malgorzatka37
19.06.07, 16:27
Troche to dłuugie ale od początku w skrócie. Z mężem jesteśmy ponad 2 lata.
Ja mam syna z poprzedniego małżęństwa 8-letniego ADHowca a teraz jestem w
ciąży.
M. ma dwie córki bliźniaczki z poprzedniego małżeństwa. Jedną wychowuje matka
a drugą jego matka ,czyli moja teściowa. Eksia chciała zabrać obydwie córki,
które zresztą bardzo za sobą tęsknią a niestety w ogóle się nie widują
chociaż mieszkają parę ulic od siebie.M. zupełnie nie widuje się z córką,
która jest u eksi, bo ta sobie tego nie życzy. Natomiast córka którą
wychowuje jego matka mieszka z dziadkami od malutkiego, dosłownie od kilku
miesięcy życia, bo babcia zrobiła sobie z niej zastępczynię własnej zmarłej
córki.Dziewczyna ma szereg problemów emocjonalnych z uwagi na brak matki.
Jest pod opieką psychologa. Ja próbowałam kiedyś zabrać ją do nas i stworzyć
jak to się mówi rodzinkę. Niestety nie udało się. Pasierbica jest silnie
związana z dziadkami, tam ma swój dom rodzinny. Z moim synem kompletnie się
nie dogadali. Wczasy razem z dziećmi okazywały się kompletnym niewypałem-
codzienne bitwy (ale to potworne), ataki jednego na drugiego, płacz że
pasierbica chce wracać do babci itd.
W końcu dałam sobie na wstrzymanie. I jest jak jest.
Bierzemy ją na niedzielę. Mieszka u teśció, tam też chodzi do szkoły.Ja tak
szczerze wcale za nią bardzo nie przepadam, chociaż trochę mi jej szkoda.
Ostanio wynikł jednak nie lada problem. Teściowa poważnie zachorował. Nie
będę się rozpisywać nad diagnozą ale koniec końcem choroba może być
śmiertelna. Pozostanie wtedy problem pasierbicy.
Osobiście jestem zdania że powinna w tej sytuacji zaopiekować się nią matka,
która jak wspominałam mieszka w tym samym mieście ze swoim facetem i córką
(siostrą bliźniaczką "mojej" pasierbicy).Nie chcę jednak uśmiercać z góry
teściowej i debatować nad tym co będzie z pasierbicą po jej zgonie i dlatego
powstrzymuje się od jakichkolwiek rozmów z M. na ten temat, widząc jak cierpi
z powodu choroby matki. Temat jednakże istnieje.Co mi radzicie? Jak go
rozwiązać? Ja osobiście nie bardzo widzę możliwość wychowywania dzieciaka
całodobowo z wielu względów. Prawdopodobnie skończyłoby się to rozwodem z M.,
bo za cholerę nie jesteśmy w stanie scalić tego układu w jedną całość.