Dodaj do ulubionych

Nadal kocham męża

22.07.07, 13:14
A co mam zrobić jeśli nadal kocham męża? Mineły już 3 lata od rozstania a ja
sobie właśnie uświadamiam, że cały czas próbuję wyprzeć to uczucie i przez to
czuję się jeszcze gorzej. Mam ataki paniki, okropne dołki - taki jest efekt.
Mąż mnie zostawił i nie ma tu w ogóle o czym mówić ale nie wiem co mam zrobić
ze swoim bólem. Po prostu nie miałam nigdy żadnego planu B, wszystkie plany
były związane z nim. Czuję się ograbiona z wszystkiego co miałam. Kim byłam
było ściśle związane z moim związkiem. Nie umiem funkcjonować dobrze sama.
Obserwuj wątek
    • tricolour Idź do psychologa... 22.07.07, 13:17
      ... bo to jedyne wyjście.
      • crazyrabbit Re: Idź do psychologa... 22.07.07, 13:20
        Tri ma rację. Jeżeli po trzech latach jesteś w tak paskudnym stanie , to nikt
        oprócz fachowca Ci nie pomoże.
        Idź koniecznie!
    • tricolour Nawet trudno odnieść się do Twoich słów... 22.07.07, 13:22
      ... "Kim byłam było ściśle związane z moim związkiem" - przecież napierw ludzie
      budują swoją osobę i mają świadomość kim są, a dopiero potem decydują sie na
      związki mając za podstawę znajomość siebie, własnych celów, oczekiwań, ofert dla
      innych.
      • sylwiamich Re: Nawet trudno odnieść się do Twoich słów... 22.07.07, 13:27
        Tri...czasami w chwilach wielkiego bólu nie jesteś osobą, jesteś tylko
        cierpieniem.W takich chwialach zapomina się, że kiedyś, bez tej osoby, było sie
        szczęśliwym.Miało się pragnienia, ambicje i chęć na życie.Trzeba sobie to
        przypomnieć.Poza tym czasami żyjemy wspomnieniami.Bo są bezpieczne.A przesżłość
        nalezy pogrzebać.Tam...z przodu nic nie zobaczysz...jeśli tylko do tyłu
        patrzyszsmile)No chyba że sobie o coś z przodu nosa rozkwasisz...czego Ci Zyczęsmile))
        • tricolour No właśnie... 22.07.07, 13:31
          ... i żeby sobie przypomnieć kim się było nalezy skupić się w ciszy gabinetu, a
          nie na forum. Tym bardziej, że "rewelacje" naszej koleżanki sa bardzo depresyjne
          i odjechane, a na forum amatorszczyzna pełna.

          PS. Życzę Ci tego samego, co Ty mnie smile)))
        • phokara Re: Nawet trudno odnieść się do Twoich słów... 22.07.07, 13:31
          Poza tym czasami żyjemy wspomnieniami.Bo są bezpieczne.

          Wspomnienia są przede wszystkim bezużyteczne. Nie da się nimi życ, no chyba, że
          mówimy o atrapie życia.
          • sylwiamich Re: Nawet trudno odnieść się do Twoich słów... 22.07.07, 13:43
            phokara napisała:

            > Poza tym czasami żyjemy wspomnieniami.Bo są bezpieczne.
            >
            > Wspomnienia są przede wszystkim bezużyteczne. Nie da się nimi życ, no chyba,
            że
            >
            > mówimy o atrapie życia


            Ale tak jest..nie ma się do czego odnosić.Tyle że te wspomnienia nie mogą
            zastąpić przyszłości...co napisałam dalejsmile
      • sylwik1980 Re: Nawet trudno odnieść się do Twoich słów... 22.07.07, 13:28
        W moim przypadku tak nie było bo przyszłego męża poznałam mając 15 lat i
        ukształtowałam sie razem z nim albo to on mnie ukształtował, nie wiem...
        • phokara Re: Nawet trudno odnieść się do Twoich słów... 22.07.07, 13:33
          Musisz się udać na poszukiwanie własnej tożsamości.
          Tak, jak Ci napisali mądrzy ludzie wyżej - terapia.
        • tricolour Sylwik... 22.07.07, 13:33
          ... nie ma innej drogi jak lekarz. Gdy boli ząb, to idziesz do stomatologa, gdy
          nawala cała głowa, to do psycholga. Skutki samodzielnej psychoterapii czesto
          mają wymiar samodzielnego leczenia zębów - szpecące ubytki.
          • sylwik1980 Re: Sylwik... 22.07.07, 13:51
            Bardzo staram się pracować nad sobą, bywać między ludźmi, teraz jestem w
            trakcie podjęcia próby robienia czegoś innego w życiu zawodowym, dbam o siebie,
            chodzę na jogę, bardzo dużo czytam na tematy psychologiczne, na temat rozwoju
            osobistego, dużo rzeczy mnie interesuje ale jeśli chodzi o związek to włacza mi
            się coś takiego, że; nie, absolutnie nie, to niemożliwe żeby ktoś mnie pokochał
            i ja jego i żeby dobrze nam się ułożyło, daj sobie spokój, na nic się nie
            nastawiaj. Wmówiłam sobie też, że najpierw muszę wzmocnić się sama, dopóki to
            nie nastąpi nie będę nawet rozglądać się za związkiem. Mąż bardzo mnie zranił
            ale myślenie o naszych dobrych, właściwie cudownych czasach to dla mnie źródło
            jakiegoś pocieszenia, że i tak już coś wspaniałego w życiu przeżyłam. Dlatego
            funduję sobie takie seanse marzeń o tym, że wrócimy do siebie. Nie wiem już w
            końcu czy to prawda, że trzeba najpierw nauczyć się być samemu żeby być z kimś.
            Ja dobrze funkcjonuję jak mogę się z kimś dzielić, coś dawać, nie mówiąc już o
            czymś takim, że do funkcjonowania potrzebuje przytulania i dotykania, bez tego
            jestem dużo słabsza.
            • tricolour To bardzo dobrze, że .... 22.07.07, 13:57
              ... " Bardzo staram się pracować nad sobą, bywać między ludźmi, teraz jestem w
              trakcie podjęcia próby robienia czegoś innego w życiu zawodowym, dbam o siebie,
              chodzę na jogę, bardzo dużo czytam na tematy psychologiczne, na temat rozwoju
              osobistego, dużo rzeczy mnie interesuje..." - a ząb jak boli tak boli. Możesz
              zmienić sto prac i przeczytać tysiąc książek a i tak będzie bolał.

              Robisz na razie wszystko, ale nie zajmujesz sie tym, czym powinnaś. Efety widać
              czyli brak efektów.
            • nangaparbat3 Re: Sylwik... 22.07.07, 14:00
              To weź sobie kota ze schroniska, bo one w schroniskach umieraja z powodu stresu.
              Będziesz miała do dotykania i opiekowania się czułą żywą istotę, która na pewno
              Cie nie porzuci.
              Pamietaj, ze samo czytanie ksiazek psychologicznych to za malo, wszyscy, ktorzy
              radzą Ci terapię, maja racje.
              Czytałam kiedyś, że osoby, ktore bardzo mlodo wchodza w zwiazek, szczęśliwy i
              udany, emocjonalnie slabiej sie rozwijają, nie doswiadczając bólu i trudnosci
              zerwania, samotnosci, głebokiego konfliktu. Zawsze jest jakieś frycowe, nie ma
              zmiłuj.
              • crazyrabbit Re: Sylwik... 22.07.07, 14:08
                Koty są cudowne , jeżeli chodzi o potrzebę bliskości z żywą istotą. Ja miałam
                dwa futrzaki , dobre są do wycierania łez.

                A co do tego , co pisałaś.
                Nie kochasz męża , kochasz swoje wyobrażenie o nim. Taki fantom , czy jak to
                nazwać. Uzależnienie emocjonalne.

                Teraz szybko poszukaj adresów psychologów w Twoim mieście i jutro potuptaj tam
                jak najszybciej.
        • maheda Tym bardziej się nie zastanawiaj teraz tutaj 22.07.07, 13:33
          tylko zasuwaj do gabinetu psychologa.
          Możliwe, że bez niego dojdziesz do siebie dopiero za, na przykład, dwadzieścia
          lat, czego Ci absolutnie nie życzę.
        • magda210682 Re: Nawet trudno odnieść się do Twoich słów... 22.07.07, 13:34
          ja miałam 16 lat jak poznałam meza i od tamtej pory bylismy razem. We wrzesniu rozprawa rozwodowa( 3 dni po teoretycznej 2 rocznicy).
          Jestem szczesliwa choc na prawde wielka miłośc przezyłam.
          • nangaparbat3 Magda 22.07.07, 13:55
            magda210682 napisała:

            > ja miałam 16 lat jak poznałam meza i od tamtej pory bylismy razem. We wrzesniu
            > rozprawa rozwodowa( 3 dni po teoretycznej 2 rocznicy).
            > Jestem szczesliwa choc na prawde wielka miłośc przezyłam.

            ja bym powiedziala: jestem szczęsliwa, BO naprawde wielka milość przezyłam.
            Bo wielka miłość zdarza się rzadko, i jest czyms naprawdę wielkim, nawet jeśli
            sie kończy.
            • magda210682 Re: Magda 22.07.07, 14:14
              Widzisz a ja jestem szczesliw a ze ta miłość sie skonczyła.....smile
              • nangaparbat3 Re: Magda 22.07.07, 14:18
                magda210682 napisała:

                > Widzisz a ja jestem szczesliw a ze ta miłość sie skonczyła.....smile

                MOze i tak byc. Jakas wielka melancholia przepelniło mnie to co napisalaś.
                Dziekuję Ci smile
                • magda210682 Re: Magda 22.07.07, 14:23
                  Nie ma sprawy. Zawsez do usług.
        • sylwiamich Re: Nawet trudno odnieść się do Twoich słów... 22.07.07, 13:40
          sylwik1980 napisała:

          > W moim przypadku tak nie było bo przyszłego męża poznałam mając 15 lat i
          > ukształtowałam sie razem z nim albo to on mnie ukształtował, nie wiem...


          Wiem o czym mówisz...sama byłam w dłuuugim związku z chlopakiem od 16 roku
          zycia.Ale naprawdę da się z tego wyjść.Dobrze Ci radzą...idż do psychologa.
          Ile razem lat byliście?A ile lat jeszcze przed Tobą? To mija...jeśli dasz sobie
          szansę...czyli będziesz chciała...nie pielęgnuj tego...wyjdż do ludzi
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka