
        > bardzo podoba.

        Wyglada na to, ze Twoje "problemy" z zona mialy wplyw na poprawe kontaktu z
        dziecmi...smile)
        I wcale nie mowie tego zlosliwie - raczej zazdroszczesmile
        I znakomicie Cie rozumiem z ta 22 - "Carpe Diem", bo nie wiadomo, co bedzie dalejsmile

        Ja dzis przez 2 minuty moglem posluchac synka, przez ponad 20 - wyrzutow zony...sad((
        • der1974 Re: I już da się żyć 05.08.06, 00:15
          No moja też mi 25 minut wmawiała jaki to winny jestem rozpadu pożycia. Ale
          jakiś taki spokój mnie ogarnął, bo poparty faktami. I całkiem normalnie jej
          powiedziałem, żeby swoje życie układała, jak chce, a od mojego żeby się
          odczepiła. Nie była zachwycona. Ja się mogę z jej facetem nawet wódy napić. I
          uczciwie powiem, że klasę jakąś zachowała i mam wrażenie, że osiągnę z nią
          porozumienie co do dzieci. Chciałbym jakieś nowe otwarcie z Ex osiągnąć. Na
          stopie koleżeńskiej chociażby. Bardzo bym sobie tego życzył. Ale jak by chciała
          wojny to proszę bardzo. Vis maior para bellum.
          • buba77 Re: I już da się żyć 05.08.06, 08:54
            Powodzenia Der, wiesz czego chcesz, masz spokojny stosunek do całej sprawy,
            zależy Ci na dzieciach - to ważne w rozmowach z Ex i dobrze rokuje. Napisz
            trochę jak dzieci w tym wszystkim (chyba że już pisałeś, jak dorywczo tylko
            mogę czytać). Z mojego doświadczenia: moi chłopcy sobie nawet chwalą nową
            sytuację, ale są już nastolatkami, mają własne życie i zapewniłam im
            stabilizację (super ważne moim zdaniem w każdym wieku dla dziecka). W sumie
            niewiele się dla nich zmieniło, jeśli chodzi o taką codzienność, a kontakty z
            ojcem zdecydowanie uległy polepszeniu: widuje się z nimi najczęściej raz w
            tygodniu, ale nie jakoś sztywno, tylko czasami częściej, czasami rzadziej,
            zawsze mają jakieś sprawy, naprawdę się interesuje ich życiem, nawet ostatnio
            na wakacjach to on (pierwszy raz!) wiedział o pewnych ich problemach, a nie ja,
            nawet trochę zazdrosna byłamsmile ale spoko, bardzo się cieszę, bo wiem jakie to
            dla nich ważne, zwłaszcza że to chłopcy.
            Więc wszystko może się bardzo dobrze ułożyć, ale b. dużo zależy od Ciebie, od
            ilości i jakości kontaktów z nimi i o to walcz.
            Tak przypadkiem nam się zgadało o zespole Hey, ja ich zawsze bardzo lubiłam,
            trochę znałam założyciela zespołu, ciekawa jestem, co Ty na tę zacytowaną
            przeze mnie piosenkę?
            No dosyć, ja zmykam do pracy.
            Pozdrawiam wszystkich
            • der1974 Re: I już da się żyć 05.08.06, 23:21
              Wiem czego chcę i spokojny jestem, bo nie jestem już zaangażowany. Dopóki byłem
              to po ścianach chodziłem i zdychałem. Ale zostałem wyleczony długotrwałą
              terapią stosowaną przez panią dr Ex.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka