Dodaj do ulubionych

Operacja "Zapomnienie"

18.05.07, 22:46
czytajac watek Operacja "powrot"..pomyslalam sobie ile u mnie trwalo to
zapominanie..i czy podswiadomie czekalam na jakies znaki od exa..i jak dlugo
to trwalo...rozpamietywanie..sluchanie Flinty i Zaluje ze cie znalam...na
poczatku i Kasi Groniec z Dzieki..pozniej..
czy jesli sie jest pewnym ze to koniec, mozna sobie jakos pomoc.?..a moze
przyspieszyc..co trzeba wyrzucic z serca, zeby o tym nie myslec..
ja mam to juz za soba...a tak mi sie nasunela taka refleksja...
Obserwuj wątek
    • e07 Re: Operacja "Zapomnienie" 18.05.07, 23:26
      Może wynajdowanie sobie coraz to nowych zajęć?
      • anula36 Re: Operacja "Zapomnienie" 18.05.07, 23:28
        ja tam uwazam ze po smierci zwiazku, jak po smeirci czlowieka - trzeba odbyc swoista zalobe, nei zaprzeczac,nie przyspieszac, nie zapominac na sile- potem wroci smutek ze zdwojona sila. Odcierpiec swoje i zaczac nowe zycie.
        • ivone7 Re: Operacja "Zapomnienie" 18.05.07, 23:38
          masz racje..ale czasami wiesz ze zwiazek umiera ale ludzisz sie...moze lepiej
          by brzmialo jak pozbyc sie zludzen..
          bo to jak w glowie masz obrazy, ze on moze zrozumie...moze wyjasni...to ciezko
          pogodzic sie ze smiercia zwiazku i oddac sie zalobie..
      • ivone7 Re: Operacja "Zapomnienie" 18.05.07, 23:34
        mnie osobiscie pomogla swiadomosc czegos nieodwracalnego..i to ze mialam mloda
        i wlasnie zadania, cele..
        a jesli ktos nie ma dzieci..?
        i nie widzi sensu..
        • pszczolkalodz jak nie masz dzieci 18.05.07, 23:48
          zaczynasz uciekac w prace, kupujesz mieszkanie, zmieniasz samochod,
          remontujesz, urzadzasz... wszystko po to by na chwile zapomniec, cieszyc sie
          ale przez moment, zabijasz w sobie to potforne poczucie "zdrady". Codziennie
          wstajesz i mowisz sobie ze bedzie lepiej, ale blokada ktora jest w tobie nie
          chce puscic. Zaczynasz "wychodzic" do ludzi, bo rozsadek mowi "powinnas, swoje
          zycie widziesz realnie, ale do wyboru masz: rodziny z dziecmi, albo tzw
          singlych, o troche innych priorytetach niz ty. W koncu umawiasz sie i... zawsze
          jest cos nie tak, zaczynasz analizowac slowa czy to co slyszysz to "prawda" czy
          znowu stek klamstw i.. zawsze "tych klamstw" doszukasz, bo jakos tak sie
          dzieje ze porownujesz innych do tego ktory zranil i boisz sie zaufac na nowo. A
          najgorsze jest to ze masz ta swiadomosc chcesz zyc inaczej a nie mozesz.
          Tymbardziej ze wiesz ze nie ma odwrotu... ech takie tam moje przemyslenia
          • ivone7 Re: jak nie masz dzieci 18.05.07, 23:55
            bo wlasnie jak ratowac zwiazek to jakis tam schemat jest..
            musza chciec dwie osoby, terapia, poprawa komunikacji, metody radzenia sobie ze
            stresem..i to ciagle staranie o zwiazek..
            a moze wymyslic schemat pozbywania sie...no tak naprawde czego...milosci?
            czy zastapienie milosci nienawiscia przyspieszy...smierc zwiazku?
            • pszczolkalodz chyba nie ma innej rady 19.05.07, 00:07
              jak czas, odpowiednia wylana ilosc lez, odpowiednia "tona" wypowiedzinych zali
              do przyjaciol, odpowiednia ilosc wypitych % i w koncu ... pogodzenie sie z tym.
              Nie przeskoczymy tych etapow tak mysle. Przyspieszanie ich tylko rani kolejne
              osoby. Ale przyjdzie taki dzien kiedy wstaniemy rano i szczery usmiech zawita
              na naszych ustach, powietrze nie bedzie juz tak geste i ludzie beda "normalni"
              I to tez jest prawda niezaprzeczalna. Na poczatku tej drogi to sie wydaje
              nierealne ale TAK SIE DZIEJEsmile)
            • cathy_bum Re: jak nie masz dzieci 21.05.07, 13:21
              ivone7 napisała:

              > a moze wymyslic schemat pozbywania sie...no tak naprawde czego...milosci?
              > czy zastapienie milosci nienawiscia przyspieszy...smierc zwiazku?
              Mnie się wydaje, że zastąpienie miłości nienawiścią powoduje, że to wszystko
              tylko dłużej w nas tkwi. Bo nadal ex budzi gorące uczucia, każde zetknięcie z
              nim powoduje falę emocji. Dla mnie nienawiść to takie krzywe zwierciadło
              miłości.
              Nie lubię swojego ex. Budzi we mnie całą gamę niemiłych emocji.uncertain Nie ma we
              mnie chęci odpuszczania win za wszelką cenę. I powiem szczerze - niech się buja
              ze swoimi próbami "zaprzyjaźnienia się".
              Ale nie chcę zapiekać się w złości, urazach. Dla siebie, nie dla niego. Bo
              inaczej ex będzie stale obecny w moim życiu przez kolejne lata. Wiem, że i tak
              jakoś będzie - w końcu jest ojcem Młodej. Ale marzę, żeby dla mnie był tylko
              jej tatą, niczym więcej.
              Przede mną jeszcze długa droga, żeby osiągnąć wewnętrzny spokój. Ale staram
              sięsmile Moje sposoby na "zapominanie"? Delektuję się drobnymi przyjemnościami,
              na które nie było miejsca przy exie. Maluję paznokcie na głupie kolory - bo on
              uznawał tylko delikatny brąz. Zabieram Młodą na rozmaite wycieczki bliższe i
              dalsze, do teatrów. Wreszcie mam na to czas. Wreszcie wolne chwile nie
              przeciekają mi między palcami, bo planuję je sobie sama.
          • pszczolkalodz sorki :powinno byc potWorne 19.05.07, 00:23
            • anula36 Re: sorki :powinno byc potWorne 19.05.07, 00:33
              czlowiek to nie cyborg- ma prawo sie szarpac, miec watpliwosci, probowac ratowac itp.tak gdzie wchodza w gre uczucia nie da sie wszystkiego wyliczyc z matematyczna precyzja.
              Moze wystarczy pozwolic sobie byc niedoskonalym i takim sie polubic?
              • ivone7 Re: sorki :powinno byc potWorne 19.05.07, 00:43
                jasne, tylko jak sobie w tym wszystkim pomoc?
                • anula36 Re: sorki :powinno byc potWorne 19.05.07, 01:03
                  antydepresantami
                  terapia
                  rozmaitymi zajeciami ( patrz post psszczolkilodz)
                  poglaskaniem samej siebie po glowie
                  modlitwa tez moze byc - jesli jestes wierzaca oczywiscie ( to zupelnie serio)
    • a.niech.to Re: Operacja "Zapomnienie" 19.05.07, 07:21
      Warto też rozróżnić to, co było, od tego, co być miało. Następnie rzutować
      wizję rozwoju wypadków miłosnych w przyszłość w oparciu o znane realia. Do
      poduszki można poczytać coś o żonach alkoholików, choćby ex był zdeklarowanym
      abstynentem.
      • a.niech.to Re: Operacja "Zapomnienie" 19.05.07, 08:44
        Jeszcze jedno: żyć wyłącznie obecnym dziem, i następnym, i następnym. Nie
        wracać myślą w przeszłość, nie wybiegać w przyszłość.
        • a.niech.to Re: Operacja "Zapomnienie" 19.05.07, 11:49
          Zachowywać przekonanie, że rozwód jest wyborem mniejszego zła i godzić się na
          tego konsekwencje.
          • cosmopszczolka Re: Operacja "Zapomnienie" 19.05.07, 12:23
            > Zachowywać przekonanie, że rozwód jest wyborem mniejszego zła i godzić się na
            > tego konsekwencje.

            Jak pogodzić sie z rozwodem, którego sie nie chce, nie wnosiło sie o niego, jak
            uporać sie z porzuceniem.... Wymyślam zajęcia, ale to takie oszukiwanie samej
            siebie. Nie wiem kiedy wyschnie wreszcie to jezioro łez..., czasem brak juz sił
            i kolejna operacja"zapomnienie" przegrana.
            • a.niech.to Re: Operacja "Zapomnienie" 19.05.07, 14:24
              Jaki sens miałoby trwać przy kimś, kto sobie tego nie życzy? Co dobrego
              zyskalibyśmy w takim układzie?
              Wiem, ból i tak pozostaje.
              • cosmopszczolka Re: Operacja "Zapomnienie" 19.05.07, 14:44
                Masz racje pozostaje ból, ja dodam od siebie że pozostaje również ogromne
                rozgoryczenie - typu "nauka to potęgi klucz" Jaś się uczył, się uczył i
                został... klucznikiem, ja byłam tylko dla niego i zostanę ...rozwódką!.
                • pszczolkalodz Re: Operacja "Zapomnienie" 19.05.07, 15:36
                  jest takie powiedzenie ze "do tanga trzeba dwoja" niestety jesli jedna strona
                  nie chce to nawet jabysmy paznokciami sciane drapaly, wszystkie wlosy wyrwaly
                  to nie mamy szans. Ja wyszlam z zalozenia, ze musze zrobic WSZYSTKO dla
                  ratowania malzenstwa. Slowo WSZYSTKO miescilo w sobie wiele emocji, ponizen,
                  dzialan, nic sie dla mnie wtedy nie liczylo, honor, nic .... i dzis wiem ze
                  zrobilam WSZYSTKO i jakos latwiej mi jest, nie obracam w glowie mysli, ze moze
                  gdybym cos innego zrobila to byloby inaczej. I tobie tez tak radze bo kochac
                  bedziesz ale czy chcesz zyc nie bedac kochana? Nie sadze. Na pewne rzeczy nie
                  mamy wplywu i jedyne osoby ktore mozemy zmienic to my sami, niestety
                  • a.niech.to Re: Operacja "Zapomnienie" 19.05.07, 15:49
                    pszczolkalodz napisała:

                    > jedyne osoby ktore mozemy zmienic to my sami
                    I w to czasami powątpiewam. Skłaniam się ku opcji samozakceptowania z
                    kapciami.smile
                  • marek_gazeta Re: Operacja "Zapomnienie" 20.05.07, 22:25
                    Walka o małżeństwo do ostatniego żołnierza?

                    Sam to ćwiczyłem, ale w pewnym momencie zostałem bez wojska i przyszło skapitulować smile
                    • aron95 A jak zmienić swój typ ? 20.05.07, 22:55
                      Ciągle się łapię ma tym że szukam kobiety typu Ex od strony czysto fizycznej .
                      Juz doszłem ze sobą do konsensusu wsprawie koloru włosów i karnacji ale figura
                      siedzi mi w głowie . co z tym zrobić ??
                      • ivone7 Re: A jak zmienić swój typ ? 20.05.07, 23:08
                        skoro dla ciebie u kobiety liczy sie figura, kolor wlosow..i to jest priorytetem
                        to nie ma ratunku..
                        nie wiem czy wspolczuc...hihi..
                        • aron95 Re: A jak zmienić swój typ ? 20.05.07, 23:24
                          Chyba Cię kac męczy .
                          Napisalem ze kolor włosów jest obojetny . Figura tak - nie jest - ale chce to
                          zmienić . To jeszcze nie oznacza że figura to wszystko . "Gwiazdy" mnie tez nie
                          interesują
                          • ivone7 Re: A jak zmienić swój typ ? 20.05.07, 23:31
                            nie mierz mnie aron swoja miara...kac mnie nie meczy..
                            sam napisales, ze figura podobna jak u ex...
                            szkoda mi ciebie, ze po prostu nie wazny charakter...tylko figura...i nie musi
                            byc gwiazda..hihi..


                            • aron95 Re: A jak zmienić swój typ ? 20.05.07, 23:40
                              Własnie charakter najważniejszy idący w parze z figura .
                              Gwiazdy cholera co chwile trafiam .
                              • 374.4w Re: A jak zmienić swój typ ? 21.05.07, 10:34
                                charakter najważniejszy idący w parze z figura .


                                niezła para, będą żyli długo i szczęśliwie
                                • ivone7 Re: A jak zmienić swój typ ? 21.05.07, 12:57
                                  czego oczywiscie zycze z calego serca hihi...
                                  • aron95 Re: A jak zmienić swój typ ? 21.05.07, 14:28
                                    Poważny dylemat a Wy się nabijacie .
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka