Dodaj do ulubionych

Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać???

30.05.07, 02:26
Oto jest pytanie.. Pytanie, które zadaję sobie od prawie roku... Zadaję je
sobie pomimo obustronej "pracy" nad związkiem , pomimo terapi rodzinnej,
pomimo starań... Zadaję je sobie, kiedy budzę sie w środku nocy - tak jak
dzisiaj-zadaję, kiedy wraca tzw stan paranoidalny smile) kiedy jakaś ściszona
rozmowa przez telefon czy sms pobudza wyobraźnię (a ona niestety ciągle
działa- zdecydowanie mniej niż na początku-ale jest). Dlaczego pomimo, ze
jest dobrze, wcale nie jest dobrze? Czy wytrzymam, albo ile jeszcze wytrzymam
z własnymi "zjawami"?
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 30.05.07, 04:45
      Marcelko, jesli to Twoje wlasne zjawy, to terapia rodzinna nie wystarczy.
      Tak tez sobie mysle.... Kiedys kiedys byłam bardzo zazdrosna, te zjawy latały
      za mna jak wsciekłe, a zwiazek (na szczęście) skończył się tym, czego sie
      najbardziej bałam. I chodzi za mna taka myśl: czy nie ja sama przypadkiem do
      takiego konca doprowadzilam? Czy to nie jest tak, ze gdy za bardzo sie czegos
      boimy, sami to cos sciagamy?
      • menab Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 30.05.07, 07:46
        Teoretycznie autosugestia może zdziałać cuda.Zarówno na pozytywne skutki jak i
        negatywne.Należy jednak rozgraniczyć chorobliwą zazdrość od sygnałów
        niepokojących, które często stają się realne.Mój ex był tak zazdrosny, że z
        czymś takim nie można było funkcjonować.Wiem co znaczą wieczne kontrole i
        sprawdzenia.To jest choroba.Czujesz się ubezwłasnowolniony w swoim własnym
        domu, dom przestaje być azylem...Marcelko, jeśli to tylko Twoje zjawy to uwierz
        mi, ta druga strona nie będzie umiała z nimi walczyć.
        • marcelka38 Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 30.05.07, 15:12
          Tak, tylko rok temu ta zjawa miała całkiem realny kształt.. Nie wzięła sie z
          niczego. Chorobliwa potrzeba kontrolowania była wynikiem czegoś, co sie
          wydarzyło.. Przedtem przez wiele lat tego nie było, byłam ponad, ba byłam
          pierwszym krytykiem takiego postępowania. Policzek za własną pychę???
          Najbardziej przerażaja mnie jednak nie te zachowania paranoidalne (których
          zresztą mam świadomość- co jest istotne w sensie psychologicznym smile), ale
          uczucie, które żywię do tej "zjawy" (ładnie powiedziane, a ciągle nasuwają się
          całkiem inne wyrazy). Zdaję sobie sprawę, że niewłaściwa osoba, że to do męża
          powinnam kierowac żale, że to z nim mieszkam pod jednym dachem.. A ja
          obsesyjnie ukierunkowałam całą plataninę meganegatywnych uczuc w stronę tej
          osoby, ktora poniekąd stała się największa ofiara naszego konfliktu. Czego mam
          pełna swiadomość, ale nie mogę sie wyzbyć. Moje uczucia do niej w jakimś sensie
          kłóca sie z dotychczasowym sysytemem wartości- i to mnie przeraża. Wiem, że
          zaraz odezwą się głosy - że dlaczego, że przeciez to nie ona winna. bo..itp.
          Dla mnie niestety to ona w tej chwili stanowi "worek treningowy" (w myslach
          tylko oczywiście) i az boję sie myśleć co będzie. Wielokrotnie zastanawiałam
          się dlaczego? Dlaczego tak jest, dlaczego tak czuję, dlaczego??? Nie wiem, nie
          umiem odpowiedzieć,bo żadne wytłumaczenie nie wydaje się być bliskie. Czy ktos
          jeszcze tak ma czy to tylko moje?
          • menab Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 31.05.07, 08:24
            Jasne, że stracone zaufanie nie pozwala myśleć inaczej i nasza czujność zostaje
            wzmożona.Chciałam Ci tylko uzmysłowić, że zazdrość może zniszczyć wszystko co
            jest między ludźmi.Nie przeczę, że masz powody do podejrzeń, jednak jeśli
            zdecydowałaś się trwać w tym związku to albo musisz oddzielić to kreską i
            zacząć od nowa, albo nic z tego nie będzie.Zdaję sobie sprawę, żę to jest
            niezmiernie trudne i ból ciągle będzie wracał, ale z czasem coraz
            słabiej.Zresztą na wszystko trzeba czasu.Powodzenia.
    • verita75 Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 30.05.07, 09:30
      To samo pytanie i ja sobie zadaję od prawie roku. I cieszę się, że o tym
      napisałaś, bo już się niepokoiłam, czy to ze mną coś nie tak. Czy ja taka
      zawzięta może jestem? Przecież zdecydowałam się na to by dać nam szansę. A mimo
      to nie potrafię ciągle zaufać. I nie potrafię ciągle odpuścić tego co już było.
      Wciąż, przez tyle miesięcy prześladuje mnie to. Budzę się często w nocy z tą
      myślą. Kiedy dopadnie mnie jkieś wspomnienie wciąż mnie to ogłusza i łzy stają
      w oczach. Wciąż nie chcę w to uwierzyć.
      Wiem, że to mój problem. I w końcu idę do psychologa sama. Dotychczas
      chodziliśmy razem na terapię. I czuję, że dużo dała ta praca nad nami. Ale dała
      nam. A mnie niekoniecznie. My lepiej sobie radzimy ale ja w pewnych sprawach
      ciągle stoję w miejscu i nie mogę ruszyć.
      I zaczynam już mieć nawet wyrzuty sumienia, że już tak długo, że już tak dobrze
      a ja ciągle stwarzam problemy...
      • kasiar74 Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 30.05.07, 09:34
        jak to czytam to cieszę się że jestem sama i nikt nie może mnie tak boleśnie
        zranić, to o czym piszecie to cena wybaczenia, sama nie wiem czy warto,
        naprawdę..
        • rozwodnica Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 30.05.07, 10:09
          A ja myślę, że warto. Głównie dla siebie, bo to NAS gdzieś tam wewnątrz drąży
          ten paskudny robal.
          Tylko chyba łatwiej jest wybaczyc komuś niż sobie samemu sad

          Ale chciałam właściwie z innej beczki - te demony, autosugestia. Wybaczyłaś i
          dręczy Cię zazdrość i niepewność krótko mówiąc. A gdybyś nie wybaczyła możliwe,
          że dręczyłoby Cię "co by było gdyby".
          Ja obawiam się, że jesli moje dziecko przyniesie pierwszą dwóję, obleje maturę,
          wleje koledze w przedszkolu albo ugryzie babcię - ja już zawsze będę się
          zastanawiać czy to aby nie jest konsekwencja mojej decyzji. A od tego już tylko
          krok do myślenia, że mogłam coś lepiej, więcej, bardziej sad

          Jak widzisz każdy ma swoje lęki, więc walcz ze swoimi ale nie warto myśleć, że
          w innej sytaucji by ich nie było. Rozwód, kryzys małżeński, to wszystko
          sprowadza nas na ziemię w jednej zasadniczej kwestii - nic nie jest dane na
          zawsze. Bądź z siebie dumna, że walczysz, że wzniosłaś się ponad swoją dumę i
          próbujesz sklejać. Moim zdaniem to na pewno nie jest czas stracony, jakikolwiek
          będzie finał.
      • marcelka38 Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 30.05.07, 15:14
        smile) skąd znasz moje myśli??? smile))
        • marcelka38 Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 30.05.07, 15:17
          marcelka38 napisała:

          > smile) skąd znasz moje myśli??? smile))
          to bylo do verity75, ale coś mi się nie tak kliknęło
          • verita75 Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 30.05.07, 15:43
            Czytając Ciebie też mam wrażenie jakbym czytała o sobiesmile.
            Ja też byłąm daleka od takich stanów paranoidalnych. W życiu nie byłam
            zazdrosna, niepewna nas. Gdzie tam! Byłam przekonana o naszej wyjątkowości i o
            wyjątkowości tego człowieka. A tu proszę, szybki i bolesny upadek na ziemię.
            I to ciężko zaakceptować. Bo czuję teraz niepewność, jestem nazbyt dociekliwa,
            może i czasem podejrzliwa a gdzieś w śwodku coś krzyczy: halo! to przecież nie
            JA. Ja przecież byłam zaufaniem. To co się teraz dzieje ze mną daleko odbiega
            od moich "naturalnych" standardów.
            Ale w takim razie, skoro obie, a pewnie i nie tylko my, czujemy podobnie to
            widocznie taka kolej rzeczy. Trochę to pociesza, przynajmniej tak bardzo nie
            będę wątpić w mój stan umysłu. Rozumiem co przechodzisz i dobrze wiedzieć, że
            ktoś rozumie co przechodzę ja.
            • marcelka38 Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 30.05.07, 16:00
              Oczywiście, że same w sobie takie uczucia sa normalne. Tyle, że wydawało mi
              się, że to zdecydowanie szybciej minie, że wystarczy ładnie nazywając "zadbać o
              relacje". A tu niestety. "Wraca" zupełnie znienacka, i "drąży". Mowia - nie
              myśl, nie szukaj, nie zastanawiaj się.. Przez moment tak robię, a później nagle
              fobia wraca ze zdwojona energią sad(. Rozmawiałam kiedys o tym z pewną znaną mi
              osobiście terapeutką (bradzo dobra zresztą) i pytałam czy możliwa jest odbudowa
              takiego zaufania, jak bylo na poczatku.. Czy zna takie przypadki?.
              Odpowiedziała: "Teoretycznie (sic!!) tak. Ale wymaga bardzo dużo czasu i bardzo
              dużo starań zwłaszcza tej strony, która zawiodła". A ja czasami odnosze
              wrażenie, że mój mąż chciałby, żebym na raz dwa wymazała z pamięci i nie
              wracała do tego, nie myslała, o mówieniu nie wspomnę (to powinien byc temat
              tabu). A ja jestem żywa istotą - nie komputerem - nie nacisnę DEL i nie zniknie
              to z mojej pamięci - tak jak zniknęła z komputera ich korespondencja.
              • verita75 Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 30.05.07, 22:15
                Taka funkcja DEL w mózgu przydałaby sięczasem w życiusmile. Ja cały czas z kolei
                marzę o gumce, która potrafiłaby TO zmazać. Bo już jestem autentycznie zmęczona
                tą wiedzą, pamiętaniem, czuciem. Chciałabym choć na chwilę zapomnieć, oderwać
                się. Nie czuć. Wiedziałam, że bedzie ciężko, ale też miałam nadzieje, że po
                takim czasie będzie dużo lżej. Ostatnio usłyszałam od naszej terapeutki, której
                mówiłam o tym zmęczeniu, o tym że nie chcę czuć, pytanie: jakie mam inne
                wyjście. I uświadomiłam sobie z cała mocą tej myśli, że nie mam. Musze to
                przeżyć. Z nim, czy bez niego, ale muszę. Nie ucieknę od uczuć. Od niego, od
                związku mogłabym, ale to nie to. Bardzo mnie ta wizja braku wyjścia
                przytłoczyła. Te słowa wciąż we mnie siedzą.
                Co do zaufania to tak naprawdę już nie chcę nikom ufać tak jak kiedyś. Bo ja
                ufałam ślepo, bezkrytycznie. Mierzyłam inych swoją miarą. W pewnym momencie
                bardziej ufałam ( a raczej wmawiałam sobie, że ufam) jemu niż sobie. Niż temu co
                widziałam. Ale chciałabym wiedzieć, że są ludzie, którym się udało zaufać na
                tyle by mieć spokój. Taki spokój, którego mnie na razie brak.

                Mój mąż też chciałby bym zapomniała. Bym już nie cierpiała. Dlatego juz miewam
                wyrzuty sumienia. Bo nie zapominam. Bo boli. Mimo wszystko. On próbuje stawić
                czoła rozmowom, moim uczuciom. To nowość w naszym związku. I tylko kolejna myśl,
                nie daje czasem spokoju: dlaczego dopiero teraz jest taki...?
                • mary171 Re: Verita 30.05.07, 22:35
                  Ciesz sie, ze docenia i pokazuje to Tobie. Mój nie docenił (lub cały czas
                  kłamał co boli jeszcze mocniej) i zostawił mnie po ponad dwóch tygodniach. A ja
                  chcialam mu wybaczyc.Nawet ni ma odwagi przyznać sie ze wrocił do niej. A
                  wrocił, bo dlaczego inaczej by odszedł. I nie chce na razie rozmawiac,
                  wyjaśniać. A mineły dwa tygodnie. Widze ze to nie jest juz człowiek którego
                  pokochałam, ale i tak nie rozumiem i nie potrafię kochać. Ty bardziej ze przez
                  jakis czas jak mu wybaczyłam widziałam w nim mojego dawnego męża. I teraz
                  cierpie. Więc doceń, że mąż sie stara. Nie wracaj do tamtego. Ja wracałam i
                  teraz żałuję i płaczę.
                  • verita75 Re: Verita 31.05.07, 08:57
                    Mary ja doceniam co mam i cieszę się, że moja historia potoczyła się w tę
                    stronę. Mój mąż wie, że widzę wszystkie dobre zmiany jakie w nim zaszły i całą
                    jego ciężką pracę. Niemniej jednak ciężko jest nie wracać i przestać myśleć o
                    tym co się stało. Bo się stało dużo i pewnie trzeba długiego procesu by się z
                    tym uporać. Psycholog mi uświadomiła, że to pewnego rodzaju żałoba. Bo sporo
                    straciłam.

                    Ale czytam Twoją historię i zdaję sobie sprawę, że gdyby moja skończyła się w
                    taki sposób cierpiałabym podobnie. Bardzo mi przykro, że tak Ci źle.
                • menab Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 31.05.07, 08:19
                  On próbuje stawić
                  > czoła rozmowom, moim uczuciom. To nowość w naszym związku. I tylko kolejna
                  myśl
                  > ,
                  > nie daje czasem spokoju: dlaczego dopiero teraz jest taki...?

                  Ktoś mi tu kiedyś powiedział, że być może coś złego musiało się stać, aby potem
                  było lepiej...
                • marcelka38 Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 31.05.07, 08:29
                  OOO gumka to też moja smile)) Moze porozmawiamy na gg albo na privie? Bo
                  przerabiamy podobny schemat niestety..
                  • verita75 Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 31.05.07, 09:03
                    Marcelko priv jak najbardziej! Też mi potrzeba takich rozmów.
                    A co do gg to wstyd przyznać. Nie mam i jakoś do mnie nie przemawiasmile)
    • aron95 Wiecej wiary i miłości 30.05.07, 10:15

      Wiara nie jest drogą wyjścia z kłopotów małżeńskich.
      Wiara to droga przez małżenskie kłopoty .
      A miłość?
      Jest jak chleb-każdego dnia trzeba ją wyrabiać na nowo .
    • fankaaa Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 30.05.07, 15:17
      Zanim uznasz,że nie możesz wytrzymać ze zjawami i że powinnaś koniecznie i to
      natychmiast coś z tym zrobić, spróbuj potraktować SIĘ łagodnie i zastanowić,
      czy one zawsze były ? I czy zawsze były takie natrętne jak teraz ?
      Bo jeśli wcześniej ich nie znałaś,to jest to po prostu reakcja na zdradę. I nie
      da się tu nic zrobić na zawołanie. Jeśli najbliższa Ci osoba zawiodła Twoje
      zaufanie, to odzyskanie go trwa, i powinny być tego świadome obie strony.
      Radosne branie wszystkiego za dobrą monetę nijak się ma do tego, co przeżyłaś.
      Masz prawo nie ufać i masz prawo oczekiwać zrozumienia tego stanu.
      • mary171 Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 30.05.07, 17:56
        Moje potrzeby jako osoby wybaczającej zdradę nie zostały zrozumiane. A może nie
        chciał aby były zrozumiane. I odszedł.... A ja cierpię, cholernie cierpię...
        • em120777 Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 30.05.07, 18:07
          oj jak ja Cię rozumiem ... crying(
    • kurka_wodna2 Re: Czy zacznę ufać, czy przestanę kochać??? 30.05.07, 22:50
      Witam
      To co przeżywasz jest encyklopedycznym opisem zespołu szoku pourazowego i jako
      taki powinien być prowadzony przez specjalistę.
      Nie ma znaczenia, czy to trauma, czy ból powypadkowy czy też pobicie, udział w
      cudownym ocaleniu z tragedii-to one pozostawiły tak głęboki ślad w psychice.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka