Wiem, ze poruszalam ten watek pare miesiecy temu,ale prosze Was o
naprostowanie mnie jeszcze raz, bo sytuacja mnie przerosła.
Mieszkam sobie w uroczym trojmiescie, w wynajetym, slicznym mieszkanku, ktore
uwielbiam. Mniej wiecej polowe mca pomieszuje u mnie przyjaciolka (z powodu
pracy), ktora nie wchodzi mi w droge, ma swoje zycie i jak mnie zaczyna
wkurzac, to nawet nie musze z nia gadac,albo wyjezdza. Bardzo sobie cenie jej
pobyty, bo jest z kim pogadac, wypic wino, poklocic sie, podyskutowac i nawet
mona lazic nago czy sikac przy otwartych drzwiach lazienki (taki miewam
kaprys), bo przyjaciolka jest dla mnei wiecej niz siostra.
Wlasnie mam okazje raz do roku na dwa tyg cieszyc sie swoboda, bo moje dziecko
wyjechalo na 2 tygodnie. Jest cudnie. Wlasnie mam kaca, brykam ochoczo w
wypierdzianej piżamie (sorry), przyjaciólki nie ma, dziecka nie ma. cudnie mi.
i wlasnie sie dowiedzialam, ze zamierza sie do mnie wprowadzic na tydzien, dwa
a moze wiecej moj kuzyn.
Facet ostatnio wpadl w lutym. Nie wiedzialam go wczesniej na oczy, firma go
oddelegowala do trojmiasta i nie zapewnila mu lokum (wielka i bogata firma).
Wiec kuzyn postanowil skorzystac z mojej goscinnosci. Byl to czas, gdy pisalam
po godzinach na zlecenie duzy projekt i strasznie zasuwalam w domu po nocach.
Kzuyn niby mily i ok, ale:
-kupowal zarcie tylko sobie, a z kupowanego przeze mnei skwapliwie korzystal
-nie powiedzial, na ile przyjechal (mieszkal cholerne 11 dni)
-chodzil 3 dni w tych samych skarpetach
-spal i chodzil za dnia w tej samej podkoszulce
-sprzatal i zmywal po sobie
-nie dorzucil ani zlotowki do czynszu ani mediow
-rozwalal sie na mojej , poscielonej kanapie i strzelał owłosionymi gołymi
palcami u nóg pijąc piwo (ja pracowalam przy komputerze)
-byl zly,jak sama wychodzilam z domu na spotkania ze znajomymi i go nie
zabieralam (robilam to notorycznie,bo nie moglam go zniesc)
ciagle przynosil piwo i pilismy co dnia, czego nie mam w zwyczaju
-gotowal smierdzace zarcie
- apal sie 30 minut (mam bojler 80 l)
- po jego wyjezdzie zginely mi baterie do aparatu ( nie wiem - za reke nie
zlapalam)
I wlasnie znow przyjezdza, tym razem na stale do trojmiasta i chce na jakis
czas zatrzymac sie u mnie.Na czas nieznany, dodam.
JA NIE CHCE!!!!!! NIE NIE NIE
Ciesze sie, ze nie ma mojego synka, ze moge byc sobie sama, nie dbac o
porzadek, wyjezdzam wlasnie w delegacje, wracam i jade na szkolenie, nie chce
by mi sie wtedy obcy (raz w zyciu go w koncu widzialam) po chacie krecil.
Nie po to sie rozwodzilam,by mi sie dziad w domu szarogesil

)))))
Powiedzcie mi, czy postapilam niegrzecznie nie podajac przyczyny i mowiac, ze
u mnie zatrzymac sie nie moze? Dodam,ze chce zamieszkac od jutra, a powiadomil
mnie w piatek. Powiedzialam, ze mieszkanie u mnie jest niemozliwe, ze
wyjezdzam na szkolenie, na konferencje a potem na urlop (sklamalam z tym
urlopem).
Ja nie korzystalam nigdy z lokum u niego,jak jade na Mazury.Ale zapraszal.
Sedno lezy w tym, ze ja nie mam ochoty z kims ( z facetem) mieszkac nawet 2
dni!!!!!! Mowcie, co o tym sadzicie. Burak ze mnie?