witajcie.
od jakiegos czasu czytam to forum, ale nigdy jeszcze nie zabieralam tu glosu,
dzis bedzie ten pierwszy raz.
pisze, bo mam problem i chyba potrzebuje pomocy i zeby ktos spojrzal na to "z
boku".
mam 27 lat. kiedy mialam 20 moi rodzice rozwiedli sie. w spokoju, bez awantur,
bez robienia ze mnie i mojego brata (4 lata mlodszy ode mnie) karty
przetargowej. dlugo po rozwodzie rodzicow myslalam, ze dobrze to rozegrali i
ze moja psychika ucierpiala na tym niewiele. chyba sie jednak mylilam.
odkad moi rodzice sie rozeszli bylam w dwoch powaznych zwiazkach, jeden
skonczyl sie po 3,5 roku, drugi chyba wlasnie sie rozpada

w obu przypadkach
mam ten sam problem:
po pierwsze nie potrafie okazywac uczuc. kiedy potrzebuje bliskosci zamiast po
prostu wyciagnac po nia reke, zamykam sie w sobie w oczekiwaniu, ze to moj
facet mi ja okaze. nie potrafie sama dac czulosci czy milosci. w mojej glowie
rodzi sie mysl, ze jak dam, to zostane odrzucona. nienawdize tego w sobie, ale
nie potrafie pokonac tego uczucia. moj mezczyzna otwarcie mowi, ze ma dosc
takiego zwiazku, gdzie od miesiecy tylko on okazuje milosc i czulosc, zreszta
wcale mu sie nie dziwie.
po drugie mam lęk, że zostane odrzucona. potrzebuję ciągłego zapewniania, ze
jestem kochana. praktycznie kazdy zly humor mojego faceta, brak jego
zainteresowania mna budzi w mojej glowie jakas chora mysl, ze on mnie juz nie
kocha. i chociaz tlumacze sobie, ze to nieracjonalne, nie potrafie odpedzic
takich mysli. i one zamykaja moje błędne kolo. w takich sytuacjach odsuwam
sie, zamykam w sobie, nie potrafie sama poprosic o bliskosc.
i nijak nie potrafie sobie poradzic z tym wszystkich. moj facet z jednej
strony stara sie mnie zrozumiec, ale jest mu trudno, on pochodzi z bardzo
kochajacej sie rodziny i dla niego moje mysli to abstrakcja. a w tym momencie
po prostu ma juz chyba dosc chlodnej kobiety, ktora nie okazuje mu czulosci
ani zainteresowania, czyli mnie. probuje mnie jakos zmotywowac do tego, ale ja
nie potrafie.
przyczyny upatruje w tym, ze moi rodzicie nie nauczyli mnie, jak kochac druga
osobe, jak pokazac to. odkad pamietam, w mom domu nie bylo specjalnie klotni
ani scen, ale moi rodzicie nigdy sie nie przytulali, nie okazywali sobie
uczuc. teraz wiem, ze po prostu sie nie kochali i robili dobra mine do zlej
gry, zeby nie skrzywdzic nas, swoich dzieci. i tak wytrwali cale lata,
rozwodzac sie dopiero jak juz bylismy z bratem praktycznie dorosli, myslac, ze
tak bedzie lepiej. a wcale chyba nie jest
wracajac do mnie: moj pierwszy zwiazek tez rozpadl sie z tego powodu.
zadreczalam mojego faceta pytaniami czy mnie kocha i nie dawalam specjalnie
duzo ciepla i czulosci. nie wytrzymal tego. odszedl. teraz powtarzam ten sam
schemat. ale nie chce zniszczyc tego zwiazku, za bardzo zalezy mi na nim. chce
pokonac moj problem. dlatego pisze o tym tutaj.
zaczynam sie zastanawaic, czy nie potrzebuje pomocy psychologa. od kilku lat
nie radze sobie z tym problemem, wiec nie sadze, ze sobie w koncu poradze.
potrzebna mi chyba jakas pomoc z zewnatrz. chce sobie pomoc, bo chce uratowac
ten zwiazek i chce miec kiedys dzieci, ktore nie powiela mojego schematu.
pomocy. i przepraszam, ze tak sie rozpisalam, ale naprawde nie wiem, co robic