Dodaj do ulubionych

czy obojetnosci można sie nauczyć

13.06.07, 17:49
to w sumie kontynoacja poprzedniego mojego watku"wspomnienia"

ale czytając jakąś wypowiedx tricolour'a uswiadomiłam sobie ż e stan
obojetności do osób ,które nas skrzywdziły...był by dla mnie idealny!!!!!
czy można sie go nauczyc ...czy nad tym jakoś pracować ...czy raczej
jest to umiejetnosc ...której ja niestety nie posiiadam?
Obserwuj wątek
    • turzyca Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 13.06.07, 18:31
      Mysle, ze mozna sie tego nauczyc. Trzeba tylko zmienic nieco nastawienie do
      zycia - nabrac takiej troche stoickiej filozofii.
      Na pewno wzrostowi obojetnosci sprzyja nieprzypominanie sobie tamtych sytuacji.
      • anula36 Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 13.06.07, 18:51
        mysle ze wprost przeciwnie - im bardziej cos przemyslane,przerobione, swojskie, tym mniej budzi emocji.
        • turzyca Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 13.06.07, 20:30
          ok. poprawka.
          przemyslane - tak. ale bez rozdrapywania. raczej "zachowal sie tak i tak" niz
          "jak on mogl mi to zrobic! a potem powiedziec tamto, a potem tak na mnie
          popatrzyyyyl!"

          o to mi chodzilo.
    • tricolour Nauczyć to chyba nie... 13.06.07, 19:16
      ... ale można taki stan osiągnąć traktując eksa jak osobę obcą. Pamiętać, że
      kiedyś nas łączyło wiele, a teraz łączy tylko tyle, że jest rodzicem naszego
      dziecka.

      Dla mnie nie ma znaczenia czy moją córkę rodziła Rysia, Krzysia czy Marysia.
      • menab Re: Nauczyć to chyba nie... 13.06.07, 20:41
        > Dla mnie nie ma znaczenia czy moją córkę rodziła Rysia, Krzysia czy Marysia.

        Eee chyba tak nie jest, bo wiesz kim jest matka Twojego dziecka.
      • maza15 Re: Nauczyć to chyba nie... 13.06.07, 20:47
        Obojetnośc można osiagnąć wraz z upływajacym czasem.
        Nic tego nie przyśpieszy,nauczyć się nie mozna.
        Nic nie da jak powiemy sobie "od dziś ex jest dla mnie obca osobą".
        To samo musi przyjśc.
        Tak myśle...
    • z_mazur Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 13.06.07, 19:36
      To nie jest kwestia nauczenia, to jest pewien proces, który może doprowadzić do takiego stanu, jak obojętność wobec tej drugiej osoby.
      Niektórym to się udaje innym nie i zatrzymują się na pewnym etapie tej drogi.


      Jednym z elementów tego procesu jest wybaczenie tej drugiej osobie. Dopóki będziesz czuła do tej drugiej osoby żal i pretensje, tak długo będzie to wywoływało w Tobie emocje, czyli de facto nie będziesz obojętna.
      • ivone7 Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 13.06.07, 19:54
        madrze napisales z mazur...pospisuje sie pod tym..
      • chalsia Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 13.06.07, 22:58
        > Jednym z elementów tego procesu jest wybaczenie tej drugiej osobie. Dopóki
        będz
        > iesz czuła do tej drugiej osoby żal i pretensje, tak długo będzie to
        wywoływało
        > w Tobie emocje, czyli de facto nie będziesz obojętna.

        uważam, że wybaczenie drugiej osobie nie jest niezbędnym elementem dojścia do
        obojętności wobec tejże osoby.
        Chalsia
    • kakoc Re: alexolo... 13.06.07, 20:55
      lekturka obowiązkowa...@!
      • mary171 Re: alexolo... 13.06.07, 21:30
        Tez tak uwazam. Nie mamy nawet rozwodu, skrzywdził mnie, a mimo to ja z nim
        rozmawiam normalnie. Utrzymujemy takie koleżeńskie kontakty. Moja rodzina
        uważa, że jestem głupia i naiwna, że powinnam z nim nie rozmawiać,
        nienawdzidzić. Ale ja nie chcę, bo to zniszczyłoby mnie. Mamy dziecko,
        chciałabym zachować w miarę normalne kotakty. Myślę jeszcze, cierpię, pytam
        dlaczego. Ale im wiecej o tym myślę, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że i tak
        by się nam nie udało. Za bardzo się poróżniliżmy w pewnym momencie. A ja nie
        chcę reszty żytcia spędzić jako smutna. skrzywdzona i zgorzkniałą młoda "stara"
        kobieta. Mam synka, swoje życie i chcę z Tego korzystać, Bez gniewu i
        nienawiści.
        • alexolo Re: alexolo... 13.06.07, 21:53
          nie wiem co robił twój ex i jak sie przy tym zachowywał..... za to
          wiem co robił mój....on nie prosił o wybaczenie ani nie przepraszał
          bo nie ma pojęcia że zrobił komuś ktz\rzywde!!!nie mam mu co wybaczać
          bo on tego nie potrzebuje....i nie oczekuje...a ja nie chce, jeszce
          nie pora i czas...
          całe to gadanie " przebacz dla siebie" nie rozumiemn tego... i nie
          widze sensu..


