Dodaj do ulubionych

O emocjach będzie mowa

16.03.07, 09:43
Jak sobie z nimi radzicie?
Potrafię zapanować nad myślami, nad swoim zachowaniem. Potrafię sobie
logicznie tłumaczyć i ironicznie podśmiewać z siebie i sytuacji. Także siebie
krytykować.
A potem przychodzi taka noc jak dziś - z trzęsącymi się rękami, ściśniętym
żołądkiem, wymiotami, koszmarami gdy już zasnę...okazuje się, że to o czym
"nie myślę" gdzieś tam jednak siedzi, wyłazi w nocy i dusi.

Na terapię chodzę od dwóch miesięcy... za krótko, żeby liczyć na zmiany? Moim
zdaniem poza chwilowym wygadaniem się nic nie daje sad
Wolałabym nie wracać do psychotropów ale zaczynam nabierać przekonania, że
innego wyjścia nie ma.
Obserwuj wątek
    • betuana Re: O emocjach będzie mowa 16.03.07, 09:58
      Niestety, emocje są moją piętą achillesowąsad Co z tego, że świetnie sobie
      radzę, że zwykle z każdej sytuacji znajduję wyjście, że wiekszość ludzi, którzy
      mnie znają postrzega mnie jako usmiechniętą, zadowoloną z życia i pewną siebie,
      jeśli tak naprawdę to wszystko co tłumię w sobie i skrzętnie ukrywam przed
      całym światem w którymś momencie wyrywa się na wolność i sprawia, że nie jestem
      w stanie wstać z łóżka, a każde działanie okupione jest potwornym wysiłkiem z
      mojej strony. Od ponad roku funkcjonuję na antydepresantach i chodze na terapię
      i mogę powiedzieć jedno: jest lepiej niż było, ale przede mną dalej droga długa
      i kręta. Zmieniam się i widać te zmiany, ale jest to bardzo powolny proces. Nie
      wiem kiedy będę mogła zrezygnować z leków, ale skoro one zapewniają mi jakąś
      względną normalność to nie mam zamiaru grać herosa, bo i tak ze zbyt wieloma
      rzeczami muszę walczyć na co dzień.
    • marie.walewska Re: O emocjach będzie mowa 16.03.07, 10:00
      Hej biedaku! Na skutki terapii jeszcze troche wczesnie. Ona nie bez kozery nazywa sie dlugoterminowa.
      Im bardziej cos w sobie chowasz tym silniej wylazi zazwyczaj, czasem tak po prostu jak u Ciebie - jak
      tylko poluzujesz cugle zasypiajac to sie przedziera na wierzch, ale to dobrze - wiesz, ze boli, wiesz co
      boli mozesz leczyc. Czasem jak bardziej zepchniesz wylazi urazami kregoslupa albo innymi
      "cielesnymi" sprawami i wtedy jest niedobrze, bo nie ma sie jak dobrac do dranstwa. Jesli nie chesz brac
      prochow to przemysl - przegadaj z terapeutka czy dasz rade fizycznie. Zazwyczaj jesli masz tyle woli
      by sie bronic przed powrotem do lekow (nie mowie o leku przed nieznanym gdy ktos nigdy nie mial do
      czynienia a bajek sie nasluchal) to masz i sile by bez nich przetrwac. Zreszta zawsze sa jakies
      rozwiazania - moze lekkie prochy na sen, zebys fizycznie zmeczona nie chodzila, moze naswietlania
      przeciwdepresyjne (solarium lub takie slonce jak teraz tez duzo daja wink, a moze tak zwana terapia
      interwencyjna dodatkowo? To taki szybki cykl 2-3 spotkan np. gdzie terapeuta uczy Cie jak oswoic
      strach, jak sobie poradzic z konkretnym problemem, jak ustawic relacje z dzieckiem, matka itd. To nie
      jest terapia, ktora ma sie dogrzebac do zrodla, tylko warsztaty uczace jak sobei radzic. Powodzenia i
      trzymaj sie big_grin
    • z_mazur Re: O emocjach będzie mowa 16.03.07, 10:03
      Chwilowe pogorszenia nastroju to norma, może wydarzyło się coś ostatnio w Twoim
      życiu co obudziło wspomnienia i uruchomiło emocje.

      Dwumiesięczna psychoterapia to jeszcze bardzo krótko, ja zacząłem odczuwać
      pierwsze efekty po chyba 6 miesiącach. Pigułki pomagają szybciej, ale IMHO nie
      ma sensu się w nie pakować przy chwilowym pogorszeniu nastroju. O nawrocie
      depresji można mówić po co najmniej 2 tygodniowym okresie pogorszenia nastroju.
      Niestety depresja rzeczywiście ma tendencje do nawrotów. Ile czasu minęło od
      zakończenia farmakoterapii i ile trwała?
    • menab Re: O emocjach będzie mowa 16.03.07, 10:10
      To potem słabnie.Ja do dziś od czasu do czasu odczuwam taki ścisk w żołądku.Juz
      Ci pisałam,że bałabym się brać psychotropy.Masz ludzi obok bliskich i w nich
      masz oparcie.Nie jesteś sama.
      • a.niech.to Re: O emocjach będzie mowa 17.03.07, 19:38
        menab napisała:

        > bałabym się brać psychotropy.
        Psychotropy nie są jakąś negatywnie nacechowaną grupą leków. Nie ma powodu ich
        się obawiać. Wszelkie wieści na temat uzależnień są grubo przesadzone.
    • fiducia_32 Re: O emocjach będzie mowa 16.03.07, 10:25
      Witaj, niestety na emocje najlepsze lekarstwo jest stare jak swiat...czas...
      Terapia tez jest bardzo pomocna. Moja trwa dopiero 3 miesiac i tez nie czuje
      jeszcze jej skutkow, ale przynajmniej daje mi wiare ze bedzie lepiej, mam
      poczucie, ze cos robie dla siebie. Chce sie poznac, bo moze dzieki temu pozwole
      w koncu komus poznac mnie. Terapia daje mi poczucie bezpieczenstwa i
      sterownosci wlasnym zyciem.
      Te nasze emocje to troche jak z przeziebieniem. Kiedy dopada, mamy katar,
      kaszel, goraczke takie fizyczne dolegliwosci. Sa noce kiedy wydaje sie, ze juz
      nie damy rady. Po kilku dniach jest lepiej i znowu przychodza sily by zyc. I
      zyjemy dalej swoim rytmem. Ale przeciez nastepne przeziebienie tez nas
      dopadnie, predzej czy pozniej. I tez minie. Z tymi emocjami jest tak samo....:-
      )
    • nierozumiem Re: O emocjach będzie mowa 16.03.07, 10:26
      Skutki terapii przyszły po roku smile
      Po półtora roku jestem innym człowiekiem....panuję nad emocjami...słucham siebie...

      Ale podczas były chwile zwątpienia...czy to dobra droga...ale była to droga do
      wnętrza siebie...i powiem jedno....WARTO BYŁO smile

      Cierpliwości...wink
      • a.niech.to Re: O emocjach będzie mowa 17.03.07, 19:42
        nierozumiem napisał:

        > Cierpliwości...wink
        Święte słowo. Dodam drugie: AKTYWNOŚCI, szczególnie tam, gdzie pojawiają się
        lęki. Wyjście im naprzeciw pomaga.
    • misbaskerwill Re: O emocjach będzie mowa 16.03.07, 13:02
      > Na terapię chodzę od dwóch miesięcy... za krótko, żeby liczyć na zmiany? Moim
      > zdaniem poza chwilowym wygadaniem się nic nie daje sad

      Moim zdaniem, prawie każde leczenie jest leczeniem objawowym. Rzadko kiedy daje
      się zwalczyć same przyczyny - albo to zabieg drastyczny, albo mało skuteczny.
      Większość środków leczy objawy, takie jak katar, kaszel, ból, a nie jego przyczyny.
      Są po to, by odciążyć organizm i pomóc mu w ten sposób samemu zwalczyć chorobę.
      I tak to wygadanie się - to pierwszy krok, by jakoś wyjść z tego stanu w którym
      jesteś.
      Małymi krokami, najpierw określasz problem, dopiero potem z niego wychodzisz -
      zajmując się ważniejszymi sprawami w życiu i pozostawiając coraz mniej miejsca
      na deprechę.
      Moim zdaniem, tego nie da się zwalczyć czy wyciąć. Trzeba więc jakoś obejśćsmile.

      Życie jest piękne, mamy tylko jedną szansę, by je przeżyć.
      A im mocniej dostaliśmy w tyłek, tym łatwiej potem odnaleźć ukryte piękno chwil.

    • wiona11 Re: O emocjach będzie mowa 16.03.07, 13:26
      Rozwodnico, przeżywasz traumatyczny moment. W skali stresu rozwód jest wyżej od
      śmierci osoby najbliższej. To się MUSI WYBOLEĆ. Musi. To są naturalne emocje.
      Daj sobie do nich prawo. I korzystaj ze wszystkiego, co może złagodzić stres.
      Ja łykam leki. Pomaga. A moją najlepszą terapeutką jest mama. Tak. Aż sama
      jestem zdziwiona, że w czasie rozwodu tak się zbliżyłyśmy. Święta kobieta. Jak
      potrzebuję, dzwonię do niej codziennie, a ona wytrzymuje moje nastroje. Bardzo
      mi to pomaga. Ostatnio więcej mam równowagi, nie muszę jej zamęczać, ale jakby
      przyszły ciężkie dni wiem, że mogę dzwonić. Uwaga i serdeczność najbliższych,
      to się sprawdza.
      • rozwodnica Re: O emocjach będzie mowa 17.03.07, 10:01
        No u mnie mama skupiła się na SWOIM problemie ze mną sad
        Wstyd jej za mnie, nie potrafi się odnaleźć, był moment, że straszyła mnie
        samobóstwem...
        Macie rację, wyłazi to wszystko nad czym próbuję racjonalnie zapanować sad
    • cosmopszczolka Re: O emocjach będzie mowa 17.03.07, 16:52
      Nad zranionymi uczuciami nie da sie zapanować w miesiac lub dwa. Ze mnie
      zchodzi to w postaci łez, gdy juz totalnie ogarnia mnie żal, bezsilność, brak
      kontroli nad tym co sie dzieje z drugiej strony. Czasem myśle, ze juz
      wypłakałam wszystko, po czym za jakis czas znowu fontanna. Ale chce zeby ze
      mnie to zeszło, nie chce na siłe tego chować, kumulować. Niech sie wyleje i
      zagoi, zamiast przejść w stan przewlekły i nie dać wyzdrowiec. Mam to ogromne
      szczeście że w tych najkoszmarniejszych chwilach cały czas nie jestem sama,
      jestem z rodzicami, mam ich wsparcie i miłość. W samotności wychodzi sie z tego
      o wiele gorzej....sad.. Ale jak piszą nasi bardziej zaawansowani forumowicze
      czas leczy....smile
      • a.niech.to Re: O emocjach będzie mowa 17.03.07, 19:46
        cosmopszczolka napisała:

        > W samotności wychodzi sie z tego
        >
        > o wiele gorzej....:
        Jasne. Nawet wygadanie się przed kimś, kto łapie piąte przez dziesiąte też
        przynosi ulgę. Nasze potwory się kurczą.
    • crazyrabbit Re: O emocjach będzie mowa 17.03.07, 19:48
      Nie chodzę na terapię , nie łykam antydepresantów , nawet ostatnio alkoholu do
      zapijania smutków w lodówce nie mam.
      Czy to normalne? Nie śmiejcie się , ale jak czytam że prawie wszyscy się czymś
      wspomagają , a ja nie , to się zastanawiam czy ja jestem normalna? No bo może
      tylko mi sie wydaje , że sobie radzę sama , a tak naprawdę świruję i nie jestem
      tego świadoma?
      Jestem taka silna psychicznie , czy jestem tak pozbawiona uczuć?
      Cholera , mam o czym mysleć....
      • panda_zielona Re: O emocjach będzie mowa 18.03.07, 12:20
        crazyrabbit napisała:

        > Nie chodzę na terapię , nie łykam antydepresantów , nawet ostatnio alkoholu
        do
        > zapijania smutków w lodówce nie mam.
        > Czy to normalne? Nie śmiejcie się , ale jak czytam że prawie wszyscy się
        czymś
        > wspomagają , a ja nie , to się zastanawiam czy ja jestem normalna? No bo może
        > tylko mi sie wydaje , że sobie radzę sama , a tak naprawdę świruję i nie
        jestem
        >
        > tego świadoma?
        > Jestem taka silna psychicznie , czy jestem tak pozbawiona uczuć?
        > Cholera , mam o czym mysleć....

        Kurczę,Króliczku nawet nie wiesz jak bliskie mi jest to co napisałaś.Ale ja
        myślę,myślę i czasami łeb mi pęka od myślenia.
        • crazyrabbit Re: O emocjach będzie mowa 18.03.07, 14:39
          Dobrze , że nie jestem sama z tym problemem.
          Mam czasem doły i dołki , ale dość szybko przechodzą - ostatnio bardzo pomogli
          mi forumowi przyjaciele smile
          Staram się nie myśleć za dużo , bo jak zaczynam analizować swoją sytuację to
          właśnie jak napisałaś - łeb mi pęka.
      • marie.walewska Re: O emocjach będzie mowa 19.03.07, 14:53
        crazyrabbit napisała:
        > Nie chodzę na terapię , nie łykam antydepresantów , nawet ostatnio alkoholu do
        > zapijania smutków w lodówce nie mam.
        > Czy to normalne? Nie śmiejcie się , ale jak czytam że prawie wszyscy się czymś
        > wspomagają , a ja nie , to się zastanawiam czy ja jestem normalna? No bo może
        > tylko mi sie wydaje , że sobie radzę sama , a tak naprawdę świruję i nie jestem
        > tego świadoma?
        > Jestem taka silna psychicznie , czy jestem tak pozbawiona uczuć?
        > Cholera , mam o czym mysleć....
        Ja sie pod Twoim postem moge podpisac smile Czesciowo. Czasem mam dolki, ale glownie na tle
        rzeczywistosci zewnetrznej - jak mi rece opadaly przy przepisywaniu na siebie kredytu, jak kolejna
        absurdalna malzonowa awantura, z ktorej nic nie rozumiem. Ale potem sie otrzasam jak pies z wody.
        Moze u mnie to troche inaczej przebiega, bo dla mnie rozstanie oznaczalo zycie? Koniec leku, paralizu
        spowodowanego strachem, jakiegos takiego wewnetrznego skulenia sie w sobie. Jak juz wstalam i
        zrzucilam z siebie ciezar, to juz bylo generalnie latwiej i lepiej. I czasem tylko zadaje soebie pytania - a
        moze ja go nigdy nie kochalam? a moze w ogole uczuciowosc wyzsza u mnie nie wystepuje?... Choc
        racjonalnie absurdalne sa we mnie. Ale emocji takich, zeby mna ciskalo nie ma odkad sie go nie boje.
    • emde74 Re: O emocjach będzie mowa 17.03.07, 20:06
      bo i jest tak jak piszesz. rozum jedno, emocje (zwłaszcza wieczorem i w nocy) to
      drugie. terapia jest potrzebna, a 2 miesiące to zdecydowanie za krótko, by dała
      rezultaty. zwłaszcza jeśli jesteś "na świeżo" z tematem rozwodu. psychotropy na
      tym etapie wskazane. przechodziłam przez depresję, więc wiem. ale nie za długo,
      bo uzależnią. po terapii i prochach przyjdzie czas, często wymuszony, że
      powiesz: dość, poradzę sobie bez. i to będzie ten czas. ale trzeba tego chcieć i
      pracować nad sobą, co jak widzę, nie jest Ci obce. mądrze. dasz radę. pomalutku,
      ale dasz. trzeba tylko czasu. dla jednych więcej, dla drugich mniej. oby dla
      Ciebie mniej. M.
    • nangaparbat3 terapia 17.03.07, 20:34
      Tak mi sie przypomnialo, sprzed wielu lat, sprzed Exa.
      Mieszkalam z pewny przedexem dosc długo, bylo róznie, potem sie zrobiło
      naprawdę dobrze, zanosiło sie na ślub, i wtedy - nagle - z godziny na godzinę -
      calkowita zmiana, jakby inny czlowiek. Umowiłam sie z dobrym - podobno -
      psychiatrą czy psychoterapeuta-lekarzem, bo podejrzewałam sie o urojenia na tle
      zazdrosci i zupelnie swirowalam. Poszlam. Zobaczyłam chudziutkiego,
      bladziutkiego, znerwicowanego mlodzieńca, ktory wzbudził we mnie uczucia
      opiekuncze i cheć niesienia pomocy. Pogadalismy, umowilismy sie na za dwa
      tygodnie. W tym czasie dowiedzialam sie od przedexa, że wrocila do niego milość
      jego zycia, ktora parę lat wczesniej rzucila go i wyszla za innego. I przedex
      zwariował.
      Tak.
      Przez tydzień nie jadlam i nie spałam, po tygodniu poszłam do mojego
      psychoterapeuty. Powiedziałam mu, co sie wydarzylo. Przeraził się i koniecznie
      chciał mi przepisać jakieś prochy. Podziekowalam. Powiedzialam: a moze by tak
      jakie witaminy, skoro nie nic jem?
      Przepisal.

      Opowiadam te historię, bo wydaje mi sie zabawna. I mimo wszystko jestem za
      terapią. Dwa miesiace to i dużo, i mało. Sporo, żeby poradzić sobie z samym
      wydarzeniem. Niewiele, zeby zmienić cos w sobie głebszego, decydujacego o
      naszym zyciu, ale bedącego w nas samych, nie na zewnatrz.
    • akacjax Re: O emocjach będzie mowa 18.03.07, 07:02
      Dobrze, że chodzisz na terapię, gdyby jednak było za ciężko lepiej wspomóc się lekami.
      A to, co napisałaś:
      > Potrafię zapanować nad myślami, nad swoim zachowaniem. Potrafię sobie
      > logicznie tłumaczyć i ironicznie podśmiewać z siebie i sytuacji.

      To nie są emocje-to jest tłumienie emocji, racjonalizowanie.
      Złości trzeba dać ujście, ale nie przez ironię, ale gdzieś ją wykrzyczeć-ot tak terapeutycznie może raz na tydzień pod wiaduktem po którym dudni pociąg, szumią auta? Albo tłukąc z hukiem talerze, osobiście polecam by był hałas i jakiś ruch, wysiłek, konieczność użycia siły(byle nie na kimśsmile

      Skoro bliscy zawodzą, potepiają, chcą zamienić role, wygaduj się tutaj, do oporu.
    • rozwodnica Re: O emocjach będzie mowa 19.03.07, 14:43
      Rzadko się zjawiam.
      Ledwo daję radę wpaść i poczytać.

      Dzięki za mądre słowa, choć pewnie to już tak jest, że w pewnych momentach
      człowiek ma zakuty łeb i argumenty nie trafiają.

      Do tego, żeby się komuś wypłakać w kołnierz trzeba mieć jednak predyspozycje.
      Ja mam chyba problem z okazywaniem słabości. Z tego powodu zrobiłam z męża
      pantoflarza, co z kolei sprawilo, że małżeństwo stało się dla mnie jakimś
      koszmarem, a że nie potrafię o tym mówić...to nie mówiłam i wszystko się
      rozleciało. Cóż za piękne błędne koło.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka