babuszka48
29.10.06, 13:43
Od 5 lat nasz zwiazek stacza się w przepaść. Z roku na rok tempo jest coraz
szybsze. Mąż jest człowiekiem milczącym i był takim zawsze. Znosiłam to
cierpliwie, zawsze wychodziłam mu naprzeciw w każdej sytuacji. Nie okazywał
mi uczuć moze w 1 roku małżeństwa ale to były zwykłe samcze zachowania. Od 11
misięcy nie współżyjemy a on nawet nie usiłuje a ja zaprzestałam zachęcać, bo
mam już tego dość a jak sobie przypomnę tę stronę naszego związku to ochota
na seks pryska. Zawsze było nijak. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy tzn nie
rozmawiał on. Nasz zwiażek trwa 25 lat mamy dwoje dzieci /13 i 24/. Jestem
oskarżana, ze odsunęłam dzieci od męża. Tak nie jest, dzieci ze wszystkim
zawsze przychodzą do mnie bo mąż zbywa ich półsłówkami i ucieka. Unika
jakichkolwiek kontaktów towarzysko - rodzinnych. Synowie skarżą się, ze nie
maja w ojcu oparcia, ze nie czują sie przy nim bezpiecznie . Nie jest
agresywany ale bywa wybuchowy i nieprzewidywalny i chyba podświadomie się go
wszyscy boimy. Nasza pogarszająca sie sytuacja materialna wynika z biernosci
mojego męża, który na mnie opiera ciężar utrzymania domu. Tak się składa, że
moje zarobki znacznie przewyższają jego. Jednak nie jest to praca stabilna i
w każdej chwili mogę zostać bez pracy. Natomiast on mimo tego, ze ma więcej
stablilnosci zawodowejmałe zarobki i nie robi nic, żeby dodatkowo dorobić, a
jedynie wybrzydza na podsunięte mu oferty. Natomiast w zamian podsuwa mi
oferty które byłyby dla mnie odpowiednie wg niego. Jednak doba ma 24 godziny
a ja i tak 10-12 godz. spędzam poza domem.
Nie mam juz sił i zapowiedziałam mu, ze to juz koniec. Nie bede dźwigała tego
ciężaru gdy on cały czas po pracy spedza w fotelu z pilotem telewizyjnym i z
nudów przeskakuje z kanału na kanał.
Czuję się przystawiona do ściany i mam tego dość. Zamierzam złożyć pozew
rozwodowy na 25 rocznice tej męczarni.
Muszę sie wreszcie odważyć i skoczyć w tę odchłań inaczej zginę, zgniję,
uduszę sie w tym związku. Wiem, ze dzieci potroszę mnie rozumieją wiem też,
że kochają mnie i ojca. Na samą myśl, że miałabym znowu domagać sie od niego
jakiś słów robi mi się niedobrze. Co zrobilibyscie na moim miejscu.