phokara
08.11.06, 22:39
Byla kiedys taka knajpa na Mokotowskiej. "Emocja retro". Takie male cos -
pomiedzy kuchnia u babci a totalna speluna. Podawali tam najlepsze w
Warszawie pierogi. Ruskie i z miesem, a w sezonie letnim - z jagodami. To
bylo moje miejsce. Zawsze siadalam przy stoliku pod oknem i gapilam sie na
pedzacych gdzies ludzi. Perspektywa polpietra skracala im tak smiesznie
cienie. Knajpa byla urzadzona tandetnie i ubogo ale w kazdej z dwoch sal
staly piekne, stare piece kaflowe. W zime wszyscy chciali siedziec przy
piecach. Jak sie czulo na plecach cieplo, ktore od nich bilo to jakos dziwnie
zmienialo sie pojecie estetyki. Krzywe stoliki i okropne, czerwone serwetki
zdawaly sie czlowiekowi piekne, jak cholera. Wersal.
Przesiedzialam w tej 'emocji' ladnych pare lat. Bardzo sie przez ten czas
zmienilam, a ona wcale. Mokotowska stala sie jedna z bardziej eleganckich
ulic w miescie. Odnowili stare kamienice - po kolei znikal z nich szewc,
punkt repasacji ponczoch i magiel. Na rogu Wilczej otworzyli "Niebieskie
Migdaly", a potem sie posypalo... Lancome, galerie, tkaniny z Prowansji.
Nawet fryzjer zmienil sie w studio stylizacji. Wielki swiat. Coraz wiecej
samochodow na krzywych chodnikach. I coraz szybciej biegnacy ludzie.
Ale gdzies pomiedzy - byly cztery schodki, zakurzone czerwone kotary i swiat,
ktory sie zatrzymal, jak popsuty zegar nad barem. Wszystko takie samo. Ten
sam zul nad kieliszkiem, te same nieaktualne gazety na stojaku, ten sam
zapach nikotyny wgnieciony w tynk i te same obledne pierogi za 7.50. Jest cos
rozczulajacego w tym, ze nie musi sie za kazdym razem powtarzac "tylko prosze
mi nie posypywac pietruszka!". To fajne.
Pamietam takie jedno zdarzenie, ktore mi utkwilo w pamieci najbardziej.
Pierwszy atak zimy, kompletny paraliz miasta. Wszystkie ulice staly, ludzkie
przeklenstwa wraz z para zamarzaly w ujemnej temperaturze. Na piechote z
roboty dopelzlam do "emocji", ledwo zywa i w postaci balwana czyli poniekad
wlasciwej. Usiadlam przy piecu kaflowym i juz tak zostalam. O 22.00 zamkneli
knajpe a snieg padal i padal, wiec siedzielismy tak uwiezieni w jakims mocno
przypadkowym gronie, pilismy zoladkowa gorzka i toczylismy dlugie rozmowy o
sensie zycia i opadow atmosferycznych. Strasznie fajnie sie gadalo, zwlaszcza
z jednym panem, co to byl motorniczym tramwaju numer 9. Magiczne to bylo
spotkanie. A potem przyjechal moj Ex, po 6 godzinach stania w korku i zabral
mnie do domu.
Wiele mam takich wspomnien z Emocja Retro. I ciagu dalszego nie bedzie, bo
teraz w miejscu knajpy jest ekskluzywny salon SPA. Zauwazylam to dzisiaj, jak
bieglam (wlasnie - bieglam) Mokotowska do babci. Strasznie smutno mi sie
zrobilo. Ale potem sobie pomyslalam, ze wlasciwie najpiekniejsze jest to, ze
udalo mi sie kiedys odkryc to miejsce, i ze dla mnie to nigdy nie bedzie
zamkniety rozdzial. Zawsze bedzie mozna do niego wrocic, jak cos pomyle z
watku calej powiesci. Iles tam stron i wspomnien do tylu bedzie sobie na mnie
czekal. I z pewnoscia nie bedzie posypany pietruszka.
O! I chcialam Wam to napisac na dobranoc.