Nie byłam oryginalna - tak jak połowa rodaków wybrałam się na wielką majówkę.
Tylko ja i Młoda kontra góry (plus tabuny innych poszukiwaczy przygód, ale to
już szczegół). W skutek rozmaitych splotów okoliczności trafiłam też w
miejsce, gdzie niegdyś spędzałam pierwsze wspólne wakacje z ex. I co? I nic :-
) Żadne demony nie wyglądały zza rogu, nic mi się z dawnymi czasami nie
kojarzyło. Czyżby proces zdrowienia? Pewnie tak. Choć jeszcze mi się nieraz
były czkawką odbije.
Nie pierwszy raz spędzałam wakacje sama z córką. Ale po raz pierwszy
rozkoszowałam się tym, że jesteśmy tylko we dwie, zamiast się smucić, że we
troje byłoby lepiej. Ja naładowałam akumulatory na najbliższe miesiące, a
dziecko zakochało się w górskich szlakach na zabój.
Ale miło do Was wrócić

Pozdrawiam,
cathy