abbess
17.04.07, 13:39
Zawsze myślałam, że życie trzeba brać takim, jakie jest i stawić czoła każdej
sytuacji. Wierzyłam, że jestem w stanie poradzić sobie z każdym problemem. I
niestety - radziłam sobie. Kiedy zastałam męża w jednoznacznej sytuacji z
facetem w naszym mieszkaniu - bolało. Wszystko jednak chciałam zrozumieć,
pragnęłam pomóc. Usłyszałam, że tylko mnie kocha i chce być ze mną. Wysłałam
do psychologa, zagłębiłam się w problem homo- i biseksualizmu. Tolerowałam
filmy porno o wiadomej tematyce. Tylko, że mój mąż chyba ma większe
skłonności w tamtym kierunku. Seks był raz na miesiąc i to zawsze ze
wspomaganiem filmami porno. Kazałam zrobić badanie na HIV - w porządku. Pod
tym względem zresztą byłam go pewna, bo zawsze był hipohondrykiem i nigdy nie
narażał się na niebezpieczeństwa. Mąż był przy mnie, ale często jakby
nieobecny. Dużo spał, zajmował się sobą, był opryskliwy, egocentryczny,
wymagający, rzadko bawił się z dzieckiem. Na moją prośbę - owszem, ale sam
nie wychodził z inicjatywą żeby jej poczytać, czy pobawić się dłużej. Rok
temu chciałam odejść. Znów to samo: "kocham Cię, jestem nikim bez Ciebie,
jesteś dla mnie wszystkim, bez Ciebie nie mam po co żyć". Już wtedy go nie
kochałam i bez problemu mogłam odejść. Przeczekałam jednak rok. Poznałam
miłość swojego życia - nigdy nie miałam większej pewności, że jestem dla
kogoś stworzona, a ktoś dla mnie, choć jestem bardzo ostrożna w sądach.
Pokochał także moje dziecko. Odchodzę, odfruwam z mojej celi na skrzydłach!
Ktoś rozkuł zardzewiałe kajdany i choć mam ślady na przegubach jestem
najszczęśliwszą kobietą na ziemi! Nie dbam o przeszłość. Teraz jest mój czas.
To on wyznacza przyszłość.