          jednak ja sama w sobie nie nienawidze go....jestem osoba która bbbb
          krótko trzyma urazy...
          to co ex uczynił ..a prze de wszystkim jego postawa...nie daje mi
          wewnetrznego pozwolenia na pzrebaczenie mu w prost....bo jedynie bym
          sie ośmieszyła!!!!co robiłam juz w przeszłości
          wewnętrznie ... bbbb chciała bym zapomnieć ...wyciszyłam sie ...
          powiem tak w sercu ćmi jesazcze miłosc i wspomnienia ...a rozum i
          doświadczenie każe,,,,być zapomnieć ...
          i tą droge obrałam ... czas czas zapomnienie ...i cel..-obojetność
          • mary171 Re: alexolo... 13.06.07, 22:01
            Każdy jest inny i musi wybrać to co dla niego najlepsze. Mi nie jest łatwo, ale
            staram sie żyć własnym życiem. Może dlatego, że wcześniej nie umiałam. I
            zaczynam dostrzegać korzyści tego. Ja też go kocham, ale chyba nienawiść i
            okazywanie tego zniszczyłoby mnie. Ale jedno dla nas wszystkich jest wspólne.
            Trzeba czasu i opadnięcia emocji.
            • z_mazur Re: alexolo... 13.06.07, 22:25
              Na złość i żal trzeba sobie pozwolić i nie utożsamiać tego z nienawiścią, to są normalne uczucia wobec kogoś kto nas zranił.
              Niezależnie czy patrząc obiektywnie ten ktoś zrobił to celowo czy nie, czy miał świadomość, czy nie. Skrzywdził nas i możemy czuć żal i złość.

              A potem powinniśmy wybaczyć i nie chodzi o wypowiedzenie tych słów temu komuś. Wybaczamy dla siebie właśnie, żeby uwolnić się od emocji i zacząć czuć obojętność. Wybaczamy w momencie gdy zrozumiemy, że to co ten ktoś nam zrobił, to albo zrobił to nieświadomie, albo zrobił to, bo jest taki jaki jest. Niezależnie od tego, z którą opcją mamy do czynienia, obie dają nam możliwość wybaczenia temu komuś.
              Ten ktoś nawet nie musi o tym wiedzieć, bo my nie wybaczamy mu dla niego i dla jego dobrego samopoczucia. Jeśli to samopoczucie i tak ma dobre to nasze wybaczenie nie jest mu do niczego potrzebne, a jeśli czuje wyrzuty sumienia i poczucie winy, to sam sobie musi to co zrobił wybaczyć i nasze wybaczenie nie ma nic do tego.

              Innym ważnym elementem wracania do równowagi jest umiejętność wybaczenia samemu sobie. Jeśli coś zrobiliśmy świadomie, to mamy prawo do błędu i możemy sobie ten błąd wybaczyć, a jeśli nieświadomie to też możemy sobie wybaczyć swoją niewiedzę.
              • mary171 z_mazur 13.06.07, 23:13
                Masz rację. Mój mąż właśnie przyjechał dziś do nas na noc (pisałam setki razy w
                innych wątkach, pracuje w innym mieście). On odszedł bo "musimy odpocząć", a
                wcześniej miał romans. Zgodziłam sie aby dzis spał w pokoju synka, a sun ze mną
                ( nie widzłał go). Rozmawialiśmy chwilkę i ja tryskałam energią, powiadałm co w
                pracy i ze świetnie sobie radzę. A on taki przygaszony, ze sobie nie radzie i
                ze zmęczony. Kocham go nadal nic o rozwodzie nie było mowy. Wcześniej dzwonilam
                do niego co chwila, kontrolowałąm go, teraz nie. Nie wiem czy on myślał, że ja
                bez niego będę załamana. Nie wiem o oco mu chodzi, bo nie che o tym rozmawiać.
                Ja tak naparwdę cieprpię, bo chcialabym aby było ok między nami. Ale już wiem,
                że jeśli nie będzie to nie jest koniec świata, że mam swoje życie. Cierpiałąm,
                płakałam (byłam u psychiatry i dostałam lekartwa - diagnoza: trudności
                adaptacyjne). Ale chyba nie jest ze mna tak żle. Mogę tu się wygadać i dzięki
                Wam wiem, że to nie koniec świata. Szkoda tylko, że on tak szybko sie poddał.
                Zresztą ja też dużo błędów popełniłam i chcę się zmienić dla siebie. A może
                tylko udaję, że jestem silna...
            • libra22 Re: alexolo... 13.06.07, 22:25
              Może to "wybaczenie" to bardziej takie puszczenie tych negatywnych emocji,
              które są w nas. Zrozumienie dlaczego tak się stało (np bo to zły facet był,
              niedojrzały itp), zrozumienie czy coś i co było moją winą. I kiedy to nastąpi i
              minie jakiś czas, obojetność przyjdzie sama. Choć ja np jestem obojętna, a
              nawet mam jakieś pozytywne odczucia wobec byłego, ale nadal na poziomie
              świadomości i czasem uczuć mam jakiś tam żal, że to zrobił. Jednak jest on już
              taki "oswojony", nie przeszkadza mi żyć.
              • cathy_bum Re: alexolo... 14.06.07, 10:49
                libra22 napisała:

                > Może to "wybaczenie" to bardziej takie puszczenie tych negatywnych emocji,
                > które są w nas. Zrozumienie dlaczego tak się stało (np bo to zły facet był,
                > niedojrzały itp), zrozumienie czy coś i co było moją winą. I kiedy to nastąpi
                i
                >
                > minie jakiś czas, obojetność przyjdzie sama.

                Mnie chyba taka koncepcja wybaczania jest najbliższa. Ładnie to ujęłaś.
                Ja dałam sobie prawo do wypłakania i wyzłoszczenia się na exa, na życie i cały
                światsmile) Nie chcę, żeby to we mnie tkwiło. Bo wtedy ex nadal będzie w mojej
                głowie stale obecny. Wszak mówi się, że miłość i nienawiść to uczucia zbliżone
                do siebie.
                Co do nauczenia się obojętności. Na wszystko trzeba czasu. Mnie bardzo pomogło
                mocne postanowienie, że bez względu na wszystko będę traktować exa jak obcą
                obojętną osobę. "Zaczarowałam się" wyobrażeniem, że to mój obrzydliwy szef albo
                wredna ciotka-potwora. W każdym razie taka osoba, z którą nie mogę sobie
                pozwolić na wejście w emocjonalne pyskówki. Mogę ją w myślach przypiekać wolnym
                ogniem, ale na "dzień dobry" uprzejmie odpowiem. Chyba pomogło. Ex początkowo
                atakował mnie rozmaitymi "ciekawymi" zagrywkami i tekstami. Trudno mi było nie
                reagować na ewidentne bzury, ale spokojnie tego wysłuchiwałam, co najwyżej
                mówiąc grzecznie, że bardzo proszę aby skończył temat. Bolało. I kosztowało
                wiele łez w samotności. Ale o dziwo z czasem coraz mniejsmile Weszłam w rolę
                obojętnego obserwatora wobec jego poczynań. A i on się wyciszył nie znajdując
                odzewu. Negatywny skutek tego jest tylko taki, że jeśli mi teraz zagra
                nieczysto (głównie w sprawach dziecka), to mi się nawet nie chce języka
                strzępić na wyjaśnienia.
          • chalsia Re: alexolo... 13.06.07, 22:56
            > jednak ja sama w sobie nie nienawidze go....jestem osoba która bbbb
            > krótko trzyma urazy...

            no sorki, ale IMHO stoi to w całkowitej sprzeczności do tego, co piszesz w
            swoich postach
            Chalsia
            • alexolo Re: alexolo... 14.06.07, 15:01
              alez nie .. ja n ie nienawidze,,,nie pałam chęcią
              zemsty!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

              choić on wiele złego mi uczynił ..mi i nie tylko...

              mam żal.. nie4cheć ,,, chce nauczyć sie obojetności..
              ale nie nie nawidze!!!!!!!!
              nienawiśc i cheć zemsty to dla mnie ...ciagłe nekanie przeciwnej
              strony,,, szkodzenie,, pałanie nienawiscią ...wyrzucanie my.sli i
              słów przy byle okazji ...palanowanie masakry ....i smierci
              a ja anie jemu anie nexi anie żadnej z osób nie czynie niec
              złego....tylko milcze...na swieta wysyłam zyczenia....w imieniu dziecka...
              nie jestem nienawistna i pamietliwa ossoba .....no oczywiscie "zła pamieć
              " utrzymuje sie proporcjonalnie do zdazenia!!!!!

              oj szukacie we mnie jakiś demonów i sprzecznosci....
              niczym sie od was nie róznie ...jedynie tym z e mam wieksza potrzebę
              dzielenia sie moimi sprawami ....z wami.....
              woelu z was uzna ż e nie potrzebnie....mi pomaga i to jest
              najwazniejsze....nie dam sie stłamsic i wmówic sobie czego
              kolwiek....stawiam sie a to mysle zdrowy objaw u tak mało
              ASERTYWNEJ OSOBY JAK JA

              HIHI
              • z_mazur Re: alexolo... 14.06.07, 15:10
                Alex, przecież nikt tu Ci nic nie wmawia. Nie wszystkie posty, które pojawiają
                się w Twoim wątku dotyczą Ciebie.
                Po prostu dyskutujemy.
                BTW twoje posty są często przyczynkiem do ciekawych wymian poglądów. smile


                --
                Kobieta nie wie czego chce,
                ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
                • alexolo Re: alexolo... 14.06.07, 16:08
                  ok
    • der1974 Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 13.06.07, 23:22
      Nie można się nauczyć. Ja jednak ciągle nie wierzę w taką absolutną obojętność.
      Nie mam wizji jak Tri, że obojętne mi jest czy dzieci rodziła Krysia, Zdzisia
      czy Marysia. Rodziła je moja była żona, którą wtedy kochałem. Trudno o tym nie
      pamiętać. Nie może to być obojętne, skoro moja córka jest fizycznie kopią mojej
      żony.

      Nie można przekreślić tego co było ani wyprzeć się uczuć, które w nas były.
      Trzeba zrozumieć, że w aktualnym stanie faktycznym zostały one odtrącone,
      odrzucone i uczucia wygasły.

      Nie należy dążyć do obojętności. Akceptowalny jest stan wygaśnięcia miłości i
      pogodzenia się z tym. Do tego wybaczenie jest niezbędne. Łatwiej jest kiedy
      partner, który ranił powiedział przepraszam. Ale to raczej się nie zdarzy.
      wtedy wybaczenie musi mieć kontekst zrozumienia, że każdy ma prawo pokierować
      swoim życiem tak jak chce. Czyli zaakceptować, że odszedł bo tak wybrał. I to
      nie musi wpływać na naszą samoocenę.

      Po prostu bywa i tak, że ktoś kogo kochamy odchodzi. Nie jest powiedziane, że
      kocha się raz w życiu, czy że jest się kochanym raz. Miłość ma wiele aspektów i
      wiele razy może się przytrafić. I każda jest chyba inna i warta żeby ją
      przeżyć.
      • em120777 Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 13.06.07, 23:40
        zastanawiałam się co napisać w temacie ... i der - opisałeś dokładnie moje myśli
        - dzięki

        Ja jestem na takim etapie, że czuję wielką potrzebę wybaczenia. Męczą mnie moja
        złość i żal które się pojawiają w głowie. Pocieszam sie że to się dzieje coraz
        rzadziej, więc chyba jeszcze nie nadszedł ten czas ... inna sprawa, że nie
        wyobrażam sobie calkowicie zobojętnieć wobec wspaniałego (mimo wszystko)
        człowieka, którego wybrałam na ojca swojego dziecka i chciałam mieć z nim tych
        dzieci więcej, chciałam sie z nim zestarzeć i umrzeć trzymając go za rękę ...
        tylko on chyba nie chciał ... crying i to najtruniej zrozumieć takim naiwniakom jak
        ja, bo wierzyłam ze mozna kochać tylko raz ..
        • der1974 Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 13.06.07, 23:45
          Naiwna to jesteś bo przecież to faceci szybciej umierają, więc to Ty mogłaś go
          najwyżej za rękę potrzymać.

          A jak pisał grafoman:

          "Miłość jest zawsze nowa. I bez względu na to,
          czy w życiu kochamy raz, dwa, czy dziesięć
          razy, zawsze stajemy w obliczu nieznanego.
          Miłość może nas pogrążyć w ogniu piekieł
          albo zabrać do bram raju – ale zawsze nas
          gdzieś prowadzi. I czas się z tym pogodzić,
          albowiem jest ona treścią naszego istnienia.
          Jeśli się jej wyrzekniemy, umrzemy z głodu
          pod drzewem życia, nie mając śmiałości,
          by zerwać jego owoce. Miłości trzeba szukać
          wszędzie, nawet za cenę długich godzin, dni
          i tygodni smutku i rozczarowań. Bowiem
          kiedy wyruszymy na poszukiwanie
          Miłości – ona zawsze wyjdzie nam naprzeciw.
          I nas wybawi."
          • em120777 Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 14.06.07, 00:02
            No powiem Ci że mój mąż zawsze twierdził,że dożyje setki, albo ponad więc chyba
            na tym opierałam swe teorie smile Teraz czasem sama się z tego podśmiewam - a
            czasem niestety zdecydowanie mnie to nie bawi ...

            A co do grafomana - ma facet rację tylko czy starczy wiary i siły ..
          • alexolo Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 14.06.07, 15:07
            DAJE DO MYSLENIA
          • emde74 grafoman w poście dera 14.06.07, 17:03
            oj, ja na razie dziękuję za "cenę długich godzin, dni i tygodni smutku i
            rozczarowań"smile...
            ostatni mój - pożal się Bożesmile - "przypadek" (a raczej "wypadek"smile do tego
            doprowadził i ... skutecznie odstraszył w kwestii wyruszania na poszukiwanie
            miłości. wiem, że na jakiś czas, ale mimo to odstraszył. łoj taaaaak...

            ale przypadek ten ma i inny wymiar: można się nauczyć obojętności. ja nawet
            zapomniałam, że ów "przypadek-wypadek" miał być na pewnym służbowym spotkaniu,
            na którym się nie pojawił i gdyby nie inni ludzie z jego firmy, to bym
            kompletnie zapomniała, że miał tam być. nawet koleżanka się spytała: "jest?",
            ja: "kto?", ona: "no ten", ja: "jaki ten?" itd. to chyba jest obojętnośćsmile)
      • chalsia Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 14.06.07, 00:08
        > Nie należy dążyć do obojętności. Akceptowalny jest stan wygaśnięcia miłości i
        > pogodzenia się z tym. Do tego wybaczenie jest niezbędne. Łatwiej jest kiedy
        > partner, który ranił powiedział przepraszam. Ale to raczej się nie zdarzy.
        > wtedy wybaczenie musi mieć kontekst zrozumienia, że każdy ma prawo pokierować
        > swoim życiem tak jak chce. Czyli zaakceptować, że odszedł bo tak wybrał. I to
        > nie musi wpływać na naszą samoocenę.

        dla mnie zrozumienie, akceptacja i wybaczenie to trzy różne rzeczy. By dojść do
        obojętności wystarczył mi czas, zrozumienie tego co się działo/stało i
        akceptacja tych faktów oraz stanu aktualnego. Wybaczenie - takie totalne
        wszystkiego - nie jest IMHO warunkiem niezbędnym.
        Chalsia
        • der1974 Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 14.06.07, 00:38
          Niestety Chalsia wybaczenie jest warunkiem sine qua non.
          • chalsia Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 14.06.07, 13:07
            ja mam swoje zdanie, Ty masz swoje i nie ma szans na obiektywne stwierdzenie,
            czy jest "po Twojemu", czy "po mojemu".

            IMHO totalne wybaczenie WSZYSTKIEGO nie jest konieczne. Przykład - można np.
            wybaczyć, że zdradził i odszedł, ale można przy tym nie wybaczyć, że jak było
            mu źle w związku (zanim zdradził) to kisił w sobie zamiast rozmawiać. I takie
            częsciowe wybaczenie/niewybaczenie nie jest przeszkodą do dojścia do
            obojętności.
            Chalsia
            • z_mazur Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 14.06.07, 13:14
              Miałem się już w tej sprawie nie wypowiadać, bo czuję, że Cię nie przekonam.
              Ale to nei są moje czy dera wymysły z tym wybaczeniem, tylko tak twierdzą
              psychologowie.
              Oczywiście można mówić, że trudno to potwierdzić empirycznie, ale jednak na
              zdrowy rozum:

              Dopóki czegoś nie wybaczysz dopóty masz do kogoś żal o to co Ci zrobił, jeśli
              masz żal (w Twoim przypadku o to że coś w sobie kisił), to znaczy że ta osoba
              wywołuje w Tobie emocje (żal jest emocją) czyli nie jest Ci obojętna.

              Dla mnie właśnie wybaczenie to ten moment, w którym znamy satysfakcjonującą nas
              odpowiedź na to pytanie dalczego ten ktoś zrobił "nam" to co zrobił.
              • chalsia Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 14.06.07, 15:01
                > Dla mnie właśnie wybaczenie to ten moment, w którym znamy satysfakcjonującą
                nas
                >
                > odpowiedź na to pytanie dalczego ten ktoś zrobił "nam" to co zrobił.

                ależ teraz sam sobie przeczysz - bo zrozumieć NIE OZNACZA nie odczuwać żalu.

                Ja mogę świetnie rozumieć i znać odpowiedź dlaczego ktoś kisił czy cokolwiek
                innego co nie ma wpłuwi na to czy czuję/nie czuję żalu.
                Poza tym ja mogę mieć żal za jakieś konretne zachowanie a to nie stoi w
                sprzeczności z faktem, że osoba, która tak postąpiła jest mi obojętna (i tak
                się też wobec niej zachowuję). Np. pani w urzędzie była dla mnie niemiła i mogę
                miec żal do niej za takie zachowanie, niemniej ta pani jest dla mnie osobą
                obojętną i obojętnie do niej podchodzę (czyli mi zwisa).
                Chalsia
                Chalsia
                • z_mazur Re: czy obojetnosci można sie nauczyć 14.06.07, 15:18
                  No i widzisz nie zgadzamy się w podstawowym założeniu.

                  Dla mnie jeśli ktoś wywołuje we mnie emocje (nie ważne, czy pozytywne, czy
                  negatywne) to nie jest mi obojętny.
                  Żal jest dla mnie emocją, więc jeśli ktoś wzbudza we mnie poczucie żalu nie
                  jest mi obojętny. W momencie gdy mu wybaczę, przestanę odczuwać żal. A
                  najlepszą drogą do wybaczenia jest zrozumienie tej osoby.

                  Jeśli wkurza mnie jakaś "pani w urzędzie" to nie jest mi obojętna, bo mnie
                  wkurza. Ale jeśli sobie pomyślę, że po prostu może mieć dzisiaj gorszy dzień,
                  albo po prostu jest głupią nieuprzejmą babą, to mimo, że przez chwię wzbudziła
                  we mnie emocje, to po chwili mi one przechodzą, bo mogę jej wybaczyć to że ma
                  dzisiaj gorszy dzień, albo to że po prostu jest głupia i nieuprzejma, i wtedy
                  ta osoba znowu staje się dla mnie obojętna.
                • alexolo CZY WYBACZENIE TO ZROZUMIENIE? 14.06.07, 15:20
                  BO JA NIE ROZUMIEM...ON NIE UMIAł WYTłUMACZYć ...JA NIE MOGE WYBACZYC
                  ...I KOłO SIE ZAMYKA

                  PO ZA TYM ODKRYLAM COS W SOBIE....ZE STANEM TERAżNIEJSZYM SIE JUZ
                  POGODZIłAM...ale mdla mnie wspomnienia....te milsze..(wycieczki z e
                  znajomymi..rowery) i te w przytłaczajacej większośći złe..

                  i odkryłam z e to ja potrzebuje przebaczenia....ja olka....
                  chce abym ja obecna wybaczyła tamtej mnie z przed 7,6,5,4,3,2 lat...

                  za to ż e na to wszystko pozwalałam...ż e mimo prób wyzwolenia brakowało
                  mi sil ..że sie bałam...ż e mój strach powodował przyzwolenie exa na
                  "wybryki"...jak sobie przypomne te wszystkie sceny ja , ex i
                  kochanka..i moje zachowanie...bryyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy

                  jestem wsciekla na siebie...ja nie moge sie pogodzić że byłam
                  smiesznośćią ...ż e tak długo to znosiłam....
                  mysle ż e dla tego moge pogodzic sie z terazniejszością ..bo od 2
                  lat jestem inna osoba ...udało mi sie!!!!!( i nie chodzi tylko o
                  orzeczenie winy).......ale zostało to zycie tamto...ciagle czuje pietno
                  tamtych lat ...rozwazam teraz coo byłam powinna zrobic ...teraz dużo
                  silniejsza i pewniejsza siebie ...tyle bym zrobiła!!!!!mysle ż e
                  rozwiodła bym sie po 10 miesiacach małżeństwa!!!!!
                  tak jak sobie wybaczyc !!!! nikt by mi tego nie robił gdybymm na to
                  nie pozwoliła!!!!!w moim przypadku miłosc mnie zapedziła do bram
                  piekła.......
                  i jestem zła ż e na to pozwoliłam
                  • z_mazur Re: CZY WYBACZENIE TO ZROZUMIENIE? 14.06.07, 15:26
                    Wiesz co, świetnie że to rozumiesz.
                    Bo właśnie wybaczenie sobie jest najważniejsze,
                    a zarazem niestety najtrudniejsze.
                    Sami dla siebie jesteśmy najczęściej najsurowszymi sędziami.
                  • 13monique_n Re: CZY WYBACZENIE TO ZROZUMIENIE? 14.06.07, 15:32
                    Bingo, alex. Mam wrażenie, że jesteś blisko diagnozy dla siebie - Ty
                    potrzebujesz zaakceptować (wybaczyć??? do tego jeszcze wrócę), że kochałaś
                    tamtego człowieka, który Cię tak zranił. Ale kochałaś go. Przeżyłaś dzięki
                    miłości do niego wiele pięknych wspomnień. Nie można żyć wspomnieniami, ale są
                    wspomnienia, bez których nie można żyć. Tak mi ktoś mądry napisał, kiedy ja
                    zostałam przez samą siebie zmuszona do zaakcpetowania tego faktu. Pogodzenia
                    się z nim. I w efekcie zamknięcia pewnego rozdziału, w sposób bliski temu,
                    opisywanemu przez z_mazura.
                    Nie chowaj tych uczuć za kurtyną, jak pisze Robin Skynner w Żyć w rodzinie i
                    przetrwać, bo one wyjdą zza niej ze zdwojoną siłą.
                    Wracając do tematu - masz do siebie żal, że kochałaś swojego już byłego męża?
                    Przecież w tamtym miejscu i czasie byliście dla siebie stworzeni. Potem
                    zaczęliście się rozwijać w innych kierunkach. Ale miłość była w Was. I na pewno
                    była piękna. Daj czasowi czas, a uspokoisz emocje. Tak sądzę.
                    • alexolo Re: CZY WYBACZENIE TO ZROZUMIENIE? 14.06.07, 15:50
                      sek w tym ż e miłosc była z jednej strony,,ode mnie. uparcie i z
                      wielka wytrwaloscią kochałam tzn( dbałam, myslalam,organizowałam,pracowałam,
                      łozyłam, myslałam o nas , od kupienia chleba, poprzez ubezpieczenia auta,
                      do załatwiania pracy exowi....tak naprawde ja byłam naszym
                      małżeństwem...on był lub go nie było...
                      jego biernosc a moje działanie a stało sie tak powszechne...z e
                      ubzdurałam sobie że tak powinno być ....jak przyszło dziecko , ja
                      zaczełam prace na nocki...kończyłam studia...nie dawałam rady....
                      oczekiwałam, prosiłam rządałam zmian.... i to go pzreraziło ...odchodził
                      i nie było pieknych chwil....były chwile z nim..i to mi wystarczało!!!
                      teraz jak czesciej przebywam wśród "normalnych par"- płacze!!!!!!
                      rany on wstaje i podaje jej szklanke....o kurde on gotowy jest
                      zrezygnować z meczu bo ona go potrzebuje.... kurde oni razem planuja
                      wakacje!!!! rycze bo tego nie zaznałam!!!!jestem zła..na siebie nie moge
                      sobie wybaczyc z e zyłam w tym marażmie...uzalezniona psychicznie od
                      exa... .. moje szczesliwe chwile????? moment spłacenia ..kary za exa
                      oddech ulgi...az do momentu gdy ex obwieszcza..." rzuciłem, to robote w
                      cholere..majsterr mnie wku..."
                      albo co jakis czas komornik burzył te chwile błogie.
                      jestem wsciekła bo żałuje z e tylle to znosiłam .....

                      ale moż e po to było mi to dane ....aby było dziecko?
                      • 13monique_n Re: CZY WYBACZENIE TO ZROZUMIENIE? 14.06.07, 15:59
                        Nie myśl tak, proszę. Pomyśl, że jesteś zdolna do miłości. To jest ważne i to
                        jest nadzieją dla Ciebie na przyszłość. Umiałaś dawać. Zobaczysz, trafisz na
                        kogoś, kto będzie potrafił okazać Ci, że jest wdzięczny za Twoją czułość i
                        opiekę. To jest dobra, kobieca i ciepła cecha. Ty już to umiesz, nie oduczaj
                        się tego. Ty kochałaś. I dobrze. Ciesz się. Pewni ludzie nigdy sie tego nie
                        nauczą.
                        • alexolo Re: CZY WYBACZENIE TO ZROZUMIENIE? 14.06.07, 16:07
                          alez ja nie mam watpliwośći że potrafie kochac ....
                          ja jestem przepełniona miłoscia ...uwielbiam ją okazywać swoim
                          bliskim...jestem bardzio ciepła i otwarta osoba !!!!!

                          tylko dla czego nie umiałam zrozumiec że czas sie zwijac że moja
                          miłośc nie cieszy exa a wrecz jest obijetna ...byle bym kase przynosiła
                          załatwiła wszystko i wiele nie gg.....a ja o tym wiedziałam a nadal
                          wierzuyyłam ż e moja miłosc wystarczy
                  • chalsia Re: CZY WYBACZENIE TO ZROZUMIENIE? 14.06.07, 15:54
                    IMHO masz do siebie żal/złość o to, że go kochałaś, że przez to uczucie
                    pozwalałas na zachowania, które jeszcze bardziej Cię raniły - ale cięzko jest
                    zyć mając, nazwijmy to, takie poczucie winy wobec siebie. Więc? Więc łatwo i
                    odruchowo "spychamy" tę winę na tę drugą stronę. A trudno być obojętnym wobec
                    kogoś, kogo uważamy za jedynego winowajcę swojej krzywdy.

                    Alexolo, myśl, myśl, dobrze Ci to idzie.
                    Chalsia
                    • alexolo Re: CZY WYBACZENIE TO ZROZUMIENIE? 14.06.07, 16:04
                      nie rozumiesz..... nie chodzi mi o exa... i jego wine......ta ustaliłam
                      sadownie i był bezsporny winny upadku zwiazku!!


                      tu chodzi jedynie o moja osobe!!!!!
                      ja jestem zła że sie godziłam życ niegodnie...że to akceptowałam taaak
                      długo ..ż e zmarnowałam tyyyle lat...ż e trzymałam sie bycia w tym
                      związku ...że ze swoja miłoscia i ideałami byłam smieszna w oczach exa
                      a mimo to nie umiałam przestac
                      ..JAK WYBACZYć SOBIE? MIłOSC NIE JEST WYTłUMACZENIEM
                      • chalsia Re: CZY WYBACZENIE TO ZROZUMIENIE? 14.06.07, 16:12
                        > nie rozumiesz..... nie chodzi mi o exa... i jego wine......ta ustaliłam
                        > sadownie i był bezsporny winny upadku zwiazku!!

                        Ty jednak ALexolo chyba jeszcze nie dojrzałaś do tego by zrozumiec, to co
                        napisałam, skoro Uważasz, że wyrok sądu o winie eksa załatwia sprawę i nie
                        rozumiesz, że drugą stroną tego medalu była Twoja akceptacja jego zachowań - a
                        przecież o to masz żal do siebie. A zalezy Ci na dojściu do postawy obojętnej
                        wobec eksa a także przeszłości.
                        Chalsia
                        Większość ludzi to ssaki.
                        • chalsia Re: CZY WYBACZENIE TO ZROZUMIENIE? 14.06.07, 16:15
                          może właśnie dlatego tak bardzo Ci zależało na orzeczeniu jego winy i zażarcie
                          o to walczyłaś, by z siebie (we własnej głowie) zdjąc odpowiedzialność za wiele
                          straconych lat, swoje bezowocne wysiłki, itd. ??
                          Chalsia
                          • alexolo Re: CZY WYBACZENIE TO ZROZUMIENIE? 14.06.07, 16:26
                            może....

                            ale raczej nadal uważam ż e jest wina ma byc kara-
                            konsekwencje...baaaardzo upraszczajac..całą sprawe!!!

                            nie ma juz męza...sprawa zamknieta....
                            a wiele z nas nadal ..mysli wspomina...boi sie wspólnych znajomych...nie
                            pielegnuje juz kontaktów z tamta rodzina ....
                            ja jak juz napisałam mam lekki lek przed wszystkim co dotyczy tamtych
                            lat...czuje sie winna ż e pozwoliłam na to i nie chodzi o exa
                            macka wacka ... chodzi jak teraz wyzbyc sie tych mysli ...pretensji do
                            siebie...

                            zrozum DLA MNIE TO TAKA KONSTRUKCJA JAK PONIZSZY PRZYKłAD:
                            była bym tak samo wściekła na pracodawcE....który nie płaci mi całej
                            pensji ale obiecuje...mami świetlana przyszłością w firmie...okłamuje ż
                            e awansuje ...a ja wierze i nadal "chodze do pracy"....i kolejna
                            wypłata i nadal 50% pensji....w końcu po paru latach ..BUDZISZ SIE,
                            przestajesz sie łudzić...szukasz sprawiedliwosci..idziesz do sadu..oszustwa
                            szefa sa tak oczywiste ż e wygrywasz sprawe.......ale żal głupio
                            przepracowanych lat zostaje...masz zal że tak sie dawałaś...a
                            jednoczesnie wiesz ż e musisz nadal żyć i " podiac nowa prace"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka