Dodaj do ulubionych

Zebrałam się na odwagę...

23.01.07, 21:38
No właśnie, zebrałam się na odwagę i zgodnie z wszelkimi wymogami Tri-tykiety
chciałabym się przedstawić i dołaczyć do szanownego grona forumowiczówsmile Na
forum jestem obecna, biernie bo biernie ale jestem, od jakichś dwóch lat. W
tym czasie udało mi sie przeżyć rozstanie z mężem, rozwód, jakieś trzy
przeprowadzki a obecnie "bawię się" w podział majątku. Moja historia była
równie banalna i schematyczna jak wiele tu przedstawionych, czyli on, ona i ta
trzecia. Na początku było makabrycznie, a teraz... Teraz na pewno jest inaczej
i w jakiś sposób lepiej, choć doły bywają czasami rozmiarów kopalni
odkrywkowej węgla brunatnego w Bełchatowie. Lektura forum wspierała mnie w
wielu ciężkich i trudnych momentach, ale nie mogłam się przełamać i zacząć
funkcjonować jakoś bardziej aktywnie. Teraz próbuję, ale dalej jest to dla
mnie terra incognita, więc jakby coś to proszę o wyrozumiałość.
Obserwuj wątek
    • alexolo Re: Zebrałam się na odwagę... 23.01.07, 21:49
      odwagi ...wierze że bedzie co raz lepiej ..czego Tobie i sobie
      życze!!!!!
    • maza15 Re: Zebrałam się na odwagę... 23.01.07, 21:50
      Witaj!Jak czytam,to jesteś tu znacznie dłuzej niz ja...
    • phimamdosc ależ mi głupio.. 23.01.07, 21:56
      nie przywitałam się, ręki nie podałam, buziaków w policzki nie było.
      historie życiowe nieopowiedziane kwitną gdzieś na manowcach, kurczę no..
      mam zacząć od początku czy kajanie się i worek pokutny wystarczy? smile

      witaj, Betuana smile Mistrzu smile
      • betuana Re: ależ mi głupio.. 23.01.07, 22:13
        Myślę, że akurat na tym forum to czerwone, koronkowe stringi wystarczą... znaczy
        zamiast tego workasmile
      • tatiana44 Re: ależ mi głupio.. 23.01.07, 23:25
        to i mnie nieswojo,ze wkradłam sie do Was znienacka..
        witajcie,bawie sie z Wami w Klubie Porzuconych Serc od kilku miesięcy, miło mi z
        Wami to zle powiedziane..bo zbyt przezywam wszystkie Wasze smutki,
        ale jestescie dla mojej zastraszonej przez meza despotę osoby jak balsam,jak
        spa albo inne ukojenie..
        reszta o mnie wyłoni się,myslę w trakcie..oczekiwania na rozprawę rozwodową.
        Juz za miesiąc
    • marek_gazeta Re: Zebrałam się na odwagę... 24.01.07, 08:25
      Dwa lata i wciąż doły? Podejrzewam, że wciąż - sama - to przeżywasz. Wyjdź do ludzi, a trybiki forumowej machiny wciągną Cię i już nie wypuszczą.
      • betuana Re: Zebrałam się na odwagę... 24.01.07, 08:50
        Doły to już bardziej egzystencjalno-depresyjne, a nie rozwodowesmile Z
        perspektywy czasu jestem zadowolona, że stało sie jak się stało, choć ze
        związku wyszłam bardzo pokiereszowana psychicznie i z depresją. Ludzi mam wokól
        siebie całkiem sporo, choć ci najbliżsi niestety w znacznym oddaleniu.
        • ataona Re: Zebrac się na odwagę... 24.01.07, 09:14
          >marek_gazeta:
          Dwa lata i wciąż doły? Podejrzewam, że wciąż - sama - to przeżywasz. Wyjdź do
          ludzi... <

          Marku, moze Tobie latwiej poszlo/przeszlo.
          Ja jestem ponad 2 lata po rozstaniu z mezem (nie mieszkamy razem, on mieszka z
          kochanka i dzieckiem, ktore sprawili sobie w trakcie romansu biurowego. Wtedy
          to wlasnie musiala zapasc decyzja aby wyprowadzil sie z naszego domu.
          Oczywiscie byly rozmowy, prosby itp)
          Ty chyba (!) tez radziles kiedys, zeby w takich sytuacjach nie przeciagac,
          tylko "walizki i wynocha" (przepraszam - to tak skrótowo)
          Bardzo, BARDZO to przezywalam (przezywam), cierpienie, rozpacz... wszyscy
          znacie to uczucie bólu.
          Zwlaszcza, ze nasze malzenstwo - tak myslalam i tak tez uwazal-mowil moj maz
          jest (teraz juz bylo) wspaniale i udane.
          I wlasnie, Marku minely te 2 lata i dopiero teraz POWOLI zaczynam dojrzewac do
          mysli aby doszlo do rozwodu (moj maz o tym nie mysli "bo ma wazniejsze sprawy
          na glowie"
          Swiadomie CALKOWICIE odizolowalam sie od niego, jego pieniedzy, kontaktow z nim
          (nawet telefonicznych)
          Mam przyjaciol, rodzine, ludzi wokol. Nie zamykam sie , rozmawiam... ale i tak
          wraca ból.
          Dzięki Wam jest on ZNACZNIE mniejszy
          • marek_gazeta Re: Zebrac się na odwagę... 24.01.07, 09:24
            Czy ja wiem? Długość okresu "smutku i żałoby" to kwestia indywidualna - zależy od tego, jak mocno się kochało drugą osobę, jakie łączyły nas wspomnienia, a także od scenariusza i stylu rozstania. A także od tego, czy w otoczeniu znajdą się trzeźwo patrzące na sytuację osoby, które coś podobnego przeszły. Myślę, że nie można generalizować, że np. jak ktoś szybko wyszedł z depresji, to nie kochał. To zależy od wielu rzeczy.

            Ja bardzo przeżyłem rozwód, ale obecnie jestem w stanie w miarę normalnie funkcjonować - tzn. życie w zasadzie mi się podoba. Okres beznadziei chyba się skończył, choć bywa ciężko.

            Co do rozstania, wydaje mi się, że natychmiastowe wywalenie faceta w takiej sytuacji pozwala stanąć na nogi znacznie szybciej. Gorzej i dłużej cierpią "żyjące w rozkroku", czekające cierpliwie, aż facet się opamięta i wróci na łono kochającej i cierpiącej małżonki. Tyle, że na cierpieniu i poczuciu winy niczego się nie zbuduje.

            No ale po tym, jak się dowiedziałem, że najładniejsza dziewczyna z mojej klasy w ogólniaku, w dodatku dobrze zarabiająca, samodzielna i inteligentna, czekała w ten sposób na męża pół roku po odkryciu, również wielomiesięcznej, zdrady (a mąż się w tym czasie "zastanawiał"), już nic mnie nie dziwi.

            Wydaje mi się też, że - mówiąc prostacko - na depresję u kobiety trzeba po prostu nowego chłopa smile Ale nic na siłę.
            • betuana Re: Zebrac się na odwagę... 24.01.07, 09:38
              > Wydaje mi się też, że - mówiąc prostacko - na depresję u kobiety trzeba po
              pros tu nowego chłopa smile
              I vice versasmile
              Zgadzam sie z Tobą, że okres żałoby jest rzeczą bardzo indywidualną i nie można
              siły uczuc oceniać po tym, czy ktoś wcześniej czy później stanął na nogi. Mnie
              zajęło to dość dużo czasu, ale u mnie niestety dodatkowym utrudnieniem jest
              depresja, która pojawiła się jeszcze przed rozpadem związku. Rozstanie i rozwód
              były tylko przysłowiowym "gwoździem do trumny". Dzięki przyjaciołom, lekom i
              psychoterapii powoli zaczynam żyć (właśnie "żyć" a nie tylko w
              miare "funkcjonować"), choć do pełnej normalności raczej mi jeszcze dalekosmile.
              A co do stylu rozstania, to zawsze będę pamietać odpowiedź mojego ex na prośbę,
              żebyśmy rozstali się z klasą: "twoje pojęcie klasy różni się od mojego pojęcia
              klasy", co obecnie wszyscy nasi znajomi potwierdzająsmile
            • ataona Re: Zebrac się na odwagę... 24.01.07, 09:45
              smile))
              >Ja bardzo przeżyłem rozwód, ale obecnie jestem w stanie w miarę normalnie
              funkcjonować - tzn. życie w zasadzie mi się podoba.
              Okres beznadziei chyba się skończył, choć bywa ciężko.<

              Ja tez "lubie życ"
              Jestem pogodna i wesola.
              I mam nadzieje, (chce!), aby okres beznadziei tez sie skonczyl.
              A nawet mam juz mysli, ze nawet dobrze sie stalo, bo widocznie te kilkanascie
              wspolnych lat bylo falszem (moj maz doskonale potrafi grac kazda role, a przede
              wszystkim manipulowac ludzmi. A tak naprawde to dopiero teraz rozumiem , ze
              chyba ma ogromny kompleks. Bo jest piekny, przystojny, inteligentny bardzo
              (doskonale o tym wie - jego mama od lat przy kazdym spotkaniu o tym mowi
              jakiego cudownego ma syna(jedynaka) - I tak jest w rzeczywistosci) Ale mimo
              tego wszytkiego nie chcial go jego wlasny ojciec. Po prostu odtracil go, mimo
              ze nie ma innych dzieci (taki egoista)
              I chyba tym sprawil mu krzywde (gdzies tam w podswiadomosci, bo tak to raczej
              zadowolony i to BARDZO jest z siebie moj (poki co jeszcze ) mąż.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka