Dodaj do ulubionych

pytanie do płci pieknej

14.06.07, 01:57
Drogie Panie nurtuje mnie strasznie jedna sprawa i prosze Was o opinie.

Jak zapewne wiele osób wie miesiąc temu rozwiodłem się ze swoją żoną.
Rozumiem że kiedys byłem dla niej idealny jednak życie się toczy i w pewnym
momencie poprostu przestalem być Jej potrzebny, straciłem w Jej oczach to co
kiedyś we mnie widziała.

To wszystko jest oczywiste i ponoć takie życie wiec pozostaje mi jedynie
uszanować Jej decyzje i życ dalej.

Męczy mnie jednak niesamowicie jedna sprawa....byliśmy małżeństwem,
kochaliśmy sie, zakladam ze nasze uczucie było szczere, jak więc możliwe że
moja żona całkowicie zapomniała o moim istnieniu?

Żadnego kontaktu, żadnej choćby głupawej rozmowy na gg, zadnego e-maila,
poprostu rok temu powiedziała rozwód i widziałem Ją po roku na sali sądowej
przez 25 minut.

Teraz znowu cisza i tak zapewne będzie już zawsze.

Jak to jest drogie kobietki z Waszego punktu widzenia?
Czy faktycznie mozna wymazać swojego byłego męza z glowy?
Czy być moze tylko mi sie wydaje ze mnie wymazała bo tego nie da się wymazac.
Wiem ze zaczeła nowe zycie, nowe w sensie nowego mieszkania, nowe w sensie ze
nie ma juz w nim miejsca dla mnie.
Wiem ze musze pogodzic sie z nową rzeczywistością jednak to ze kompletnie
zerwala ze mna kontakt nie daje mi spokoju.

Chcialem kilka dni temu wysłać Jej kurierem kwiaty, przypomnieć o swoim
istnieniu, po co spytacie? tylko po to ze była to moja żona, ktoś kto na
zawsze pozostanie w moim sercu kimś ważnym, kimś o kim ja nie zapomne nigdy.

Wszyscy dookoła mnie wyśmiali z tymi kwiatami choć gdy bylismy małzeństwem
uwielbiałem swojej zonie wręczać kwiaty.
Teraz podobno byłbym frajerem gdybym wysłał.
W pewnym sensie to rozumiem, szukam podświadomie jakiegokolwiek kontaktu, nie
żeby próbować cos na nowo, naprawdę nie, ot tylko tyle zeby od czasu do czasu
pogadac, spytać co u Niej, jak się czuje....

Napiszcie prosze jak to jest z punktu widzenia kobiety, będe bardzo
wdzieczny, pozdrawiam

Ps. przeczytałem artykuł do którego link dał z_mazur....oto fragment:

Julie, która rozeszła się z mężem po pięciu latach wspólnego życia, robiła
wszystko, by się z nim nie kłócić. Szybko weszła w nowy związek, jednak wciąż
spotykała się ze swoim "byłym". – Jeśli ludzie naprawdę się kochali, nie mogą
się nienawidzić – przekonuje. Uczucie powróciło po dwóch latach. Julie i jej
były małżonek uznali, że skoro tak dobrze się rozumieją, powinni być znów
razem. W przyszłym miesiącu po raz drugi biorą ślub!


Czyli jednak można?smile
Obserwuj wątek
    • turzyca Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 02:05
      a ja myslalam, ze ostatnim prawdziwym romantykiem byl Asnyk...
    • artemisia_gentileschi Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 07:53
      Wiele bym dala, by moj eks zniknal nieodwolalnie z mojego zycia, ale to
      nierealne ze wzgledu na wspolne dzieci.
      • artemisia_gentileschi Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 08:02
        Aha, i daruj sobie te kwiatki.
        • babaruba Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 08:26
          Pytanie, jakie wspomnienia wiążą się z małżeństwem u eks. Ja mam takie, że wolę
          nie wracać do tego co było, wolę się nie spotykać. To,że tobie w związku było
          dobrze nie oznacza tego samego dla niej. Właśnie wróciły wspomnienia.... Gdy ja
          mówiłam, że jest mi źle, słyszałam że jemu jest dobrze i koniec dyskusji...
          • alexdelpierrro Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 14:30
            babaruba napisała:

            > Pytanie, jakie wspomnienia wiążą się z małżeństwem u eks. Ja mam takie, że
            wolę
            >
            > nie wracać do tego co było, wolę się nie spotykać. To,że tobie w związku było
            > dobrze nie oznacza tego samego dla niej. Właśnie wróciły wspomnienia.... Gdy
            ja
            >
            > mówiłam, że jest mi źle, słyszałam że jemu jest dobrze i koniec dyskusji...


            babaruba masz oczywiscie racje ale ja nie pisze o skrajnych sytuacjach gdzie
            mąż bił, pił, zdradzał a jedynym jego zajęciem było wylegiwanie się przed tv.

            To kompletnie nie ja, ja słyszałem jeszcze na mieisąc przed Jej decyzja ze
            jestem cudownym męzem, ze nie zamieniłaby mnie na nikogo itd itd

            Oczywiscie ze puscily mi nerwy i napisałem kilka niepotrzebnych smsów gdy mi z
            dnia na dzień powiedziała ze chce sie rozwieść, ale teraz rozumiem Jej decyzje,
            nie wiedziała jak zmienic nasze zycie by nie było tylko pracą, by nie było
            takie szare, wydawało Jej sie ze jedynym wyjsciem jest rozwód.

            Stało się i już ale taki całkowiy brak kontaktu jest przynajmniej dla mnie
            czymś niesamowicie chorym.
    • menab Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 08:34
      Jak tak dalej będziesz myślał o niej to tylko życie sobie zmarnujesz.Musisz to
      odciąć i nie mieć złudzeń, że coś od nowa zaiskrzy.A im będziesz bardziej
      chciał się zbliżyć tym Ona bardziej będzie uciekać.Może w związku byłeś zbyt
      natarczywy i na siłę chciałeś ją zagłaskać?
      • sylwiamich Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 08:49
        Jako żonie kupowałeś kwiaty...ale ona wyszła już z Twojej rodziny.Więc kwiatów
        nie wysyłaj.Ale gdybyś os czasu do czasu zadzwonił i spytał co niej to na pewno
        byłoby jej miło...o ile nie zrobiłeś jerj krzywdy.Ja miałam straszne problemy z
        mężem po rozwodzie.Nagabywał mnie, chciał wrócić, pisał ckliwe sms.Zrobił mi
        dużą krzywdę w małżeństwie, ale mamy dzieci.Ale nie potrafię go
        nienawidzić.Powolutku stawiałam mu copraz bardziej rygorystyczne
        granice.Wyciszył się, zrozumiał że powrotu już nie ma.Jest dobrze.Zaczęliśmy
        normalnie rozmawiać.Mam nadzieję że kiedyś będziemy mogli razem pójść na
        piwo...jak ludzie którzy kiedyś coś dla siebie znaczyli.Wszystko jest do
        zrobienia, prawie wszystko.Ale sam musisz być ze sobą szczery.czy naprawdę nie
        masz z tyłu głowy myśli że by ona wróciła?Jeśli tak...pewnie dlatego staje
        okoniem.Kobiety mają wielką intuicje.Wiem że po latach wspólnego życia trudno
        kogoś zacząć traktowac jak koleżankę.Ale zanim cokolwiek zrobisz, pomyśl czy to
        samo zrobiłbyś w stosunku do obcej pani?
      • alexdelpierrro Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 14:32
        menab napisała:

        > Jak tak dalej będziesz myślał o niej to tylko życie sobie zmarnujesz.Musisz
        to
        > odciąć i nie mieć złudzeń, że coś od nowa zaiskrzy.A im będziesz bardziej
        > chciał się zbliżyć tym Ona bardziej będzie uciekać.Może w związku byłeś zbyt
        > natarczywy i na siłę chciałeś ją zagłaskać?


        nie nie bylem natarczywy, byłem poprostu pierdołą dla której zona była całym
        życiem, ot tyle, nic wiecej.


        • menab Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 14:42
          > nie nie bylem natarczywy, byłem poprostu pierdołą dla której zona była całym
          > życiem, ot tyle, nic wiecej.

          Ale to aż tyle. I dlatego Ci teraz tego kontaktu tak brakuje.Zobacz, że jest
          tyle ludzi wokół.Ona nie jest niezastąpiona.Zresztą ponoć nikt nie jest
          niezastąpiony.
    • czamon Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 08:53
      To zalezy od tego jak się rozstajemy. Ja jakbym mogla nie chciałabym mieć
      kontaktu z moim ex, ale moj ex zachowuje jak dup... Mamy dzieci i dlatego ten
      kontakt tez musimy mieć.
      • anula36 Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 09:29
        przypominajac nasza niegdysiejsza dyskusje o uniewaznieniu malzenstwa:

        anula36 napisała:

        > rozumiem ze w ramach tej gry chcesz przedluzyc mozliwosc dalszych kontaktow z
        > byla zona?A ze nie bardzo jest inny sposob..


        Jesli mam być szczery to tej Pani nie chce wiecej na oczy widziec.


        Widze ze sie juz zmienilosmile
        Naprawde mozna zapomniec i nie czuc jakiejkolwiek potrzeby kontaktu z druga strona. Bo i po co, nie po to sie rozstalam z moim eks zeby teraz znowu sie ladowal ze swoim obludnym usmieszkiem w moje zycie.
        A twoja zona dobrze wie ze gdyby wykonala jeden ruch, to bys ja soba nekal nastepne 20 lat i dobrze robi ze sie trzyma z dala. A skoro trzyma sie z dala rok, pewnie juz tak zostanie. Daj jej spokoj i zajmij sie swoim zyciem, bierz przyklad z bylej zony.
        • alexdelpierrro Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 14:37
          anula36 napisała:

          > przypominajac nasza niegdysiejsza dyskusje o uniewaznieniu malzenstwa:
          >
          > anula36 napisała:
          >
          > > rozumiem ze w ramach tej gry chcesz przedluzyc mozliwosc dalszych kontakt
          > ow z
          > > byla zona?A ze nie bardzo jest inny sposob..
          >
          >
          > Jesli mam być szczery to tej Pani nie chce wiecej na oczy widziec.
          >
          >
          > Widze ze sie juz zmienilosmile
          > Naprawde mozna zapomniec i nie czuc jakiejkolwiek potrzeby kontaktu z druga
          str
          > ona. Bo i po co, nie po to sie rozstalam z moim eks zeby teraz znowu sie
          ladowa
          > l ze swoim obludnym usmieszkiem w moje zycie.
          > A twoja zona dobrze wie ze gdyby wykonala jeden ruch, to bys ja soba nekal
          nast
          > epne 20 lat i dobrze robi ze sie trzyma z dala. A skoro trzyma sie z dala
          rok,
          > pewnie juz tak zostanie. Daj jej spokoj i zajmij sie swoim zyciem, bierz
          przykl
          > ad z bylej zony.
          >
          >
          >
          Czasem mam wrażenie ze robicie ze mnie takiego stereotypowego faceta, pewnie
          skrzywdził żone jak oni wszyscy, obraził, zniszczył Jej życie a teraz jeszcze
          ma do Niej jakies pretensje.....ech to zupełnie nie tak ale ok.

          • anula36 Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 14:56
            nie wiem gdzie to wyczytales.Nie wnikam co bylo - teraz ja po prostu zostaw i
            tyle, tym bardziej ze juz przeciez tej pani nie chesz widziec.
            • alexdelpierrro Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 15:02
              anula36 napisała:

              > nie wiem gdzie to wyczytales.Nie wnikam co bylo - teraz ja po prostu zostaw i
              > tyle, tym bardziej ze juz przeciez tej pani nie chesz widziec.


              smile))) ale sie czepiasz słoweksmile
              • anula36 Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 20:09
                slowek tak, eksow niewink I bardzo mi to pasuje.
                • alexdelpierrro Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 20:45
                  anula36 napisała:

                  > slowek tak, eksow niewink I bardzo mi to pasuje.


                  trafiłas na pokemonów stąd takie podejscie, ale sa na tym świecie wartościowi
                  facecismile))
                  • anula36 Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 21:31
                    nadinterpretacja, ja po prostu lubie skakac z kwiatka na kwiatek, jak mam nowego po co mi stary?
                  • a.niech.to Re: pytanie do płci pieknej 07.08.07, 07:24
                    Potwierdzają to wykopaliska. smile))
          • z_mazur Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 15:04
            Alex, źle to odbierasz.
            Po prostu w Twoich postach widać jeszcze sporo niekonsekwencji. Miotasz się do
            bandy do bandy, targają Tobą kompletnie sprzeczne uczucia.
            Raz nie chcesz już widzieć żony na oczy, a za chwilę zastanawiasz się dlaczego
            ona całkowicie się odcięła.

            To normalne na pewnym etapie godzenia się z rozpadem związku i im mocniej
            wypierasz pewne rzeczy tym bardziej przedłużasz czas trwania tych "męczarni".
            • alexdelpierrro Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 15:12
              z_mazur napisał:

              > Alex, źle to odbierasz.
              > Po prostu w Twoich postach widać jeszcze sporo niekonsekwencji. Miotasz się
              do
              > bandy do bandy, targają Tobą kompletnie sprzeczne uczucia.
              > Raz nie chcesz już widzieć żony na oczy, a za chwilę zastanawiasz się
              dlaczego
              > ona całkowicie się odcięła.
              >
              > To normalne na pewnym etapie godzenia się z rozpadem związku i im mocniej
              > wypierasz pewne rzeczy tym bardziej przedłużasz czas trwania tych "męczarni".
              >
              wiem ze masz racje, fakt miotam sie totalniesad
        • blackisblack Re: pytanie do płci pieknej 07.08.07, 00:33
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=216&w=55124244&a=55124244
          zagrzybioną baba
          mąż uciekł klienci na leczeniu
      • em120777 Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 09:36
        Kwiatki to moim zdaniem przesada ...

        A co do jej zachowania - to może ona ucieka po prostu, bo czuje, że bedziesz
        próbował wrócić, skłonić ją do powrotu ...
        Sądzę,że jeśli bedzie miała ochote na kontakt z Tobą to da znak.

        Póki co zajmij się swoim życiem i jak najrzadziej myśl o niej ... to trudne
        zrozumieć, ze ktoś kogo kochamy nie chce być z nami, ale trzeba się starać

        pozdrawiam eM
        gg2453135













        • alexdelpierrro Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 14:40
          em120777 napisała:

          > Kwiatki to moim zdaniem przesada ...
          >
          > A co do jej zachowania - to może ona ucieka po prostu, bo czuje, że bedziesz
          > próbował wrócić, skłonić ją do powrotu ...
          > Sądzę,że jeśli bedzie miała ochote na kontakt z Tobą to da znak.
          >
          > Póki co zajmij się swoim życiem i jak najrzadziej myśl o niej ... to trudne
          > zrozumieć, ze ktoś kogo kochamy nie chce być z nami, ale trzeba się starać
          >
          > pozdrawiam eM
          > gg2453135
          >
          >
          > i chyba o to właśnie chodzi, dziękuję


    • fankaaa Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 09:34
      Wydaje mi się,że nie ma to nic wspólnego z płcią. Tzn. zachowują się tak zrówno
      kobiety, jak i mężczyźni, którzy przestali kochać swoich partnerów i chcą ten
      etap(małżeństwo) mieć definitywnie za sobą. Problem polega na tym,że Ty (jakoś
      tak mi z Twoich postów wynika) jeszcze jej kochać nie przestałeś. Więc
      zachowania z Twojego punktu widzenia naturalne (kwiaty, kontakty) z jej punktu
      widzenia są kompletnie od czapy. Przykro mi, ale tak to właśnie wygląda.
      Znam to z autopsji: oczekiwanie,że zadzwoni, żal,że się odciął i nie inetersuje
      go, co się u mnie dzieje itp. Rozumiem, co czujesz, ale raczej nie radziłabym
      wprowadzać pomysłów z kwiatami w życie. Ona tego nie chce i reakcja na Twoje
      gesty może Ci sprawić dodatkowy ból. Po co się na to narażać ?
      Jedyne, co możesz zrobić, to pozwolić jej odejść. Mentalnie, bo fizycznie już
      to zrobiłeś. Wiem,że to cholernie trudne zadanie. Ale nikt nie mowił,że będzie
      łatwo.Trzymaj się.
      • alexdelpierrro Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 14:43
        fankaaa napisała:

        > Wydaje mi się,że nie ma to nic wspólnego z płcią. Tzn. zachowują się tak
        zrówno
        >
        > kobiety, jak i mężczyźni, którzy przestali kochać swoich partnerów i chcą ten
        > etap(małżeństwo) mieć definitywnie za sobą. Problem polega na tym,że Ty
        (jakoś
        > tak mi z Twoich postów wynika) jeszcze jej kochać nie przestałeś. Więc
        > zachowania z Twojego punktu widzenia naturalne (kwiaty, kontakty) z jej
        punktu
        > widzenia są kompletnie od czapy. Przykro mi, ale tak to właśnie wygląda.
        > Znam to z autopsji: oczekiwanie,że zadzwoni, żal,że się odciął i nie
        inetersuje
        >
        > go, co się u mnie dzieje itp. Rozumiem, co czujesz, ale raczej nie
        radziłabym
        > wprowadzać pomysłów z kwiatami w życie. Ona tego nie chce i reakcja na Twoje
        > gesty może Ci sprawić dodatkowy ból. Po co się na to narażać ?
        > Jedyne, co możesz zrobić, to pozwolić jej odejść. Mentalnie, bo fizycznie już
        > to zrobiłeś. Wiem,że to cholernie trudne zadanie. Ale nikt nie mowił,że
        będzie
        > łatwo.Trzymaj się.

        Zadanie piekielnie trudne ale chyba nie ma faktycznie innego wyjscia, choć z
        drugiej strony takie artykuły wklejone przez z_mazura gdzies tam robią nadal
        nadzieje....skoro ktoś inny się rozwiódł a potem znowu zszedł to dlaczego ja
        nie mam byc nastepny?smile

        3maj sie
    • emde74 Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 09:49
      moim zdaniem nigdy się nie zapomina osoby, którą się kochało. trzeba by było
      chyba doznać kompletnej amnezji. nie wiem jak jest w przypadku męża - tyrana
      (alkoholik, mocna pięśćsad, bo mnie na szczęście los tego oszczędził. natomiast
      chyba i w tym przypadku nie da rady po prostu zapomnieć o czyimś istnieniu.
      nawet kimś takim gardząc albo go żałując sprawiasz, że o tym kimś pamiętasz.

      ale powolne wygaszanie obrazu i emocji jest jak najbardziej możliwe. czyli tak
      naprawdę zapomnienie w sensie uczucia zauroczenia, zakochania, pożądania.
      stawania się obojętnym lub obojętnienie na kogoś, kto był Ci bliski. robi to za
      Ciebie czas i .... brak kontaktów...

      tak właśnie myślę - moim zdaniem meritum sprawy czy ktoś o kimś zapomni w
      sensie uczuć jakie do tej osoby żywił czy nie, zależy właśnie od podtrzymywania
      kontaktu. jednak nie radzę z tym przesadzać, jeśli druga strona nie bardzo chce
      ten kontakt utrzymywać. robienie czegoś na siłę nie zdaje egzaminu i wywołuje
      tylko odwrotny skutek. na pewno łatwiej jest parom, które mają dzieci, gdyż ten
      kontakt w zasadzie nigdy nie powinien się urwać (wyjątki osób "zapominających"
      o swoich dzieciach pozostawiam na boku). to na pewno pozwala zbliżać się do
      siebie. i co najważniejsze, z perspektywy czasu czyli opadniętych emocji, co
      pozwala przyjrzeć się pewnym sprawom, które Was poróżniły, z innej, lepszej, bo
      zdystansowanej perspektywy. i może mieć to skutek w postaci tego, co zapodał tu
      Chłopaksmile generalnie - jeśli będziesz podtrzymywał kontakt (pod warunkiem, że
      ex tego chce) macie szansę się zejść. jeśli nie, szczerze mówiąc nie sądzę.

      najciężej jest wyczuć moment, kiedy z podtrzymywaniem kontaktu można
      wystartować. za wcześnie - wścieknie się i pudło. za późno - uczucie zdąży
      przyblaknąć. o ile w ogóle było. pisałeś drogi alexie, że Twoja żona nie nadaje
      się do związków. może w tym tkwi "diabeł" Twoich przemyśleń o zapominaniu? to,
      że Ciebie nie zapomni to ja wiem. ale może po prostu Cię nie kocha i nigdy
      (wybacz, muszę to napisać) nie kochała?

      tak naprawdę, gdy była tu dysputa o przeznaczeniu, napisałam, że w nie wierzę i
      tak jest. także co ma być, to będzie. można się starać, ale czasami "głową muru
      nie przebijesz". i jeśli "nie przebijesz" - odpuść sobie. myślałeś o tym, że
      związki budowane "na piasku" nie mają szans przetrwać, a trzeba szukać
      takiego "na skale"? takie luźne przemyślenia.

      ja osobiście raczej odradzam podtrzymywanie kontaktów, gdy druga strona tego
      nie chce. przeszłam przez to i wiem, jak źle może być to odbierane przez drugą
      stronę. może też wybrałam moment "za wcześnie" lub "za późno"? nie wiem.

      widzę, że bardzo przeżywasz to wszystko. musisz Ją bardzo kochać. dla mnie
      dochodzi tu jeszcze jedna kwestia. stronie, która zostaje zostawiona,
      postawiona przed faktem dokonanym czyli rozwodem, chyba trudniej jest
      zapomnieć. jest skrzywdzona, szuka dowartościowania, zagłuszenia wyrzutów "co
      zrobiłam/em nie tak?". rozpamiętuje, gdzie powstał błąd, czy był on z jej winy
      itd. osobie porzucającej jest może łatwiej. ona ma wizję, innego, "lepszego"
      świata. samej/samemu lub z kim innym. ale chyba tylko ciut, ciut łatwiej - mój
      przypadek jest zupełnie odwrotny. poza tym życie weryfikuje fakt, że "trawa
      gdzie indziej jest bardziej zielona"...

      ale mimo tego, że często-gęsto "trawa nie jest zieleńsza", w obliczu tego, że
      ktoś chce zatrzeć wyrazisty Twój ślad w swoim sercu i nie ma ochoty na kontakt,
      musisz myśleć "do przodu". jeśli zamkniesz się w na etapie przeszłości, nigdy
      nie ruszysz z miejsca. także najpierw myśl o sobie, potem już rozważnie i z
      dystanstem jak podejść do tematu kontaktów. czas jest najlepszym lekarstwem, to
      szczera prawda.

      poza tym alex, skąd wiesz, czy za rok czy dwa nie napiszesz tu, że bierzesz
      ślub z .... kobietą, która nie jest Twoją ex, ale zawróciła Ci w głowie tak, że
      zastanawiasz się jak mogłeś poświęcić tyle czasu na rozpamiętywanie związku,
      który nie wypalił? zastanawiałeś się nad przysłowiem: "nie ma tego złego (...)?"
      to, że nie zapomnisz żony, nie będzie przeszkadzało. po prostu będziesz ją
      wspominał. myślę, że miło, bo czas zaciera złe wspomnienia...

      powodzenia,

      i wpadaj do nas na spotkanka. zobaczysz, że świat nie kręci się tylko wokół
      Twojej ex. naprawdę. tyle mamy tu w Wawce pięknych kobiet (nie autoreklamasmile i
      przystojnych mężczyzn (część z nich to przystojni ... misiowiesmile))) to pomaga
      oderwać myśli. polecam.
      • alexdelpierrro Re: emde74 dziękuję 14.06.07, 15:02
        emde74 napisała:

        > moim zdaniem nigdy się nie zapomina osoby, którą się kochało. trzeba by było
        > chyba doznać kompletnej amnezji. nie wiem jak jest w przypadku męża - tyrana
        > (alkoholik, mocna pięśćsad, bo mnie na szczęście los tego oszczędził.
        natomiast
        > chyba i w tym przypadku nie da rady po prostu zapomnieć o czyimś istnieniu.
        > nawet kimś takim gardząc albo go żałując sprawiasz, że o tym kimś pamiętasz.
        >
        > ale powolne wygaszanie obrazu i emocji jest jak najbardziej możliwe. czyli
        tak
        > naprawdę zapomnienie w sensie uczucia zauroczenia, zakochania, pożądania.
        > stawania się obojętnym lub obojętnienie na kogoś, kto był Ci bliski. robi to
        za
        >
        > Ciebie czas i .... brak kontaktów...
        >
        > tak właśnie myślę - moim zdaniem meritum sprawy czy ktoś o kimś zapomni w
        > sensie uczuć jakie do tej osoby żywił czy nie, zależy właśnie od
        podtrzymywania
        >
        > kontaktu. jednak nie radzę z tym przesadzać, jeśli druga strona nie bardzo
        chce
        >
        > ten kontakt utrzymywać. robienie czegoś na siłę nie zdaje egzaminu i wywołuje
        > tylko odwrotny skutek. na pewno łatwiej jest parom, które mają dzieci, gdyż
        ten
        >
        > kontakt w zasadzie nigdy nie powinien się urwać (wyjątki
        osób "zapominających"
        > o swoich dzieciach pozostawiam na boku). to na pewno pozwala zbliżać się do
        > siebie. i co najważniejsze, z perspektywy czasu czyli opadniętych emocji, co
        > pozwala przyjrzeć się pewnym sprawom, które Was poróżniły, z innej, lepszej,
        bo
        >
        > zdystansowanej perspektywy. i może mieć to skutek w postaci tego, co zapodał
        tu
        >
        > Chłopaksmile generalnie - jeśli będziesz podtrzymywał kontakt (pod warunkiem, że
        > ex tego chce) macie szansę się zejść. jeśli nie, szczerze mówiąc nie sądzę.
        >
        > najciężej jest wyczuć moment, kiedy z podtrzymywaniem kontaktu można
        > wystartować. za wcześnie - wścieknie się i pudło. za późno - uczucie zdąży
        > przyblaknąć. o ile w ogóle było. pisałeś drogi alexie, że Twoja żona nie
        nadaje
        >
        > się do związków. może w tym tkwi "diabeł" Twoich przemyśleń o zapominaniu?
        to,
        > że Ciebie nie zapomni to ja wiem. ale może po prostu Cię nie kocha i nigdy
        > (wybacz, muszę to napisać) nie kochała?
        >
        > tak naprawdę, gdy była tu dysputa o przeznaczeniu, napisałam, że w nie wierzę
        i
        >
        > tak jest. także co ma być, to będzie. można się starać, ale czasami "głową
        muru
        >
        > nie przebijesz". i jeśli "nie przebijesz" - odpuść sobie. myślałeś o tym, że
        > związki budowane "na piasku" nie mają szans przetrwać, a trzeba szukać
        > takiego "na skale"? takie luźne przemyślenia.
        >
        > ja osobiście raczej odradzam podtrzymywanie kontaktów, gdy druga strona tego
        > nie chce. przeszłam przez to i wiem, jak źle może być to odbierane przez
        drugą
        > stronę. może też wybrałam moment "za wcześnie" lub "za późno"? nie wiem.
        >
        > widzę, że bardzo przeżywasz to wszystko. musisz Ją bardzo kochać. dla mnie
        > dochodzi tu jeszcze jedna kwestia. stronie, która zostaje zostawiona,
        > postawiona przed faktem dokonanym czyli rozwodem, chyba trudniej jest
        > zapomnieć. jest skrzywdzona, szuka dowartościowania, zagłuszenia wyrzutów "co
        > zrobiłam/em nie tak?". rozpamiętuje, gdzie powstał błąd, czy był on z jej
        winy
        > itd. osobie porzucającej jest może łatwiej. ona ma wizję, innego, "lepszego"
        > świata. samej/samemu lub z kim innym. ale chyba tylko ciut, ciut łatwiej -
        mój
        > przypadek jest zupełnie odwrotny. poza tym życie weryfikuje fakt, że "trawa
        > gdzie indziej jest bardziej zielona"...
        >
        > ale mimo tego, że często-gęsto "trawa nie jest zieleńsza", w obliczu tego, że
        > ktoś chce zatrzeć wyrazisty Twój ślad w swoim sercu i nie ma ochoty na
        kontakt,
        >
        > musisz myśleć "do przodu". jeśli zamkniesz się w na etapie przeszłości, nigdy
        > nie ruszysz z miejsca. także najpierw myśl o sobie, potem już rozważnie i z
        > dystanstem jak podejść do tematu kontaktów. czas jest najlepszym lekarstwem,
        to
        >
        > szczera prawda.
        >
        > poza tym alex, skąd wiesz, czy za rok czy dwa nie napiszesz tu, że bierzesz
        > ślub z .... kobietą, która nie jest Twoją ex, ale zawróciła Ci w głowie tak,
        że
        >
        > zastanawiasz się jak mogłeś poświęcić tyle czasu na rozpamiętywanie związku,
        > który nie wypalił? zastanawiałeś się nad przysłowiem: "nie ma tego złego
        (...)?
        > "
        > to, że nie zapomnisz żony, nie będzie przeszkadzało. po prostu będziesz ją
        > wspominał. myślę, że miło, bo czas zaciera złe wspomnienia...
        >
        > powodzenia,
        >
        > i wpadaj do nas na spotkanka. zobaczysz, że świat nie kręci się tylko wokół
        > Twojej ex. naprawdę. tyle mamy tu w Wawce pięknych kobiet (nie autoreklamasmile
        i
        > przystojnych mężczyzn (część z nich to przystojni ... misiowiesmile))) to pomaga
        > oderwać myśli. polecam.

        BARDZO BARDZO BARDZO Ci dziękuję za tego posta, przecyztałem go kilka razy i
        jestem pod wrażeniem.
        Trafiłas w 10.

        Masz rację...kocham Ja nadal i dlatego tak się motam, raz chciałbym Jej
        nienawidziec innym razem odpalam na kompie zdjęcia ze ślubu, wesela i poprostu
        nie wierze w to co się stało, mieknę wtedy....

        Wiem ze tymi zdjęciami tylko sie dobijam dlatego robię to bardzo rzadko, choć
        czasem coś mnie kusi by je obejrzecsmile

        napisałas "ale może po prostu Cię nie kocha i nigdy (wybacz, muszę to napisać)
        nie kochała?

        kurcze słyszałem to juz dziesiatki razy, od rodziny, przyjaciół, na
        forum....oby to nie była prawda!!


        co do końcówki Twojeg posta to napisze tylko tyle: obyś miała racjesmile

        pozdrawiam

        Ps. a na spotkanie pewnie kiedys zawitamsmile
    • elein Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 09:54
      Twoja Ex nie chce do ciebie wrócić i NIE cHCE miec z Tobą kontaktu... uszanuj to
      i nie dręcz jej. Dopoki będziesz szukał kontaktu (żeby znowu z nią być o tym
      ciagle myslisz) -dotąd ona będzie cię odrzucać. Aż zrozumiesz ze Ona NIE CHCE Z
      TOBA BYć. Kiedy zajmiesz sie swoim zyciem i pogodzisz z tym, ze razem nie
      jestescie, to dopiero wtedy jest szanasa na "jakies" kontakty (np zyczliwy!!!
      telefon z zyczeniami na święta), ale w Twoim przypadku to przypuszczam, ze nie
      wczesniej niz za jakies 3 lata. Teraz powinienes sie ograniczyc do
      maksymalnie!!! 4 sms-ów w roku: na urodziny, imieniny i 2 święta. Częsciej-
      będzie odbierac jak nękanie jej.
    • alicja611 ...zal do ex:( 14.06.07, 10:18
      W momencie kiedy padla decyzja o rozwodzie bardzo chcialam, zebysmy doszli
      jednak do porozumienia, upokarzalam sie piszac smsy, dzwoniac, placzac bez
      przerwy....uslyszalam jedynie "fuck you", chcialas rozwodu to bedziesz go miala
      (ja zlozylam pozew, powod: alkohol, narkotyki, przemoc itp). Kochalam swojego
      meza bardzo i nawet na sali sadowej, kiedy powiedzialam "nie kocham" nie bylo to
      prawda...Ale nie mozna kogos kochac kto cie rani...obolala postanowilam sie
      podniesc, odbic...i udalo mi sie (ku zdziwieniu i wyraznej zlosci mojego ex).
      Teraz nie interesuje mnie on zupelnie, jestem wolna od tej MILOSCI. Czy chce
      przyjazni? Niekonieczne. Rozerwal mi moje serce, nigdy juz nie bede ta sama
      ufna, kochajaca bezgranicznie (jak kiedys) dziewczyna. Nie chce miec takiego
      PRZYJACIELA. Po prostu.
      • sylwiamich Re: ...zal do ex:( 14.06.07, 10:29
        Serducho wyzdrowiej...daj sobie czas.A przyjażnić się nie musisz...ja też
        stronię od ludzi którzy sa z innej bajki.Trzymam za ciebie kciuki...potrafiłaśsmile
    • akacjax Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 10:42
      Nadal nie zakończyłeś tamtego związku.
      A to jedyna droga, by móc normalnie żyć. Wtedy sam rozumiałbyś, że nie ma powodów kontaktaktować się i podsycać coś, co nie istnieje.
      (Nawet gdybyś planował pozostać sam na zawsze-to tamten związek nie istnieje.)

      Powtarzam kolejny raz moje zdanie: gdybym mogła nadal utrzymywać przyjacielski układ z ex-m. to znaczyłoby, że nadal moglibyśmy być małżeństwem.
      • z_mazur Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 12:57
        Zgadza sie z tym co piszesz z jednym zastrzeżeniem

        > Powtarzam kolejny raz moje zdanie: gdybym mogła nadal utrzymywać
        przyjacielski
        > układ z ex-m. to znaczyłoby, że nadal moglibyśmy być małżeństwem.

        To że Ty to tak widzisz, nie znaczy że w każdym przypadku tak jest.
        Chyba każdy z nas miał w życiu jakieś związki, które mimo tego, że nie
        przetrwały próby czasu, pozostawiły dobry kumplowski układ z tą drugą stroną.
        Czasem taka znajomość jest możliwa dopiero w jakiś długi czas po zakończeniu
        związku, ale nie nierealna.

        Poza tym jak dla mnie, bycie przyjaciółmi jest warunkiem koniecznym w związku,
        ale nie wystarczającym.
        • akacjax Ja odróżniam 14.06.07, 23:54
          swoje związki od swojego małżeństwa-dla mnie to jednak diametralnie różne poziomy bliskości.
          I nie piszę, że nie mogę przyjaźnić się z kimś, z kim byłam w związku...ale z osobą, z którą byłam w małżeństwie i mam dzieci.

          Może przyjaźń to za mało by małżeństwo było szczęśliwe, ..ale to już bardzo dużo. Dobra baza. Mnie by wystarczyła. (zwłaszcza, że miłość też kiedyś była)
          • a.niech.to Re: Ja odróżniam 07.08.07, 07:35
            akacjax napisała:

            > Może przyjaźń to za mało by małżeństwo było szczęśliwe, ..ale to
            już bardzo duż
            > o. Dobra baza. Mnie by wystarczyła.
            Myślę, że większości z nas pozwoliłaby dotrwać przykładnie w związku
            do grobowej deski.
            • z_mazur Re: Ja odróżniam 07.08.07, 07:48
              Pewnie by wystarczyła z jednym zastrzeżeniem. Co w sytuacji gdy
              między małżonkami jest tylko przyjaźń, a na horyzoncie pojawia się
              miłość?
              • a.niech.to Re: Ja odróżniam 07.08.07, 07:59
                Decyduje odpowiedzialność za cudze życie, inaczej zwyczajna
                przyzwoitość.
                • z_mazur Re: Ja odróżniam 07.08.07, 08:49
                  Pytanie gdzie jest granica poświęcenia samego siebie w imię
                  odpowiedzialności za życie innego dorosłego człowieka.
                  • a.niech.to Re: Ja odróżniam 07.08.07, 09:14
                    z_mazur napisał:

                    > gdzie jest granica poświęcenia samego siebie w imię
                    > odpowiedzialności za życie innego dorosłego człowieka.
                    Czasem się jeszcze plączą młode. Ale mówiąc poważniej - nie ma
                    jedynie słusznej odpowiedzi. Kwestia indywidualnych wyborów.
    • panda_zielona Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 12:48
      Tutaj już nie ma miłości,przynajmniej z jej strony.A Ty cały czas żyjesz
      złudzeniem,że może jednak...
    • pomimo1 Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 14:35
      Starym wiesz co? podam ci na maila moj adres i wyslij mi te kwiatysmile
      przynajmniej,jak je wyślesz, to odbiorca się ucieszysmile))))))


      a poważnie, to każdy ma inny charakter i twoja zona tez. Sadze, ze ma wyrzuty
      sumienia i kontakt z Toba tylko jej to przypomina. Daj spokoj - nie warto.
      Zgryzotom nie bedzie konca, jak nawet nie podziekuje za kwiaty.
      • alexdelpierrro Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 15:14
        pomimo1 napisała:

        > Starym wiesz co? podam ci na maila moj adres i wyslij mi te kwiatysmile
        > przynajmniej,jak je wyślesz, to odbiorca się ucieszysmile))))))
        >
        >
        > a poważnie, to każdy ma inny charakter i twoja zona tez. Sadze, ze ma wyrzuty
        > sumienia i kontakt z Toba tylko jej to przypomina. Daj spokoj - nie warto.
        > Zgryzotom nie bedzie konca, jak nawet nie podziekuje za kwiaty.


        daj mailasmile)))))))))))))))))))))))

        pozdrawiam
        • pomimo1 Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 20:00
          pomimo1@gazeta.pl smile)))))))))))))
    • squaw33 Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 15:07
      własnie rzuciłam okiem na inne wątki na forum

      sama marze o rozstaniu a propos

      wygląda na to, że Ty nadal cos czujesz do niej, ale ona raczej nic, bo nawet
      gdyby tak sobie postanowiła, że zwalczy w sobie uczucie do Ciebie, to nie byłaby
      taka twarda zeby tak milczeć przez rok!

      wysyłanie kwiatów to niby głupota na logikę, ale jak sie cos czuje, to trudno
      myslec racjonalnie,

      jeśli jednak nie wytrzymasz i wyślesz jej, a ona nic, daj sobie spokój, trzeba
      umiec powiedzieć sobie "dość", rozejrzyj sie dookoła, zaangażuj się trochę w
      inna znajomość (oczywiście bez porównywań z nią), dla innej perspektywy
      PERSPEKTYWY to ważne, nie stój w miejscu, idź do przodu, bez rozpamiętywania i
      bez żalu

      powodzenia
    • nangaparbat3 Alex, poślij te kwiaty 14.06.07, 16:08
      Bo to jest tak: ewidentnie ja kochasz, wciąż. I dobrze. Akacja pisze: jak długo
      nie zakończysz tego związku, nie bedziesz normalnie zyć.
      A co to znaczy normalnie? Statystycznie przeciętnie? Nie daj Bóg!
      I czy to nienormalne: kochać byłą żonę do końca zycia nawet, żyć nadzieją,
      zawsze być samotnym - z marzeniami tylko?
      Jeśli nikogo tym nie skrzywdzisz - czemu nie?
      W koncu tak naprawdę wszyscy wciąż zyjemy jakąś nadzieją i patrzymy, jak jedna
      po drugiej się rozwiewa. Albo urzeczywistnia - i wtedy dopiero jest kłopot!

      Pewnie, nie ma co nękać kogokolwiek - byłej żony również. Jak ktoś napisał -
      cztery razy do roku zyczenia, wystarczy. I te kwiaty - ja bym nie była przeciw
      kwiatom, jeszcze, czasem.

      Pytanie - czy umiesz zyć marzeniami i jednocześnie pracować? Robić coś
      sensownego na jakiejś innej płaszczyźnie? I czy umiesz kochać wiedząc, że nic z
      tego nie będzie, cieszyć się marzeniami, ale mieć świadomość, że to tylko
      marzenia i jej do niczego nie obowiązują?
      Jeśli umiesz - kochaj. Jeśli to kochanie dodaje Ci sił - kochaj.
      Podobno miłości jest bardzo mało we wszechświecie. Po co niszczyć tę odrobinę,
      która jest? Czy komuś od tego bedzie lepiej? Chyba że Tobie, ale to możesz
      wiedzieć tylko Ty.
      Wszystkiego dobrego, Alex
      nanga
      • alexdelpierrro Re: Alex, poślij te kwiaty 14.06.07, 21:11
        nangaparbat3 napisała:

        > Bo to jest tak: ewidentnie ja kochasz, wciąż. I dobrze. Akacja pisze: jak
        długo
        >
        > nie zakończysz tego związku, nie bedziesz normalnie zyć.
        > A co to znaczy normalnie? Statystycznie przeciętnie? Nie daj Bóg!
        > I czy to nienormalne: kochać byłą żonę do końca zycia nawet, żyć nadzieją,
        > zawsze być samotnym - z marzeniami tylko?
        > Jeśli nikogo tym nie skrzywdzisz - czemu nie?
        > W koncu tak naprawdę wszyscy wciąż zyjemy jakąś nadzieją i patrzymy, jak
        jedna
        > po drugiej się rozwiewa. Albo urzeczywistnia - i wtedy dopiero jest kłopot!
        >
        > Pewnie, nie ma co nękać kogokolwiek - byłej żony również. Jak ktoś napisał -
        > cztery razy do roku zyczenia, wystarczy. I te kwiaty - ja bym nie była
        przeciw
        > kwiatom, jeszcze, czasem.
        >
        > Pytanie - czy umiesz zyć marzeniami i jednocześnie pracować? Robić coś
        > sensownego na jakiejś innej płaszczyźnie? I czy umiesz kochać wiedząc, że nic
        z
        >
        > tego nie będzie, cieszyć się marzeniami, ale mieć świadomość, że to tylko
        > marzenia i jej do niczego nie obowiązują?
        > Jeśli umiesz - kochaj. Jeśli to kochanie dodaje Ci sił - kochaj.
        > Podobno miłości jest bardzo mało we wszechświecie. Po co niszczyć tę
        odrobinę,
        > która jest? Czy komuś od tego bedzie lepiej? Chyba że Tobie, ale to możesz
        > wiedzieć tylko Ty.
        > Wszystkiego dobrego, Alex
        > nanga


        Pięknie napisałas nanga!!!

        Widzisz problem polega na tym ze do mojego mózgu nie docierają pewne
        rzeczy...wiekszosć pisze: takie zycie, zapomnij o Niej, żyj od nowa, rozejrzyj
        sie za kims innym, jeszcze ktoś inny pisze: olej ją, nie była Ciebie warta....
        zapewne mają rację....a ja myślę że to nie do końca trzeba tak jak WIĘKSZOŚĆ,
        dlaczego mam poddac się, bo na 100 przypadków 99 kończy sie własnie tak ze
        ludzie się rozstają i koniec, większosć ludzi nawet nie próbuje, szuka czegoś
        innego, jak ktos napisał ,,bardziej zielonej trawy..." potem okazuje się ze ta
        trawa wcale nie jest taka zielona jak im się wydawało, być moze wtedy żałują ze
        jednak nie próbowali.
        Artukuł wklejony przez z_mazura tylko utwierdza mnie w przekonaniu ze jednak
        warto ,,trzymać kontakt" warto dac czas....kto wie byc moze moja zona załuje
        teraz tego co zrobiła a ze jest uparta nie przyzna sie do tego.
        Wierzcie mi na słowo ze ja naprawde bylem wzorowym męzem, a ze sie zrobiła
        szarówka, mozna było to zmienic, wygasło uczucie....ok...ale nie zrywajmy
        kontaktu, byc moze kiedys uczucie powróci, pisze bzdury? pewnie tak ale ja
        nadal ją bardzo kocham, nie będe jej naciskał w zaden sposób, byc moze kiedys
        zmieni zdanie i doceni mnie.
        Pewnie spytacie czy warto tyle czekac? Odpowiem krótko, jesli się kocha to
        warto.
        Byś może kiedys całkiem przypadkowo poznam kogoś kto zawróci mi w głowie, tak
        jak poznałem swoją żone, a byc moze znowu będziemy razem....podobno zycie samo
        pisze scenariusz, pozyjemy zobaczymysmile
        • tricolour Tia... poslij kwiaty... 14.06.07, 21:34
          ... a pewnie wylądują w śmiechach, a Ty zostaniesz odebrany za świra.

          Na pewno chciałbyś być znów z ex? A z jaką ex, bo ludzie sie zmieniają... a Ty
          ciągle żyjesz jakims starym obrazem.
    • maslo-09 Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 16:15
      Mam podobnie. Po rozstaniu a jeszcze przed rozwodem mój mąż nie kontaktuje sie
      ze mną wcale. Córka pełnoletnia ma telefon, zatem nie musi ze mną nic ustalać.
      Emocjonalnie czuję, że chciałabym bardzo aby się do mnie odezwał. On odciął się
      zupełnie. To bardzo boli po tylu latach razem, a zwłaszcza w sytuacji, że to on
      chciał się rozsać. Do dziś nie rozumiem dlaczego. Bo jeśli my jeszcze kochamy
      to nie możemy pewnych rzeczy zrozumieć w wydaniu naszych byłych. Oni podjęli
      decyzję, są z siebie dumni, mają zły stosunek do nas. Często obarczają nas winą
      za to co się stało. Ja nie mogę do dzisiaj tego pojąć i od pół roku chodzę
      jakbym dostała czymś w łeb, i jeszcze niedługo wbrew mojej woli i bez
      poszanowania moich uczuć będę uczestniczyła w imprezie pod tytułem rozwód. Moja
      bajka jest bardzo barwna, ale to na tyle. Najgorsze we mnie jest to, że miałam
      włączony program na zawsze. Jak z tego wyjść? Nie wiem.
    • sbelatka ależ wyslij te kwiaty 14.06.07, 19:01
      raz, dwa a nawet pięc...

      a ona nie odezwie sie raz, dwa czy pięc...

      i będziesz byc może zdrowszy...

      bo to takie kopniaczki w dusze Twoją kochającą będą
      a mysle, ze im więcej kopniaczków tym łatwiej ZROZUMIEC, że kochanie, pżadanie,
      lubienie nawet nie zawsze działaja w dwie strony...

      toteż z zupełnie innych powodów niz Nanga - ale popieram pomysł wysylania
      kwiatow bylej zonie..

      a pytanie o to czy sie pamięta czy nie - w Twoim przypadku raczej zadaj
      tym,którzy PORZUCILI swoich partnerow

      porzuceni pamietają
      przynajmniej kobiety

      intuicja jednak mi podpowiada, że tak
      że wszyscy pamiętamy...
      tylko jedych z nas wspomienia bola innych nie...

      ale moge sie myslic oczywiscie..
      • elein Re: ależ wyslij te kwiaty 14.06.07, 19:12
        Nie popieram. Moj ex wysyłał mi wyrazy pamięci przez pół roku. To ja go
        zostawiłam bo nie dało się z nim zyć. Ja miałam depresję bo rozstanie było dla
        mnie wielką porazką a on tak mnie ogromnie "kochał", ze zeby SOBIE ulżyć, czuł
        nieustajacą potrzebę wysyłania mi "sygnałów pamięci o mnie",... w postaci np
        prawie codziennych także nocnych głuchych telefonów. Żałuję, że nie byłam na
        tyle silna wtedy, żeby zgłosić nękanie na policję. Skutek ex osiągnął taki, że
        nie ma żadnych szans na normalne stosunki teraz gdy emocje opadły. Po prostu
        nie chcę mieć z oszołomem nic więcej wspólnego.
        • nangaparbat3 ciołek ze mnie 14.06.07, 20:02
          bo myslę, mysle i pojac nie mogę:
          dlaczego rozstanie z kimś, z kim nie dało sie życ, uznalaś za wielką porażkę?

          i tak na marginesie: naprawdę nie widzisz roznicy miedzy posłaniem bukietu
          kwiatów a głuchym telefonem w środku nocy?
          • tricolour Bo rodzinę zakłada się celowo. 14.06.07, 20:08
            Mozlolnie buduje się związek, rodzi dzieci, wspólnie je wychowuje. Rodzina
            troszczy się o siebie, wspomaga, kocha, całuje...

            Kiedy sie rozpada, to niknie cel - i to jest porażka.
            • z_mazur Re: Bo rodzinę zakłada się celowo. 14.06.07, 21:54
              Jakoś to "mozolnie" zabrzmiała strasznie dołująco.

              To tak jak z tym "układaniem" sobie życia.

              Mnie ten zwrot jakoś niespecjalnie pasuje, bo jakoś mnie "mozolne" budowanie niespecjalnie kręci.
              • nangaparbat3 Re: Bo rodzinę zakłada się celowo. 14.06.07, 22:08
                Mozolne budowanie celem całowania... ups!
              • tricolour W takim razie buduj szybko. 14.06.07, 22:15
                Rób jak chcesz...
                smile)
    • pomimo1 Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 22:34
      wysłałam Ci odpowiedź z podziękowaniemwink ale chyba coś jest z pocztą i w
      skrzynce wysłanych nie mam potwierdzenia.

      W każdym razie - dziękujęsmile)))))
      • pomimo1 Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 22:36
        już mam potwierdzenie, a raczej 4smile
        przepraszamsmile
      • alexdelpierrro Re: pytanie do płci pieknej 14.06.07, 23:20
        pomimo1 napisała:

        > wysłałam Ci odpowiedź z podziękowaniemwink ale chyba coś jest z pocztą i w
        > skrzynce wysłanych nie mam potwierdzenia.
        >
        > W każdym razie - dziękujęsmile)))))


        na zdrowiesmile)
    • der1974 Re: pytanie do płci pieknej 15.06.07, 01:19
      Alex a gdzie Twoje życie jest? Przyćmiło Cię tak totalnie? Odeszła bo chciała.
      Swoimi żalami nic nie zmienisz. Przedłużasz sobie agonię, a tak nie wolno. Sam
      siebie facet ranisz. Jak jesteś taki uczuciowy i empatyczny to się nawet nie
      obejrzysz kiedy jakaś baba to doceni albo wykorzysta. Tak czy owak jest tylko
      przyszłość a nie przeszłość. Ale ja wiem, że to bez sensu pisanie jest bo Ty
      kochasz ciągle. A kochaj ile chcesz. W końcu Ci przejdzie i zobaczysz, że są
      inne interesujące kobiety warte tego, żeby je pokochać. Ja ciągle wierzę w
      miłość i nie zawężam tego do ex. No chcę znów wierzyć w miłość jak lata
      świetlne temu śpiewała IRA.
      • alexdelpierrro Re: czy mnie przyćmiło?:))) 15.06.07, 12:56
        der1974 napisał:

        > Alex a gdzie Twoje życie jest? Przyćmiło Cię tak totalnie? Odeszła bo
        chciała.
        > Swoimi żalami nic nie zmienisz. Przedłużasz sobie agonię, a tak nie wolno.
        Sam
        > siebie facet ranisz. Jak jesteś taki uczuciowy i empatyczny to się nawet nie
        > obejrzysz kiedy jakaś baba to doceni albo wykorzysta. Tak czy owak jest tylko
        > przyszłość a nie przeszłość. Ale ja wiem, że to bez sensu pisanie jest bo Ty
        > kochasz ciągle. A kochaj ile chcesz. W końcu Ci przejdzie i zobaczysz, że są
        > inne interesujące kobiety warte tego, żeby je pokochać. Ja ciągle wierzę w
        > miłość i nie zawężam tego do ex. No chcę znów wierzyć w miłość jak lata
        > świetlne temu śpiewała IRA.


        Cześć der1974,

        czy mnie przyćmiło? moze trochesmile

        Sam wiesz jaki to cios gdy Cię zegna żona z dnia na dzień, gdy nie byłeś
        tyranem, nie piłeś, nie biłes, starałeś się by była szcześliwa, mi co najgorsze
        co chwila mówiła jaka to jest happy.
        Staram sie zyć swoim zyciem, pomału wyciagam swoją małą firme z dna, choć sa
        takie dni gdy jakas piosenka, jakieś skojarzenie, jakiś znajomy spotkany
        przypadkiem i pytanie: macie już dzieciaczki? to sa te chwile kiedy
        przynajmniej ja łapię taką dolinę ze poezja.
        Z jednej strony zadaję sobie wtedy pytanie: za co mi dziewczyno to zrobiłaś?
        czy faktycznie dla niej zycie to gra i wymienia sobie?

        Odpalam w momentach zdołowania kompa i zdjecia ze slubu i jestem załatwionysmile
        sadomasochistasmile)))))))))

        Nie umiem tego wytłumaczyć.

        Psycholog do której chodze raz na miesiąc mówi w sumie logicznie cytuje:

        po co Pan analizuje? to nie ma najmniejszego sensu, kiedyś był Pan dla Niej
        idealny, a zycie toczy sie dalej, ludzie się zmieniają, w chwili obecnej Ona
        już Pana nie potzrebuje, robi kariere, w jej zyciu nie ma dla Pana miejsca,
        możliwe ze to taki typ kobiety, nic Pan na to nie poradzi, prosze sie trzymać
        faktów, odeszła bo chciała, czy kogos poznała czy nie, to juz jest dla Pana bez
        znaczenia.
        Faktem jest ze nie chce teraz z Panem byc i już, takie zycie.

        Niby wszystko jest takie logiczne i zrozumiale,pytałem czy zabiegać jakiś
        kontakt, słac życzenia, a nawet te kwiaty, odpowiedziala ze teraz nie ma to
        sensu bo jest Pan wypluty psychicznie i nie gotowy by z NIą normalnie bez
        zobowiązań porozmawiać, moze kiedyś.

        Czyli w sumie to co niektórzy tu z Was pisalismile

        A tak na koniec tego posta to powiem Wam ze życie sprawiło ze z wesołego
        uśmiechniętego faceta, mega optymisty stałem się jakimś smutnym fanem swojej
        byłej zony której nie jestem już potrzebny.

        A najlepsze było to jak Pani psycholog ostatnio powiedziała żebym wymienił
        zalety swojej żony, żebym wymienił szczerze to wszytsko co Ona wnosiła do
        naszego małżeństwa.....hm....czytanie ksiazek, obiad raz na 2 tygodnie,
        sprzątanie w sobote, codzienne przygotowanie mi listy rzeczy do zrobienia....i
        ciągłe powtarzanie jaki to kochany jestem ze robie Jej codziennie obiady,
        sniadania, kolacje, dbam o Nią by ładnie wyglądała, za kupowanie Jej
        wszytskiego o czym zamarzy,za to ze kupuje Jej często kwiaty czego nie robił
        zaden poprzednik, choc raz jeden przytargał 1 róże i dla niej było to mocno
        załosne...

        Jak ostatnio kumplowi opowiadałem ze sprzątałem codziennie robiłem zakupy i
        czekałem na tego dzieciaka z obiadem jak wróci z pracy to tylko się smiał ze
        jakiś wykręcony jestem, a jak usłyszał ze poprosilem ja jeszcze o to by
        nauczyła mnie obslugiwac pralkę to bede prał( nie pomyślcie ze nie umiem
        obsługiwać urządzeń AGD ale pralka była wypasionasmile) kumpel stwierdził ze
        jestem mega pierdoła i jak najszybciej musze sie zmienić, pytam ale jak?

        a on mówi: pilot, kanapa, chipsy, porozrzucane skarpetki, browar na stole,
        wtedy Alex będziesz kochanysmile))))))))))))))))))))))))

        Nie wchodze w to!!!!

        3majcie sięsmile
        • pomimo1 Re: czy mnie przyćmiło?:))) 15.06.07, 22:21
          Niniejszym ogłaszam, ze bojkotuję posty alexasmile To jest jakaś
          autoreklamawink)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
          • alexdelpierrro Re: czy mnie przyćmiło?:))) 16.06.07, 19:36
            pomimo1 napisała:

            > Niniejszym ogłaszam, ze bojkotuję posty alexasmile To jest jakaś
            > autoreklamawink)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
            >
            >

            żeby nie było....ja nie obwiniam swojej byłej zony za wszystko, nie szukam
            winnego a jeśli juz miałbym szukac to zawalilismy po połowie.
            zawiodla komunikacja, ja powinienem był się domyśleć że pieniądze to nie
            wszystko,otworzylem frme, zaczalem zarabiac kilka razy wiecej niz do tej pory i
            moze faktycznie ponioslo mnie z lekka, choć ona robiła kariere ciągle była
            zawalona robotą w domu wiec sądziłem ze wszystko jest OK...... a słowa swojej
            zony jaki to jestem cudowny powinienem brac z przymruzeniem oka.
            Jak ktos madry napisał: w pewnym momencie jesteśmy tak pewni naszej wzajemnej
            miłości ze wyłącza się nam "czujność"

            To coś co powoduje ze ciągle jesteśmy "czujni"
            Czujnośc sie wyłączyła i wpadlismy jak śliwka w kompot.

            Powtórze to juz poraz ostatni: moze jestem naiwny, ale zawsze sądziłem ze
            małżeństwo jeśli juz sie rozpada to jest to poprzedzone wspólnymi rozmowami,
            próbami naprawy....a nie rozpada sie z dnia na dzień.
            Mnie to spotkało i dlatego mnie przyćmiło troszkesmile

            • a.niech.to Re: czy mnie przyćmiło?:))) 07.08.07, 08:15
              alexdelpierrro napisał:

              > Powtórze to juz poraz ostatni: moze jestem naiwny, ale zawsze
              sądziłem ze
              > małżeństwo jeśli juz sie rozpada to jest to poprzedzone wspólnymi
              rozmowami,
              > próbami naprawy....a nie rozpada sie z dnia na dzień
              Nie słyszałam o związku, który rozleciałby się w ten sposób.
        • panda_zielona Re: czy mnie przyćmiło?:))) 15.06.07, 23:05
          Jak ostatnio kumplowi opowiadałem ze sprzątałem codziennie robiłem zakupy i
          > czekałem na tego dzieciaka z obiadem jak wróci z pracy to tylko się smiał ze
          > jakiś wykręcony jestem, a jak usłyszał ze poprosilem ja jeszcze o to by
          > nauczyła mnie obslugiwac pralkę to bede prał( nie pomyślcie ze nie umiem
          > obsługiwać urządzeń AGD ale pralka była wypasionasmile) kumpel stwierdził ze
          > jestem mega pierdoła i jak najszybciej musze sie zmienić, pytam ale jak?
          >
          > a on mówi: pilot, kanapa, chipsy, porozrzucane skarpetki, browar na stole,
          > wtedy Alex będziesz kochanysmile))))))))))))))))))))))))
          >
          > Nie wchodze w to!!!!

          I słusznie,ze skrajności w skrajność - żadna matodasmile
          • der1974 Re: czy mnie przyćmiło?:))) 16.06.07, 00:18
            Alex, ja Cię doskonale rozumiem. Przeczytałem co napisałeś i ryczałem ze
            śmiechu właśnie. Bo ja to niby inny los miałem? Taki sam frajer - sympatyczny
            chłopaczek, który się natknął na twardą babę która miała inne spojrzenie na
            życie, na swoje potrzeby. Ale fakt, że się spotkaliśmy z egoistkami zadufanymi
            w sobie, nie oznacza, że nie warto się starać. To wszystko co piszesz oznacza,
            że masz bardzo wiele zalet. I trzeba w to uwierzyć w końcu. Siebie radykalnie
            nie zmienisz, tak jak i ja. Ale jednak jednego mnie ex nauczyła - myśleć o
            sobie i żyć swoim zyciem. I za to jej jestem bardzo wdzięczny. Popatrz na ex
            jak na nauczycielkę życia, a nie traktuj jej jako sprawcy wszelkich nieszczęść.
            Nauka nie pójdzie w las. Zapewniam Cię. Będzie w Tobie siedzieć już do końca.
            Zmiksować wrażliwość z pragmatyzmem - czego chcieć więcej? No boli jak sk.. ale
            przejdzie kiedyś. I wtedy Panie Alexie żyć nie umierać. Sam zobaczysz - kiedy
            się przestaniesz użalać nad sobą. Absolutnie wszystko przed Tobą. I nadejdzie
            taki dzień, że będziesz się tarzał ze śmiechu z poczuciem wyższości nad innymi
            facetami.
            • sylwiamich Nie wierzę 16.06.07, 14:17
              To jakas podpucha.Nie ma takich facetów i tyle.
            • alexdelpierrro Re: czy mnie przyćmiło?:))) 16.06.07, 19:42
              der1974 napisał:

              > Alex, ja Cię doskonale rozumiem. Przeczytałem co napisałeś i ryczałem ze
              > śmiechu właśnie. Bo ja to niby inny los miałem? Taki sam frajer - sympatyczny
              > chłopaczek, który się natknął na twardą babę która miała inne spojrzenie na
              > życie, na swoje potrzeby. Ale fakt, że się spotkaliśmy z egoistkami
              zadufanymi
              > w sobie, nie oznacza, że nie warto się starać. To wszystko co piszesz
              oznacza,
              > że masz bardzo wiele zalet. I trzeba w to uwierzyć w końcu. Siebie radykalnie
              > nie zmienisz, tak jak i ja. Ale jednak jednego mnie ex nauczyła - myśleć o
              > sobie i żyć swoim zyciem. I za to jej jestem bardzo wdzięczny. Popatrz na ex
              > jak na nauczycielkę życia, a nie traktuj jej jako sprawcy wszelkich
              nieszczęść.
              >
              > Nauka nie pójdzie w las. Zapewniam Cię. Będzie w Tobie siedzieć już do końca.
              > Zmiksować wrażliwość z pragmatyzmem - czego chcieć więcej? No boli jak sk..
              ale
              >
              > przejdzie kiedyś. I wtedy Panie Alexie żyć nie umierać. Sam zobaczysz - kiedy
              > się przestaniesz użalać nad sobą. Absolutnie wszystko przed Tobą. I nadejdzie
              > taki dzień, że będziesz się tarzał ze śmiechu z poczuciem wyższości nad
              innymi
              > facetami.

              ja juz pomału wracam do swiata zywychsmile

              coraz więcej widzę "zalet" swojej szanownej małżonki, a że czasem mnie jeszcze
              coś telepie ale juz coraz rzadziej.

              Dzięki forum i Waszym wpisom chyba w miarę szybko się lecze.

              Człowiek czyta posty innych i widzi że podobny los spotkał wielu innych.

              "I wtedy Panie Alexie żyć nie umierać" i obyś miał racjesmile

              bo wbrew wszystkiemu co pisza życie jest piękne tylko ludzie sa podlismile

              pozdrawiam
              • a.niech.to Re: czy mnie przyćmiło?:))) 07.08.07, 08:20
                alexdelpierrro napisał:

                > bo wbrew wszystkiemu co pisza życie jest piękne tylko ludzie sa
                podlismile
                Ludzie są raczej dobrzy aniżeli źli, a jeszcze gdyby im rozpalić
                lampę mądrości...to hu hu...
            • milena78 Re: czy mnie przyćmiło?:))) 19.06.07, 21:11
              rany! dziękuję za taką odpowiedź... a już myślałam, że faceci nie potrafią tego
              zrozumieć! trzeba żyć własnym życiem i się szanować (co absolutnie nie jest li
              wyłącznie egoizmem) - stąd się biorą twarde babki i twardzi faceci.. cały
              problem w tym, że tak rzadko się spotykamy na swojej drodze.niestety.
        • em120777 Re: czy mnie przyćmiło?:))) 16.06.07, 14:38
          zdecydowanie nie zmieniać się!! No chyba ze odczuwasz dzika przyjemnośc w
          siedzeniu z tymi chipsami na kanapie itp. a żona jak chciała tak zrobiła -
          zupełnie jak mój mąż - ciesz sie,że tobie tak jak mi nikt nie powtarza,że ona
          jeszcze wróci ....
          Wiesz chyba nie zroumiemy tych decyzji ... trzeba to łyknąć jak gorzką pigułkę,
          przetrawić i poczekać na ozdrowieńcze efekty ...

          Gadam i gadam - a sama nie jestem lepsza, też zrobiłabym wszystko by wrócił ...
          ech wink

          podobno najlepszyn sposobem nauki jest dawanie korepetycji - coś z tym jest ....

          eM
          gg2453135
          • rozwodnica Re: czy mnie przyćmiło?:))) 16.06.07, 14:47
            Eee tam i tak się nie zmienisz smile
            Jeśli jesteś taki fajny misiek to choćbyś nie wiem jak się starał i postanawiał
            sobie być macho w najgorszym słowa znaczeniu to zjawi się jakaś miła dziewczyna
            przy której znów będziesz milusi. I bardzo dobrze smile
            • der1974 Re: czy mnie przyćmiło?:))) 17.06.07, 23:59
              No i bądź Misiek milusi. To nic złego Alex. To droga do bycia prawdziwym
              mężczyzną. Boli ale warto.
            • 13monique_n Re: czy mnie przyćmiło?:))) 18.06.07, 14:43
              Rozwodnica, dokładnie tak. Fajny "milusi" misiek niech sie tylko nie zacina. Ma
              wszelkie zalety po temu, by - jeśli dorzuci do nich otwarte oczy - spotkał
              kobietę, która całym sercem doceni to, jaki jest. Nie ideał koniecznie, ale po
              prostu fajny facet.
              Trzymaj się Alex. Przecierp i wytrzymaj, bo moim zdaniem warto.
        • a.niech.to Re: czy mnie przyćmiło?:))) 07.08.07, 08:12
          alexdelpierrro napisał:

          > zadaję sobie wtedy pytanie: za co mi dziewczyno to zrobiłaś?
          Znajdź odpowiedź, nie poprzestawaj na pytaniu.
          > Psycholog do której chodze raz na miesiąc mówi w sumie logicznie
          cytuje:
          >
          > po co Pan analizuje? to nie ma najmniejszego sensu,
          Zmień psychologa. Trafiłeś na cieniasa.
          > Pani psycholog ostatnio powiedziała żebym wymienił
          > zalety swojej żony, żebym wymienił szczerze to wszytsko co Ona
          wnosiła do
          > naszego małżeństwa.....hm....czytanie ksiazek, obiad raz na 2
          tygodnie,
          > sprzątanie w sobote, codzienne przygotowanie mi listy rzeczy do
          zrobienia....i
          > ciągłe powtarzanie jaki to kochany jestem ze robie Jej codziennie
          obiady,
          > sniadania, kolacje, dbam o Nią by ładnie wyglądała, za kupowanie
          Jej
          > wszytskiego o czym zamarzy,za to ze kupuje Jej często kwiaty czego
          nie robił
          > zaden poprzednik, choc raz jeden przytargał 1 róże i dla niej było
          to mocno
          > załosne...
          Znajdź odpowiedź, co w niej tak bardzo kochałeś.
          > jestem mega pierdoła i jak najszybciej musze sie zmienić, pytam
          ale jak?
          >
          > a on mówi: pilot, kanapa, chipsy, porozrzucane skarpetki, browar
          na stole,
          > wtedy Alex będziesz kochanysmile))))))))))))))))))))))))
          A gdyby tak razem, może akurat? W nakreślonej scenerii niekoniecznie
          trzeba wlepiać gały w ekran.
    • ona_niepokorna Re: pytanie do płci pieknej 18.06.07, 14:19
      Również muyślę że jeśli kiedyś darzyliśmy kogoś uczuciem....i to na tyle dużym
      że był ślub i wspólne życie...to nie można tak zupełnie wymazać tej drugiej
      osoby ze swojego serca. Chyba że rozstanie było w kłótni, został żal...itd. Ja
      nie wyobrażam sobie żeby mój eks wysłał mi kwiaty lub zrobił cokolwiek
      miłego...gdyz cały czas robi mi na złość i nie jest dobrym ojcem. Więc wydaje mi
      się że to jakie ma się relacje po rozwodzie zależy od tego w jakich
      okolicznościach doszło do rozstania i z jakiego powodu. Ja niestety mam kontakt
      z eksem ze względu na synka....sporadyczny , bo sporadyczny ale jest.
      Wg mnie rób to co dyktuje Ci sercewink

      Pozdrawiam
    • cynamonowy_kot Re: pytanie do płci pieknej 19.06.07, 21:39
      ech zeby tak moj ex sie zastanawial czy nie wyslac mi kwiatow smile

      ja rozumiem Twoja zone bo najchetniej wcale nie kontaktowalabym sie z exem, ale
      poniewaz mamy dziecko to taka opcja odpada... i nie chodzi tu o to, ze nie chce
      miec z nim kontaktu, ze nic juz dla mnie znaczy itd., jest wrecz odwrotnie -
      kazde spotkanie czy nawet rozmowa z nim od nowa na dlugo rozwala mnie
      emocjonalnie, no a jesli zdecydowalismy sie zyc osobno to takie emocje nie sa
      juz mi naprawde potrzebne. musze sie pogodzic z tym co sie stalo, postarac sie
      byc silna i zyc dalej. tak wiec chyba im mniej kontaktu tym lepiej.
    • e07 Re: pytanie do płci pieknej 20.06.07, 23:37
      Nie myśl w ten sposób. Nie dlatego, że to niemożliwe, to znaczy ponowne zejście
      się. Dlatego, że to bardzo mało prawdopodobne. Ale przede wszystkim, takie
      tęsknoty trzymają Cie w przeszłości, nie pozwalają iść z życiem do przodu,
      cokolwiek by to miało znaczyć. Kup kwiaty pani babci sąsiadce - zobaczysz jak
      się ucieszy. Może i Tobie sprawi to przyjemność.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka