Dodaj do ulubionych

to sie dzieje na prawde!!! OPTYMISTYCZNE

20.01.07, 12:45
kochani...

jak wszystko sie zmienia....jeszcze kilka miesięcy myslałam ze wraz
odejsciem mojej miłości( meza) nastapi koniec swiata..
kilka dni temu podjełam decyzje o remoncie pokoju dziecka...
wcześniej wszelkie prace wykonywał ex ... mimo że czynnie uczestniczyłam
w pracach to jednak ex w tej dziedzinie ( i tylko w tej) był
dowodzacym. Poczatkowo jak stanełam po środku sklepu ( castorama)
poczułam sie przytłoczona i totalnie bezradna..( w duchu klnełam "ty
chamie powinieneś byc teraz ze mną.. .")
po chwili wziełam sie w garść i wymachując spisem potrzrebnych
rzeczy , zaczepiłam pracownika sklepu. ten zajoł sie mna troskliwie...i

wyszukiwał na półkach wszystkie niezbedne rzeczy.. wymieniajac ze mną
uwagi i rozmawiając fachowym budowlanym jezykiem..nie mógł wyśc z
podziwu..że wiem o czym mówi...a na końcu szczęka mu opadła ...gdy
oswiadczyłam mu ż e ten remont to ja sama!!!! próbował mnie zagiąć
róznymi tajnymi sposobami kładzenia gladzi,,,malowania wałkiem... doboru
wielkości kołków i wierteł... jednak za kazdym razem wdawałam sie z
nim w fachowa dyskusje ...facet wymiekał...
byłam z siebie dumna!!!!!!

no w samym remoncie...będa pomagać mi znajomi.....ale zdobyłam sie
na remont... robię kolejna rzecz, którą wczesniej uważałam za
awykonalna bez mojego prawie exa.
dodatkowo ...wczoraj pzrypadkowo mijalam bar rybny..do którego często
chodziliśmy..od 2 lat omijałam go z daleka...a wczoraj...zawróciłam
..pewnym krokiem weszłam...zamówiłam rybke + wielkie frtytki( przy
meżu nie mogłam..krzyczał hihih) i bez żadnych oporów wsunełam
całość...i w myslach wspominałam małżeńskie obiadki w tym barze..tak
bardzo sie ciesze że , wracam do normalności i nie boje sie chadzać
w te wspólne miejsca....

zycie toczy sie dalej...to sie dzieje na prawde

..trwało to troche czasu i kosztowałao tyle zdrowia i łez...ale
jestem wolna ... nikt mnie nie krzywdzi...nie oszukuje.. nie
zdradza...nie okrada ..jestem zaradna bardziej niż sądziłam..teraz
jestem pewna że dobrze zrobiłam....choć nadal go kocham..w końcu
rozum wzioł góre!!!!
to tak dla pokrzepienia serc wielu wahajacych sie kobit!!!!!
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: to sie dzieje na prawde!!! OPTYMISTYCZNE 20.01.07, 14:23
      tak trzymać! Dobrze wiedzieć, ze i Ciebie ogarnął ten miły stan, kiedy zaczyna
      sie wreszcie odczuwać plusy rozstanie. Cieszę się bardzosmile))))))))))
      • kurka_wodna2 oby tak dalej 20.01.07, 15:14
        Witaj
        Niestety, ja wymieniłam dokładnie wszystko-włącznie ze znajomymi, bo wiedzieli o
        romansie i nikt mi nie powiedział...

        Samej mimo kilkuletnich wszelakich zabiegów nie udało się chwycić za rękę /hm,
        rękę?/.
        • alexolo no u mnie było tak 20.01.07, 15:21
          że mąz zdradzał mnie z dziewczyna swego przyjaciela...więc jak
          wszystko wyszło na jaw...oburzenie było tak wielkie...ż e parka sie
          zawineła i zwiała!!!!!podejmowali próby kontaktu ze znajomymi ...ale nie
          wytrzymali presji otoczenia i juz sie raczej nie pokazuja ...
          a wśród naszych wspólnych znajomych ...wyłonilo sie kilku wspaniałych
          przyjacioł..stojacych za mna murem!!!!
          nie ukrywam.....bardzo mi to pomogło!!!!
      • alexolo Re: to sie dzieje na prawde!!! OPTYMISTYCZNE 20.01.07, 15:18
        i oddycham głeboko...juz chyba zapomniałam co to ścisk w sercu..nie
        boje sie telefonów( z brakiem numeru) naprawiłam domofon...niech dzwoni
        kto chce hihi.. no i jeszcze jeden krok...mysle że bardzo dla mnie
        ważny!!!!!
        w imieniu dziecka ( i tylko i wyłącznie dla dziecka) zaprosilam teściów
        do przedszkola na obchody dnia babci i dziadka.
        w prawdzie nie mam zamiaru w żaden spodób ocieplać naszych stosunków(
        nawet rozmową ) ale m oj syn ma prawo wiedziec że ma dziadków innych
        ( od moich rodziców) tym barzdiej że moi nie zaszczyca go swoja
        obecnościa ( sa w szpitalu...nadal)..
        ale ten mój krok..jest dla mnie osobistym zwyciestwem nad strachem do
        ludzi którzy mnie skrzywdzili i otwardzie bagatelizowali i bagatelizują
        .. wszystkie "złe rzeczy" które wyprawiał ich syn.
        totalnie straciłam do niech szacunek...zaufanie..chec do kontaktów...mam
        nadzieje że w poniedziałek nie stworza sytuacji abym była zmuszona
        im o tym przypominać !!!( oni nie wiedza problemu ale to juz mnie nie
        nie obchodzi tak bardzo jak kiedyś)
        i to sie dzieje teraz na prawde!!!!

        paaa
    • misbaskerwill Re: A ja się przyzwyczajam... 20.01.07, 19:05
      ...do myśli, że będę się z synem przez następne 3 lata tak spotykać, jak do tej
      pory (słowa żony), czyli raczej nie spotykać.
      Że, za sprawą niezwykle zawziętej i zakłamanej małżonki, czekają mnie wyjątkowej
      urody kąpiele błotne w sądzie.
      Oraz że lepiej to raczej już było niż będzie.

      I wiecie co?
      Do wszystkiego można się przyzwyczaić.
      Ale jakoś tak mi smutno.
      Przecież w miarę zdrowy jestem, nie głoduję, nawet jeszcze mam samochód, bo żona
      wciąż nie chce dzielić majątku ani nawet zabrać swoich rzeczy od pół roku... A
      wszystkim mówi, że to ja je złośliwie przetrzymuję (superpomysł, tyle że z
      pudłami nie mieszka się zbyt fajniewink).
      Jak mówią pesymiści - gorzej już być nie może. Jak mówią optymiście - ależ może,
      może!

      Porzuciłem nadzieję na szybkie i spokojne zakończenie tej sprawy. Nie jestem
      pewien, czy dożyję do jej zakończenia. Ale jak umrę, to mnie to już w sumie nie
      będzie ruszaćwink. Tzn. w ogóle się nie będę ruszać. I nic mnie nie będzie ruszać.
      Chyba, że robaczki.

      I tym optymistycznym akcentem, życzę miłego wieczoru.
      • der1974 Re: A ja się przyzwyczajam... 21.01.07, 02:34
        Misiek jakoś mało optymistyczny ten akcent. Pozdrawiam. Zapewniam Cię, że nie
        wszystko stracone a sytuacja będzie się zmieniać jak w kalejdoskopie.
      • tricolour Spakowałbym rzeczy żony... 21.01.07, 15:01
        ... w zgrabne kartony. Wysłałbym list za zwrotnym potwierdzeniem odbioru, w
        którym prosiłbym o zabranie rzeczy w ciągu miesiąca. Po tym terminie wystawiłbym
        te kartony na Allegro (ze szczegółowym opisem zawartości) za złotówkę w stanie
        "takim jakim są". Poinformowałbym o tym żonę.

        Gdyby nie było zainteresowania, to oznaczałoby, że są nic nie warte (dla żony,
        bo nie chce wziąć, a dla innych, bo nie chcą kupić) - i pojechałyby na
        wysypisko, na co wziąłbym kwit.
        Gdyby ktoś je kupił, to uzyskaną kwotę wysłałbym przekazem na rzecz małżonki. I
        na to byłby kwit.

        Miałbym porządek z rzeczami i w papierach.
        • alexolo Re: Spakowałbym rzeczy żony...HIIII 21.01.07, 15:04
          radykalne !!!!!ale dobre rozwiązanie...miś bądź
          niedzwiedziem...ryknij...albo nie miałcz na ten temat więcej
          pozdrawiam!!!!
    • alexolo miś 21.01.07, 09:33
      misiek..
      a czy ty nie możesz zapakować kartony...uprzedzic byłą że jedziesz i
      wyładować jej je przed drzwiami ...ucinajac spekulacje?


      • crazyrabbit Re: miś 21.01.07, 09:56
        Niezły pomysł alexolo smile ale wydaje mi się , że misiowi raczej obce są
        rozwiązania radykalne. On za poczciwy jest smile
        Misiu buziaki ****
        • alexolo Re: miś 21.01.07, 10:46
          ale mi nie chodzi o niegrzeczne zrzucenie rzeczy pod drzwi...a
          jedynie o podwiezienie ..kartonów do domu zony....aby nie jęczała i
          nie opowiadała głupot znajomym... jesli miś za wrażliwy...można o
          pomoc poprosić owych znajomych,,,co na zawsze utnie spekulacje w
          sprawie przetrzymywania rzeczy!!!
          miś..oczyść atmosfere..pokaż że jesteś ok.. skoro zalezy ci na opini
          innych ..
      • misbaskerwill Re: :)) 22.01.07, 09:46
        alexolo napisała:
        > a czy ty nie możesz zapakować kartony...uprzedzic byłą że jedziesz i
        > wyładować jej je przed drzwiami ...ucinajac spekulacje?

        Dawno bym to zrobił. Dlatego żona ukrywa obecny adres pobytu (i co za tym
        niestety idzie, adres pobytu dziecka). A sąd... jej w tym w zasadzie pomaga.
        Choć nie używam przemocy, nie jestem pijakiem, nawet nie palę itd. itp.
        Ale matka-Polka w sądzie chyba zawsze ma rację.
        • misbaskerwill Re: P.S. 22.01.07, 09:48

          A wariant Tri jest bardzo interesujący.
          Zastanowię się nad tymwink
          Jeszcze podatek od tej złotówki będę musiał zapłacić, bo żona na pewno naśle na
          mnie skarbówkęwink.
          • libra22 Alexolo 22.01.07, 10:28
            Podziwiam i zazdroszczę. Nie cierpię remontów, nie znam się na nich, a
            chciałabym. Obawiam się jednak, że się nie nadaję. Nawet nie mam chęci. A
            powinnam wykonczyc ścisny wokół okien po ich wstawieniu. brrrrrrr
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka