Jak sobie z nimi radzicie?
Potrafię zapanować nad myślami, nad swoim zachowaniem. Potrafię sobie
logicznie tłumaczyć i ironicznie podśmiewać z siebie i sytuacji. Także siebie
krytykować.
A potem przychodzi taka noc jak dziś - z trzęsącymi się rękami, ściśniętym
żołądkiem, wymiotami, koszmarami gdy już zasnę...okazuje się, że to o czym
"nie myślę" gdzieś tam jednak siedzi, wyłazi w nocy i dusi.
Na terapię chodzę od dwóch miesięcy... za krótko, żeby liczyć na zmiany? Moim
zdaniem poza chwilowym wygadaniem się nic nie daje

Wolałabym nie wracać do psychotropów ale zaczynam nabierać przekonania, że
innego wyjścia nie ma.